Roggia B. SDB, Formacja początkowa na tle trudności dzisiejszych czasów i w świetle „Vita consecrata”

„Kiedy Izrael…” (Oz 11,1-4). Te słowa proroka Ozeasza uchylają rąbka tajemnicy o delikatności i miłości Ojca – który formuje kochając i pomaga wzrastać pochylając się nad małością i słabością naszej młodzieży, tak jak postąpiłaby matka ze swoim małym dzieckiem – czynią łatwiejszą refleksję nad formacją początkową w świetle wyzwań dnia dzisiejszego. Skłaniają nas do przekraczania samych programów, technik czy schematów, aby uchwycić i postawić w centrum formacji to, co jest istotnie najważniejsze. Najważniejszą rzeczą jest chcieć być pociągniętym przez Ojca, słuchać Go i uczyć się od Niego (J 6,44 n.). Rezultatem będzie przyjęcie postawy Syna Bożego, człowieka doskonałego i szczytu egzystencji natury ludzkiej, całkowicie oddanej pełnieniu woli Bożej.

 Z jakiego punktu widzenia patrzeć na nasz temat?

Można byłoby wyjść od „teorii wielkich systemów”, aby rozważyć temat formacji początkowej: jaka powinna być i jaka być nie powinna; jakie niebezpieczeństwa jej grożą; jaki powinien być wykres dojrzewania powołania na poszczególnych etapach formacji, jaki kształt powinny mieć poszczególne płaszczyzny formacji na poszczególnych poziomach; jaki powinien być wizerunek wychowawców i wspólnoty formatorów… Tymi zagadnieniami napełniliśmy każde Ratio formacyjne różnych Instytutów, biblioteki, kursy formacji i sympozja na różnych poziomach, projekty i programy. Tyle teorii i tak mało jej realizacji, nieuniknione niezadowolenie wychowawców i kryzys przesytu u wychowanków.

Można by zacząć też od nowego uaktualnionego wydania znakomitych cahiers des doleances, wydanych w marazmie pierwszych rozporządzeń Rewolucji Francuskiej; od serii cahiers des doleances o formacji i zebrać w nich skargi najczęściej powtarzane i znaczące odnośnie do tych czasów dotyczące problemów formacji. Zbiór historii współczesnej i zwyczajna kronika naszych domów formacyjnych jest przedmiotem długich dyskusji w czasie spotkań i dyskusjach przełożonych i zaangażowanych w formację początkową. Myślę jednak, że i tego mamy więcej niż dość.

Może należy wskazać inny punkt spojrzenia, odmienny i nieznany jeszcze kilka miesięcy temu. Chodzi o odnowę życia konsekrowanego. To wyrażenie „odnowa”, dopiero od niedawna nieśmiało wypowiadane przez niektórych odważniejszych wychowawców, po sympozjum USG (?) w listopadzie tego roku, stało się niezwykle aktualnym i akceptowanym. Oczywiście, wyrażenie „odnowa” zawiera pewne ryzyko; może być krytykowane, zastąpione innym, przez kogoś, kto uważa je za zbyt mocne, jednak atmosferą „odnowy” oddycha się praktycznie wszędzie. Nie chodzi tutaj o nową modę, która potrwa przez kilka lat, a później stanie się faktem przebrzmiałym i budzącym niezadowolenie. Nie jest to też jakiś „lustrzany zajączek”, aby zwrócić uwagę na problemy życia zakonnego, a w szczególności formacji początkowej. Jest to natomiast z całą pewnością coś nowego i, jak sądzę, wartościowego. „Odnowić” znaczy skierować uwagę i dyskusję do korzeni, do źródeł zagadnienia, a także jeżeli chodzi o płaszczyznę praktycznych działań.

