Dziewiecki M. Ks., Chrystologiczna pedagogika powołań – uczyć myśleć jak Chrystus

1. Rozumienie tajemnicy człowieka warunkiem odkrycia powołania

2. Wychowywać to uczyć myśleć

2.1. Znajomość mechanizmów i motywów manipulacji w myśleniu

2.1.1. Zdolność oszukiwania samego siebie

2.1.2. Myślenie według postępowania

2.2. Znajomość metod formacji prawego myślenia

2.2.1. Demaskowanie błędnych sposobów myślenia

2.2.2. Uczenie obserwacji życia

3. Towarzyszenie powołaniowe: uczyć czytać życie, tak jak Chrystus


 

1. Rozumienie tajemnicy człowieka warunkiem odkrycia powołania 

Dramatycznym paradoksem naszych czasów jest fakt, że współczesny człowiek coraz bardziej rozumie otaczający go świat, a jednocześnie coraz mniej rozumie samego siebie. Odnosi się to zwłaszcza do dzieci i młodzieży. Wychowawcy, którzy rozmawiają z wychowankami o tajemnicy człowieka i o sensie ludzkiego życia przekonują się zwykle, że młodzi albo nie stawiają sobie w ogóle takich pytań, albo zadawalają się cząstkowymi czy zupełnie błędnymi odpowiedziami. To, że coraz więcej młodych ludzi w Polsce i w Europie ma trudności z odkryciem i zrozumieniem własnego powołania wynika z faktu, że ci młodzi ludzie mają trudności ze zrozumieniem własnej tajemnicy i z uświadomieniem sobie sensu własnego życia. Największą przeszkodą w odkryciu powołania jest sytuacja, w której dany wychowanek nie rozumie samego siebie.

Nie może pójść za głosem powołującego Chrystusa ktoś, kto nie rozumie Bożego zamysłu wobec człowieka. Nie może naśladować Chrystusa ktoś, kto nie rozumie sensu Jezusowych słów i czynów oraz sensu Jego śmierci i zmartwychwstania. Nie może zawierzyć swego życia Jezusowi ktoś, kto ma inny niż On sposób myślenia i wartościowania podstawowych zjawisk oraz wydarzeń. Z drugiej strony nie może zrozumieć Chrystusa ktoś, kto nie rozumie – lub kto rozumie w niewystarczającym stopniu –  samego siebie. Aby bowiem rozumieć coś więcej, czyli tajemnicę Boga-Człowieka, trzeba najpierw rozumieć coś mniej, czyli tajemnicę człowieka.

Współczesna młodzież w dużym stopniu zatraciła ten aspekt ludzkiego myślenia, który nazywamy duchowością. Duchowość to zdolność człowieka do zrozumienia samego siebie oraz sensu własnego życia. Myślenie w płaszczyźnie duchowej to szukanie odpowiedzi na najważniejsze pytania, jakie może postawić sobie człowiek: kim jestem; po co żyję; co jest dla mnie wartościowe, a co szkodliwe; jakie są podstawowe wartości, na których można budować dojrzałą przyszłość. Brak lub powierzchowność myślenia w płaszczyźnie duchowej wynika po części z trudnego kontekstu kulturowego, a zwłaszcza z mody na subiektywne myślenie oraz z zaburzonej hierarchii wartości, która stawia tolerancję i demokrację wyżej niż miłość i prawdę. Analizując sytuację współczesnej młodzieży Dokument końcowy I Europejskiego Kongresu nt. Powołań (Rzym, 5-10 maja 1997 r.) stwierdza, że „dwa aspekty wydają się być najważniejsze w zrozumieniu dzisiejszej postawy młodych: postulat podmiotowości i pragnienie wolności. Są to dwa żądania godne uwagi i typowo ludzkie. Często jednak w słabej i złożonej kulturze, jaką jest ona dzisiaj, zachodzą w ich zetknięciu się kombinacje, które deformują ich sens: podmiotowość staje się subiektywizmem, podczas gdy wolność przeradza się w arbitralność.” (s. 16). Tymczasem dojrzały subiektywizm oznacza indywidualny sposób spostrzegania i doświadczania obiektywnych faktów, dotyczących człowieka oraz otaczającego go świata. Sposób ten jest zawsze w jakimś stopniu zawężony i uogólniony, ale u ludzi dojrzałych respektuje on podstawowe prawdy i wartości. Tylko w odniesieniu do osób zaburzonych psychicznie subiektywność oznacza utratę kontaktu z obiektywną rzeczywistością. Z drugiej strony dojrzała wolność to zdolność odpowiedzialnego poruszania się w świecie wartości, czyli zdolność czynienia tego, co wartościowsze, a nie tego, co spontaniczne czy łatwiejsze.

