Home DokumentyReferaty, Konferencje, ArtykułyFormacjaFormacja wstępna Jacher Cyryl OP, Wychowanie do wspólnoty w kontaktach międzyludzkich i międzyzakonnych w rodzinie zakonnej

Jacher Cyryl OP, Wychowanie do wspólnoty w kontaktach międzyludzkich i międzyzakonnych w rodzinie zakonnej

Redakcja
Jacher Cyryl OP 

WYCHOWANIE DO WSPÓLNOTY W KONTAKTACH MIĘDZYLUDZKICH I MIĘDZYZAKONNYCH W RODZINIE ZAKONNEJ

Dni Skupienia Mistrzów Nowicjatów i Wychowawców kleryków zakonnych, Kraków, 11-12.X.1973 r.
Materiały Komisji ds. Wychowania i Nauki KWPZM 1973 r.

 

Wstęp

Mam mówić na temat „Wychowanie do wspólnoty w kontaktach międzyludzkich i międzyzakonnych w rodzinie zakonnej”. Długi tytuł, a jak zobaczymy, treść też jest dość długa – nie w tym sensie, że prelekcja będzie długo trwać, ale w sensie ważności zagadnienia.

Na początku tego referatu pragnę szczerze powiedzieć o dwóch sprawach: po pierwsze żałowałem, że zgodziłem się na takie wystąpienie. To może bardzo nieładnie, ale chcę być szczery. Wynika to nie z lenistwa intelektualnego, nie z braku zainteresować problematyką, która mnie osobiście bardzo obchodzi, nie z braku nawet określonych dostatecznych kompetencji, bo socjologią zajmuję się od szeregu lat, ale ze świadomości, że to, co tutaj przedstawię, będzie po pierwsze bardzo fragmentaryczne, niepełne. A to, co jest fragmentaryczne i niepełne, może wykoślawić obraz. A po drugie dlatego, że tezy tutaj zaprezentowane będą głównie w kategoriach zaleceń, co wynika zarówno z materiału empirycznego, jakim dysponowałam, jak i z chęci uświadomienia zebranym uczestnikom słabych stron zagadnienia, bo strony pozytywne nie wymagają specjalnych analiz. Osobiście jestem przekonany, że tych stron pozytywnych jest bardzo dużo – powiem więcej – tych stron pozytywnych jest więcej aniżeli negatywnych. Tylko że to, co pozytywne, jest trudniej uchwytne aniżeli to, co negatywne – jak to wiemy z życia. Więc proszę wszystkich tutaj obecnych, ażeby w świetle tych moich osobistych uwag śledzili dalsze wywody.

  1. Sprawy terminologiczne

Temat referatu, w swoim sformułowaniu jest taki, że wymaga elementarnych uściśleń terminologicznych, żeby po prostu było wiadomo w jakim zakresie, w jakim sensie mówimy o sprawach, które są przedmiotem tego referatu, czyli co rozumiemy przez określone terminy. Dlatego chcę bardzo krótko powiedzieć, co będę rozumiał przez podstawowe wyrażenia zawarte w tytule prelekcji, takie wyrażenia jak: wychowanie, wspólnota, kontakty międzyludzkie i międzyzakonne.

Przez „wychowanie” najogólniej rozumiemy ogół zamierzonych działań, których celem jest ukształtowanie pełnej i zintegrowanej osobowości człowieka, zdolnej do osiągania swoich celów w wymiarach doczesnych i wiecznych. Nas będzie interesować wychowanie głównie w aspekcie procesu socjalizacyjnego, to znaczy pod kątem systematycznego oddziaływania między wychowującymi a wychowywanymi, takiego oddziaływania, które przygotowuje młodego człowieka do przyszłych jego zadań, do przyszłych jego ról zarówno we wspólnocie zakonnej jak i poza nią. Narzędziami tych procesów socjalizacyjnych w grupie zakonnej są, jak wiemy, określone czynności, określone zabiegi wychowawcze, które sprowadzają się do szeroko pojmowanego oddziaływania wychowawców na wychowywanych. Takie oddziaływania mogą się dokonać tylko w kontaktach międzyludzkich.

Kontakty międzyludzkie polegają na powtarzających się systematycznie bezpośrednich stycznościach, w wyniku których tworzą się określone stosunki międzyludzkie przyjmujące kształt określonych postaw wzajemnych. Stosunki międzyludzkie istniejące w różnych grupach, w różnych społecznościach ludzkich określamy ogólnie mianem stosunków społecznych.

