1982.10.11 – Rzym – Bp Ignacy Jeż, Homilia na Mszy dziękczynnej za kanonizację Św. Maksymiliana Kolbego

„Oto jest dzień, który dał nam Pan. Radujmy się i weselmy się w nim”.

Bracia i siostry w Chrystusie Panu!

Słusznie możemy dzisiaj o wczorajszym dniu śpiewać antyfonę, którą Kościół powtarza poprzez całą oktawę świąt Wielkanocnych. Bo każda niedziela jest wspomnieniem Wielkanocy — święta Zmartwychwstania Pańskiego. Ale jeżeli każda — to ta wczorajsza w całkiem szczególny sposób.

Wolno tak było śpiewać tym, którzy razem z wczoraj do katalogu świętych wpisanym O. Maksymilianem Marią Kolbem, cześć życia swojego spędzili w hitlerowskich obozach koncentracyjnych. W ich imieniu — razem z biskupem Kazimierzem i Tadeuszem, z czterdziestoma tu obecnymi księżmi jako delegatami trzystu żyjących jeszcze księży — byłych więźniów i z tak bardzo wielu świeckimi powtarzamy słowa antyfony kościelnej: „Oto jest dzień, który dał nam Pan. Radujmy się i weselmy się w nim”.

Obóz w Dachau, w którym zgromadzeni byli od roku 1941 wszyscy duchowni, uwolniony został w prawie cudowny sposób przez wojska amerykańskie — w niedziele, dnia 29.IV.1945 roku, po godzinie 17. Czwarty dzień wolności — dzień 3.V.1945 roku, był naszym polskim dniem. Na placu apelowym wystawiono wspaniały ołtarz, nad którym górował olbrzymi krzyż. Głównym punktem narodowego święta wspominającego rocznicę Konstytucji 3 Maja oraz wspomnienia kościelnego święta Królowej Korony Polskiej, była Msza Św. uroczysta — najuroczystsza na te warunki, w jakich była odprawiana. Po Ewangelii kaznodzieja użył paradoksalnego stwierdzenia: oto miejsce i dzień, w którym spełniły się wszystkie moje życiowe marzenia. Bo ile razy, w czasie bez końca — na deszczu i śniegu — trwających apeli, puszczałem wodze wyobraźni, tyle razy marzyłem o tym, by tu kiedyś stanął krzyż, by tu kiedyś stanął ołtarz, by tu odprawiono Mszę Św., by tu zaśpiewano pobożne, religijne pieśni, które by wynagrodziły Panu Bogu te bez końca wypowiadane słowa przekleństw i bluźnierstw, używanych w szczególny sposób wobec polskich księży przez SS-manów. I oto dziś — dnia 3 maja. 1945 r. — wszystkie te marzenia się zrealizowały — mówił ksiądz, dotychczasowy więzień obozu koncentracyjnego w Dachau. Ale tym bardziej dziś w poniedziałek, po 28 niedzieli — która przeszła do historii z datą 10 października 1982 roku, może powtórzyć każdy były więzień obozu koncentracyjnego: „Oto jest dzień, który dał nam Pan. Radujmy się i weselmy się w nim”. Bo spełniły się wszystkie najbardziej skryte marzenia. Ale nie tylko nam — żyjącym z łaski Bożej do dziś dnia. O ileż więcej ci, którzy od nas odeszli, i ks. biskup Michał Kozal, i ks. Frelichowski, i księża biskupi: Korszyński, Edmund Nowicki, Jedwabski… całą ich listę zestawił ks. dr Wiktor Jacewicz: 2500 księży — straszliwa hekatomba katolickiego Kościoła złożona na ołtarzu Ojczyzny, która dziś owocuje licznymi powołaniami, bo zawsze aktualne jest stwierdzenie Tertuliana: Sanguis martyrum — semen christianorum. Do nich wszystkich odnosi się tekst czytania we Mszy św. ku czci Ojca Maksymiliana Marii Kolbego: „Zdało się oczom głupich, że pomarli. Zejście ich poczytano za nieszczęście. I odejście od nas za unicestwienie. A oni trwają w pokoju!”. A oni trwają w pokoju! Bo tak, jak to słyszeliśmy wczoraj z ust Namiestnika Chrystusowego, św. Maksymilian Maria Kolbe został wpisany w poczet świętych. Kościół stwierdził nieomylnym swoim nauczaniem, że Ojciec Maksymilian Kolbe jest w niebie — i że można go prosić o pośrednictwo Bożej łaski, człowiekowi do zbawienia koniecznie potrzebnej. Czyli, że wartało i miało sens wziąć na siebie krzyż i cierpienie, zaprzeć się samego siebie. Wartało wziąć na serio słowa Ewangelii: „Nie skarbcie sobie skarbów na ziemi, gdzie rdza i mól psują i gdzie złodzieje wykopują i kradną… Ale… skarbcie sobie skarby w niebie…”. Spełniły się wszystkie nasze marzenia, że sponiewierany bez reszty człowiek — ten poniżony do samego dna, ten odarty ze wszelkiej ludzkiej godności, ten, któremu zostało zabrane wszystko, bo nie miał nawet imienia i nazwiska a tylko numer i pasiakowe łachmany — ten wyniesiony został na ołtarze i odbiera najwyższy religijny hołd!