Inaczej niż w ostatnich latach, kiedy to różne przejawy braku równowagi tłumaczono bezproduktywną teorią lub zastępowano równie bezproduktywnym aktywizmem bez perspektyw, tutaj nie zadowala się prostymi poprawkami organizacyjnymi: tutaj chce się dać prawdziwą treść zmianom i powrócić do prawdziwych fundamentów życia konsekrowanego. Rzeczywiście nie wystarczy znać zagrożenia i czuć konkretne wyzwania. Nie można do znudzenia powtarzać jakie powinno być życie zakonne i formacja. Należy wreszcie przejść od słów do działań. Należy skierować uwagę na bogactwa, które życie zakonne jeszcze posiada, jakkolwiek wiele z nich pozostaje dzisiaj w ukryciu, jak mówi nam o tym ewangeliczne ukrycie talentów (Mt 25). Należy przede wszystkim mieć osoby dyspozycyjne, które podjęłyby ten obowiązek i chciałyby stać się pracownikami tej błogosławionej odnowy.

Odnowić znaczy być zdecydowanym w dokonaniu wyboru na rzecz życia konsekrowanego, znaczy położyć nowe podwaliny we współpracy z Duchem Świętym. Chodzi o siłę dającą nowe życie, którą należy odkryć i odpowiednio ukierunkować, a której tyle przykładów mamy w obecnym okresie historii: męczeństwo poniesione przez wiele osób zakonnych na różnych kontynentach; przykład udanego życia braterskiego wielu dzieł zakonnych; posłannictwo realizowane wspólnie z osobami świeckimi; szczególne zainteresowanie ubogimi… Za całą tą odnową jest oczywiście Duch Święty, który nie jest ograniczony naszymi projektami i programami. Życie konsekrowane odznaczało się w każdym czasie tym, że było nową odpowiedzią na nowe wyzwania. Twórcy tego życia wchodzili na drogi rzeczywiście nieprawdopodobne z odwagą i chęcią tworzenia, które zadziwiają, i z powodu których uchodzili często za ludzi szalonych: „szaleństwo” niezwykłego szacunku dla zwyczajnego stereotypu a jednak były to niezbadane ścieżki Ducha.

Dzisiaj, u schyłku tysiąclecia, w niespokojnym oczekiwaniu na nową jutrzenkę nowego, w czasach niepewności i ciemności także dla życia konsekrowanego, wezwanie do odnowy oznacza powrót do źródeł i istotnych treści w wypełnianiu rad ewangelicznych, ale ukazanych przy użyciu nowego języka. Odnowić swoje własne Zgromadzenie jest wyzwaniem globalnym, które staje przed każdą osobą konsekrowaną, a tymi, którzy mają to usłyszeć w sposób odczuwalny, aż po pewną dramaturgię, są nowe pokolenia zakonników. Jest to faktycznie sprawa życia i śmierci, ponieważ oznacza to: otworzyć się lub też zamknąć na życiodajne wpływy Ducha. Dlatego odnowa w swojej istocie nie jest tylko nowoczesną taktyką działania, ale jest sprawą duchowości. Odnowić oznacza powrócić do czuwania u granic królestwa Bożego, jak dzieje się to w udanym życiu zakonnym, a nie ukrywać się jak starzec w kryjówkach przeszłości, aby tam znaleźć opiekę i współczucie. A zatem odnowa powoduje efekt czuwania, który budzi nas ze snu nocnego, pobudza nas i wzywa do rozpoczęcia nowego dnia.

Zatem odnowa jest wspaniałym punktem spojrzenia, aby rozważyć zagadnienie formacji początkowej. Ale przypatrując się lepiej, ten punkt patrzenia ubogacony jest pewnym kryterium, które owszem nie jest nowe (jawi się jasno jako wskaźnik zmian w dokumencie Pastores dabo vobis – PDV z 1992 r.), bo faktycznie nie wszedł jeszcze w proces formacji na wszystkich poziomach. Chodzi o rewolucyjne przejście, które, dając miejsce uprzywilejowane formacji początkowej, koncentruje się na formacji ciągłej, która staje się podporą i kluczem rozumienia wszystkiego. Innymi słowy PDV chce nam powiedzieć, że formacja jest przede wszystkim ciągła, i że właśnie ona nadaje sens całemu procesowi formacji. Oznacza to, że formacja początkowa musi być analizowana tylko w jej świetle. Taka wizja burzy sposób zbyt statyczny i nieczytelny rozumienia formacji. W konsekwencji, wszystko to pozwala nam zrozumieć prawdę, że formacja musi być rozumiana jako całość, wychodząc od formacji ciągłej a nie od formacji początkowej. A zatem ma to być formacja oparta całkowicie na pełni życia, a nie tylko postępującej inicjacji.