Przez stosunki społeczne będziemy rozumieli pewne unormowane określonymi rolami i wzorami społecznymi wzajemne postawy osób wytworzone w wyniku świadomego, bezpośredniego, trwałego oddziaływania na siebie. Każde z tych słów, uważam, jest tutaj ważne. A więc: bezpośrednie, trwałe, świadome oddziaływani osób na siebie.

Obu tych pojęć: „stosunki międzyludzkie” oraz wyrażenia „stosunki społeczne” ja będę używał zamiennie, z tym, że kiedy chcemy podkreślić treści psychologiczne i personalne, to lepiej używać pojęcia: stosunki międzyludzkie. Natomiast, gdy akcent pada silniej na czynnik społeczno-kulturowy, to lepiej używać pojęcia: stosunki społeczne. Są to jednak pewne subtelności, które w naszym wypadku nie odgrywają większej roli, gdyż w kontaktach osób we wspólnocie zakonnej, warstwa psychologiczno-personalna i społeczno-kulturowa występuje najczęściej łącznie, razem.

Stosunki społeczne można podzielić najogólniej na: rzeczowe albo inaczej formalne, i osobowe, albo jak kto chce – nieformalne. Pierwsze – rzeczowe, są zazwyczaj funkcją pracy, zawodu, interesu, pieniądza, ról społecznych z tego wynikających; drugie – osobowe, kształtują się na podłożu wzajemnego zainteresowania sobą, na podłożu wspólnej idei, sympatii, przyjaźni, wreszcie miłości. To właśnie stosunki osobowe prowadzą do więzi o charakterze wspólnotowym i są najbardziej twórcze wspólnotowo. Zatem kiedy mówimy o wychowaniu do wspólnoty w stosunkach międzyludzkich, mamy na myśli ten typ stosunków społecznych i to nie tylko w relacji osoba do osoby w danej wspólnocie zakonnej, ale w relacji: wspólnota zakonna jedna do drugiej wspólnoty zakonnej ewentualnie osoba danej wspólnoty zakonnej w stosunku do innej osoby innej wspólnoty zakonnej.

Wspólnota – to słowo będzie się tutaj często powtarzało. Co będziemy rozumieć przez to wyrażenie: wspólnota? Zakon jako zbiorowość osób Bogu poświęconych rozpatrywany od strony socjologicznej jest grupą społeczną, którą można badać metodami empirycznymi. Powstaje pytanie: jakiego rodzaju grupą społeczną jest zakon? Na to pytanie odpowiadamy, że zakon jest, a raczej, podkreślam, powinien być wspólnotą. Szeroko rozbudowane dzisiaj formy życia społecznego można sprowadzić w zasadzie do dwóch zasadniczych: do wspólnoty i społeczności. Zdaję sobie sprawę, że to, co teraz mówię, dla wielu jest znane i oczywiste, ale mimo wszystko warto sobie pewne rzeczy przypomnieć, żeby nie byłe nieporozumień.

Stosując to rozróżnienie: wspólnota i społeczność – do grup społecznych możemy je podzielić na grupy typu wspólnotowego i społecznościowego. Grupy typu wspólnotowego opierają się na stosunkach społecznych osobowych, wyrastających na podłożu kontaktów przyjaźni, sympatii, uczuć, zaangażowania ideowego, umiłowania dobra wspólnego. Wspólnoty w zasadzie nie wykazują zbyt silnego zinstytucjonalizowania ani zbyt silnego sformalizowania. Natomiast grupy typu społecznościowego mają charakter bardziej zorganizowany, bardziej formalny, bardziej sztuczny. Kontakty w nich dokonują się za pomocą narzędzi takich jak prawo, rozkaz, funkcja, rola. Styczności w takich grupach są najczęściej pośrednie, a stosunki społeczne oparte są na umowie, na zawodzie, na funkcji, na produkcji, ogólnie – na wymianie. Te grupy nazywamy dziś często grupami celowymi dlatego, że są zorganizowane dla osiągnięcia określonego celu. O ile grupy typu wspólnotowego są jakoś naturalne, o tyle grupy typu społecznościowego są w pewnym sensie sztuczne, czyli istnieją dobrowolnie dotąd, dopóki członkowie realizują cel, wreszcie, dopóki cel grupy członków pociąga. Oto bardzo trywialny przykład: dziś obserwujemy w Polsce tak zwaną fluktuację załóg robotniczych. W przeciągu pięciu lat w danym zakładzie pracy wymieniają się podwójnie ludzie. To jest właśnie klasyczny przykład grupy celowej. Nic ich nie wiąże ani motywy finansowe, ani motywy osobowe, ani jakieś inne ideowe, więc szukają gdzie indziej możliwości zatrudnienia.

