1957.10.11 – Jasna Góra – Przemówienie na Pielgrzymce Wyższych Przełożonych Zakonów i Zgromadzeń Męskich

Najmilsi Confrates, Drodzy Księża Generałowie, Prowincjałowie, Wyżsi Przełożeni Zakonów w Polsce.

Jak zawsze dotychczas, tak tym więcej w tej chwili gdy mamy tę radość, że spotkaliśmy się pod dachem naszej wspólnej Królowej i Matki, Maryi, i to w dzień Jej Świętego Macierzyństwa, daję wyraz swemu szczęściu, że możemy wspólnie popracować nad sprawą, która przecież jest integralną częścią powszechnego Kościoła świętego, która jest wyrazem działania Ducha św. w Kościele, który sam zna potrzeby Kościoła i tym potrzebom zaradza w różny sposób.

Bobrze wiemy, że w życiu Kościoła Bożego schodzą się, gdzieś w Sercu Bożym, dwie inicjatywy: inicjatywa odgórna, inicjatywa łaski i – oddolna, dobrej woli człowieka, wspomaganej łaską. Gdy się spotkają w Sercu Boga, rodzą takie owoce, jakie są w tej chwili Kościołowi św. potrzebne. Jakkolwiek Kościół w swej odgórnej inicjatywie nie organizuje życia zakonnego, to jednakże jest świadom, że ten szczególny stan życia, tak pochwalany przez Chrystusa, ma swoje miejsce w Koście i powinien się rozwinąć, że gdyby się nie rozminął, to na tym ucierpiałby Kościół powszechny. Nie można, mówić, jak się nieraz czyta, że był okres, w którym życia zakonnego w obecnym wymiarze nie było; mam wrażenie, że to jest nieścisłe powiedzenie, bo nie idzie o formy życia zakonnego, idzie o samego ducha życia zakonnego: a od początku w Kościele Chrystusowym tak było, że nigdy nie brakło ludzi, którzy wchodzili na drogę doskonałości szczególnej i szli za radami ewangelicznymi, które Chrystus Pan omawiał. A że formy życia zakonnego się zmieniały, to już świadczy o wielkiej wolności Synów Bożych, którą Kościół otacza swą opieką i pozwala im dostosowywać formy życia zakonnego do konkretnych potrzeb. Świadczy to również o uszanowaniu inicjatywy oddolnej, która zawsze w kościele miała swoje wielkie znaczenie i umiała stanąć odważnie, chociażby przed Najwyższą Głową Kościoła, jak stanął Franciszek czy Dominik, jak, stanął Ignacy, jak stanął Jan Bosko, aby wyłożyć, jawnym uczynić to, co się w duszy, pod wpływem działania łaski, miłości Kościoła, miłości dusz rodziło. I to jest właśnie znamienne: pozorny konflikt jaki widziano np. miedzy Franciszkiem a Innocentym, bo ostatecznie działał w obydwu jeden i tenże sam Duch. Odszedł początkowo Franciszek niewysłuchany, ale Duch św. czuwał nad sprawą Franciszka, bo sprawa Franciszka była sprawą Kościoła Powszechnego. I dlatego też został przywołany, wysłuchany, a Kościół miejsce w swoim organizmie Mu wyznaczył i powierzył pracę, którą uszanował i którą swą opieką otoczył.

I. Nie będzie więc przesadą mówić, że życie zakonne w Kościele Chrystusowym jest zjawiskiem nieodłącznym, koniecznym. Gdyby go nie było, to Kościół istotowo, w swym ustroju nadprzyrodzonym, oczywista nie przestał by być Kościołem, ale w każdym razie straciłby siłę działania, która dotychczas stale mu towarzyszyła, z której stale korzystał i której owoce zapisane są świetlanymi zgłoskami w dziejach Kościoła Powszechnego.

Życie więc zakonne musi być, że się tak wyrażę, obecne, w życiu Kościoła. Ale to nie znaczy, że ma być obecne instytucjonalnie, musi być obecne w życiu Kościoła swoją dynamiką życiową, życiem wewnętrznym, duchową inicjatywą, tym duchowym rodzeniem, które jest potrzebą Kościoła. Można powiedzieć, że idzie nie tylko o istnienie instytucji zakonnych w społeczności kościelnej, idzie o istnienie, o obecność życia zakonnego, duchowości zakonnej, tego dorobku wewnętrznego życia, tej dynamiki wewnętrznej życia zakonnego. Idzie o obecność tych sił w Kościele, Te siły w Kościele muszą zaznaczać się bardzo wybitnie, muszą zaznaczać się swoją obecnością w życiu Kościoła, muszą ten Kościół tak czy inaczej napełniać omni benedicione, muszą napełniać spiritualitas ……………., muszą nieustannie od wewnątrz Go odmieniać.

Gdy mówimy o znaczeniu życia zakonnego w Kościele, dla społeczności kościelnej, to jasna rzecz, że mówimy nie o takiej czy innej formie tego życia, bo one się zmieniają. Nawet wspaniałe i potężne instytucje zakonne niekiedy zamierają, ale życie zakonne w Kościele trwa nadal. Tak patrząc na sprawę, zrozumiałe jest rzecz, że i w życiu Kościoła św. w Polsce, ta obecność instytucjonalna, życiowa, jest niezbędna. Kościół hierarchiczny nie może powiedzieć życiu zakonnemu: – „nie potrzebuję was, nie potrzeba mi was”. – Przeciwnie, właśnie w duchu Pawłowej struktury życia nadprzyrodzonego, przedstawionej na organiźmie życia ludzkiego, jak gdyby na kanwie, doskonale rozumiemy, że jest wiele członków, choć jeden Duch, i że jedne członki o drugie muszą mieć nieustanną pieczę, nieustanną troskę.

Kościół hierarchiczny nie może więc zrezygnować z życia zakonnego. Życie zakonne i instytucje zakonne muszą zdawać sobie spraw z tego, że to „esse” jest niezbędne i że walczyć o zachowanie tego „esse” jest obowiązkiem. Dlatego to podkreślam, że niekiedy w rozmowie z Przełożonymi zakonnymi, a może nawet i z członkami rodzin zakonnych, odbieram wrażenie jakiegoś zwątpienia w celowość dalszą trwania życia zakonnego.

