Prof. Zenomena Płużek
TECHNIKI POZNANIA KANDYDATÓW DO ŻYCIA ZAKONNEGO I KAPŁAŃSTWA
Dni Skupienia Mistrzów Nowicjatów i wychowawców kleryków, Kraków, 09 października 1974 r.
Materiały Komisji ds. Wychowania i Nauki KWPZM 1974 r.
Tekst z taśmy magnetofonowej – autoryzowany
Chciałam się podzielić zdobytymi doświadczeniami jako psycholog, który współpracuje z bardzo wieloma seminariami duchownymi rozsianymi po Polsce, zarówno diecezjalnymi jak i zakonnymi. Mam tutaj na myśli swoją pracę jako kierownika zespołu psychologów przy Katolickim Uniwersytecie Lubelskim w katedrze psychologii klinicznej. Od sześciu lat prowadzone są systematycznie badania kandydatów kleryków, którzy zgłaszają się do seminarium czy do życia zakonnego, badania są dość obszerne i wykorzystują współczesne techniki badania psychologicznego. Badania o tyle są unikalne, że prowadzone są na tej samej grupie przez wiele lat, to znaczy od pierwszego aż do ostatniego roku. Ponadto wykorzystuje się szczegółowe wywiady psychologiczne. Mamy możliwość prześledzenia rozwoju osobowości w ciągu życia seminaryjnego czy życia zakonnego młodych adeptów, mamy możliwość śledzenia rozwoju osobowości tych osób, które z takich czy innych powodów z życia zakonnego czy z życia seminaryjnego rezygnują sami, bądź to są przez przełożonych z seminarium usuwani. Badamy te osoby jakby w okresie maksymalnego ich rozwoju. Potem można prześledzić, czy rzeczywiście te osoby, które odchodzą to są osoby, których pewne cechy, zachowanie można było stwierdzić już na początku przy przyjmowaniu, czy są to pewne cechy, które rozwijają się w ciągu życia zakonnego czy też seminaryjnego.
Dzisiejsze szczupłe ramy tych wypowiedzi, niestety, nie pozwolą mi na podzielenie się wszystkimi informacjami, badaniami, które są na ukończeniu. Przypuszczam, że jeśli się spotkamy w przyszłym roku, wtedy będę mogła bardziej systematycznie, bardziej konkretnie przedstawić ten sześcioletni program badawczy.
Korzystając jednak z tych wieloletnich doświadczeń, głównie jako psycholog kliniczny, chciałabym zwrócić uwagę na następujące sprawy.
Pierwsze zagadnienie, które interesuje każdego człowieka w każdej sytuacji, szczególnie również w takiej sytuacji, jest poznanie drugiego człowieka, bo tak by trzeba ten problem sformułować. Poznanie drugiego człowieka zawsze jest konieczne w wielu sytuacjach życiowych, a szczególnie w tej sytuacji. Okres życia seminaryjnego, tak mi się wydaje z punktu widzenia psychologicznego, jest okresem bardzo intensywnego poznawania samego siebie i dania się poznać swoim przełożonym. To jest intensywny okres pracy nad sobą i tego tempa, nawału zadań, jakie się podejmuje, niektórzy po prostu nie wytrzymują i rezygnują, inni się załamują czy też obojętnieją na to, co się potem dalej dzieje. Dlatego tutaj szczególnie trzeba wybrać taką drogę, która daje możliwości indywidualnego podejścia do każdego osobnika. Wydaje się truizmem, to, że do każdego człowieka trzeba podchodzić indywidualnie, że każdy jest absolutnie inny, niepowtarzalny, aczkolwiek w pewnych cechach podobny do innych ludzi. Truizm ten jest bardzo trudno przetłumaczalny na język konkretnego przypadku. My wiemy o tym, że należy indywidualnie podejść, ale nie wiele wiemy na ten temat, co trzeba wiedzieć i jakich zabiegów dokonać, ażeby właśnie tę indywidualną drogę poszczególnych jednostek poznać. Właściwie tak konkretnie, co znaczy to „podejście indywidualne”, co trzeba wiedzieć o tym człowieku, żeby można podjąć takie właśnie decyzje w tej jedynej najlepszej dla tego osobnika drodze? Zadanie jest, wiemy wszyscy, bardzo skomplikowane, dlatego, że na inność każdego z nas składa się wiele czynników. Może tak pokrótce wymieńmy:
Pierwsze to jest jakiś zespół cech konstytucyjnych – tacy się po prostu rodzimy. To najczęściej chodzi o pewne cechy związane z funkcjonowaniem systemu nerwowego, słaby czy silny system nerwowy. Ponadto pewne cechy osobowościowe, których jest zresztą niewiele, które można uznać za cechy konstytucjonalne, które się z wiekiem rozwijają. Taką np. cechą konstytucjonalną jest inwersja czy ekstrawersja. Tych cech jest niewiele i znajomość tylko tych cech konstytucjonalnych niewiele nam pomaga w indywidualnym podejściu do drugiego człowieka. Właśnie na kanwie tych cech konstytucjonalnych od starożytności aż po czasy dzisiejsze pojawiały się pewne próby typizacji względnie stałych cech temperamentalnych. Znajomość cech temperamentalnych jest oczywiście konieczne, ale nie można się do tego ograniczać, bo to jest znajomość znikoma o drugim człowieku.
