Home DokumentyReferaty, Konferencje, ArtykułyApostolstwo osób konsekrowanych Siwek Gerard CSSR, Osobowość misjonarza-rekolekcjonisty

Siwek Gerard CSSR, Osobowość misjonarza-rekolekcjonisty

Redakcja
Siwek Gerard CSSR

OSOBOWOŚĆ MISJONARZA-REKOLEKCJONISTY

Dni skupienia misjonarzy i rekolekcjonistów zakonnych, Warszawa – Kraków, styczeń 1982 r.
Materiały Komisji ds. Duszpasterstwa KWPZM 1982 r.

 

 

Św. Paweł Apostoł w liście do Efezjan napisze: „… proście i za mnie, aby dane mi było słowo, gdy usta moje otworzę, dla jawnego i swobodnego głoszenia tajemnicy Ewangelii, dla której sprawuję poselstwo jako więzień, ażebym jawnie ją wypowiedział, tak jak winienem” /Ef 6,19-20/.

Coroczne spotkanie misjonarzy-rekolekcjonistów ożywia podobne pragnienie: „aby dane nam było słowo dla przepowiadania Ewangelii, i aby każdy z nas mógł ją wypowiedzieć, tak jak powinien”. Niewątpliwie wielkie znaczenie ma w tym względzie i osoba samego głosiciela Ewangelii, dlatego to wśród referatów i dyskusji zastrzeżono i tę chwilę dla misjonarskiej autorefleksji.

Osobowość misjonarza-rekolekcjonisty. Przez osobowość z psychologicznego punktu widzenia rozumie się /w znaczeniu ogólnym/ „ogół sposobów zachowania się jednostki, który jest dla niej charakterystyczny” /P. Guillaume, Podręcznik psychologii, Warszawa 1959, s. 266/. Pozostając przy tym określeniu można próbować opisać charakterystyczne dla misjonarza-rekolekcjonisty sposoby zachowania się, czyli określić jego osobowość. W tej chwili chodzi nam nie tyle o podobny opis, ile raczej o czynniki, które warunkują a zarazem domagają się odpowiedniego „zachowania się” misjonarza-rekolekcjonisty. Osobowość psychologiczna zakłada osobowość metafizyczną, która stanowi podstawę jedności i tożsamości osoby. Określony sposób „zachowania się” misjonarza-rekolekcjonisty musi również wynikać z czegoś, co go wewnętrznie tworzy i kształtuje. Tym zaś, co go wewnętrznie tworzy i kształtuje, jest powołanie i posłanie przez Jezusa Chrystusa. Ten fakt musimy nieustannie – jako misjonarze – zatrzymywać w naszej świadomości! Do tego faktu musimy nieustannie nawiązywać! Wobec tego faktu musimy dokonywać refleksji nad sposobami naszego zachowania się i naszej działalności, co też w tej chwili postaramy się uczynić.

  1. Wiara w otrzymane posłannictwo

Przede wszystkim potrzeba nam ciągłego ożywiania wiary w otrzymane posłannictwo. Św. Paweł Apostoł, broniąc wobec Koryntian podstaw swego urzędu apostolskiego napisze: „Cieszę się owym duchem wiary, według którego napisano: Uwierzyłem, dlatego przemówiłem; my także wierzymy i dlatego mówimy” /2 Kor 4,13/. Przepowiadanie należy do rzeczywistości wiary i ona winna być jedyną pobudką do jego podejmowania. Misjonarz występuje publicznie i przepowiada Ewangelię, gdy wierzy, że został do tego zadania w szczególny sposób wybrany: przez Jezusa Chrystusa. Wprawdzie na mocy chrztu św. obowiązek przekazywania wiary ciąży na każdym chrześcijaninie /gdyż cały Kościół jest misyjny/, to jednak w szczególny sposób są za niego odpowiedzialni kapłani, a zwłaszcza misjonarze, którzy otrzymali specjalny charyzmat głoszenia Ewangelii /DM 23/.

Głęboka wiara w otrzymane posłannictwo „sługi Ewangelii”, czyli w specjalny charyzmat apostolski, nie tylko zobowiązuje i przynagla do jej głoszenia, ale powinna być również źródłem przeświadczenia o wzniosłości otrzymanej godności. To przeświadczenie nadaje szczególnej powagi naszemu zachowaniu się jako misjonarzy na plebanii, w kościele, wszędzie, a zwłaszcza na ambonie. Każdy nasz gest, słowo, spojrzenie powinny być nacechowane tą świadomością, że oto przybywamy w imieniu Jezusa Chrystusa.