Obok zaburzonego rozumienia ludzkiej subiektywności i wolności, poważnym zagrożeniem w odniesieniu do ludzi młodych jest błędne rozumienie sensu ludzkiego życia. Myśląc o sobie oraz o własnej przyszłości, młodzi ulegają równie modnej co naiwnej mentalności samorealizacji, rozumianej w sensie dosłownym, a przez to interpretowanej w podwójnie błędnym znaczeniu. Pierwszy błąd polega na uwierzeniu, że taka realizacja dokonuje się spontanicznie, czyli bez opracowania jasnego projektu życia i bez wysiłku. Drugi błąd polega na uwierzeniu, że spełnienie się człowieka ma wyłącznie wymiar prywatny, indywidualny, czyli w oderwaniu od innych ludzi i od Boga. Młodzi, którzy ulegają tego typu błędom, kierują się logiką, „która redukuje przyszłość do wyboru zawodu, materialnego urządzenia się, zaspokojenia uczuciowo-emocjonalnego w granicach horyzontów, które w rzeczywistości redukują pragnienie wolności i możliwości podmiotu do ograniczonych projektów, do iluzji bycia wolnymi” (tamże, s. 16).

We współczesnej kulturze dominuje model antropologiczny człowieka, który nie rozumie samego siebie, i który – w konsekwencji – nie odkrywa żadnego powołania. „Wielu młodych nie ma nawet ‘podstawowej gramatyki’ egzystencji. Są nomadami, krążą bez zatrzymania się na poziomie geograficznym, afektywnym, kulturowym, religijnym, ‘usiłują’ żyć. Wśród wielkiej ilości i zróżnicowania informacji, lecz ze zubożałą formacją, jawią się zagubieni, czują niepokój wobec ostatecznych zobowiązań. Przeogromny smutek budzi spotkanie młodych, nawet inteligentnych i uzdolnionych, w których dostrzega się zgaszoną wolę życia, brak wiary w cokolwiek, niechęć do dążenia do wielkich celów, brak nadziei w świat, który może stać się lepszy, także dzięki ich wysiłkom. Wydaje się, że właśnie młodzi czują się zbyteczni w grze i dramacie życia, zgoła ustępujący wobec niego. Bez powołania, lecz także bez przyszłości lub z przyszłością, która nie będzie niczym innym niż pewną fotokopią teraźniejszości” (tamże, s. 17).

Bywa i tak, że młodzi, którzy nie rozumieją własnej tajemnicy, idą za jakąś formą antypowołania, proponowaną przez toksyczne środki społecznego przekazu, przez naiwnych lub cynicznych wychowawców czy przez określone grupy społeczne. Tego typu antypowołanie może mieć różne postaci. Cechą wspólną jest proponowanie łatwego szczęścia oraz życia poza miłością i prawdą.

2. Wychowywać to uczyć myśleć 

2.1. Znajomość mechanizmów i motywów manipulacji w myśleniu 

Podstawowym zadaniem chrześcijańskiego wychowawcy jest uczyć wychowanków mądrego, realistycznego myślenia na temat własnego życia i postępowania. Od sposobu myślenia zależy przecież w dużym stopniu sposób postępowania. Człowiek nie zawsze potrafi postępować zgodnie z tym, co zrozumiał, że jest słuszne i dojrzałe. Gdy jednak jego sposób myślenia o sobie i o własnym postępowaniu jest błędny, wtedy taki człowiek pozbawia się szans, by postępować w sposób dojrzały i odpowiedzialny. Formowanie u wychowanków prawego myślenia jest trudne przynajmniej z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że każdy z nas ma władzę manipulowania własnym myśleniem. Po drugiego dlatego, że ci, którzy błądzą, ulegają zwykle pokusie dostosowania myślenia do aktualnego sposobu postępowania. Przypatrzmy się bliżej obu tym zjawiskom, gdyż ich precyzyjne rozumienie jest warunkiem udzielania odpowiedzialnej pomocy wychowawczej.

2.1.1. Zdolność oszukiwania samego siebie

Każdy człowiek, mimo, że posiada tylko jeden mózg, potrafi posługiwać się dwoma zupełnie odmiennymi  strategiami myślenia. Z jednej strony ma zdolność myślenia logicznego, precyzyjnego, naukowego. Potrafi obiektywnie obserwować i analizować rzeczywistość, opisywać fakty, wyciągać prawidłowe wnioski z określonych doświadczeń. Z drugiej strony każdy człowiek potrafi myśleć w sposób bardzo nielogiczny, czyli magiczny, emocjonalny, życzeniowy, naiwny. Czasem „rozumuje” w sposób tak naiwny czy absurdalny, jakby znajdował się pod wpływem alkoholu czy narkotyków.

