Do zakonnic chorych w klinice w Albano. Apostolstwo cierpienia – 1969.08.22 –

Pokój temu domowi i wszystkim jego mieszkańcom! Nikt się nie zdziwi, że pośród wizyt, jakie pragnąłem złożyć, wybrałem w sposób świadomy i uzasadniony te właśnie odwiedziny.

Przynoszę moje pozdrowienie zakonnicom chorym, które przy­szły tu, aby złożyć Bogu swoją podwójną konsekrację: tę stałą kon­sekrację życia doskonałego i tę przygodną konsekrację cierpienia.

Podwójna ofiara

Tu, w tym domu, w sposób szczególny ułatwione jest składanie ofiary powołania i ofiary cierpienia. Oba te dary płyną tutaj z serc chorych sióstr. A przecież, na pierwszy rzut oka, mówiąc po ludzku, wydawałoby się, że dary te są w stosunku do siebie w opozycji. Powołanie w swej istocie oznacza oddanie własnego życia, użycie go na dzieła miłości, na modlitwę, na służbę braciom, jednym .sło­wem na działalność intensywną i pełną cennych inicjatyw. Z drugiej strony, ofiara cierpienia zdawałaby się utrudniać pierwszą, wyma­gając przymusowego i długiego wypoczynku i ciężkiej bezczynności.

Znaczenie cierpienia

Cierpienie przeto, nawet w takim domu jak ten, ukazuje się w aspekcie swej grozy, ujawniając zawsze z punktu widzenia ludz­kiego swoją bezużyteczność, zaprzeczenie najlepszym, życiowym pla­nom, granice, jakie stawia pragnieniom, oczekiwaniom, nadziejom. Istnieje zmartwienie, istnieje ból, który realnie uderza i rani czło­wieka, pragnącego udzielać się, coś znaczyć, I na tym właśnie po­lega mądrość i głębia formacji chrześcijańskiej, która prowadzi do wielkiej próby zrozumienia, że ból jest w pełni tą nową konsekra­cją, tą wyjątkową ofiarą, już nie niepotrzebną, ale właśnie niezmier­nie cenną.

Gdyby ludzie utracili świadomość tego, jaką wartość ma trud, ból, łzy, tęsknota i śmierć ludzka, ponieśliby ciężką klęskę.

Tajemnica odkupienia

Nie jest to, na szczęście, droga dusz poświęconych Bogu. Wła­śnie w świetle Ewangelii cierpienie ma dla nich prawdziwe, trwałe znaczenie: planu i harmonii zmierzającej do celu, dzięki czemu wszelkie utrapienie może zawsze osiągnąć swą wartość. Nie są to więc energie zniszczone, ani łzy zmarnowane, ani ofiary daremne.

Ból! Jak szerokie horyzonty nie tylko życia duchowego, asce­tycznego i mistycznego rozciągają się przed człowiekiem, który oce­nia jego wartość rozeznaniem chrześcijańskim i spogląda na Ukrzy­żowanego, rozważając Jego naukę! Jaka jest ta nauka? Właśnie na drogach bólu i ofiary posuniętej aż do śmierci świat został zba­wiony, wyzwolony, odkupiony. I tu jest zasada wszelkiej płodności duchowej, tajemniczej do czasu, ale niezmierzonej. Przede wszyst­kim Chrystus właśnie w tej tajemnicy umieścił Odkupienie; chodzi tu o najwyższą tajemnicę zbawienia i dlatego o niezawodne od­rodzenie.

I przed chorymi zakonnicami staje w sposób naturalny przedłu­żające się pytanie dotyczące użyteczności cierpienia. Ileż to razy przychodzi skarga: jestem ciężarem dla własnej rodziny, kłopotem dla wszystkich; jestem bezużyteczna, gdy chodzi o zwykłą pracę, w której wyraża się wszelka energia człowieka. A więc, niech każ­da z was zatrzyma się na przemyśleniu, czego wola Boża żąda, i niech odda się Bogu jako „hostia Jemu miła” (hostiam płaceniem Deo).

Różne może być zachowanie się w cierpieniu. Można cierpieć z buntem w sercu. Kto nie wierzy i nie modli się, cierpi w ten spo­sób nawet wtedy, gdy milczy. Jakże często, przechodząc wzdłuż korytarzy szpitalnych, czuje się i widzi to przerażające milczenie!

