Home DokumentyReferaty, Konferencje, ArtykułyModlitwa i życie duchowe osób konsekrowanych Salij Jacek OP, Życie i śmierć chrześcijanina jako liturgia

Salij Jacek OP, Życie i śmierć chrześcijanina jako liturgia

Redakcja
Jacek Salij OP

ŻYCIE I ŚMIERĆ CHRZEŚCIJANINA JAKO LITURGIA

Materiały Komisji Duszpasterskiej KWPZM, rok 1978

 

 

Chrystus i my w Nim jesteśmy świątynią Boga

Liturgia jest tam, gdzie jest świątynia. Jak wiemy, swoją świątynię miał Stary Testament. Tam składano Bogu ofiary, tam gromadził się Lud Boży, aby uświadamiać sobie i pogłębiać swoją tożsamość z Bogiem.

Czy jakąś analogiczną świątynię ma również Nowy Testament? Gdybyśmy odpowiedzieli tak, powiedzielibyśmy za mało. Nowy Testament ma świątynię mało, że analogiczną do świątyni jerozolimskiej. Tamta była wobec świątyni nowotestamentalnej zaledwie zapowiedzią i cieniem. Świątynią Nowego Testamentu jest sam Jezus Chrystus.

Ewangelia mówi o tym wielokrotnie: „Zburzcie tę świątynię, a Ja ją w ciągu trzech dni odbuduję … A mówił to o świątyni ciała swego” /J 2,19–22/. Albo: „A Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas i oglądaliśmy chwałę Jego” /J 1,14/. „Zamieszkało wśród nas” – zamieszkiwanie Boga wśród ludzi to przecież jedno z podstawowych pojęć w opisie, czym jest świątynia; „i oglądaliśmy chwałę Jego” – przypomnijmy sobie, że chwała Pańska unosiła się nad arkąprzymierza. „Chwała Pańska” jako znak obecności Boga wśród ludzi wskazuje więc na samą istotę świątyni: żeświątynia jest miejscem szczególnej obecności Boga wśród ludzi.

Albo tekst z listu do Kolosan: „W Nim, w Jego ciele, mieszka cała pełnia bóstwa” /2,9/, ozy z Ewangelii św. Łukasza słynny tekst świątynny, który ma zresztą sens nie tylko chrystologiczny, ale również mariologiczny. Mianowicie Maryja pyta anioła: – Jak się to stanie, przecież umówiliśmy się z Józefem, że nasze małżeństwo będzie dziewicze! – „Duch Święty zstąpi na Ciebie, moc Najwyższego Cię osłoni”. W tekście greckim znajduje się trudne do przetłumaczenia słowo „episkiazei”. Tłumaczymy je: osłoni, dosłownie znaczy: otoczy się niby namiotem. Krótko mówiąc: Duch Święty otoczy Cię, będziesz jakby namiotem Najwyższego, miejscem szczególnej obecności Boga wśród ludzi.

Jednym słowem, świątynia jerozolimska była jedynie cieniem i zapowiedzią tej świątyni, którą jest nasz Pan Jezus Chrystus:

W Nim w sposób jedyny i niepowtarzalny ujawniła się obecność Boga wśród ludzi,

w Nim została złożona Bogu najwspanialsza, wiecznie ważna ofiara na pojednanie całej ludzkości z Bogiem /jak wiadomo, składanie ofiar jest jedną z istotnych funkcji świątyni/.

Ale rzecz jasna, że nasz Pan stał się świątynią Boga dla ludzi, przyszedł po to, żeby tę funkcję świątyni niejako przedłużyć na nas wszystkich. My wszyscy mamy stać się świątynią, my wszyscy mamy stać się miejscem szczególnej obecności Boga oraz składania ofiary. Bardzo liczne teksty święte poświadczają tę prawdę: Co łączy świątynię Boga z bożkami? Bo my jesteśmy świątynią Boga żywego, według tego, co mówi Bóg: „Zamieszkam z nimi i będę chodził wśród nich i będę ich Bogiem, a oni będą moim ludem” /2 Kor 6,16-18/.