Okazuje się, że owa podwójność rozumowania nie jest zjawiskiem przypadkowym. Myśleniem pierwszego typu, a więc myśleniem logicznym i precyzyjnym, posługujemy się zwykle wtedy, gdy myślimy o innych ludziach albo o otaczającym nas świecie. Innymi słowy wtedy, gdy gromadzimy informacje na temat zjawisk, osób czy wydarzeń, które nie mają bezpośredniego związku z naszym życiem i postępowaniem, potrafimy być obiektywnymi i precyzyjnymi obserwatorami. Kiedy natomiast myślimy o nas samych lub o rzeczach, zjawiskach, sytuacjach czy osobach, które mają bezpośredni związek z naszą sytuacją  życiową  lub z naszym postępowaniem, to często tracimy logikę i precyzję myślenia, ulegając różnym iluzjom albo kłamstwom. Oto prosty przykład. Spytałem pewnego ucznia ze szkoły średniej o przyczyny ocen niedostatecznych jego kolegi. Odpowiedział mi w sposób logiczny i obiektywny: „Mój kolega ma złe oceny, gdyż się nie uczy, wagaruje, lekceważy nauczycieli”. Następnie spytałem tego samego chłopca o powody jego własnych ocen niedostatecznych. Wtedy usłyszałem zupełnie inną odpowiedź: „W moim przypadku sprawa wygląda inaczej. Mam złe stopnie, gdyż miałem pecha na klasówce, zginęły mi  niektóre kartki z podręcznika, nie było prądu, gdy chciałem się uczyć, a nauczyciele oceniają mnie w sposób niesprawiedliwy”. Każdy z nas dysponuje zatem niezwykłą władzą: władzą manipulowania własnym myśleniem oraz władzą oszukiwania samego siebie.

2.1.2. Myślenie według postępowania

Korzystanie z władzy manipulowania własnym myśleniem ma miejsce zwykle wtedy, gdy ktoś błędnie postępuje i gdy doświadcza kryzysu życia. W takiej sytuacji człowiek ma pokusę, by usprawiedliwiać własne błędy lub by wmawiać sobie, że w ogóle żadnych błędów nie popełnił. Stąd im bardziej błądzi dana osoba, tym większe ma tendencje, by manipulować własnym myśleniem, by oszukiwać samą siebie, by uciekać od świata faktów w świat fikcji i miłych iluzji. Kryzys życia prowadzi zatem do kryzysu myślenia. A kryzys myślenia może przybrać dramatyczne rozmiary. Człowiek posiada bowiem całkowitą władzę nad własnym myśleniem. Oznacza to, że potrafi wmówić sobie wszystko to, w co chce uwierzyć, albo co chce przyjąć za swoją „prawdę”. W oszukiwaniu samego siebie nie ma granic. Sposób myślenia o wszystkim, co nie dotyczy bezpośrednio nas samych, zależy głównie od ilorazu inteligencji, wykształcenia oraz pracowitości. Natomiast nasz sposób myślenia o nas samych i naszym życiu zależy przede wszystkim od naszego postępowania. Im bardziej zaburzone i pogmatwane są nasze zachowania i więzi, tym bardziej zaburzone i pogmatwane okazuje się nasze myślenie. Przykładem drastycznym takiej sytuacji są sposoby myślenia typowe dla osób uzależnionych od alkoholu. Gdyby uznały one fakt, że straciły kontrolę nad alkoholem, to powinny podjąć decyzję o całkowitej abstynencji do końca życia. Ponieważ wytrwanie w abstynencji jest trudne, gdyż wymaga przezwyciężenia mechanizmów choroby alkoholowej oraz gruntownej przemiany życia, więc łatwiej wtedy o dostosowanie myślenia do błędnego postępowania. W przypadku  alkoholizmu mamy do czynienia z systemem iluzji i zaprzeczeń. Oznacza to sytuację, w której dany alkoholik łudzi się, że nie ma problemu z alkoholem oraz zaprzecza najbardziej nawet bolesnym konsekwencjom sięgania po alkohol. Uzależniony to ktoś, kto nałogowo oszukuje samego siebie. Ponad 90% uzależnionych oszukuje się aż do śmierci.

Typowy obecnie przykład błędnego myślenia to przekonanie sporej grupy młodzieży, że do zawarcia szczęśliwego małżeństwa wystarczy to, iż ona i on się kochają. Tymczasem sama miłość tu nie wystarczy! Sama miłość może wystarczyć  do  zbudowania przyjaźni. Założenie małżeństwa i rodziny wymaga jednak czegoś więcej. Wymaga nie tylko miłości, lecz także dojrzałości. Wymaga wewnętrznej wolności i odpowiedzialności. Wymaga szlachetnego charakteru i wrażliwości moralnej. Wymaga nabycia określonych  umiejętności, potrzebnych w życiu rodzinnym, zawodowym i społecznym. Wymaga zdolności do utrzymania rodziny oraz do odpowiedzialnego wychowania własnych dzieci. Można być przyjacielem człowieka chorego psychicznie, albo alkoholika czy narkomana, który nadal sięga po substancje uzależniające. Nie można jednak kogoś znajdującego się w takiej sytuacji  wybrać na współmałżonka i rodzica swoich dzieci. Dopóki bowiem dana osoba trwa w takim stanie, dopóty nie może dojrzale wypełnić obowiązków małżeńskich i rodzicielskich. Nawet jeśli kocha bardzo szczerze. W tym kontekście można zacytować młodym najkrótszą powieść świata: „On: czy chcesz być moją żoną? Ona: nie. I byli szczęśliwi do końca życia”.