Głęboka wiara w otrzymane posłannictwo „sługi Ewangelii” staje się również podstawą szczególnej misjonarskiej odwagi. Co innego, jeśli nie przeświadczenie o tym, że występujemy w imieniu Pana daje nam odwagę, do przemawiania, napominania, pouczania ludzi często bardziej wykształconych od nas? Co innego, jeśli nie przeświadczenie o tym, że nie głosimy „własnej mądrości” daje nam podstawę do mówienia prawdy, chociażby ona mogła się komuś nawet bardzo nie podobać? Umiłowanie prawdy, to jedna z cech charakterystycznych głosiciela Ewangelii /EN 78/. Wiemy, iż są wypadki, że wymaga to niebagatelnego ryzyka. Co innego, jeśli nie przekonanie, że „cała nasza możność jest z Boga” /2 Kor 3,5/ pozwala nam zachować równowagę ducha nawet w chwilach prześladowań i apostolskich niepowodzeń? „Uwierzyłem, dlatego przemówiłem” – uzasadnia swą posługę św. Paweł. A nam co każę przejeżdżać z parafii do parafii, występować na ambonę, mówić? Możemy podobnie uzasadnić nasze apostolskie podróże? Jeżeli ostateczną racją przemawiania jest wiara, to czy nie powinniśmy często pytać siebie, czy wolno nam przemawiać?!

  1. Wierność otrzymanemu posłannictwu

Z głębokiej wiary w otrzymane posłannictwo wynika obowiązek dotrzymania mu wierności.

Wierność otrzymanemu posłannictwu uzna św. Paweł Apostoł za cechę charakterystyczną wewnętrznej sylwetki apostoła, jaką maluje: „Niech więc uważają nas ludzie za sługi Chrystusa i za szafarzy tajemnic Bożych. A od szafarzy już tutaj się żąda, aby każdy z nich był wierny” /1 Kor 4,1-2/. To mocne akcentowanie wierności, jaka charakteryzować powinna głosiciela Ewangelii, wynika z istoty jego funkcji. Nie występuje on we własnym imieniu. Nie wygłasza własnych „mądrości”. Jest przekazicielem Bożych treści. Jest heroldem, którego głównym staraniem jest wiernie powtórzyć to, co sam usłyszał. Jezus Chrystus poucza nas: „Kiedy uczynicie to, co wam polecono, mówcie: Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co winniśmy wykonać” /Łk 17,10/.

Wierność ta ma oczywiście wiele płaszczyzn. Wypowiadać się winna w posłuszeństwie, czyli nieustannej wewnętrznej gotowości do wypełnienia powierzonego posłannictwa, za przykładem Jezusa Chrystusa, w którego usta wkłada Pismo święte słowa: „Oto idę, abym pełnił wolę Twoją” /Hbr 10,9/. Wyrazem tej gotowości jest składany przez nas ślub posłuszeństwa. Ma on nie tylko indywidualno-ascetyczny, ale i społeczno-apostolski wymiar. Na mocy tego ślubu przełożeni w imieniu Kościoła wyznaczają i wysyłają nas do wypełnienia apostolskiej posługi. Tę gotowość zawiera w sobie również treść słowa: misjonarz, które – ze względów historycznych i teologicznych – oznacza gotowość na posłanie dokądkolwiek.

Świadomi tego winniśmy, nie zważając na trudy i przeszkody, z jednakową gorliwością pracować w parafii miejskiej czy wiejskiej, dużej czy małej, gorliwej czy zaniedbanej religijnie.

Wierność ta winna wyrażać się nadto w trosce o znajomość Dobrej Nowiny, o nieustanne pogłębianie treści kazań i o ich przystosowywanie do konkretnych potrzeb słuchaczy.

