Home DokumentyReferaty, Konferencje, ArtykułyHistoria życia konsekrowanego Brzuszek Bogdan OFM, Polscy Bracia Mniejsi Reformaci jako świadkowie Chrystusa

Brzuszek Bogdan OFM, Polscy Bracia Mniejsi Reformaci jako świadkowie Chrystusa

Redakcja

 

Bogdan Brzuszek OFM

POLSCY BRACIA MNIEJSI REFORMACI JAKO ŚWIADKOWIE CHRYSTUSA

Studia Franciszkańskie

 

Drodzy Bracia w Chrystusie Panu i w naszym św. Ojcu Franciszku, zostaliśmy zaproszeni na doroczne spotkanie formacyjne, wy jako uczestnicy, a ja z konferencją[1]. Ponieważ jego temat nie został mi narzucony, wobec czego mogłem swobodnie go wybrać. A w wyborze tym inspirowałem się słowami papieża Franciszka, który w swoim Liście apostolskim do wszystkich osób konsekrowanych na Rok Życia Konsekrowanego (Adwent 2014 – Adwent 2015), napisał: „Pierwszym celem Roku Życia Konsekrowanego jest spojrzenie z wdzięcznością w charyzmatyczną przeszłość swojego instytutu, u którego początku jest działanie Boga, a to w celu przeżycia z pasją teraźniejszości i wejścia z nadzieją w przyszłość”[2].

Wdzięczna pamięć o przeszłości ma nas pobudzić, abyśmy uważnie słuchali tego, co dziś Duch św. mówi do Kościoła, i abyśmy głębiej pojmowali i wypełniali nasze powołanie do życia konsekrowanego; zastanawiali się, czy Ewangelia dla nas nadal stanowi vademecum na każdy dzień w podejmowaniu decyzji, do których jesteśmy wezwani jako świadkowie Chrystusa. W tym my, bracia mniejsi, w sposób szczególny.

Wprowadzenie teologiczne

Pojęcie świadek wywodzi się od greckiego słowa martys i łacińskiego martyr, tak też świadectwo od greckiego martyrion i łacińskiego martyrium. Od początku chrześcijaństwa wyrazy te były używane na określenie świadectwa chrześcijan, dawanego Chrystusowi nawet przez oddanie swojego życia (zob. Dz 7,55-60; 22,20; Ap 2,13; 6,9; 17,6). W języku polskim dających świadectwo nazwano męczennikami, a ich czyn męczeństwem.

Znane było także świadectwo dane przez wyznanie wiary przed trybunałem, albo przez znoszenie więzienia i jego udręk dla tejże wiary, lecz w tym wypadku było to poczytane za męczeństwo niepełne lub początkowe, które częściej nazywano wyznaniem (gr. hemologia), a samych świadków wiary wyznawcami (gr. hemologetes). Z czasem ten ostatni termin rozszerzono na heroiczne świadectwo dnia codziennego[3].

Ogólnie termin męczeństwo/świadectwo jest stosowany na określenie życia chrześcijańskiego jako takiego, przeżywanego w doskonałej wierności i stałości w zachowywaniu prawa Bożego. A więc wtedy, kiedy dokonuje się to tylko jeden raz i definitywnie w śmierci razem z Chrystusem w chrzcie (męczeństwo duchowo-mistyczne), ale pod warunkiem, że ta śmierć i to zmartwychwstanie do życia doskonałego będą przeżyte prawdziwie (Rz 6,12-13), gdyż to wszystko nie miałoby większego znaczenia, gdyby w każdym stanie chrześcijańskim nie było żywe. Wiemy bowiem zawsze żyje mocą śmierci i zmartwychwstania, dlatego cała egzystencja chrześcijanina powinno być dążeniem w wierze do dziękczynienia Synowi Bożemu, który nas kocha i daje nam siebie samego (Gal 2,20).

Po wtóre, kiedy zachodzi przez ofiarowanie całego swego bytowania w ślubowaniu życia według rad ewangelicznych Jezusa (życie zakonne jako męczeństwo niekrwawe; męczeństwo duchowo-mistyczne osób konsekrowanych). Najpierw to świadectwo w sposób szczególny odnosi się do dziewic: „Dziewice stają się męczennicami nie przez znoszenie tortur cielesnych w przeciągu jakiegoś czasu, ale dlatego, że przez całe swoje życie nie bały się z cierpliwością toczyć prawdziwie olimpijską walkę o swoją czystość” (św. Metody z Olimpu). Później termin ten był stosowany również na określenie doskonałego i dobrowolnego ubóstwa (Orygenes) oraz posłuszeństwa zakonnego (Tomasz a Kempis), a ostatnio do samej miłości, której wzorem jest heroiczny czyn św. Maksymiliana Kolbego, autorytatywnie potwierdzony przez Jana Pawła II w dniu jego kanonizacji 10 października 1982 roku.

W końcu kiedy dokonuje się ono jeden raz i w sposób ostateczny przez utratę życia cielesnego w sposób krwawy przez osoby ochrzczone i bierzmowane, a także przez osoby duchowne i konsekrowane (męczeństwo krwawe). Natomiast nazwą męczenników białych obejmowani są wierni ze wszystkich powyższych stanów, którzy ponoszą śmierć, ofiarując się dobrowolnie i całkowicie posłudze umierającym w czasie panujących epidemii[4].

Wśród siedmiu wytycznych Roku Życia Konsekrowanego, wskazanych w cytowanym Liście papieża Franciszka, przewidziane są sympozja naukowe, spotkania dyskusyjne, wspomnienia oraz nawiedzanie miejsc życia świętych męczenników i wyznawców.

Sądzę jednak, że w tym programie dobrze się mieści również nasze dzisiejsze spotkanie. Ponieważ w naszej Prowincji jest ono pierwsze, postanowiłem sięgnąć do przeszłości polskich prowincji Braci Mniejszych Ściślejszej Obserwancji, skrótowo nazywanych Reformatami (OFMReł), które na początku XVII wieku wyrosły z łona Zakonu Braci Mniejszych Obserwantów (OFMObs), a w wiekach XX i XXI istniejących prowincjach Braci Mniejszych – Franciszkanów OFM, które są spadkobierczyniami tamtych reformackich z minionych wieków XVII, XVIII i XIX.

W krótkim szkicu nie sposób jednak ująć całą ich historię oraz wszystkie rodzaje dawania świadectwa i apostolskiej działalności, dlatego skupię się tylko na wyrazistych przykładach świętości życia tych naszych braci, którzy oddali swoje życie za Chrystusa jako męczennicy krwawi i jako męczennicy biali (przez Kościół beatyfikowani lub uznani jako słudzy Boży, albo będący męczennikami tylko coram Deo, czyli wobec samego Boga). O tych, którzy zmarli w opinii świętości, czyli o setkach wyznawców (gr. homologetes) wspomnimy tylko ogólnie.

Bracia wyznawcy zmarli w opinii świętości

Charyzmatyczną przeszłość naszych polskich Prowincji Braci Mniejszych, które swój rodowód mają w prowincjach, dziś już historycznych Braci Mniejszych Reformatów, moim zdaniem, obrazują wszyscy bracia, którzy zmarli w opinii świętości, ale w sposób szczególny męczennicy.

Ojcowie Grzegorz Wiśniowski i Anzelma Szteinke, autorzy opracowania pt. Ojcowie Franciszkanie – Reformaci w Polsce, pomieszczonym w „Schematyzm Prowincji Matki Bożej Anielskiej OO. Franciszkanów-Reformatów w Polsce” (Kraków 1971), głównie na podstawie dział hagiograficznych: Stanisław Kleczewski OFMRef, Kalendarz Seraficzny, 1760 i Florian Jaroszewicz OFMRef, Matka Świętych – Polska, Kraków 1767; rękopisu Monumenta Provinciae Reformatae Minoris Poloniae (Archiwum Prowincji), oraz innych źródeł, odnotowali w wieku XVII – 64, w XVIII – 52, w XIX – 15 oraz w XX – 12, w XX (do 1943 roku) – 11. Czyli razem 147 świątobliwych i męczenników.

W wykazie XX wieku nie uwzględnili jednak męczenników prześladowań hitlerowskich z 1942 roku, z których 4 zostało beatyfikowanych przez Jana Pawła II w 1999 roku w Warszawie, to jest o. Narcyza Turchana, o. Krystyna Gondka oraz braci Marcina Oprządka i Brunona Zembola.

Nie uwzględnili również męczennika z prowincji pochodzenia reformackiego Wniebowzięcia NMP, z siedzibą w Katowicach Panewnikach, dziś już Sługi Bożego o. Euzebiusza Józefa Huchrackiego, gwardiana w Miejskiej Górce (1885-1942), zagazowanego na zamku Hartheim na terenie Austrii, w transporcie inwalidów wysłanych tam 6 V 1942 r. z obozu w Dachau. Do świątobliwych z tej prowincji należą także byli więźniowie obozów w Sachsenhausen i Dachau: o. Edward Paweł Frankiewicz oraz o. Hugolin Pieprzyk i o. Euzebiusz Wieczorek, zmarły w klasztorze w Panewnikach. A z prowincji Matki Bożej Anielskiej także o. Leonard Tatara (były więzień Zamku Lubelskiego, obozów koncentracyjnych w Sachsenhausen i w Dachau, a po wojnie w PRL-u więzienia na Rakowieckiej w Warszawie i we Wronkach), oraz świętobliwi br. Kazimierz Borkowski, br. Walenty Chmurski z Biecza i o. Cyprian Ochoński z Krakowa.