Walka z zagrożeniami dnia dzisiejszego

Zmienić obszar widzenia poprzez zmianę punktu patrzenia, punktu rzeczywiście nowego, i używać „obiektywu” formacji ciągłej, to jeszcze nie wszystko. Należy jeszcze stoczyć walkę z zagrożeniami dnia dzisiejszego, niebezpiecznymi zwłaszcza dla życia konsekrowanego. Lista ich jest dość długa:

– wysiłek społeczeństwa przechodzącego wielkie zmiany z pokonywaniem ideologicznych bloków marksistowskiego i liberalno-arystokratycznego, które miały tak wielki wpływ, szczególnie w minionych latach na wspólnoty kościelne i na sam charakter życia konsekrowanego, a także na powstanie dwóch nowych bloków geopolitycznych w celu dominacji naszej planety: Wielkiej Europy i Stanów Zjednoczonych, żelaznego ramienia ekonomicznego, aktualnie sprzymierzonych militarnie i przeciwnych sobie na płaszczyźnie ekonomicznej, w tych miesiącach przeżywający swój gorący czas w wydarzeniach na Bałkanach;

– wyzwania naglące niespokojnej ludzkości, bogatej w oczekiwania i możliwości, ale tak bardzo dryfującej, z młodzieżą bez wielkich aspiracji i wielkich ideałów, raczej nastawionych pragmatycznie i konsumpcyjnie, niezależnie od ich niepokoju o sens istnienia;

– zastój wielu wspólnot kościelnych, które szamoczą się wśród różnych inicjatyw duszpasterskich i wkładają wiele wysiłku w to, by znaleźć właściwą drogę dla głoszenia Ewangelii dzisiaj, i aby prowadzić dialog z dzisiejszym światem;

– niezależnie od eklezjologii wspólnoty, między kapłanami (diecezjalnymi), a osobami konsekrowanymi, mamy bardziej punkty zbieżne niż prawdziwą jedność;

– życie konsekrowane przeżywa dzisiaj czas wielkiego ubóstwa i zagubienia z powodu małej liczby powołań, zestarzenia się niektórych dzieł i prowadzenie dzieł nieproporcjonalnych do możliwości, z pętlą uwarunkowań wymaganych przez bezpieczeństwo społeczne, nałożonych przez zarządzenia państwowe, podczas gdy podejmuje próby pokonania muru obojętności społeczeństwa;

– życie konsekrowane cierpi dzisiaj z powodu bycia „przedsiębiorstwem wielousługowym”, zagubionym w aktywizmie i pozbawionym jasności swojej tożsamości – nieza1eżnie od jasnej wykładni dokumentów – angażującym ludzi często tak nieudolnych w działaniu, że powoduje u nich utratę równowagi między sprawami, którymi należy żyć, a tymi, które należy wykonać, aż do tego stopnia, że wspólnota staje się mieszkaniem razem lub też wspólnotą widmem;

– życie konsekrowane przeżywane jest często jako niewygodne i pełne rezygnacji, nudne i bez nadziei na odnowę. Dzieje się też tak dlatego, że tradycyjny jego obraz jest raczej przeżytkiem: między formą habitu a programem zajęć, aż do relacji międzyosobowych we wspólnocie, w odniesieniu do przełożonych i do ludzi. Tym bardziej, że różne są sposoby rozumienia tych samych fundamentalnych wartości, co utrudnia porozumienie się, a w związku z tym mało rozmawia się ze sobą. Często można spotkać wspólnoty zakonne, które są małymi wieżami Babel, w których utracony został wspólny język, a wszystko poszło w rozsypkę.