Jakże wspaniała jest ta perspektywa, jaką poprzez kanonizację otwiera Kościół nie tylko, gdy idzie o minioną przeszłość historyczną, ale też gdy idzie o teraźniejszość. Bo czy nie tak trzeba nam przeżywać spotkania z uwięzionymi i internowanymi w roku 1982 na naszej polskiej ziemi, tyle że nie przez wrogów tam osadzonymi, którzy wolność swoją stracili nie za zbrodnię i kradzieże, ale i za wierność swoim przekonaniom. Warto, po stokroć warto, mówi nam dziś św. Maksymilian Maria Kolbe.

Śpiewa dziś wielkanocną antyfonę z okazji kanonizacji św. Maksymiliana Marii Kolbego — „Oto jest dzień, który dał nam Pan” — każda polska rodzina! Bo okazała się warta największej ofiary: „Nie ma większej miłości nad tę, jeżeli ktoś życie swoje daje za przyjacioły swoje…”. Wydawało się o. Maksymilianowi, że bardziej będzie potrzebne życie pana Gajowniczka jego rodzinie, niż jego życie, człowieka, który oddawszy swoje życie Panu Bogu na wyłączną służbę, postanowił rodziny nie zakładać.

„O Panie, jestem Twoim sługą, Twym sługą, synem Twojej służebnicy”. Nie lubią dziś ludzie tego słowa „służący – służąca”. Zastąpili je niejednokrotnie śmiesznymi określeniami „pomoc kuchenna” czy „pomoc domowa”; „konserwatorka wnętrz” mówi się dziś o sprzątaczce. Byle tylko nie powiedzieć „służący – służąca”, bo to — powiedział ktoś — poniża… Kościół jest uparty, i codziennie każe nam powtarzać w październiku tajemnicę o Zwiastowaniu Pańskim i każe nam zastanawiać się nad słowami powiedzianymi przez Matkę Najświętszą w tej scenie: „Oto ja, służebnica Pańska — niech mi się stanie według słowa Twego”. Chociaż to słowo Pana przekreśla moje plany i moje obliczenia. Bo nie każda służba poniża. Jest służba, która jest królowaniem! Cui servire — regnare est. I dlatego Różaniec rozpoczynający się słowami „Oto ja, służebnica Pańska”, kończy się Jej ukoronowaniem w niebie.

Życie każdego dobrego ojca i matki jest służbą — od rana do nocy, bez zapłaty — bo dzieci rzadko okazują się wdzięczne swoim rodzicom. Ale im o to nie idzie — bo to jest służba Panu, wtedy, gdy dają dziecku nowe życie, wtedy, gdy stoją na jego straży, wtedy, gdy dzieci swoje wychowują przez całe lata. I tak długo będzie dobrze w Polsce, jak długo ten ideał będzie żywy. A jeśli jest źle, to dlatego, że tylu jest gotowych rządzić drugimi i rozkazywać, a tak niewielu gotowych służyć drugiemu według Chrystusowych słów: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych braci moich, toście Mnie uczynili”.

Przypomniał nam, kapłanom. Kościoła katolickiego, ten obowiązek służby Sobór Watykański II, którego 20 rocznicę zwołania właśnie dzisiaj przypominamy, a w szczególny sposób poprzez Synod Biskupów, zwołany na temat służebnego kapłaństwa. A Chrystus Pan nam we Mszy św. ku czci Św. Maksymiliana Marii Kolbego dopowiada, że „już was nie nazywam sługami — ale nazwałem was przyjaciółmi”, pod warunkiem, że pójdziemy Jego drogą — Jego, wpisanego w dniu wczorajszym w katalog świętych Kościoła naszego.

Śpiewa dziś wielkanocną antyfonę z okazji kanonizacji św. Maksymiliana Marii Kolbego — „Oto jest dzień, który dał nam Pan” — Zakon Franciszkański. Nie mogło być lepszego uczczenia jubileuszu Wielkiego Mistrza tego Zakonu, św. Franciszka, który urodził się W Roku Pańskim 1182, jak wyniesienie na ołtarze człowieka, który za jego przykładem idąc tak dosłownie potrafił zrealizować w swoim życiu ideał przez Franciszka z Asyżu wytyczony.

