Home DokumentyReferaty, Konferencje, ArtykułyModlitwa i życie duchowe osób konsekrowanych Paczóski Mariusz OFMConv, Miłosierdzie Boże w pojednaniu – odpuść nam nasze winy…

Paczóski Mariusz OFMConv, Miłosierdzie Boże w pojednaniu – odpuść nam nasze winy…

Sekretarz Generalny

 

o. Mariusz Paczóski OFMConv

MIŁOSIERDZIE BOŻE W POJEDNANIU – ODPUŚĆ NAM NASZE WINY…

Konferencja podczas dnia skupienia przełożonych klasztorów żeńskich, Warszawa, 14 października, 1999 r.

 

 

W zeszłym roku zacząłem rozważać, modlitwę Ojcze nasz. Dziś chciałbym poświecić te konferencje wezwaniu; odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom, ale chce ten problem ująć szerzej i dlatego właściwy temat będzie taki: Miłosierdzie Boże w pojednaniu– odpuść nam nasze winy …

Tytułem wstępu należy stwierdzić, że świat jest rozbity. Mówi nam o tym codzienne doświadczenie, codzienna obserwacja rzeczywistości. Podziały ujawniają się w stosunkach między poszczególnymi ludźmi, w relacjach miedzy różnymi grupami społecznymi, politycznymi. Również w strukturze Kościoła dostrzega się echa i znaki podziału, które ranią ludzkie społeczeństwo. Poza rozłamami wśród wspólnot chrześcijańskich na prawosławie, protestantyzm, anglikanizm czyli tych rozłamów, które dzieła Kościół od wieków, dzisiaj w łonie Kościoła katolickiego dostrzega się tu i ówdzie podziały, spowodowane innością spojrzenia czy to na polu pastoralnym czy nawet doktrynalnym. Przecież słyszymy, że Kongregacja Doktryny Wiary ma zastrzeżenia do takiego czy innego teologa, biskupa czy nawet kardynała.

Według wielu autorów stosunek władzy hierarchicznej wobec różnych, głoszonych błędów nie jest wystarczająco radykalny. Reakcje Kościoła w dobie pewnych swobód demokratycznych są rzeczywiście zbyt łagodne. Dlatego też te podziały i swobodne wyrażanie swoich myśli i przekonań stają się coraz bardziej widoczne, a jednocześnie coraz bardziej niebezpieczne dla Kościoła i całego społeczeństwa. Ludzie po prostu gubią się w przeróżnych głoszonych wartościach. Młodzież, która ma taki łatwy dostęp do radia, telewizji, do różnych publikacji jest zagubiona, ponieważ nie ma jakiegoś jednolitego modelu wychowania czy jednolitej hierarchii wartości.

W miarę jednak narastania podziałów, z powodu których maleje poczucie bezpieczeństwa, narasta też u ludzi dobrej woli, u prawdziwych chrześcijan pragnienie, aby naprawiać różne pęknięcia, zabliźniać rany i aby na wszystkich poziomach przywrócić zasadnicza jedność, pozwalająca wszystkim żyć w pokoju i oddawać się realizacji wyższych wartości.

Pragnienie to wywołuje u wielu prawdziwą, tęsknota za pojednaniem. To słowo nie jest wyraźnie używane. Mentalność świecka wstydzi się po prostu używać tego słowa, które posiada najgłębsza treść na gruncie religijnym jako pojednanie człowieka z Bogiem. To ma pozytywny wpływ na przemiany społeczne, na pojednanie między ludźmi.

Jan Paweł II przy końcu tego tysiąclecia, mówi: „Pojednanie jest dźwignią prawdziwej przemiany społeczeństwa”. Ojciec Święty wychodzi z konkretną inicjatywą; przeprasza za błędy Kościoła i próbuje godzić zwaśnione strony. Pojednanie jest dźwignia, prawdziwej przemiany. Jest to pragnienie całej ludzkości, by te przemiany następowały w świecie i były pozytywne.

Jakimś dowodem tego powszechnego narastania pragnienia pojednania ludzkości są – wzmagające się od czasu Soboru Wat. II – dążenia ekumeniczne. Ich rezultaty nie są jednak zadawalające chyba dlatego, że ten proces nie jest procesem wewnętrznym. Są spotkania, sympozja, ale pojednanie nie następuje wewnątrz ludzi. Ono musi najpierw nastąpić w sercu człowieka. Dlatego mimo tych zewnętrznych inicjatyw wciąż panują wzajemne uprzedzenia, uniemożliwiające pojednanie i idealizowanie pragnienia Chrystusa, „aby nastała jedna owczarnia i jeden pasterz”.