Innym typowym sposobem oszukiwania samego siebie jest twierdzenie, że wolność to robienie tego, co się chce. Gdyby rzeczywiście na tym polegała wolność, to najbardziej wolne byłyby niemowlęta, chorzy psychicznie i przestępcy. Te trzy kategorie ludzi rzeczywiście robią to, co chcą. Nie znaczy to wcale, że są oni wolnymi ludźmi. Przeciwnie, albo nie osiągnęli  jeszcze wolności, albo używają jej w sposób zaburzony. Aż tak zaburzony, że może doprowadzić to do całkowitej utraty wolności. Dojrzała wolność polega na robieniu tego, co mądre i wartościowe. I tylko tego. Kolejny przykład zaburzonego myślenia to twierdzenie, że tolerancja jest najwyższą wartością. Wtedy musiałaby ona oznaczać zakaz odróżniania dobra od zła, prawdy od fałszu, zdrowia od choroby, miłości od egoizmu. Podobnie zaburzone myślenie to twierdzenie, że demokracja jest podstawową wartością. W rzeczywistości natomiast demokracja nie jest żadną wartością a jedynie jednym z mechanizmów podejmowania decyzji. Jakość tych decyzji nie zależy od demokracji lecz od dojrzałości ludzi, którzy podejmują decyzje demokratyczną większością. Inne decyzje podejmą dzieci czy młodzież, inne ludzie chorzy psychicznie czy przestępcy, inne analfabeci, a jeszcze inne ludzie dojrzali i odpowiedzialni.

Najgroźniejszą iluzją, jakiej może ulec człowiek, jest przekonanie, że istnieje łatwe szczęście, a zatem szczęście, które osiąga się bez wysiłku, dyscypliny, bez respektowania obiektywnych wartości, bez korzystania z pomocy rodziców i innych wychowawców, bez przyjaźni z Bogiem, bez kierowania się Jego przykazaniami, bez respektowania głosu własnego sumienia. Tymczasem gdyby istniało takie łatwe szczęście, to wszyscy ludzie byliby szczęśliwi. Nie byłoby ani jednego człowieka uzależnionego, chorego psychicznie, załamanego, przeżywającego stany samobójcze. To bowiem, co jest łatwe (np. zdolność oddychania, spożywania pokarmów czy poruszania się), osiągają wszyscy. Obserwacja życia  prowadzi do oczywistego wniosku, że człowiek stoi w obliczu wyboru między trudnym szczęściem, a łatwym nieszczęściem. Kto ucieka od tej prawdy, ten wchodzi na drogę szybkiego nieszczęścia.

2.2. Znajomość metod  formacji prawego myślenia

2.2.1. Demaskowanie błędnych sposobów myślenia

Pierwszą metodą formowania sfery intelektualnej jest precyzyjne demaskowanie wobec wychowanków typowych przejawów błędnego, toksycznego myślenia. Oto podstawowe zasady w tym względzie:

–       argumentowanie w bezpośrednim odniesieniu do wychowanka. Ma on wtedy szansę, by na własnej skórze doświadczyć absurdalności swego rozumowania. Przykładem mogą tu być błędne przekonania na temat nierozerwalności małżeństwa. Niektórzy chłopcy i dziewczęta w rozmowie ze mną stwierdzają, że chcą w przyszłości założyć rodzinę, ale uważają, że małżeństwo wcale nie musi być nierozerwalne. Jeśli w ich przyszłym życiu małżeńskim pojawią się jakieś trudności, wtedy mogą po prostu wziąć rozwód. W obliczu takiego rozumowania stawiam bardzo proste pytanie: a zatem nie mielibyście nic przeciwko temu, gdyby jutro wasi rodzice powiedzieli wam, że się rozwodzą? Ogromna większość młodych przyznaje wtedy, że byłby to dla nich wielki dramat i że nie chcą nawet dopuszczać myśli o rozwodzie swoich rodziców. Stwierdzają też, że muszą się jeszcze zastanowić nad swymi dotychczasowymi poglądami na temat nierozerwalności małżeństwa.

Inny przykład argumentowania w bezpośrednim odniesieniu do wychowanka to dyskusje na temat aborcji. W tym kontekście niektórzy wychowankowie twierdzą, że, płód to nie jest jeszcze człowiek. Aby pomóc zdemaskować absurdalność takiego twierdzenia, można zapytać danego wychowanka: czy ty byłeś najpierw jakąś rośliną albo zwierzęciem, a potem nagle w którymś momencie przemieniłeś się w człowieka? Zwykle tego typu bezpośrednie odniesienie do rozmówcy okazuje się skuteczną pomocą, by uwolnić się od naiwności w myśleniu lub by zdemaskować jego cynizm i złą wolę.