Czterej beatyfikowani i sługa Boży, męczennicy krwawi wobec Boga i Kościoła

W języku prawnym rozróżnia się męczenników: coram Deo et coram Deo et Ecclesia, czyli wobec Boga oraz wobec Boga i Kościoła. Do tych ostatnich należą nasi czterej Błogosławieni zamordowani w KL Dachau w tym samym 1942 roku, tylko w różnych miesiącach i w innych okolicznościach oraz w inny sposób. Pan dał im łaskę męczeństwa, które Kościół potwierdził swoim autorytetem. Przyczyny osadzenia w obozach i ich śmierci są im wspólne – złożyli życie w ofierze za wiarę, wierni powołaniu i w posłuszeństwie zakonnym do końca oddani wiernym, wyrażone jednak w inny sposób. Bł. Narcyz, można powiedzieć, oddał życie za Kościół; bł. Brunon jako świadek miłości bliźniego i spokoju we wierze w każdej sytuacji życiowej; bł. Marcin i bł. Krystyn – w wierności powołaniu z miłości do Chrystusa, którego śladami szedł w Zakonie, oraz w odpowiedzialności za klasztor[5].

Niebawem, mam nadzieję, dołączy do nich sługa Boży Euzebiusz Józef Huchracki OFM (1885-1942), który, kiedy 15 lutego 1940 roku odmówił podpisania volkslisty, 26 kwietnia 1941 roku znalazł się wśród internowanych w Lubiniu, potem w VII Forcie w Poznaniu, a 30 października 1941 roku w KL Dachau, gdzie zginął zagazowany w transporcie tzw. inwalidów z 5 na 6 maja 1942. Jego proces beatyfikacyjny trwa wśród ponad 100 innych polskich męczenników z rąk hitlerowskich[6].

Męczennicy krwawi tylko wobec Boga

Ponadto polskie prowincje Braci Mniejszych, wywodzące swój byt z reformy Zakonu, dokonanej przed wiekami, do wieku XX mają ponad 20. męczenników coram Deo czyli wobec Boga: 11 z czasu „potopu szwedzkiego”, 1 z rabacji galicyjskiej, 1 z Powstania Styczniowego oraz 6, zamordowanych przez bolszewików z czasów II Wojny Światowej.

Męczennicy z czasu „Potopu”

1. Brat Józef Reklewski (Przemyśl, 2 marca 1657). Józef z wziętego w Zakonie imienia, zrodzony w domu szlachetnym dotąd trwającym (1767), młodsze lata swoje łożył na usłudze Ojczyzny żołnierską traktując, dalsze zaś Boskiej służbie poświęcił w Zakonie św. Franciszka de Observantia. Jako zaś w tym stanie starał się należycie zachować Regułę, tak przeniósłszy się do zakwitającej w Polszcze Reformy naszej w większej jeszcze ścisłości i ostrożności życie prowadził. A choć z posłuszeństwa w pracach był ustawicznych, Pan Bóg jednak życie jego przeciągnął do lat dziewięćdziesiąt. A choć według nauki Ojców Świętych zakonnika prawdziwego życie jest dobrowolnym Krzyżem i ustawicznym Męczeństwem, nie tylko stąd Brat Józef miał od Boga wysługę, ale z dobroci swojej do rzetelnego Męczeństwa go przeznaczył, którego doszedł za taką okazją.

Za Jana Kazimierza Króla oprócz innych hufców nieprzyjacielskich, którzy krew Polską rozlewali, wielkie też było mnóstwo Węgrów Kalwinistów pod wodzem Jerzym Rakoczym, [książę Siedmiogrodzki], który [z Kalwińskim Wojskiem Węgrów, Polskę najechawszy] gdy przyciągnęli pod Przemyśl, nie mogli go dobyć [a klasztor Reformacki na przedmieściu będący zrabowali], ale przedmieścia rabowali i palili. A że inni Bracia nasi z klasztoru za bramą będącego wynieśli się do miasta, czcigodny Starzec Brat Józef, który nie bał się śmierci, nie chciał z nimi uchodzić. Więc gdy heretycy wpadli do klasztoru, on poszedł do Kościoła jako na pole zwycięstwa swego, a modląc się przed Najświętszym Sakramentem i oddając się Bogu za krwawą Ofiarę, znaleziony od nieprzyjaciół, szpadami ukłut i szablami zrąbany poległ [przed wielkim ołtarzem], i po Męczeńską Koronę poszedł do Pana, któremu tak długi wiek służył. Roku Pańskiego 1657, którego ciało po odejściu zabójców od Braci przed Ołtarzem znalezione, ze czcią było pochowane. Na cześć Autora Wiary naszej Jezusa Chrystusa. Amen.

2. Brat Tryburcy Ciszowski (Stopnica, 15 kwietnia 1657). Gdy za panowania Jana Kazimierza Króla zebrane na zgubę Ojczyzny naszej różnych nieprzyjaciół hufy Kościołom nawet i klasztorom, a w nich osobom Bogu poświęconym nie przepuszczali w Roku Pańskim 1657 na nasz klasztor Stopnicki napadli Węgrzy i Kozacy [wpadli do klasztoru heretycy, Węgrzy (którzy w Rakoczego Księcia Siedmiogrodzkiego wojsku zostawali i pod Kraków ciągnęli), którzy zapalić usiłowali, ale gdy kilka razy pod dachy drewniane ogień podkładali, cudowną sprawą Boską ogień jąć się ich nie chciał, czym zajuszoni, gniew swój obrócili na Zakonników naszych, ale że inni wszyscy przez ogród salwowali się ucieczką do Zamku, dwóch tylko zostało:

Jeden Ojciec Eliasz Karmelita, jak zowią Trzewikowy, który w drodze będący słysząc o latających tu i ówdzie kupach nieprzyjacielskich, umyślnie się schronił do pomienionego klasztoru, ale w nim znaleziony od owych Kalwinistów i schizmatyków, z samej tylko nienawiści ku wierze katolickiej okrutnie był zamordowany i ze wszystkiego odarty.

Drugi nasz Brat Tryburcy, wielkiej pokory i prostoty serca zakonnik, w nabożeństwie gorliwy, w posłuszeństwie ochotny, w obyczajach skromny i przykładny, próżnowania nieprzyjaciel, w ścisłym zachowaniu Reguły Bogu poślubionej stateczny, w umartwieniu dobrowolnym na siebie srogi. Ten gdy pracami i starością zwątlony w ostatnią chorobę wpadł, a opatrzony SS. Sakramentami ostatniej godziny czekał w infirmeryi, tam znaleziony nad wszelką litość przyrodzoną na ganek klasztorny wyciągniony i szablami zrąbany z Męczeńską Koroną jako niewinny Abel przeniósł się po nagrodę zasług swoich i dobrowolnego Męczeństwa; oba ci Rycerze Chrystusowi po ustąpieniu owych łotrów za powrotem Braci naszych uczciwie są pogrzebani. Skąd Królowi Męczenników niezmierzona chwała. Amen.

3-5. O. Stanisław Żarski, o. Krzysztof Brzeziński i br. Maciej Ruszkowski (1657). Pomnienionego wyżej roku (1657) łotrujący po Polszczę Węgrzy, Kozacy i Multani [azjatyccy muzułmanie] napadli na klasztor nasz Solecki nad Wisłą, a gdy przełożony z innymi Bracią salwował się ucieczką, jeden o. Stanisław Żarski jakoś się zatrzymał i został za cel zhukanym łotrom, którego porwawszy, okrutnie kańczugami bili naprzód po sukniach zakonnych, a potem sromotnie obnażonego, i nacierali na niego, aby skarby wydał, albo pieniądze im oddał.

Gdy zaś się ten sprawiedliwie wymawiał, iż w klasztorze żadnych skarbów czyli depozytów nie było, a od profesyi nie tylko nie miał, by szeląga, ale się go nie dotknął, wiele mu plag i ran zadawali. Na koniec go na ścięcie wyprowadzili, a gdy wyznając Wiarę świętą katolicką i oddając się Bogu czekał na śmierć, pewny szlachcic węgierski mając jakieś nad nim użalenie wziął go w swoją obronę, jednak niedługo po tym od rany srogiego bicia umarł.