Klasyfikacja grup społecznych powyżej zarysowana jest na pewno zabiegiem sztucznym, zdaję sobie sprawę; jest zabiegiem sztucznym, bo nie daje pełnego rozłącznego podziału, gdyż każdy ludzki związek z jednej strony posiada coś z elementów bezpośrednio wrodzonych, a więc wykazuje cechy wspólnoty, z drugiej strony jest też w jakimś stopniu tworem sztucznym, przez człowieka powołanym do życia, a więc mającym niektóre znamiona przypisywane społeczności, ciemniej jednak nawet taka klasyfikacja jest przydatna dla porządkowania zagadnień związanych ze strukturą społecznej grupy. Właśnie w oparciu o tę klasyfikację można powiedzieć, że zakon, ściśle biorąc, jest grupą celową. Ludzie wchodzą do zakonu, zbierają się niejako w nim dla osiągnięcia celów religijnych i humanistycznych. Z tym, jednakże, że ideałem jest, ażeby w grupie zakonnej przeważały elementy wspólnotowe i dominowały nad elementami formalnymi. Jeśli zaś w zakonie przeważają elementy formalne, rzeczowe, wówczas członkowie szybko spostrzegają sztuczność grupy zakonnej i słabość ich więzi z nią. Więzi te są luźne, a członkostwo materialne, zewnętrzne. Wówczas bywa, że członkowie grupy zakonnej żyją formalnie w zakonie, choć de facto są na marginesie zakonu albo w świadomości swojej jakby poza zakonem.

Myślę, że wszyscy zdajemy sobie sprawę, że to, co dotychczas tutaj poruszam, to poruszam z punktu widzenia socjologicznego, a socjologia, jak wiadomo, jest nauką, która stwierdza określone zastane fakty, rzeczywistość społeczną, a nie wartościuje tych faktów w sensie normatywnym. Chcę tu wszystkich uprzedzić, że stwierdzając określone fakty nie chcę tutaj wartościować w sensie ujmowania tego z punktu widzenia normatywnego. Nie chcę przez to również powiedzieć, że określone fakty nie mają znamion wartościujących, nie mają w sobie zawartości normatywnych, to jest inna rzecz. Na pewno je mają i muszą mieć. Niemniej jednak w aspekcie tej wiedzy, którą ja tutaj reprezentuję, sprawa wygląda w ten sposób:

Znakiem żywotności wspólnoty zakonnej jest jej wewnętrzna i zewnętrzna dynamika. Symptomami tej dynamiki są życie i działanie zakonu i należących do niego jednostek. Przełożeni i wychowawcy młodego pokolenia powinni pamiętać, że ludzie, funkcje, prace istniejące we wspólnocie zakonnej, wzajemny układ elementów odbija się zawsze na współżyciu wspólnoty. Stąd jest rzeczą ważną, aby sobie uświadomić, jakie stosunki społeczne istnieją między członkami wspólnoty, między wychowującymi a wychowywanymi, między poszczególnymi różnymi wspólnotami zakonnymi. Czy są to stosunki współpracy, współzawodnictwa, konfliktów, obojętności, czy może wrogości? Jakie jest podłoże tych stosunków międzyludzkich? Należy przy tym pamiętać, że każde szczegółowe zjawisko społeczne we wspólnocie zakonnej jest najczęściej przejawem jakiegoś procesu ogólniejszego, a więc historycznego zanikania jednych form a rozwoju innych itp. Kiedy się wykryje, jaki proces przejawia się w danym zjawisku społecznym, trzeba następnie zanalizować siły społeczne, wyznaczające jego przebieg albo czynniki hamujące jego rozwój. Rozpatrzywszy te sprawy, wychowawca może powiedzieć, że zna życie wspólnoty, że wie, do jakich elementów nawiązać, a jakie odrzucić.