Nieraz gdy rozważamy sobie zagadnienie powołań do życia zakonnego i gdy otrzymujemy relacje, że ilość powołań maleje, zwłaszcza w zakonach kontemplacyjnych, męskich czy żeńskich, to wtedy jak gdybym wyczuł taką nutę: „może my jesteśmy już niepotrzebni”. Trzeba, by się chronić przed takim usposobieniem i przed wtargnięciem takiego ducha, do rodziny zakonnej; pomimo woli taki duch osłabia energia życiowa, osłabia to wewnętrzne życie rodziny zakonnej, a przez to jeszcze bardziej pogarsza sytuację rodziny zakonnej i może rozpoczyna, się wtedy jakiś rozkład od wewnątrz. A więc to primum esse jest badajże naczelnym postulatem obrony życia zakonnego w Polsce.

Jak już powiedziałem na ostatnim, zebraniu Przełożonych Zakonnych, i teraz powtarzam, że Episkopat Polski w swej walce o prawa. Kościoła św. na równi stawia, obronę diecezji, parafii jak i rodzin zakonnych. Nie możemy inaczej myśleć, bo nie bylibyśmy w duchu Kościoła św. To nie tylko ja mam ten obowiązek, ale cały Episkopat uważa za swój obowiązek otoczyć samo istnienie zakonów jak najbardziej energiczną opieką i obroną, ażeby się nie utrzymywało w społeczeństwie przekonanie, że może przyjść taki okres, w którym życie zakonne, może już nie będzie potrzebne, że może sobie Kościół i bez zakonów poradzi. Jesteśmy przekonani, że to jest tylko, metodyczna walka, walka, podzielona na raty; dziś się zniszczy życie zakonne, a gdy już ta siła przestanie działać w Kościele, wtedy i sam Kościół w jakimś stopniu osłabnie i łatwiej będzie z Nim walczyć. Mam wrażenie, że to co najbardziej niepokoi nieprzyjaciół Kościoła, to właśnie różnorodność zakonów, instytucji zakonnych, różnorodność ich celów. Z tym nieprzyzwyczajone do bogatych form życia społecznego nie mogą sobie poradzić. Stąd dążność do rozprawienia się z tą instytucją tak rozgałęzioną i tak zróżniczkowaną, z tym labiryntem, sobie rady dać nie mogą. A tymczasem jest to przejawem wolności synów Bożych, swobody ludzi pracujących w Kościele, prawa do inicjatywy, jakiejś wrażliwości, delikatności, która wyczula dobrze różnorakie potrzeby Kościoła i dobiera sobie ludzi, środki, cele i te duchowe napięcia, ażeby im odpowiednio zaradzić. Właśnie to świadczy o wyższości tego bogactwa ustroju Kościoła, który rzeczywiście wygląda jak Regina in vestitu de aureato circumdata varietate. – To jest właśnie piękno całej struktury Kościoła św., który nie boi się rozmaitości, nie boi się wielości, ale umie unitatem servare in varietate przez dobre złożenie rozmaitości w jedność.

Bałbym się, żeby te lęki i te odczucia świata, ateistycznego nie udzieliły się społeczeństwu, zwłaszcza młodzieży. Trzeba by coś obmyśleć, co by dawała temu społeczeństwu jasny obraz i sens tej rozmaitości form życia zakonnego. Kto wie, czy nie należałaby zmobilizować akcji piśmienniczej, wykorzystać nasze, tak nieliczne pisma, żeby poruszać sprawy życia zakonnego, a zwłaszcza ukazywać cele, sens, charakter tej właśnie rozmaitości, która zaradza, w różnych wiekach, okresach, sytuacjach, różnym potrzebom społeczeństwa. Gdy przeglądam pisma La Croix widzę, że mają specjalną kolumnę poświęconą życiu zakonnemu. I to pismo jest przeznaczone dla świeckiego społeczeństwa, dociera do świeckich. Może tutaj by należało, z uwagi na nasze specjalne potrzeby, troszkę psychologizować w informacjach o zakonach. Nie tyle idzie o to, ażeby dobrze przedstawić materiał historyczny, raczej chwytać to co jest istotne dla danej instytucji zakonnej, pokazać, co jest specjalnością domu. Pokazać w jaki sposób ta specjalność usprawiedliwia istnienie odrębnej formy życia zakonnego i w jaki sposób ta odrębna ferma zaradza konkretnej potrzebie społeczeństwa. Może to byłoby korzystne dla samego społeczeństwa, a może i przyczyniłoby się również i do wzrostu powołań.

II. Ponieważ jest rzeczą pewną historycznie, doświadczalnie, że życie zakonne jest potrzebne Kościołowi powszechnemu, więc jest potrzebne i Kościołowi Polskiemu. Dlatego też na nas, żyjących w ramach Kościoła polskiego i w ochrzczonym Narodzie, ciąży odpowiedzialność za stan zakonny, w Polsce. Na ten temat mówiłem przed dwoma dniami do Przełażonych Zakonów Żeńskich. Uważam, że nie będzie zbędną rzeczą, gdy do tej myśli w tym gronie wrócę. Odpowiedzialność za stan zakonny w Polsce, za jego istnienie w ogóle, za jego utrzymanie się, za jego przetrwanie, i nie tylko przetrwanie, ale za jego działanie i za, spełnianie przez ten stan zakonny, tu w tej chwili zadania, które Duch. św. zakonom w każdym organizmie nadprzyrodzonym wyznacza. A więc i w organizmie polskim, w katolickim społeczeństwie polskim. Mówi się popularnie, że „dłużej klasztora niż przeora”, zmieniają się przeorowie. prowincjałowie, odbył człowiek te swoje lata, zepchnął ciężar na barki następnego, zostawił mu deficyty w kasie i duchowe, i jest teraz spokojny. Nie o to idzie, ażeby przebyć swoją kadencję, tylko o to, żeby było incrementum w okresie kadencji pod każdym względem, a zwłaszcza incrementum duchowe, nadprzyrodzone, jakaś święta, ambicja, by w tym, okresie gdym doszedł do głosu, ten głos napełnił cały dom Boży i żeby dotarł do każdego sumienia.