Albo z listu do Efezjan: „On /Chrystus/ obie części ludzkości uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur wrogości” /2,14/. Św. Paweł wydobywa niemal każdy szczegół świątyni jerozolimskiej, żeby zastosować to do świątyni nowej, do Kościoła Chrystusowego.

W świątyni jerozolimskiej był mur, który oddzielał dziedziniec wiernych od dziedzińca pogan. Jeżeli nieobrzezany przeszedł przez ten mur, groziła mu śmierć. Mur, który był znakiem wrogości, został zburzony przez Chrystusa. Chrystus bowiem wezwał do zbawienia wszystkie narody, całą ludzkość. Słuchajmy dalej: „A więc nie jesteśmy jużobcymi i przechodniami, ale jesteście współobywatelami świętych i domownikami Boga, nadbudowani na fundamencie apostołów i proroków, gdzie kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus. W Nim zespolona cała budowla rośnie na świętą w Panu świątynię, w Nim i wy także we wspólnej budowie jesteście wznoszeni, aby stanowić mieszkanie Boga przez Ducha” /Ef 2,19-22/. Proszę zauważyć, że ta świątynia Nowego Testamentu jest dopiero w trakcie budowy, jest jeszcze nieukończona. Ostateczne zakończenie budowy nastąpi już w wieczności.

Posłuchajmy jeszcze św. Piotra – jest to tekst o tyle ważny, że mówi się tam, iż w tej świątyni muszą być składane ofiary. „Przybliżywszy się do Chrystusa, który jest żywym kamieniem, odrzuconym przez ludzi, wybranym przez Boga, my również jako żywe kamienie będziemy wbudowani jako duchowa świątynia, jako święte kapłaństwo, by składaćduchowe ofiary przyjemne Bogu przez Jezusa Chrystusa” /1 P 2,5/.

Jeżeli wszyscy jesteśmy świątynią, to wszyscy jesteśmy ludem kapłańskim, aby składać duchowe ofiary, przyjemne Bogu przez Jezusa Chrystusa. Te motywy znajdują się również u świętego Pawła. Św. Paweł będzie tak dalece dosłowny w stosowaniu symboliki opartej na szczegółach świątyni jerozolimskiej, że nawiąże nawet do zapachu ofiar, jaki przenikał tę świątynię. Otóż również Kościół Chrystusowy jest przeniknięty zapachem ofiar: „Postępujcie drogąmiłości, bo i Chrystus was umiłował i samego siebie wydał za nas w ofierze i dani na wdzięczną wonność Bogu” /Ef 5,2/. Albo w innym liście: „Bogu niech będą dzięki za to, że pozwala nam zawsze zwyciężać w Chrystusie i roznosić po wszystkich miejscach woń jego poznania. Jesteśmy bowiem miłą Bogu wonnością, zarówno dla tych, którzy dostępujązbawienia, jak i dla tych, którzy idą na zatracenie. Dla jednych jest to zapach śmiercionośny, na śmierć, dla innych zapach ożywiający, na życie” /2 Kor 2,14-16/.

Wniosek jaki wynika z wszystkich tych tekstów jest oczywisty. Jeżeli my należymy do Kościoła, jeżeli stanowimy świątynię Bożą, to należymy do Kościoła, stanowimy Kościół nie tylko wówczas kiedy uczestniczymy we Mszy świętej albo przyjmujemy sakramenty, ale przez całe życie. Wynika stąd, że całe nasze życie powinno być liturgią, bo całe nasze życie spędzamy w świątyni Jezusa Chrystusa, przez całe życie jesteśmy Kościołem Jezusa Chrystusa. W związku z tym – w całym naszym życiu muszą się realizować te dwa główne elementy świątyni:

Przez całe życie mamy być miejscem szczególnej obecności Boga. Bóg bowiem każdą chwilę naszego życia chce otaczać łaską swojej obecności, chce nas obdarzać mocą, która nas zbawia i czyni dziećmi Bożymi;

W odpowiedzi na ten niezgłębiony wspaniały dar Boży i w przestrzeni tego daru my sami mamy każdą chwilęnaszego życia składać Bogu w ofierze.

