Home DokumentyReferaty, Konferencje, ArtykułyRady Ewangeliczne Nadolski Bogusław SChr., Posłuszeństwo zakonne w zbawczym planie Bożym

Nadolski Bogusław SChr., Posłuszeństwo zakonne w zbawczym planie Bożym

Redakcja
Bogusław Nadolski SChr

POSŁUSZEŃSTWO ZAKONNE W ZBAWCZYM PLANIE BOŻYM

Materiały Komisji ds. Wychowania i Nauki KWPZM, rok 1968

 

 

Chyba Ludwik XIV powiedział, że kiedy ktoś decyduje się być przełożonym zyskuje sobie 99 malkontentów i jednego niewdzięcznika. Truizmem staje się stwierdzenie, że właśnie praktyka posłuszeństwa jest najtrudniejsza. Trudności te jednak nie wywodzą się li tylko z dziedziny praktycznej realizacji. Mają one także swe źródło w teoretycznych nastawieniach i tendencjach zgodnie z aksjomatem agere sequitur esse. Perfectae Caritatis /nr 3/ zaleca przebadanie, przeanalizowanie i odnowienie form rządzenia. Odnowa ta winna rozważyć ewangeliczną a nie hierarchiczną koncepcją władzy posłuszeństwa, a także dostosować formy rządzenia do mentalności współczesnego człowieka. Konieczność takiej przebudowy wynika najpierw z faktu, iż Kościół wypracował swój system rządzenia. Ze wzrostem zrozumienia tajemnicy Kościoła przychodzi również rozwój wizji władzy. Ponownie odkrywamy, że najwyższa forma władzy w Kościele jest natury kolegialnej nie w sensie prawnym lecz w sensie teologicznym, kiedy kolegium oznacza łączność i jedność organiczną. „Wszelako, zauważa Örsy, ta łączność wielu w jednej władzy Chrystusa ma budową hierarchiczną, głowa ma swój zakres władzy, który nie przysługuje członkom. Ale ścisłe zjednoczenie między głową i członkami nie niszczy władzy głowy lecz ją wzmacnia. Ta ogólna wizja władzy jest zawarta w formie analogicznej w Dekrecie o Życiu Zakonnym”[1]. Zakony uczestniczą w życiu Kościoła, mają przeto w jego duchu przepracować własne formy rządzenia w myśl tych samych wskazań.

Nie była to jednak jedyna racja wołania o odnowę. Wokół posłuszeństwa zakonnego bowiem narosło w ciągu wieków wiele zarzutów. Nie wiele znajdziemy dziś piewców zakonnego posłuszeństwa głoszących bez „ale” jego pochwałę. Przeciwnie spotkać możemy zarzuty, że współczesne posłuszeństwo zakonne zagubiło formą ewangeliczną przez złe wykonywanie władzy. Inni natomiast mając na uwadze powszechność bożych natchnień i charyzmatów twierdzą, że posłuszeństwo staje się wręcz niepotrzebne. /Inne zarzuty zob. ks. A. Kuśmierz – posłuszeństwo dojrzałe – Ateneum Kapłańskie 1967, 5-6, 350 nn./. Zarzuty te mają swoje bezpośrednie źródło w zmianach mentalności współczesnego człowieka. Kiedy przeto ma być mowa o pedagogii posłuszeństwa to jasno jawią się nam dwa komponenty, z jednej strony elementy teologiczne, jako fundamentalne, oraz z drugiej nie mniej ważne czynniki natury psychologicznej.

Teologia zakonnego posłuszeństwa z całym naciekiem i coraz to głośniej akcentuje pojmowanie władzy w duchu współodpowiedzialności. Szczególnie zagadnieniem tym zajmuje się o. Tillard OP. Stanowisko jego w tej sprawie wywołało nieomal panikę. Wiadomą jest rzeczą, zauważa Tillard, że władza zakonna nie jest hierarchiczna. Władza biskupa opiera się na łasce sakramentalnej. Zachodzi w niej jakby bezpośrednia interwencja Ojca. Początek przeto tej władzy jest sakramentalny. Fundament zaś władzy zakonnej jest bardzo kruchy, tworzy się bowiem na bazie równości wszystkich ochrzczonych. Władza zakonna nie jest hierarchiczna lecz braterska. Człowiek nie przychodzi do zakonu aby szukać przełożonego czy posłuszeństwa, ale chce wciągnąć się w taki styl życia, który mu odpowiada i prowadzi go do doskonałości. Chce włączyć się we wspólnotę życia ludzi dążących do świętości specjalną drogą. Przełożony jest tylko elementem tego stylu życia. Nie przełożony konstytuuje wspólnotę zakonną, ale on również sytuuje się w jej centrum. Posługa przełożonego nie polega na tym aby być między Ojcem a ludźmi, lecz aby pozostawać między ludźmi a Ojcem Niebieskim, którego wolę chcą wszyscy pełnić. Jego władza płynie od Boga przez braci. Przełożony jest sakramentem Chrystusa, który gromadzi braci aby im świadczyć dobra Ojca. Trzeba pamiętać, że to właśnie bracia ochrzczeni chcą być wierni sugestiom Ducha św. Przełożony razem z nimi szuka woli Ojca, nasłuchuje, odróżnia głosy, a wreszcie wydaje decyzję. Przełożony to decyzja. Władza zakonna pojęta jako współodpowiedzialność to ideał bliski braterskości, która jest sercem Ewangelii[2]. I stąd właśnie płynie do znudzenia powtarzane dziś stwierdzenie, że władza ma być pojmowana jako służba.

