Szymanek Edward SChr
ROLA PISMA ŚW. W DUCHOWEJ FORMACJI SEMINARYJNEJ
Dni Skupienia Mistrzów Nowicjatów i wychowawców kleryków, Kraków, 27-29 kwietnia 1971 r.
Materiały Komisji ds. Wychowania i Nauki KWPZM 1971 r.
Zmarły przed kilku laty proboszcz z Izabelina, ks. A. Fedorowicz, pisali „Psalmy odkryłem zawstydzająco późno, po długich latach odmawiania brewiarza. W ogóle dopiero teraz zaczynam rozumieć, że ta sama rzeczywistość, którą w sobie noszę od dziecka i która mnie w pewnych momentach zalewa, tętni w całym Piśmie świętym. Bóg jest tam żywy nawet w przekleństwach i bezeceństwach. Ta rzeczywistość Boga, którą znajduję w modlitwie i Piśmie świętym daleko odbiega od sylogistycznych wniosków u kresu którejkolwiek drogi prócz tej jednej, którą jest Objawienie”.
Ten tekst – „praktyka” kapłana – niech będzie w pewnym stopniu tekstem ukierunkowującym naszą myśl. Ukazuje on Słowo Boże zawarte w Piśmie świętym jako rzeczywistość dynamiczną, a ponadto ukazuje sposób czytania i rozumienia tego Słowa na modłę egzystencjalną i w ten sposób pozwala sformułować wnioski dotyczące duchowej formacji seminaryjnej.
Słowo Boże jako rzeczywistość dynamiczna
Formułując zdanie o Słowie Bożym zawartym w Biblii jako o rzeczywistości, która jest obdarzona siłą, dynamizmem, chcemy powiedzieć, że Słowo Boże jest teraz w działaniu, że posiada dynamizm uzdalniający je do działania przez wszystkie czasy, a więc i teraz – wobec dzisiejszego czytelnika. Wynika to z samej analizy wyrażeniu „dabar” – „mówił”, „słowo”. Treść tego wyrażenia jest nieco odmienna od greckiego „logos”, „legein”. Greckie „słowo” oznacza czynność porządkowania myśli, zbierania ich w swoim umyśle i przekazywania w sposób uporządkowany słuchaczowi. Hebrajski odpowiednik natomiast oznacza czynność uzewnętrzniania swego wnętrza, a więc swej osobowości, czyli siebie samego. Ten, kto mówi, ustawia obok siebie swoje ja. Jego słowo jest nim samym. Jego słowo ma taki walor, taką siłę, jakie posiada on sam. Mówiący Bóg uzewnętrznia samego siebie. Jego Słowo jest więc wszechmocne i wszechtwórcze. Jego Słowo jest nawet Osobą, ponieważ On jest pełnią bytu. Dlatego też na Jego „niech sic stanie” powstają niebiosa i ziemia.
Bóg wypowiedział Słowa Swe sam przez siebie. „Wypowiedział je również przez człowieka. Dlatego skoro powoływał proroka, „wkładał” swe Słowa w jego usta, kazał mu nawet spożywać je – spisane na pergaminie – by człowiek Boży mógł wypowiadać nie własne słowo, które jest słabe i ograniczono, lecz Słowo samego Boga. Przez usta proroka wypowiadał się, tzn. uzewnętrzniał się Bóg. Słowo proroka obdarzane było wszechmocą Boga. Za słowem proroka stał Bóg.
Z biegiem czasu prorok spisywał Słowo, otrzymane od Boga. W ten sposób Słowo Boże stało się własnością pisma – obojętnie na jakim materiale i czyją ręką utrwalonego. Istotne było tylko to, że od Boga było to Słowo. On bowiem czuwał i On inspirował, co i jak należy napisać.
A kiedy przyszedł Syn Boży na świat, proces odbywał się w sposób analogiczny. On sam wypowiadał Słowo, które obdarzone było wszechmocą i walorem boskim, bo było ono Nim samym. Dlatego też na Jego „Zamilknij!” Uciszały się żywioły, ja Jego „Wstań i chodź!” Sparaliżowany człowiek mógł zabierać swe łoże i odchodzić. Jego też słowo oczyszczało człowieka z moralnej zmazy i napełniało życiem Bożym, bo było Słowem Boga. Jego też Słowo sprawiało, że chleb stawał się Ciałem, a wino Krwią Syna Bożego. To właśnie słowo Chrystus przekazał swoim apostołom, a więc – jakby Stary Testament powiedział – włóż je apostołom, by przemawiając, nie wymawiali własnych słów, lecz Słowo Boga. Oni też, względnie ci, którzy od nich przyjęli Słowo Boże, spisali je. I znów jest obojętne, kiedy to się stało i za czyim pośrednictwem się stało. Suponując autorstwo ludzkie Pisma świętego, analizując je, upatrujemy tu przede wszystkim autorstwo Boga, Syna Bożego. Upatrujemy też walor tego Słowa – wszechmoc działającą poprzez wszystkie czasy.