–       argumentowanie w odniesieniu do innych ludzi. Mamy tu do czynienia z techniką odwrotną do poprzedniej. Tam, gdzie błędne poglądy danego wychowanka wynikają z jego silnych potrzeb emocjonalnych (np. pragnień lub lęków), tam dobrym sposobem demaskowania błędnego myślenia jest odniesienie omawianego problemu do innych ludzi. Łatwiej wtedy wychowankowi stać się w miarę obiektywnym obserwatorem. Przykładem mogą być poglądy w sprawie sięgania po alkohol czy narkotyk. Dla młodych, którzy cierpią, substancje te okazują się nadatrakcyjne, gdyż obiecują poprawę nastroju bez potrzeby poprawiania sytuacji życiowej. Młodzi myślą wtedy o tych substancjach w sposób zupełnie bezkrytyczny i naiwny. Twierdzą np., że piwo to nie alkohol, że istnieją miękkie narkotyki, że oni sami mają na tyle silną wolę, iż nie popadną w uzależnienie, itd. Aby zdemaskować naiwność takiego myślenia, warto pomóc wychowankom, by pomyśleli o losie tych rówieśników czy znajomych, którzy podobnie myśleli, a obecnie są alkoholikami czy narkomanami.

–       konkretyzacja rozumowania. To kolejna metoda, która ułatwia demaskowanie błędnych przekonań i sposobów myślenia. Metoda ta wynika z faktu, że im ogólniejszy jest poziom dyskusji, tym trudniej zdemaskować absurdalność danego sposobu myślenia czy jego ideologiczne podłoże. Przykładem zastosowania konkretyzacji może być sposób, w jaki zareagowałem na twierdzenie pewnej nastolatki, która rozumując twierdziła, że skoro kobiety mają prawo do decydowania o macierzyństwie, to tym samym mają prawo do aborcji. Odpowiedziałem jej, że nie istnieje żaden związek między prawem do decydowania o macierzyństwie a prawem do aborcji. Aborcja dotyczy bowiem wyłącznie tych kobiet, które już są matkami, a więc tych kobiet, które mają zupełnie inną alternatywę: być matką dziecka żywego lub być matką dziecka zabitego. Z prawa do decydowania o macierzyństwie można korzystać zanim kobieta stanie się matką.

–       ukazywanie absurdalnych konsekwencji błędnego rozumowania. Skuteczną metodą formowania realistycznego myślenia jest pomaganie wychowankom, by odkryli absurdalne konsekwencje naiwnego czy niedojrzałego myślenia. Dobrą ilustracją tej strategii jest rozmowa o naturze dojrzałej miłości. Wielu wychowanków sądzi, że miłość to uczucie. Trzeba wtedy wyjaśniać, iż gdyby takie twierdzenie było prawdą, to nikt nie mógłby składać przysięgi małżeńskiej, ani ślubować wiernej miłości w kapłaństwie czy życiu konsekrowanym. Naszych uczuć i nastrojów nie możemy bowiem gwarantować ani ślubować. One są zmienne i zależą od wielu czynników: fizjologicznych, psychicznych, społecznych. Możemy ślubować jedynie nasze decyzje i zachowania. Podobnie gdyby przyjąć, że miłość jest uczuciem, to kryterium dojrzałości byłoby wtedy kierowanie się uczuciami wobec osoby, którą kochamy. Popadalibyśmy wtedy w naiwność lub okrucieństwo, w zależności od uczuć, które przeważałyby w danym momencie czy w danej sytuacji.

Inną ilustracją omawianej metody jest sposób reagowania na twierdzenie niektórych wychowanków, że jeśli jakieś dziecko miałoby urodzić się kalekie lub być niekochane, to można wtedy dokonać aborcji dla „dobra” tego dziecka. Otóż gdyby zgodzić się na tego typu rozumowanie, to trzeba by przyjąć zasadę, że można zabijać także już narodzone dzieci, a nawet dorosłych, jeśli tylko ktoś z nich popadnie w kalectwo (np. na skutek wypadku samochodowego) albo przestanie być kochanym.

2.2.3.  Uczenie obserwacji życia

Zadaniem odpowiedzialnego wychowawcy jest wyjaśnianie wychowankom, iż ich życie nie zależy od ich subiektywnych przekonań lecz od obiektywnych faktów i wydarzeń. W tej sytuacji inteligencja oznacza sztukę obserwacji życia swojego i innych ludzi. Człowiek dojrzały rozumuje w następujący sposób: „nie kieruję się moimi subiektywnymi przekonaniami, gdyż widzę, że wielu ludzi, dla których najważniejszym argumentem są ich własne przekonania, oszukuje samych siebie i wyrządza sobie krzywdę.  Dlatego postanawiam używać mojego umysłu w sposób inteligentny, czyli po to, by obserwować życie innych ludzi i moje własne oraz by wyciągać logiczne wnioski z tych obserwacji. Mam wtedy szansę czynić to, co rzeczywiście służy memu rozwojowi i szczęściu”.