  1. Wychowanie do wspólnoty zakonnej

Przypomnienie, że żyjemy w świecie coraz bardziej stechnicyzowanym, urzeczowionym, w świecie oceniania wartości wymiernych głównie w ekwiwalencie materialnym – nie stanowi tutaj oczywiście żadnego odkrycia. Wszyscy o tym wiemy. W takim układzie, w takim świecie stosunki międzyludzkie charakteryzuje urzeczowienie, sformalizowanie. Rodzaj motywacji w takich stosunkach jest najczęściej motywacją egocentryczną i rzeczową, doświadczamy tego w życiu na co dzień, a przynajmniej ludzie tego doświadczają. Wynika to choćby z tego, że kiedy się spowiada i spojrzy przez pewną siatkę socjologiczną na pewne wyrażenia ludzkie, widzi się, jak te stosunki międzyludzkie układają się tylko na płaszczyźnie egocentryzmu i rzeczowości. Co to znaczy? To oznacza, że rodzaj motywacji w takich stosunkach jest najczęściej motywacją egocentryczną i rzeczową. Konkretnie wygląda to w ten sposób, że partnerzy kontaktów międzyosobowych widzą głównie, a czasem jedynie własne interesy i pragną je za wszelką cenę, nawet kosztem partnera, realizować. Kładąc akcent na element rzeczowy kontaktów, partnerzy stosunku społecznego są jedynie kontrahentami i przestrzegają formalnie reguł transakcji i wymiany, nie interesując się sobą wzajemnie. Takie układy społeczne nie prowadzą do wspólnoty, prowadzą, do grup interesu, do relacji wymiany dóbr i funkcji na zasadzie czysto handlowej. Przeciwieństwem takich stosunków społecznych są kontakty spersonalizowane, kontakty ideowe. W stosunkach spersonalizowanych partnerzy znają się wzajemnie, orientują się wzajemnie w potrzebach i zainteresowaniach, reagują na siebie integralnie jako na określone, przedstawiające wartość niewymienną osobowości. To nie jest tylko stwierdzenie czysto hasłowe, ale to stwierdzenie daje nam znak w życiu. W relacjach ideowych partner traktowany jest jako ten, któremu bliskie są idee i cele tych, co z nim się spotykają, żyją; traktowany jest jako osoba afirmująca wspólne wartości grupy. Więź ideowa łączy członków grupy religijnej w dążeniu do celów i stanowi niejako cement wspólnoty. Zatem kształt stosunków międzyludzkich powinien być taki, iżby sprzyjał wytwarzaniu się relacji osobowych, ideowych, a rugował stosunki czysto rzeczowe, egocentryczne. Bardzo łatwo można sprawdzić empirycznie, jakie stosunki łączą mnie z tymi, z którymi żyje we wspólnocie zakonnej. Najpierw: jakie stosunki łączą nas, dojrzałych? Wystarczy się przejść po korytarzu wielkiego klasztoru; nad każdymi drzwiami mieszkań jest jakiś napis. Wystarczy stanąć sobie dwie minuty przed drzwiami i zapytać: co mnie z tym człowiekiem tutaj przebywającym właściwie łączy, poza refektarzem i innymi różnymi rzeczami; modlitwą? Może to, że zajął lepszą aniżeli ja celę? To już jest pewna rywalizacja. Może to, że ma więcej talentów aniżeli ja, a więc mam tu pewne zastrzeżenia. A może tylko to, że go toleruję, bo ja jestem mądrzejszy, a on jest głupszy? A może właśnie łączy mnie z tym człowiekiem to, że wzajemnie zależy mi na tej idei, której myśmy się poświęcili? Tak można sobie przejść przed każdą celą. A później można sobie wziąć spis członków prowincji i przed każdym człowiekiem, członkiem, który pochodzi z różnych stron Polski, z różnych regionów, warstw, środowisk postawić pytanie: co mnie z nim łączy? Bowiem to, co mnie z nim łączy, nadaje kształt moim kontaktom z nim.

Wychowanie jest, jak wiadomo, procesem, w którym powinno się właśnie dokonać cementowanie na zasadzie stosunków spersonalizowanych i ideowych między członkami wspólnoty. Jeżeli się to nie dokona, grupie zakonnej grozi to co dzisiaj określamy problemem alienacji w stosunkach społecznych, alienacji, która zawsze jest symptomem patologii społecznej w stosunkach międzyludzkich. Wówczas mamy do czynienia z negatywnym wpływem stosunków społecznych dla rozwoju osobowości młodego człowieka w zakonie i dla rozwoju w ogóle wspólnoty zakonnej.