Nade wszystko wierność ta winna wyrażać się w wewnętrznym zjednoczeniu z Panem, który nas posyła. Nie może ona być wiernością czysto zewnętrzną, polegającą na poprawności w wykonaniu naszego zadania. Przeciwnie, musi polegać na miłości i jedności z posyłającym nas Panem. W Jezusie Chrystusie byt i posłannictwo utożsamiały się ze sobą. Tak często On – jako posłany – podkreśla swoją jedność z posyłającym Go – Ojcem. Podobną jedność podkreśla wielki Apostoł Chrystusa, św. Paweł. W liście do Galatów wyznaje: „… żyję ja, już nie ja, to Chrystus żyje we mnie” /Gal 2,20/. Nasza wierność otrzymanemu posłannictwu musi wyrażać się w zjednoczeniu z posyłającym nas – Chrystusem. Mamy nie tylko wypowiadać słowo, ale i sami stawać się Słowem wypowiadanym. Z teologii przepowiadania wiemy, że szczególność naszej posługi słowu polega na tym, że nie jest ono wyłącznie martwym środkiem przekazu, ale żywą obecnością zbawiającego Chrystusa! Dlatego to troska o wierność posłannictwu przede wszystkim wypowiadać się powinna w trosce o zapewnienie sobie tej zbawczej obecności Chrystusa. Jeżeli głoszone słowo Boże działa na sposób sakramentu, to Chrystus jest obecny jakoś w każdym przepowiadaniu z upoważnienia Kościoła. Ale czy jest to naturalna sytuacja, kiedy kaznodzieja wypowiada słowa, których treści nie przenika przeżyty przez niego osobiście Chrystus?, Czy nie będzie to „fałszowanie słowa Bożego”, o którym pisze św. Paweł w liście do Koryntian /2 Kor 4,2/? Osobiste przeżycie głoszonej prawdy staje się dziś pierwszorzędną i podstawową potrzebą głosicieli Ewangelii. Ojciec święty w adhortacji Evangelii nuntiandi pisze, że świat dziś domaga się głosicieli, którzy by mu mówili o Bogu znanym sobie i bliskim, jakby Go niewidzialnego widzieli /EN 76/. W tej samej adhortacji Ojciec święty przemawia do nas ustami słuchaczy spod naszym ambon: „Czy wierzycie w to, co głosicie? Czy żyjecie tym, w co wierzycie? Czy naprawdę głosicie to, czym żyjecie?” /EN 76/. Świat domaga się od nas nie tyle wyczytanych z książek pobożnych przykładów o heroicznej wierze Świętych ile raczej świadectwa o naszej osobistej wierze. Kaznodziejstwo musi przestać być poprawnym i barwnym popularyzowaniem treści podręczników teologii, a zacząć stawać się przekazem osobistego doświadczenia wiary. Ojciec święty w cytowanej adhortacji mówi o Duchu ewangelizacji, który tak jak w początkach Kościoła i dziś działa w każdym głosicielu, jeżeli tylko poddaje się jego kierownictwu. On podsuwa mu słowa; jakie tylko On jeden może poddać, a równocześnie usposabia serca słuchaczy, aby otwarli się na przyjęcie Ewangelii i na głoszenie Królestwa /EN 75/. „Techniczne środki ewangelizacji – stwierdza dalej Papież – są dobre, ale choćby były absolutnie doskonałe, nie zastąpią cichego tchnienia Ducha /EN 75/. Naszym ideałem ma być św. Paweł Apostoł, kiedy wyznaje: „… głosimy nie uczonymi słowami ludzkiej mądrości, lecz pouczeni przez Ducha …” /1 Kor 2,12/. Teoretycznie jesteśmy o tym przekonani, ale praktycznie skłonni jesteśmy przeceniać techniczne środki przekazu Ewangelii. Skłonni jesteśmy również skuteczność lub nieskuteczność przepowiadania rozpatrywać na płaszczyźnie zewnętrznych – wręcz technicznych – środków przekazu. Ulegamy wrażeniu, że wystarczyłoby mieć do dyspozycji te środki przekazu, jakie mają do dyspozycji szerzyciele zła, aby skutecznie szerzyć dobro, w którego służbie jesteśmy. A przecież zwycięstwo w konkurencji z nimi leży nie na płaszczyźnie środków, lecz w dziedzinie treści. Środki te nie są do pogardzenia i należy się nimi posługiwać /EN 73/, ale skuteczność przepowiadania nie od nich zależy. Zależy ona przede wszystkim od owej wewnętrznej wierności „cichym tchnieniom Ducha”, o jakich mówi Ojciec święty w cytowanej adhortacji apostolskiej. Nie liczba uczestników, ilość dokonanych nawróceń, wielość spowiedzi i komunii, bogactwo zastosowanych środków technicznych, ale wierność lub niewierność posłannictwu apostoła – o jakiej mówimy – jest sprawdzianem skuteczności lub nieskuteczności misjonarskiego oddziaływania. Do jego oceny potrzeba nam więc nie tyle precyzyjnych badań socjologicznych, ile raczej chwil modlitewnego skupienia. A dzieje się tak dlatego, że przepowiadanie Ewangelii nie jest rodzajem religijnej propagandy, ale sprawą wiary. Jakże przekonany był o tym św. Paweł Apostoł, kiedy pisał, że ten skarb /otrzymanego posłannictwa/ przechowujemy w niepozornych, glinianych naczyniach, „aby się okazało, że z Boga jest owa przeogromna moc, a nie z nas” /2 Kor 4,7/. Musimy więc często dokonywać autorefleksji nad naszą apostolską posługą, żeby – jak czynił to św. Paweł – przekonać się „czy nie biegniemy na próżno” /Gal 2,2/. Wygłaszamy wiele kazań, rekolekcji, misji; obmyślamy nowe programy i metody, szukamy nowych, atrakcyjnych tematów kazań i ich ujęć, a proces laicyzacji postępuje naprzód. Można by złośliwie stwierdzić, że wzrasta on wprost proporcjonalnie do wzrostu liczby wygłoszonych kazań! Czy dzieje się tak dlatego, że Chrystus stał się mniej atrakcyjny, czy też dlatego, że fałszują Go wypowiadane przez nas słowa?!