Obserwacja życia pozwala nam odkryć elementarne fakty dotyczące natury człowieka i ludzkiego życia na tej ziemi. Zdajemy sobie wtedy sprawę, iż łatwiej jest nam czynić zło, którego nie chcemy niż dobro, którego pragniemy. Rozumiemy też, że nie możemy odłączyć naszych zachowań od ich naturalnych konsekwencji. Jeśli ktoś nie chce wyrządzać sobie krzywdy i ryzykować, że będzie np. alkoholikiem, to w wieku rozwojowym nie powinien sięgać po piwo ani żadne inne napoje alkoholowe. Podobnie jeśli ktoś nie chce mieć złych stopni w szkole, to musi się solidnie uczyć. Jeśli nie chce być chorym na AIDS, to musi uczyć się życia w czystości i wierności małżeńskiej. Jeśli nie chce cierpieć, to nie powinien czynić niczego, co wyrządza krzywdę jemu samemu lub innym ludziom. Jeśli chce być szczęśliwym, to powinien kierować się miłością i prawdą. W przeciwnym przypadku nikt i nic nie uchroni go od kryzysu życia oraz od cierpienia.

Prostym i konkretnym sposobem weryfikacji, czy dany wychowawca oraz wychowanek potrafią odkryć podstawowe prawdy o człowieku j jego życiu, jest sprawdzenie, czy odkryli oni następujące fakty:

–  fakt, że na tej ziemi nie istnieje łatwe szczęście. Człowiek ma do wyboru – pójść drogą łatwego nieszczęścia lub trudnego szczęścia;

– fakt, że nie może być szczęśliwym człowiek, który próbuje zaspokoić jakiś wymiar swojej rzeczywistości kosztem innych wymiarów, potrzeb czy aspiracji. Dla przykładu nie może być szczęśliwy ktoś, kto próbuje respektować swoje stany emocjonalne kosztem sumienia lub zdrowia. Podobnie nie może być szczęśliwym ktoś, kto próbuje respektować swoje popędy kosztem więzi z Bogiem, z samym sobą czy z drugim człowiekiem.

3. Towarzyszenie powołaniowe: uczyć czytać życie tak,  jak Chrystus

Najważniejszym zadaniem wychowawcy w odniesieniu do sfery myślenia jest pomaganie wychowankom, by uczyli się czytać oraz interpretować ludzkie życie w taki sposób, w jaki czyni to Chrystus. On sam daje nam w wielu miejscach Ewangelii przykłady, w jaki sposób należy to czynić. Jedną z typowych lekcji myślenia jest rozmowa Chrystusa z uczniami, którzy zmierzają do Emaus. Jezus zaczął od postawienia pytania: „Co to za rozmowy prowadzicie ze sobą w drodze?” Wtedy oni zatrzymali się smutni. Byli smutni, bo nie rozumieli historii Jezusa. Potrzebowali wyjaśnienia. Jezus demaskuje najpierw błędne nastawienie ich woli: „O nierozumni, jak nie skore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy!” Rozmawiając z naszymi wychowankami, moglibyśmy często dodać: jakże skore są wasze serca  do wierzenia we wszystko, co mówią współcześni antyprorocy i antywychowawcy. Po zdemaskowaniu błędnego nastawienia woli Jezus „zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego”. Dzięki Jezusowi otworzyły się im oczy. Zaczęli patrzeć w głąb i odnajdywać motywy nadziei. Wtedy „przymusili Go, mówiąc: Zostań z nami” (Łk 24, 17-29).

Być wychowawcą to być prorokiem, czyli kimś, kto pomaga wychowankowi patrzeć w głąb tajemnicy Boga i człowieka. Wtedy wychowanek zdaje się zdolny rozumieć teraźniejszość oraz wsłuchiwać się w Boże propozycje co do jego przyszłości. Uczyć myśleć to wydobywać z wychowanka prawdę o nim, o aspiracjach i lękach, by wspomóc wolność do udzielenia odpowiedzi powołaniowej: chcę Panie – jak uczniowie z Emaus – zostać z Tobą, bo Ty lepiej wyjaśniasz mi moją tajemnicę niż moje emocje, które przeżywam, niż moje subiektywne przekonania, które sobie uświadamiam, niż telewizja, którą oglądam. Jezus pomógł uczniom z Emaus dokonać ponownej rekonstrukcji wydarzeń i przeżyć, których nie rozumieli.

Brakuje nam obecnie wychowawców, którzy są mistrzami w precyzyjnym czytaniu ludzkiego życia w świetle Objawienia. W Dokumencie końcowym Kongresu nt. Powołań czytamy: „Ilu młodych nie przyjęło wezwania powołaniowego nie dlatego, że byli nieszlachetni i obojętni, lecz po prostu dlatego, że nie udzielono im pomocy w poznaniu samych siebie, w odkryciu ambiwalentnych i pogańskich korzeni niektórych schematów myślowych i uczuciowych, w wyzwoleniu się ze swoich lęków i działań obronnych wobec powołania. Ile dokonało się aborcji powołaniowych z powodu tej pustki wychowawczej”
(s. 93).