Może dlatego właśnie Duch św. tak często ustawia nowe siły na czele rodzin zakonnych, żeby te nowe siły, nowe energie budziły nowe zapały w życiu zakonnym, w rodzinie zakonnej, żeby były nowym wstrząsem duchownym, by to nie było tylko administracja zakonna. Przeszedł czas, wszystko pozostało bez zmiany, tylko się zmienił przełożony i nic się właściwie nie stało. A cóżby się miało stać? A musi się właśnie stać. Musi się nieustannie stawać, musi, się dziać, bo to są przecież dzieje Kościoła, to są dzieje Zakonu, więc musi się dziać, musi się dokonać, muszą być dokonania, które trzeba mieć ambicję przeprowadzić. Byłoby rzeczą niebezpieczną, gdyby w zakonie wytworzyła się taka atmosfera. Ten poziom musi się nieustannie podnosić, bo mamy nieustanną zachętę – świętymi bądźcie, duc in altum, święci niechaj się jeszcze uświęcają. – A przecież to jest główne zadanie, czy to przez kontemplację, czy to przez pracę apostolską, społeczną uświęcać swoich członków.

Odpowiedzialność za świętość, za nadprzyrodzoność w rodzinie zakonnej. Jest wielkie niebezpieczeństwo w rodzinach zakonnych rutyny. Ta rutyna maluje się na całym trybie życia, zakonnego. Zapewne, że wchodzi w grę antynomia, między stałością form, – Konstytucja, regulamin, klauzura, habit – co wszystko w jakiejś formie stabilizuje, to jest naprawdę status perfectionis, stan doskonałości ale byłoby rzeczą złą, gdyby to był stan stabilizacji, tego co jest, gdyby konstytucja i klauzura zamykała człowieka tak, że wszedł w rytm rutyny i nie jest ani zimny ani gorący. Nie ma w życiu zakonnym takich szaleńców Bożych, z którymi byłoby dużo kłopotu w swoim czasie, ale po jakimś czasie to – nawet ci, którym kłopotu szaleńcy Boży dużo przyczynili powiedzieliby: a jednak dobrze, że był w naszym Zakonie! Otóż pewnie, że nie chciałbym, żeby wielu naraz takich szaleńców Bożych zjawiło się. Ale że w każdej rodzinie zakonnej, dla rozruszania, sadzawki Syloe, przydał by się taki jeden, to bodajże było by korzystne.

Bałbym się jednego, że może nadmiernie uporządkowane, życie zakonne za wcześnie gasi indywidualności, indywidualność też jest dziełem Boga, jest darem Bożym, też jest jakąś specjalnością zaprogramowaną przez Ducha św., kierującego Kościołem i Zakonem. Indywidualność może być niekiedy kłopotliwa, ale lepiej, że- zakonnik jest indywidualnością niż gdyby był pozbawiony indywidualności, gdyby w rodzinie zakonnej pozostały już tylko manekiny. Zapewne, ludźmi z określoną indywidualnością jest kierować trudniej, wymaga, to niekiedy osobistego oddziaływania na tych ludzi; ale zdaje mi się, że indywidualności, zwłaszcza takie, które się dadzą kierować umiejętnie i porządkować, są błogosławieństwem życia zakonnego. Historia zakonów, rodzin zakonnych świadczy o tym, że o postępie i o rozwoju rodziny zakonnej decydowały właśnie silne indywidualności, które kierowane łaską Bożą i Duchem św. umiały spełnić zadanie w ramach danej rodziny zakonnej. Nie gasić indywidualności!

Bardzo często, niestety, z indywidualnością łączy się inna specjalność, przerost indywidualności i niekiedy dziwactwo, zwłaszcza gdy jakiś człowiek jest zdolniejszy i ma coś do powiedzenia i wie czego chce, nie chce zrezygnować ze swego. Bywają przecież takie postacie, dochodzi do tego, że taka osobowość bardzo indywidualna opuszcza rodzinę zakonną, powołuje do życia, nową. To są już oczywiście tajemnice, które kiedyś zrozumiemy; dziś mówimy sobie, – z owoców ich poznacie je. Jeżeli taki człowiek opuścił rodzinę zakonną i powołał do życia nową i ta przynosi owoce, chylimy głowę przed działaniem Ducha św., który nawet w uporządkowane formy życia zakonnego wejść może i swoje dzieło przeprowadzić.

Jednak ogół, większość członków rodziny zakonnej to są ludzie raczej spokojni, równi i jeżeli komu, to tym grozi niebezpieczeństwo rutyny, wskutek czego już w tej duszy nic właściwie się nie dzieje. Wszystko się tam robi posłusznie, nie spiesząc się nadmiernie, „mamy czas, był zakon, będzie zakon, nic się nie stanie, mamy tyle budynków, tyle budowli, tyle gmachów, tyle domów, będzie źle tutaj, to sobie pójdę do innego”. I tak włóczy nogami człowiek, przenosi walizy z jednego domu zakonnego do drugiego i ostatecznie nie posuwa się naprzód nic w rodzinie zakonnej, no i w tym człowieku. Niebezpieczeństwo rutyny.

Kto wie, czy tutaj prudentia gubernativa nie będzie nakazywała przełożonemu, gdy dostrzeże zanik inicjatywy, umiejętnie ją obudzić? Inicjatywa, duchowa, intelektualna, społeczna, charytatywna, dobroczynna, jakakolwiek inna, byleby tylko nie dopuścić do uśpienia rodziny zakonnej, która śpiąc oczywiście, nie posuwałaby naprzód dziejów danej rodziny zakonnej. Odpowiedzialność za świętość!