Rzecz jasna, że pierwsze i drugie dokonuje się wyłącznie w Chrystusie i poprzez Chrystusa.

Liturgia Boża i liturgia bałwochwalcza

Chciałbym pokazać, że każde ludzkie życie jest liturgią. Jeżeli nie chcemy z naszego życia uczynić liturgii ku czci Boga, wówczas nasze życie, chcemy czy nie chcemy, będzie liturgią ku czci bożków, w ostateczności ku czci szatana. Znowu teksty biblijne na ten temat są niezmiernie jasne.

Zanim spróbuję pokazać istotną różnicę pomiędzy tymi dwoma liturgiami, najpierw dwie uwagi. Mianowicie: po pierwsze, twierdzę, że człowiek jest z natury religijny. Ludzie się nie dzielą na religijnych i niereligijnych, na wierzących i nie wierzących. Każdy człowiek jest religijny, każdy człowiek jest wierzący, tylko w różnych kierunkach jesteśmy religijni albo wierzący.

Co rozumiem przez religię? Odróżniam tutaj te dwa pojęcia: religia i wiara, bo jakkolwiek one dotyczą tej samej życiowej postawy, to jednak opisują je z odmiennej perspektywy.

Otóż religia jest to pewna postawa wobec wartości najwyższej, postawa polegająca na tym, że wartość najwyższa jest dla mnie przedmiotem czci oraz jestem gotów dla tej wartości składać ofiary. Otóż wszyscy ludzie są religijni w tym sensie, że wszyscy mają jakąś wartość najwyższą. Człowiek – za chwilę to powiemy – nie musi mieć przez całe życie tęsamą wartość najwyższą, ale każdy czyn naszego życia, jeżeli dobrze go zanalizować, jest skierowany ku jakiejśwartości najwyższej. Jeżeli nie ku Bogu, to ku jakiejś innej wartości, którą uznaliśmy za najwyższą, którą czcimy, zmierzamy. Tutaj na ten temat rozwodzić się nie trzeba, bo w chrześcijańskiej Europie na ogół wiadomo, co to jest bałwochwalstwo. Wiadomo na ogół, że człowiek może sobie bożków czyli wartość najwyższą tworzyć z rzeczy najbardziej nawet pospolitych.

Mówiłem także, że każdy człowiek jest wierzący. Co to jest wiara? Wiara jest to uznanie kogoś lub czegoś za osobę lub wartość godną zaufania, przy czym wyróżniłbym co najmniej dwa poziomy wiary: poziom pierwszy – ufam komuś, że mi mówi prawdę, że mnie nie okłamuje; poziom drugi – w gruncie rzeczy daleko ważniejszy – wierzę, to znaczy powierzam komuś albo czemuś samego siebie. Otóż jest rzeczą niemożliwą, żeby człowiek nie powierzał komuś lub czemuś samego siebie. Po prostu taka jest nasza ludzka sytuacja egzystencjalna, że ciągle musimy powierzać siebie komuś lub czemuś. Podam przykład dość wulgarny, ale nie ja tę wulgarność wymyśliłem. Mianowicie po wystrzeleniu Gagarina w kosmos, Chruszczów postanowił uczynić z tego argumenty przeciwko istnieniu Pana Boga. Zapytał go czy widział tam Pana Boga. Otóż Gagarin Pana Boga nie widział. Chruszczów zapytał go jeszcze, czy nie bał się ten bohaterski kosmonauta. – Nie, bo wiedziałem, że partia jest ze mną, że partia czuwa.

Nie można być człowiekiem niewierzącym, jeśli przyjąć tę definicję, którą przed chwilą zaproponowałem.

Jeszcze drugie wstępne stwierdzenie: mianowicie, ten sam człowiek może kolejno uznawać za wartość najwyższąróżne wartości. Ten sam człowiek może także kolejno różnym osobom czy różnym rzeczom powierzać samego siebie.

Teraz zobaczymy istotną różnicę między liturgią składaną Bogu a liturgią jaką składamy bożkom.