Uczyć wychowanków lektury życia w świetle wydarzenia Chrystusa oraz w świetle Objawienia to oddziaływać nie tylko w wymiarze psychicznym, ale także w wymiarze duchowym. Duchowość to bowiem ta sfera, która umożliwia danemu człowiekowi zrozumienie samego siebie i odkrycie Bożych zamiarów w odniesieniu do jego osoby. Wypełnienie funkcji prorockiej wobec wychowanka dokonuje się nie tylko poprzez rozmowy i dyskusje, nie tylko poprzez stawianie pytań i stymulowanie intelektualnych poszukiwań, lecz także poprzez uczenie modlitwy i wprowadzanie w tajemnicę Eucharystii, która jest szczególnie ważnym miejscem odkrywania ostatecznych prawd o Bogu i człowieku.

W Eucharystii wychowanek ma szansę rozpoznać sens swojego życia. Ma szansę odkryć, że jego własne życie jest dobrem przyjętym, które dąży z natury do stania się dobrem ofiarowanym, na wzór Jezusa. Dzięki Eucharystii wychowanek ma szansę odkryć, że wejście w logikę daru jest jedyną drogą do osiągnięcia szczęścia. „Propozycja Boga, jakkolwiek może wydawać się trudna i szczególna (i jest nią rzeczywiście) staje się także nieoczekiwaną promocją prawdziwych aspiracji ludzkich i gwarancją największego szczęścia. Szczęścia pełnego wdzięczności, opiewanego przez Maryję w Magnificat” (tamże, s. 99).  Podsumowując nasze refleksje możemy stwierdzić, że tylko wtedy, gdy wychowanek dokonuje dojrzałego rozpoznania chrystologicznego i antropologicznego, może odkryć własne powołanie. Rozumiejąc w pogłębiony oraz integralny sposób Boga-Człowieka oraz samego siebie, staje się bowiem kimś zdolnym do naśladowania Chrystusa w Jego sposobach myślenia i postępowania.

Bibliografia

  • Dziewiecki M., Kształtowanie postaw, Wydawnictwo „Ave”, Radom 1997
  • Dziewiecki M., Odpowiedzialna pomoc wychowawcza, Wydawnictwo „Ave”, Radom 1999
  • Dziewiecki M., Psychologia porozumiewania się, „Jedność”, Kielce 2000

Innsbruck 2000

Europejskie spotkanie duszpasterzy powołań

Relacja ze spotkania

Jednym z owoców I Europejskiego Kongresu Powołań w Rzymie (5-10 maja 1997 r.) była inicjatywa dorocznych spotkań krajowych duszpasterzy powołań z całej Europy. W dniach 1-4 lipca 2000 r. w Innsbrucku miało miejsce trzecie już tego typu spotkanie osób odpowiedzialnych za duszpasterstwo powołań w poszczególnych krajach naszego kontynentu. Poprzednie spotkania miały miejsce w Budapeszcie i Lubljanie (Słowenia). W tegorocznym spotkaniu uczestniczyli przedstawiciele Anglii, Austrii, Belgii, Bośni, Francji, Hiszpanii, Holandii, Irlandii, Jugosławii, Niemiec, Polski, Portugalii, Rumunii, Słowacji, Słowenii, Szwajcarii, Węgier i Włoch. Stolicę Świętą reprezentował ks. Raffaele Sacco oraz o. Eusebio Hernandez. Honory gospodarza pełnił biskup diecezji Innsbruck – Alois Kothgasser, który jest delegatem Konferencji Episkopatów Europy ds. Duszpasterstwa Powołań. Przedstawicielami Polski byli: ks. Marek Dziewiecki – krajowy duszpasterz powołań oraz p. Ewa Kusz z Krajowej Rady Duszpasterstwa Powołań.

Czterodniowe obrady odbywały się pod hasłem: „Odkryć powołaniowe skarby Europy”. Hasło to wyraża podstawowe zadanie Kościoła na naszym kontynencie na progu trzeciego tysiąclecia chrześcijaństwa. Uczestnicy obrad w Innsbrucku wyznaczyli sobie kilka szczegółowych celów: wzajemne poznanie się oraz integracja duszpasterstw powołań w Europie, pomaganie tym krajom, w których nie ma jeszcze krajowych i diecezjalnych struktur zajmujących się duszpasterstwem powołań, pogłębiona refleksja nad teologią i pedagogią powołań, a także realizacja dorobku i wskazań Kongresu Powołaniowego w Rzymie.

Bp A. Kothgasser, w czasie homilii wygłoszonej w drugim dniu spotkania, sformułował pięć podstawowych kryteriów, które są znakiem, a zarazem potwierdzeniem powołania danej osoby do kapłaństwa lub życia konsekrowanego. Do tego typu kryteriów-znaków należą: intensywne pragnienie kontaktu z Bogiem i życie w Jego obecności, ludzka i chrześcijańska dojrzałość, wrażliwość na drugiego człowieka, zwłaszcza słabego i biednego, miłość do Kościoła w jego świętości a jednocześnie w jego ludzkiej słabości. Istotnym warunkiem realizacji powołania kapłańskiego czy zakonnego jest otrzymanie integralnej formacji w ramach seminariów duchownych oraz postulatów i nowicjatów.

