17. Fliz P. Alb, Świadectwo posługi ubogim

Zgromadzenie Braci Albertynów wyrosło z wrażliwości Brata Alberta na ubogich. Karol Wojtyła w dramacie „Brata naszego Boga” przedstawił to doświadczenie Adama Chmielowskiego w słowach „Ja pójdę za nimi”, które wypowiada bohater po spotkaniu z bezdomnymi w miejskiej ogrzewalni. Dostrzegł w ubogim obecność Chrystusa cierpiącego Ecce Homo.

W czasie PRL-u możliwość realizacji charyzmatu założyciela była mocno ograniczona, jak dla wszystkich Zgromadzeń w Polsce. Bezdomnych miało już nie być, hotele robotnicze miały zabezpieczać dach nad głową każdemu. Obszar pracy Zgromadzenia został zacieśniony do domów pomocy społecznej.

Ważnym momentem dla Zgromadzenia była beatyfikacja Założyciela w 1983r., następnie Jego kanonizacja w czasie przełomu roku 1989, trudnego przełomu, którego Patronem, wg określenia Jana Pawła II, był św. Brat Albert. Był to jednocześnie okres zwiększonej liczby powołań. Zgromadzenie otrzymało pomoc w formacji ze strony Zakonu Franciszkanów Konwentualnych, do którego jest agregowane. Formacja, oprócz zmiany miejsca nowicjatu (pustelnia na Kalatówkach), nabrała bardziej eklezjalnego charakteru.

Otworzyły się dla Zgromadzenia nowe możliwości działania. Wotum dziękczynnym po kanonizacji Brat Alberta było pierwsze po wojnie przytulisko dla bezdomnych. Impuls do podjęcia tego dzieła zgromadzenie otrzymało od arcybiskupa krakowskiego. Było wolą Kościoła, aby posługa albertyńska na nowo zaistniała w tej formie.

Był to także czas nowych doświadczeń dla braci. Nie mieliśmy praktycznych wzorów posługi wobec osób bezdomnych, z wyjątkiem świadectw pozostawionych w pismach Brata Alberta i przedwojennej historii Zgromadzenia.

Aktualność charyzmatu Brata Alberta była coraz bardziej widoczna. Likwidacja hoteli robotniczych, nieporadność wielu wobec nowej sytuacji na rynku pracy, bezrobocie powodowały zwiększenie się liczby bezdomnych. Wobec ogromu potrzeb widzieliśmy, że nie jesteśmy po to, aby rozwiązywać ten problem społeczny. Nie było naszym zadaniem zastępowanie instytucji pomocy społecznej. Odczytaliśmy naszą misję, jako wezwanie do bycia ubogimi wśród ubogich. Jednocześnie zadawaliśmy sobie pytanie jak ewangelizować tych, z których większość zerwała więź z Chrystusem, a Kościołowi nie ufała. Stanęliśmy przed dwiema pokusami: pokusą skuteczności i pokusą wydajności. Celem miłosierdzia nie może być skuteczność rozumiana jako likwidacja ubóstwa, w tym bezdomności.

To, czy pomoc osobie bezdomnej przyniesie skutek w postaci usamodzielnienia się, zależy przede wszystkim od jej własnej woli i inwencji. Nie może to ograniczać jednak tego, co nazwalibyśmy za Janem Pawłem II wyobraźnią miłosierdzia, ciągłym otwarciem serca na ubogich; nie tyle rozwiązywaniem za nich ich problemów, ale towarzyszeniem w podejmowaniu przez nich działań dla własnego dobra. Nie istnieją formy pomocy bardziej i mniej skuteczne, gdy celem pomocy nie będzie dobro osoby, lecz „rozwiązanie problemu”.

Druga pokusa to wydajność, czyli pragnienie stworzenia systemu pomocy, która dotrze skutecznie do każdego potrzebującego. Wiąże się z tym przekonanie, że przyczyna ubóstwa, w tym bezdomności, tkwi gdzieś na zewnątrz: ustrój, polityka rządu, bezrobocie, itp. Wtedy wystarczyłoby poprawić warunki, żeby z ulic zniknęli bezdomni.

W przytulisku była już grupa bezdomnych, którzy skutecznie dążyli do samodzielnego życia. Pomagała w tym istniejąca grupa Anonimowych Alkoholików. Nie mieli jednak możliwości uzyskania mieszkania, a wynajęcie przekraczało możliwości finansowe, szczególnie rencistów. Po 12 latach od otwarcia Przytuliska, dzięki ofiarności dobrodziejów, zaczął funkcjonować Dom z mieszkaniami chronionymi dla byłych mieszkańców Przytuliska. Podejmują tam samodzielne życie, bez bezpośredniego wsparcia braci. Pojawiły się zaproszenia do otwarcia i prowadzenia kolejnych placówek. Możliwości personalne Zgromadzenia były jednak ograniczone. Mimo tego kapituła zdecydowała o otwarciu domu na Ukrainie w Zaporożu. Po 10 latach od przybycia tam braci funkcjonuje dzisiaj Kuchnia dla ubogich oraz Przytulisko dla 20 bezdomnych mężczyzn.

Idąc za słowami Brata Alberta: „Jeżeli człowiek jest już poratowany, trzeba mu bezpośrednio otworzyć niejako furtkę do wyjścia z nędzy… . Stać się to może tylko przez pracę, którą wtedy podsunąć i ułatwić mu trzeba, a już najlepiej pracę zarobkową, bo nadzieja samodzielnego zarobku jest uczciwym, a do pracy i pilności dostatecznym zwykle motorem” wymagaliśmy od tych, którzy do pracy są zdolni, aby ją podejmowali. Pojawiła się jednak konieczność tworzenia miejsc pracy dla tych, którzy wskutek wieloletniej bezdomności mieli utrudnione jej znalezienie. Obecnie 6 bezdomnych jest zatrudnionych w Fundacji założonej przez Zgromadzenie.

Wykorzystaliśmy również gospodarstwo rolne, które jest użytkowane przez Zgromadzenie. 8 bezdomnych wspólnie z braćmi utrzymuje się z pracy na tym gospodarstwie.

Domy pomocy społecznej, które były prowadzone przez Zgromadzenie po II wojnie światowej musiały dostosować się do nowych warunków. Konieczne było podniesienie standardów pomocy. Domy te posiadają zabezpieczone środki na bieżącą działalność (etaty dla pracowników, bieżące potrzeby mieszkańców). Aby zabezpieczyć nowe dzieła podejmowane na rzecz bezdomnych, zarządzanie dwoma z czterech domów pomocy społecznej powierzono osobom świeckim.

Czy byliśmy, czy jesteśmy wierni Duchowi Świętemu? Pierwszą troską Zgromadzenia było odczytanie na nowo charyzmatu Brata Alberta. Na kapitułach, także w codziennych rozmowach braci, wyraźne było pragnienie powrotu do pierwotnej inspiracji. Otwarci byliśmy na także na głos Kościoła. Pomoc, którą otrzymało Zgromadzenie w zakresie formacji, zaowocowała tym, że bracia byli gotowi podjąć nowe wezwania. Także z inspiracji i z pomocą Kościoła powstało pierwsze po wojnie przytulisko. Wsłuchiwaliśmy się dalej w potrzeby ubogich. Z tego zrodziło się pragnienie otwarcia Domu z mieszkaniami chronionymi. Potwierdzeniem dla tego dzieła była zarówno poparcie metropolity krakowskiego, jak i gotowość dobrodzieja  do sfinansowania całości budowy. Potrzeba stworzenia miejsc pracy dla bezdomnych skłoniła nas do założenia fundacji, która prowadząc także działalność gospodarczą, pozwala zatrudniać bezdomnych, mieszkańców naszych domów.

Zgromadzenie na tyle otworzy się na działanie Ducha Świętego, na ile otworzy się każdy z braci. Stąd jesteśmy świadomi, że formacja podjęta przez każdego osobiście, zarówno początkowa jak i ta stała, pozostaje podstawowym warunkiem wierności.