Do przełożonego zakonnego należy nie tylko administrowanie majątkiem zakonnym, gmachami, budynkami, ale administrowanie nadprzyrodzonością, świętością. Powiemy: :to rzecz Ducha św.” – Niewątpliwie istotowo – tak, ale przecież przełożony ma łaskę stanu, łaskę a więc ma siłę nadprzyrodzoną. Ta siła nadprzyrodzona musi znaleźć swój odpowiednik, musi do sił nadprzyrodzonych nawiązywać i siłami nadprzyrodzonymi kierować, musi je poruszać, odnajdywać je, musi się troszczyć o to, że gdy przełożony na mocy swej łaski stanu poruszy jakąś strunę w życiu swojego podwładnego, ona musi mu odpowiedzieć. Biada, gdyby już tam nic nie odpowiadało, gdyby nie było wspólnego języka, tego języka łaski, języka nadprzyrodzonego między przełożonym a podwładnym. Przełożony musi się uważać za administratora dóbr wyższych, dóbr Bożych, dóbr nadprzyrodzonych, łaski nawet. Musi być ten dispensator mysteriorum Dei w stosunku do członków swojej rodziny zakonnej. I musi mieć bardzo wielką czujność, czy rzeczywiście w rodzinie zakonnej życie nadprzyrodzone tętni. Bo to jest istotne w życiu rodziny zakonnej, od tego przecież zależy świętość.

Mówiłem wam, Najmilsi, o niezbędności waszej w organizmie Kościoła. Otóż ta niezbędność, jakkolwiek jest to i niezbędność instytucjonalna, to jednak istotowo niezbędność jest najbardziej konieczna. Gdyby Kościół Boży, dla którego są te siły produkowane w zakonach, jak gdyby w fabrykach świętości, zawodowych instytucjach produkujących świętość, gdyby Kościół Boży w pewnym okresie tej pomocy nie znalazł w rodzinie zakonnej, to Duch św. Będzie szukał nowych form. Tam, gdzie nie .dostrzeże procentowania łaski, tam nie pośle powołań, bo ostatecznie On decyduje o powołaniach.

Trzeba się zastanowić poważnie nad tym, dlaczego do nas. nie przychodzą nowe powołania? Czy to ma być tylko subiektywne odczucie, jakaś sympatia młodzieńca, który się skierowuje do danej rodziny zakonnej, czy nie jest to głębsza tajemnica Boża. Duch św. patrzy w duszę człowieka i zagląda przez okno do rodziny zakonnej, czy mogę powierzyć tej rodzinie zakonnej, posłać tam, ten skarb, który właśnie znalazłem? Czy mi go tam nie zmarnują? Bardzo często stan powołań, liczebność powołań zależy od tej tajemnicy Ducha św., który patrzy w aktualny stan życia zakonnego, i mu podsuwa wybrańców swoich, ulubieńców swoich; przecież chce ich zachować, przecież nie chce dopuścić do tego, żeby źle trafili, żeby zrujnowali się, żeby zmarnowali swoje powołanie zakonne. Ja nie wiem, Moi Drodzy, ale jeśli uważacie to twierdzenie za zbyt zuchwałe, to ostatecznie zaliczcie to na karb mego niepokoju, mej troski i lęku o to, żeby Polska nie przestała rodzić powołań. Bo się powszechnie dzisiaj w świecie mówi o zaniku powołań. Gdy przyszedłem do Kongregacji Studiów, zastałem Kardynała Pizzaro i jego Sekretarza nad ogromnymi arkuszami; pokazywał mi w rubryki ujęte, jak się dostrzega zanik powołań na terenie Rzymu i diecezji włoskich. To samo się mówi o Francji, że do pewnego rodzaju stowarzyszeń, tak jak zresztą do szeregów kleru diecezjalnego powołań więcej nie ma. Że są jeszcze niektóre modne zgromadzenia, które otrzymują powołania z tzw. snobistycznych względów miejscowych, zwłaszcza we Francji.

Nie chciałbym byśmy sobie zasłużyli na to, wskutek jakiejś martwoty wewnętrznej, sklerozy organicznej, nieruchawości duchowej, która się może niekiedy w danej rodzinie zakonnej zadomowić, że przechodzi po prostu in generationem et generationem, z prowincjała na prowincjała i nic się tam już nie dzieje.

To jest druga z kolei myśl, którą tutaj pragnąłem wam, Najmilsi, z najgłębszą troską wam przedstawić i prosić o uwagę.

III. Trzecia myśl, którą chcę rozwinąć, dotyczy zagadnienia apostolskości zakonnej. Oczywiście, poza ściśle kontemplacyjnymi wszystkie inne rodziny zakonne, jako motyw swego powstania mają – wzgląd apostolski, duszpasterski, w formie ogólnej, czy też bardziej specjalnej; nauczanie, wychowanie, opieka społeczna, dobroczynność itd. Ale przy tym wszystkim, co może być w założeniu, w wykonaniu może nie dociągać. Zdaje się, że dzisiaj, jak się uważnie czyta wypowiedzi Stolicy św. na temat życia zakonnego, Stolicy św. zależy na tym, ażeby wzmocnić czynnik apostolski. Może pod wpływem Indywidualizmu wieku ubiegłego, filozofii i praktyki indywidualistycznej i ascetyka nieco się zindywidualizowała, do tępo stopnia, żeśmy za wiele siebie widzieli w orbicie działania Ducha św., a za mało siebie widzieliśmy w organizmie nadprzyrodzonym Kościoła Bożego. I wskutek tego – zindywidualizowała się również i teologia moralna, i w dużym stopniu i prawo, a sprzyjały temu i ustroje społeczne, polityczne, ekonomiczne. Choroba ta – sekciarstwo indywidualistyczne – przewaliła się poprzez wszystkie dziedziny życia ludzkiego. Odbiło się to również i na ascetyce, na życiu wewnętrznym, które bardzie było zbliżone do psychoanalizy, aniżeli do obcowania, z Kościołem św., z Corpus Christi Mysticum. Więcej uwagi poświęcaliśmy w ascetyce temu co się w nas dzieje, aniżeli temu co Duch Boży w nas dopełnia. Lepiej może umieliśmy, dostrzec nasze wady i nasze stany łaski i działania, aniżeli Tego, który działał, aniżeli tego, który incrementum dat. Może wiele było nacisku na to, że tam Paweł sieje. Apollo podlewa, ale za mało na to, że Bóg incrementum dat. Zindywidualizowało się to wszystko, a wskutek tego i życie zakonne, nawet w Kongregacjach Apostolskich, zaczęło mieć coraz to bardziej wsobny charakter, zamykało się, może niekiedy zrażało się trudnościami życia apostolskiego i uciekało przed nimi, zamykając się wygodnie w ramach możliwie izolowanego życia.

