Ks. Czesław Parzyszek SAC
SKĄD RODZĄ SIĘ TRUDNOŚCI W PRZEŻYWANIU EUCHARYSTII
Konferencja podczas dnia skupienia przełożonych klasztorów żeńskich, Warszawa, 15 września 2005 r.
Dobrze wyczuwamy, że bycie chrześcijaninem, a tym bardziej osobą konsekrowaną – uczniem Chrystusa, to znaczy czuć smak Eucharystii. Jan Paweł II tak wiele miejsca poświęcił tej tajemnicy. Dał nam niejako w testamencie i encyklikę i Rok Eucharystii. Sam wiedział, że od przeżywania Eucharystii zależy rozwój wiary i wzmocnienie naszej więzi osobowej z Chrystusem. A spójrzmy na życie codzienne: nasz sposób przeżywania Eucharystii, pośpiech w przygotowaniu i dziękczynieniu, jaki wpływ ma ona na nasze życie i działalność apostolską, czy o niej rozmawiamy podczas codziennych rozmów, dyskusji itp. Jest w nas podwójny człowiek: czujący wartość daru, jakim jest Eucharystia i ten drugi bardziej obojętny, oziębły … Skąd to się bierze? Gdzie leży przyczyna tego rozdwojenia? Spróbujmy zastanowić się, by przez Rok Eucharystii nie przejść obojętnie, by dokonała się w nas przemiana w tej, tak zasadniczej dziedzinie życia konsekrowanego.
Eucharystia to wielki dar Chrystusa – a my czujemy się grzeszni …
„Zostań z nami Panie, gdyż ma się ku wieczorowi (por. Łk 24, 29). Z tym usilnym zaproszeniem dwaj uczniowie zdążający do Emaus wieczorem w dniu Zmartwychwstania, zwrócili się do Wędrowca, który przyłączył się do nich w drodze. Przygnębieni smutnymi myślami, nie przypuszczali, że ten Nieznajomy to ich Mistrz, już zmartwychwstały. Odczuwali jednak, jak „pałało w nich serce”, kiedy On z nimi rozmawiał, „i wyjaśniał” Pisma. Światło Słowa roztapiało ich twarde serca i „otwierało im oczy”. Pośród cieni chylącego się ku zachodowi dnia i mroku zalegającego w duszy, ów Wędrowiec był jasnym promieniem, na nowo budzącym nadzieję i otwierającym ich ducha na pragnienie pełni światła. „Zostań z nami” – prosili. A On przyjął zaproszenie. Wkrótce oblicze Jezusa miało zniknąć, ale Mistrz miał „pozostać” pod zasłoną „łamanego chleba”, wobec którego otworzyły się ich oczy.
Co ukształtowało nasze myślenie (wyobraźnię) o Eucharystii? Centralnie postawiony stół, a za nim Chrystus w centrum i Apostołowie po prawej i po lewej stronie – por. film „Pasja” M. Gibsona – pokazuje, jak Żydzi (w tym Maryja) nie umieli siedzieć przy stole – a więc najprawdopodobniej go nie było, ale to szczegół mało ważny. Co przedstawia? Który moment? – przecież to jak zdjęcie, klatka filmowa. Znamy trudności Leonarda da Vinci (malował latami: 1495–1498), i mimo nacisku księcia i przeora nie mógł jej skończyć. Co przedstawia? Czego nie mógł wyrazić? Reakcji Apostołów na słowa Jezusa: Oto na początku wieczerzy Jezus mówi: „Jeden z was Mnie zdradzi”. Słowa podobne do uderzenia pioruna. Reakcja: odsunęli się od Jezusa wszyscy (skupili się po trzech). Czy to może ja, Panie? – pytali wszyscy (niewiarygodne pytanie). Dlaczego wszyscy?
1. byli Jego przyjaciółmi. „Nie nazywam was sługami, ale przyjaciółmi”. Oni wiedzieli, że zdrada jest przywilejem powiernika nadziei (przyjaciela). „Tylko przyjaciel może zdradzić”!
2. drugi powód jeszcze ważniejszy. Wiedzieli, że w każdym z nich było dosyć brudu, nie na jedną, ale na setkę zdrad (pycha, niedowiarstwo i smutek …); znali siebie, byli szczerzy.
Czy jest coś zdradliwszego niż serce człowieka? – pyta psalmista. A Jezus znając otchłań zła, jaka jest w sercu, przypomniał im: „Z serca człowieka pochodzą złe myśli … całe zło z serca”. A jaką odpowiedź dał im Jezus? „Ten, co rękę ze Mną zanurza w misie, on Mnie zdradzi” (Mt 26,23). Szkopuł cały w tym, że rękę w misie zanurzał każdy z nich. A zatem, zdrajcą jest każdy z nas. Z tego płynie wielka prawda: Chrystus jest nieustannie zdradzany!!! a jeśli nie, to dlatego, że: – albo nie mamy możliwości, albo nie mamy okazji, albo coś lub ktoś nam przeszkadza. Ta możliwość zdrady męczy człowieka, dlatego Roman Brandstaetter modli się: „Przebacz mi, Boże, grzech nie popełniony”, gdybym tam był, to bym … (wyrażenie na początku szokuje, ale potem …) …
Tu leży pierwsza podpowiedź: boimy się Chrystusowi spojrzeć w oczy … trudno nam zrozumieć, że Chrystus pozostał z nami, abyśmy do Niego przychodzili z całym naszym światem … On czeka na nas! Dał nam sakrament pokuty … A my nie umiemy żyć Jego Ewangelią chodzić Jego drogami – po prostu jesteśmy świadomi naszej grzeszności. Mamy jednak na początku Mszy św. czas na oczyszczenie z grzechów powszednich. Stąd – początek liturgii – to konieczna cisza (dłuższa), aby uznać naszą grzeszność. Msza św. jak Ostatnia Wieczerza – powinna się rozpocząć od tych słów!!!