Drugi zespół czynników niezwykle ważny to jest indywidualna historia życia każdego z nas. Nawet przy takim samym temperamencie, każdy z nas ma inny układ, w którym żył, z innymi ludźmi się spotkał, inne środowisko, miał różne wypadki losowe i różne reakcje na nie. Właśnie te czynniki środowiskowe, oddziaływanie osób z którymi się spotykał, osoby, na które miał wpływ, warunki, w jakich się wychował – to wszystko ma wpływ o pierwszorzędnym znaczeniu. Dlaczego? Wyjaśnimy to później. Do historii życia, można by jeszcze powiedzieć, należą również i przeżycia, rozmaite przeżyte konflikty, kryzysy, frustracje, urazy; ale nie tylko to, może jeszcze bardziej nas różnicuje nie tyle suma przeżyć, suma trudności osobowych, jakie mamy, ale przede wszystkim różnicuje nas to, jak na to reagujemy, jakie sposoby, jakie techniki używa każdy z nas do rozwiązania problemów, czy rozwiązuje je sam, czy mu kto pomaga, czy jest samodzielny w rozwiązywaniu swoich problemów, z jakim poddaniem się to przyjmuje, jakie zalecenia, jakie mechanizmy obronne stosuje, po prostu jak sobie radzi w różnych sytuacjach życiowych. Dojrzałość czy niedojrzałość przeżyć, dojrzałych czy niedojrzałych reakcji zależy właśnie od dobrze czy źle przeżytych kryzysów, konfliktów. Czyli nie suma przeżyć trudnych różnicuje ludzi, ale różnicują sposoby reakcji, sposoby rozwiązywania trudności i to co po przeżyciu tych trudności w człowieku zostało czy stał się silniejszy po tym czy stał się słabszy.
Do elementów różnicujących jednostki między sobą należą uzdolnienia, kierunek uzdolnień, stopień tych uzdolnień oraz inteligencja. Tu może nie tyle chodzi o jakąś wielką twórczość, opartą o wysoki poziom inteligencji, ale inteligencja jest potrzebna w radzenia sobie w trudnych sytuacjach życiowych. Inteligencja ma zasadniczy wpływ na kształtowanie się naszej osobowości. To czy jesteśmy samodzielni w rozstrzygnięciu problemów czy submisyjni, to są problemy związane częściowo z inteligencją, ale również z osobowością. Dlatego tu jest bardzo ścisła zależność osobowości z uzdolnieniami i inteligencją. Nie tylko powodzenie w studiach, czy ktoś pojmie czy nie pojmie jakąś tam naukę, ale inteligencja jest ważna w kształtowania się osobowości. Łatwiej u ludzi mniej inteligentnych o jakieś kompleksy, łatwiej o załamywanie się, ale z kolei mają też oni o tyle pozytywniejsze cechy, że stosunkowo mniej u nich głębokich problemów. Ludzie o bardzo wysokiej inteligencji, często są nieproduktywni, są bardzo powierzchowni, mają dziesiątki zainteresowań i wiedzą o dziesiątkach rzeczy troszkę, ale nie znają się w żadnej dziedzinie głębiej, to jest cecha łącząca się również z cechami nerwicowymi. Po prostu trzeba by wiedzieć, jak wygląda poziom inteligencji u danej jednostki.
Bardzo ważną cechą różnicującą jest sfera życia uczuciowego, sfera emocjonalna, częściowo zależna, częściowo niezależna od nas. Na przykład duża zmienność emocjonalna, wahania nastrojów, poczucie bycia nieszczęśliwym bez wyraźnego powodu, zależnie od pogody, z byle jakiego powodu, zależy od cech konstytucjonalnych, biologicznych, po prostu od tego jak „trzewia działają”, ale częściowo tylko, bo poziom rozwoju emocjonalnego zależy również od warunków środowiskowych i od tego, co człowiek z siebie potrafi zrobić. Określenie pozioma rozwoju sfery emocjonalnej jest niezwykle ważnym czynnikiem. To ma duży wpływ na wykorzystanie naszej inteligencji, stałość w postępowaniu, sądach, zachowaniu się itd.
System wartości jako ostatnia rzecz. System wartości rozumiemy tutaj jako zespół przekonań, opinii, zasad moralnych, jakie posiadamy i które chcemy realizować /w systemie wartości mieści się zarówno zespół zasad, które akceptujemy i które odrzucamy/.
To wszystko co powiedziałam jest, jak gdyby, dane człowiekowi zarówno konstytucjonalnie jak i dane przez środowisko, jest nauczone, w jakiś sposób przekazane. Na tej bazie, wykorzystując te wszystkie czynniki, buduje się dopiero tak zwany charakter. Charakter będziemy tu rozumieli jaka ten jedyny zespół cech osobowości, który podlega wartościowaniu etycznemu /dobry lub zły charakter/. Charakter jest zatem efektem tego, co człowiek przez swój osobisty wkład potrafił z siebie zrobić.
Tak by się wydawało, że dla poznania drugiej osoby wystarczyłoby poddać ją badaniom psychologicznym za pomocą testów wykonanych przez fachowców i można by wtedy wytworzyć sobie taki ładny obraz cudzej osobowości. To oczywiście byłoby celowe, lecz tylko częściowo. Wtedy, gdy chcielibyśmy tę osobę, którą poznajemy, dalej kierować, dalej pomagać jej w rozwoju własnej osobowości, taki sposób poznania byłby niewystarczający.