Normy i wartości regulujące stosunki społeczne, ich treść moralna i psychologiczna – związana z postawami uczuciowymi, oczekiwaniami i wymaganiami partnerów – może stymulować i wzbogacać osobowość partnerów, ale może też hamować jej rozwój i zniekształcać ją. To jest jasne. Wszystko zależy od tego, jaki kształt te stosunki międzyludzkie przyjmą, w jaki sposób wychowawca będzie podchodził do wychowanka, jak będzie go traktował, wreszcie jaki kształt osobowości i zaangażowania celem, ideą, zaprezentuje wychowankowi, ewentualnie przełożony podwładnemu, bo to stawiam na płaszczyźnie prawie że równej.

Alienacja w stosunkach międzyludzkich jawi się zawsze jako proces, w którym normy, role i wzajemne postawy ludzi uwikłanych w stosunki społeczne odrywają się od nich samych, determinując zachowania odbiegające od tych, jakie musiałyby się pojawić u człowieka prawdziwego. Mówiąc bardzo po prostu, polega to na tym, że funkcjonują określone normy, określone postawy, wzory, ale funkcjonują abstrakcyjnie, oderwane od osoby, więc to wszystko jest na pewien użytek w skali zewnętrznej, ale wcale nie jest przyjęte przez określone osoby. Wtedy następuje właśnie alienacja, polegająca na tym, że to jest „alienum a me” – jest mi to obce, stąd to wyrażenie. Właśnie w takim procesie alienacji następuje najpierw rozziew między słowem a czynem. W tej sytuacji stosunki między wychowawcami a wychowankami we wspólnocie zakonnej przybierają najczęściej postać presji i przymusu autorytetu. Na ten temat bardzo dużo napisano w związku z zagadnieniem posłuszeństwa itd. Wszyscy tutaj Czcigodni Ojcowie Wychowawcy dobrze się w tym orientują.

Partnerzy w takich stosunkach wyalienowanych nie funkcjonują jako ludzie prawdziwi. Relacje między nimi są zdehumanizowane, pozostające bądź pod wyłącznym wpływem norm i ról /weźmy jako przykład zbiurokratyzowane relacje pomiędzy podwładnym a przełożonym: przełożony patrzy na podwładnego tylko od strony jego roli i funkcji, a nie od strony człowieka, to wtedy mamy biurokrację/, bądź wynikające z przyjęcia innych postaw np. postawa emocjonalna urazów, przesądów, kompleksów. Wtedy np. relacje międzyludzkie przybierają kształt konfliktów, kliki, dyskryminacji. Alienacja w stosunkach interpersonalnych jest zawsze symptomem złego rozwoju kontaktów międzyludzkich we wspólnocie zakonnej, który doprowadza do ukształtowania się układów żywiołowych, zagrażających partnerom, ograniczających ich wolność i racjonalne decyzje. Stąd zwłaszcza w początkowym procesie wychowania trzeba umiejętnie stwarzać warunki eliminujące wszelkie przejawy alienacji, zwłaszcza u młodych; trzeba zawsze normy, idee wiązać ściśle z osobą, bo inaczej wychowamy ludzi o wielu twarzach. Nie powiem: o dwóch twarzach, ale o wielu twarzach.

Jak to robić? Podstawowe pytanie. Przede wszystkim przez właściwe rozeznanie się w tych, co mają stanowić materiał do wychowania. Trzeba uwzględnić fakty, a więc środowisko, skąd rekrutują się młodzi ludzie wchodzący do wspólnoty zakonnej, typ mentalności technicznej, jaki przynoszą ze sobą ze szkoły, ze świata, typ postawy konsumpcyjnej, jaki najczęściej spotykają w swoim środowisku, w świecie. I najważniejsze: trzeba bardzo uważać, by negatywne symptomy świata nie znalazły praw obywatelskich we wspólnocie zakonnej.