To było wielkie niebezpieczeństwo, które oddzieliło duchowo nawet ludzi najbardziej wartościowych w Kościele Bożym od tej wielkiej nadprzyrodzonej aparatury, którą jest Corpus Christi Mysticum. Odzwyczailiśmy się myśleć kategoriami uniwersalnymi łaski, śledziliśmy, tropiliśmy za bardzo łaskę, jej losy i jej bieg w sobie. Ma to oczywiście też swoje znaczenie, swój sens, ale gdy występuje w ramach ogólnych, gdy się wyodrębnij może stać się błędem, słabością, bo jednak nam nieustannie potrzeba tej rozlicznej łaski Bożej, która nas będzie wspierała.

Może wskutek tego i czynnik apostolski, a zwłaszcza duszpasterski w rodzinach zakonnych, zaczął nieco zamierać. Odbiło się to w bardzo znamienny sposób na tym, że w studiach zakonnych prawie, że nie było takich przedmiotów nauczania, które skierowywały ludzi rodzin zakonnych do innych ludzi w Kościele Bożym. A więc, nie mówiąc o prawie kanonicznym, które znało się. tylko w części – De religiosis; nie mówię już o tym, że życie liturgiczne prawie było w zaniku, poza Mszą św., nawet udzielanie Sakramentów św., wielu przychodziło z trudem, bali się bo ich tego nie nauczono; teologii pastoralnej nie nauczono, kaznodziejstwa, pomimo, że w wielu wypadkach było poważnym zadaniem nie nauczono, rubryk, nie nauczono, tego wszystkiego, co wiązało ten organizm wielki poza moją rodziną zakonną tego nie nauczono. I wskutek tego ci ludzie zatracili wrażliwość na to, że obok rodziny zakonnej jest Kościół Powszechny, on ma swoje zadania; przecież tam są niwy, na których trzeba pracować. Tak bardzo się to zmieniło, że nawet takie rodziny zakonne, których zasadniczym celem było nauczanie, po prostu odzwyczaiły się od nauczania, zamknęły się całkowicie; w swoim, życiu osobistym. I dopiero ostatnie dziesiątki lat przeprowadzają tutaj jakąś zasadniczą rewizję, której najbardziej wymownym znakiem jest to, że Benedyktyni zajęli się np. ruchem liturgicznym i upowszechnianiem go w całym Kościele i wśród świeckich; to był znak, że idzie ku lepszemu. W wielu rodzinach zakonnych zaczęto na gwałt studiować tzw. teologię praktyczną, (zresztą brzydki termin), te nauki, które zbliżały do apostolstwa i do duszpasterstwa. Duch św. radził sobie przez to, że powoływał do życia nowe rodziny zakonne, o typie wybitnie apostolskim i duszpasterskim. Stolica św. dzisiaj kładzie silny nacisk na to, ażeby rodziny zakonne przeniknęły się gorliwością duszpasterską, już nie tylko apostolską, ale bardziej sprecyzowaną, duszpasterską i ażeby swoich członków przeszkoliły w dziedzinie duszpasterstwa. Gdy tutaj będzie mowa o Ratio studiorum jak najwięcej miejsca zostawić na nauczanie duszpasterstwa.

Trzeba, wzmocnić również, obok czynnika apostolskiego i duszpasterskiego, – przenikanie do społeczeństwa, zmniejszyć odgrodzenie się od społeczeństwa, wiązać się więcej ze społeczeństwem. Jak to jest możliwe, to nam pokazał Duch św. w dziejach rodziny dominikańskiej, gdy ta nowa forma życia zakonnego, która wtargnęła w ówczesne życie Kościoła za zadanie szczególne postawiła sobie umieścić się, tam, gdzie jest najciaśniej, w środku starych miast. Wyrąbać sobie po prostu miejsce, w starych miastach. Gdy do Warszawy przyszli Dominikanie, to musieli pracowicie wykupywać działkę po działce na Starym Mieście, ażeby wyrobić sobie miejsce pod kościół i pod klasztor. I tam osiedli. Miejsca w okolicy było dużo, ale ich ideą było być wśród ludzi, nawiązać kontakt z ludźmi. Być między nimi żeby oddziaływanie, inkarnacja jednakże była jak najbardziej bezpośrednia. Nie jest rzeczą poży­teczną, nie tylko dla złodziei, ale i dla poczciwych ludzi, gdy zakony budują wysokie parkany. Pewnie, da to jakieś gwarancje, spokój ekonoma domowego, ale ci ludzie drzwiami i oknami chcieliby wejść do wasi szczególnie teraz jest coś znamiennego, że ten cały świat, tak strasznie zawiedziony, którego wszystkie nadzieje po prostu zgasły, tak się tłoczy do Kościoła. Nie zawsze po to, żeby znaleźć w ręku księdza złotówkę, oni szukają czegoś więcej, są po prostu głodni nie tylko ciałem, ale duchem. Temu społeczeństwu trzeba okazać bliskość.

Pomyślcie, Bracia Kochani, o tym, co się dokonało w Ojczyźnie naszej w ostatnich czasach? Wielka masa proletariacka miała swoje wielkie nadzieje, jakiś mit, raj, który miał być realizowany z pomocą doktryny. To było przecież tak silne, że bardzo często nie można było znaleźć wspólnego języka z niektórymi ludźmi i zawodami. A jest silne jeszcze dzisiaj na Zachodzie, tam gdzie komunizm jeszcze się nie objawił. Ponieważ mit się zawalił, trzeba gdzieś umieścić nadzieję. „Wszyscy nas nabrali, wszyscy nas oszukali, Kościół nas nie nabiera, Kościół nas nie oszukiwał” – I dlatego wzrost zaufania, chociaż by za tym nie szło wyciągnięcie wszystkich wniosków; „tłoczą się, modlą się, do spowiedzi iść nie chcą”. Ci ludzie się naprawdę modlą. Tylko widocznie brak jeszcze siły woli, żeby pójść krok naprzód. Zresztą w takim mieście, jak Warszawa, z tym zawsze było niesłychanie trudno.