Anoreksja eucharystyczna
Jesteśmy chorzy. Anoreksja – człowiek doprowadza siebie do zaniku poczucia głodu (pozbawia się czegoś naturalnego, regulującego jego zdrowiem i życiem). Jest głodny, ale tego nie czuje (może się to skończyć śmiercią!). Podobnie – anoreksja eucharystyczna – doprowadziliśmy siebie do zaniku poczucia głodu „chleba eucharystycznego”. Tak często odprawia się Msza Święta, mamy łatwy dostęp do kościoła … Jesteśmy obojętni wobec tak wielkiej Miłości … Tłumaczymy się, że nie mamy czasu … Ale raczej brak nam zrozumienia, czego się pozbywamy … Nie czujemy głodu Eucharystii … To jest choroba i trzeba ją leczyć.
Moje doświadczenie z wojska … do wojska zostałem wzięty jako alumn z trzeciego roku studiów. Przez okres dwóch miesięcy (do przysięgi) nie można było wychodzić z koszar. Pierwsze wyjście w dniu przysięgi. Odprowadziłem rodzinę kolegów z Seminarium i poszedłem na wieczorną Mszę św. Podczas Mszy św. płakałem jak dziecko. Nie wiem, czy Mszę św. prymicyjną przeżyłem bardziej, niż tę po 2 miesiącach nieobecności w kościele na Mszy św. …
Poznawanie Eucharystii to mozolny trud odkrywania i praca obliczona na „długi czas”. A my tego nie lubimy, chcemy szybko i na skróty. Poznanie Eucharystii tylko przez „sztukę modlitwy”, zdobytą w „szkołach modlitwy” (nikt z tą umiejętnością się nie rodzi). A my do nich jeszcze się nie zapisaliśmy. Jan Paweł II napisał: „W Liście apostolskim Novo millennio zaproponowałem perspektywę pracy duszpasterskiej opartej na kontemplacji oblicza Chrystusa, w ramach kościelnej pedagogii, zdolnej obrać za cel „wysoką miarę” świętości, realizowanej zwłaszcza przez sztukę modlitwy. Jakże mogłoby zabraknąć w tej perspektywie zaangażowania liturgicznego, a w szczególności zwrócenia uwagi na życie eucharystyczne? Napisałem wówczas: „W XX stuleciu, a zwłaszcza w okresie posoborowym wspólnota chrześcijańska nauczyła się znacznie dojrzalej sprawować sakramenty, a zwłaszcza Eucharystię. Należy dalej iść w tym kierunku, przywiązując szczególne znaczenie do Eucharystii niedzielnej i do samej niedzieli, przeżywanej jako specjalny dzień wiary, dzień zmartwychwstania Pana i daru Ducha Świętego, prawdziwa Pascha tygodnia” (List o Eucharystii) …
Słowa byłego kapłana: Gdybym mógł wrócić do kapłaństwa, moja Msza św. trwałaby w nieskończoność!!!
Druga zatem podpowiedź: wytwarzajmy w sobie pragnienie, głód Eucharystii na sposób pierwszych chrześcijan … Oni nie wyobrażali sobie dnia bez Mszy św., bez Komunii św. … Udając się w daleką podróż, zabierali ze sobą Komunie św. Potrzeba w tym względzie silnej woli, trzeba głębszego poznania, czym jest Eucharystia i zrozumienia sercem, jak wielki to dar, jak wielkie umocnienie dla nas … Trzeba żyć programowo i wpisać przeżycie Eucharystii w mój codzienny plan dnia … Małymi krokami można dojść do wielkich przeżyć!
Brak daru słuchania – „chiński mur”
Nauczyliśmy się mówić i mówić … Mamy potrzebę wygadania się … Ale mało jest ludzi, którzy potrafią słuchać i to do końca, z wczuciem się w stan ducha drugiego człowieka … Zaledwie ktoś zaczął mówić o sobie, mamy już dla niego gotową receptę, której on nawet nie potrzebuje … On chce się wypowiedzieć … To jest bólów ból …
Zauważmy w Eucharystii Pan zastawia dla nas dwa stoły: stół słowa i stół chleba … Liturgia słowa wymaga od nas postawy wsłuchania się, gdyż Pan chce nam objawić swoją wolę, pouczyć, naświetlić wiele spraw, ukazać światło. „Wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego” (Łk 24,27). Opowiadanie o ukazaniu się zmartwychwstałego Jezusa dwóm uczniom z Emaus pomaga nam naświetlić pierwszy aspekt eucharystycznego misterium, który winien być zawsze obecny w pobożności Ludu Bożego: Eucharystia tajemnica światła!