Przyczyny podziału są różnorakie. Na płaszczyźnie społecznej, gospodarczej, politycznej. Są kraje bogate i biedne, jest niesprawiedliwy podział zasobów świata, dóbr, dostęp do bogactw materialnych wszystko, co dzieli ludzi na biednych i bogatych. Stad też jesteśmy świadkami bardzo znaczącej inicjatywy Ojca Świętego w celu pojednania całej ludzkości, aby z racji Jubileuszu kraje bogate darowały zaciągnięte długi przez kraje biedne. Ojciec Święty odwołuje się w tym względzie do tego, co było w Starym Testamencie.

Do czynników podziału należy także zaliczyć antagonizmy ideologiczne, polaryzacje polityczne, różne formy dyskryminacji rasowej, religijnej, kulturowej, przemoc, terroryzm, a także kryzys rodziny. Rodzina rozbita, skłócona, patologiczna przestaje być dla dzieci wspólnotą wzrostu. Jeżeli dziecko wzrasta w takiej atmosferze, staje się niezdolne do tworzenia więzi wspólnotowych.

Te czynniki podziału i niezgody w świecie nie docierają jednoznacznie do korzenia pierwotnego, a mianowicie rozdarcia grzechowego w człowieku. To właśnie grzech zrywa nasze przymierze z Bogiem, przymierze miłości i z miłości i jest głównym źródłem wszelkiego podziału między ludźmi. Podziały między ludźmi nie rodzą się bez przyczyny wewnętrznej. Czynniki zewnętrzne sprzyjające podziałom mogą być pokonane, jeżeli człowiek wewnątrz okaże zdecydowaną wolę czy pragnienie życia w pokoju. Kościół zawsze sięga do tego źródłowego pojednania, jakie ma się dokonywać między człowiekiem a Bogiem. Dopiero to pojednanie staje się podstawą i rękojmia każdego innego pojednania między ludźmi. Jeżeli we wspólnocie wszyscy będą głęboko zjednoczeni z Bogiem i będą pragnąć rzeczywiście tego, czego pragnie Chrystus, to nawet przy różnych osobowościach będzie jednak wspólnota.

Nieraz słyszymy, że strony poróżnione zawarły układ, kompromis, rozejm; są to tylko środki zastępcze, które nie gwarantują, ostatecznego pojednania między zwaśnionymi stronami czy między ludźmi.

I dopiero w tym świetle widzimy centralną rolę Boga, Ojca pełnego miłosierdzia w dziele pojednania ludzkości. Historia zbawienia ludzkości i każdego człowieka jest – jak mówi Jan Paweł II – historią pojednania. Bóg – jako Ojciec przez Krew i krzyż Swego Wcielonego Syna pojednał świat ze Sobą, rodząc w ten sposób nową wspólnotę. Korzenie jedności tkwią wiec w tym pierwotnym pojednaniu, jakie dokonało się przez Chrystusa na krzyżu. Bez świadomości tego pojednania człowieka z Bogiem przez Chrystusa nie ma mowy o pokoju w świecie, o zgodzie – nawet we wspólnocie. Pojednanie ż Bogiem jest pierwsze, podstawowe. To przez grzech nastąpił rozłam, z którego rodzą się wszystkie inne formy podziałów między ludźmi; dlatego pełne pojednanie pomiędzy ludźmi wymaga uwolnienia się od grzechów.

Pokój w rodzinie, we wspólnocie, w kraju czy w świecie może budować tylko ten, kto ten pokój posiada w swoim sercu. Są tacy, którzy jeżdżą po świecie, aby zwaśnione strony doprowadzić do zgody, ale jeśli ten człowiek nie ma pokoju w sobie, nigdy nie będzie rzecznikiem pokoju. Przecież pierwszym darem, którym Chrystus obdarzył ludzkość po swoim zmartwychwstaniu, to dar pokoju. Powiedział bowiem Chrystus do Apostołów: „Pokój wam”. Ten pokój Chrystusowy to przede wszystkim pokój sumienia. Jeżeli człowiek nie ma pokoju w sobie, nigdy nie wprowadzi pokoju wokół siebie, nie będzie nastawiał ludzi do siebie pozytywnie.