Mamy jednak wiele znaków, niektóre w zarodku, niektóre dopiero rodzące się, które zapowiadają nowy okres wzrostu życia pogłębionego; nasiona, które przede wszystkim w młodych zakonnikach wyrażają się w radości spotykania się, w śpiewie i w wołaniu, że życie konsekrowane nie jest przeżytkiem, nie jest przedmiotem archeologii, ale jest piękne i atrakcyjne także dzisiaj; zawiera całą gamę wartości takich jak: wędrówka, walka, dzielenie się, twórczość, radość, otwartość, niespodzianka, nowe odkrycie, miłość, wiara, nadzieja, szacunek, umiejętność słuchania, miłosierdzie…, zanurzone w wielkie świadectwo żywotności Ducha, który uczy jak łączyć boskie piękno takiego życia z krzyżem Pana i z kamieniem odsuniętym Jego Grobu, to znaczy z siłą nieograniczoną tajemnicy paschalnej. Wszystko to dzieje się za sprawą nowych wspólnot, które na wzór biblijnego „Namiotu Przymierza” czy na wzór życia w Nazarecie, są wspólnotami o bogatych relacjach ludzkich i boskich jednocześnie, mocno osadzonymi wśród ludzi, i które, nauczywszy się patrzeć na świat oczami Chrystusa, kładą fundamenty nowej kultury, wyraz cywilizacji miłości.

Czy jest to sen czy może rzeczywistość? Pewnie, problemów jest wiele, może za dużo dla spokojnego rozumienia i dla wiary, jako że walka z wyzwaniami dnia dzisiejszego jest rzeczywiście ciężka. Ale semina Verbi wielkiej przyszłości są już widoczne i liczniejsze niż by się to mogło wydawać. Dlatego też nie walczymy z wyzwaniami dzisiejszymi zgorzkniali na duchu i ze zmarszczonym czołem z powodu wielu sytuacji kryzysowych osób konsekrowanych: słabości i zaniedbania w życiu wspólnotowym, w relacjach między obowiązkiem bycia, objawiania i trwania w prawdzie, w angażowaniu sił w bycie czy też w działanie, w potrzebę znaczenia, uczuć i wyrażania seksualności w relacjach, w ukierunkowywaniu się na absolut Boga i jego Królestwo. Wolimy spokój roztropnego rolnika, który ciężko pracuje dzisiaj, ale umie patrzeć daleko i bez niepokoju czyni wszystko, co jest możliwe dzisiaj dla uprawy nasienia, które jutro staną się drzewem. Wielu wychowawców i formatorów – trzeba to otwarcie powiedzieć – traci życie na tym, by walczyć z wyzwaniami dnia dzisiejszego, stosując metodologię „zapychania dziur” i formację „łatania dziur”, goniąc aby tutaj zamknąć, zakryć tam i jeszcze z innej strony załatać.

Z pewnością lepsza jest metoda rolnika: siać ziarno w ziemię i hodować to, co było w przeszłości najlepsze a co jest obecne w nasieniu dzisiaj, doglądając i czekając na to, co będzie najlepsze w przyszłości. Miał rację G. Berger, który utrzymywał, że aby nie tracić na próżno energii dzisiaj, należy patrzeć w przyszłość i, aby działać, należy rozpoznać jakie będą owoce w przyszłości. Tylko z takiego założenia wychodząc możliwe jest działanie skuteczne. Należy przyznać, bez wpadania w poczucie winy, że w zbyt wielu przypadkach, także w formacji, pracujemy tylko wychodząc naprzeciw wyzwaniom dzisiejszym, niejako więźniowie teraźniejszości, a zatem słabi na przyszłość. Gdybyśmy byli zdolni postawić przed naszymi oczami to, czym nasi młodzi będą w 2030 roku, i spróbowalibyśmy przemyśleć formację patrząc aż tak daleko, z pewnością będziemy pracować w inny sposób, z większym spokojem, metodami inteligentniejszymi, podejmując działania dobrze ukierunkowane i, z pewnością, skuteczniejsze. Ale i odnośnie do tego wielu formatorów „roztropnych” skrzywi nosa, oceniając taki sposób działania jako zbyt niebezpieczny, jako ucieczkę od rzeczywistości.