  1. Radość z wypełniania otrzymanego posłannictwa

Z wiary w posłannictwo oraz z wierności jemu wynika optymizm głosiciela Ewangelii. Wypowiada się on w przekonaniu, że udziałem naszym stała się funkcja najzaszczytniejsza i najbardziej odpowiadająca istotnym potrzebom człowieka.

Optymizm ten wynika również z przekonania o skuteczności naszej posługi. Przy takim nastawieniu nie mogą odbierać nam spokoju ducha nawet zewnętrzne objawy nieskuteczności wykonywanej pracy. Jesteśmy bowiem najmocniej przekonani o tym, że nie tylko nasze posłannictwo, jego treść, ale również i jego owoce są ostatecznie przedmiotem wiary i nie mogą być dostrzegalne na tym świecie. Wiemy, że ostatecznie to Bóg działa w nas i przez nas, a naszym obowiązkiem jest dotrzymanie wierności jego posłannictwu, jakie sprawujemy. Mamy więc powtarzać za świętym Pawłem: „Najchętniej będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa … Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny” /2 Kor 12,9-10/. Wiele naszych załamań, zniechęceń, zwątpień pochodzi z braku tej wiary i z oceny naszego działania w świeckich kategoriach, co jest oczywistą pomyłką! Jest to dość rozpowszechnione zjawisko. Ojciec święty w Evangelii nuntiandi uznaje – rzecz charakterystyczna – brak radości i nadziei u głosicieli Ewangelii za jedną z przeszkód w ewangelizowaniu /EN 80/. Wzywa również do pielęgnowania radości nawet wówczas, „kiedy trzeba zasiewać płacząc” /EN 80/. „Oby świat przyjmował – pisze Papież – Ewangelię nie od jej głosicieli zgnębionych lub pozbawionych nadziei, nie od niecierpliwych i bojaźliwych, ale od sług Ewangelii, których życie jaśniałoby zapałem, od tych, co pierwsi zaczerpnęli swą radość od Chrystusa i nie wahają się poświęcić życia, byle tylko głosić Królestwo i zaszczepiać Kościół w sercu świata” /EN 80/. Jeżeli to wezwanie Ojca świętego jest wszędzie ważne, to tym bardziej w obecnej polskiej sytuacji.

Kształtowana na tych podstawach osobowość misjonarza-rekolekcjonisty wyda apostoła, któremu „dane będzie słowo do swobodnego głoszenia tajemnicy Ewangelii, dla której sprawuje poselstwo, aby jawnie ją wypowiedział, tak jak powinien” /Ef 6,19-20/.

Archiwum KWPZM

SERWIS INFORMACYJNY KONFERENCJI WYŻSZYCH PRZEŁOŻONYCH ZAKONÓW MĘSKICH W POLSCE

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zgoda