Współczesna psychologia wprowadza bardzo ciekawe pojęcie, mianowicie pojęcie „selfu” /w języku obcym/, to znaczy obrazu, koncepcji samego siebie. Po prostu każdy z nas ma jakiś obraz samego siebie, jakąś koncepcję samego siebie, coś o sobie myśli, ma jakiś system opinii, przekonań na temat samego siebie. Jeżeli się mówi, że ktoś siebie zna, to znaczy, że on ma jakiś obraz o sobie. Istnieją co najmniej trzy obrazy, które człowiek może o sobie rozwinąć.
Jeden to jest tak zwany aktualny obraz samego siebie. Ten „self” aktualny to jest obraz tych cech, które człowiek aktualnie posiada, taki jaki po prostu w danej chwili jest.
Drugi to jest tak zwany „self” realny. On jest nieco zawyżony w stosunku do aktualnego, to znaczy dotyczy takich cech jakim człowiek chciałby być, do czego dąży i co ma szansę osiągnąć.
Obydwa obrazy siebie – aktualny i realny powinny być bardzo uświadomione. Jeden i drugi obraz siebie jest bardzo złożony. U niektórych osób wytwarza się jeszcze jeden obraz siebie, tak zwany idealny obraz siebie /self idealny/. Obraz ten stworzony jest z takich wyobrażeń o sobie, które znacznie przekraczają realne możliwości danego człowieka. Obraz ten mija się z zamiłowaniami, uzdolnieniami, inteligencją, z możnościami. Jeżeli wytworzenie tego obrazu jest okresowe tylko, różnica pomiędzy realnym i idealnym obrazem siebie staje się nieostra, to nie powoduje ten stan większych szkód dla osobowości, lecz jeżeli różnica jest bardzo duża i człowiek zamiast dążyć do realnego, pomija go i zaczyna dążyć tylko do idealnego obrazu siebie, wtedy czuje się zawsze sfrustrowany, niedoceniany, i to jest czynnikiem nerwicującym.
Chciałabym tu jeszcze zwrócić uwagę na to, że realny obraz siebie nie może być kiedykolwiek w pełni zrealizowany, dlatego że rozwój osobowości nie ma kresu, nie ma takiego momentu, żeby już można było powiedzieć, że ktoś jest dojrzały i nie może już być bardziej dojrzały, lepszy, mądrzejszy itp. Realny obraz siebie staje się wzorem rozwoju własnej osobowości przy wzięciu pod uwagę możliwości danej jednostki i może być aktualizowany do końca życia, nigdy nie wyczerpie możliwości.
To jest właśnie to znalezienie indywidualnej drogi, które polega na umiejętności odróżnienia w sobie dwóch, względnie trzech, obrazów własnej osobowości.
Idealny obraz siebie powoduje w życiu wiele pomyłek w wyborze sposobów zachowania i dążeń, np. wytwarza albo za wysoki albo za niski w stosunku do swoich możliwości paziom aspiracji i człowiek wtedy czuje się zagubiony. Cechą tych zagubionych jest poczucie, że ich droga, to droga do nikąd.
Czy chcemy, czy nie chcemy, to jednak działamy zgodnie z tym, jak siebie widzimy, jak siebie oceniamy. Na przykład, jeżeli ktoś ma za dobre wyobrażenie o sobie, zawsze będzie się czuł jak niedoceniony Napoleon i zawsze będzie sfrustrowany i nawet nie będzie podejmował wysiłków, bo ma poczucie, że i tak to nie ma sensu; albo jeżeli ktoś nawet niezwykle inteligentny, posiadający duże możliwości, wyrobi sobie taką koncepcję, że do niczego się nie nadaje, że jest najgorszy, najgłupszy, to nie będzie działał zgodnie ze swoim poziomem inteligencji, lecz będzie zawsze działał na najniższym poziomie, takim jakim siebie widzi, nie będzie podejmował zadań, nie będzie podejmował żadnych decyzji w przeświadczeniu, że nie potrafi. I jedno i drugie jest fatalne w skutkach osobowościowych. Jedno i drugie jest nieprawdziwe. Jeden i drugi jest przyczyną jakiegoś ciężkiego kryzysu, spowodowanego tym, że nie wykorzystuje się swoich możliwości. Jeden z nich nie wykorzystuje swych możności, gdyż jest niedoceniany, a drugi nie wykorzystuje, gdyż nie ma zaufania do siebie, uważa siebie za człowieka, który po prostu jest do niczego.
Pojawia się teraz problem: jeśli poznajemy samego siebie, to który obraz siebie poznajemy w naszych solilokwiach, albo czy sobie przynajmniej zdajemy sprawę z dwoistości naszego obrazu. To jest taki ciekawy problem, który można obserwować w toku długofalowych indywidualnych psychoterapiach. Jak wielkie są nieraz pomyłki w ocenie samego siebie. Szczególnie w nowicjacie, gdzie jest intensywne rozmyślanie nad sobą. Wiele osób wcale nie kłamie w badaniach psychologicznych a błędne oceny siebie wynikają z identyfikacji z obrazem jakim chcieliby siebie widzieć, tak jak by już osiągnęli wyskoki poziom rozwoju. Niektóre testy psychologiczne zawierają skalę kłamstwa, która mówi o zafałszowaniu obrazu siebie i o nieszczerości. W takich wypadkach szukamy przyczyn nieszczerości, a czasami tak jest, że przyczyną fałszywego obrazu jest pomylenie dwóch różnych koncepcji siebie – jaki jestem z koncepcji, jaki chciałbym być. Testy są bardzo czułe na kłamstwo.