Ważne jest, aby każdy przełożony i każda przełożona we własnych wspólnotach byli ludźmi, którzy budują pokój przez osobiste zjednoczenie z Chrystusem. Wszystkie ludzkie wysiłki, podejmowane przez światowe organizacje, nie przyniosą światu ostatecznego pokoju bez uwzględnienia, że pojednanie pochodzi od Boga i że jest to szczególne objawienie Jego miłosierdzia. Bez pojednania z Bogiem człowiek – niczym syn marnotrawny – doświadcza smutku, rozczarowania, lęku i niepokoju o przyszłość. Dzieło pojednania człowieka z Bogiem, dokonane przez krzyż i Krew Jezusa Chrystusa, jest przede wszystkim objawieniem miłosierdzia Bożego.

Niektórzy teolodzy twierdza, że nieskończona miłość Boga objawia się w akcie stworzenia, a nieskończone Jego miłosierdzie dopiero w momencie pojednania. Uważam jednak to za niewłaściwe. Już bowiem w momencie stworzenia objawiła się nie tylko nieskończona miłość Boga, ale również i Jego nieskończone miłosierdzie.

U jednego ze świętych znalazłem taki tekst: „Boże mój! Raczyłeś stworzyć dusze naszą, jakkolwiek w nieskończonej mądrości swojej widziałeś przed wiekami, jak mało ludzi i w jak małym stopniu cenić będzie własne dusze, oraz że jeszcze mniejsza ich ilość będzie żywić wdzięczność za tak niepojęte dobrodziejstwo. O Boże mój, wiem, że miłość Twoja nieskończona jest zarazem nieskończenie miłosierna”.

A wiec już w momencie stworzenia miłość nieskończona dała istnienie duszy ludzkiej i była równocześnie nieskończonym miłosierdziem. Nie zmienia to jednak tej prawdy, że miłosierdzie Boże najbardziej wyeksponowane właśnie w dziele pojednania. Wydaje się nawet, że natężenie miłosierdzia Bożego, przebaczającego człowiekowi i dającego mu powtórne życie, jest większe, niż w momencie stworzenia. Mamy bowiem tutaj do czynienia z podwójnym zrodzeniem człowieka. Pierwsze – to właśnie w chwili stworzenia; drugie – jak czytamy u św. Pawła – to nowy człowiek. Bo przecież dzieło zbawcze Chrystusa to jest drugie zrodzenie.

Kiedy czytamy opis stworzenia człowieka, Bóg nie cierpiał – cieszył się w jakiś sposób. Natomiast drugie stworzenie człowieka to drugie zrodzenie, które dokonało się przez zbawczą ofiarę Chrystusa, było złączone z wielkim cierpieniem. Może ten stosunek emocjonalny Boga do człowieka po drugim zrodzeniu przez Chrystusa, jest jeszcze większy. Można zatem mówić o pewnej ewolucji miłości Boga, wyrażonej już w akcie stworzenia, ale która punkt kulminacyjny osiągnęła w dziele miłosierdzia, dokonanym przez ofiarę Jezusa Chrystusa.

Wszystko, czego Bóg dokonał, jest miłosierdziem i wypływa z Jego Ojcowskiej dobroci i miłości. Już w tym momencie, kiedy człowiek zgrzeszył, Bóg okazał mu miłosierdzie. Człowiek bowiem przez grzech bardziej zranił samego siebie niż Boga. Nieposłuszeństwo człowieka zabolało Ojca, ale człowiek sobie wyrządził wielka krzywdę i do dzisiaj ją odczuwamy jako skutki grzechu pierworodnego, która utrudnia nam pełna realizacje miłości Boga i człowieka. Już w momencie, kiedy człowiek zgrzeszył, Bóg – litując się nad nim – okazał mu swoje miłosierdzie.

Przed Chrystusem, kiedy nie było jeszcze zbawczej ofiary i człowiek żył w niewoli grzechu, może i skutki tego grzechu były jeszcze bardziej odczuwane, ale już w tym momencie Bóg okazał człowiekowi swoje miłosierdzie.

Jest wiele tekstów w Starym Testamencie, ukazujących delikatność, głębię miłości miłosiernej Ojca. Przykładem niech będzie choćby ten fragment: „A przecież Ja uczyłem chodzić Efraima; oni zaś nie rozumieli, że troszczyłem się o nich” / Oz 11,3/ „Jakże mogę cię porzucić Efraimie, opuścić ciebie, Izraelu?” /ib 8/.

Pan Bóg wiedział, że to wewnętrzne spoiwo Jego pojednania z ludźmi, opierające się na zachowaniu prawa, jest za słabe, aby osiągnąć zamierzony sukces. Dlatego podejmuje długi wysiłek formowania wnętrza człowieka, aby nowe przymierze wypisać na jego sercu. I ten trud Boga jest działaniem Bożego miłosierdzia, jest dowodem, że Bóg pozostaje wierny miłości.