W jakim znaczeniu można to powiedzieć i jakie ma to konsekwencje dla duchowości i dla życia chrześcijańskiego? Jezus nazwał samego siebie „światłością świata” (J 8,12). Gdzie jest źródło tego światła? Skąd bije? Jan Paweł II odpowiada: … ze stołu słowa Bożego i ze stołu „łamanego chleba”. Teraz spoglądamy na pierwszy stół … „Stół Słowa” szeroko otwiera wiernym „skarbiec Pisma Świętego”. Pismo Święte jest skarbem w podwójnym sensie: postawa Maryi – „skarbiła sobie każde słowo Syna” (RVM). Św. Augustyn: „Szczęśliwszym [dla Niej] było to, że stała się uczennicą, niż to, że była Matką Jezusa”. Dlatego jak skarb przechowywała je w swoim sercu.
Po drugie Pismo Święte jest skarbem, bo przemawia przez te słowa sam Chrystus. „Kiedy bowiem w Kościele czyta się Pismo Święte przemawia sam Chrystus”. Nie wystarczy bowiem odczytywanie fragmentów biblijnych w języku zrozumiałym, jeśli nie jest ono poprzedzone odpowiednim przygotowaniem, pobożnym wysłuchaniem, medytacyjnym milczeniem, jakie są konieczne, by Słowo Boże dotknęło życia i je oświeciło. „Chrześcijaństwo bowiem nie jest „religią Księgi” (jak dla Żydów Tora lub dla Muzułmanów Koran) lecz jest religią „Słowa” Bożego, „słowa nie spisanego, lecz Słowa Wcielonego i Żywego”. Aby słowa Pisma Świętego nie pozostały martwą literą, trzeba, by Chrystus, wieczne Słowo Boga żywego, przez Ducha Świętego oświecił nasze umysły, abyśmy „rozumieli Pisma”. (KKK 108). „Z tego powodu Kościół zawsze czcił Pismo Święte, podobnie jak czci Ciało Pana. Nie przestoje ukazywać wiernym Chleba życia branego ze stołu Słowa Bożego i Ciała Chrystusa” (KKK 103). W starożytnym Kościele w tabernakulum było Pismo i Chleb.
„Tak wielka w słowie Bożym zawiera się moc i potęga, że staje się ono dla Kościoła podstawą i siłą żywotną, a dla dzieci Kościoła – [więc i dla osób konsekrowanych] – umocnieniem wiary, pokarmem duszy, czystym i trwałym źródłem życia duchowego” (KKK 131). Oto trzy świadectwa: Św. Cezaria Młodsza: „Nie ma takiej nauki, która byłaby większa, lepsza, cenniejsza czy wspanialsza niż czytanie ewangelii. Rozważajcie i zachowujcie to, czego nasz Pan i Nauczyciel, Jezus Chrystus, nauczał przez swoje słowa i co wypełnił przez swoje czyny”. Drugie Św. Teresa od Dzieciątka Jezus – „Rękopisy autobiograficzne”: „W czasie swoim modlitw zatrzymuje się przede wszystkim przy ewangelii; w niej znajduje wszystko, co konieczne dla mojej biednej duszy. Odkrywam w niej ciągle nowe światła, sensy ukryte i tajemnicze”. Trzecie Testament dziadka R. Brandsttaetera: „Biblię będziesz czytał nieustannie. Będziesz ją kochał bardziej niż mnie, bardziej niż rodziców. A kiedy się zestarzejesz, zrozumiesz, że wszystkie książki jakie przeczytałeś są jedynie nieudolnym komentarzem do tej jedynej Księgi”. Po tych świadectwach możliwe jest tylko jedno wezwanie: „Kościół szczególnie usilnie wzywa wszystkich wiernych (…), aby przez częste czytanie Pism Bożych osiągnęli najwyższą wartość poznania Jezusa Chrystusa”. Św. Hieronim: „Nieznajomość Pisma jest nieznajomością Chrystusa”.
Tymczasem mamy doświadczenie niewidzialnego muru, który oddziela chrześcijan od Pisma Świętego, a zatem i od Eucharystii. Dlaczego? Wielkie pytanie, jak wielki jest Chiński Mur! Chińczycy budowali go przez dwa tysiące lat. To symbol Chin. Ale co tak naprawdę odsłania? – potęga czy słabość? Pokazuje, że Chiny to państwo murów. Nie tylko ten mur jest Wielki, który miał bronić od północy (ok. 5000 km długości), ale również mury wznoszone między walczącymi królestwami. Mury broniące miast, mostów i przełęczy. Mury broniące pałace, świątynie i targi. Mury otaczające domy prywatne, odgradzające sąsiada od sąsiada. Mur, mur i mur! Odsłania nam coś więcej – „typ mentalności człowieka muru” (logika muru). W sytuacjach konfliktowych zamiast porozumiewać się, to tacy ludzie odgradzają się (zamykają się); są przekonani, że to, co na zewnątrz jest traktowane jako gorsze, niższe – wewnątrz jest lepsze, wyższe; rozbudza uczucie wrogości (nieznane poza murem budzi lęk) … Wielki Mur, który nigdy nikogo nie obronił – to nikomu niepotrzebne zmarnowanie energii narodu na przestrzeni tysięcy lat; to niepotrzebna nikomu ofiara około 5 mln ludzi (na 1 metr bieżący muru ginął 1 człowiek). To dowód ludzkiej słabości, nieracjonalności.
