2014.11.29 – Gniezno – Prymas abp Wojciech Polak, Homilia z okazji peregrynacji kopii jasnogórskiego Obrazu w klasztorach męskich

Więc teraz, synowie, słuchajcie mnie, szczęśliwi, co dróg moich strzegą. Przyjmijcie naukę i stańcie się mądrzy, pouczeń mych nie odrzucajcie. Błogosławiony ten, kto mnie słucha, kto co dzień u drzwi moich czeka, by czuwać u progu mej bramy, bo kto mnie znajdzie, ten znajdzie życie i uzyska łaskę u Pana. (Z Księgi Przysłów)

Drodzy Ojcowie i Bracia! Umiłowani Siostry i Bracia,

Wezwanie do słuchania i czuwania, zawarte w Księdze Przysłów i przed chwilą w pierwszym czytaniu nam przypomniane, przywołujemy jeszcze raz w czasie tej uroczystej Eucharystii, sprawowanej na początku nawiedzenia kopii cudownego obrazu Matki Bożej Częstochowskiej w gnieźnieńskim klasztorze Ojców Franciszkanów. Włączając się w peregrynację tego obrazu po domach męskich zgromadzeń zakonnych w całej Polsce, również tutaj, w Gnieźnie, pragniemy przyjąć Maryję, przychodzącą do nas  w swym Jasnogórskim Wizerunku. Wiemy, że w ten sposób nawiązujemy do zapoczątkowanej przez Sługę Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Tysiąclecia, peregrynacji, tej rozpoczętej w 1963 roku, która wówczas przygotowywała wspólnoty zakonne do Millennium Chrztu Polski. Obecne nawiedzenie Maryi ma Was, Drodzy Bracia, przygotować na 1050. rocznicę Chrztu Polski, którą obchodzić będziemy za dwa lata. Gnieźnieńskie nawiedzenie zbiega się jednocześnie z rozpoczynającym się niebawem, bo już w najbliższą niedzielę, nowym rokiem kościelnym i przeżywanym w całym Kościele Rokiem Życia Konsekrowanego, w którym – jak wskazywał papież Franciszek – pragniemy z mocą pokazać światu ile jest wśród wspólnot zakonnych świętości i żywotności . Wszystko to pozwala nam wspólnie trwać dziś na modlitwie u stóp Maryi, Pani Jasnogórskiej i w postawie wiary przyjąć Jej matczyne nawiedzenie.

Drodzy w Chrystusie Panu!

W jednym ze swoich kazań kard. Karol Wojtyła, jeszcze jako arcybiskup metropolita krakowski, podkreślał, że obraz Matki Bożej Częstochowskiej stał się nam – od stuleci – szczególnym znakiem nadziei. Dlatego też w nim nie tylko czcimy Maryję, ale w nim pokładamy szczególne zawierzenie. A dalej wyjaśniając na czym polega właściwie to zawierzenie – i to w szczególnym kontekście peregrynacji kopii jasnogórskiego obrazu po Polsce i trudności, na jakie ta peregrynacja napotkała w ówczesnym komunistycznym państwie – dodawał: zwyciężyła żywa wiara ludu Bożego i okazała się właściwa tej wiary treść. Okazało się, że wiara szuka swojego właściwego przedmiotu kultu w Osobie (…) nade wszystko czci Osobę, z Osobą się spotyka, z Osobą Maryi obcuje. W nawiedzającej nasze męskie wspólnoty zakonne kopii Cudownego Obrazu i my pragniemy uczcić więc Maryję, z Maryją się spotkać i z Nią razem przebywać. Czyż właśnie tej prawdy nie wyraża również umieszczony z tyłu tego Cudownego Obrazu tekst, napisany wówczas własnoręcznie przez Prymasa Tysiąclecia, w którym wkłada w usta Maryi jak najbardziej osobiste słowa powitania i zachęty: przyjmijcie Mnie w Waszym Betlejem zakonnym jako Dziewicę Wspomożycielkę i Świętą Bożą Rodzicielkę, przyjmijcie jako Matkę, będę Waszym Pokojem i Miłością, będę Waszym Bogactwem i Mądrością, Waszym Rozrostem i Wytrwaniem. Drodzy Bracia! Przyjmijcie więc Maryję pod swój zakonny dach!

Matka Pana przychodzi dziś do Was, Drodzy Bracia, na to gnieźnieńskie franciszkańskie wzgórze, tak jak kiedyś przyszła wraz z uczniami Jezusa na wesele do Kany Galilejskiej. O tym właśnie spotkaniu i o tym nawiedzeniu czytaliśmy przed chwilą w Ewangelii według św. Jana. Maryja przyszła wraz z uczniami Jezusa i przyszła z Jezusem. Tak jak Jego uczniowie również Ona była świadkiem tego pierwszego znaku, jaki Jezus uczynił w Kanie Galilejskiej. Tak jak oni również Ona, Matka Jezusa, ujrzała wówczas chwałę swego Syna. Dla uczniów była to także okazja do wyznania wiary w Jezusa. Uwierzyli w Niego – napisze św. Jan. Ona nie potrzebowała znaku. Ona już wierzyła, skoro zachęcała uczniów Jezusa: zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie. W ten sposób – jak uczy nas Sobór Watykański II – Maryja postępowała naprzód w pielgrzymce wiary i utrzymywała wiernie swe zjednoczenie z Synem aż po krzyż. Nazwana szlachetną towarzyszką i pokorną służebnicą Pana (…) współpracowała w dziele Zbawiciela przez posłuszeństwo, wiarę, nadzieję i żarliwą miłość dla odnowienia nadprzyrodzonego życia dusz ludzkich. Dlatego – przypomina jeszcze raz Sobór – stała się nam matką w porządku łaski. Tym matczynym spojrzeniem obejmuje więc każdego z nas, którzy z wiarą wpatrujemy się w Jej Cudowne Jasnogórskie Oblicze. Obejmuje nas swą matczyną miłością i nam dziś powtarza: zróbcie wszystko, cokolwiek Jezus wam powie.