Wielebny zaś Ojciec Krzysztof Brzeziński i Brat Maciej Ruszkowski w bliskiej wiosce złapani od łotrów i w las zaprowadzeni, i w sztuki porąbani na szablach są rozniesieni, a oddając Bogu dusze swoje i wiarę świętą oświadczając, męczeńską koronę otrzymali. (…)

6-9. Adrian Kwiatkowski, br. Wincenty Oporowski, o. Urban Sternalski i br. Paschalis Łabiszyński (1657). Oddany na służbę w Zakonie i Reformie naszej Polskiej W. O. Adrian Kwiatkowski stał się ofiarą za świętą wiarę katolicką. Oprócz innych cnót, któremi kwitnął w zakonie, takiej był cierpliwości i posłuszeństwa passyii, że go nigdy gniewającego się albo sturbowanego nie widziano. Od heretyków i niezbożnych Kozaków grasujących po Polszczę Roku Pańskiego 1657 na drzewie gałęzistym na kształt krzyża rozciągniony, częścią mieczami, częścią spisami był pokłuty i przez nienawiść ku wierze katolickiej, a męczeństwem swoim o Chrystusie Panu na krzyżu umęczonym dał jawne świadectwo.

Towarzysz jego korony był, i z urodzenia godny i świątobliwością sławny współzakonnik, brat Wincenty Oporowski, który gdy z posłuszeństwa u dobrodziejów zebrał jałmużny, od Węgrów kalwinistów pojmany, po ulicach był włóczony, kijami okrutnie zbity, na ostatek szablą i puginałem raniony, imienia Chrystusowego i Przenajświętszej Jego Matki nabożnie wzywając i duszę im swoją polecając, wszystkie morderstwa, chwalebny według swego imienia Wincenty albo zwycięzca cierpliwie zwyciężył.

W tymże także roku (1657) w innych dniach męczeńską koronę otrzymali:

W Pakości jako pierwszy Wielebny Ojciec Urban Sternalski, który przez długi czas życia zakonnego sposobił się do męczeństwa i usilnie go pragnął, a na tę intencyją wiele krwawych dyscyplin Bogu ofiarował, jakoż go i dostąpił. Gdy bowiem Szwedzi do miasteczka Pakość weszli, a on jednego katolika śmiertelnie zranionego na śmierć dysponował. Od Żydów (których wiele się między Szwedami znajdowało) porwany, okrutnie przez dzień i noc męczony, i po wszystkim ciele skłuty, przeniósł się do Boga po wieczną nagrodę.

Jako drugi Brat Paschalis Łabiszyński oprócz innych znów, milczenie ściśle chowający, w wielkich przeciwnościach mężny i cierpliwy. Ten, gdy Szwedzi klasztor włocławski rabowali, a tego modlącego się przed Najśw. Sakramentem zastali, szpadami ukłuli i za umarłego uznawszy odeszli. A że (jako sam przed tym opowiadał) bez Najświętszego posiłku nie mógł umrzeć, poty żył, póki jeden kapłan po uspokojeniu się od nieprzyjaciół, nie nadszedł i proszącemu oto strawne na drogę Wieczności nie podał. Ciało jego pochowane w tymże kościele włocławskim. Z czego imienia Boskiego cześć i chwała. Amen.

10. O. Epifani Wołek (Pułtusk 9 VI 1657). Dnia 9 czerwca oddał krwawą ofiarę ciała swego Bogu R. P. 1657 jeden z Reformy naszej Ojciec Epifani Wołek, który według nazwiska prawdziwym w znoszeniu jarzma Chrystusowego stał się Wołkiem, zachowując ściśle poślubioną Panu Regułę pracując na chwałę Boską, w kazaniach apostolski urząd pilnie odprawiając. Podczas wojennych rozruchów w Polszcze za Jana Kazimierza króla przez Szwedów pojmany, wiele szyderstwa i urągania dla imienia Chrystusowego i Wiary katolickiej od nich ponosił, na ostatek do pala przywiązanemu, na głowie jego proch wojenny zapalono i z niewymowną jego boleścią. Co on jednak dla Chrystusa cierniem koronowanego mężnie wycierpiał i w tych niezmiernych bólach szczęśliwie dokonał [życia]. Od Szwedów pojmany, więzienie, naigrywania, bicia ich szyderstwa mężnie ponosił, a nieprzyjacielowi nie pokazując ani odmiany, z której by mogli mieć jaką otuchę odstąpienia prawdy nieprzyjaciele Wiary świętej. A gdy widzieli, że nic przedłużeniem mąk nie wskórają, umyślili okrutnie śmiercią zgładzić go ze świata. I naradziwszy o sposobie śmierci, postanowili jednostajnie, aby do pala W. Ojca Epifaniego przywiązali, i oplótszy kosz na głowie jego, armatniego prochu weń nasypali. Znosił przeszłe rany z dziękczynieniem Bogu, a przyszła mękę słodził sobie wspomnieniem uwieńczonego cierpieniem dla nas Zbawiciela. Zapalono po tym proch ów, który mu głowę i oczy wypalił i tęgością swoją karka nadłamał. W nieznośnych boleściach żył jeszcze i z Bogiem zjednoczony, do niego nabożnie wzdychał. I długo w mękach żyjąc, na ostatek przeszedłszy przez ogień i wodę utrapienia, wyczyszczona duszę Bogu oddał. (Kleczewski).

Po kilku latach ciała tego męczennika z miejsca na którym śmierć poniósł i w ziemi był pochowany, przeniesione jest do klasztoru pułtuskiego, a głowa jego przez długi czas nienaruszona była. Z czego Bogu samemu w Męczennikach swoich cześć nieprzerwana. Amen.

11. O. Stanisław Suchocki (Gliwice, zm. 19 II 1714). W. O. Stanisław Suchocki, zakonnik w cnotach nabytych mocno ugruntowany. Poślubioną regułę ściśle zachował i bardzo pilnie wystrzegał się wszystkiego, cokolwiek mogło bynajmniej naruszyć poprzysiężonych ślubów. Na modlitwie proszącej ustawiczny, w pracy duchownej dla bliźniego wyświadczonej niezmordowany, tak dla braci, jako do świeckich, wielce przykładny, dlatego z osobliwszą uczciwością był od wszystkich szanowany. Gdy Szwedzi wtargnęli byli do Szląska spotkali w drodze idącego o. Stanisława, między którymi, że był jeden odstępca niedawny od wiary katolickiej zbiegły, chcąc się złością swoją zalecić heretykom, namówił ich, aby niewinnego zakonnika końmi natarli. Jakoż łatwo to uczynili, nienawistni wierze prawdziwej, a osobliwie zakonnikom. Rozbity końmi i kopytami starowany, po całym ciele skaleczony, za umarłego był zostawiony. Przecież za łaską Bożą przyszedł do zmysłów i do klasztoru był zaniesiony. Jako mniej o życie to mizerne dbający, mniej się starał o zdrowie doczesne, bardziej o duszy i o zbawieniu myśląc. Boleści z niewypowiedzianą cierpliwością i skromnością znosił. Sama tylko modlitwą, bogomyślnością i ksiąg nabożnych czytaniem, przez lat trzy ciesząc się i rozrywając. Dobrze przygotowany, po koronę za prace i boleści, poszedł do Boga. Ciało zaś pochowano w Gliwicach.

Męczennicy z czasu rabacji galicyjskiej i Powstania Styczniowego

12. Br. Rafał Ślosarczyk, kwestarz z Zakliczyna, pobity przez rebeliantów chłopów 19 w okolicy Tamowa, a zmarł 22 lutego 1846 roku. Zginął „biedny przez biednych”[7].

13. O. Antoni Majewski, z klasztoru w Stopnicy, zamordowany przez kozaka pod Grochowiskami 18 marca 1863 roku, w 26 roku życia, w czasie kiedy zaopatrywał rannego powstańca: „Żołdactwo moskiewskie dnia 19 marca 1863 roku ks. Antoniego Majewskiego, z zakonu reformatów, rannych i umierających na pobojowisku spowiedź słuchającego, w komżę i stułę ubranego, dzidami i strzałami zamordowało, potem go do naga obdarło”.

Podczas przegrupowań wojsk powstańczych po wyprawie miechowskiej kapelanem I pułku dowodzonego przez Dionizego Czachowskiego został o. Antoni Majewski ze Stopnicy. Brał udział w bitwach stoczonych przez ten oddział: pod Małogoszczą, Pieskową Skałą, Chrobrzem i pod Grochowiskami. Tutaj 18 III 1863 żołnierz rosyjski zabił go podczas zaopatrywania rannych powstańców sakramentami świętymi. Fakt ten nagłośniła współczesna prasa, a zwłaszcza tajne gazety powstańcze.

„Z zestawienia liczbowego wynika, że na ogólną liczbę 236 reformatów Królestwa Polskiego, 63 spośród nich związało się w jakiś sposób z Powstaniem Styczniowym. Zatem, prawie co czwarty reformat w nim uczestniczył. Solidaryzowało się z nimi 11 zakonników z Galicji i Prus.

Był to jednak udział znaczący nie tylko pod względem ilości, ale również jakości. Potwierdzają to poniesione ofiary i represje względem nich zastosowane. Oprócz 9 reformatów, którzy zginęli w walce. W porządku alfabetycznym byli to: B. Banaś, S. Czerniakowski, A. Dąbrowski, W. Elgiet, W. Kruszewski, A. Majewski, R. Makarewicz, S. Skupiński, C. Wietucha). Dalszych 10 zostało skazanych na śmierć, ale wyrok ten w stosunku do wszystkich zamieniono na wieloletnie roboty katorżnicze na Syberii.