Bez miłosierdzia, bez przebaczenia nie może być wśród ludzi prawdziwego pojednania. Kierując się tylko zasada sprawiedliwości, nigdy nie zbudujemy pojednania.

W Polsce też jest duży konflikt, bo niektórzy chcą rozliczać komunistów. Oczywiście, wyrządził nam oni wielką krzywdę; ale kierując się tylko zasadą sprawiedliwości, nigdy nie zbudujemy pojednania. Pan Bóg nas pojednał ze Sobą nie dlatego, że nam wymierzył sprawiedliwość za to, cośmy uczynili, tylko w sakramencie pojednania wszystko nam przebaczył. O każdej porze dnia i nocy możemy liczyć na Boże miłosierdzie. W przypowieści o nielitościwym dłużniku ukazuje Chrystus postawę Ojca wobec grzesznika /Mt 18,22/.

Bóg jawi się nam zawsze jako pełen miłosierdzia. Pozostaje jednak człowiek – kwestia jego poczucia winy z powodu popełnionego grzechu i niewierności. Człowiek, musi spełnić pewne warunki, by otrzymać przebaczenie.

Należy stwierdzić, że maleje wśród wiernych świadomość grzechu, świadomość zaciągniętej wobec Boga winy. Nawet ludzie wierzący, popełniający grzechy ciężkie – np. przeciw życiu – nie odczuwają w sobie żadnego poczucia winy. Opuszczenie Mszy św. niedzielnej wcale nie jest przez nich traktowane jako grzech ciężki, chyba inaczej odmawia te słowa: „odpuść nam nasze winy” ten, kto ma w sobie poczucie grzechu popełnionego, a inaczej ten, który tego poczucia winy nie ma w sobie.

Jakie są źródła zaniku poczucia winy we współczesnym człowieku z powodu popełnionego grzechu?

Po pierwsze: brak wiary. Wszystkie sakramenty święte – oprócz chrztu – zakładają wiarę. Jeśli u ludzi ona zanika, zanika również wewnętrzna potrzebą korzystania z sakramentu pojednania. Wiadomo, że sakrament pokuty zakłada przełamanie pewnej psychologicznej bariery, pewnego poczucia wstydu. Nikt z nas nie lubi chodzić do spowiedzi i przyznawać się do swoich grzechów. I czynnikiem mobilizującym do przełamania tej psychicznej barierki wstydu jest wiara.

Inną przyczyną zaniku poczucia winy z powodu popełnionego grzechu czy niewierności jest utrata świadomości grzechu. Dochodzi nawet do takich skrajnych przypadków, że grzech bywa gloryfikowany, a nawet ukazywany jako cnota.

Nie dawno było spotkanie polonistów w Białymstoku na temat języka polskiego w środkach masowego przekazu. I stwierdzono, że dzisiaj w telewizji, w teatrze cnotą jest używanie języka brutalnego, pełnego agresji, zanieczyszczonego różnymi przekleństwami. A więc to, co jest negatywne, stało się cnotą. Artyści nieraz właśnie prezentują narkotyki.

Był np. wywiad z jedną piosenkarką, które uważa się za wierzącą, kochającą Matkę Bożą, bo zbiera Jej figurki i sama jeszcze je maluje. Zapytana o stosunek do Papieża powiedziała, że jesz on pewnym autorytetem, ale nie zgadza się z jego wykładnią na temat homoseksualizmu i sama jest nudystką.

Do zneutralizowania ciężaru poczucia winy przyczynili się także niektórzy teolodzy, zwłaszcza zachodni, którzy wnieśli dużo zamieszania w ludzką świadomość. Musimy jednak pamiętać na słowa Pisma świętego: „Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, sami siebie zwodzimy i nie ma w nas prawdy” /1 J 1,8/. Św. Tomasz mówi, że nawet święci, odmawiając modlitwę Pańską, uznawali swoją grzeszność.

I cała historia zbawienia to jakby nieprzerwane pasmo wysiłków, powtarzane przez Boga-Stwórcę, aby człowieka wyrwać z niewoli grzechu. A więc bez świadomości poczucia grzechu śmierć Chrystusa byłaby jakąś wielką pomyłką Pana Boga.

 

(Opracowanie na podstawie zapisu magnetofonowego, nie autoryzowane)

 

Archiwum KWPŻZZ

 

 

SERWIS INFORMACYJNY KONFERENCJI WYŻSZYCH PRZEŁOŻONYCH ZAKONÓW MĘSKICH W POLSCE

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zgoda