Home DokumentyReferaty, Konferencje, ArtykułyFormacjaFormacja permanentna Miecznikowski Stefan SJ, Ewangeliczne ujęcie ślubów w konferencjach rekolekcyjnych dla sióstr zakonnych

Miecznikowski Stefan SJ, Ewangeliczne ujęcie ślubów w konferencjach rekolekcyjnych dla sióstr zakonnych

Redakcja
Stefan Miecznikowski SJ

EWANGELICZNE UJĘCIE ŚLUBÓW W KONFERENCJACH REKOLEKCYJNYCH DLA SIÓSTR ZAKONNYCH

Wystąpienie podczas dni skupienia rekolekcjonistów dla zakonnic, Warszawa, 27 października 1965 r.

 

 

  1. WSTĘP

Pod datą 14 lutego 1942 r. znany pisarz francuski Julien Green zanotował w swoim Dzienniku następujące słowa: „Nie ma nic wspanialszego nad Biblię, księgę wiecznie młodą, jak górski potok, który od tysięcy lat radośnie szumi. Ona jest nie tylko najmłodszą ze wszystkich książek, ale i najbardziej nowoczesna, wybiegająca naprzód przed wszystkimi innymi. Człowiek, który będzie pisał za tysiąc lat, już jest wobec niej spóźniony”.

Słowa te w pierwszym rzędzie odnoszą się do najprzedniejszej części Biblii, jaką jest Ewangelia. Dlatego Kościół, pragnąc odnowienia i unowocześnienia, sięga po Ewangelię: w niej jest zbawcza prawda Boża dla człowieka.

Wraz z odnawiającym się Kościołem swoje „aggiornamento” – „przystosowaną odnowę” podjęły zakony. Rozpoczęły właściwie wcześniej pod impulsem i kierownictwem Piusa XII. Stanowią przecież czołówkę Kościoła, jego serce, rezerwy duchowe sił. Czynią to przez Ewangelię, sięgając do jej życiodajnych źródeł. Nie szukamy innych natchnień – „wierzymy Ewangelii”, pomni na słowo Dantego: „Macie stary i nowy testament i pasterza Kościoła, który was prowadzi: to wam wystarczy do waszego zbawienia”[1]. Pragniemy w ten sposób stać się dla całego Kościoła centrami i ośrodkami promieniowania szczerego ewangelizmu.

Dlaczego podejmujemy na pierwszym miejscu ewangeliczne ujęcie ślubów zakonnych? – Bo one stanowią istotę życia zakonnego, naszą główną drogę przez świat ku Bogu. One przede wszystkim winny być właściwie ujęte, a to znaczy „ewangelicznie”. Nie chcemy znaleźć się na marginesie, pragniemy iść prosto ku Bogu, przez sam środek duchowych potrzeb braci, bliźnich.

  1. CO TO JEST EWANGELICZNOŚĆ?

„Ewangeliczne ujęcie ślubów” – sama terminologia wprawia nas w kłopot. Co jest istotą ewangeliczności?

Autor znanego dzieła „La spiritualitè chrêtienne” P. Pourrat słusznie zauważa na wstępie swej książki, że nie jest rzeczą łatwą przedstawić naukę duchową Nowego Testamentu. To są wskazani tak boskie i niewyczerpalne w treści, że karmią się nimi i karmić będą dusze złaknione doskonałości do końca wieków[2]. Stosuje więc swoisty unik: nie definiuje istoty ewangelizmu, ale podaje tylko idee przewodnie Ewangelii odnoszące się do życia duchownego według synoptyków, św. Jana i św. Pawła.

Ten sam sposób omówienia nauki duchowej Chrystusa zastosował współcześnie autor cennej pracy: „La spiritualitê du Nouveau Testament” W. K. Grossouw[3].

Nie będzie więc i dla nas rzeczą łatwą przedstawić, jak ta ewangeliczność przejawia się konkretnie w ślubach zakonnych. Przecież nie osiągniemy tego przez prosty zestaw tekstów biblijnych, dotyczących życia zakonnego – choć tu oczywiście szukać trzeba podstawy i punktu wyjścia. Ewangelia jest rzeczywistością żywą; ewangeliczność nie zawiera się w literze, ale w duchu. To jest coś ujętego w słowa, ale nieuchwytnego, wymykającego się określeniom. To jest coś pneumatycznego, żywego, zmiennego, ulegającego modyfikacjom zależnie od okoliczności. – To jest duchowość Jezusa rzucająca wyzwanie człowiekowi wszystkich czasów, wołająca o wierną i autentyczną realizację: „Pójdź za mną – w całkowitym wyrzeczeniu i oddaniu”.

Zastosujmy podobny zabieg, jak wspomniani autorzy: ukażmy apel Jezusa w praktyce Kościoła, w tych kręgach które od zarania religii aspirowały do świętości. Jezus żyje w Kościele i po Wniebowstąpieniu; przez Ducha swego wskrzesza doskonałą formę życia na swoje podobieństwo. Odpowiada to i Jemu i nam: Jemu – bo Jezus przyszedł uwielbić Ojca w nas; nam – bo On jest naszym zbawieniem, „drogą, prawdą, życiem”.

Pokolenia wzdychały ku sposobowi życia wedle Ewangelii w całej prawdzie i czystości – ale w konkretnych warunkach ujmowano to różnie.

Pierwszymi, którzy się o to pokusili, byli uczniowie Jezusa: usłyszawszy zew Pana, „opuściwszy wszystko, poszli za Nim”. Praktycznie znaczyło to podjęcie życia ubogiego z samej jałmużny; życia poza więzami własnej rodziny; w braterskiej spójni wokół Jezusa i gorliwym praktykowaniu religii i uczynków miłosierdzia.

Za nimi z kolei – porwani ich przykładam i miłością Chrystusa – poszli gorliwcy z pierwszych gmin chrześcijańskich. I oni bardzo mocno akcentowali ubóstwo: składali dobra materialne do wspólnego użytku dla zaopatrzenie niedostatków biednych i potrzebujących. Praktykowali modlitwę i miłość braterską. Pracowali nad triumfem Królestwa Chrystusowego obojętni na korzyści osobiste. Byli jedno[4]. – Tego trybu życia nie narzucano nikomu; stanowił ideał, który przyświecał wszystkim wiernym, w pewnym sensie obowiązywał. Na jego praktykowanie nalegano, jak na znak prawdziwego naśladowania Chrystusa.

Dobrowolne ubóstwo szło w zawody z miłością bratnią – dokumentowało ją, podtrzymywało. „Nie odtrącisz potrzebującego, ale oddasz wszystko do wspólnego skarbca, aby podzielić się z bratem twoim. Nie będziesz mówił, że jakakolwiek rzecz należy wyłącznie do ciebie. Jeśli uczestniczycie razem w dobrach duchowych, czyż nie bardziej winniście uczestniczyć w materialnych?”[5].

W kręgu Pawła Apostoła również była idea braterskiego dzielenia się z bliźnimi dobrami materialnymi[6]. Nie ubóstwo jednak na pierwszym miejscu promieniowało od niego i jego otoczenia, ale raczej blask życia dziewiczego. Paweł zachęcał gorąco do życia samotnego, poświęconego Bogu i dawał tego przykład we własnej osobie. Pragnął bowiem skłonić wielu do niepodzielnej służby, aby przy Chrystusie trwali wszystkimi zasobami myśli, serca i sił fizycznych[7].

Instytucja świętego celibatu znana była i w innych, kręgach chrześcijaństwa. Np. Łukasz wspomina w Dziejach Apostolskich, że córki Filipa diakona były dziewicami i prorokiniami[8], a Księga Objawienia św. Jana może być wręcz nazwana hymnem na cześć poświęconego Bogu dziewictwa. – W otoczeniu tego ostatniego Apostoła rozkwitała też żywa miłość braterska, którą on przekazał chrześcijanom jako zlecenie Pana.

Oczywiście, nie wszyscy wyrzekali się majętności i prywatnego szczęścia rodzinnego. Ale nawet ci, którzy zachowywali te dobra, jaśnieli na tle pogaństwa używającego i wyzbytego zasad moralnych blaskiem nadprzyrodzonym. Ich dostatek pełen był miłości bliźniego i pokory, a pożycie małżeńskie ciążyło nie ku używaniu, ale ku ideałowi dziewictwa. Zachowywali się na ziemi „jak przychodnie i goście”, świadczyli, że „mają inną i trwałą substancję – w niebie”, „zaopatrzeni byli w inne skrzynie i trzosy – które nie niszczeją”.

Tę odmienną od świata, nadprzyrodzoną formę życia, nazywano: „apostolica forma vivendi”. – Była nią, w istocie, nie w płytkim aktywistycznym pojęciu, ale przez swe silne promieniowanie autentycznymi wartościami Bożymi na otoczenie.

Oto ewangeliczne ujęcie życia chrześcijańskiego w początkach naszej religii.

  1. DALSZE LOSY EWANGELICZNEJ FORMY ŻYCIA

Powoli Kościół wychodził z katakumb, z prześladowań i wkraczał w umysły, instytucje, prawa i w przywileje. Społeczność chrześcijańska zaczęła się instalować na świecie: znikała wyrazistość linii dzielącej Kościół od świata, apel Chrystusa słabł, ideał nadprzyrodzony bledł, pęd do Boga tracił na sile, braterski rys współżycia wiernych, stopniowo się zatracał. – Groziło zaprzepaszczeniem istoty Kościoła. Pod wezbraniem naturalizmu mogła utonąć perła ewangeliczna. – Św. Cyprian skarży się w III wieku, że zanika zupełnie oddanie się Bogu, zaniedbana jest „apostolska forma życia”, polegająca na dzieleniu dóbr ziemskich z braćmi. A przecież – powiada – to znaczy być naśladowcą Boga Ojca”[9]. – Były wprawdzie wśród wiernych jednostki realizujące w ukryciu wezwanie Pana do doskonałości – tzw. asceci i dziewice – ale ich wpływ był znikomy wobec nagminnej praktyki wymagań życia chrześcijańskiego ze światem.

Wtedy pojawia się fenomen pustelniczy – niezwykle interesujący. Na pozór wydaje się zagrożeniem „apostolskiej formy życia”: wygląda na ucieczkę od świata równie niebezpieczną, jak zagubienie w świecie. Rzecz była groźna: wędrówki na pustelnie przybrały po koniec III wieku duże rozmiary. Dosłownie zaludnione zostały pustynne dotąd obszary przez kolonie samotników Bożych liczące tysiące ochotników. – Powierzchowna ocena zjawiska przez historyków zamykała się dotąd w kręgu epitetów: dziwacy, ekscentrycy, dezerterzy lub co najmniej indywidualiści w dziedzinie ascezy. – Tymczasem Kościół ówczesny ich wielbił, podziwiał i czcią otaczał. Widział w ich decyzji mężny nawrót do sposobu życia apostolskiego, doskonałych uczniów Chrystusowych, wiernych naukom Pana, natchnieniom Ducha Świętego.

Anachoreci byli wspaniałymi ludźmi – nie tylko żarliwymi religijnie, ale i charytatywnymi, apostolskimi. Dawali nieraz dowody gotowości na męczeństwo. Umieli opuszczać swe eremy, gdy trzeba było Kościołowi przyjść z pomocą. Między nimi kwitła zgoda, miłość, odwiedzali się wzajemnie, wspólnie odmawiali modły. Nie było wśród nich pokrzywdzonych ani smutnych. Pustynia była własnością wspólną. Stanowili gromadę ożywioną jednym pragnieniem: pragnieniem świętości. – Rzeczywiście, stanowili jakiś wybrany lud Boży. – Te gromady spełniły niezwykle doniosłe zadanie społeczne na tle swoich czasów.

Czy nie ulegamy złudzeniu: ci wykorzenieni ze społeczeństwa samotnicy mogli spełnić jakąś rolę historyczną? Tak.

Zbytnie zadomowienie chrześcijan na ziemi groziło wypaczeniem Kościoła. Zaniedbanie „apostolskiej formy życie” oznaczało zagubienie Boga. – Stojąca nad przepaścią wspólnota wiernych została uratowana przez tylu zelantów czystej formy życia nadprzyrodzonego. Kompromisowość ogółu wiernych przeciwważyli swym czystym idealizmem. Nie ekscesy więc ascezy indywidualnej, ale zabieg ochronny wobec ideału apostolskiego tłumaczy ten imponujący exodus czcicieli Boga na pustynię: szli za prawdziwym powołaniem, impulsem Bożym i potrzebą czasów. Chodziło o ochronę istotnych wartości Kościoła. – Niech nas nie myli ich zewnętrzne odejście od świata; ono nie jest ani zerwaniem z tradycją ewangeliczną ani ze społeczeństwem; jest etapem ciągłości – w planach Bożych. Istotne u tych gorliwców było pragnienie naśladowania Chrystusa w całkowitym oddaniu i wyrzeczeniu. Ofiara życia ubogiego i odosobnionego pojmowana była jako swego rodzaju czyn za zbawienie bliźnich. A przynajmniej była tak przez Opatrzność przyjęta.

Paradoks! – życie pustelników życiem apostolskim … Tak. Rzeczywistość historyczna jest nieraz zaskakująca[10].

Ten strumień żarliwości religijnej, ten wyraz szczerego pędu do Boga, spłynął następnie z odludzia eremów do klasztorów i ukonstytuował się w formę życia monastyczną. Dopiero teraz zaczęła się powolna krystalizacja instytucji ślubów, reguł zakonnych. Przewodziła temu ta sama zasada: wyrzeczenia się świata i oddania bez reszty Chrystusowi.

Życie monastyczne na Wschodzie poszło bardziej w kierunku odosobnienia od świata, na Zachodzie zaś w kierunku apostolskiej, bezpośredniej obecności. Spotyka się jednak we wspólnym ideale doskonałego naśladowanie Chrystusa ujmowanego rozmaicie: bo któż zdolny jest odtworzyć całą doskonałość życia Jezusowego? – Raz w historii zakonów podkreślano bardziej posłuszeństwo /Pachomiusz, Bazyli, Benedykt, Ignacy/, drugi raz ubóstwo /zakony żebracze, rodzina franciszkańska/, kiedy indziej ofiarną miłość bliźniego /zakony charytatywne/ – zależnie od potrzeb wiernych i tendencji czasów. Zakony żeńskie podkreślały ofiarę dziewictwa. – Chodzi o pełniejszą manifestację oddania bez reszty Chrystusowi i pójścia za Jego wołaniem[11].

Dziś wejście na drogę rad ewangelicznych przybrało oryginalną formę duchowości Małych Braci i Małych Sióstr O. Karola de Foucauld oraz Instytutów Świeckich. Oba kierunki wyróżniają się wysokim stopniem uzewnętrznienia form – ślubów, umartwień i reguł – oraz przesunięciem apostolstwa w kierunku upodobnienia się do rzesz, obecności wśród nich i świadectwa.

Ujęcie więc ewangeliczne ślubów można by określić jako zaakcentowanie tych elementów życia zakonnego, które są na tle czasów znakiem większej miłości – świadectwem wielkości Boga, jego transcendencji oraz wyrazem postawy bardziej ofiarnej, braterskiej usług względem bliźnich. Tylko bowiem tak potraktowane śluby odnawiają w nas żywy apel Jezusa, misję „światłości świata i soli ziemi”, jaką nam zwierzył; sprawiają, że „nasza egzystencja brzmi dla otoczenia, jak świadectwo” – żeby użyć określenia Bergsona.

  1. EWANGELICZNOŚĆ PROFESJI ZAKONNEJ DZIŚ

Co konkretnie w profesji zakonnej winno być zaakcentowane dzisiaj, żeby mogła się stać zaczynem ewangelicznym dla Kościoła i świata? – Zanim na to pytanie odpowiemy, przyjrzyjmy się, jakie elementy profesji zakonnej wysuwają na czoło współcześni autorowie w swych opracowaniach odnowionego w duchu Ewangelii stanu zakonnego? – Bardzo różne i nie zawsze, wydaje się nam, trafne.

Na dwóch przeciwstawnych biegunach umieściłbym propozycje kardynała, prymasa Belgii, Suenensa i O. Emanuela Heufeldera, Benedyktyna z Austrii. – Pierwszy, w swej książce „La promotion apostolique de la religieuse”[12],propaguje ewangeliczną odnowę żeńskiego życia zakonnego poprzez śmielsze formy apostolstwa. Ta jednak jego „apostolica forma vivendi”, prześledzona na kartach książki, rodzi rozczarowanie i niedosyt: mało w niej elementów wewnętrznych. Nader skromne są wskazania dotyczące powiększenia rezerw duchowych zakonnicy – a przecież w nich tkwi siła nadprzyrodzona i na nich się wspiera specyficzna rola zakonów w Kościele.

Uderzenie apostolskie, czyli marsz naprzód, poprzedzone jest zawsze, jak wskazuje historia, uderzeniem w głąb, koncentracją sił u stóp Bożych. Owocność działania zewnętrznego stoi w prostym stosunku do rzetelności zasobów nadprzyrodzonych, nagromadzonych przez duszę apostolską. Nie na wiele się zda wysiłek nadążania tempem pracy i umiejętną organizacją za światem, który jest w transie czynu, w wielkim rozmachu twórczości i produkcji – jeśli nie dajemy na pierwszym miejscu wymownego świadectwa zjednoczenia z Bogiem. Znane są hasła obiegające szeregi apostolskie Kościoła i przestrzegające przed największym niebezpieczeństwem: „chorobą aktywizmu”, „herezją czynu”. – Kto wie, czy Kościół nie potrzebuje dziś od strony zakonów bardziej jakiegoś nowego objawienia anachoretyzmu i jego bogactw duchowych, niż wyścigu działania z szeregami duchowieństwa świeckiego i laikatu. Świat robi wrażenie stojącego na pochylni: wszyscy lecimy w jednym kierunku.

Emanuel Heufelder w swojej niewielkiej rozmiarami, ale cennej co do zawartości książeczce: „Die ewangelisohen Räte – die biblisch-theologischen der Ordenslebens im Blick auf seine Erneuerung in unserer Zeit”[13], zwraca słusznie uwagę na istotny dla profesji zakonnej charakter ofiary osobistej. „Religiosi dicuntur illi, qui se totaliter mancipant divino servitio, quasi holocaustum Deo offerrentes” – cytuje św. Tomasza[14]. W życiu zakonnym realizuje się „plena oblatio”; jesteśmy żertwą na ołtarzu Bożym wespół z Chrystusem. – Musi się w szeregach zakonnych odnowić ta świadomość, wtedy zacznie się odnowa życia zakonnego. Powołuje się autor na wypowiedź O. Lombardiego z Kongresu zakonnego w Rzymie, w 1950 r.

Nikt nie przeczy słuszności tego ujęcia: Ale:

jest to ujęcie nie tyle ewangeliczne /przynajmniej co do swej bezpośredniej inspiracji/, ile teologiczno-liturgiczne;

jakkolwiek głębokie, pobrzmiewa w ujęciu autora tonami zbyt zaświatowymi, jest propozycją zbyt ogólnikową brak jej żywych rumieńców aktualności. – To nie jest naszyły zdaniem, odczytanie żywego apelu Chrystusa na tle czasów.

Chyba w istotniejsze sprawy wkracza i we właściwsze klawisze uderza O. R. Carpentier, autor wielu artykułów o życiu zakonnym drukowanych zwłaszcza w „Nouvelle Revue Theologique”, czynny uczestnik Kongresu Rzymskiego w 1950 r. i wydawca bardzo gruntownej i świeżej w ujęciu, zwięzłej sumy życia zakonnego pt.: „Temoins de la citê de Dieu”[15].

Jego obraz życia zakonnego koncentruje się wokół ideału synowskiej służby Bogu i bratniej wspólnoty z bliźnimi. Autor wprowadza w tej wizji, inspirowanej przez postać Chrystusa, zasadnicze rysy duchowości zakonnika /-cy/, jego /jej/ usposobienia, zadania, zobowiązania – wśród których, pierwsze miejsce przypada ślubom. Z kart tej książki bije szerokość horyzontów, namaszczenie miłości nadprzyrodzonej i dynamika apostolska. Autor zna bolączki i aspiracje współczesności, jej tęsknoty za prostotą i głębią życia duchowego, za braterstwem i jednością. Nie mówi o nich, ale uwzględnia je. Czerpie argumentację z bogatego skarbca nauki duchowej Kościoła, a zarazem przedstawia rzecz z temperamentem współczesnym. – Nic dziwnego, że w samej ojczyźnie autora, w małej Belgii, doczekało się to opracowanie w jednym roku trzech wydań. Nadto przetłumaczone zostało na wiele języków.

Jest to chyba ujęcie ślubów, o jakie nam chodzi: inspirowane przez ducha i sposób przedstawiania Ewangelii; fundamentalne, nie wdające się zbytnio w precyzje prawne i odrębności poszczególnych zakonów, a jasne i orientujące w kierunkach dążeń życia zakonnego. – Nie można dość zalecić tego zwartego i harmonijnego dziełka.

Kanonik J. Leclercq uzupełnia poniekąd opracowanie O. Carpentier. W swojej książce, napisanej ze zwykłą mu trafnością psychologiczną i zmysłem współczesności, która nosi tytuł: „La vocation religieuse”[16], daje piękną analizę zjawiska powołania, określając je jako spotkanie z Osobą i głosem żywego Boga. Głos ten, raz dosłyszany, przedstawia jako motyw główny przewijający się przez życie zakonne, śluby zakonne, prace i formy współżycia oraz apostolstwa – motyw istotnie odnawiający ducha zakonnego, przywracający mu prawdą, pełną owocność modlitewną i apostolską. – Idea również na wskroś ewangeliczna: do najdalszych konsekwencji doprowadzony pierwszy dialog: „Pójdź za mną! – A oni rzuciwszy wszystko poszli za Nim”.

Kto ma dostąp do tych dwóch dzieł, może czerpać z nich myśli do nauk rekolekcyjnych, a na pewno odczuje żywą reakcję słuchaczek, które złaknione są zarówno ducha Ewangelii, jak i zorientowania we współczesności.

  1. PRZEDSTAWIENIE ŚLUBÓW – KONFERENCJACH REKOLEKCYJNYCH

Rekolekcjonista może korzystać z różnych autorów i ich myśli, oraz owocami własnej kontemplacji odświeżać przedstawienia drogi ślubów w konferencjach rekolekcyjnych. – Nieodzowną wszakże rzeczą jest, by w tych naukach inspirował się na pierwszym miejscu po samej Ewangelii duchem założyciela /ki/ zgromadzenia, do którego członkiń przemawia.

„Łaską pierwszego poranka” nazwał Ch. Peguy początki każdego ruchu ideowego w świecie. Biegną do nich zawsze myśli tych, którzy pragną szczerej odnowy: mogą tam zaczerpnąć świeżego oddechu. – Kościół, wkraczając w erą Soboru, zwraca swą myśl ku pierwszej wspólnocie wiernych: ewangelicznej i apostolskiej – szuka tam wzorów i zachęt. Zakony sięgają nadto do życia swych Ojców i Matek, do Założycieli. Miarodajne jest dla nich i pobudzające, jak ich Patriarchowie rodu ujrzeli ideał ewangeliczny i drogę ślubów. Łaska powołania jest apelem osobistym i apelem rodzinnym, który najczystszy wyraz znalazł w wezwaniu Założycieli /lek/. Ich właśnie apel jest zarazem osobisty i rodziny. Oczywiście, należy się zwracać nie ku ustawodawstwu, ku literze przepisów pochodzących od Założyciela /ki/ , ale w oparciu o nie ku duchowi Ojca lub Matki. Przepisy zewnętrzne, pewne tradycje, instytucje są wynikiem warunków historycznych, zmiennych, w jakich żyli. W każdym jednak razie i niezmiennie jesteśmy potomkami ich ducha. Jak oni dojrzeli i zrealizowali na tle czasów ewangeliczne orędzie Jezusa w kształcie ślubów, tak i my podobnie mamy to uczynić w swoim kontekście historycznym.

Skoro więc ewangeliczne ujęcie ślubów jest osobistą sprawą każdej wspólnoty zakonnej i poniekąd każdego zakonnika i zakonnicy /bo to jest odpowiedź osobista na żywy apel Jezusa w warunkach, w jakich kto żyję/ – w takim razie nasze propozycje praktyczne dotyczące ujęcia mogą być tylko wiązanką sugestii bardzo ogólnych do przemyślenia indywidualnego. 

Jak więc to ujęcie – najogólniej rzecz biorąc – powinno wyglądać?

a) Mocno podkreślajmy przede wszystkim apel Chrystusa. Apel ten wkroczył w bieg życia osoby wierzącej i zrewolucjonizował je. On rzucił ją na drogę rzeczywistego poszukiwania Boga w odejściu od świata, obojętności na jego ponęty i podszepty.

Trzeba jasno odmalować przed oczyma rekolektantek misterium powołania. – Nikt nam nie odbiorze przekonania, że „nie myśmy go obrali, ale On nas”. Na początku drogi zakonnej stoi ktoś: zawołał nas i poszliśmy. Wielkością naszego stanu jest nie idea, sprawa, rodzaj spełnianej funkcji – ale więź z Chrystusem, osobisty węzeł, jakim nas z sobą połączył i świadomość otrzymanego od Niego samego zlecenia. Chwyciliśmy ten kontakt raz i tak zaczęła się nasza przygoda. „Pójdź za mną!” – Żyjemy niezłomnym przekonaniem, że Pan zawołał i poszliśmy. Wszystko odtąd jest w Jego śladach. – Misterium powołania jest faktem cudownym.

Trzeba następnie podkreślać, że powołanie nie jest faktem jednorazowym: na kogo raz zawołano, na tego stale odtąd wołać będą. – Naturalnym i koniecznym przedłużeniem powołania są natchnienia Boże, na które dusza zakonna winna być otwarta – pod sankcją zagubienia głównego wątku swego życia. Cechą wybitną duszy zakonnej jest zasłuchanie w zew Boży.

Mniej winniśmy podkreślać sprawę zachowania reguł, regulaminów, zarządzeń, porządku domowego – więcej zaś wierność aktualnym natchnieniom. Oczywiście, reguły, regulaminy, zarządzenia są potrzebne, są użytecznym wskaźnikiem woli Bożej na co dzień, ale ziarnem żywym jest wola Boża; reguła zaś pisana łupiną. – Podobnie ze ślubami: podkreślać należy prymat ducha w ich zachowaniu, nie litery. Chodzi o naśladowanie Chrystusa – nie prawa kanonicznego.

 b) Akcentujmy należycie zasadę wyrzeczenia – także charakterystyczną dla drogi zakonnej. – Jak w pierwszym spotkaniu z Chrystusem /moment powołania/ „pójściu za Panem” towarzyszyło „rzucenie wszystkiego”; opuszczenie domu rodzinnego, najbliższych dotychczasowych zajęć, upodobań, przywiązań – tak wzdłuż całej drogi naśladowania Chrystusa towarzyszyć ma osobie powołanej prawo całkowitego wyzucia i umartwienia.

Z powołaniem zakonnym wiąże się pojęcie „nawrócenia”; odwrotu od świata, a zwrotu całą twarzą ku Bogu. „A oni rzuciwszy wszystko poszli za Nim”. To się musi powtarzać co dzień. Co dzień trzeba się nawracać, jeśli ma narodzić się w nas nowy człowiek, którego symbolem jest nowy strój przywdziany. „Zwlekanie starego człowieka”, a „przyoblekanie nowego” to jest oczywiście sprawa bolesna; higiena powołania wymaga nużącej czujności, surowych wyborów, selekcji wrażeń według nowej zasady: nie tylko, co grzeszne, ale i co mniej dobre, co zbędne – precz! – Nikt jednak nie dojdzie do zjednoczenia z Panem, kto nie umrze sobie zupełnie. Nie ma co prawdy owijać w bawełnę: ofiara ślubów zakonnych jest duża – to jest „wzięcie wielorakiego krzyża na każdy dzień”. Nie bójmy się głosić tajemnicy krzyża osobom zakonnym z całą szczerością, bo inaczej narzekać będziemy, i to coraz więcej, że nagromadziło się po naszych klasztorach dużo miernoty, która nosi strój duchowny, a pełna jest kompleksów i ukrytych tęsknot za światem.

Trzeba zwłaszcza młodym siostrom zakonnym wyraźnie ukazywać cenę zjednoczenia z Chrystusem. Ale też i radość tych, którzy płacą ją chętnie i wielkodusznie.

 c) Śluby winne być przedstawiane dynamicznie. – One niosą ze sobą ścisłe zobowiązania prawne i moralne, ale przede wszystkim są apelem w górę – są bowiem wołaniem postaci Chrystusa, wołaniem miłości.

Pierwszą, ścisłą powinnością zakonnicy jest dążenie do doskonałości. Ożywia ją pragnienie naśladowania Chrystusa możliwie jak najwierniej i jak najpełniej. „Pójdę za Tobą, dokądkolwiek Ty pójdziesz!”. Tego pragnienia nie można uwięzić w trzech kapsułkach. Śluby nie są kategoriami zamkniętymi, ale symbolami, znakami całkowitego oddania ujętego od trzech różnych stron, w węzłowych punktach życia osobowego człowieka. Kto by chciał stawiać temu oddaniu granice od którejkolwiek strony, ten podcinałby idei zakonnej skrzydła, ten godziłby w miłość, która nie znosi zdawkowości. Zerkanie w kierunku granic powinności zawsze u osoby zakonnej pachnie zdradą, sygnalizuje żałosny koniec przyjaźni i początek targowania się z Panem. – Któż przewidzi, czym się to może skończyć?

Po co w takim razie określenia ścisłych zobowiązań i roztrząsania moralistów? – Po to, by w godzinie „niżu duchowego” wiedzieć, jakich granic absolutnie przekroczyć nie wolno, gdzie się zaczyna niechybnie strefa śmierci. A trochę i po to, by prawnicy i moraliści mieli co robić …

Śluby w ujęciu szczerze ewangelicznym winny być przedstawiane nie „detalicznie”, ale całościowo. Wiemy, że długo nieznana była w Kościele ich kanoniczna instytucja, nie przywiązywano wagi ani do ilości rad ewangelicznych, ani do ich nazwy, ani do rodzaju ich zobowiązań: obowiązywał Chrystus, Jego przykład, Jego przyjaźń, piękno życia według ideału ewangelicznego i wzoru Apostołów. To była jedna, zwarta „apostolica forma vivendi”, w której pierwsi wyznawcy upatrywali osobiste szczęście i zbawienie świata. Żyli więc nią, głosząc pielgrzymie powołanie człowieka i pragnąc w duchu braterskim udzielić coś z czaru Ewangelii innym. To był wcielony ideał synowski, obcowanie niebiańskie na ziemi wsparte na wierze, nadziei i miłości.

Ponieważ i konferencje mistrzyń w nowicjacie i systematyczne szkolenie sióstr dają wystarczającą informację o prawach i zobowiązaniach zakonnicy, warto by w czasie rekolekcji więcej, niż się to zwykle czyni, uwagi poświęcić przewodniej idei ślubów; ich pięknu, związkowi z osobą Pana, ukrytym mocom zbawczym i walorom apostolskim. Dlatego, moim zdaniem, śluby winno się omawiać w czasie rekolekcji raczej w związku z tajemnicami Chrystusa, niż w związku z rozważaniami o celu i grzechu.

 d) Rozważania nasze o ślubach rzucajmy nie tylko na tło małego światka zakonnego, ale również na tło wielkiego świata spraw ludzkich, ich potrzeb, tęsknoty i bolączek. Śluby – jeśli ma być odsłonięta ich doniosła rola społeczna i zbawcza – muszą się pojawić w oczach sióstr w świetle współczesności – jako jej ziemia obiecana, jako odpowiedź na jej wyzwanie. Takie ujęcie podkreśli odpowiedniość osoby zakonnej za świat i jej rolę nieepizodyczną w świecie. – Ewangelia jest zawsze aktualna i zawsze w najgłębszym sensie zbawcza.

Rekolekcjonista winien znać kierunki potrzeb i dążeń Kościoła i świata. – Jakże by bez tego mógł głosić doskonałe orędzie ewangeliczne?

e) Warto na koniec podkreślić w rekolekcjach – mając na uwadze słuszny nurt uwzględniania tego co łączy, tego, co wspólne i tego, co istotne – że poświęcenie i oddanie zakonne Chrystusowi przez śluby ma w istocie charakter wtórny i służebny w stosunku do oddania i poświęcenia, jakie realizuje się w chrzcie świętym. Chrzest najpierw wszczepia nas w Chrystusa. On wiąże nas z Jezusem więzami istotnymi, bez porównania ściślejszymi, niż wszelkie inne przymierza. Rzuca nas na drogę naśladowania Chrystusa zasadniczo i z wielką siłą. Chrzest – to zjednoczenie fundamentalne, przeobrażenie dogłębne – na podobieństwo śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Inne poświęcenia, np. Sercu Jezusowemu, czy pobożnemu dziełu, nie mogą iść w porównanie z tą łaską, którą otrzymaliśmy w Chrystusie przez Chrzest; są one tylko ponawianym wysiłkiem wskrzeszania w sobie łaski pierwszej – łaski chrztu. Śluby – także[17].

