Home DokumentyPolskie dokumenty o życiu konsekrowanymEpiskopat PolskiDokumenty i Listy pasterskie Konferencji Episkopatu Polski 1971.09.04 – Jasna Góra – Konferencja Episkopatu Polski, List biskupów polskich przed beatyfikacją Ojca Maksymiliana Marii Kolbego

1971.09.04 – Jasna Góra – Konferencja Episkopatu Polski, List biskupów polskich przed beatyfikacją Ojca Maksymiliana Marii Kolbego

Redakcja

 

Konferencja Episkopatu Polski

LIST BISKUPÓW POLSKICH PRZED BEATYFIKACJĄ OJCA MAKSYMILIANA MARII KOLBEGO

Jasna Góra, 04 września 1971 r.

 

Umiłowani w Panu!

Dzielimy się z Wami radosną wiadomością: w dniu 17 października br., w czasie trwania w Rzymie Synodu Biskupów, Ojciec Święty Paweł VI ogłosi błogosławionym naszego rodaka sługę Bożego, ojca Maksymiliana Marię Kolbe.

W pamiętnym roku milenijnym szedł przez cały nasz kraj śpiew: „Gaude, Mater Polonia” Raduj się, Matko Polsko!” Ojczyzna jest matką, ,a Polska, ochrzczona przed tysiącem lat, zasłużyła sobie na opinię ,,matki świętych.”

Największą chwałą i radością każdej matki są jej dzieci. Największą chwałą i radością ojczyzny są jej święci. Niedługo minie dziewięć wieków od męczeńskiej śmierci świętego biskupa Stanisława Szczepanowskiego, patrona Polski. Z modlitw kościelnych, przeznaczonych na jego święto, nauczyliśmy się słów: „Raduj się, Matko Polsko”.

Używamy ich dzisiaj, gdyż tchną tą radością chrześcijańską, z jaką zwracamy się obecnie do Was, synowie i córki ochrzczonej ojczyzny, którzy wspólnie z nami stanowicie Lud Boży Kościoła Świętego w Polsce.

Wkrótce będzie ogłoszony błogosławionym człowiek nam bardzo bliski nasz brat, ojciec Maksymilian Maria Kolbe. Urodził się w rodzinie włókniarzy w Zduńskiej Woli pod Łodzią i w niedalekich Pabianicach rósł jako chłopiec. W stolicy naszych Tatr, w Zakopanem, i w małym klasztorze franciszkańskim, w Nieszawie pod Włocławkiem, odzyskiwał zdrowie, gdy lekarze zawyrokowali, że gruźlica płuc przetnie niebawem jego młode życie. Po latach założył na mokradłach koło Szymanowa pod Warszawą słynny Niepokalanów.

I choć miłość Boga i człowieka, ożywiona żarliwością o cześć Niepokalanej, Matki Chrystusa, pędziła go po kontynentach świata, wrócił do Polski, aby tu pracować, żyć, cierpieć i umrzeć w obozie oświęcimskim., na ojczystej ziemi, tak straszliwie przez nienawiść najeźdźców znieważonej. Zginął jak gdyby po to, aby swą heroiczną ofiarą zmazać tę zniewagę w obliczu Boga i w oczach całego świata. Tak narodził się do chwały świętych, wśród bezmiaru bólu, przez jaki przechodził cały naród u schyłku pierwszego tysiąclecia swojej historii. Staje się też pierwszym świętym drugiego tysiąclecia.

Nawet okoliczności jego śmierci Opatrzność wydobyła jakby z naszej tradycji: Umierał 30 lat temu, jak ongiś patron polskiej młodzieży, święty Stanisław Kostka, 14 sierpnia, w wigilię Wniebowzięcia Matki Bożej. Chciał przecież bardziej, niż ktokolwiek na świecie, wielbić Ją i miłować. Żył z imieniem Maryi na ustach i umierał wielbiąc Ją pieśnią, wypełniającą celę śmierci. Było to jakby echo, podjęte przez Rycerza Niepokalanej z głębin naszej religijności, pogłos pieśni rycerskiej z pól bitewnych, na których Polacy ginęli za wiarę i Ojczyznę: „Bogurodzica-Dziewica”. Wieszcz narodowy powiedziałby: „Vivat Polonus, unus defensor Mariae” „niech żyje Polak, jedyny obrońca i rycerz Maryi!”