Perspektywa „Vita consecrata” i wybór odpowiedniej drogi

Jaka zatem ma być formacja? Pozostawać uwikłanymi w kryzys i wyzwania chwili obecnej czy zbytnio skierowanymi na przyszłość? Wydaje się korzystnym w tym momencie rozważenie wyzwania Vita consecrata (VC). Dokument ten proponuje nam wierność, która jest jednocześnie wspomnieniem i uznaniem pięknej historii, przeżywanej do dnia dzisiejszego z wiarą i wspaniałomyślnością, ale jednocześnie popycha do popatrzenia daleko, w przyszłość, którą Duch wskazuje, aby uczynić rzeczy wielkie: poszukując obszarów nieznanych i jednocześnie konsolidując racje najbardziej żywotne tożsamości samego życia konsekrowanego (VC 110). Jest znaczące, że o formacji mówi się w rozdziale II, po temacie dotyczącym wartości nieprzemijających (VC 41-58) i o ciągłości w dziele Ducha Świętego, wierności w innowacji (VC 59-62), podczas gdy interesującym jest już tytuł rozdziału o formacji: patrząc w przyszłość (VC 63-71).

Celem nadrzędnym procesu formacyjnego, według Dokumentu, jest przygotowanie do całkowitego oddania się Bogu poprzez naśladowanie Chrystusa, dla wypełniania posłannictwa (VC 65). Proces formacyjny, co także Dokument podkreśla, jest stopniowym przyswajaniem sobie uczuć Chrystusa do Ojca (VC 65). Przyswajanie, które osiąga się poprzez drogę potwierdzanej przynależności do Chrystusa (VC 16), przyswajając sobie to, co jest charakterystyczne dla tej drogi (VC 1), żyjąc życiem na wzór Chrystusa (VC 14), które odtwarza w sobie, na ile jest to możliwe, formę życia, jaką przyjął Syn Boży, kiedy przyszedł na świat (VC 16). Zatem jedynym pragnieniem osoby konsekrowanej jest utożsamiać się z Chrystusem, przejmując Jego uczucia i formę życia     (VC 18).

Jeżeli zatem złotą regułą duszpasterstwa powołaniowego jest i pozostanie zachwyt osobą Pana Jezusa i piękno całkowitego oddania się dla dobra Ewangelii (VC 64), centrum formacji będzie nauczenie się tak jak On, stawać się sługami posłusznymi i pokornymi, wolnymi w oddaniu życia dla miłości (VC 65). Odniesienie biblijne jest jasne: chodzi o znany hymn chrystologiczny z Listu do Filipian rozdział II. Zanurzyć się w kenosis Pana Jezusa, aby być zdolnym żyć jako ofiara całkowita. Poprzeczka postawiona jest bardzo wysoko, ale Adhortację interesuje tylko takie całkowite oddanie i taka całkowita ofiara z życia, i jako taka stanowi tutaj wszystkie „karty formacji”. Mając to na uwadze, należy formować się nieustannie (VC 65); do tego celu potrzebni są wychowawcy uformowani (VC 66) i także temu mają służyć życie wspólnotowe i posłannictwo (VC 67); na tym ma skoncentrować się każde Ratio, dostosowując metody mądrości duchowej i wychowawczej (VC 68). Adhortacja szczególnie podkreśla uczucia; jest to rzecz najbardziej ludzka, która najlepiej potrafi połączyć w jedno odczucie człowieczeństwa Syna Bożego i człowieczeństwa każdego, który został powołany do szczególnego naśladowania Chrystusa.