Stąd wniosek: kiedy czytelnik otwiera Pismo święte, kiedy wczytuje się w wydarzenia Starego lub Nowego Przymierza, nie obcuje z dawnymi, bardzo dawno przebrzmiałymi zdarzeniami, lecz staje się uczestnikiem. Sprawia to właśnie Słowo Boże, które jest wciąż aktualną rzeczywistością, oddziaływującą na każdego człowieka wszystkich, czasów.
Spróbujmy to bliżej wyjaśnić, mówiąc o interpretacji Słowa Bożego.
Egzystencjalna interpretacja Słowa Bożego
Z ogólnych zasad interpretacji każdego dzieła literackiego wiadomo, że na pierwszym miejscu istnieje interpretacja literalna, polegając na dosłownym rozumieniu tekstu, oraz interpretacja psychologiczna, polegająca na rozpoznaniu autora, jego dróg, którymi wędrowała myśl w ten władnie konkretny sposób wyrażana. Wiadomo też, że obydwa sposoby interpretacji nie są wystarczające. Powtórzmy tu przykład podany przez G. Bouwmanna /Czy możemy w dzisiejszych czasach oprzeć nasze życie duchowe na Biblii?, Concilium nr 6-10 /1969/, s. 202-203/; 1 Kor 1,27-29. Literalnie pojęty ten tekst oznaczałby, że chrześcijaństwo jest religią nędzarzy i istnieć może tylko dzięki ludzkim upadkom. Że cierpienie stwarza religię. Takie rozumienie wykluczałoby myśl zawartą np. w „Populorum progressio”. Byłoby przecież absurdem. Posługując się interpretacją psychologiczną, doszlibyśmy do zrozumienia sytuacji duchowej, w jakiej znalazł się Paweł – przygnębiony wskutek przegranej w Atenach /Dz 17,22-34/ przyjeżdża do Koryntu /1 Kor 2,3/, pełen niepewności – i zrozumielibyśmy jego stanowczą decyzję, by nie opierać swego głoszenia Ewangelii na ludzkiej mądrości, lecz na nauce Jezusa, a konkretniej na Jego krzyżu. Krzyż natomiast jest końcem wiedzy, ponieważ jest on straszliwą tajemnicą /1 Kor 2,2/. Nauczylibyśmy się więc z tego tekstu, że wszelkie doświadczenie należy przyjmować jako doświadczenie przychodzące od Boga. Przyznajmy, że taka myśl jest bardzo uboga. Można się jej nauczyć także poza Biblią.
Trzeba więc sięgnąć dalej, uwzględniwszy obydwie interpretacje. Niech nam posłuży przykład z Pism świętego. Tym razem z Mt 2,6. Autor pierwszej Ewangelii cytuje proroctwo Micheasza, ale je zmienia. Prorok powiedział: „Betlejem, małe jesteś pośród miast Judy” … a Mateusz: „Żadną miarą nie jesteś najmniejsze”. Przeciwstawił się prorokowi? Nie. On opisał to, czego był świadkiem. Kiedy Micheasz wypisywał swoje proroctwo, Betlejem istotnie było małym miasteczkiem, gdy natomiast Mateusz odczytywał to proroctwo i brał do ręki pióro, by pisać Dobrą Nowinę, sytuacja była inna: Betlejem nadal zostało na zewnątrz małym miasteczkiem, ale dla Mateusza, dla każdego chrześcijanina, czytelnika Mateuszowej Ewangelii, stało się ono ogromną metropolią, bo z tego miasta wyszedł Chrystus i dlatego autor Ewangelii kategorycznie zaprotestował: „Żadną miarą nie jesteś najmniejsze!”. Wczorajsze proroctwo zostało odczytane we współczesnej sytuacji. Do biernego odczytania doszło doświadczenie, doszedł rozum zwany zdrowym rozsądkiem i dzięki temu słowa Micheasza zatętniły życiem.