Wielki Mur Chiński – to WIELKA METAFORA – pokazująca, odsłaniająca „niewidzialne mury”, które tkwią w nas; mentalność obrońców muru! Podczas gdy Chrystus chce burzyć mury – przede wszystkim „mury wrogości”. Chce je burzyć swoim słowem – dlatego tak nie lubimy słów Chrystusa: „bo się przeciwstawiają naszym planom”.
Zatem kolejna przyczyna: nasza mentalność obrońców muru nie pozwala nam skorzystać z „mocy i światła”, jakie płynie z Bożego słowa. Nie skorzystamy ze światła stołu Słowa Bożego, dopóki tych „murów” nie usuniemy z naszych serc. „Nie wystarczy bowiem odczytywanie fragmentów biblijnych w języku zrozumiałym, jeśli nie jest ono poprzedzone odpowiednim przygotowaniem, pobożnym wysłuchaniem, medytacyjnym milczeniem, jakie są konieczne, by Słowo Boże dotknęło życia i je oświeciło”. „Chrystus jest do słuchania, a nie do oglądania” (słuchając nie słyszymy: często słowa spływają po nas, jak woda po kaczce, nie dotykając jej skóry!). Prośmy zatem o dar „słuchającego serca”, prośmy o odczuwanie „głodu” Jego Słowa (por. Am 8,11).
Nieumiejętność odczytywania znaków
Znamienne jest, że dwaj uczniowie z Emaus, odpowiednio przygotowani przez słowa Pana, rozpoznali Go przy stole po prostym geście „Łamania chleba”. Kiedy już umysły zostały oświecone i serca rozgrzane, „przemawiają” znaki. Cała Eucharystia sprawowana jest w dynamicznym kontekście znaków, które niosą w sobie bogate, jasne przesłanie. To właśnie przez znaki tajemnica niejako odsłania się przed oczami wierzącego (nr 14).
Uczta – najbardziej oczywisty znak Miłości. Eucharystia narodziła się w wieczór Wielkiego Czwartku, w kontekście Wieczerzy Paschalnej. Sens uczty najpełniej wyrażają słowa: „Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało Moje … Bierzcie i pijcie z niego wszyscy – to jest Krew Moja” (Mt 26,26-27). W tym momencie nasza wiara jest wystawiona na wielką próbę. Wiara w „realną” obecność Chrystusa! „Wierzymy, że pod postaciami eucharystycznymi jest rzeczywiście obecny Jezus”.
Jak to się dzieje? Pytasz, jak chleb staje się Ciałem Chrystusa, a wino Jego Krwią? Bóg Ojciec w swoim działaniu posługuje się dwoma rękoma: Jedną z nich – to Duch Święty, inną – to Chrystus. Przyjrzyjmy się działaniu pierwszej ręki – Duchowi Świętemu. Św. Jan Damasceński mówi: Pytasz …? „Odpowiadam: Duch Święty wkracza i wypełnia to, co przerasta wszelkie słowo i wszelką myśl. Zauważ, dzieje się to przez Ducha Świętego, podobnie jak przez Ducha Świętego Chrystus przyjął ciało z Dziewicy Maryi” (KKK 1106). Pytasz? – Scena zwiastowania: – Jak się to stanie? Odpowiada Maryi Anioł: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc najwyższego osłoni Cię”. By to zrozumieć, trzeba odwołać się do doświadczenia pustyni – tylko miejsca ocienione dają życie roślinom”. Bowiem cień daje rosę – orzeźwia. Gdzie nie ma cienia, ziemia jest sucha, spieczona słońcem (doświadczenie Synaju). Gest kapłana: dłonie otwarte, przylegające do siebie, nad postaciami, dając cień! (osłonę) – gest ocienienia chleba, aby rosa go ożywiła, jednocześnie wezwanie Ducha Świętego, którego działalność porównuje się do działalności wody (nie tylko ognia).
A teraz działanie drugiej ręki – Chrystusa. Odpowiada św. Cyryl Aleksandryjski: – Pytasz …? Odpowiadam: „To jest Ciało Moje … Nie powątpiewaj, czy to prawda, lecz raczej przyjmij z wiarą słowa Zbawiciela, ponieważ On, który jest Prawdą, nie kłamie (KKK 1381). Dopowiada św. Ambroży: „Czyż więc słowa Chrystusa, który mógł z niczego stworzyć coś, co nie istniało, nie są w stanie zmienić istniejących rzeczy na to, czym uprzednio one nie były?”. A zatem działanie Ducha Świętego i moc słów Chrystusa sprawiają nowy cud. Mikołaj Kabezilas (XV w.): „Po Eucharystii już nic więcej nie może się wydarzyć” (cud cudów). Św. Efrem: „W tym Chlebie żyje ukryty Duch. W tym winie płonie Ogień (…). Duch w Twym chlebie, Ogień w Twoim winie. Są wielkim cudem, jaki przyjmują nasze wargi”. Jan Paweł II: „Czy Bóg mógł dać nam coś więcej nad Eucharystię?”.