Sposoby działania wskazane dla formacji są zarazem proste, a jednocześnie niesamowicie głębokie, zawierając prawo integralności; dynamika doświadczenia (mądrościowa), po to, by wartości bardzo dobrze znane, ale nie praktykowane, stały się życiem; troska by sięgać do głębi osoby ludzkiej; doniosłość formowania do wolności, ponieważ kocha się na tyle, na ile jest się wolnym. Jesteśmy absolutnie zgodni z ideą odnowy, o której mówiliśmy wcześniej: czyli skoncentrować się na rzeczach najważniejszych i przy nich skupić wszystko, co zostało stracone w minionych latach. Innymi słowy należy wyjść z siebie samych, skoncentrować się na Panu, zweryfikować struktury życia wspólnotowego i w posłannictwie rozpocząć od ostatniego miejsca; poza tym charyzmatowi dać należne miejsce, powracając do początków i szukając drogi właściwej do przebycia.

W takiej sytuacji zatem jest bardziej niż oczywistym, że nie można nadal proponować młodym takiej samej formacji i takiej samej metodologii postępowania, które były dobre jeszcze 15 lat temu.

Często przełożeni i formatorzy martwią się o to, by młodzi przebyli ustaloną drogę, pokonując mniej lub więcej przeszkód. Taki system już dzisiaj jest nie do przyjęcia. Młodzież nie organizuje dzisiaj buntu, tak jak było to w roku 1968, ale należy pytać się o to, co rzeczywiście jest skutecznie przyjmowane i dojrzewa, a co natomiast jest tylko cierpliwie znoszone w oczekiwaniu na „uwolnienie”. W konsekwencji, jeżeli mówimy o nowych rozwiązaniach w formacji, należy przyjąć nowe metody działania. Treści zasadniczo nie zmienią się w stosunku do tych tradycyjnych: w nich jest zawarta istota i prawdziwy smak Ewangelii i aktualnego charyzmatu własnego Instytutu: ale metodologia oraz zasady rozpoznania, działań wychowawczych i oceny, muszą być całkowicie odmienne.

Oczywiście w epoce, w której doświadcza się zaciemniania miłości Bożej i życie konsekrowane skoncentrowało się zbytnio na sprawach świata, koniecznym jest, by osoby konsekrowane żyły wielkim pragnieniem Boga i miały jasność tego, że w życiu konsekrowanym zbliża się do Chrystusa i tylko przy nim się pozostaje, a nie czyni się tego dla jakiejś rzeczy czy dla jakiejś posługi.

W epoce, kiedy wspólnotę traktuje się jako konieczność ostateczną, właśnie jako wspólne mieszkanie albo zakład pracy, potrzeba jest osób, które zrozumiałyby, że nie można działać w pojedynkę i dlatego oddały się Duchowi, aby przebyć drogę razem, w sposób głęboko wspólnotowy, aby dojrzewać w wierze i ją umacniać; aby odczuć konieczność odnowy życia konsekrowanego i razem jej zapragnąć; aby odkryć znaczenie „gry w drużynie”, we wspólnej odpowiedzialności w poszukiwaniu i wspólnotowym aktualizowaniu rzeczy, w pełności kroczenia razem, w przeżywaniu in solidum posłannictwa, przyjmując jako klucz do rozumienia tego apostolica vivendi forma.