Na życie bowiem św. Maksymiliana Marii Kolbego trzeba patrzeć okiem turysty, który wspina się na wysoki szczyt górski. Droga jest ciężka. Wymaga ogromnego zaparcia się siebie. Najtrudniejszy okazuje się odcinek ostatni. Ale wreszcie osiąga się szczyt i następuje wspaniałe spojrzenie w dół. Dopiero teraz radość rozpiera serce, dopiero teraz następuje odprężenie, dopiero teraz przychodzi stwierdzenie: wartało, miało sens, opłaciło się! Trudny był okres nowicjatu, jeszcze trudniejszy czas studiów, skomplikowany przez chorobę. Już ofiar wymagała praca wydawcy i budowniczego Niepokalanowa w Polsce i w dalekiej Japonii. I wreszcie obóz — ten najtrudniejszy odcinek, osiągnięty heroiczną ofiarą. Dziś może sobie powiedzieć: wartało, miało sens, opłaciło się!

Wszyscy jesteśmy w drodze. Wszyscy wspinamy się na szczyt. Wzywa nas nowy święty, by tą drogą był dla nas zawsze Chrystus Pan i by myśl o szczycie, na który się wspinamy dodawała nam sił i otuchy. Gdy zdobywano drugi co do wysokości szczyt świata, oznaczany na mapach symbolem K-2, na ostatnim odcinku nagle zepsuła się pogoda. Nadeszła gęsta, uniemożliwiająca wspinaczkę mgła. Ale nie można było czekać bez końca. Trzeba się było zdecydować — albo wracać i niepowodzeniem zakończyć całą bardzo kosztowną wyprawę, albo zaryzykować pójście w górę niezależnie od bardzo złych warunków. Wybrano to drugie. Dwóch śmiałków zaczęło wspinać się w górę. Po kilku godzinach zmęczenie zaczęło dawać o sobie znać, a tu we mgle nie widać końca. I znowu pytanie: wracać, czy ryzykować dalej. I wtedy zerwał się wiatr, który przepędził mgłę i szczyt oddalony o godzinę drogi stanął przed nimi. I to ich zmobilizowało. Zebrali resztki sił i doszli. I flaga włoska została zatknięta na szczycie, na którym człowiek stanął po raz pierwszy. Tylko ten, kto wytrwa do końca, zbawion będzie — woła do nas dziś nasz nowy Patron.

Śpiewa dziś wielkanocną antyfonę z okazji kanonizacji św. Maksymiliana Marii Kolbego — „Oto jest dzień, który dał nam Pan” — cała Polska: umęczona, udręczona, stęskniona wolności i wyjścia z sytuacji dokuczliwej na co dzień. Może dlatego tak trudno nam o tę pełną radość i wesele, o których mówi antyfona na Zmartwychwstanie Pańskie. I w tej sytuacji jeszcze raz wskazuje nam Kościół na przepiękną modlitwę odmawianą właśnie w październiku, jaką jest Różaniec, dlatego tak wysoko ceniony, że obok ustnie powtarzanych tekstów modlitw rozważamy w nim poszczególne tajemnice życia Chrystusowego, zachęcani słowami Mistrza: „Kto chce być uczniem moim, niech zaprze się samego siebie, niech weźmie krzyż swój na ramiona swoje i idzie za mną”. Idziemy za Nim w tajemnicach radosnych, ale próbujemy iść za Nim też w tajemnicach bolesnych. Nie jest to droga łatwa, ale jakże częsta w naszych dziejach. I dlatego 150 lat temu pisał wieszcz narodu słowa powtarzane do dziś przez każde polskie serce: „Litwo, Ojczyzno moja, ty jesteś jak zdrowie, ile cię trzeba cenić ten tylko się dowie, kto cię utracił”. I dlatego modlić się nam kazał słowami: „Panno święta, co Jasnej bronisz Częstochowy i w Ostrej świecisz Bramie” — o cud. Nie tylko o cud uzdrowienia fizycznego, ale moralnego, o przemianę serc. A w świetle wczorajszej liturgii można spokojnie powtórzyć: dla Boga nie ma nic niemożliwego. Różaniec nie kończy się na części bolesnej. Po niej powtarzamy jeszcze pięć tajemnic chwalebnych.

Modlimy się o cud do nowego Świętego, o radość i pogodę serc w ojczystej ziemi, o wolność dla wszystkich, o poprawę sytuacji ekonomicznej. Bo od wczoraj nie byle jakiego mamy pośrednika w niebie.

Święty Maksymilianie Mario Kolbe — módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy.