Antoni J. Nowak OFM
PSYCHOLOGIA I PSYCHOPEDAGOGIKA CELIBATU
Materiały Komisji ds. Wychowania i Nauki KWPZM, rok 1970
Formacja psychiczna a środowisko
Niewątpliwie człowiek jest najciekawszą i najbardziej skomplikowaną rzeczywistością na ziemi. Jest tworem natury i ewolucji, produktem dwóch osób – jest nam tak bliski, bo jesteśmy ludźmi, a tak ciągle jeszcze nie znany. Człowiek jest głównym przedmiotem badań wszystkich nauk, bo wszystkie zmierzają do wyjaśnienia zagadki jego życia, jego miejsca w przyrodzie, bo sam jest jednym z jej ogniw i ostatecznym tworem ewolucji.
Brama t ludzkiego życia zawiera się pomiędzy poczęciem i śmiercią. Ten czasokres dla każdego jest drogą konfliktów i załamań, wytężonej pracy, smutku i radości, upadków i wzlotów, jest drogą, która prowadzi przez szereg faz rozwojowych, aż wreszcie rozwinie się w dojrzałą i odpowiedzialną osobowość. Każda droga rozwojowa pozostawia na psychice niezatarte znamię, nieraz głębokie bruzdy, które nie są bez znaczenia w późniejszym postępowaniu człowieka. Na konstrukcję psychiczną człowieka wpływa cała siatka uwarunkowań o charakterze środowiskowym, wychowawczym, religijnym.
Paul Chauchard dobitnie podkreśla wpływ środowiska na formację psychiczną człowieka. „Każdy moralista, każdy człowiek myślący winien wiedzieć, że wyjąwszy dość rzadko zdarzające się wypadki indywidualnych odchyleń, rodzące się dziecko … może w zależności od środowiska zostać idiotą lub też człowiekiem zrównoważonym i wykształconym. Wystarczy pozbawić dziecka wszelkiego kontaktu ludzkiego, a stanie się anormalne i nie będzie rozwijać swej inteligencji. I tak dziecko wychowane przez wilki wysila swą inteligencję na naśladowanie wilków: wyjąć biega na czterech łapach. Jest ono Już definitywnie pozbawione możności pełnego rozwoju, albowiem istnieje odpowiedni, niepowtarzalny okres dla rozwijania inteligencji a w szczególności mowy. Po upływie tego okresu pewne struktury mózgowe tracą swe dyspozycje. I odwrotnie, mała Indianka ze szczepu o niskim poziomie cywilizacji została przed piątym rokiem życia włączona w krąg naszej cywilizacji, jej adaptacja okazała się kompletna. Są to przypadki skrajne. Ilustrują jednak dobrze ludzką plastyczność … To właśnie wychowanie najbardziej różnicuje formację psychiczną ludzi, a więc środowisko społeczne … Można tylko ubolewać nad straszliwymi niedostatkami człowieczeństwa, jakie stają się udziałem większości dzieci, którym środowisko odebrało zdolność stania się prawdziwymi ludźmi”[1]. Człowiek nie żyje i nie rozwija się poza społecznością, tę prawdę trzeba sobie głęboko uświadomić.
Środowisko, procesy wychowawcze mają również przemożny wpływ na formację wartości seksualnej u człowieka. Zdolność panowania nad sobą nie jest człowiekowi dana w całości; musi ją sobie wypracować, a do tego potrzebny jest nie tylko zdrowy mózg, ale również zdrowa historia własnego życia, dobra szkoła wychowania emocjonalnego. Dlatego też mówimy, że motyw seksualny u człowieka jest przede wszystkim zjawiskiem psychologicznym, pozostającym pod wpływem doświadczeń kulturowych i wewnętrznych procesów, w mniejszym zaś stopniu jest zdeterminowany bodźcami natury hormonalnej[2].
Chcąc zatem omówić problem psychopedagogiki celibatu nie można być obojętnym wobec całokształtu historii rozwojowej konkretnej jednostki. Z góry jednak musimy zaznaczyć, że problem celibatu może być rozumiany tylko z pozycji dojrzałej wiary, a dojrzała wiara domaga się nie tylko łaski, lecz również dojrzałej, dobrze ustawionej osobowości. Człowiek bowiem nie jest ani wysublimowanym zwierzęciem /jak to chciała widzieć biologia jeszcze w początkach XX w./ ani stłumionym aniołem / jakby to chciały niektóre podręczniki ascetyczne/, lecz po prostu człowiekiem, który w swoich podstawowych popędach jest przeduchowiony, a w swojej wolności duchowej musi być ujmowany razem z popędami. Ani sfera psychofizyczna, ani sfera duchowa nie stanowią istoty człowieczeństwa. Istotą człowieczeństwa to inkarnacja duchowości, ucieleśnienie duchowości i uduchowienie cielesności, należy zatem zająć rzetelną postawę pozytywną wobec wychowanka nie tylko jako homo religiosus, lecz również jako homo libidinosus. Nie wolno przeakcentować ani sfery cielesnej ani sfery duchowej, wychowujemy bowiem osobę.
Wpływ środowiska na formację seksualną jest bardzo wyraźny. Automatyczne uwarunkowania wczesnego dzieciństwa mogą doprowadzić do zupełnego odwrócenia płci psychicznej w stosunku do płci anatomicznej i hormonalnej. Instynkt płciowy obudzi się dopiero w okresie dojrzewania, ale już o wiele wcześniej uczymy się od środowiska pojęcia mężczyzny i kobiety, pojęcia, które wycisną na nas trwałe piętno, ponieważ chodzi o nastawienie automatyczne, nieuświadomione, wymykające się ujęciu woli. Na tej właśnie niegenitalnej płaszczyźnie należy rozpatrywać wagę stosunku dziecka do ojca i matki, a więc chodzi tu o ustawienie płci psychicznej, o akceptację lub nie akceptację płci anatomicznej w jej ludzkim i społecznym znaczeniu i to przed rozbudzeniem się instynktu rozrodczego. Znane są przypadki osób anormalnych, które nie mogą rozwinąć aktywności seksualnej w normalnych warunkach, lecz potrzebują na przykład jakiegoś specjalnego przedmiotu /fetyszyzm/.
Bardzo słusznie psychologia głębi kładzie nacisk na znaczenie wydarzeń wieku dziecięcego, zwłaszcza wydarzeń o dużym ładunku emocjonalnym dla równowagi świadomości i podświadomości. Ukazuje nam ona dramat młodej, niedojrzałej istoty, nie w pełni jeszcze świadomej, czującej w sobie instynktownie, własne jednostkowe siły rozrastania i obrony przekreślone barierami społecznymi. Dewizą staje się podświadome przekonanie „chcąc żyć, trzeba godzić się z wolą dorosłych”. Dziecko przyzwyczaja się działać wbrew swej naturze.
Zasadniczym popędem, do którego można zredukować wszystkie inne, jest popęd do życia. Wszystkie pozostałe są jakby odgałęzieniem tego zasadniczego popędu i mają swój wąski zakres działania. Rozwój popędu dokonuje się w dwóch kierunkach, a mianowicie: w poziomym i pionowym[3].
Kierunek poziomy to filogeneza, gdzie następuje rozczłonkowanie zasadniczego popędu libido. Rozczłonkowanie głównego popędu można porównać do drzewa, w którym pień jest symbolem libido – tzn. całości sił żyjącej istoty. Siły te rozczłonkowują się na dwie zasadnicze gałęzie, które odpowiadają tendencji utrzymania siebie i gatunku. Te z konieczności dzielą się na różne grupy popędów podstawowych według potrzeb organizmu jak: głodu, siły, odpoczynku, płci itp. Jeden popęd może być wyparty przez drugi. Im doskonalszy plan organizacyjny człowieka, im wyżej człowiek stoi, tym doskonalszy podział popędów; może jednak dojść pomiędzy nimi do konfliktów.
Drugi rozwój libido dokonuje się pionowo i odpowiada rozwojowi ontogenetycznemu. Na tej płaszczyźnie rozwojowej popędy podlegają formacji, a to dzięki temu, że jednostka należy do konkretnej społeczności, rozwija się w społeczności. Środowisko, w którym rozwija się jednostka, przyczynia się do tego, że stadia rozwojowe popędu seksualnego dokonują się w określonej modyfikacji środowiska, która to modyfikacja jest z góry zaplanowana.
Nic groźniejszego od popędu seksualnego – jego uwarunkowań psychologicznych – niełatwa sztuka opanowania go. Nie jest rzeczą normalną pogarda czynnika płciowego stanowiącego jedną z najszlachetniejszych funkcji ludzkich; nie jest normalne patologiczne tłumienie tego czynnika; ule także nienormalna jest niemożność sprawowania nad nim kontroli, niemożność, w którą tak łatwo się uwikłać. Nic gorszego u młodego człowieka niż purytańskie wychowanie gardzące wartością ciała i płci, a stąd wypływająca fałszywa czystość osobników zahamowanych, niezdolnych w ogóle do miłości – a podatnych natomiast na homoseksualizm.
Nie jest naszym zadaniem omawiać problem trudności wychowawczych do celibatu uwarunkowanych układem wewnątrz-wydalniczym. Wtedy bowiem możemy obserwować „wstrzemięźliwość” w jedzeniu u kogoś, kto z przyczyn patologicznych nie odczuwa głodu; „czystość” u kogoś pozbawionego popędu płciowego; „rozpasanie” seksualne u jednostki o słabym mózgu, niezdolnym do opanowania instynktów; „lenistwo” i „aktywność”, „pychę” i „pokorę”, które pozostają w dostrzegalnym związku z poziomym tyroksyny i hormonów płciowych. Patologia umysłowa wywołana zakłóceniami mózgowymi może spowodować zaburzenia w postępowaniu moralnym.
Zapytajmy się, na jakie układy psychiczne należy w sposób szczególny zwrócić uwagę w wychowywaniu jednostki do celibatu? – jednostki, która nie wykazuje żadnych zakłóceń o charakterze patologicznym.
Superego a sumienie
Nie ulega wątpliwości, że istotnym warunkiem zdrowia moralnego to właściwa formacja sumienia. Psychologia i pedagogika wykazały, że dziecko, które znajduje się na poziomie magicznego myślenia, również i sama kara ma w sobie jakiś skutek magiczny. Dziecko nawet niewinnie ukarane czuje się winne z racji poniesionej kary /np. dziecko zostaje ukarane, ponieważ stłukło kryształ niechcący w swojej niezaradności dziecięcej/. Następuje skomplikowany proces psychiczny, mianowicie skojarzenie winy z karą. Czyn moralnie zły, nie ukarany, nie budzi u dziecka poczucia winy, gdyż jej miernikiem jest wielkość poniesionej kary. Taka szkoła emocjonalna nie pozwala by osobowość otworzyła się na obiektywne wartości dobra etycznego. Dziecko np. przyłapane na zabawie seksualnej ze sobą lub z kimś, która w swych początkach wynika z naturalnej ciekawości seksualnej, ukarane na gorąco, może doznać prawdziwego szoku, który uniemożliwi w późniejszych latach utworzenie pozytywnej postawy wobec wartości ciała i płci, a co najmniej praca ta będzie wymagała niesamowitego wysiłku.
Student seminarium AA prosi o wyleczenie z samogwałtu. Analiza wykazała głębokie infantylne zahamowanie. Jego opieszała postawa, lękliwa wobec płci odmiennej była przysłonięta rygorystycznym przeświadczeniem religijnym /z czego jednak nie wynika, by jego postawa była tylko udawana, obłudna/. Cały sens swojego życia streścił student AA w następującym stwierdzeniu: „Jeżeli ja nie przezwyciężę samogwałtu, to nie jestem mężczyzną, a życie nie ma żadnego sensu”. W tym właśnie stwierdzeniu nastąpiła absolutyzacja rzeczy relatywnych, miarę własnej męskości umieścił on w miejsce wszystkich pozostałych wartości. Prowadząc intensywną walkę z „chochlikiem”, jakim był samogwałt, nie zauważył wielkiego niebezpieczeństwa, właściwego „diabła”, jakim była pycha i osamotnienie.
Osoba o takiej konstelacji karze siebie za każdy samogwałt sądząc, że w ten sposób uwalnia się od winy. Ponieważ sfera uczuć etycznych nie pozwala skierować agresji na otoczenie, istnieje jeszcze jedna możliwość, by uciszyć niepokój własnego sumienia, a mianowicie: – przerzucić brak równowagi w życiu moralnym na sferę organiczną – czego objawem może być depresja, poczucie niższości, tiki, myśli natrętne, kształtowanie się osobowości wysublimowanej, sfrustrowanej, frustracja zaś ma zarówno bezpośrednie, jak i bardziej odległe następstwa. Badania nad reakcjami na frustrację ujawniły pewną liczbę poszczególnych form tych reakcji, z których jedne mają charakter agresywny do siebie samego lub też do otoczenia, a inne nie.
Saul Rosenzweig uważany za autorytet w sprawach frustracji powiada, że frustracja zachodzi wtedy, kiedy organizm napotyka mniej lub bardziej trudne do przezwyciężenia przeszkody lub opór na swojej drodze do zaspokojenie jakiejś życiowej potrzeby. Innymi słowy, frustracja to mocno umotywowana potrzeba, która nie może być zaspokojona na skutek przeszkody zewnętrznej lub wewnętrznej. Źródłem frustracji może być również konflikt. Konflikty są czymś bardzo wewnętrznym, zachodzą wtedy, gdy zaistnieją duże potrzeby domagające się zaspokojenia o jednakowym natężeniu, a których równocześnie zaspokoić się nie da. Z czasem narasta kompleks. Podświadomość automatyczna jest bazą, na której mogą powstać automatyczne, uczuciowo zabarwione kompleksy, które nieświadomie wpływają na postępowanie człowieka. Kompleks jest zarazem degradacją pierwotnych zdolności. Jeżeli nie zostanie usunięty, to staje się jakby nowotworem na psychice, zagraża integracji osoby.
Sens życia musi być zakotwiczony we właściwej hierarchii wartości, w przypadku studenta AA możemy mówić o pseudo transcendencji. Ostatecznym kryterium wartości życia staje się uczucie rozumiane szerzej jako pożądanie /żądza/, które domaga się ponownych potwierdzeń. Narastające wciąż poczucie winy, tłumaczy się pokrzywdzeniem przez los, pech życiowy. To wszystko są prawdy częściowe, to racjonalizacja, jeden z mechanizmów obronnych. Owocem tego jest fałszywe poznanie samego siebie, lekceważenie własnych poważnych obowiązków przy równoczesnym przeakcentowaniu obowiązków wyimaginowanych. Tego rodzaju przebiegi psychiczne powodują utratę jedności i szerokości poglądu na świat. Świat staje się światem przedmiotów, w którym jednostka szuka potwierdzenia swych przewartościowanych uczuć.
Psychoanaliza Freuda zastąpiła pojęcie sumienia terminem Superego, co było tylko konsekwencją „majstersztykiem” jego systemu. Wg. Freuda sumienie jest niczym innym jak tylko niepokojem, który wynika z represyjnego Superego. Psychologia personalistyczna poucza nas, że sumienie jest przynajmniej częściowo zdolnością nawiązywania stosunków z wartościami transcendentnymi. Człowiek w swoich fazach rozwojowych musi przekroczyć Superego, w przeciwnym wypadku nie dojdzie do właściwej formacji sumienia. Superego jest konieczną fazą moralną, którą kształtuje każdy wychowawca, ale nie przekroczone jest czynnikiem, który wypiera, tłumi wartości seksualne. W poszczególnych etapach rozwojowych człowieka faza oralna obejmuje świat niemowlęcy; faza edypalna – świat rodzinny; Superego obejmuje świat autorytetu empirycznego; a świadomość moralna /tzn. sumienie/ świat obiektywnych wartości etycznych[4].
Rozwój osobowości rozpoczyna się od narcyzmu /najgłębsze stadium miłości własnej/ poszerza swój krąg powiązań i dochodzi do „ty” transcendentnego. Superego to moralność zakazów /negatyw/, która powstaje z identyfikacji obrazów wzorczych i domaga się sublimacji popędów – na tej drodze nie ma mowy o wychowaniu do celibatu. Psychologia personalistyczna stwierdza, że sumienie jest jakby podświadomym zabezpieczeniem transcendencji, jest instancją czegoś wyższego. Dla Superego społeczność lub też własne „ja” jest ostatecznym kryterium wszelkich wartości, stąd osobowe ukierunkowanie ku transcendencji ulega zablokowaniu, stłumieniu. Gały proces dojrzewania ulega zahamowaniu, gdy tymczasem powinien być bezustannym uwalnianiem się od Superego, od przymusu, od automatycznych popędów ku dojrzałej odpowiedzialności. Każdy etap rozwojowy jako etap jest dobry, charakter negatywny, alienacyjny natomiast ma wtedy, gdy powinno się go przekroczyć, przezwyciężyć, a tymczasem zostaje on „zabsolutyzowany”. Onanizm mieści się w „normie” gdy chodzi o okres dojrzewania, inaczej jednak musimy go ocenić u człowieka dorosłego, świadczy on o pewnym zafiksowaniu rozwoju popędu seksualnego, który nie przesunął się do wyższych sfer spirali rozwoju osobowości – lecz zatrzymał się na niższych szczeblach. Fiksacja osobowości w stadium zadawnionym przeszkadza w dalszym harmonijnym dojrzewaniu i taki stan w świecie wartości można by nazwać „herezją egzystencjalną”, przeszkadza ona bowiem osobowości w ciągłym przekraczaniu siebie, w rozwoju swoich możliwości stawania się osobowością kompletną, uniemożliwia, by stała się widomym symbolem Boga i świata.
Sublimacja czy integracja?
Świadomość moralna /sumienie/ charakteryzuje się gotowością nawiązywania kontaktu z transcendencją, ponoszeniem dla niej indywidualnych ofiar, zrezygnowania nawet ze Superego. Rozwój człowieka dokonuje się tylko w oparciu o drugą osobę. Człowiek jest ukierunkowany do „ty” do drugiej osoby. Postawa do drugiego „ty” jest dynamicznym potencjałem ukierunkowania do Absolutu, który przy normalnym rozwoju w sposób dialektyczny rozszerza się na Absolut. Wszystko to, co w poszczególnych fazach rozwojowych zakłóciło proces stawania się dojrzałą osobowością powoduje również zakłócenia właściwego funkcjonowania świadomości moralnej; wtedy właśnie Superego tłumi popędy, stąd niepokój sumienia zakłóca równowagę psychiczną i powoduje nieraz nerwicowe objawy. Zafiksowanie jednostki na określonym stadium rozwojowym hamuje normatywne sumienie celem zaspokojenia własnych popędów. To z kolei zagraża całej osobowości i sumieniu, człowiek bowiem nie jest sumą biologicznych właściwości, a nieuchwytną specyfiką jego istnienia jest właśnie sumienie. Sumienie jest wrodzonym schematem, jest świadomością norm ludzkiego postępowania, jest specyficznie ludzkim mechanizmem dotyczącym świata wartości. Superego jest tylko konkretnym historycznym odbiciem tej zdolności, jest nabytym modelem funkcyjnym. Superego musi być przezwyciężone na odpowiednim etapie rozwojowym, w przeciwnym wypadku mamy do czynienia z naciskiem, z czym łączy się frustracja i wyobcowanie. Sumienie więc, podobnie jak zdolność mówienia nie jest całkowicie przezroczyste ani same ze sobą identyczne. Analogicznie konkretny język, jakim się posługujemy nie umożliwia totalnej komunikacji.
Szkicując graficznie problem struktury sumienia wyglądałoby on następująco[5]:
Sumienie „narzucone” Sumienie „samodzielne”
Superego – ojciec Nomy etyczne – Bóg /
/Ego idealne/ /sumienie/
Ego Osoba
Es popędy
Człowiek musi dążyć do tego, by w życiu osobistym nie kierować się dyktatorskim Superego, z konieczności narzuconym na odpowiednim etapie rozwojowym, lecz sumieniem czystym, „samodzielnym”, które łączy się z transcendentną hierarchią wartości.
Rozwój sumienia przebiegałby wg na stępującego schematu:
| Dominacja Superego
/okres dzieciństwa/ |
Przezwyciężanie Superego
/okres dojrzewania/ |
Przezwyciężone Superego
/okres dojrzałości/ |
|
| Źródło autorytetu | Bio-psychologiczna instancja ojca | Subiektywna introjekcja instancji ojca | Transcendentne religijna instancja ojca |
| Sumienie rozumiane jako | Superego heteronomiczna[6]moralność
Sumienie „narzucone” |
Odkrywanie wartości i zasad | Sumienie czyste „samodzielne” autonomiczna[7]moralność |
Jak już zaznaczyliśmy, problem celibatu może być rozumiany tylko z pozycji dojrzałej wiary, ta zaś domaga się dojrzałej osobowości, z czym łączy się bezapelacyjnie sumienie „samodzielne”. Sumienie „narzucone” uniemożliwia, by jednostkę wychować do piękna rad ewangelicznych; a raczej prowadzi do sublimacji popędów, sublimacja zaś zamyka drogę do pełnej czystości, wychowuje bowiem jednostki sfrustrowane, zahamowane z poczuciem osamotnienia, pomyłki życiowej; należy ona do przebiegów psychicznych mających na celu zlikwidowanie wyczerpującego napięcia, naporu ze strony popędów. W psychologii przebiegi te nazwano mechanizmami obronnymi. Do tych mechanizmów zalicza się: racjonalizację, identyfikację, projekcję, introjekcję, represję, regresję, kompensację i sublimację.
Według psychoanalitycznych teorii, struktura charakteru jest w jakimś sensie wynikiem sublimacji. Oznacza to, że kształtuje się ona nieświadomie poprzez wysiłek Superego, zmierzający do takiego związania siły popędu /id/, aby ego mogło je akceptować. A więc jest to mechanizm obronny, mimo, że uzyskany wynik, czyli sublimacja, wydają się postawą pozytywną Ego, rodzi się ona pierwotnie jako środek obronny przeciw popędowi, a więc już z założenia swego ma charakter negatywny; zmierza bowiem do stłumienia lub też wyparcia wartościowego z natury swej popędu seksualnego.
Przy sublimacji impulsu seksualnego energia pierwotna wyraża się w inny sposób. Te formy ekspresji są zamaskowane, jednakże dają ujście pierwotnemu impulsowi, dlatego też skuteczna sublimacja redukuje napięcie i prowadzi do zachowania dającego zadowolenie. Taki proces wychowawczy należy odrzucić, bowiem sublimacja popędu płciowego rzadko jest w pełni skuteczna, a jeżeli się uda, to konsekwentnie prowadzi do dziwacznego sposobu zachowania się. Sublimacja zatem będzie mechanizmem obronnym, poprzez który libido zostaje przerzucone na obiekt inny, społecznie wartościowy. Sublimacja wiąże się zatem z wyparciem, z tłumieniem, innymi słowy z odseksualizowaniem. Proces ten ilustrują rysunki.
Rys. 1 ilustruje przebieg sublimacji, w którym osoba A reaguje na wartości ciała i płci osoby B, następuje jednak wyparcie, przerzut reakcji na obiekty społecznie wartościowe.
Rys. 2 przedstawia proces stłumienia. Osoba A reaguje na wartość ciała i płci osoby B, następuje jednak gwałtowny nawrót reakcji do siebie samego, co w konsekwencji może prowadzić do autoerotyzmu.
Mówiąc o wychowaniu do celibatu, psychologia poda nam trzy możliwe sposoby by zlikwidować frustrację na skutek niezaspokojonego popędu seksualnego:
- sublimacja,
- tolerancja na frustrację – nie zdaje ona również egzaminu, ma ona na celu ukształtowanie u jednostki wysokiego progu tolerancji na frustrację, taki proces wychowawczy podchodzi negatywnie do wartości ciała i płci, utrudnia radosną akceptację rady ewangelicznej,
Dwie pierwsze drogi zamykają drogę do pełnej czystości. Mówiąc o integracji mamy na myśli jednostkę, która działa jako całość, jako osoba. Nie chodzi o doraźne „zniszczenie” w świadomości wartości ciała i płci przez zepchnięcie jej przeżycia do podświadomości lub też poprzez szukanie namiastki przy pomocy mechanizmów obronnych, ale o trwałą długofalową integrację wartości ciała i płci, która musi być osadzona i ugruntowana w wartość osoby, ta zaś w obiektywnej hierarchii wartości transcendentnych. Nie chodzi o pogardę dla ciała, ale by ciało było pokorne w sensie podporządkowania się wartości miłości i wartości osoby własnej i drugiego „ty”. Sedno sprawy leży w tym, by w każdej sytuacji nadążać za wartością osoby do niej dociągać każdą reakcję na wartość ciała i płci – rysunek. Osoba A reaguje na wartość ciała i płci osoby B ale reakcję dociąga do wartości osoby, reagując jako zintegrowana osoba.
Jest to szczególny wysiłek wewnętrzny duchowy – bo afirmacja osoby może być tylko owocem ducha. Wysiłek ten jest przede wszystkim pozytywny, twórczy „od wewnątrz” – a nie negatywny i destruktywny. Wypływa on z normy personalistycznej, która zawiera dwojaką treść – pozytywną – miłuj, kochaj, oraz negatywną – nie czyń z osoby przedmiotu użytku /nawet z własnej/.
Wszyscy musimy wewnętrznie i zewnętrznie dorastać do czystego miłowania, dojrzewać do jego smaku, każdy bowiem człowiek z natury swojej jest obciążony pożądliwością ciała i skłonny do upatrywania „smaku” miłości przede wszystkim w seksualnym wyżyciu. Z tego względu wychowanie do czystości jest sprawą trudną i długofalową[8] trzeba liczyć się z wieloma czynnikami wczesnych posunięć wychowawczych, jak to podkreślono wyżej; trzeba czekać na jej owoce i zarazem o nie zabiegać; nie chodzi bowiem o „walkę” z popędem, lecz o pozytywną, radosną i autonomiczną postawę człowieka wobec rady ewangelicznej, dlatego od samego zarania Kościoła stanowczo podkreślono wartość celibatu. Integracja każę uszeregować we właściwy sposób wartości a nie tłumić ani wypierać i dla Królestwa Bożego poświęcać swe siły[9], będąc kapłanem bezżennym. W psychopedagogice celibatu należy zwracać uwagę na pełne poczucie odpowiedzialności, tzn. umieć również żałować za winy, ale nie przeżywać, nie neurotyzować się nimi, lecz ciągle na nowo rozpoczynać i wytrwale postępować naprzód, mając zarazem głębokiego ducha pokory w myśl nauki św. Pawła: „Nie uważam, że osiągnąłem cel. Ale czynię jedno: zapominając co jest za mną, kieruję się cały ku temu, co jest przede mną, podążam prosto do celu”. /Fil 3,13-14/.
Archiwum KWPZM
[1] Por. Paul Chauchard, Biologia i moralność, Wa-wa, 1966, s.76.
[2] Por. Edward J. Murray, Motywacja i uczucia, Wa-wa,1968, s. 75.
[3] Por. Igor A. Caruso, Bios, Psyche und Person, Freiburg – Munchen, 1957 s. 251-260.
[4] Por. Igor A. Caruso, Psychanalyse pour la personne, Paris 1962, s. 116-117.
[5] Por. A. J. Nowak, „Personalistyczna psychologia głębi Igora A. Caruso” w: Studia Philosophiae Christianae, ATK 6/1970/2, s. 239.
[6] Heteronomiczna w odniesieniu do motywów działania – w tym wypadku zależy ona od nacisku środowiska.
[7] Autonomiczna w odniesieniu do motywów działania – w tym wypadku mają one źródło w zaakceptowanej właściwej hierarchii wartości.
[8] Ks. Kard. Karol Wojtyła, Miłość i odpowiedzialność, studium etyczne, Kraków, 1962, s. 161-162.
[9] Zagadnienie to szeroko omówił G. Griesl w: Berufung und Lebensform des Priesters, Innsbruck 1967. Pozycję tę opracował ks. Stefan Schudy w: Ateneum Z. 3/365/ 1969 s. 465-470. Integracja miłości jako jedynie słuszna metoda w psychopedagogice celibatu została wysunięta o wiele wcześniej przez Kard. K. Wojtyłę w dziele: „Miłość i odpowiedzialność”, Kraków 1962.