Tę karę ogółem odbyło 12 naszych zakonników: E. Abratowski, W. Cichaczewski, J. K. Czyżewicz, A. Grzymała, S. Korecki, T. Kurkiewicz, W. Markiewicz, K. J. Pichelski, G. Reinis, B. Solecki, R. Tomaszewski, A. Zienkiewicz. Innych 12 skazano na osiedlenie się na Syberii: Ł. Gąstalski, R. Głowicz, Z. Grzybowski, E. W. Miłobęcki, G. Marchwicki, Grzegorz Michalski, A. Ostrowski, S. I. Rakociński, D. Szembek i B. Tański.

Co najmniej połowa wszystkich sybiraków nigdy stamtąd nie wróciła. Siedemnastu zmuszono do emigracji lub sami zakonnicy ją wybrali, ratując się przed represjami: Z. Biadowski, J. Bielak, J. Bitkowski, A. Boruciński, L. Borzętowicz, S. Cybulski, K. Hanke, T. Jeleszczuk, D. Kamiński, N. Kiełbasko, P. Kuta, B. Michalski, E. Michalski, P. Orzechowski, E. Perliński, S. Siwicki, G. Sulej, S. Wilczyński[8].

Męczennicy bolszewizmu w czasie II Wojny Światowej

Ponadto polskie prowincje Braci Mniejszych wywodzące swój byt z reformy Zakonu, dokonanej przed wiekami, w XX wieku mają 8 męczenników carom Deo, czyli wobec Boga, zamordowanych przez bolszewików w czasie II Wojny Światowej. A są to:

14. Michał Marchiewicz, student Papieskiego Ateneum Antonianum, który z chwilą wybuchu wojny w 1939 roku na polecenie ambasady opuścił Rzym i 5 września przybył do Lwowa. Na koniec 1939 lub na początku 1940 roku przybył do Rawy Ruskiej, gdzie 26 VI 1940 roku został aresztowany przez NKWD. Według świadectwa o. Antoniego Lei: „Leopolim ductus, 26 iunii 1941 in carcere Jachowicza, a capillissus pensus, martyrio mortuus. Wywieziony do Lwowa, 26 czerwca 1941 osadzony w więzieniu przy ul. Jachowicza, powieszony za włosy, umarł śmiercią męczeńską”. Druga wersja na temat jego męczeńskiej śmierci głosi: „Katecheta klasztoru Rawa Ruska. Aresztowany pod koniec 1940 roku i umieszczony w więzieniu Brygidki we Lwowie. W czerwcu 1941 roku przekazany do więzienia w Mińsku, w celu wysłania do łagrów Komi. Zamordowany podczas marszu śmierci do Czerwieni – 26.06.1941 r.”.

Bracia: 15. Dydak Nosidlak, 16. Peregryn Schnerch, 17. Ferdynand Smoleń, zostali zastrzeleni 25 czerwca 1941 roku w klasztorze w Rawie Ruskiej przez uciekających przed Niemcami czerwonoarmistów. Razem z nimi zginęli br. Michał Gawędzki OFMConv i niewidomy organista Michał Lewko[9].

18. Br. Dominik Ignacy Drabczyński (1916-1940), alumn Studium Filozoficzno-Teologicznego im. św. Bonawentury w Wieliczce, wrześniu 1939 roku sanitariusz ochotnik w polskim szpitalu wojskowym w Chełmie Lubelskim, jest świadkiem miłości bliźniego i ojczyzny. Został on zamordowany w pierwszych dniach maja 1940 r., wraz z tysiącami oficerów WP, w Katyniu na podstawie tajnego wyroku wydanego przez najwyższe władze ZSRR w Moskwie. Włączając się w starania Rodziny Katyńskiej o wszczęcie procesu beatyfikacyjnego kapelanów WP, męczenników Katynia, do których został zaliczony brat Dominik Ignacy Drabczyński, z naszej strony trzeba je popierać badaniami historycznymi oraz gorącą modlitwą[10].

Męczennicy miłości bliźniego, zwani białymi, z czasów morowego powietrza i epidemii

Męczenników miłości bliźniego z czasów epidemii mamy aż 22. Są to: 1. o. Gabriel z Poznania (Posnaniensis) i 2. Marcelin Borek. Obydwaj, gdy w Kazimierzu Dolnym panowało srogie powietrze, ofiarowali się na usługi zapowietrzonym. Obydwaj też poszli „po nagrodę prac swoich do Pana”: Gabriel dnia 20 kwietnia, a o. Marcelin 5 grudnia 1652 roku. 3. Ojciec Franciszek Rościszewski, z prowincji Wielkopolskiej, były żołnierz w armii króla szwedzkiego Gustawowa, gdy w 1657 roku w Pułtusku był przełożonym, oddał swoje życie, „opatrując zapowietrzonych Sakramentami świętymi i w rzeczach doczesnych według możliwości dogadzając; sam też zarażony od chorych, gdy widział bliski zgon swój, upadł przed obrazem Ukrzyżowanego Chrystusa Pana na kolana, a całując jego najdroższe rany, i oddając Mu się przez gorącą modlitwę padł przed Nim za ofiarę miłości. Tamże w Pułtusku pochowany R. P. 1657”. Z nim w tej pracy świętej szedł po lepszą Brat jego ze krwi i z profesyi, 4. O. Felicjan Rościszewski, Małopolskiej naszej Prowincji, który gdy R. P. 1652 około Wieliczki srogie grasowało powietrze z trzema inszymi (5- 6- 7-) Ojcami ofiarował się chętnie na usługę duchową zapowietrzonym, którą i po wsiach okolicznych długo im świadczył, z tą tylko różnicą, że ocalał na zdrowiu i dalej Bogu mógł służyć.

8. O. Franciszek Kwintowicz i 9. Br. Witalis Zalewski (Biecz 1662). Ten sługa Boski niepospolitej nauki i świątobliwości Zakonnik, poślubioną w Reformie naszej Regułę św. Ojca Franciszka doskonale w każdym punkcie zachowywał, i cnotami rozlicznymi ozdobiony, wzorem był życia pobożnego, gwardian pilny, kaznodzieja żarliwy, spowiednik pracowity. Gdy w mieście Bieczu morowe powietrze szerzyło się (1662) i żadnego z kapłanów przy farze nie stało, ten pobożny Ojciec, nie mając żadnego względu na życie swoje, podjął się zapowietrzonym służyć, wziąwszy sobie za towarzysza (9) Brata Witalisa Zalewskiego, więc sam wszystkie prace podejmował około dusz, spowiedzi słuchając, Najświętszy Sakrament rozdając i do szczęśliwej śmierci umierających ludzi przyprawiając, od których zerwawszy powietrznej zarazy, sam też jako ofiara miłości bliźniego poległ. Pochowany i z swoim kompanem w Bieczu u fary pod krzyżem na cmentarzu ku wielkiemu ołtarzowi”.

10. O. Julian Z[a]gora, Zakonu i Reformy naszej polskiej, w zachowaniu poślubionej Bogu Reguły pilny i ostry; w miłości Boga i bliźniego doskonały, którą nie tylko innymi dowodami starał się oświadczyć, ale na ostatek tym, gdy dla zbawienia dusz ludzkich bezkrwawe podjął męczeństwo. Albowiem gdy w Przemyślu R. P. 1706 był kaznodzieją skoro się morowe powietrze zajęło tamże, czego nauczał słowem, to pokazał uczynkiem, ofiarując się na usługi duchowne zapowietrzonym. Wytrzymał przy tym przez niemały czas wielkie niewygody i prace o głodzie i na zimnie, starając się i o pożywienie dla ludzi ubogich z miasta rugowanych i o dusze ich administrując Sakramenta Święte. Sam też na ostatek zarażony powietrzem, na tym placu na którym dla bliźnich zbawienia pracował, padł na ofiarę Bogu. A jako był pomocnikiem Przewielebnemu Duchowieństwu Katedralnemu w pracy apostolskiej, około ich owieczek, tak ciało jego pochowane jest w Katedralnej Bazylice Przemyskiej w Grobie Kapłańskim i tam czeka uwielbienia swego od Boga.

11. O. Wenanty Skomorowski (1711). Sługa ten Boski na świecie urodzeniem, w Zakonie cnotą zacny, wstąpił do Zakonu Św. O. Franciszka w Reformie naszej R. P. 1693, dnia 4 września, a jako był wzrostem niski tak sercem i uczynkiem pokorny. I ta cnota, która jest fundamentem innych, uczyniła go Bogu i ludziom przyjemnym, hardemu zaś piekłu strasznym. Pięciu czarodziejów na stos skazanych (o których nawrócenie wielu ludzi doskonałych ale bez pożądanego skutku pracowało) gorącą modlitwą, żarliwym napominaniem, nad spodziewanie, do Boga i wyznania wiary nawrócił, rozgrzeszył i do śmierci po katolicku przysposobił. A że każdy z nich z osobna zapisał się był szatanowi, mocno się trwożyli, że kary ich w ręku nieprzyjaciela zostawały. Więc żywą uzbrojony wiarą o. Wenanty Imieniem Boskim pozwał i zaklął piekielnych Duchów, ażeby zaraz te zapisy pooddawali, co uczynić musieli z szumem i wyczuciem zrzuciwszy kary, które W. O. wziąwszy rzucił w ogień i spalił.