Przy pierwszym opisie wydawałoby się, że ta liturgia składana bożkom jest bardziej sympatyczna, no bo bożkowie nie są zazdrośni, nie żądają wcale wyłączności, wcale im nie zależy na tym, abyśmy im wyłącznie służyli. Bożkowie nie żądają od nas, abyśmy powierzali im siebie bez reszty, im wystarczy, że służymy im od czasu do czasu. Nie przeszkadza im nawet, jeżeli od czasu do czasu my kłaniamy się Panu Bogu. Bożkowie są niezmiernie tolerancyjni.

Zupełnie inaczej Bóg. Pan Bóg jest zazdrosny, nie chce dzielić naszego serca z bożkami. Pan Bóg pragnie, żebyśmy służyli wyłącznie Jemu. Jeżeli człowiek próbuje służyć jednocześnie Jemu i bożkom, taki kult jest Panu Bogu wstrętny. Czytam z VII–go rozdziału Jeremiasza: „Nie zawierzajcie słowom zwodniczym: świątynia Pana, świątynia Pana, mamyświątynię Pana /chciałoby się czytać: nie zawierzajcie słowom zwodniczym: Kościół Chrystusowy, Kościół Chrystusowy, jesteśmy Kościołem Chrystusowym/. Co? Kraść, mordować, cudzołożyć, krzywoprzysięgać, składać Baalowi ofiary i biegać za obcymi bogami, których nie znacie, a potem przychodzicie i stajecie przede mną w tym domu, który nosi imię moje i mówicie: jesteśmy zabezpieczeni, aby dalej popełniać wszystkie te obrzydliwości”.

Albo prorok Ezechiel: „Świątynię moją zbezcześcili, pogwałcili moje szabaty, ofiarowali swych synów, jeszcze tego samego dnia wstępowali do mojej świątyni, bezczeszcząc ją” /23,38 nn./.

Człowiek próbuje służyć jednocześnie Bogu i bożkom, czyli chce służyć w taki sposób bożkom, żeby nie odejść od Boga. To niemożliwe! Pan Bóg jest zazdrosny. „Nienawidzę, brzydzę się waszymi świętami, nie będę miał upodobanie w waszych uroczystych zebraniach; kiedy składacie mi całopalenie i ofiary, mnie to napawa wstrętem, a na ofiary pojednania z tucznych wołów nie chcę patrzeć. Przez 40 lat składaliście mi ofiary i obiaty na pustyni, domu Izraela, a jednocześnie obnosiliście Sykuta, waszego bożka i Kijuna i obrazy bożków i gwiazd bogów waszych, których sami sobie uczyniliście” /Am 5,21 nn./.

Teraz postawmy sobie pytanie ważne w tym opisie: dlaczego bożkowie są tolerancyjni, dlaczego bożkowie zadowalająsię byle czym, dlaczego wystarcza im, że my im służymy od czasu do czasu, a Bóg prawdziwy jest taki nietolerancyjny? Po prostu szatan nie jest równy Bogu. Szatan jest jedynie buntownikiem przeciw Panu Bogu, nie jest żadnym partnerem dla Pana Boga. Szatan nie potrafi robić Panu Bogu konkurencji, on potrafi jedynie niszczyć dzieło Boże. Człowiek jest przecież stworzeniem Bożym, cały swój byt bez reszty zawdzięcza Bogu, dlatego nasze ukierunkowanie ku prawdzie, ku dobru jest w nas zbyt mocno osadzone, to znaczy musielibyśmy w ogóle przestaćduchowo istnieć, musielibyśmy znaleźć się w piekle, żeby w nas nie było żadnego ukierunkowania ku Bogu. Szatan, bożkowie, jest tolerancyjny z konieczności. Główny swój wysiłek skupia na tym, żeby przeszkodzić stworzeniu Bożemu osiągnąć cel ostateczny. Dlatego szatan częstokroć specjalnie się nie martwi tym, że człowiek służy prawdzie, że czyni dobro, szatan to potrafi znieść. Główny cel szatana, żeby naszą prawdę, nasze dobro poddać śmierci, żeby nasze dobro, nasza prawda, nasza miłość nie osiągnęły życia wiecznego, nie stały się godne życia wiecznego.