I stąd, Najmilsi, bardzo ważną rzeczą jest w aktualnej sytuacji pracy religijnej w Polsce zmniejszenie dystansu, odgradzania się od społeczeństw; to jest niebezpieczne dla życia, zakonnego, rozumiem, bo to wymaga wychowania ludzi, żeby wiedzieli, jak się zbliżać, żeby to nie było zbliżenie towarzyskie, ale duszpasterskie, apostolskie, kapłańskie. W tym duchu trzeba by zwłaszcza młodzież zakonną dobrze przeszkolić, ale ten trud, Najmilsi bracia, warto jest podjąć. I o to bardzo Was proszę.

IV. Podobnie jak zresztą w tej pracy, potęgowania czynnika apostolskiego i duszpasterskiego, wypadnie więcej wiązać się z Hierarchią Kościoła Katolickiego w Polsce. To jest czwarta myśl, którą chciałem tu rozwinąć. Idzie o włączenie się w pracę Kościoła polskiego, duchowieństwa zakonnego. Będzie to szło po linii tych dążeń, które Stolica św. objawia dzisiaj, żeby duchowieństwo zakonne i diecezjalne współdziałało zgodnie. Ten wysiłek nie jest łatwy, nie łatwo przychodzi duchowieństwu diecezjalnemu i nie łatwo przychodzi duchowieństwu zakonnemu. Może wypadnie niejedne uprzedzenie, pokonać. Są niektóre miasta w Polsce, gdzie te uprzedzenia się zadawniły, może wskutek tego, że dłuższy czas po usunięciu duchowieństwa zakonnego, po powstaniach nie było go we współpracy z duchowieństwem diecezjalnym, wskutek czego trudno jest dzisiaj zająć odpowiednią pozycję. Ale chciałem zapewnić Ojców Prowincjałów, że usposobienie Episkopatu Polski jest w tej sprawie jak najbardziej życzliwe, jakkolwiek może gdzie nie gdzie jeszcze w Kurii, czy w zdenerwowaniu jakiegoś starszego ks. Proboszcza przejawić się niekiedy niezadowolenie, gorzkie słowo. To nie zmienia postaci rzeczy, to są tylko słowa, więc przebrzmieją, a natomiast potrzeby wymagają współdziałania na odcinku duszpasterskim, włączenia się duchowieństwa zakonnego w pracę duszpasterskie Kościoła w Polsce.

Bo dzisiaj ciągle trzeba mieć przed oczyma warunki bytowania Kościoła. Oczywiście, niezależnie od warunków bytowania, uważam to za rzecz słuszną; tym więcej, że Stolica Św. idzie dzisiaj po tej linii. Otóż te warunki bytowania są takie, że nacisk policyjny na Kościół, zelżał, ale spotęgował się nacisk, nie tyle może ideologiczny, światopoglądowy, ile raczej w dziedzinie moralności społecznej.

Stąd cała akcja, którą widzimy doskonale na odcinku prasy. Po zjeździe Związku Literatów polskich, władze administracji poszły za jednym z dezyderatów tego Zjazdu, by prócz pisma naczelnego Związku, powstały pisma terenowe, narodziło się tego wiele. Są jakieś „Uwagi”, jakieś „Zebry”. Gdy się czyta prasę dla młodzieży, szczególnie żeńskiej, dostrzega się, że w artykułach zasadniczych i nowelkach, zwłaszcza w odpowiedziach redakcji, idzie o to, ażeby przekonać młodzież polską o tym, że ostatecznie za­gadnienie skromności, czystości to są rzeczy bagatelne, drobiazgi. Aprobata dla wszystkiego, co wyzwala z ładu moralnego, z porządku moralnego. Odebrano młodzieży wolność myślenia, wolność stowarzyszenia, normalny nurt życia, stworzyła więc sobie drogi anarchiczne i tę anarchię przerzuciła na dziedzinę moralną. Dzisiaj właściwie już trzeba mówić o anarchii społecznej, moralnej, towarzyskiej itd. Rysuje się to przed uważnym obserwatorem tych przemian, a my musimy być uważnymi obserwatorami, bo jesteśmy przecież duchownymi Ojcami Narodu, rysuje się po prostu jakiś potężny nurt, który jest metodą. Jest siła zaplanowana, siła kierowana, umiejętnie podsycana; rzecz znamienna, że te pisma są bardzo często niepodpisywane. Znalazłem jedno takie pismo, w którym nie można stwierdzić, gdzie ono jest wydane, gdzie drukowane, kto redaguje, kto za to odpowiada. Skąd może brać pieniądze, skąd może brać papier; mówił jeden z redaktorów pisma zawodowego, poseł „Zebra”, której ukazało się jakieś 5 – 6 numerów, to już nie tyle pornografia ile obłęd, drukuje się w Krakowie, w nakładzie 180.000, że rozchodzi się 30.000, a jednakże się nadal drukuje i choć są deficytowe, to jednak są pieniądze, rachunki są pokrywane. Któż tak potężny to robi, że może sobie na to pozwolić w Polsce. My wiemy, że ani instytucje, ani organizacje nie posiadają aż tyle pieniędzy, a nikt indywidualny też ich nie posiada, więc stoi za tym jakaś siła, która działa z planem. I na ten plan ma aprobatę. To jest nowa forma walki z religią, walki z moralnością chrześcijańską, w nadziei, że osłabienie poziomu moralnego później może osłabić i podstawy psychiczną Narodu, jego wierność Bogu w Trójcy św. Jedynemu, Kościołowi i Pasterzom.

V. Jednocześnie na odcinku administracji, a więc w Urzędzie do Spraw Wyznań, czy to w. Komisji wspólnej, jest stosowana metoda, załatwiania drobnych rzeczy, odkładania rzeczy zasadniczy. W prasie zagranicznej się mówi, że Kościół zbawił i uratował Polskę, w październiku, w artykułach, które rozsiewano w prasie angielskiej, francuskiej, niemieckiej. U nas na ten temat cicho. Trzeba sobie z tęgo zdawać sprawę. To właśnie wskazuje na sytuację Kościoła. Oczywiście nas to wcale nie deprymuje, ani też, broń Boże nie opędza snu z oczu. Jesteśmy najspokojniejsi i ufamy, że Pan Bóg doda sił i na dalsze przeżycia; ale trzeba się w tych rzeczach troszkę orientować, swoje robić, zwłaszcza chronić się pewnej lękliwości. Zdaje się, że teraz trzeba drugą część tej cnoty męstwa wydobyć, nie tylko fortiter sustinere, jak dotychczas, ale fortiter agredi. Do metody musi należeć i szturmować mężnie, w ramach prawa niewątpliwie, opanowania osobistego, spokojnie, wytrwale swoich praw dochodzić.