Są ludzie, którzy tłumią w sobie poczucie rozpaczy, buntu i zwąt­pienia, bez jakiejkolwiek pomocy.

Jest jeszcze drugi sposób przeżywania cierpienia. Z pewnością i zakonnice go stosują. To cierpliwość. I również zwykłym, ludz­kim rozsądkiem można dojść do tego stopnia przeżywania cierpie­nia. Trzeba się przystosować, bo cóż innego można zrobić? Lepiej przyjąć wszystko ze spokojem. Filozofia stoicka wykazała, do jakich wyżyn może dojść ta rezygnacja, jakby to powiedzieć, fatałistyczna, zdana całkowicie na… los.

Cierpieć z miłością i przez miłość

Ale jest wreszcie inny jeszcze sposób przyjęcia bólu. To droga tych, którzy wierzą w Chrystusa i za Nim idą: cierpienie z miłością.-i przez miłość! Nie tylko cierpliwie, ale i z miłością.

Jest to droga najwyższa, ta, którą zawsze można iść, również i wtedy, gdy nie ma się sił na formułowanie modlitwy, ani na wy­konywanie jakichkolwiek ćwiczeń pobożnych. Ale serce, dopóki żyje, zdolne jest do tego nadludzkiego aktu, będącego syntezą całej naszej duchowości: aktu miłowania! Panie, płaczę, cierpię, stoję tu bezwładnie, nieruchomo, ale kocham Cię i cierpię z miłości dla Ciebie,

Wiadomo, że nasze czyny — prawo dobrze znane moralistom — osiągają swoją wartość dzięki zamiarom, które im towarzyszą, dzięki intencjom, które je uszlachetniają. Można na przykład dać jałmużnę, aby uwolnić się od natręta, można to również uczynić pod wpływem uprzejmości i ludzkiego współczucia. Ale jaśnieje motyw nieskończenie wyższy od jakichkolwiek innych: to motyw miłości dla Chrystusa. I to we wszystkich okolicznościach. Dlatego to zakonnice chore mnożyć będą dobre, święte, przemieniające, wzniosłe intencie swych cierpień tak, by czas swego utrapienia uczynić bogatym w zasługi. Ponadto, ten okres ludzkiej bezczynności może stać się bardziej cenny i przynosić większy zysk niż jakikol­wiek aktywizm. Dni próby są istotnie wypełnione miłującą cierpli­wością i intencjami, którymi wzbogaca się ludzka bezczynność. Panie, ofiaruję Ci ten przymusowy odpoczynek, ten okres obłożnej choroby, tę przykrość, jaką sprawia mi fakt, że inni muszą mnie pielęgnować…

Przedziwna jest ta litania intencji, które można podsuwać du­szom w ten sposób wybranym, gdyż — jak wiadomo — jedna in­tencja nie wyklucza drugiej i nie może tu być żadnej dokładnej kolejności.

Przedziwna skala intencji

Mogę cierpieć, powie chora zakonnica, aby być posłuszną mojej regule, aby służyć dobrym przykładem, aby się umartwić, aby zjed­noczyć się z Chrystusem; mogę także cierpieć, o przedziwna tajem­nico odkupienia, aby przekroczyć siebie samą; mogę przekroczyć granice mojego własnego losu i powiedzieć: cierpię za biednych grzeszników, za misje, za Kościół, za moją rodzinę zakonną, za tylu ludzi, którzy źle znoszą cierpienie, a mogliby natomiast zrozu­mieć wzniosłość ascezy chrześcijańskiej.

Ponadto, różne intencje mogą dać pole pewnej dozie fantazji. Czemużby nie? Czy chciałybyście modlić się za wasze współsiostry? Na pewno tak! Czyńcie to jak najlepiej. I za dzieci, za dusze nie­winne, w intencji dobrej prasy, w intencji Soboru. Właśnie w spo­sób szczególny polecam wam Sobór i cały jego przebieg. Czy chce­cie także modlić się za Papieża? Otrzymacie w zamian jego ojcow­ską, żywą wdzięczność.

Zakonnice cierpiące, milczące, modlące się, ożywione miłością ku Bogu, będą mogły przynieść nieobliczalny pożytek dla Kościoła poprzez uświęcenie swoich dni ciemnych i bolesnych.

 

Ancora, 1969, 13—19.