Prośba: „Zostań z nami” (Mane nobiscum Domine). „Na prośbę uczniów z Emaus, by pozostał „z” nimi, Jezus odpowiedział darem o wiele większym: przez Sakrament Eucharystii pozostał „w” nich. Jezus obiecał im: „Oto Ja jestem z wami po wszystkie dni” (Mt 28,20), ale czegoś takiego się nie spodziewali. Na tej niezwykłej uczcie On – gospodarz, staje się pokarmem „chlebem z ogniem”. Spożywając Go wchodzą w najgłębszą relację z Nim – w sercach robi się niebo. Niebo na ziemi. „Wytrwajcie we Mnie, a Ja będę trwał w was (J 15,4). Czymże to niebo w sercach będzie się różniło od „nieba w niebie”? – chyba tylko stopniem nasycenia Bogiem, a to zależy od stopnia naszego serca.
Jedność Stołów Eucharystii … Na pierwszym Stole Słowa – mamy realnie przemawiającego Chrystusa. Na drugim Stole Chleba – mamy rzeczywistą obecność Chrystusa. W Eucharystii te dwa Stoły łączą się nierozdzielnie, dając nam spotkanie pełne – Spotkanie z realnym Chrystusem w Jego Słowie i Jego Ciele. Te dwa Światła – Światło Słowa i Światło „przełamanego chleba” zlewają się razem w jedno wielkie Światło. Nie jest to jednak światło oślepiające, ale oświetlające człowiekowi drogę przez życie do nieba.
Kolejna podpowiedź: potrzebna jest odpowiednia nasza postawa wobec Eucharystii (wielka troska Jana Pawła II) …
1. konieczne jest, aby całej postawie względem Eucharystii, zarówno szafarzom jak i wiernym towarzyszył najwyższy szacunek rzeczywistej obecności Chrystusa. Dbając o to, niech dają świadectwo tonem głosu, gestami, sposobem poruszania się, całym zachowaniem, świadectwem życia;
2. niezwykłą wagę należy przyznawać chwilom milczenia. Obecność Jezusa w tabernakulum winna stanowić jakby biegun przyciągania dla coraz większej liczby dusz w Nim zakochanych, zdolnych przez długi czas słuchać Jego głosu i niemal odczuwać bicie Jego serca;
3. postawa na klęczkach („pozostawajmy długo na klęczkach”) …
– jako wynagrodzenie za zaniedbania, zniewagi … Pozostawajmy długo na klęczkach przed Jezusem Chrystusem obecnym w Eucharystii, wynagradzając naszą wiarą i miłością zaniedbania, zapomnienia, a nawet zniewagi, jakich nasz Zbawiciel doznaje w tylu miejscach na świecie;
– aby odkryć cud modlitwy kolan … „Z pokorą teraz padam na kolana …” (J. Słowacki) … Niech to zdumienie nieustannie ogarnia naszą duszę!
Mozolny trud – zrozumieć, że Eucharystia jest ofiarą
Eucharystia jest zbyt wielkim darem, ażeby można tolerować dwuznaczność i umniejszenia. Nie można zapominać, że Uczta eucharystyczna ma też i przede wszystkim wymiar ofiarniczy. W niej Chrystus przekłada nam na nowo ofiarę spełnioną raz na zawsze na Golgocie. Choć jest w niej obecny jako zmartwychwstały, nosi znaki swej męki, której „pamiątką” jest każda Msza św.: „Głosimy śmierć Twoja, Panie Jezu, wyznajemy Twoje zmartwychwstanie …”.
Obdarzeni encykliką (trudnym darem – 17.IV.2003) „Ecclesia de Eucharistia vivit”– „Kościół żyje Eucharystią”, podejmujemy nasz „mozolny wysiłek, zmierzający ku jej zrozumieniu” (p. 15). Prawda przedstawiona przez Papieża nie olśniewa od razu, nie błyszczy, lecz z mozołem trzeba odkrywać treść najbardziej nielubianego słowa „ofiara”! Eucharystia więzienna: Franciszek Xavier Nguyen van Thuan (Wietnamczyk) po ukończeniu studiów w Rzymie, zostaje mianowany biskupem w Sajgonie (1967). Aresztowany kilka miesięcy później spędza 13 lat w więzieniu, z czego 9 lat w ścisłej izolacji. „Kiedy zostałem aresztowany, musiałem wyjść z domu, tak jak stałem. Na następny dzień pozwolono mi napisać do moich bliskich, aby dostarczyli mi najbardziej niezbędnych rzeczy: ubrania, szczoteczkę do zębów … Napisałem: „Przyślijcie mi, proszę, trochę wina jako lekarstwo na żołądek”. Moi wierni natychmiast zrozumieli, o co chodzi. Natychmiast przysłali mi małą buteleczkę mszalnego wina, z napisem: „lekarstwo na ból żołądka” i hostie ukryte w łuczywie. Policja zapytała mnie: – Cierpi Pan na bóle żołądka? – Tak. – Oto lekarstwo dla Pana. Nigdy nie zdołam wyrazić mojej wielkiej radości: codziennie, używając trzech kropel wina i kropli wody, ukrytej w dłoni, odprawiałem Mszę świętą. To był mój ołtarz, to była moja katedra! Było to prawdziwe lekarstwo dla duszy i ciała: „Lekarstwo nieśmiertelności, antidotum, żeby nie umrzeć, ale mieć zawsze życie w Jezusie”. Były to najpiękniejsze Msze w moim życiu!