Nie wydobywa więc Kościół postaci naszego rodaka, którego zamierza wynieść na ołtarze, z archiwów dawnych dziejów. Jesteśmy w Niepokalanowie i pokazują nam jego celę. Tu pracował i tu został aresztowany. Jedziemy do Oświęcimia i dotykamy ścian innej celi, w której umierał. Słuchamy i patrzymy na tych, którzy go słuchali i którzy na niego patrzyli w ciągu lat, gdy żył, gdy się modlił, gdy pracował, gdy przemawiał, a także gdy potem odchodził z bunkra obozowego przed tron Boży. Wynosi więc Kościół na ołtarze świętego naszych czasów nie dlatego, że umierał zaledwie 30 lat temu, ale także dla innych, ważnych powodów.

Jeżeli ktoś powie: Pokażcie mi świętego „zwyczajnego” – wskażemy na ojca Maksymiliana Marię. Jest tak zwyczajny, że wszystko, co w jego życiu było „nadzwyczajne” – z wielkimi podróżami misyjnymi włącznie (było tylko przygotowaniem do męczeńskiej ofiary z życia: do ofiary wielkiej, ale złożonej w codziennej doli obozowej, która zrównała miliony ludzi w największym poniżeniu i poniewierce.

Jeśli ktoś pomyśli: zbyt trudno jest być świętym dzisiaj, nie pamięta, że ojciec Maksymilian został świętym w istnym piekle ziemi. Przecież dziś jeszcze niełatwo jest stąpać po oświęcimski obozie i nie można słuchać spokojnie o tym, co się tam działo. A i bliżej jesteśmy „ściany śmierci” i bloku 11 – tym nam jest trudniej. To właśnie tam, dnia 14 sierpnia 1941 roku, umierał święty naszych dni.

Jest świętym naszych czasów także dlatego, że był prawdziwie, po franciszkańsku ubogi. Ubóstwo Franciszka z Asyżu, którego ojciec Maksymilian był duchowym synem, dźwignęło Kościół XIII wieku. Ale i dzisiaj Kościół Soboru Watykańskiego II najchętniej nazywa się „Kościołem ubogich”. O dobrowolne ubóstwo woła dziś również „trzeci świat” ludzi głodnych i groźna dla rozwoju ludzkości sytuacja krajów tonących w przesycie.

Ojciec Maksymilian jest świętym współczesnym i dlatego, że i pracy na chwałę Boga wykorzystał postęp, technikę, wynalazki. Doskonale pojął znaczenie środków masowego przekazu. Bratał się łatwo z najnowocześniejszymi maszynami. Rozmiłowany w subtelny obliczeniach matematycznych, miał wyobraźnię wielkiego wynalazcy, snuł ogromne plany, nie po to, aby szkodzić, niszczyć, wywierać przemoc, lecz by służyć człowiekowi, Matce Niepokalanej i Najwyższemu Bogu, niosąc Ewangelię po krańce ziemi. – Pisał w 1937 roku: „W połatanym habicie, w połatanych butach, na samolocie najnowszego typu, jeżeli będzie to potrzebne do zbawienia i uświęcenia większej ilości dusz”.

To go trawiło wewnętrznym żarem Apostoła, pędziło do Indii i Japonii. W tym również jest bardzo współczesny. Przecież ostatni Sobór przypomina: „Kościół pielgrzymujący jest misyjny ze swej natury”. Tak brzmi dzisiejszy komentarz do Jezusowych słów: „Idź więc i nauczajcie wszystkie narody” (Mt 28, 19).

Ojciec Maksymilian jest współczesny, bo mówił, jak bardzo w Kościele Chrystusowym jesteśmy wszyscy jedno: jeden Lud Boży duchowni i świeccy. Tę zasadę soborową już przed laty śmiało wprowadzał w życie, zapraszając świeckich do pracy apostolskiej.