Między innymi chwalebnymi Męża Bożego przymiotami osobliwsza była w nim żarliwość o zbawienie dusz ludzkich czego znaczny dał dowód, kiedy Lublin cały był morowym powietrzem zarażony; dobrowolnie ofiarował się na usługę im duchową, z miłym 12. Towarzyszem Józefem Wierzbickim; a że przez trzy lata odnawiała się taż plaga w Lublinie, po wszystkie lata służył zapowietrzonym. Jak wielkie prace, niewygody, zimno, upały, głód, pragnienie wycierpieć musiał? Ten tylko wie, który jego tak wielkie trudy dla miłości swojej podjęte, hojnie w Niebie nagradza, i w dzień ostatniego sądu światu objawi.

Jako z pewnych dochodzono wiadomości (od tych którzy z tak wielkiego niebezpieczeństwa wybrnęli) ten był od niego porządek zachowany. Podczas trzyletniej usługi, co dzień po obiedzie zapowietrzonych słuchał spowiedzi, i do szczęśliwej śmierci przysposabiał. Z rana zaś po odprawionej Mszy św. chodził po domach, chałupach, szałasach, budach, rozdając Najświętszy Sakrament. Gdy już stracił Towarzysza pracy Brata Józefa, sam też wiedząc o następującej śmierci ostatniego dnia życia swego przyszedł do wrót klasztornych przez które wyspowiadał się z całego życia swego przed o. Wojciechem Petranowskim, prezydentem klasztoru, a gdy wziął ostatnie rozgrzeszenie, pożegnał się z nim mówiąc: bywaj zdrów Ojcze najmilszy, już się więcej przed sobą spowiadać nie będziemy.

Powracając tedy do mieszkania swego (które miał w mieście) przed drzwiami kościelnymi Ojców Jezuitów poklęknął, w tym Stwórcy swemu ducha oddał R. P. 1711. Tegoż momentu pobożny świecki, który W[ielebnym] O[ojcom] służył w potrzebach, usłyszał, że po kościołach wszystkich, i w dzwon wielki na wieży tegoż kościoła dzwoniono, i zadziwił się bardzo, gdyż na ten czas głucho było w mieście, ani tak wiele znajdowało się ludzi, którzy by dzwonić mieli. Że zaś najpierw dzwonić zaczęto w dzwon OO. Jezuitów, pobiegł na tamto miejsce, gdzie nikogo nie znalazł tylko W. O. Wenantego na progu klęcząc umarłego. Więc zebrawszy nieco ludzi, którzy go wzięli i zaniósłszy na Cmentarz Kościoła naszego z płaczem pogrzebali.

13. Ojciec Felicjan Białecki (1716). Wziąwszy od Boga ten sługa Jego urodzenie w domu szlacheckim, w młodym zaraz wieku światem pogardził i wstąpił do Zakonu S. O. Franciszka w Reformie naszej Małopolskiej, w której nieprzerwanie poślubioną Regułę z wszelką ścisłością zachowywał. Szczerość zaś i niewinność serdeczna, jaśnie się w sprawach jego i na twarzy wydawała. Skończywszy z pilnością nauki, podawał Zakonnym Braciom filozofią. Że zaś osobliwszy dar opowiadania słowa Bożego uznali w nim Przełożeni, więc kaznodziejski urząd nań włożyli, i zupełnie dwadzieścia lat tę pracę apostolską bez przestanku odprawował po znaczniejszych miastach Polskich, wszędzie miewał wiele słuchacza i pożytek czynił nie tylko w duszach wiernych, ale i dysydentów, których szczęśliwie do wiary nawracał.

W osobności wielce się kochał, przeto ledwie kiedy, a i to za posłuszeństwem wyszedł z klasztoru. Rozmyślaniem Tajemnic Boskich pisaniem i czytaniem zabawiając się. Daleki był od próżnej chwały i od jakiegokolwiek wywyższania osoby swojej w Zakonie. Urzędu przełożeńskiego nigdy nie przyjął, i wcześnie się z niego wypraszał. A chociaż raz był definitorem prowincji nie przestał jednak pracy apostolskiej, przy której często do chóru z inną bracią na chwałę Boską rad chodził, przy powadze był wielce spokojnym, i najmniejszemu przystępnym. Do Mszy św. każdego dnia wstając bardzo rano pilno, długo i nabożnie się gotował, jakoby zaraz po niej miał umierać. Śmierci bynajmniej się nie obawiał, i owszem nagłej sobie życzył, żeby nikomu chorobą się nie naprzykrzył.

Podczas powietrza w Krakowie wszystkich ludzi bez braku spowiedzi słuchał, żadnej ochrony nie używając. Gdy mu zaś to niektórzy ganili, mawiał: „Nie jest to zakonnik, który każdego momentu na śmierć nie jest gotowy”.

Prosił zawsze Pana Boga o dwie łaski: Jedna aby na kaznodziejstwie, druga, aby nagle umarł i uprosił sobie to. Albowiem będąc kaznodzieją w Jarosławiu, według zwyczaju swego rano się wyspowiadawszy i mszą św. z szczególnym nabożeństwem odprawiwszy, po obiedzie idąc do celi, apopleksją dotkniony, po przyjęciu ostatniego Pomazania w kilka godzin Bogu ducha oddał. Roku Pańskiego 1716.

14. Brat Anioł ze Stopnicy (Kazimierz 1653). Sławny anielskim życiem Brat Anioł ze Stopnicy, który wstąpiwszy do Zakonu św. Ojca Franciszka w Reformie naszej R. P. 1627. Otrzymał to już przy obłóczynach i niepłonnie, albowiem żył jako anioł pokoju, w czystości niezmazanej, w pokorze głębokiej, mężnej cierpliwości i ścisłym według Reguły ubóstwem. A że był z liczby braci na ręczne prace szczególniej obowiązanych, nie folgował sobie w pracach. Jako zaś był ten Anioł pełny miłości Boga i bliźniego, najradniej służył Braciom chorym z osobliwą pilnością i uprzejmością.

Temu Aniołowi Światłości zajrzeli bardzo Aniołowie ciemności, z którymi pokazującymi się mu w fizycznych postaciach jawnie walczył, a choć od nich nie raz był ubity, jednak ich modlitwą gorącą i gołąbiczną prostotą mężnie wypłaszał, zawstydzał i z celi swojej odważnie wyganiał. Gdy w klasztorze naszym kazimierskim powietrzna plaga od innych ludzi, którym nasi Ojcowie służyli zaszła, ten dobry Anioł zapowietrzonym naszym Braciom wiernie, nie obawiając się niebezpieczeństwa śmierci, aż też i sam zarażony od innych był. A przeczuwając bliski zgon swój, przyjąwszy Sakramenty Święte prosił, aby zaprowadzony przed Najświętszy Sakrament do kościoła został, tam zaś odprawiwszy sześć Ojcze nasz i tyleż Zdrowaś MARYJA dla pozyskania odpustu zupełnego, oddawszy się JEZUSOWI Panu poszedł na łóżko, na którym z wielkim uspokojeniem Bogu duszę oddał Roku Pańskiego 1653. I przeniósł się do Towarzystwa tych, których Imię na sobie nosił Aniołów Świętych. Amen.

15. O. Benedykt Sredziński (Kazimierz 1708). W. O. Benedykt Sredziński. Zakonnik z wszelkich miar pochwał godny, albowiem w klasztorze mieszkając w osobności się kochał, modlitwy pilnując, przy ustawicznym postępku w cnotach. Nie można było wszystkich jego widzieć doskonałości, gdyż umiał taić cnoty, w których się ustawicznie ćwiczył. Dlatego i mało co między ludźmi zwykł się był zabawiać (oprócz gdy posłuszeństwo i usługa bliźnim tego wymagała) żeby w nabożeństwie swoim nie miał rozrywki i do postrzeżenia (albo jako twierdził wymówienia) jakiej doskonałości, nie dał przyczyny. Nie dbał albowiem, ażeby komu inszemu miał się podobać, prócz jednego Boga, dla którego tylko samego wszystko czynił. Z miłości ku bliźnim ofiarował się na usługę zapowietrzonym, jakoż z wielką pracą i niewczasem, tę usługę odprawiał, dzień i noc obchodząc chorych, posilając ich duchownie i sakramentami opatrując. Zarażony podobną chorobą, wesoło wprawdzie oczekiwał śmierci, gotując się ile mógł najlepiej do ostatecznego zgonu. Bardzo go jednak martwiło, że nie mógł mieć kapłana, który by wesoło czekając duszę rozłączenia z ciałem, według obrządków chrześcijańskich w drogę do wieczności wyprawił i zwyczajnymi poratował modlitwami. Więc ustawicznie o wyświadczenie tej łaski Boga upraszał. Wysłuchał Pan Bóg sługę swojego, albowiem o. Wojciech Petranowski, wikary klasztoru kazimierskiego, mając tęgie natchnienie, ażeby obszedł miasto i obaczył co by się działo, wyszedł w tę podróż. Gdy zaś ostrożnie oraz pilno upatruje wszelkich okoliczności, postrzegł Ojca Benedykta już prawie konającego, więc przybiegłszy, spowiedzi chorego wysłuchał i na szczęśliwą śmierć wyprawił (1708). Pochowany w Kazimierzu u Fary na cmentarzu koło wielkiego ołtarza, któremu tamże na marmurze nagrobek X. Męski na ten czas proboszcz kazimierski wyrysować kazał.