Homo de Eucharistia vivit. Przez 13 lat te cztery krople były źródłem siły życia. Jak to zrozumieć? Skąd w nich ta moc? Mozolny trud – zrozumieć, że Eucharystia jest ofiarą Chrystusa … Przenosimy się do Jerozolimy, do Wieczernika. Oto dramatyczne okoliczności, w których rodziła się ofiara Eucharystyczna. Jest noc (Łk 22,53 „panowanie ciemności” – tzn. działanie siły zła). Jezus zostaje wydany (1 Kor 11,23 – Wydać nie znaczy dać, lecz zdradzić) zdradzony wielokrotnie, „przełamany jak chleb niedoli”. Krew Jego zostaje wylana („wylać krew” – oznacza w Biblii morderstwo, śmierć gwałtowną, brutalną, która domaga się pomsty (Rdz 9,6). W tych dramatycznych okolicznościach Chrystus zapala światło w ciemnościach (miłość w świecie zła): „Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje (…) Bierzcie i pijcie, to jest Krew moja (…) (Mt 26, 26.28; Łk 22, 19-20). Cóż większego Jezus mógł uczynić dla nas? – pyta Jan Paweł II – Oddał siebie „do końca”, złożył samego siebie w ofierze za nas!
By zrozumieć wyjątkowość, niezwykłość tej ofiary, musimy się cofnąć do ofiar starotestamentalnych. (Ostatnia Księga Starego Testamentu – proroctwo Malachiasza – dotyczy ofiar!): „To mówi Pan Zastępów do was, o kapłani (por. Mal 1,6). Wy Mnie lekceważycie! Przynosicie mi na ofiarę kulawego baranka, ślepą owieczkę, stęchłą mąkę, skwaśniałe wino. Przynosicie mi resztki, to, co wam zbywa. Wasze ofiary są miernej wartości (Mal 1,12). Nie tak macie postępować. Jeśli chcesz złożyć mi ofiarę ze swojego stada. Przynieś baranka, samca, jednorocznego, bez skazy. Jeśli chcesz złożyć mi ofiarę pokarmową. Przynieś najczystszą mąkę, dołóż oliwy i kadzidła. Jeśli chcesz złożyć mi ofiarę płynną, Przynieś najwyborniejsze wino. Stary Testament kończy się wołaniem o ofiarę doskonałą, najczystszą, najlepszą. Ludzie Starego Testamentu czuli, że ich na takie ofiary nie stać. Czuli, że są one zapowiedzią czegoś wyjątkowego, niespotykanego.
Co zatem robi Chrystus? Usuwa te ofiary rzeczowe, by w ich miejsce postawić samego siebie. Czyni z siebie dar ofiarny (zamiana z rzeczy na osobę). Tamte ofiary wyczerpywały się – Ta nigdy (tamte były materialne, Ta jest Osobą). „Ofiarujemy wciąż tego samego Baranka, nie jednego dziś, a innego jutro, ale zawsze Tego samego” (św. Jan Chryzostom). Tamte ofiary występowały tylko raz i przemijały, ginąc w przeszłości. Ofiara Chrystusa, to jedyne wydarzenie w historii, które nie przemija (KKK 1085). Dlaczego? – bo składa ją Bóg-Człowiek (ze względu na Boski wymiar osoby Jezusa jest nieprzemijająca). Tamte były składane z różną intencją (nie zawsze najczystszą). Ofiara Chrystusa jest głównie Jego darem dla Ojca – (tylko dla Ojca i „do końca” z miłości). „Nikt nie zna Ojca, tylko Syn … i nikt tak nie kocha Ojca jak Syn”. „Nikt nie zna Syna, tylko Ojciec … i nikt tak nie kocha Syna jak Ojciec. Dlatego „Ojciec przyjął tę ofiarę, odwzajemniając bezgraniczne oddanie Syna, swoim Ojcowskim oddaniem – darem życia nieśmiertelnego w zmartwychwstaniu” (Miłość, która nie zna miary).
„Kościół otrzymał Eucharystię od Chrystusa (…) nie jako jeden z wielu cennych darów, ale jako dar największy” (p 11), „nieoceniony dar”. Tamte: „miernej wartości” – ta „doskonała wartość”. „Po Eucharystii już się nic więcej nie może wydarzyć” (M. Kabezilas – XV wiek). (We wcieleniu Bóg Ojciec dał Swojego Syna, dał wszystko, naraz i niczego więcej już nie miał. W Eucharystii Jezus dał całego siebie, na raz i już więcej nie ma nic do dania). Eucharystia to ofiara – doskonała ofiara Chrystusa i Kościoła. Jest w niej Duch i Ogień. Jej owocem jest „chleb z ogniem” i „wino z ogniem”. Oto prawdziwe pożywienie, które staje się lekarstwem nieśmiertelności, antidotum na śmierć (św. Ignacy Antiocheński). I takim pożywieniem żyje Kościół „Ecclesia de Eucharistia vivit”. Zdumieni, oczarowani stajemy wobec tak „wielkiego cudu”.