Ten więc, kto interpretuje, musi mieć ścisły związek z autorem, a ponadto żywe zainteresowanie i pokrewieństwo z tematyką poruszaną przez autora. Np. pytanie o to, co należy czynić, aby się zbawić /Dz 16,30/ wtedy stenie się zrozumiałe i obfitować będzie w treść, gdy czytelnik będzie wiedział, co to jest zbawienie i będzie miał aspiracje do osiągnięcia tego zbawienia. Postacie ewangeliczne wówczas staną się bliskie i napełniać będą zachętą, jeśli do ich duchowej sytuacji upodobni się duchowa sytuacja czytelnika – gdy on będzie tak wolny jak Samarytanin, który mógł czynić, co chciał ponieważ i tak uchodził za nieczystego, więc nie musiał się lękać zanieczyszczenia jak kapłan czy lewita. Tak samo wolna była Samarytanka, Zacheusz, celnicy oraz grzesznicy, wolna też była jawnogrzesznica. Nawet św. Paweł działając w Koryncie, musiał się uwolnić od chęci ukazania swojej ludzkiej mądrości, wpatrując się jedynie w krzyż Chrystusa.
Spokrewnienie się tematyką Biblii – rzecz naturalna – częsty kontakt z Pismem świętym, bo Biblia nie jest gotowym zbiorem paragrafów kodeksu prawa kanonicznego, ani nawet zbiorem dekretów soborowych. Jest historią zbawienia. A więc opisem zbawczych wydarzeń, zbawczych sytuacji – sytuacji i wydarzeń niosących zbawienie. Życie chrześcijanina jest również historią, czyli pasmem wydarzeń i sytuacji, w czasie których i dzięki którym dzieje się zbawienie. Poprzez częsty kontakt z wydarzeniami biblijnymi, z osobami tam występującymi, które są najbardziej wyraźnymi interpretatorami zbawczych wydarzeń, napełniamy się myślą i mentalnością tamtych ludzi. Ich sposób działania, ich stosunek do Boga staje się niepostrzeżenie dla nas wzorcem. I nie wiadomo, kiedy – sami o tym nie będziemy wiedzieć – jak w naszych sytuacjach będziemy postępować tak, jak bohaterowie Biblii. Nie będzie to bierne i mechaniczne naśladownictwo, lecz twórcze i nowo, oparte o nasz zdrowy rozsądek ukształtowany przez Sowo Boże – dynamiczne poprzez wszystkie czasy.
W konkretnej zaś sytuacji, wymagającej namysłu i własnego rozwiązania, będziemy się opierać właśnie na naszym własnym rozumowaniu, które już nie będzie własne, lecz ukształtowane poprzez Biblię. Dzięki temu Prawda zawarta w Słowie Bożym będzie wzrastać w nas. A to jest właśnie owoc dynamicznej rzeczywistości Słowa Bożego – Prawda ma w nas wzrastać i wieść do zbawienia.
Tak rozumiejąc zagadnienie interpretacji Pisma świętego, nie ulegamy łatwo przemawiającej do rozsądku pokusie, że wiele wydarzeń w Biblii jest dziś nieaktualnych. Takich jak np. glosolalia, spożywania mięsa ofiarowanego bożkom, zakaz przemawiania kobiet w kościele itp. Teksty te dziś w sensie dosłownym rozumiane, rzeczywiście niczego nas nie nauczą. Ale pouczają, gdy są czytane pod kątem rozumienia sytuacji przez nich opisywanej. Św. Paweł, rozwiązując te jednostkowe problemy, ukazuje nam metodę, która jest zawsze aktualna. Pokazuje mianowicie, jak w oparciu o podstawowe zasady zawarte – w wypadku Apostoła Narodów – w Starym Testamencie oraz w oparciu o własne rozeznania i o zasady roztropności, należy najbardziej konkretne problemy rozwiązywać. Nasze więc konkretne problemy i sposób ich rozwiązywania mogą byś kopią rozwiązań Pawłowych – rozwiązań mających na celu uporządkowaną drogę do zbawienia.
Ewentualny zarzut dotyczący indywidualizmu, podobnego do indywidualizmu protestanckiego, uchylamy przypomnieniem, że podstawą interpretacji egzystencjalnej są fundamentalne zasady zawarte w Piśmie świętym. Fundamentalność ta decyduje o obiektywizmie. Indywidualna zaś i subiektywna praca zdrowego rozsądku jest konieczna, bo każda jednostka podąża swoją własną drogą do Bogu.