To, co w tej chwili mówiłem, jest w pewnym sensie procesem negatywnym wychowania we wspólnocie poprzez kontakty międzyludzkie. Negatywny proces, to znaczy usuwający przeszkody dla rozeznania sytuacji. Ale proszę pamiętać, najważniejszy jest proces pozytywny, który najogólniej będzie polegał na tym, żeby wytwarzać w wychowankach umiłowanie idei, której się poświęcili, identyfikację ze wspólnotą i celem wspólnoty, by ten cel wspólnoty każdy wychowanek uznał za swój. Trzeba więc pokazywać piękno celu życia we wspólnocie zakonnej, a pokazywać nie werbalnie – bardzo to podkreślam – ale w konkretnym działaniu, w czynach wspólnoty zakonnej i jej członków. Trzeba ugruntowywać w relacjach międzyludzkich, w zakonie stosunki właśnie spersonalizowane, ideowe, zaangażowane. Ideę trzeba ciągle ilustrować faktami. Klęską współczesnych wychowawców w ogóle, a zakonnych w szczególności jest to właśnie, że dysponują szerokim zestawem ideałów, haseł werbalnych, a bardzo nikłym materiałem, na którym można by pokazać praktyczną realizację ideału dzisiaj, a nie tylko kiedyś. Klęską wychowawców zakonnych jest również i to, że często, nie widząc ideału bardzo konkretnego, ciągle się mówi o przeszłości: widzisz, bracie, ilu to mamy świętych mężów, czy jakichś tam innych, w zakonie? Mieliśmy! Młody człowiek zawsze sobie zadaje pytanie: No, to dobrze, kiedyś, a jak jest dzisiaj? Tutaj nie można, bardzo przepraszam za wyrażenie, bujać w obłokach, tak jak się często dzisiaj mówi ludziom: za 10, za 20, za 100 lat wszystko będzie najlepsze. Każdy normalny człowiek ma aspiracje też na dzisiaj, żeby za jego życia też coś było. Normalny człowiek poświęcający się określonej idei chce, żeby i dzisiaj ta idea się jakoś sprawdzała na konkretach. Nie wystarczy tylko ukazywać przeszłość.

  1. Wychowanie do wspólnoty może się dokonać tylko we wspólnocie i przez wspólnotę

Wspólnota jest czynnikiem formacji. Powiadamy – co jest prawdą – że podstawą życia wspólnego jest miłość, przez którą wspólnota jest zjednoczona jak rodzina w imię Chrystusa i dlatego cieszy się Jego obecnością. To jest parafraza dokumentu oficjalnego. Wychowawca ma tak pokierować formacją młodych, aby weszli we wspólnotę jak w rodzinę, lecz wychowawca nie dokona tego, jeśli we wspólnocie nie będzie miał sojusznika w swoich zbiegach wychowawczych, jeśli stosunki międzyludzkie we wspólnocie będą dalekie od ideału czysto ludzkiego, a co dopiero mówić i ideale nadprzyrodzonym. A więc istotne jest to, co na początku powiedziałem: wychowanie do wspólnoty może się dokonać tylko we wspólnocie i przez wspólnotę. W kontaktach wzajemnych we wspólnocie wychowanek chce zobaczyć obraz personalizmu i humanizmu Chrystusa. Gdy tego brakuje, następuje pierwsze rozczarowanie, zaczyna się proces adaptacji do życia łatwego, by przetrwać określony prawnie okres „koszar jakichś” i dojść do późniejszej swobody i źle pojmowanej wolności, w sensie beztroski. Kiedy się tak szczerze rozmawia z różnymi młodymi, to czasami można takie nastawienie wysondować: wytrzymasz, bracie, jeszcze rok, dwa, a później będziesz już całkowicie wolny i urządzisz się, czy coś w tym rodzaju. To jest bardzo niebezpieczny symptom. Może ja przesadzam? Bardzo bym się cieszył, żebym tu wszystko przesadzał.

