1993.09.14 – La Verna – Chrystus głosi Ewangelię przez Franciszka

  1. Oto człowiek, który «za życia swego poprawił dom Pański, a za dni swoich wzmocnił świątynię» (Syr 50, 1).

Ten człowiek ma na imię Franciszek: «nowy człowiek, dany światu z nieba» (św. Bonawentura, Legenda maior, XII, 8).

Znajdujemy się tu na jego śladach. Tędy przeszedł Biedaczyna z Asyżu. Tu też objawił tę ogromną miłość, jaka gorzała w jego sercu. Miłość ta uczyniła go podobnym do Umiłowanego, do Ukrzyżowanego: «ja na ciele swoim noszę blizny, znamię przynależności do Jezusa» (Ga 6, 17). Te Pawłowe słowa spełniły się w nim w sposób cudowny. Umbria była świadkiem tego spełnienia. Świadkiem było to górzyste miejsce, które dziś dane mi jest nawiedzić: Alwernia!

  1. Drodzy bracia i siostry! Zamierzałem odwiedzić was w ubiegłym roku, ale jak wiecie, nie było to wówczas możliwe. Z tym większą radością spotykam się z wami dzisiaj. Serdecznie wszystkich pozdrawiam. Witam przede wszystkim kard. Silvano Piovanellego, arcybiskupa Florencji, a także biskupa tej diecezji, Giovanniego D’Ascenzi; pozdrawiam innych obecnych tutaj biskupów, kapłanów, zakonników i zakonnice oraz przedstawicieli różnych stowarzyszeń i ruchów apostolskich. Pozdrawiam burmistrza Florencji, miasta, które od wieków związane jest z różnych powodów z Alwernią, jak również przedstawicieli zarządu starodawnego, górskiego miasteczka, noszącego nazwę Chiusi della Vema.

Szczególne wyrazy uznania pragnę złożyć Zakonowi Braci Mniejszych w osobach ministra generalnego i ministra prowincjalnego Toskanii.

Słowa pozdrowienia i wdzięczności za życzliwe przyjęcie kieruję do o. Eugenio Barellego, gwardiana tego świętego klasztoru, jak również do innych zakonników, tak samo «serdecznych w gościnności» (por. Rz 12, 13). Drodzy bracia z Alwerni, na was spoczywa zadanie zachowania w tym miejscu żywej obecności św. Franciszka, aby każdy, kto wejdzie na tę górę, mógł odnaleźć w jej autentyzmie tę tajemnicę upodobnienia się do Chrystusa ukrzyżowanego, która właśnie tutaj, we wrześniu 1224 r., spełniła się poprzez dar stygmatów.

  1. Stygmaty, blizny Chrystusowej męki na ciele Franciszka, były szczególnym znakiem. Poprzez ten znak objawiał się krzyż, który Franciszek brał na każdy dzień w znaczeniu jak najbardziej dosłownym. Czyż Jezus nie powiedział: «Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! (…) kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa» (Łk 9, 23-24).

Franciszek ogarnął całą prawdę tego paradoksu. Ewangelia była jego Chlebem powszednim. Nie tylko słowa odczytywał, ale poprzez objawiony tekst poznawał Tego, który sam jest Ewangelią. W Chrystusie bowiem objawia się do końca Boża ekonomia: «stracić» i «zyskać» w znaczeniu ostatecznym i absolutnym. Swoim życiem Franciszek głosił i również dziś głosi zbawcze słowo Ewangelii. Trudno znaleźć świętego, którego orędzie przetrwałoby w takim stopniu «próbę czasu».

Franciszek jest w pewnym sensie świętym uniwersalnym. Chrystus chciał głosić Ewangelię przez Franciszka nie tylko jego epoce, ale również innym, również naszej, i różnym kulturom i cywilizacjom.

Oto ten, który «stracił życie» dla Chrystusa, «zachował je». Zachował w sposób przedziwny.

  1. Stygmaty, które Franciszek otrzymał w tym miejscu, na Alwerni, stanowią znak szczególny. Są wewnętrznym świadectwem prawdy Biedaczyny.

Oto staje przed nami ten, który prawdziwie i dogłębnie «chlubił się z Chrystusowego krzyża». Nie «z czegokolwiek innego», ale tylko «z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa» (por. Ga 6, 14).

Znak upodobnienia z miłości. Mówi apostoł Paweł i powtarza Franciszek z Asyżu: przez krzyż Chrystusa i dzięki mocy miłości «świat stał się ukrzyżowany dla mnie, a ja dla świata» (Ga 6, 14).

Świat nie chce być ukrzyżowany: wyrywa się krzyżowi. Człowiek ucieka przed «ukrzyżowaniem dla świata». Tak było za czasów Franciszka, tak jest w naszych czasach. Walka między «światem» a krzyżem toczy się od zawsze: jest to walka z krzyżem zbawienia!

Mogłoby się zatem wydawać, że Franciszek stal się świadkiem prawie nieaktualnym, niepotrzebnym. Ten, kto mówi do Chrystusa: «Tyś jest Panem moim; nie ma dla mnie dobra poza Tobą» (Ps 16 [15], 2), zdaje się drażnić współczesną umysłowość. Wszakże człowiek często nie uznaje nad sobą Pana. Sam chce być panem siebie i świata. Oto dlaczego orędzie Franciszka coraz bardziej jest znakiem sprzeciwu. Takie orędzie powinno by zostać odtrącone, a tymczasem jest coraz bardziej poszukiwane.