Poznanie samego siebie wymaga pomocy drugiego człowieka, bo nigdy się nie pozna siebie tylko w samotności, myśląc o sobie samym. Człowiek jest bowiem najlepszym obrońcą dla siebie samego, będzie się bronił sam przed sobą.
Chciałam tu także zwrócić uwagę na źródła błędów w poznawaniu samego siebie, jak również w poznawaniu drugiego, człowieka, z którymi w wychowaniu mam wiele do czynienia.
Po pierwsze – W kontaktach pierwszym z drugim człowiekiem opieramy się zazwyczaj na relacjach osoby badanej o sobie samej. Ta osoba relacjonuje fakty z życia i charakteryzuje je, zastanawia się, zdaje z nich sprawę. Polegamy na jaj ocenie. Ja tu nie zakładam, że ktoś jest nieszczery i chce celowo wprowadzić w błąd. Kłamstwo to jest inny problem. Bierzemy pod uwagę teraz tylko takie przypadki, gdy ktoś chce dać siebie poznać i mówi szczerze o sobie. Najpierw trzeba wziąć poprawkę na to – jest to jedno z największych złudzeń jakie mamy w życiu, gdy się nam wydaje, że my siebie znamy. My siebie znamy na takim etapie na jakim chcemy siebie widzieć i mamy szalenie dużo usprawiedliwienia i wyrozumiałości dla siebie. Dlatego wytwarza się ten obraz siebie zafałszowany i człowiek zawsze musi do końca życia dokonywać rewizji w poznawaniu samego siebie. Proces poznawania samego siebie nigdy nie jest zakończony. Jeżeli człowiek żyje, to ciągle się zmienia i jest jakoś inny, dlatego poznawanie siebie jest procesem ciągłym, domagającym się ciągłego uzupełniania. Psycholog Jung powiedział, że psychoterapia rozumiana jako pomoc drugiemu człowiekowi w rozwoju jego osobowości kończy się ze śmiercią psychoterapeuty albo pacjenta, nigdy właściwie nie ma końca, nigdy nie ma takiego momentu, że już dosyć o tym człowieku wiemy. Dlatego te relacje o sobie samym na początku spotkań, aczkolwiek szczere, mogą jednak budzić pewne wątpliwości i trzeba w ustosunkowaniu do nich być troszeczkę podejrzliwym i nieufnym. Musimy liczyć się z tym, że ktoś nam przekazuje tylko subiektywnie prawdziwy obraz siebie samego.
Jest jeszcze, drugie źródło błędu, które może nam ten obraz zmienić. Mianowicie przeszkadzają nam w obiektywizacji zawsze nasze własne przekonania i opinie od których nie są wolni nawet wielcy i sławni psychologowie. To co my obserwujemy u innych ludzi, szczególnie wtedy, gdy słuchamy relacji o przeżyciach nieświadomie identyfikujemy się z nimi albo sympatyzujemy albo nie sympatyzujemy, albo się nam coś podoba albo nie podoba i trudno wtedy zachować obiektywizm. Każdy obserwator, każdy psycholog rzutuje w takiej sytuacji swoje własne problemy, rzutuje swoje niepokoje. Wyobraźmy sobie, że osoba, która ma poznawać innych ludzi, w takiej czy innej sytuacji sama ma kompleks niższości. Jeśli ma z sobą dużo kłopotów, to jest niemożliwe, żeby tego nie przerzucała na innych. Patrzy na innych ludzi przez pryzmat swoich doświadczeń. Dlatego warunkiem poznawania kogoś innego jest dobra znajomość samego siebie. W wielkich szkołach terapeutycznych nie udziela się pozwolenia, czyli prawa na dokonywanie praktyk, jeżeli psychoterapeuta sam nie przejdzie przez psychoterapię. To wcale nie oznacza, że wychowawcami, psychologami, psychoterapeutami, kierownikami mają być tylko ludzie dojrzali, bo zdaje się niewielu by się takich na świecie znalazło, ale możemy od nich oczekiwać znajomości siebie, dystansu do własnych problemów, a to daje psychoterapia. W instytucie psychologii pastoralnej w Rzymie warunkiem przyjęcia jest, by kandydaci na studia byli poddani badaniu szczegółowemu przez dwóch psychiatrów niezależnie od siebie. Oni orientują się w problemach, w stopniu zdrowia kandydatów. Nie znaczy to jednak, że odrzuca się neurotyków czy ludzi niedojrzałych. Neurotycy mogą być niekiedy bardzo dobrymi terapeutami, z tym jednak, że muszą sami przejść przez proces psychoterapii, żeby poznali siebie, poznali swoje trudności, swoje kompleksy, by potem nie rzutować ich na drugiego człowieka. Wśród psychologów czasem o kimś się mówi: „to jego problem”, gdy ciągle podejrzewa, jest nieufny, podejrzliwy, ciągle tylko chodzi i węszy: „A oni poszli razem. Po co?”, „Oni coś powiedzieli, ich nie było, a co wtedy robili?, a wiadomo cóż mogli robić”. To jest kwestia nieufności. Co innego jest czujność, ale bez niepokoju, bez rzutowania swoich własnych problemów. Tutaj dlatego dobór wychowawców i psychoterapeutów wydaje się kwestią słuszną. Już nie chodzi o super dojrzałe osoby, ale o osoby, które znają swoje problemy. Wymaga się dojrzałości w trudnych problemach, a nie tego, by ktoś nie miał problemów, bo chyba trudno byłoby znaleźć człowieka, który by nie miał trudności.