Wspólnota winna tworzyć klimat prawdziwie ludzki i Boży. Ten klimat ujawnia się w dynamice modlitwy, pracy, w całości panujących stosunków międzyludzkich i międzyosobowych, Wewnątrz wspólnoty powinien się dokonywać ciągle proces swoistej terapii, wyzwalający jednostki z gromadzących się w podświadomościach ludzi urazów, barier, zahamowań, które uniemożliwiają rozwój jednostki. Właśnie kształt kontaktów międzyludzkich we wspólnocie sprzyja – jeżeli jest to kształt osobowy – eliminacji tych barier, wpływa na to, że ludzie są otwarci. A jeżeli są zamknięci, a później dopiero jakieś rzeczy wyskakują, to oznacza, że nie mają do siebie wzajemnie zaufania albo ich kontakty międzyludzkie są kontaktami właśnie czysto rzeczowymi. Dla osiągnięcia tego celu trzeba stworzyć we wspólnocie właściwy model stosunków społecznych, powiedzmy ściślej: model wzorcowy stosunków społecznych. Taki modelowy stosunek społeczny we wspólnocie zakonnej winien mieć charakter normatywny, to znaczy – winien być oparty na przestrzeganiu wzajemnych praw i obowiązków partnerów kontraktu i kontaktu. Dowiedziałem „kontraktu”, bo pierwszej fazie, kiedy ktoś wchodzi do wspólnoty, to najczęściej ma przed sobą określone problemy prawne. W drugiej dopiero fazie następuje łączność między ludźmi. Żeby zaistniał właśnie taki kontakt o charakterze normatywnym, taki modelowy stosunek społeczny, do tego trzeba spełnienia następujących warunków: po pierwsze potrzeba dokładnego, ścisłego i wszechstronnego poznania wzajemnego partnerów. Ocena partnera powinna być wolna od sugestywnych nastawień, powinna zawierać prawdziwą życzliwość. Warto tu przytoczyć zdanie Fromma z jego książki „Szkice z psychologii religii”. Autor pisze: „Istnieje wiele warstw poznania. Poznanie będące aspektem miłości nie zatrzymuje się na peryferiach, lecz przenika do głębi istoty. Jest ono możliwe, kiedy wychodzę poza troskę o siebie samego i widzę innego człowieka takim jakim on jest”. Wynika z tego, że w celu doskonalenia stosunków społecznych należy uściślać i obiektywizować ocenę wzajemną ludzi w zakonie, we wspólnocie. Pogłębienie znajomości ułatwia poznanie potrzeb partnera, jego subiektywnych racji i motywów, pozwala zrozumieć, że np. przejawiana agresywność albo opryskliwość może kryć zagrożenie wewnętrzne, poczucie krzywdy albo inne rzeczy, a niekoniecznie złą wolę. O tym muszą wiedzieć przede wszystkim wychowawcy i przełożeni. Wydaje się, że zwłaszcza we wspólnocie zakonnej jakże często zbyt łatwo i pochopnie ocenia się ludzi. Sądzi się o nich w oparciu o jakieś fragmenty, w oparciu o ubogi materiał dowodowy. Wychowawca musi starać się wyrabiać w sobie i w wychowankach wrażliwość na potrzeby drugich.

Zdaje się, że wszystko, co teraz mówię, brzmi jak truizm. My to mówimy na konferencjach ciągle, a jednak czasami jesteśmy bardzo niewrażliwi we wspólnotach zakonnych, niewrażliwi na drugich.

Drugim warunkiem zaistnienia prawdziwego kontaktu międzyosobowej we wspólnocie zakonnej jest prawidłowe funkcjonowanie wzajemnej łączności. Partnerzy komunikują sobie wzajemnie własne myśli, pragnienia, ujawniają swe oczekiwania oraz ocenę zachowania partnera, jego cech charakteru itd. Na tym właśnie polega prawidłowe funkcjonowanie wzajemnej łączności.

Tutaj można by sobie postawić pytanie: Czy nam jako wychowawcom, partnerzy tego kontaktu międzyludzkiego – ci młodsi, których wychowujemy, ewentualnie nam jako przełożonym – ci dorośli, którzy są wobec nas podwładnymi – ujawniają swoje myśli, pragnienia, troski, oczekiwania? Jakże często tak trudno dotrzeć do nich, prawda? Mają pewną powłokę i pewną skorupę, nie mają do nas zaufania!

We właściwych, stosunkach społecznych wychowankowie nie obawiają się komunikować swoich doznań. Nie ma tematów tabu, ukrywania i represjonowania uczuć. Jakże często u młodych występuje zwłaszcza to represjonowanie uczuć, zabijanie, tłumienie, bo się boją, że będą ocenieni negatywnie. Swoboda, szczera łączność ułatwia nam rozwiązywanie problemów, co do których opinie partnerów mogą być podzielone, sprzyja też poszukiwaniu lepszej formuły współżycia i współpracy.