  1. To orędzie stanowi naglące wyzwanie, aby odnaleźć w Jego krzyżu «drogę i pochodnię prawdy» (św. Bonawentura, De triplici via, III, 5): prawdy, która nas wyzwala, ponieważ czyni nas uczniami Boskiego Mistrza.

Droga duchowa św. Franciszka była naznaczona przez to wierne podążanie za Bogiem-Człowiekiem, którego wyrzeczenie się siebie i całkowite ogołocenie starał się we wszystkim naśladować (por. Flp 2, 7). Stał się w ten sposób w najwyższym stopniu «ubogim po chrześcijańsku», jak mówi św. Bonawentura (por. Legenda maior, VIII, 5). Ta droga naśladowania osiągnęła swój szczyt na Alwerni, gdy Franciszek otrzymał stygmaty. Pomimo udręki ciała był to moment proklamacji jego zwycięstwa, podobnej do wyznania św. Pawła, które przed chwilą słyszeliśmy: «na ciele swoim noszę blizny, znamię przynależności do Jezusa» (Ga 6, 17).

Otrzymanie stygmatów na Alwerni stanowi widzialny znak podobieństwa do Chrystusa, czyniący z Franciszka wzór, którym każdy chrześcijanin może się inspirować na swojej drodze nieustannego zbliżania się do Boga Stwórcy i Zbawiciela. W tym kontekście głęboki sens mają słowa wypowiedziane przez Biedaczynę u kresu życia: «Ja wykonałem to, co do mnie należało, a o tym, co do was należy, niech was pouczy Chrystus» (św. Bonawentura, Legenda maior, XIV, 3).

  1. Słowa te nie wyrażają samozadowolenia i skupienia się na sobie, ale są pokornym dziękczynieniem za wszystko, czego dokonał w nim Pan. Ich sens jest właśnie taki: niech Chrystus nauczy was, jak być Jego uczniami, tak jak mnie tego nauczył.

Dwa konkretne nakazy Boskiego Mistrza wypełniał Franciszek z całkowitą wiernością: być posłusznym papieżowi, Namiestnikowi Chrystusa, oraz czcić i naśladować Najświętszą Maryję Matkę.

Wiarygodność jego działania w Kościele, także po założeniu nowego zakonu, opiera się w całości na słowach z pierwszego rozdziału reguły: «Brat Franciszek przyrzeka posłuszeństwo i cześć Ojcu Świętemu». Pamiętając o tym, tuż przed śmiercią zachęcał swoich uczniów do «zachowania wierności wobec świętego Kościoła Rzymskiego» (tamże, 5).

Św. Franciszek «darzył też niewysłowioną miłością Matkę naszego Pana Jezusa Chrystusa», gdyż to Ona sprawiła, że «Pan Majestatu stał się naszym bratem», i «w Niej, zaraz po Chrystusie, pokładał największą ufność» (tamże, IX, 3).

Naśladował Maryję w medytacyjnym milczeniu, przede wszystkim po tym, jak został naznaczony przez Chrystusa na tej górze znakami Jego męki: chciał przez to ukazać, że im większe są przywileje udzielone przez Boga, tym głębiej powinien ukryć się ten, kto je otrzymał. «Człowiek Ewangelii, Franciszek — pisze św. Bonawentura — zszedł z góry, niosąc w sobie wizerunek Ukrzyżowanego (…) palcem Boga żywego wyrysowany na członkach jego ciała»; ale «świadom królewskiej tajemnicy, jak tylko mógł, ukrywał święte znaki» (tamże, XIII, 5).

  1. «On myślał o swoim ludzie, aby go ustrzec przed upadkiem, umocnił przeto miasto na czas oblężenia» (Syr 50, 4).

Drodzy bracia i siostry! Te słowa z Mądrości Syracha, które słyszeliśmy na początku tej Mszy św., odnoszą się do samego Chrystusa: On wciąż «myśli o swoim ludzie». Krzyż zakorzenił Chrystusa w dziejach człowieka. Zakorzenił go w sercach ludzkich.

«Świat ukrzyżowany» w Chrystusie objawia się wciąż na nowo jako «świat umiłowany»: Tak «Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał» (J 3, 16). Franciszek dał świadectwo tej bezgranicznej miłości. I nie przestaje o niej świadczyć również dzisiaj.

Tylko miłość może ustrzec przed upadkiem ludzkość i świat, w którym człowiek jest na tyle sposobów «oblężony» i zagrożony.

  1. Oto przychodzimy do ciebie, Franciszku, na to miejsce, które było ci tak drogie.

Przychodzimy do ciebie, aby raz jeszcze upewnić się, że miłość jest większa od każdej złej mocy.

Bądź pozdrowiony u kresu drugiego tysiąclecia chrześcijaństwa.

Bądź pozdrowiony od Kościoła i całej ludzkiej rodziny.

Prosimy cię, Biedaczyno z Asyżu: «wzmacniaj świątynię» również za naszych dni.

Umacniaj Kościół!

L’Osservatore Romano, wydanie polskie, 1994, nr 1 (159) s. 27-29