Trzecie źródło błędów w poznawania drugiego człowieka to jest to, że każdy z nas gra jakąś rolę. Gra się rolę np. kleryka ułożonego, dobrego, w pewnym sensie takiego poddanego; gra się rolę przełożonego, psychologa. Każdy z nas gra jakąś rolę i tu jest trudność pomylenia prawdziwego obrazu z graną rolą i to jest sprawa bardzo istotna. Czasem gra się rolę nauczoną, gdy jest z tego jakaś korzyść. Spotykają się takie dwie osoby w wypadkach seminarium czy nowicjatu: kleryk, który gra pewną rolę i przełożony, jednak nie mogą się do siebie dopasować. Dlatego trzeba patrzeć na każdy kontakt ludzki tak, jak dwóch równych sobie osób, żeby to nie był bardzo „niski” podwładny i bardzo „wysoki” przełożony, ale spotkanie dualne dwóch ludzi. W takich kontaktach znikają zaszczyty, role, funkcje. Te same prawa zachowań społecznych obowiązują równego z równym, jak i przełożonego z podwładnym. Są to po prostu prawa ludzkich kontaktów, oddziaływania wzajemnego na siebie.
Weźmy sobie to wszystko obrazowo.
Jeżeli te wszystkie problemy człowieka nakreślimy jakimś kołem, a tu naokoło narysujemy czujne oczy obserwatorów – prawdziwe „ja” jest dopiero tu, a na zewnątrz są te właśnie greckie maski, które człowiek przybiera, grając odpowiednie role. Ten kawałek pokazuje się przełożonemu, to się ma dla swoich współkolegów, zaufanych, inny kawałek dla kogoś innego i człowiek tak ciągle się odsłania. Są nieraz niezwykle poprawne osoby, które się przyczają, gdy przyjdą do seminarium, by przetrwać jak się to mówi, seminarium, dopiero później po pewnym czacie okazuje się kto to był. Czasami to można było przewidzieć, a czasami nie, dlatego że ktoś stale chodził w masce. Nieraz nawet – myślę o wypadku konkretnym – ktoś sam powiedział: – „Teraz?, ja zawsze byłem taki, ja zawsze byłem infantylny.” On pokazywał się zawsze nie od najgorszej strony. To prawdziwe „ja” nie przed każdym się otwiera.
Powstaje pytanie, który obraz jest prawdziwy, czy ten wewnątrz ukryty, czy ten, który wypływa z roli, bo ten sposób zachowania się bardziej opłaca.
Wreszcie ostatnia sprawa w podejściu do drugiego człowieka, to sprawa talentu w poznawaniu drugiego człowieka, bo na pewno jedne osoby robią to lepiej, inne gorzej. Są psychologowie wysoce intelektualnie stojący, przygotowani naukowo, teoretyczni bardzo silni, ale w znajomości człowieka, w konkretnej sytuacji nie radzą sobie tak dobrze. Dobrym czy złym psychologiem nie jest się tylko po skończeniu studiów psychologicznych; jedni psychologowie i wychowawcy są szczególnie uzdolnieniu w poznawaniu i rozumieniu drugiego człowieka, a inni tego talentu nie mają.
Teraz zwrócimy jeszcze uwagę na specyficzne sytuacje, które są w środowisku, o które nam chodzi – w seminarium czy w nowicjacie. Środowisko to jest różne od innych i dlatego trzeba zwracać uwagę na większą możliwość pomyłki. Dlaczego? Po pierwsze, że jest to środowisko okresowe czy na stałe zamknięte, czasami nawet hermetycznie. Środowisko, w którym cięgle się przebywa w tym samym zespole przez długi okres czasu ze znikomymi kontaktami na zewnątrz. Ogranicza to jednak na jakiś czas pełny rozmach życiowy. Jest to pewnego rodzaju izolacja. Ta izolacja nie jest patologiczna, bo jest zamierzona, planowana, okresowa, mniej lub dłużej trwająca. Mnóstwo trudności, rodzi się z konieczności adaptowania się do zamkniętego środowiska. Tym bardziej, że wymaga to nagłej zmiany zachowania. Z momentem przekroczenia progów seminarium zachowanie musi się radykalnie zmienić. Ta zmiana jest na poziomie motywacji, na poziomie intelektualnym, na poziomie oceny wartości. I tu może być wszystko w porządku, ale jest i druga część osobowości, która się buntuje, buntuje się intelekt na ograniczenia, buntuje się emocja. Gdy ktoś zgłasza się do klasztoru, ten sam system wartości ma inne walory, jest bardziej atrakcyjny niż wtedy, gdy oglądany jest od wewnątrz. Stąd rodzi się konieczność zdobywani wciąż nowej motywacji, przewartościowywania, walki o ideały, dla których się przyszło. Nagła zmiana sposobu zachowania musi powodować bunty szczególnie u osób inteligentnych i dojrzałych, niedojrzali lepiej to znoszą w niejednym wypadku.