W epoce, kiedy tożsamość oparta jest tylko na obrazach, wystawach i bezosobowych masówkach, jest do zrobienia zdecydowany zwrot. Formacja musi przejść od troski o postawę i skoncentrować się na własnej głębi i wyjść od wewnętrznej wolności w szerokim jej rozumieniu. Innymi słowy, pomóc rozumieć chłopcu czy dziewczynie (rozumiejąc najpierw samemu, przeznaczonemu do formacji) własne ,ja” w prawdzie, aby mogli stawać się coraz bardziej sobą samym. Uczyć stawać się coraz bardziej sobą samym i pragnąc własnego dobra, nie chcieć stawać się kimś innym czy też za wszelką cenę być kimś „z okładki”. Dlatego coraz bardziej nie na miejscu są, jakkolwiek pełni dobrych cech, tzw. „wolni strzelcy” czy „spuszczone charty”. Kto ma silne poczucie własnej tożsamości, traktuje na poważnie także Regułę i Konstytucje jako punkt odniesienia o pełnym znaczeniu. Reguła wyraża sposób życia, w którym na pewno każdy odnajdzie siebie, jeżeli został wezwany, ponieważ zawiera głębokie wymagania powołania, wypisane we wnętrzu osoby i pomaga je wyrazić i pozostawać zawsze w zgodzie z nimi.

W epoce, w której wychowawcy i wychowawczynie tracą równowagę między byciem ojcem/matką, a byciem stróżem obserwancji zachowania, wymaga się tego, by byli raczej prawdziwymi ojcami i matkami w sposób zaangażowany, to znaczy, by potrafili spotkać osobę a potem problemy; aby byli zdolni towarzyszyć młodym w formacji, a nie nakładać na nich ciężarów; aby nie ograniczali się do dawania tylko technicznie poprawnych odpowiedzi, ale żeby zechcieli pomagać młodym w szukaniu odpowiedzi słusznych i głębokich; przede wszystkim zaś żeby umieli wybrać odpowiednią płaszczyznę: stawiając zawsze w centrum wszystkiego osobę. Wszystko to innymi słowy oznacza osiągnięcie dobrych wyników początkowej formacji i przejścia do formacji ciągłej. To znaczy osobę, która kocha bycie formowaną, ponieważ dzisiaj więcej niż kiedykolwiek ryzyko jest wielkie, żeby zdolność dostosowania się i wolność osobista były wyższego stopnia niż w dziesięcioleciach poprzednich, podczas gdy żądania uległości i dyspozycyjności do rozwiązań prowizorycznych jest na porządku dziennym.

Podsumowując – jaką drogę formacyjną zaproponować?

Po prostu proces, w którym zagrałyby razem te trzy elementy: program – czas – przewodnik. Przede wszystkim program. Skończył się czas „wolnych strzelców” i „spuszczonych z uwięzi chartów”, które kierują się węchem czy skaczącymi piłeczkami, jakkolwiek ten subiektywizm jest jeszcze dzisiaj usprawiedliwiany i zazdrośnie broniony czy to przez młodzież czy przez tych, którzy młodzieżą już nie są. Natomiast trzeba przyzwyczaić się do dobrego programu osobowego, do pewnej regula vitae, która stanie się zwornikiem życia wewnętrznego i wprowadzi sukcesywnie, harmonizując różne elementy życia konsekrowanego, w żyłę złota charyzmatu Instytutu, bez zachwiania równowagi i bez absolutyzacji czegokolwiek. A to dlatego, że życie polega na stawaniu się dojrzałymi duchowo, intelektualnie i fizycznie, ale stawać się takim trzeba w sposób chciany przez Boga.

Poza tym program ma być wspólnotowym, starannie wypracowywanym każdego roku. Program/projekt wspólnotowy nie tylko formalny, bogaty w różne graficzne wykresy i nawet nie skopiowany z innych wzorów, ale program jak najbardziej prawdziwy i konkretny, z którego będzie wynikało, że ma się idee jasne o tym, czego się chce, że wierzy się w wartość wspólnotowego poszukiwania i organizowania, że jest się zdecydowanymi realizować go razem, z jasno określonym zakresem odpowiedzialności zarówno braci jak i sióstr.