Drodzy Bracia w Życiu Konsekrowanym!

Zastanówmy się wspólnie, jak te słowa Maryi, kierowane wówczas do uczniów Jezusa, można dziś odnieść do nas. Niewątpliwie zwarta była w nich zachęta do okazania Jezusowi posłuszeństwa. Słowa Jezusa znalazły jasny rezonans i jasną odpowiedź w sercach tych, do których je kierował. On mówił, a oni czynili to, co od nich wymagał. A wymagał wówczas bardzo konkretnych rzeczy, aby napełnili stągwie wodą i zanieśli je staroście weselnemu. To, że podjęli jezusowe wskazania, stało się i dla nich okazją do tego, że mogli na własne oczy ujrzeć początek znaków, które uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Gdybyśmy więc i my, z całym naszym życiem i powołaniem, postawili się w sytuacji tych, do których mówi Jezus, moglibyśmy niewątpliwie zauważyć, jak ważną rzeczą jest zarówno uważne słuchanie tego, co do nas mówi, jak i posłuszne kierowanie się w naszym życiu Jego słowem, Jego wskazaniami, Jego nauką. Wyraża się w tym, niewątpliwie, właśnie nasze posłuszeństwo Jezusowi. Jest to posłuszeństwo – jak przypomina nam adhortacja apostolska św. Jana Pawła II o życiu konsekrowanym i jego misji w Kościele i w świecie – ukazujące wyzwalające piękno uległości synowskiej, a nie niewolniczej, wzbogaconej poczuciem odpowiedzialności i przenikniętej wzajemnym zaufaniem. W tej postawie potrzeba bowiem zarówno synowskiej miłości, jak i odpowiedzialności oraz zaufania. Potrzeba, abyśmy słuchali Chrystusa, zaufali Mu i uczynili Go centrum naszego życia. Potrzeba – o czym właśnie osobom konsekrowanym przypomina wspomniana już przeze mnie Vita consecrata –  poddania Chrystusowi całej swej egzystencji, które upodabnia do Niego. Albowiem osoba konsekrowana nie tylko czyni Chrystusa sensem swojego życia, ale w miarę możliwości i na miarę swych możliwości odtwarza w sobie tę formę życia, jaką obrał Syn Boży przyszedłszy na świat. Odtwarzać zaś w sobie Jego życie to znaczy mieć oczy i serce wrażliwe na innych, być dla nich, jak Jezus był dla drugich, także dla tych, a może zwłaszcza dla tych, którzy – jak ci w Kanie Galilejskiej – znaleźli się w naprawdę trudnej życiowej sytuacji.

Drodzy Bracia!

Maryja przychodzi dziś do nas, aby otworzyć nas na taką właśnie wspólnotę z Jezusem, Jej Synem. W cudownym jasnogórskim wizerunku wprost wskazuje nam na swego Syna, jakby chciała przypomnieć, że mamy czynić właśnie to, co On do nas mówi. W tych dniach Jej obecności będziemy mieć okazję, aby się zatrzymać przed Nią na modlitwie, aby spojrzeć głęboko w Jej dobre matczyne oczy, aby zawierzyć Jej jeszcze raz nas samych i nasze wspólnoty zakonne. Modlitwa nie jest marnowaniem czasu – wołał przedwczoraj papież Franciszek do uczestników sesji plenarnej Kongregacji ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego – i dodawał, że jeśli my, konsekrowani nie zatrzymamy się przed Bogiem w bezinteresowności modlitwy, to wino zamieni się w ocet. Jakkolwiek byśmy rozumieli tę  przestrogę, warto ją usłyszeć także w tej sytuacji, gdy otrzymujemy na te następne dni szansę spotkania na modlitwie z Matką naszego Pana. To na pewno nie będzie marnowanie czasu. Będzie to natomiast okazja do spotkania, do słuchania, do otwarcia serc i uszu na to, co Bóg przez Maryję pragnie wam, Drodzy Bracia, właśnie w tej chwili nawiedzenia, powiedzieć. Pięknie mówił kiedyś o modlitwie papież senior Benedykt XVI nazywając ją wprost szkoła nadziei. Wspominał przy tym, że w modlitwie człowiek nie chowa się w jakimś prywatnym kącie własnego szczęścia, ale prawdziwa modlitwa jest procesem oczyszczenia wewnętrznego, który czyni nas otwartymi na Boga i przez to właśnie otwartymi na ludzi. Życzę więc Wam, Drodzy Bracia, aby to spotkanie z nawiedzającą Wasz dom Maryją, trwanie przed Nią na modlitwie, szukanie u Niej wsparcia i matczynej pociechy, pozwoliło Wam i Waszym wspólnotom być jeszcze bardziej otwartymi na Boga i przez to właśnie otwartymi na ludzi. Wiele razy już mówiłem, że wartość życia konsekrowanego nie mierzy się zdolnością do takiej czy innej posługi, do takiego czy innego kościelnego działania i zaangażowania, ale wynika ona z obecności, ze świadectwa obecności dusz w Chrystusie zakochanych, którzy przypominają innym, że Bóg jest naszym Bogiem na wieki. Amen.