W tym okresie jest niezwykle intensyfikacja w myśleniu, rozmyślaniu nad samym sobą. Nie tylko, czy dobrze zrobił, czy źle, słusznie czy niesłusznie, czy pasuje czy nie pasuje, ale ma takie „zadanie domowe”, jak to nazywam, polegające na zastanawianiu się nad samym sobą, sprawdzeniu, poprawianiu samego siebie, rachowaniu się z samymi sobą. To wszystko jest niezwykle intensywne, czego przedtem nie było. Jeżeli się trafi na osobowość neurotyczną, wtedy ten intensywny okres jest źródłem udręki. Ponadto, jak wiem z zeznań kleryków, jest tu jakieś poczucie tymczasowości. Jedni traktują to jako problem utajenia się, „rok czy dwa jakoś wytrzyma”, poczucie tymczasowości, „jakoś się wytrzyma, potem będzie co innego”. Rodzi się ciągłe oczekiwanie.
Z intensyfikacją rozmyślań nad sobą przychodzi również i wzmożone tempo pracy nad sobą. Pierwsza faza pracy nad sobą ma dwa stadia: Jedno negatywne, a drugie pozytywne. Negatywne – mamy namyśli odrzucenie starego człowieka, takim nie chcę być, a to jest zawsze z buntem, zawsze z krzyżem, zawsze z niechęcią. Dopiero drugie stadium jest pozytywne, gdy człowiek się zmienia, to jest gdy w sobie ktoś coś wypracuje. Właściwie zawsze w ciągu, życia jest tak, że ktoś się na coś zdobywa, ale tutaj jest to niezwykle zintensyfikowane. Ponadto, to jest może psychologicznie rzecz biorąc niedobre, ale nie jest do uniknięcia – poczucie bycia pod obserwacją, kiedy nie ma miejsca, gdzie by się można skryć. Bardzo często w badaniach psychologicznych seminarzystów powtarza się skargi na nieufność, podejrzliwość środowiska. Oczywiście może to być okresowe, lecz trochę niebezpieczne. Nieufność i podejrzliwość seminarzystów może być reakcją na to, że ktoś jest obserwowany, ma poczucie niepewności: „podobam się czy nie podobam się?”. Upraszczamy to trochę, ale się rozumiemy. Chodzi o taką niepewność: zostanę czy nie zostanę?
Z drugiej strony może się za tym kryć już taka nieufność, podejrzliwość, z którą ktoś przyszedł i będzie paradoksalnie do końca życia. Trzeba to jednak poddać ocenie fachowca, czy nastawienie nieufne ma charakter przejściowy i czy też jest taką cechą, która już dawniej była i nic dobrego nie wróży. Tym bardziej, że poczucie, iż się jest obserwowanym dotyczy nie tylko obserwacji przez przełożonych, ale także przez współtowarzyszy /mówię to w oparciu o doświadczenia/. Nie w każdym środowisku tak jest, ale w niektórych miałam możność przebadania, jak to poczucie zagrożenia jest niezwykle silne. Ja wiem, że to trudno, gdy się kogoś usuwa, czy wszyscy mają o tym widzieć, czy nie? Czy mają wiedzieć za co poszedł? Zawsze potem jest taki niepokój, dlaczego to było, jak to było? Dlaczego zwracam na te rzeczy uwagę? Dlatego, że w okresie pobytu w pierwszych latach w seminarium czy nowicjacie bardzo wiele osób, może nawet wartościowe jednostki, przejawia cechy nieprzystosowania. Mogą sprawiać wrażenia niedojrzałych, nieprzystosowanych, niezrównoważonych emocjonalnie, ale to nieprzystosowanie może mieć charakter przejściowy, związany właśnie z tą sytuacją. Im ktoś bardziej czegoś chce, tym bardziej jest uczulony, tym bardziej jest uwrażliwiony, stąd to nieprzystosowanie, te wszystkie cechy, że ktoś nie może spać, nie może jeść, jest podenerwowany, bardziej intensywnie myśli: „nie dam rady, nie potrafię”, łamie się: „wyjść, nie wyjść, co robić?”. Te jednostki mogą mieć cechy nerwicowe, ale to może okresowego nieprzystosowania, tym bardziej, że to jest przecież okres dojrzewania. Okres 16-18, do 25 roku życia to jest okres wczesnomłodzieńczy czy też okres dojrzewania i z natury niejako psychologicznej okres trudny.
Na podstawie badań wynika, że zdarzają się osoby młode, które szukają azylu, oczywiście nie na długo, bo potem sobie nie dadzą rady. Dlatego, jeśli ktoś wykazuje jakieś niezwykłe trudności w zakresie przystosowania, życia emocjonalnego, jeżeli jest pełen niepokoju, podejrzliwości, jeżeli ma jakąś bardzo wyraźną tendencję łączenia się tylko z jednostkami, ma trudności do przystosowania się w grupie, takiego adepta należy skonsultować z psychologiem.