Raduje nas, że budzi się w wiernych na nowo świadomość zobowiązań chrztu, powszechnego kapłaństwa, że wybiła godzina laikatu, jego apostolskiej mobilizacji. – Tak. Ale rzesze, masy są do tego zupełnie niedojrzałe. Grozi niebezpieczeństwo, że te słowa przebrzmią, jak hasła wiecowe: nie sięgną w głąb, nie spowodują odrodzenia dusz. Trzeba podjąć wysiłek wskrzeszenia postawy pierwszych wieków, pierwszych wyznawców. Jacy oni byli gorliwi w modlitwie, braterscy, zjednoczeni. Jacy oni byli bezkompromisowi, oderwani od świata, promieniujący łaską, wolni duchem, pielgrzymi – wierne i heroiczne odbicie wzoru Chrystusowego. Oni wiedzieli, co to znaczy „umrzeć sobie i światu i żyć tylko Chrystusowi”, umieli realizować odważnie program przynależności do Chrystusa. A my? – Nagminnie uprawiamy kompromis, godzenia służby Bożej ze światem. Brak nam odwagi dosłownej realizacji wskazań Ewangelii. Instalujemy się na tym świście, usprawiedliwiając się, że oni sądzili, iż dzień Pański jest bliski, a my wiemy, że historia musi się spełnić.

Aspiracje w kierunku ideału pierwszych wieków rodzą się w nas na widok ociężałych rzesz chrześcijan, którzy nie wyciągają dostatecznych wniosków z faktu chrztu świętego. Proces masowej apostazji od Chrystusa trwa, niepowstrzymanie postępuje naprzód: chrześcijanie stale jeszcze nie dają należytej światłości światu.

I tu zarysowuje się doniosła misja zakonów. – Poświęcenie osób zakonnych Bogu przez śluby – przy całym charakterze wtórnym tego związku – nosi znamię czegoś wzorcowego dla wszystkich chrześcijan: to jest akt na miarę daru Bożego – Chrztu. To jest podjęcie na serio zobowiązań chrzcielnych w sposób pełny i nie odwołalny. Nic nowego, po prostu kontynuacja pierwszej linii, ale godne sprecyzowanie postawy i nowe zobowiązanie pod przysięgą, śluby to jest odejście od wszystkiego, co mogłoby opóźnić drogę do Chrystusa; i sięgnięcie mężne po wszystko, co zjednoczenie przyspiesza. Drugi chrzest, ciche męczeństwo, obudzenie się chrześcijanina do pełnej konsekwencji religijnej. Podjęcie apelu Pana: „Bądźcie doskonałymi, jak i Ojciec wasz niebieski doskonały jest”.

Bardzo potrzeba chrześcijaństwu dobrych, ewangelicznych zakonników i zakonnic. – Dlatego woła do nas namiestnik Chrystusowy: „Bracia, czas jest, abyście wy najpierw ze snu powstali, abyście podjęli pierwsze dzieła wasze”. Kościół liczy na was. Sięgnijcie mężnie do ukrytych zasobów, do przysypanych mocy. Podejmijcie szczere naśladowanie Chrystusa na drodze rad ewangelicznych – odnowienie „apostolskiej formy życia”, aby co rychlej z wami znalazł się w marszu cały Kościół.

[1]   „Avete il vecchio e ii nuovo testamento e il pastor della Chiesa che vi guida quwsto vi basta a vostro salvamento”.

[2]   ed. Lecoffre, ch. I, p. 1.

[3]   ed. Cerf, 1964.

[4]   por. Dz 2,42-47 i 4,32-35.

[5]   Didache IV, 8.

[6]   por. kolekty Pawłowe na ubogich – 2 Kor 8,13-15.

[7]   1 Kor 7,25 ss.

[8]   Dz 21,8-9.

[9]   De unitate Ecclesiae, XXVI; De opere et eleemosynis: XXV.

[10]  por. Rene Carpentier, La vie religieuse au coeur du peuple de Dieu, Christus 26, p. 151-170.

[11]  por. W. Zdaniewicz, Ewolucja życia zakonnego, Ateneum Kapł. 312, 1961, s. 17-30.

[12]  ed. Desclee, 1962.

[13]  ed. Herder, Wien 1953.

[14]  S. Th. II q. 186, a. 7 i a. 1.

[15]  ed. Desclee 1952.

[16]  ed. Casterman, 1960.

[17]  Por. H. Holstein, Consecration et voeux, Christus 26, 1960, p. 172-173.

SERWIS INFORMACYJNY KONFERENCJI WYŻSZYCH PRZEŁOŻONYCH ZAKONÓW MĘSKICH W POLSCE

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zgoda