16. O. Hilary Młodzianowski (20 X 1708) i 17. O. Piotr Olendzki (7 XI 1708). W. W. Hilary Młodzianowski poznawszy dobre, że ta okazałość imienia, na którą przodkowie jego mocno pracowali, szczera tylko była próżnością i żadnej istoty nie miała, obrał sobie raczej postępku w cnotach być wzgardzonym w Domu pańskim. Przez całe życie swoje postępki w cnotach nie umniejszał i owszem przyczyniał. Posty nadzwyczajne były u niego pospolite, do których różne umartwiania ciała przydawał, wymyślnie go podbijając Duchowi. Oprócz zwyczajnych dyscyplin często się biczował, ażeby jakkolwiek mógł wynagrodzić Męki Chrystusowe. Oraz ażeby poskramiał pokusy, które tym mocniej na niego biły, im on bardziej się uzbrajał (nienawidząc samego siebie) przeciwko nim. Karał małe przewinienia, a że sam sobie był surowym sędzią wstręt czynił namiętnościom, aby się rzeczy zakazanych nie napierały. Na rozmyślaniach zażywał użytecznej sobie łaski Boskiej, pilno przykładając umysłu do rozważania tej Tajemnicy, przy której użyczył mu Bóg większego oświecenia. Nie spuszczał się na czas przeszły, ani insza zabawą nie odrywał się od owego zjednoczenia z Bogiem, twierdząc, że ubogiemu żebrakowi (jakim on się nazywał) na ten czas potrzeba łaski Pańskiej zażywać, kiedy jej z hojności swojej Bóg użycza. Nie jest bowiem w mocy człowieka w ten, łub ów czas mieć sposobność do modlitwy i rozmyślania. Pokory był przykładnej, podłe usługi chętnie odprawiając i uniżenia swoje mile przyjmując. O doskonałe zachowanie Reguły i Praw Zakonnych i sam się starał i aby od innych doskonale były zachowane, mądrze się upominał. Z miłości ku bliźnim, z Towarzyszem pracy i niebezpieczeństwa Ojcem Piotrem Olendzkim, wikarym na ten czas warszawskim, podjął się służyć zapowietrzonym i chętnie to czynił przez trzy miesiące, tak w samej Warszawie, jak i w okolicy, usługując opuszczonym chorym, spowiedzi słuchając, do śmierci usposabiając, Sakramenta święte rozdając. Obydwa zaś jako w życiu Professją, pracą apostolską i przyjaźnią byli złączeni, tak też wraz umarli i pogrzebani w Warszawie (Młodzianowski 20 X 1708; Olendzki 7 XI 1708). (Kleczewski, s. 311-312), dzień 20 X).

18. O. Dominik Zajączkowski (Solec). Podobnym sposobem śmierci, zebrany z świata W. O. Dominik Zajączkowski, do wszystkich snów, które miał w stopniu doskonałym, przydał pilna oko zbawienia swojego ostrożność i (bez większego pofolgowania ciału) i ku bliźnim miłość. Oświadczał ją w wielkich przypadających okolicznościach, starając się pilno, ażeby dogodził potrzebom Braci. A zatym chętnie im usługiwał, w rzeczach tak duchowych, jako do ciała należących, słuchając spowiedzi, podając nauki, usługując chorym. Ale i dla świeckich nie mniej był miłosierny i nie mógł bez politowania patrzeć na nędzę bliźniego. Obwinionych bronił jak najskuteczniej, gdziekolwiek u Panów się mogła sposobność, prosząc, ażeby z tęgiej sprawiedliwości, czasem folgowali poddanym lub służącym. W rzeczach jednak duchownych rzetelniej wydawała się jego skłonność do dobrze czynienia. Chętniej bowiem słuchiwał spowiedzi, jednał niezgodnych, przepraszał rozgniewanych i rady duchowe dawał. A ponieważ ta cnota w nim była natężona, czekał tylko jakiej okoliczności, aby ją najlepiej mógł oświadczyć, chociażby najtrudniejszym przypadku. I dał chęci swojej oczywisty dowód, albowiem przykładem zakonnych braci swoich zachęcony, sam dla następujących mający dać życia apostolskiego wzór, podjął się służyć ubogim chorym podczas powietrza ratunku żadnego nie mającym. Więc po lasach i polach koło Solca chodząc, tymże sam służył, tak w rzeczach duchownych, jako w tym co do poratowania ciało należało. Gdy już wiele prac, postów, niewczasów chętnie zniósł dla miłości Boskiej, głodem znędzniony i powietrzem zarażony (przygotowawszy wprzód pilnie na pewną śmierć) dokończył szczęśliwie życia. Pochowany w lesie niedaleko Solca. (Kleczewski, s. 312-313; dzień 20 października).

19. O. Cyprian Kierkorowicz i 20. O. Atanazy Wsołkowski (Jarosław 1705). Nie rozdzielam tych sług Boskich, ale razem ich życie do pamięci podaję, którzy i zakonną profesją i miłością braterską pracą dla dusz ludzkich nie byli od siebie rozłączni.

Pierwszy z nich, W. O. Cyprian Kierkorowicz w Zamościu urodzony, jeszcze na świecie będąc i wielkie pragnienie doskonałości oświadczył, starając się o wstąpienie do Zakonu naszego, albowiem w tym zachodziła trudność, że był Nacji Ormiańskiej, a nie było pozwolenia ażeby tej nacji ludzie bez wiadomości Stolicy Apostolskiej do zakonów łacińskich modli być przyjmowani. Więc on aby doszedł do skutku zamysłów swoich, puścił się z pielgrzymką do Rzymu, tam do Innocentego XI. Papieża bardzo łatwo otrzymał pozwolenie, gdy Ojciec Święty wyrozumiał od niego, że w Nacji Ormiańskiej nie masz żadnego zakonu.

Z wielką tedy pociechą powrócił do Polski i prosił się do Zakonu naszego w Reformie Małopolskiej. Chętnie przyjęty, ile że naszym Ojcom jego pobożność i skromność było wiadoma, żył statecznie w zakonie, ściśle zachowując Regułę, kochał się w ubóstwie, nabożeństwie i ostrości życia, pokoju i cichości bardzo przestrzegał, w konsekwencji tak z domowemi, jako i z obcemi był wielce skromny, pokorny i przez to wszystkim przyjemny. Choć zaś nie był wysokiej nauki, dar jednak miał osobliwy do kazania, więc bardzo wdzięcznie i pożytecznie opowiadał ludziom słowo Boskie. A że mało to jest nauczać, pragnął niepospolitymi uczynkami oświadczyć miłość Boską i bliźniego, której na umyśle był pełnym.

Podała mu się taka okazja do tego w Jarosławiu, gdzie na mieszkanie był dany Roku Pańskiego 1705 srogie zajęło się powietrzem więc nieodwłocznie z równie żarliwym Ojcem Atanazym Wsołkowskim ofiarował się na usługi zapowietrzonym. Pracowali tedy nieodstępnie w ratowaniu nędznych ludzi, osobliwie z miasta w pola wygnanych, a prócz usług duchowych, w słuchaniu spowiedzi i rozdawaniu Sakramentów Świętych potrzeby owych ludzi opuszczonych według możliwości opatrywali. Żebrali u możniejszych tak w mieście jako i w pobliskich wioskach, dla nich pożywienia, gorące napomnienia czyniąc, aby mieli politowanie nad bliźnimi, i od głodu i zarazy umierającymi.

Z miasta wyprowadzali słabych ludzi w pola i własnymi rękami z chrustu i słomy stawiali im sałasze. Że zaś często grobarzów nie było, sami doły kopali i umarłych grzebali, a czego krewni krewnym obawiali się świadczyć, to oni dla miłości Boskiej im czynili, wrzody opatrując i zawijając, łoża prześcielając, z miejsca na miejsce przenosząc, umywając, karmiąc i w tych potrzebach nic sobie nie folgując wcześnie do śmierci przygotowawszy, jeden po drugim we cztery dni szczęśliwie dokonali, a w jednym że miesiącu.