Wnioski
Wnioski, wynikające z powyższych, dość ogólnych uwag, mają charakter postulatów, dotyczących praktyki „ubiblijniania” alumnów seminariów czy nowicjatów. Postulaty te odnoszą się do wykładów seminaryjnych, do sprawowania liturgii oraz do prywatnej modlitwy.
Wykłady w seminarium
Istnieje w tej chwili niekorzystny dwupodział na teologię dogmatyczna /można to nawet powiedzieć o teologii moralnej, ascetycznej itp./ i teologią biblijną. Podział ten wciąż jest aktualny. W tej chwili jednak, dlatego jest niekorzystny, ponieważ – mówiąc upraszczająco – teologia dogmatyczna bazuje na systemie tomistycznym, a więc na greckim sposobie rozumienia Boga i całej rzeczywistości, teologia biblijna natomiast ma za podstawę system myślowy i teologiczny hagiografa, który był semitą. Istnieją wskutek tego nie tylko różne sposoby interpretacji tekstów stosowane przez dogmatyków, skłonnych do „grecyzowania” Biblii oraz sposoby tejże interpretacji stosowane przez biblistów, wskutek czego upatruje się różny walor wymowy poszczególnych tekstów biblijnych, ale ponadto istnieje rożne rozłożenie akcentów na poszczególne prawdy religijne. Przykładem niech będzie zmartwychwstanie Chrystusa. W teologii św. Pawła i w ogóle w teologii Nowego Testamentu jest to sprawa fundamentalna, stanowiąca podstawę całej teologii. W teologii dogmatycznej natomiast poszczególne prawdy czerpią swój walor – zdawałoby się – z określenia definicji: de fide czy proximum fidei itp.
Musi dojść jak najszybciej do stosunku uzupełniającego się między teologią spekulatywny, konieczną do głębszego zinterpretowania wydarzeń zbawczych, niosących bogaty ładunek myśli teologicznej, zawartych w Biblii i podanych przez teologię biblijną jako nieodzowną podstawę dla teologiczno-dogmatycznych spekulacji. Dotychczasowy stan sprawia, że w słuchaniu tworzy się wyobrażenie o dwu teologiach, a więc jak gdyby o dwu religiach.
Sprawowanie liturgii
Postulat ten dotyczy jedynie możliwie najwszechstronniejszego wykorzystania możliwości, jakie daje odnowiona liturgia mszalna oraz pozamszalna. Należy właśnie zrewidować wszelkiego rodzaju wspólne nabożeństwa, adoracje, Drogi Krzyżowe itp., zastępując teksty zbyt barokowe, czy w ogóle tylko ludzkie teksty, tekstem Słowa Bożego ubogaconym modlitewną refleksją. Doskonałym wzorem takiej refleksji jest książeczka ks. Jana Zieji, „Przyjdź, Panie. Ewangelia i życie” wydana przez Księgarnię św. Wojciecha w Poznaniu w roku 1966.
Należy rozpowszechnić nabożeństwo Słowa Bożego – w przeróżnych formach, troszcząc się o to, by nie uległo ono zeschematyzowaniu i zrutynizowaniu.
Homilie głoszone podczas Mszy św. oraz podczas nabożeństw biblijnych winny wychodzić od tekstu biblijnego tzn., czerpać temat z tekstu Pisma świętego i stanowić roztłumaczenie tego tematu – poprzez Biblię i poprzez aktualną sytuację słuchaczy.
Modlitwa prywatna
Postulat ten może by urzeczywistniony przede wszystkim dzięki wychowawczemu oddziaływaniu wspólnie sprawowanej liturgii oraz wspólnie odprawianej modlitwie. Wychowanek winien rozumieć i przeżyć tę prawdę, że jak Biblia znajduje swe życie w liturgii /bo tu powstała, tu była i jest interpretowana i wcielana w życie/, a liturgia swoją podstawę w Biblii /bo Pismo święte napełnia liturgię treścią i obecnością Słowa Bożego/, tak również modlitw, prywatna jest dalszym ciągiem przeżycia Pisma świętego i liturgii. Modlitwa ta jest osobistą rozmową z Bogiem, osobistą refleksją, pozwalającą zrozumieć egzystencję i sytuację zawartą w Biblii oraz zaktualizowaną podczas liturgii. Jako powiązanie z obecnie przeżywaną własną sytuacją życiową To będzie właśnie egzystencjalne rozumienie in actu – w konkretnej chwili – Słowa Bożego.
Archiwum KWPZM