Po tej linii, w tym duchu toczone są przez Episkopat rozmowy w Komisji Wspólnej; walczymy o pretiosa, o „Caritas”, o zwrot różnych instytucji, zabranych Kościołowi, walczymy o drukarnie, o zwrot szkół, różnych gmachów, zwłaszcza takich, które są przeznaczone do pracy wychowawczej; nie zajmujemy się na razie sprawą zwrotu majątków, ziemi, uważamy, że na to jeszcze jest czas, są ważniejsze w tej chwili sprawy, które mają bezpośrednie znaczenie dla pracy apostolskiej i duszpasterskiej.

Mówię to dlatego, żeby łatwiej było Wam Confratres włączyć się w nurt pracy Kościoła. św. w Polsce.

VI. Już nie będę mówił o tym wielkim programie, który Kościół prowadzi, a mianowicie przygotowanie Narodu do Milenium, bo o tych rzeczach mówiliśmy. Usposobienie rodzin zakonnych dla tej sprawy jest jak najlepiej nam znane. Jestem wdzięczny za to, że duchowieństwo zakonne włącza się w tę pracę i cały kler zakonny, poczynając od OO. Paulinów na Jasnej Górze chce pomóc Episkopatowi w pracy przygotowania Narodu na Tysiąclecie Chrześcijaństwa i wykonania Ślubów Jasnogórskich.

Episkopat Polski wczuwa się w głębokie nurty religijne, uważa, że Narodowi całemu, który jest ciągle na zakręcie dziejo­wym i który ciągle stoi przed niepewnym, przed nieznanym, trzeba spokoju. Trwożliwi widzieli w ostatnich zamieszkach zapowiedź zmian. Niepokój trzeba powściągać, niespokojnych trzeba opanowywać. Zaznacza się zwłaszcza wśród zakonnic, pewnego rodzaju uwrażliwienie eschatologiczne. Musieliśmy naszym Siostrom powiedzieć Pater noster, żeby się uspokoiły, żeby się nie powoływały na żadne autorytety prorocze, bo okres Proroków się skończył, a trudno Bogu wglądać do kieszeni, tym bardziej, że Pan Jezus nas radykalnie ostrzegł przed tym, bo powiedział, że jeno Ojciec Niebieski o niektórych sprawach wie i szkoda czasu tracić na badania. Bardzo proszę, Czcigodnych Confratrów, ażeby wszędzie gdziekolwiek mają wpływ na rodziny zakonne żeńskie, żeby to napięcie eschatologiczne uciąć. I to nawet in confessione; takim siewcom strachu pro salutar i poenitentia wyznaczać długi różaniec; niech sobie odmawiają, lepiej to będzie dla Kościoła, niż przepisywanie i odpisywanie przepowiedni, które się wsuwa od rodziny do rodziny zakonnej.

VII. Ostatnio napięcie religijności w Polsce wzrosło Nawiedzenie, Millenium, Wielka Nowenna, wielkie pielgrzymki. To są dla nas dodatnie rzeczy. Będziemy po tej linii szli, bo trzeba energię religijną, długo tłumioną wypowiedzieć we właściwym nurcie. Organizowanie pielgrzymek; zwłaszcza dobrze przygotowanych duszpastersko, ma duże znaczenie, zwłaszcza w mniejszych zespołach, by lepiej je obsłużyć duszpastersko. Episkopat w swej pracy w programie II roku Wielkiej Nowenny przewiduje szereg takich pielgrzymek, czy to na Jasną Górę, głównie o założeniach stanowych, zawodowych: pielgrzymki lekarzy, nauczycieli, prawników, pielęgniarek, służby Zdrowie, – plastycy się domagają, żeby im zorganizować pielgrzymkę, – tego typu pielgrzymki, które łatwo przepracować duszpastersko, włączamy w nurt przygotowania do Millenium.

Na terenie Jasnej Góry powołaliśmy do życia tzw. Instytut Prymasowski Ślubów Narodu na Jasnej Górze, który jest wyrazem współdziałania Jasnej Góry z Episkopatem i inicjatywy osobistej, która chce przyjść z pomocą diecezjom. Diecezje prowadzą swą pracę według programu, który jest układany przez Komisję Maryjną Episkopatu, zatwierdzony przez Konferencję Episkopatu I rozsyłany do Kurii i do domów zakonnych prowincjalnych. Ten program jest wykonywany drogą oficjalną przez Kurię Diecezjalne i przez Domy prowincjalne, o co bardzo proszę w zakresie swoim. Prócz tego Instytut Maryjny Ślubów Narodu na Jasnej Górze ma za zadanie przygotowywać na terenie Jasnej Góry pewne materiały do obsłużenia pielgrzymek stanowych i zawodowych, które będą tu przychodziły, żeby obsłużone w dziedzinie sakramentalnej i programowe były ustawione, żeby wyniosły stąd program w postaci ulotek, broszurek, instrukcji z którymi wyjdą w teren, żeby wiedziały co dalej robić. Pielgrzymki stanowe nie poprzestają na religijnym akcie hołdu, który sam w sobie ma znaczenie; później w terenie mają pracować w tym duchu. Na terenie Warszawy, po pielgrzymce nauczycielstwa i lekarzy powstała systematyczna praca, stałe konferencje dla lekarzy i dni skupienia; to samo robią nauczyciele. Teraz zorganizujemy to wszystko dla Służby Zdrowi. Zdaje się, że inne miasta naśladują to, bo spotkałem się już z różnymi inicjatywami, zwłaszcza gdy idzie o lekarzy, o nauczycielstwo, o pielęgniarki, a więc taki element, który trudno było uchwycić. Ten element się garnie, chce się czegoś dowiedzieć, jak na swoim odcinku być katolikiem, jak uniknąć konfliktu ze wskazaniami etyki katolickiej. To świadczyłoby o pogłębieniu, o nurcie dalej idącym.