Teraz kilka uwag na temat sposobów poznawania. Nie chcę tu mówić o rzeszach fachowych, bo robią to psychologowie. Do takich najważniejszych metod należy obserwacja, należą rozmowy, kontakt indywidualny. Obserwacja jest bardzo ważnym elementem psychologicznym, którym się posługują psychologowie i pedagogowie. Spontaniczna obserwacja, naturalna jeśli możliwe, niezauważalna jest bardzo cenna. Na początku tak się wszyscy zachowują jak małe dzieci, wszyscy przyglądają się sobie, a w pewnym momencie zaczynają się czuć swobodnie, a to wszystko w porządku, a kontakt nawiązany. Tak samo jest u dorosłych. Jest ta pewna poza sztuczności na początku, bo niekiedy obserwacje są robione niejako z urzędu. Ważną rzeczą jest naturalność, czasami cenne jest niezauważanie jakiegoś drobiazgu z uśmiechem i to są rzeczy, które drogą czynią sytuacje mniej napiętą. Fakty, które są zaobserwowane drogą takich spontanicznych kontaktów powinny być przedmiotem późniejszych indywidualnych rozmów. Przy obserwacji trzeba pamiętać by unikać błędów. Możemy obserwować dość sztuczne zachowanie. Obserwator, wychowawca stwarza sobie obraz wychowanka, który jest inny od obrazu jaki ma o sobie wychowanek. Właściwie rzadko jest tak, żeby zakresy i jakość tych „selfów” się pokrywała. Dlatego w pomaganiu drugiemu człowiekowi w poznawaniu samego siebie jest taki ciekawy moment, mianowicie proces uzgadniania tych obrazów. Jak widzi obserwator, jak widzi przełożony, jak widzą rówieśnicy, jak widzi sam, jak siacie ceni. Bardzo ładny to temat do dyskusji w rozmowach indywidualnych.
Można dojść do takiego momentu, że nie da się tych obrazów uzgodnić. Obserwatorzy, wychowawcy mają inną koncepcję osobowości wychowanka niż on sam o sobie. Jeśli po przedłużonym okresie nie da się tego uzgodnić, to jak powiedział jeden z największych psychologów amerykańskich Allport, rozstrzygnięcie sporu zostawmy niebiosom, po prostu nie ma możliwości wzajemnie się przekonać, kto mu w tym wypadku rację. Czyli po prostu trzeba próbować uzgadniać te obrazy i to jest tzw. moment obiektywizacji samego siebie.
Techniki poznawania własnej i cudzej osobowości wypracowane w procesie terapeutycznym. W psychologii rozróżnia się z jednej strony psychoterapię, to jest proces leczenia trudności osobowościowych np. u neurotyków. Proces ten trwa mniej więcej trzy miesiące, do pół roku oraz poradnictwo psychologiczne w zakresie trudności osobowościowych. Wtedy rola psychologa polega na pomocy w rozwoju osobowości, pomoc w odszukaniu samego siebie, pomoc w odnalezieniu własnej drogi. To o czym cały czas dziś mówimy, to robią psychologowie w tzw. poradnictwie psychologicznym.
Na modelu psychoterapeutycznym jest oparta koncepcja rozmów indywidualnych pomiędzy partnerami: psychologiem i klientem paradni, czy podobnie to będzie kontakt taki jak magister nowicjatu i nowicjusz. Tu są pewne ogólne zasady, które zdaje się można wszędzie przejąć. Jest to wspólne poszukiwanie indywidualnej drogi każdego człowieka, wspólne poszukiwanie zrozumienia samego siebie, zrozumienia innych ludzi, odczytanie sensu własnej egzystencji, wzmocnienie własnej motywacji, zniesienie przyczyn trudności i kryzysów itd.
Tę część robimy wspólnie. Przyjmuje się, że kryzysy czy nerwice to nie jest nic innego, jak po prostu zagubienie się. Człowiek nie wykorzystał przywileju rozwoju własnej osobowości. Człowiek ma wrodzony obowiązek i prawo rozwoju własnej osobowości. Jeśli zaniecha tego rozwoju, to wtedy wybiera nerwice, a znowu leczenie nerwie, niektórych form nerwicy to jest nic innego jak pomoc w odszukiwaniu samego siebie, intensyfikacja własnego rozwoju według własnych możliwości.
W kontakcie terapeutycznym wszystkie cele realizują się w okresie poznawania selfu, czyli obrazu samego siebie czy też w procesie uzgadniania opinii jakie mają inni o nas i jakie my mamy o sobie samych. Kontakt terapeutyczny odbywa się w atmosferze wzajemnej życzliwości i wzajemnego zrozumienia, bez pozycji siły. Nawet w stosunku do ciężko zagrożonego pacjenta terapeuta przyjmuje postawę szacunku dla drugiego człowieka, wyrażoną w twierdzeniu, że właściwie każdy człowiek ma prawo z jednej strony do swego wnętrza, a z drugiej strony każdy człowiek ma dość siły na to, ażeby sobą kierować, oczywiście przy pomocy innych. Rozstrzygnięcia, wybór drogi należy wyłącznie do tego pacjenta, do każdego człowieka.