Ważnym elementem spotkania w Innsbrucku był referat niemieckiego socjologa Hansa Hobelsbergera na temat sytuacji młodzieży we współczesnej Europie. Podkreślił on, że młodzież żyjąca w czasach permanentnych przemian, globalizacji, gwałtownego rozwoju mediów i dominacji postmodernistycznej mentalności, nie stanowi już zwartej i jednorodnej grupy społecznej. Wspólne jest natomiast powszechne dążenie do nowego stylu życia, który charakteryzuje się przede wszystkim pluralizacją wartości (przechodzi się od obiektywnych do subiektywnych racji i decyzji), indywidualizmem (młodzi chcą sami określać ich drogę życia i uznają samych siebie za najwyższy autorytet) oraz ucieczką od instytucji, które postrzegane są jako przeszkoda w osiągnięciu indywidualizacji, autonomii i samorealizacji. W dyskusji uczestnicy spotkania podkreślali specyfikę sytuacji młodzieży w poszczególnych krajach Europy, potwierdzając jednocześnie, że powyższe tendencje są zauważane na całym kontynencie. Podkreślano również, że łatwiej obronić młodzież przed negatywnym wpływem komunizmu niż liberalizmu i konsumizmu.

Punktem odniesienia w trzecim dniu obrad było wystąpienie o. Paolo Martinellego z Włoch na temat teologii powołania. W oparciu o spojrzenie historyczne P. Martinelli podkreślił, iż należy wystrzegać się skrajności w patrzeniu na tajemnicę powołania. Pierwsza skrajność to utożsamianie powołania z kapłaństwem i życiem zakonnym według rad ewangelicznych. Łatwo wtedy zatracić powołaniowy wymiar życia wszystkich ochrzczonych. Druga skrajność to zawężanie powołania do powszechnego powołania chrześcijan do świętości. Wtedy bowiem zatraca się specyfikę, a nawet sens powołania do kapłaństwa i życia konsekrowanego. O dojrzałej kulturze powołaniowej możemy mówić wtedy, gdy każde życie rozumiemy jako powołanie. Wszyscy bowiem ochrzczeni są powołani do tego, by stać się darem dla innych w Chrystusie. Europa przeżywa najpierw kryzys człowieka, a dopiero potem kryzys powołań. Ktoś, kto nie doświadcza swojego życia jako odpowiedzi na Boże powołanie, nie potrafi dojrzale żyć jako człowiek.

Przedstawiciel Watykanu – ks. R. Sacco mówił o trudnej sytuacji powołaniowej w skali świata. Niektóre kontynenty przeżywają kryzys powołań (zwłaszcza Europa), inne kryzys formatorów (zwłaszcza Ameryka Południowa), a jeszcze inne kryzys struktur (zwłaszcza Afryka i Azja). Delegat Watykanu z uznaniem mówił o krajowym Kongresie Powołań w Polsce, który odbył się na Jasnej Górze w dniach 19-21 maja 2000 r.

Uczestnicy spotkania byli bardzo zainteresowani sytuacją powołaniową w Polsce, którą przedstawił ks. Marek Dziewiecki. Mamy powody do wdzięczności wobec Boga za to, że mimo gwałtownych przemian społecznych i kulturowych nadal są w Polsce liczne powołania kapłańskie i zakonne. Co czwarty alumn w Europie, to Polak. Nieco gorzej przedstawia się sytuacja powołaniowa w zgromadzeniach żeńskich. Jeszcze trudniejszy jest aspekt jakościowy, gdyż młodzi ludzie, którzy wstępują do seminariów i nowicjatów, prezentują w dużym stopniu problemy i słabości typowe dla współczesnej młodzieży. Są dziećmi epoki konsumizmu, subiektywizmu i pogłębiającej się sekularyzacji. Mają trudności z osiągnięciem osobistej dojrzałości, a także z podejmowaniem decyzji na całe życie. Część powołanych pochodzi z rodzin, które przeżywają kryzys, w tym z rodzin alkoholowych. W tej sytuacji podstawowym zadaniem Kościoła jest coraz bardziej pogłębione i systematyczne towarzyszenie powołaniowe. Podejmując to zadanie Kościół w Polsce tworzy struktury krajowe i diecezjalne oraz opracowuje programy duszpasterskie w duchu wskazań I Europejskiego Kongresu Powołań w Rzymie.

Trzecie spotkanie odpowiedzialnych za duszpasterstwo powołań w Europie stało się miejscem modlitwy, refleksji oraz integracji osób i instytucji zaangażowanych w duszpasterstwo powołań na naszym kontynencie, który potrzebuje nowych świętych i kompetentnych ewangelizatorów dla nowej Europy.

Następne takie spotkanie będzie miało miejsce w Dublinie w dniach od 28 czerwca do 1 lipca 2001 roku.