Następna podpowiedź: zadajmy sobie trud, aby zrozumieć, że w Eucharystii Jezus dał nam całego siebie … Tylko per aspera ad astra! I tylko poprzez trud zrozumienia dojdziemy do postawy zdumienia i zachwytu!
„Zdejmij sandały z nóg swoich” (przygotowanie serca)
„Nie przypadkiem w Ewangelii św. Jana nie znajdujemy relacji o ustanowieniu Eucharystii, ale jest tam scena umywania nóg (por. J 13,1-20); pochylając się, by umyć nogi swoim uczniom, Jezus niedwuznacznie wyjaśnia sens Eucharystii. Św. Paweł ze swej strony wyraźnie podkreśla, że nie jest godziwa celebracja eucharystyczna, w której brakuje blasku miłości, potwierdzonej konkretnym świadectwem określenia się z najuboższym” (por. 1 Kor 11,17-22. 27-34). Czy apostołowie, którzy uczestniczyli w Ostatniej Wieczerzy, byli świadomi tego, co oznaczały słowa o Eucharystii wypowiedziane wówczas przez Chrystusa? Chyba nie (p. 2). Na pewno nie rozumieli „gestu umycia nóg”. Potwierdza to Jezus, zarówno stwierdzeniem jak i pytaniem: „Co ja czynię, ty (Piotrze) tego teraz nie rozumiesz” (J 13,7). „Czy rozumiecie, co wam uczyniłem?” (J 13,12).
Pytamy: czego nie rozumieli? Nie rozumieli miłości! Miłość, która jest pokorna (schyla się do nóg – niżej schylić się nie może!); miłości, której dowodzi się czynami. „Łatwo jest powiedzieć: »kocham Cię«. Trzeba to jednak udowodnić. Miłość można dowieść tylko cielesnymi czynami (…) Czyny potwierdzające słowa są zawsze cielesne. Czyni się coś dla umiłowanego, podejmuje się wysiłek, broni się go, ofiaruje mu swój czas”. (Hans Urs von Balthasar). Na ostatniej Wieczerzy Jezus dokonał dwóch czynów. Miały one udowodnić Jego miłość: Umył nogi i zakonsekrował chleb. „Cóż większego Jezus mógł uczynić dla nas? – pyta Jan Paweł II. Objawił nam miłość, posuniętą „aż do końca” (por. J 13,1) – miłość, która nie zna miary. Umycie nóg i konsekracja chleba – to jakby ten sam czyn. Co ciekawszego, to fakt, że św. Jan Apostoł pisząc o Ostatniej Wieczerzy pominął konsekrację, a na jej miejsce umieścił gest umycia nóg (por. p. 20). Oznacza to, że „umycie nóg” tłumaczy nam, czym jest konsekracja, a konsekracja wyjaśnia czym jest umycie nóg. Co więcej, jeden i drugi obrzęd kończy się podobnymi słowami: konsekracja „To czyńcie na moją pamiątkę” (Łk 22,19); obmycie nóg: „Dałem wam przykład, abyście jak Ja wam uczyniłem, tak i wy czynili” (J 13,15). Św. Jan Chryzostom wyjaśnia to tak: „To nie człowiek sprawia, że dary stają się Ciałem i Krwią Chrystusa, ale sam Chrystus (…). Kapłan reprezentujący Chrystusa wypowiada te słowa, ale ich skuteczność i łaska pochodzą od Boga. To jest Ciało moje, mówi kapłan. Te słowa przemieniają dary złożone w ofierze” (KKK 1375). „Nie dostrzegaj – zachęca św. Cyryl Jerozolimski – w chlebie i winie prostych i naturalnych elementów, ponieważ Pan sam wyraźnie powiedział, że są Jego Ciałem i Jego Krwią; potwierdza to wiara, choć zmysły sugerują ci coś innego”. Mylą się, o Boże, w Tobie wzrok i smak … Kto się im poddaje, temu wiary brak … Ja jedynie wierzyć Twej nauce chcę, że w postaci Chleba utaiłeś się. „Nie powątpiewaj – mówi inny św. Cyryl Aleksandryjski: Czy to prawda, lecz raczej przyjmij z wiarą słowa Zbawiciela, ponieważ On, który jest Prawdą, nie kłamie” (KKK 1381).