U nas w Polsce istniało zawsze przedziwne porozumienie między kapłanem a człowiekiem świeckim. Nowe wołanie o porozumienie nie jest wołaniem o coś, czego nie było, ale o coś, co ma się stawać wciąż pełniej, aż na miarę słów Jezusowych: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15, l Ten zakonnik i kapłan umarł, oddając życie swoje za brata, żołnierza, ojca rodziny.

Ale co szczególnie w latach tysiąclecia chrztu Polski uczyniło ojca Maksymiliana Marię bardzo współczesnym, to jego żarliwa miłość do Niepokalanej Matki Boga-Człowieka, tak upowszechniona w Polsce przed wojną, że już przez to samo wskazał, jakimi drogami ma iść nasze przygotowanie na święte tysiąclecie. Miało ono prowadzić za Bogurodzicą-Dziewicą do Chrystusa, Jeżeli program przygotowawczy do tysiąclecia był odnową ducha Chrystusowego pod przewodem Maryi, to zawdzięczamy to w dużej mierze apostołowi Maryjnemu, ojcu Maksymilianowi Marii Kolbe. Życiem swoim, duchem, ofiary za braci, służebniczą pracowitością, heroiczną wiarą, szaleńczą wprost miłością do Niepokalanej – przygotował tę drogę i nas po niej poprowadził. Ilekroć w czasie wielkiej nowenny wspominaliśmy Niepokalaną Maryję, tylekroć łączyliśmy to z Jej rycerzem i niewolnikiem, ojcem Maksymilianem Marią.

Jest rzeczą wprost nie do wiary, jak bardzo przygotował On drogę Polsce za Bogurodzicą do Tysiąclecia. Nie da się ocenić tej głębokiej ufności i gorącej miłości, jaką upowszechniał wśród nas, do Niepokalanej.

Pielgrzymka duchowieństwa polskiego, złożona z byłych więźniów obozów koncentracyjnych, wręczyła w roku ubiegłym Ojcu Świętemu Pawłowi VI, z okazji złotego jubileuszu jego kapłaństwa, mały, ręcznie wykuty kielich mszalny z obozu w Oświęcimiu. Kielich został ofiarowany jako świadectwo niezachwianej wiary tych, którzy go wykuli, i tych, którzy w nim mszę świętą sprawowali. Przekazali go Ojcu Świętemu pielgrzymi, którzy mogli dać świadectwo o życiu i śmierci swych braci-kapłanów i świeckich. Powiedzieli, że jest ich – prawdziwych wyznawców i męczenników Chrystusowych – długi szereg.

Nie musieli długo tłumaczyć. Ojciec Święty o tym dobrze wie. Sam przecież napisał w przeddzień swego wyboru w przedmowie do książki biskupa polskiego o obozie: „To jest dalszy ciąg dziejów męczenników Chrystusowych”.

Jesteśmy pewni, że papież Paweł VI ze szczególną radością ogłosi ojca Maksymiliana błogosławionym, jako pierwszego spośród nich. Skrajnie ubogi i najpokorniejszy zasłużył sobie ojciec Kolbe na to, aby się na nim sprawdziły Jezusowe słowa: „Ostatni będą pierwszymi” (Mt 20, 16). Ale ufajmy, że będzie pierwszym spośród wielu. Módlmy się o to, łącząc się duchowo w dniu 17 października z uroczystością beatyfikacji ojca Maksymiliana Marii w Rzymie, a potem uczestnicząc w uroczystościach, które z okazji beatyfikacji obchodzić będziemy w Polsce.

Niech ojczyzna nasza będzie matką wielu świętych. Niech rodzą się oni w każdej polskiej rodzinie. Niech na każdej z nich spocznie błogosławieństwo Boże, uproszone modlitwą naszej Niepokalanej Królowej i wszystkich świętych patronów polskich. Amen.

Jasna Góra, 4 września 1971 roku

Podpisani:
kardynałowie,
arcybiskupi i biskupi polscy
zebrani na Jasnej Górze

 

Archiwum KWPZM

 

SERWIS INFORMACYJNY KONFERENCJI WYŻSZYCH PRZEŁOŻONYCH ZAKONÓW MĘSKICH W POLSCE

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zgoda