Dam przykład: młodzi ludzie się kochają miłością powiedzmy wspaniałą, duchową, czystą, taką bez zarzutu, ale było to niestety miłość poddana śmierci, bo umarła wcześniej niż oni sami poumierali. Nasze dobro, nasza prawda, nasza miłość, może umrzeć wcześniej nawet od nas samych czy razem z naszą śmiercią doczesną. Szatanowi specjalnie nie przeszkadza, jeżeli my czynimy dobro. Główny wysiłek szatana to, żeby to dobro nie osiągnęło poziomu życia wiecznego, żeby nie dostąpiło łaska zmartwychwstania i na tej zasadzie szatan jest skłonny paktować z dobrem, natomiast Bóg wcale nie jest skłonny paktować ze złem. A więc wyjaśnia nam się tajemnica, dlaczego Bóg jest o nas taki zazdrosny. Po prostu Bóg nie chce dzielić naszego serca z bożkami. To tylko On, On naprawdę jest pierwszym źródłem wszelkiego dobra, prawdy, miłości, w ogóle sensu naszego życia, bożkowie zaś fałszywie podają się za wartość najwyższą i rzecz oczywista, że bożek chciałby mieć wspólnotę z Chrystusem, ale dla Chrystusa nie ma żadnej wspólnoty z Balialem, dlatego że nie ma żadnej wspólnoty budowniczego z niszczycielami, nie ma wspólnoty Zbawiciela z rozbójnikami, to jest chyba rzecz jasna.

Patrzmy dalej na różnicę między tymi dwoma liturgiami. Czytamy w Piśmie św., że Bóg żądał, aby pierworodne dzieci składać Mu w ofierze. Otóż Moloch żądał tego samego. Ale proszę patrzeć, jaka różnica. Jeżeli się składało pierworodnych Bogu prawdziwemu, to składało się po to, żeby oni żyli; jeżeli się składało Molochowi, to poprzez zadanie dzieciom śmierci. Kto złożył swe dziecko w ofierze Bogu, złożył je Dawcy życia, kto złożył Molochowi, złożył nosicielowi śmierci. Oto jak na dłoni różnice między tymi dwiema liturgiami.

Albo powiedzmy: Chrystus każę się zaprzeć samego siebie, bożkowie podobnie, bożkowie też wymagają ofiar w służbie dla siebie. Tak, ale jeżeli człowiek składa w ofierze samego siebie w służbie Chrystusa, to po to, żeby siebie odnaleźć. Jeżeli ziarno pszeniczne obumrze itd. Tymczasem, jeżeli ktoś się zaprze siebie na służbie bożków, to wiadomo, co bożkowie robią: bożkowie człowieka zeszmacą, odczłowieczą, pozbawią godności i koniec. Proszępatrzeć, różnica jak na dłoni. Ofiara składana bożkom służy śmierci. Bożek na przykład, któremu na imię kariera, on potrafi zażądać ode mnie, żebym złożył mu ofiarę z własnej uczciwości, on potrafi zażądać ode mnie, żebym złożył mu ofiarę z własnych dzieci czy własnej godności. Wszyscy bożkowie żądają ofiar prowadzących do śmierci, dlatego że wszyscy bożkowie są sługami szatana, istoty wprawdzie żywej, ale niestety kompletnie umarłej duchowo.

W tym miejscu chciałbym przypomnieć jeszcze jedną ideę biblijną. Mianowicie Pismo św. wielokrotnie powiada, że uczestnik kultu sam upodabnia się do tego, komu składa ofiary. Jeżeli ktoś służy Bogu, będzie miał życie, dlatego że Bóg jest Bogiem żywym i Dawcą życia; kto natomiast służy bożkom, dobrowolnie zstępuje do nicości, staje sięwewnętrznie pusty, bez życia, dlatego że bożkowie są nosicielami śmierci. Proszę sobie przypomnieć psalm 115: „Mająręce a nie dotykają, nogi mają, lecz nie chodzą, gardłem swoim głosu nie wydają. Do nich podobni są ci, którzy je robią i każdy, który im ufa”. Martwi bożkowie sprowadzają śmierć na tych, którzy im służą. Albo z drugiej Księgi Królewskiej: „Odrzucili przekazania Boga i przymierze, szli za nicością i stali się niczym i odrzucili wszystkie przykazania Boga swego Pana i ulali sobie posągi” /2 Król 17,15 n./.