Jaka droga jest przed nami? Zrozumieć miłość, może tylko ten, kto ją praktykuje. Bez praktycznej, konkretnej miłości bliźniego nie zrozumiemy Eucharystii. Trzeba myć nogi braciom, by zrozumieć Eucharystię. Jeśli ktoś chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich (Mk 9,35). „Ten, który powiedział: To jest Ciało moje, jest tym samym, który rzekł: Byłem głodny, a nie daliście Mi jeść (…)”. Po co stół eucharystyczny zastawiony złotymi kielichami, kiedy On umiera z głodu? „Zacznij karmić Go, głodnego, a potem z tego, co zostanie, będziesz mógł ozdobić również ołtarz” (św. Jan Chryzostom) (gdy usłyszysz pukanie biednego do drzwi, wołaj: „Otwórzcie drzwi Chrystusowi”).
Kolejna podpowiedź: Aby przeżyć Eucharystię, trzeba zdjąć sandały obojętności, znieczulicy, a przyoblec miłość i pogłębić wiarę: „Tym, którzy wierzą, nie trzeba dowodów, Tym, którzy nie wierzą, dowody nie wystarczą”. „Na stole leżą chleb i wino. Gdy patrzy na nie człowiek cielesny, widzi chleb i wino. Gdy patrzy na nie człowiek wierzący, widzi dary Boże. Gdy patrzy na nie człowiek głębokiej wiary, widzi Ciało i Krew Chrystusa”.
Problem przebaczenia
„Gdy przyniesiesz dar … a wspomnisz, że brat twój ma coś przeciwko tobie – zostaw swój dar i idź najpierw pojednaj się z bratem swoim” … Eucharystia jest darem miłości. Trzeba w niej uczestniczyć z miłością i trzeba przebaczyć …
Przebaczenie: bywa trudne; to jeden z najlepszych uczynków miłosierdzia; i uczynków pokutnych (Ojcze nasz …); nie przebaczona krzywda rani nas samych; jego proces może trwać bardzo długo …
Chciałbym wymienić i opisać 5 kroków, którymi możemy sobie pomóc w procesie przebaczania: (pierwsze 3 – są krokami wykonanymi na płaszczyźnie czysto ludzkiej) ostatnie 2 – na płaszczyźnie religijnej):
– uznanie, że zostaliśmy skrzywdzeni – nie wybacza się urojonych win i wymyślonych krzywd (jak mógł? … – nie tylko mógł, ale i zrobił!) …
– zrównoważenie (oczyszczenie) pamięci: przypomnieć sobie dobro, które ta osoba nam wyświadczyła przypomnieć sobie oraz przypomnieć sobie krzywdy, które my sami wyrządziliśmy innym …
– uświadomienie sobie czym przebaczenie nie jest: – nie jest zapomnieniem (ale to nie może być pretekstem do wypominania); – nie zawsze jest powrotem do poprzedniej relacji zaufania czy lubienia (przykazanie dotyczy miłości, a nie lubienia); rezygnacja z odwetu.
Trudno podać definicje przebaczenia, ale jest ona wewnętrzną przemianą w stosunku do osoby postrzeganej jako sprawca krzywdy …
– porównanie naszego przebaczenia z ogromem przebaczenia Bożego (przypowieść o nielitościwym dłużniku – użyte specjalnie przez Chrystusa wielkości: 1 talent = 6.000 denarów (dniówek) = 20 lat pracy robotnika, 10000 talentów = 200000 lat pracy = 60000000 denarów; 100 denarów = 100 dniówek, a zatem stosunek jak 1 do 600000 czyli jak 1 milimetr do 600 metrów …
– modlitwa (sprawia, że to, co trudne staje się łatwe) …
A zatem przebaczyć Bogu, sobie i bliźniemu to konieczna droga do prawdziwego i autentycznego przeżycia Eucharystii …
„Idźcie, ofiara spełniona”
Zbyt łatwo odpowiadamy: Bogu niech będą dzięki i idziemy do naszych domów. Msza, Msza i po Mszy … Zaczynamy swoje życie. Eucharystia swoją drogą, życie swoją drogą …
Tymczasem słowo „idźcie” jest wezwaniem, aby Msza św. trwała w naszym życiu … Ona winna być odtwarzana w naszej codzienności … Najlepszym dziękczynieniem jest jakość naszego życia … W życiu winniśmy stawać się darem dla innych, składać siebie w ofierze, zdumiewać się tajemnicą, iść pod prąd … Żyć Słowem Pana … Przebaczać itp. … I to bywa najtrudniejsze …
Święci są dla nas przykładem … św. W. Pallotti dzień dzielił na dwie części: przygotowanie do Mszy św. i dziękczynienie po Mszy św. Matka Teresa: tyle czasu, ile poświęcała biednym, tyle samo trwała na dziękczynieniu i modlitwie … Jan Paweł II dał nam najlepszy przykład przezywania Mszy św. …
Potrzeba adoracji
Dobre przeżycie Eucharystii prowadzi do potrzeby adorowania Chrystusa przed Najświętszym Sakramentem … Podczas adoracji pogłębia się w nas więź z Chrystusem … Mamy możliwość wsłuchania się w jego głos, kontemplacji, uwielbienia Go, dziękczynienia i zanoszenia próśb, zgodnych z wola Pana! To nasz przywilej, nie obowiązek!
Ostatnia podpowiedź: Nie żałujmy czasu na adorację, na spotkanie z Panem! Wszystkie nasze troski powierzmy Mu … On sam będzie działał w nas i poprzez nas!
Archiwum KWPŻZZ