To są ogólne myśli, które tutaj rozwijam i proszę Księży Generałów i Prowincjałów ażeby współdziałali z Episkopatem Polski w tej dziedzinie. O tyle może jest to łatwiejsze, że w Komisji Maryjnej Episkopatu są przedstawiciele zakonów; no i w Instytucie, który jest, jak powiedziałem, wyrazem współdziałania Jasnej Góry z Episkopatem.

VIII. Teraz już tylko krótkie, drobne administracyjne rzeczy. Naprzód prosimy o większą opiekę Ojców Prowincjałów nad zakonnicami, nad domami zakonnymi. Tam, zwłaszcza gdzie są spowiednicy zakonni, poprawić poziom moralny, religijny i teologiczny, bo jest dość słaby. Jest skłonność w życiu rodzin zakonnych żeńskich, by formowanie władz naczelnych odbywało się z elementu najstarszego i niekiedy niezdolnego do pracy. Rada prowincjalna, to są bardzo często staruszki, niezdolne do pracy, a trzymają się czysto kurczowo władzy. Trzeba użyć swego autorytetu może najlepiej in confessione i wytłumaczyć niejednej duszy gorliwej: – wszystkiego nie zrobisz, zostaw to innym. To kurczowe trzymanie się przy władzy doprowadza do tego, że młodszy czy średni element nie jest zupełnie wychowany. Gdy umiera taka prowincjalna nie ma kogo użyć, bo po prostu nie wychowała sobie nikogo. Trzeba pobudzać ;je troszkę do tego, niech wychowują młodzież. Zachęcamy zakonnice, by wysyłały na studia specjalne zakonnice przygotowane, czy na KUL, czy tu w Częstochowie, czy w Krakowie. Jest tam specjalna szkoła, którą subwencjonujemy, a która przygotowuje do matur zakonnice. Dajemy stypendia z funduszu prymasowskiego, z woli Stolicy św. zakonnicom, żeby mogły się uczyć. Bardzo proszę Księży Prowincjałów, żeby mi pomogli w tym, by zakonnice skłaniać, tłumaczyć im, niech uczą lepsze, zdolniejsze siły, żeby był nabytek kompetentny, żeby nie było błędów w zakonach w dziedzinie prawnej. Niech się uczą, niech się kształcą, do tego trzeba zachęcać. Starsze panie trzeba zachęcać do tego, żeby odkładały władzę średniakom, niech się wyrabiają, niech będzie nowy narybek i niech się zakres odpowiedzialność i za zakon rozszerza.

Podobnie opieka w konfesjonale ciągle zawodźi. Narzekają prowincjalne, że spowiednicy zbywają, często nie słyszą nic, albo odpoczywają w konfesjonale. Zainteresowania się bliższego stanem duchowym, zakonnic, na ogół nie ma.

Odczuwamy ogromny brak, gdy idzie o wizytatorów zakonów. Zachęcaliśmy XX. Biskupów, bo takie jest wymaganie Kongregacji Religiosorum, żeby w najbliższym czasie na terenie swoich diecezji przeprowadzili diecezjalne wizytacje kanoniczne we wszystkich domach zakonnych. Wobec tego będą nam potrzebni Ojcowie, boć najlepiej znają życie zakonne. Proszę, imieniem Księży Biskupów, żeby Księża Prowincjałowie nie odmawiali pomocy, gdy się Księża Biskupi będą zwracać o wizytowanie domów zakonnych żeńskich.

Gdy idzie o inne wskazania, natury administracyjnej, trzeba pamiętać, że Rząd jest nadal bardzo niechętny do powierzania parafii duchowieństwu zakonnemu. Tej nieufności jeszcze nie zdołaliśmy przełamać. Zgłoszenia nasze o mianowanie księży zakonnych nanowe parafie zazwyczaj nie są uwzględniane.

To tylko w formie informacji.

Inna prośba ze strony Księży Biskupów, by Księża Prowincjałowie w miarę możności, zwłaszcza gdy idzie o proboszczów zakonnych, ich bez pilnej potrzeby nie przenosić, bo zawsze jest z tym duży kłopot. Chyba, że karność zakonna tego wymaga. Gdy idzie o przenoszenie wikariuszów zakonnych, prosimy żeby translokaty były dokonywane w ciągu lata, żeby zawiadamiać Kurie o zamierzonych translokatach w miesiącu czerwcu, a translokaty dokonywać w ciągu lata, nie w ciągu roku, chyba że zachodzi wyjątkowy wypadek. Bo często to się łączy z nauczaniem religii w szkole i wtedy jest dużo kłopotu. Podobnie gdy idzie o przenoszenie księży zakonnych z jednego domu do drugiego, poza jakąś pilną koniecznością, zwłaszcza gdy oni są prefektami w szkołach, należałoby się liczyć z tym, żeby przenosić ich raczej w czasie wakacji, a nie w ciągu roku, bo powstaje ogromna trudność w Kuriach.

Jako bolączka, na którą i Księża Prowincjałowie i My również zwracamy uwagę, to wzrastające zeświecczenie kleru zakonnego.

IX. Nie chciałbym kończyć swej wypowiedzi smutnymi faktami, bo ostatecznie rodzynek czarny w cieście to nie znaczy, że całe ciasto czarne. Niektórym smakuje bardziej rodzynek niż ciasto, ale wiemy, że jednakże Chleb żywota stanowi o wartości Kościoła św. Rzesza zakonna, jak stwierdzają Księża Biskupi na ostatniej konferencji tu na Jasnej Górze, coraz ochotniej, coraz lepiej współpracuje z duchowieństwem diecezjalnym, coraz mniej jest konfliktów terenowych między duchowieństwem diecezjalnym a zakonnym, coraz lepiej układa się współpraca w dziedzinie programowania prac duszpasterskich. Jestem proszony przez Księży Biskupów, a do tego dołączam i swoje osobiste uczucia, żeby skorzystać z obecności Księży Prowincjałów by im za to zrozumienie sytuacji Kościoła w Polsce, za współdziałanie z Episkopatem, z duchowieństwem diecezjalnym jak najserdeczniej podziękować, co niniejszym z radością czynię.