Natomiast Bóg do tego stopnia jest Panem życia, że nawet śmierć, jeśli tylko w Bogu umieramy, może stać się czynem służącym życiu. „Ja jestem Zmartwychwstanie i Życie, kto wierzy we mnie, choćby i umarł, żyć będzie”.

Jeszcze może przypatrzmy się celebracjom liturgicznym, jakie odprawia się w Kościele i w Synagodze szatana. W Kościele Bożym gromadzimy się wokół ołtarza Chrystusowego, aby napełnić się mocą Chrystusa, aby się pogłębić w synostwie Bożym, we wzajemnym braterstwie, aby spożywać Ciało i Krew Pana. Ma swoje zgromadzenie liturgiczne również szatan. Np. zgromadzeni wokół stołu pijackiego nie tylko pozbawiają się na jakiś czas używania rozumu, ale oni celebrują w ten sposób tajemnicę nierozumności całego swojego życia. Czy zgromadzeni na zebraniu partyjnym, czy powiedzmy na jakimś takim „consilium malignantium”, na którym głosi się kłamstwo, knuje się spisek przeciw sprawiedliwym, obmyśla się nacisk na słabych; oni nie tylko wtedy planują cudzą krzywdę, planują jakieś kłamstwo, ale oni w ten sposób celebrują tajemnicę swojego zakłamanego życia. To jest jakaś straszliwa liturgia. Albo dzisiejsze stadiony sportowe, często są już nie tylko miejscami rozrywki, ale bardziej jeszcze są miejscami, gdzie się uroczyście celebruje bezcelowość swojego życia. Czy nawet wielkie zakłady przemysłowe. Wiadomo, że fabryki są po to, żeby produkowały rzeczy potrzebne ludziom, a my często budujemy zakłady przemysłowe takie ogromne nie tylko po to, żeby produkować rzeczy potrzebne, ale jakieś świątynie ku czci bożka ludzkiej potęgi. Patrzmy na otaczające nas życie, a okaże się, że naprawdę także szatan ma swoje miejsce celebracji liturgicznej.

Eucharystia jako źródło i centrum naszej całożyciowej liturgii

Chociaż w całym naszym życiu jesteśmy Kościołem Chrystusowym, i chociaż całe nasze życie, a nawet śmierć ma byćliturgią, to przecież potrzeba nam zarazem liturgii szczególnej – chodzi oczywiście o Eucharystię, które jest źródłem i centrum tej naszej całożyciowej liturgii.

Przypomnę tu bardzo stare przeświadczenie, że my po to składamy Eucharystię, po to gromadzimy się w niedzielęwokół ołtarza Chrystusowego, żeby całe nasze życie stało się niejako ofiarą eucharystyczną.

Jedna z recenzji pasji św. Polikarpa powiada, że przed swoim męczeństwem święty biskup każę sobie przynieść szaty, w których odprawiał coniedzielną Eucharystię, tak samo każę sobie przynieść płócienne trzewiki /jak wiadomo w starożytnym chrześcijaństwie księża odprawiali w płóciennych trzewikach, nigdy w skórzanych, w przeświadczeniu, że kiedy przystępujemy do Stołu Pańskiego, to żadna krzywda, nawet krzywda zwierząt nie może na nas ciążyć/.

Dobrze, Polikarpie, ale przecież tu nie ma Chleba i wina. Nie ma Chleba i wina, a on przystępuje do modlitwy: „Błogosławiony jesteś, Panie Boże wszechświata, że mnie wybrałeś jako to jagnię umiłowane ze swojej trzody, które ma być złożone w ofierze. Błogosławiony jesteś, Panie Boże wszechświata, że pozwoliłeś mi pić z kielicha Męki Twojej”.