Odpowiednio dobrany zestaw pytań pomaga do poznania samego siebie. Rola terapeuty niby bierna, ale niezwykle czynna i aktywna. Wytwarza się forma raczej monologu niż dialogu, dla tego, że terapeuta zadaje tylko pytania, zwykle pobudza do myślenia nad sobą samym, czy zadaje „zadania domowe” do przemyślenia w domu. Na początku kontaktu dobrze jest prosić o scharakteryzowania samego siebie. Najczęściej odpowiedz uzyskamy w ciągu kilku czy kilkunastu minut. O swoich przeżyciach możemy mówić wiele, ale o tym jaki kto jest wie się na ogół niewiele. Najczęściej umie się wymienić swoje wady, rzadziej cnoty. W takich rozmowach zwykle zaczyna się od pytań takich jak: co ci sprawia trudności? Zadaje się krótkie zadania domowe na dany temat, np.: Jak się przejawia sfera emocjonalna w stosunku do innych, do ludzi lubianych i nielubianych? A więc operuje się przykładami, konkretnymi przykładami. Również analizuje się stosunek do samego siebie, ocena własnych uzdolnień. Tak dokonuje się przekształcenie myślenia na dany temat swego życia na sposób bardzie pozytywny. Ale w każdym wypadku, jeżeli prosimy o przemyślenie jakichś cech osobowościowych, zawsze jednak chodzi o znalezienie przyczyny, dlaczego ktoś jest taki niezrównoważony, dlaczego zmienny jest w swoich nastrojach, zainteresowaniach, dlaczego tak łatwo przechodzi z jednego nastroju do drugiego? Dlaczego ma takie poczucie niższości, skąd to jest? Na przykładzie stosunku do innych ludzi analizujemy rozwój stosunku emocjonalnego do drugiego człowieka. Psycholog powinien być niezwykle czujny, zadając szereg pytań, które skłaniają do myślenia w określonym kierunku. Czasem jest dobra technika uzgadniania poglądów. Np. psycholog mówi: „Tak wydaje mi się, że pan jest bardzo niezrównoważony, a pan sadzi inaczej. Dlaczego nasze zdania są różne, na czym polega ta różnica zdań?”. Albo np. „Tak na innych ludziach może to wywierać wrażenie, że jesteś zarozumiały. Dlaczego można o tobie tak sądzić?”. „Ludzie uważają, że jesteś nieznośny, nietowarzyski itd. Dlaczego sądzą, że taki jesteś i komu to może sprawiać przykrość?”. „Zastanów się, jakim osobom twoje zachowanie może być nieprzyjemne, czy też sprawić kłopoty i konflikty?”.
Albo teoria potwierdzenia. Jeśli np. ktoś podaje swoją charakterystykę, mówi, że życie było dla niego bardzo okrutne, miał wiele przykrych przeżyć. Wtedy możemy powiedzieć: – „No tak, ale zastanów się, czy twoje życie byłoby inne, twój sposób zachowania, twój sposób postępowania, twoje wartości, cele byłyby inne gdyby to nie zaistniało?”. Potem dopiero będzie dalszy etap. Tym sposobem dojdziemy do czegoś. W razie przeżywania kryzysu pytamy: „Gdyby to dotyczyło twojego bliskiego przyjaciela, co byś mu poradził?”. Albo: „Gdybyś był na moim miejscu, co byś poradził sobie?”. Jest więc wiele spraw do przemyślenia nawet na kilka lat i choć wiele uwagi poświęca się sobie, ale nie ma w tym procesie poznawania koncentracji na egoistycznym myśleniu o sobie, na rachowaniu się z błędów. Człowiek wchodzi na wyższy stopień rozwoju osobowości, nie rozmyślając na którym jest już stopniu tego rozwoju. Badany jest zainteresowany poznawaniem siebie, bo przy okazji wychodzą cechy pozytywne i negatywne. Można się sprawdzić, co się już osiągnęło, a co można z siebie zrobić. To prowadzenie rozmów budzi zainteresowanie i prowadzi do celu. Trzeba zrozumieć, że wychowawca ma podwójny cel: pomóc w poznawaniu siebie, wyrobienie adekwatnego obrazu, oraz doprowadzenie do maksymalnego rozwoju, do wykorzystania maksymalnie zdolności.
U osób inteligentnych można skorzystać z wytłumaczenia na czym polega rozwój osobowości. Tak mi się wydaje, że jeśli to się powie w formie wykładu, to nie jest to samo, co w kontekście indywidulanym. Wydaje się ważną rzeczą jest pozbycie się wzajemnej nieufności i podejrzliwości. Tutaj zresztą nie może być żadnych przymusów i dopiero w dłuższym kontakcie przełamuje się opory i takie jakieś urzędnicze nastawienie.
W wypadkach trudnych należałoby skorzystać z konsultacji psychologów klinicznych. Niestety, psychologów niby jest dużo, a równocześnie bardzo mało. Na to są potrzebni psychologowie, którzy znają całą problematykę. Niezwykle łatwo jest spłycić problem. Stąd ten apel o zorganizowanie jakiejś instytucji psychologów klinicznych celem uzgodnienia metod badania i oceny kandydatów do seminarium. Instytucja ta, mogłaby także służyć jako ośrodek konsultacyjny. W wielu wypadkach musi konsultować psycholog, czasami psychiatra, nigdy neurolog, bo nie ma powodu wysyłać do neurologa w zakresie trudności osobowościowych.
Archiwum KWPZM