Potem jest czynnik czasu. Dobrze wiemy, jak wykorzystanie czasu jest ściśle związane z poczuciem własnej tożsamości. Sposób organizowania własnego życia, i w konsekwencji własnego czasu, zależy od tego, na ile osoba skutecznie przyswoiła sobie wartości konsekracji, i świadczy o skoncentrowaniu osoby i jej harmonii w odniesieniu do własnego powołania. Nasza młodzież zbyt mało kocha ascezę czasu, to, że towarzyszy się im z wymaganiami ciszy i istotą życia. Są, a my jesteśmy razem z nimi, dziećmi społeczności, w której istotna jest przemijająca chwila, którą należy wykorzystać i wcisnąć w nią wiele spraw, co oznacza czas bez pamięci i ideałów, z ogromnym hałasem i gadaniną tylko o jednym: o egzystencji według modeli made in tv i o tym, by mieć bardzo wiele rzeczy z wyjątkiem tych najistotniejszych. Potrzeba jest jednak czasu dla przeżycia samotności. Samotność jest czynnikiem składowym człowieka, a prawda mieszka w jego wnętrzu. W konsekwencji zatem staje się bardziej niż kiedykolwiek koniecznym nawiedzanie tego wnętrza, obszar święty mojej osoby, w którym odnajduję się i w którym przyjmuję odpowiedzialność budowania mojego własnego bytowania. Jest to stan dobrego poczucia się ze sobą samym, co jest szczęściem, ponieważ jest wiernością strukturze własnego bytu, prawdzie o samym sobie. Samotność szczęśliwa, ponieważ jest się zdolnym do czucia się dobrze wobec siebie samego, po to, by stać się zdolnym do czucia się dobrze z innymi. Nikt bowiem nie będzie się czuł dobrze z innymi, jeżeli nie nauczy się najpierw czuć się dobrze ze sobą samym. Ma to być czas wystarczający na refleksję i poznawanie, bo inaczej nie uniknie się banalności i powierzchowności. Czas na zamianę naszego indywidualistycznego posługiwania apostolskiego i dążenia do własnego sukcesu, na pracę dla Boga i współpracę z Bogiem dla zbawienia świata.

Wreszcie sprawa przewodnika. Wśród młodzieży w okresie formacji, rozpowszechnia się coraz bardziej i jest bardzo nośnym wzór samouctwa i subiektywizmu czy też poszukiwań towarzyszenia ezoterycznego (przyjaciel czy przyjaciółka, osobowość, ruch, różne praktyki inicjacji). Jednocześnie bardzo formalne są ich relacje z osobami przeznaczonymi do towarzyszenia im czy do wychowania. Koniecznym jest natomiast odbudować znaną docibilitas do przyjmowania pomocy we wspomaganiu własnego wzrostu, by osiągnąć wystarczającą strukturę ludzką i chrześcijańską własnego życia, zgodnie z drogą powołania i charyzmatem własnym tego rodzaju życia.

Nie będzie przypadkiem, jeżeli rzucimy okiem na całą bogatą gamę różnych zjawisk odejścia w okresie formacji początkowej, czy też w okresie następnej dekady i spostrzeżemy się, że na pierwszym miejscu są „wolni strzelcy”, nowi „założyciele”, perfekcjoniści zawiedzeni samymi sobą i wspólnotą oraz uzależnieni. To jasno świadczy o tym, że pewna formacja, jakkolwiek bogata w treści, ale która nie kładzie nacisku na odpowiedzialność osobową i na zaangażowane we wspólnotowe wędrowanie, nie osiąga wyniku pozytywnego.

Już pokolenia minione wiedziały, że nie wystarczy jakiś lider, jakkolwiek byłby dobry, który koordynuje i dyktuje prawo, ponieważ wszystko umrze razem z nim. Natomiast dla wychowawców, wychowawczyń i wychowanków wydaje się być roztropnym powiedzenie Ojców pustyni: żyj tym, co zrozumiałeś, a zrozumiesz wszystko inne. A zatem nowe drogi formacji, tak, ale pokonywane bez przekonania., że się wie wszystko i bez zamartwiania się, że nie ma się gotowego obrazu całości. Na niemożliwe należy jeszcze trochę poczekać.

(Religiosi  in  Italia  312/99*109*)

(tłum. T. Niewęgłowski, sdb)