Polikarpie, gdzie chleb i wino, że ty chcesz Eucharystię odprawiać? Polikarp ma przeświadczenie, że to on jest niejako tym darem ofiarnym, który przez męczeństwo ma być przemieniony w Chrystusa.

Albo przypomnijmy sobie powszechnie znany motyw z listu św. Ignacego do Rzymian. Staruszek zorientował się, że chrześcijanie rzymscy mają jakieś sposoby, żeby go jakość od męczeństwa uchronić, przestraszył się i pisze z gorącąprośbą: – Dajcie spokój, ja chcę być pszenicą Chrystusową zmieloną zębami dzikich zwierząt. Przecież to wyraźny motyw eucharystyczny. Kiedy zaś Ignacy zginął, jeden z opisów męczeństwa powiada, że chrześcijanie przyszli z obrusem ołtarzowym i zawinęli resztki ciała w ten obrus, jakby to było Ciało Pańskie. Myślę, że również każdy z nas ma jakieś swoje głębokie doświadczenia, że coś w tym jest: zwłaszcza kiedy się przystępuje do łoża umierającego, którzy święcie umiera, człowiek ma podobne uczucie jak przy tabernakulum: człowiek podziwia świętość i aż boi siędo niej przystąpić.

Proszę mnie dobrze zrozumieć, ja tu żadnych herezji nie chcę głosić, tylko mówię to w ramach tematu: Eucharystia jako źródło i centrum naszej całożyciowej liturgii. Bo właśnie chrześcijanie zawsze starali się podkreślać, że Eucharystia to nie jest taki czas sakralny, który my izolujemy z całego życia, aby go oddać Panu Bogu, że sześć dni praca, a ten siódmy dla Pana Boga. Nie! Całe nasze życie dla Pana Boga, a ten siódmy dla Pana Boga specjalnie: po to właśnie, żeby tamte sześć dni też Panu Bogu oddać.

Jeżeli przyjmiemy tę perspektywę, to proszę zobaczyć, jakiej wspaniałej aktualności nabierają te różne przestrogi proroków, żeby nie składać Panu Bogu ofiar w sposób pusty. Choćby ten tekst z proroka Izajasza: „Co mi po mnóstwie waszych ofiar, mówi Pan. Syt jestem całopalenia kozłów i łoju tłustych cielców; krew wołów i baranów mi obrzydła. Gdy wyciągnięcie ręce, odwrócę od was me oczy; choćbyście nawet mnożyli modlitwy. Ja nie wysłucham, bo ręce wasze pełne są krwi”. Słuchajmy, bo to się odnosi do Eucharystii. Rzecz jasna, że nie w tym sensie, żeby Ojcu Przedwiecznemu mogła zbrzydnąć kiedykolwiek Ofiara Jedynego Syna, ale może Mu zbrzydnąć nasze uczestnictwo w tej Ofierze. Co mi po tym, że odprawiacie czy uczestniczycie w Ofierze Eucharystycznej, jeżeli ręce wasze pełne sąkrwi, a dusze wasze pełne nieprawości? Te wszystkie teksty prorockie natychmiast nam ożywają.

Rzecz jasna, że Eucharystia jest nie tylko wezwaniem do ofiary z całego mojego życia, z samego siebie, ale Eucharystia obdarza także mocą, która nas uzdalnia do tego, żeby nasze ofiary stały się jedno z Ofiarą Chrystusa, nie obok, ale w Ofierze Chrystusa.

Tutaj przypomnijmy sobie słowa Pana Jezusa, kiedy powiada: – Ojcowie wasi pożywali mannę – i co z tego? – pomarli. A kto pożywa tego chleba, żyć będzie na wieki. Ten Chleb obdarza mocą na całe nasze życie. To jest Chleb Eliaszowy, mocą tego chleba szedł przez 40 dni i 40 nocy, aż doszedł do Bożej góry Horeb.