Gdy ciała tych Męczenników miłości chrześcijańskiej, głodem, zimnem, niespaniem, smrodem i ustawiczną pracą wycieńczone wieziono do naszej rezydencji na jednym wozie, wielki płacz zajął się w ludziach po wszystkich ulicach i drogach, którzy wołali: O Święci Ojcowie! A czyśmy godni was byli: któż będzie odtąd pieczołował się o nędznych? Wyście nam lekarstwa przeciw powietrzu opatrowali. Wyście miasto grobarzów ciała umarłych grzebili. Wy dziatki nasze pozostałe pod płaszczami na zdrowsze miejsce miejsca przenosiliście i karmili. Wyście nas wyżebranymi sukniami okrywali. O gdybyż my pierwej umierając, na ofiarę Bogu padliśmy. O, Święci Ojcowie! Niewątpliwie ufamy, w Bogu, że jako nam niegodnym chętliwie za życia służyliście, tak waszemi prośbami odwrócenie tej plagi u Majestatu Boskiego nam sprawicie.

Jakoż nie były płonne owych dobrych ludzi nadzieje, albowiem od dnia pogrzebu tych sług Boskich powietrzna zaraza ustała. Pogrzebione ich ciała były w ogródku bliskim, drewnianej na ten czas rezydencji, ale oraz i w niepamięci zagrzebione”.

21. Cezary Pszonka, z klasztoru w Sandomierzu, zmarł 3 października 1705 roku, posługując przy chorym w czasie morowego powietrza w niedalekim Staszowie, gdzie jest do dziś serdecznie wspominany i czczony[11].

22. O. Metody Turkiewicz, urodzony w 1876 roku, święcenia kapłańskie otrzymał w 1900 roku, lektor filozofii, pracował w wielu klasztorach prowincji. A był to Ksiądz bardzo mądry, wykształcony w filozofii, znający się na mistyce i oczytany bardzo. Gdy w 1921 roku w całej okolicy Zakliczyna panował tyfus, w Lusławicach w rodzinie Knapików zachorowali wszyscy w domu, prócz chłopca, co w stajni przy koniach spał, na plamisty tyfus, postawiono wartę, rozwieszono ostrzeżenie, że nikomu nie wolno do tego domu wchodzić, ani wychodzić. I cóżby oni biedacy poczęli, gdyby nie poczciwe Siostry Bernardynki klauzurowe. One to z narażeniem własnego życia chodziły pielęgnować przez wszystkich opuszczonych biedaków, a o. Kapelan Metody Turkiewicz pojechał z Panem Jezusem raz i drugi i zaraził się od chorych tyfusem zaraz w pierwszych dniach marca. Nie wiedząc o tym, odprawił jeszcze w swej gorliwości Mszę św., chociaż miał gorączkę. Gdy lekarz wieczorem zbadał Ojca, stwierdził, że ma tyfus plamisty; chory położył się więc do łóżka, aby już z niego nie powstać więcej. Ziściły się Ojca pragnienia, a Pan Jezus uwieńczył je śmiercią świątobliwą 10 marca 1921 r., w 44 roku życia, aby pójść po nagrodę wiekuistą do nieba[12].

Przesłanie do nas potomnych

W Źródłach Franciszkańskich termin męczeństwo używany jest we wszystkich powyższych znaczeniach, z wyjątkowo wyraźnym podkreśleniem chrystocentryczności. Przypomina się w nich pierwszych męczenników franciszkańskich i ich życie, ale nade wszystko dąży się do ukazania znaczenia męczeństwa u Franciszka. Franciszek zmierzał do męczeństwa całym sobą, popychany gorącą miłością, chciał świadczyć o Chrystusie także przed niewiernymi; podobnie było ze św. Klarą. – Ponieważ Chrystus uważał się za godnego ukrzyżowania dla naszego zbawienia, Franciszek pragnąc całą swoją miłością dzielić z Nim śmierć, trzykrotnie kierował się w kierunku ziem Saracenów, aby przepowiadać wiarę chrześcijańską i głosić pokutę, gotowy złożyć ze siebie hostię żywą w ogniu męczeństwa. – Napomina wszystkich swoich braci, aby, odpowiadając na wezwanie Pana, udawali się do niewiernych, aby byli gotowi znosić wszelkie przeciwności oraz „stracić swoją duszę” dla Chrystusa, przypominając, że Pan posyła ich jak „owce pomiędzy wilki”; a w końcu on sam udaje się do Sułtana Egiptu, myśląc, że jeśli nie doprowadzi do pokoju pomiędzy krzyżowcami i muzułmanami, to przynajmniej będzie mógł dać świadectwo krwi, ponieważ kocha także tych niewiernych – ale otrzymuje tylko honor i szacunek, i wówczas powraca do Italii, gdzie Bóg zarezerwował dla niego męczeństwo stygmatów.

Męczeństwo a rady ewangeliczne? Dla Franciszka męczeństwo i złożenie ofiary – żertwy jest w całej pełni naśladowaniem Chrystusa według formy Ewangelii: ubóstwo, praca, choroba, posłuszeństwo, a szczególnie trudy poniesione dla zbawienia dusz, to dar miłości / ufficio della pietà, która jest najmilsza Bogu ze wszystkich ofiar, ponieważ jest podyktowana gorliwością doskonałej miłości. – W Kwiatkach swój ciężar ofiarniczy ma ofiarowanie trzech bryłek złota, które oznaczają rady ewangeliczne, złożone przez Franciszka Bogu, który je tu przywołuje.

Także Angelo Clareno (1255-1337) widzi życie franciszkańskie w powiązaniu z jego codziennymi obowiązkami, które pojmuje jako nieustanną ofiarę ciała i duszy Bogu na podobieństwo Chrystusa, poprzez cierpliwość, która jest jako „krwawy pot i zjednoczenie z cierpieniami Chrystusa”.

Można więc powiedzieć, że w Źródłach Franciszkańskich, które szczęśliwie mamy wydane w języku polskim, termin męczeństwo i rzeczywistość, którą on oznacza, wiele razy odsłania świeżość i aktualność przesłania chrystocentryzmu franciszkańskiego.

„Ofiara życia” – przy pomocy tego wyrażenia Sobór Watykański II naucza o uczestniczeniu Kościoła i każdego chrześcijanina w czynie, z którym jednoczy wszystkie czynności swego dnia na ofiarę krzyża lub Eucharystii; – takim jest w szczególności życie zakonne w posłuszeństwie Bogu, i taka też w sposób specjalny jest posługa kapłańska w Eucharystii”.

Papież Franciszek, w cytowanym na początku dokumencie, m.in. naucza: „Kto spotkał Pana i idzie za Nim, jest posłańcem radości w Duchu. Jedynie dzięki temu spotkaniu – lub ponownemu spotkaniu – z miłością Bożą, które przemienia się w pełną szczęścia przyjaźń, jesteśmy oswobodzeni z wyobcowanego sumienia i skoncentrowania się tylko na sobie”. Osoba powołana jest wezwana do tego, by móc być. Może nie bez racji można powiedzieć, że kryzys życia konsekrowanego wynika również z niezdolności rozpoznania takiej głębi powołania, także i u tych, którzy już żyją tym powołaniem. (…)

Codzienna, osobista i wspólnotowa droga, naznaczona niezadowoleniem, goryczą zamykającą nas w smutku, w niemal ciągłej tęsknocie za nieznanymi drogami i za niespełnionymi marzeniami, staje się drogą samotną. Nasze życie, powołane do relacji napełnionych miłością, może przemienić się w bezludną równinę. Niezależnie od wieku, jesteśmy wezwani do tego, aby zajrzeć na nowo w głębokie centrum naszego życia osobistego, to, w którym znaleźć można sens i prawdziwe motywacje naszego życia z Mistrzem, jako uczniowie i uczennice Mistrza. Wierność jest świadomością miłości, która ukierunkowuje nas ku Ty Boga i ku każdej osobie, w sposób stały i dynamiczny, ponieważ doświadczamy w nas życia Zmartwychwstałego: „Ci, którzy pozwalają, żeby ich zbawił, zostają wyzwoleni od grzechu, od smutku, od wewnętrznej pustki, od izolacji”.

Czcigodni Bracia w św. Ojcu Franciszku, poznajemy naszą franciszkańską, charyzmatyczną przeszłość w dawaniu świadectwa Chrystusowi po to, aby z pasją przeżywać teraźniejszość i z nadzieją wkraczać w przyszłość.

 

POLSCY BRACIA MNIEJSI REFORMACI JAKO ŚWIADKOWIE CHRYSTUSA

(STRESZCZENIE)

W powyższym szkicu historycznym autor sięgnął do przeszłości polskich prowincji Braci Mniejszych Ściślejszej Obserwancji, skrótowo nazywanych Reformatami (OFMRef), które na początku XVI wieku wyrosły z łona Zakonu Braci Mniejszych Obserwantów (OFMObs), a w wieku XX do istniejących prowincji Braci Mniejszych (OFM) – Franciszkanów, które są spadkobierczyniami tamtych z minionych wieków.