Trzecim warunkiem prawidłowego funkcjonowania stosunków międzyludzkich we wspólnocie zakonnej jest okazywanie wobec partnera takich zachowań, które ujawniają troskę o niego, które ujawniają szacunek dla jego osoby i sprawy, które ujawniają tolerancję dla jego odrębności ludzkiej itp. To wszystko stwarza właściwe warunki psychologiczne i socjologiczne, sprzyjające efektywnemu przystosowaniu interpersonalnemu. Wychowawca – przełożony winien zawsze pamiętać, że chcąc wyzwolić u innych dodatnie uczucia i postawy, trzeba tym innym okazać swoje pozytywne uczucia, nawet wtedy, kiedy konkretne postawy i zachowania partnera trzeba oceniać negatywnie. To jest bardzo trudne, ale to jest klucz do dialogu. Krótko mówiąc: chcąc wyzwolić u drugich dodatnie postawy, powinniśmy okazywać im życzliwość, zrozumienie i miłość, czyli powinniśmy podchodzić do nich w duchu interpersonalnej życzliwości.

Proszę pamiętać – wszyscy o tym zresztą wiemy – że człowiek dorosły, a szczególnie człowiek młody, dla prawidłowego funkcjonowania i rozwoju swojej osobowości wymaga koniecznie przyjaznych, życzliwych postaw i uczuć ze strony otoczenia społecznego. Postawy i uczucia życzliwe są jednostce, zarówno młodej jak dorosłej, tak samo potrzebne do życia jak powietrze, którym oddychamy. Jeżeli tego nie ma, następują różnego typu wykoślawienia, zabija się życie wspólnotowe, nie ma rodziny, jest hotel.

Uczucia życzliwości zaspokajają w każdym człowieku, a zwłaszcza w człowieku młodym, ważne potrzeby psychiczne, takie potrzeby – wiemy o tym wszyscy – jak potrzeba bezpieczeństwa, afiliacji, uznania, dodatniej samooceny i na odwrót: uczucia nieprzyjazne, nieżyczliwe udaremniają te potrzeby, a więc zniekształcają rozwój moralno-społeczny. To zniekształcenie rozwoju społeczno-moralnego może przybrać różne formy w zależności od typu osobowości. Może przyjąć formę agresji, może przyjąć formę adaptacji, przetrwania, może przyjąć formę cynizmu, albo może przyjąć formę apatii /np. takie snujące się postacie po klasztorach, co nikomu nic nie szkodzą, ale też do niczego w życiu nie są zdatni/.

Zakończenie

Reasumując dotychczasowe uwagi na temat modelu właściwych relacji międzyludzkich, możemy wyodrębnić w nich następujące istotne elementy: ścisłą, dokładną znajomość, poprawną łączność, zachowania nie godzące w potrzeby partnera, troską o partnera oraz pozytywną ocenę emocjonalną. Jakże to wszystko jest oczywiste i jasne. Dlatego jest w kłopocie ten, kto musi o tym mówić, w tym wypadku ja, że muszę o tych rzeczach oczywistych i jasnych mówić. Wszyscy jednak przekonujemy się, że te rzeczy – oczywiste i jasne w życiu są często bardzo trudne. Wadliwe funkcjonowanie tych czynników wyzwala ujemne doświadczenia społeczne, zniekształca rozwój jednostki, a może nawet całkowicie zdezorganizować jej osobowość.

Zarysowane tutaj elementy w postaci mniej lub bardziej zmodyfikowanej, zależnie od specyfiki konkretnego stosunku społecznego, znaleźć się powinny w zdrowych relacjach międzyludzkich, w prawidłowych kontaktach międzyosobowych we wspólnocie zakonnej. Przede wszystkim znaleźć się muszą w prawidłowych stosunkach wychowawczych w rodzinie zakonnej. Czy tak jest rzeczywiście? A jeżeli nie zawsze, to czyja w tym wina? Jakże ciężko na to odpowiedzieć. Jedno jest pewne, na pewno nie wina Pana Boga. A inna, całkowita odpowiedź należy do całej wspólnoty i każdego osobiście.

Archiwum KWPZM

SERWIS INFORMACYJNY KONFERENCJI WYŻSZYCH PRZEŁOŻONYCH ZAKONÓW MĘSKICH W POLSCE

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zgoda