Eucharystia nas uzdalnia do tego, aby nasze życie było liturgią składaną Bogu, a nie bożkom. I żeby w całym naszym życiu ujawniała się obecność Boga.

Jeszcze może dwa motywy z tego tematu poruszę.

W Kościele często pamiętało się o tym, że Eucharystia jest sądem Bożym. Sądem Bożym zresztą jest nie tylko Eucharystia. Sądem Bożym jest np. Słowo Boże. Jeżeli my czytamy Słowo Boże, a w Duchu Świętym jest to rzecząniemożliwą, żeby ono nas nie osądzało, żeby ono nie przypominało nam naszych grzechów i żeby ono nas nie wzywało do Boga. Sądem Bożym szczególnym jest sakrament pokuty. W Kościele często się uczyło ludzi, że poddając się temu sądowi, żebyście nie byli osądzeni tam już po śmierci, bo ten sąd jest zbawiający, ten sąd oczyszcza z grzechów i obdarza życiem. Tamten sąd, jeżeli się tu nie poddacie sądowi Bożemu, może się stać sądem potępiającym.

Tak samo Eucharystia jest sądem Bożym. Co to znaczy? Nie sposób, jeżeli my przystępujemy do Ofiary Eucharystycznej, nie sposób nie czuć drżenia, bo jak człowiek się zbliża do Pana Boga, to zbliża się do światłości, a światłość ujawnia prawdę, prawdę, które często, jest niestety, smutna. Ale ta światłość także na szczęście obdarza życiem, oczyszcza. Sąd Boży jest zawsze czymś trudnym, toteż my często od niego uciekamy, często odprawiamy Eucharystię byle jak. Ludzie świeccy często może podświadomie czują, że to trudno uczestniczyć w Eucharystii uczciwie. Księża, którzy muszą odprawiać mszę codziennie, mają dwie drogi ucieczki: w rutyniarstwie, jakąśobojętność, albo w dewociarstwie, gdzie pobożność umieszcza się w czysto zewnętrznych pozorach. Tymczasem Eucharystia powinna być dla nas sądem Bożym i niech nim naprawdę będzie. Niech obecność Boża nas osądza, bo to jest osądzanie zbawcze, osądzanie życiodajne, osądzanie, które napełnia nas mocą, na tę naszą całożyciową liturgię.

Ostatnia już idea z tego naszego tematu.

Eucharystia gest zadatkiem zmartwychwstania. Ona musi nas pobudzać do duchowości właściwej zmartwychwstaniu. Jeżeli porównać grecką naukę na temat zbawienia człowieka z chrześcijańską nauką na temat zbawienia człowieka, jedna różnica uderza: mianowicie u Greków zbawiony miał być tylko duch ludzki, reszta jest czymś dla zbawienia obojętnym. Według Słowa Bożego cały człowiek jest wezwany do zbawienia. Co to znaczy? To znaczy, że nie ma rejonów w naszym życiu, nie ma takich spraw w naszym życiu, które nie mogłyby być przemienione mocą zbawcząChrystusa. W Europie my ciągle mamy pokusy, żeby jakieś sprawy wyłączyć poza ten horyzont zbawienia. Często ludziom się wydaje, że sprawy świeckie swoją drogą, sprawy religijne swoją drogą. Nie! Całe nasze życie ma byćprzemienione Chrystusem. Jeżeli Eucharystia ma nas przygotować do zmartwychwstania, to nas całych, ze wszystkim, co w naszym życiu jest. Również działalność gospodarcza ma być poddana mocy Chrystusa, również cała sfera ludzkiej płciowości, również nasze zaangażowanie obywatelskie.

Jeżeli my jesteśmy wezwani do zmartwychwstania i jeżeli spożywamy Eucharystię jako zadatek zmartwychwstania, to znaczy, że w naszym życiu nie może być spraw, które nie powinny być ogarnięte mocą Bożą.

Archiwum KWPZM

SERWIS INFORMACYJNY KONFERENCJI WYŻSZYCH PRZEŁOŻONYCH ZAKONÓW MĘSKICH W POLSCE

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zgoda