Konkretnie, szkic jest poświęcony tym braciom z polskich prowincji historycznych Reformatów i aktualnie istniejących Braci Mniejszych, którzy dali swoje życie za Chrystusa jako męczennicy krwawi i jako męczennicy biali (przez Kościół beatyfikowani lub jako słudzy Boży), albo pozostający męczennikami wobec samego Boga (coram Deo), czyli niebeatyfikowani. O setkach braci zmarłych w opinii świętości, wyznawcach są tylko ogólne wzmianki.

Kolejno prezentowani są: 1. Bracia zmarli w opinii świętości (gr. homologetes); 2. Czterej beatyfikowani i sługa Boży, czyli męczennicy krwawi wobec Boga i Kościoła; 3. Męczennicy krwawi tylko wobec Boga: 3.1. Męczennicy z czasu „Potopu” szwedzkiego; 3.2. Męczennicy z czasów rabacji galicyjskiej i Powstania Styczniowego; 3.3. Męczennicy bolszewizmu w czasie II wojny światowej); 4. Męczennicy miłości bliźniego, zwani białymi, z czasów epidemii grasujących w minionych wiekach. Całość zamyka przesłanie do potomnych.

 

FRATRI MINORI RIFORMATI POLACCHI COME TESTIMONI DI CHRISTO (NEGLI SECOLI XVII-XX)

(SOMMARIO)

In questo saggio storico l’autore èrisalito al passato delle province polacche dei Frati Minori della Strettissima Osservanza, popolarmente chiamati Riformati (OFMRef), lequali alPinizio del secolo XVI sono nate dalPOrdine dei Frati Minori Osservanti (OFMObs), e nel secolo XX alle province esistenti dei FratiMinori (OFM) – Francescani le qualisono eredi di quelle menzionate dei tempi passati.

Concertamente, 1’abbozzoè dedicato a quei frati delle province polacche storiche dei Riformati e province attuali dei Frati Minori, i quail hanno dato la propria vita per il Cristo come martiri di sangue e come martiri bianchi (beatificati dalia Chiesa o come Servi di Dio) oppure martiriri tenuti solo davanti a Dio (coram Deo) cioé non beatificati. Dei centi naia dei frati morti nell’opinione della santità, come confesori sono soltanto acenni generici.

Successivamente sono presentati: 1. Frati morti nelkopinione di santità (gr. homologetes); 2.Quattro beatificati e un servo di Dio, cioè martiri di sangue davanti a Dio e alla Chiesa; 3. Martiri di sangue solo davanti a Dio: 3.1. I martiri del tempo detto „Diluvio” svedese; 3.2. I martiri del tempo della Rivoltagaliziana e Insurrezione di Gennaio; 3.3. I martiri del bolscevismo nel tempo della seconda Guerra mondiale; I martiri della carità del prossimo, chiamati martiri bianchi, delle epidemie che inferivano nei secoli passati. Il tutto chiude un messaggio per iposteri.

 

BIBLIOGRAFIA

Blasucci A., Męczeństwo, ofiara życia, w: „Leksykon duchowości franciszkańskiej”, wyd. II, Kraków – Warszawa 2016, kol. 940 -950.

Brzuszek S. OFM, Męczennicy Obozu Koncentracyjnego w Dachau, w: „Schematyzm Prowincji Matki Bożej Anielskiej w Polsce 1992”, Kraków 1993; toż w nadbitce, s. 15-83.

Brzuszek S. OFM, Brat Dominik Ignacy Drabczyński, wierny syn św. Franciszka i męczennik Katynia (1916-1940). Biografia udokumentowana, wyd. II poprawione, Kraków 2016.

Brzuszek E. H. OFM, Rebelia chłopska w Galicji w 1846 roku, w: „Kartki z dziejów klasztoru i kościoła Franciszkanów Zakliczynie n. Dunajcem”, Kraków – Zakliczyn 2009, s. 54-59.

Pasiecznik M. J. OFM, O. Cezary Pszonka 1661-1705. w: „Studia Sandomierskie” 5(1985-89) [druk. 1993], s. 399-406.

Pieprzyk H. OFM, Huchracki Józef Euzebiusz, w: „Słownik biograficzny katolickiego duchowieństwa śląskiego XIX i XX wieku”, Katowice 1996.

Szteinke A. OFM, Zaangażowane patriotyczne męskich i żeńskich zakonów franciszkańskich w XIX wieku na przykładzie reformatów, w: „Dzieło św. Franciszka z Asyżu. Projekcja w kulturze i duchowości polskiej w XIX i XX wieku”, red. D. Kielak, J. Odziemkowski, J. Zbudniewek, Warszawa 2004, s. 421-445).

Tenże, O. Antoni Franciszek Majewski (1833-1863) kapelan powstania styczniowego, w: W kręgu dziejów Kościoła i rodziny franciszkańskiej, praca zbiorowa, red. R. Prejs, Warszawa 1999, s. 245-254).

Wiśniowski G. A. OFM, w: Słownik biograficzny duchowieństwa metropolii lwowskiej obrządku łacińskiego, ofiar II wojny światowej 1939-1945. Redakcja ks. Józef Krętosz, Maria Pawłowiczowa, Wyd. Świętego Krzyża , Opole 2007

[1]    Spotkanie odbyło się w dniach od 2 do 4 stycznia 2015 r. w WSD Prowincji Matki Boskiej Anielskiej w Krakowie Bronowicach Wielkich i w Wieliczce, w 76 rocznicę narodzin dla nieba Sługi Bożego brata Alojzego Kosiby. Tekst prelekcji jest nieco dopracowany i opatrzony przypisami.

[2]    Cyt. za: papiez.wiara.pl/Franciszek/Oredzia

[3]    Zob. np. hasło zbiorowe: Męczeństwo, w: „Encyklopedia Katolicka”, Lublin 2008, t. 12, kol. 695-707.

[4]    Zob. A. Blasucci, Męczeństwo, ofiara życia, w: „Leksykon duchowości franciszkańskiej”, wyd. II, Kraków – Warszawa 2016, kol. 940-950.

[5]    Ich krótkie życiorysy m.in. znajdujemy w: Salezy Brzuszek OFM, Męczennicy Obozu Koncentracyjnego w Dachau, w: „Schematyzm Prowincji Matki Bożej Anielskiej w Polsce 1992”, Kraków 1993; toż w nadbitce, s. 15-83: tenże, Ofiara żywa. Życie i śmierć bł. męczenników Obozu Koncentracyjnego w Dachau, toż nadbitka, s. 5-6, 15-53.

[6]    H. Pieprzyk, Huchracki Józef Euzebiusz, w: „Słownik biograficzny katolickiego duchowieństwa śląskiego XIX i XX wieku”, Katowice 1996.

[7]    Zob. E. H. Brzuszek OFM, Rebelia chłopska w Galicji w 1846 roku, w: „Kartki z dziejów klasztoru i kościoła Franciszkanów Zakliczynie n. Dunajcem”, Kraków – Zakliczyn 2009, s. 54-59.

[8]    Na ich temat pisze o. Anzelm Szteinke w artykule: Zaangażowane patriotyczne męskich i żeńskich zakonów franciszkańskich w XIX wieku na przykładzie reformatów, w: „Dzieło św. Franciszka z Asyżu. Projekcja w kulturze i duchowości polskiej w XIX i XX wieku”, red. D. Kielak, J. Odziemkowski, J. Zbudniewek, Warszawa 2004, s. 421-445). Osobny artykuł poświęcił o. Antoniemu Franciszkowi Majewskiemu (1833-1863) kapelanowi powstania styczniowego w: W kręgu dziejów Kościoła i rodziny franciszkańskiej, praca zbiorowa, red. R. Prejs, Warszawa 1999, s. 245-254).

[9]    Zob. ich biogramy: Grzegorz Antoni Wiśniowski, w: Słownik biograficzny duchowieństwa metropolii lwowskiej obrządku łacińskiego, ofiar II wojny światowej 1939-1945. Redakcja ks. Józef Krętosz, Maria Pawłowiczowa, Wyd. Świętego Krzyża , Opole 2007; Marchiewicz, s. 250-251; Nosidlak s. 260-261; Schnerch, s. 268-269; Smoleń, s. 275, a także tenże, w: „Schematyzm Prowincji Matki Bożej Anielskiej w Polsce 1992, Kraków 1993; toż w nadbitce, s. 5-15.

[10]   Zob. Salezy B. Brzuszek OFM, Brat Dominik Ignacy Drabczyński, wierny syn św. Franciszka i męczennik Katynia (1916-1940). Biografia udokumentowana, wyd. II poprawione, Kraków 2016.

[11]   Zob. Modest J. Pasiecznik, O. Cezary Pszonka 16617-1705. w: „Studia Sandomierskie” 5(1985-89) [druk. 1993], s. 399-406.

[12]   Zob. Śmierć na posterunku o. Metodego Turkiewicza, w: „Wypisy z Kronik Sióstr Bernardynek z klasztoru Najświętszego Serca Pana Jezusa w Kończyskach 1882-2001”, Kraków – Zakliczyn n. Dunajcem 2009, s. 185-186.

SERWIS INFORMACYJNY KONFERENCJI WYŻSZYCH PRZEŁOŻONYCH ZAKONÓW MĘSKICH W POLSCE

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zgoda