Element prawny został sprowadzony do właściwych proporcji, wyłonił się obraz przełożonego bardziej uduchowiony jako sługi Ludu Bożego czy to w dużej czy małej społeczności. Ten typ sługi to nie niewolnik rzymski ale sługa Jehowy, Chrystus, który miał tą władzą od Ducha w Nim mieszkającego. On nauczał z mocą, On ogłaszał Prawo Nowego Przymierza i On również umywał nogi uczniom i służył im gorącym śniadaniem w chłodny poranek nad jeziorem Genezaret po swoim zmartwychwstaniu. On sam wziął na siebie cechy Dobrego Pasterza, który prowadzi, karmi i daje życie swoje za innych. Każdy ze sposobów poznawania woli Bożej tj. szukanie planów Bożych jest dostępny dla przełożonego i dla jego podwładnych. Szukanie woli Bożej musi być wysiłkiem zespołowym wspólnoty[3]. „Z definicji władzy wynika, zauważa Proesmans, że jest ona skierowana ku dobru społeczności i każdego z jej członków. Władza jest pomocą, oparciem, światłem i decyzją i ma na celu podnoszenie społeczności. Władza to współdziałanie między przełożonymi i podwładnymi w najrozmaitszych sytuacjach w celu realizowania wspólnego ideału[4], którym jest – dodajmy – pełnienie woli Bożej. Przełożony nie posiada monopolu na odszukiwanie i odczytywanie plenów Bożych. Nie może on być tym, który ciągnie innych czy kroczy przed innymi. Takie ujęcie byłoby dobre dla kohorty. Przełożony w konsekwencji takiego ujęcia to nie głowa społeczności lecz jej serce, którego akcja ożywia innych, popycha do działania, komunikuje im swój entuzjazm do szukania, odszyfrowywania woli Bożej i pełnienia jej na wzór Jezusa. Przełożony powinien pamiętać, że każdy ma kroczyć do świętości według swojego rytmu i natury swej łaski. I tak sprawdza się tu powiedzenie, że ten najlepiej rządzi kto najmniej rządzi. Zasada ta powstała w St. Zjednoczonych w 17 w. Nie chce ona propagować jakiegoś laissezfairyzmu, chce tylko powiedzieć, aby nie amputować woli innych, nie zawieszać jej na temblaku. Laotze głosił miedzy innymi zasadę wubej – co w prozaicznym przekładzie znaczy nie podskakuj bo możesz złamać człowieka. Pierwszym przeto fundamentem pedagogii posłuszeństwa winno być uświadomienie członkom zgromadzenia prawdy o obowiązku wspólnego poszukiwania woli Bożej – woli Ojca. Każdy jest zobowiązany do jej szukania, posłuszeństwo w żadnym wypadku nie udziela nikomu dyspensy. Fundamentem z którego winno wyrastać posłuszeństwa zakonne jest, zauważa ks. Kuśmierz, „przemożne dążenie do poznania i pełnienia woli Bożej. Wspólnota zakonna ożywiona tym duchem nie będzie miała trudności z podjęciem decyzji przekazanej przez przełożonego”[5].

Drugim elementem stanowiącym „zaplecze” soborowej koncepcji posłuszeństwa, a także bazę działań pedagogicznych są przemiany mentalności współczesnego człowieka. Trzeba tu przede wszystkim zaakcentować poczucie autonomii /GS p. 55/. Deklaracja o wolności religijnej podkreśla: „w naszej epoce ludzie stają się coraz bardziej świadomi godności osoby ludzkiej i zwiększa się liczba tych, którzy się domagają, aby w działaniu ludzie cieszyli się i kierowali własną rozwagą oraz odpowiedzialną wolnością, nie przymuszeni, lecz wiedzeni świadomością obowiązku” /Dignitatis humanae/. Niewątpliwie ruch personalistyczny posiada swoje przeakcentowanie, niemniej trzeba go uznać za signum temporis oraz wyciągnąć wnioski, które dziś narzucają się dla całokształtu nawet teologii, a są one bezsprzecznie pozytywne. Nas tu interesują implikacje w zakresie pedagogii posłuszeństwa zakonnego.

Konsekwencją zwyżkowania poczucia godności ludzkiej, która poprzez moment nadprzyrodzony zyskuje wartość nieskończoną, jest żądanie obszernej informacji z zakresu życia zgromadzenia, kontekstu polecenia „cur”, w jakim celu. Zakonnik współczesny chce być zapytywany o zdanie w danej kwestii, chce być wciągnięty w aktywną współpracę, nie rozumie dlaczego dobro całego zgromadzenia ma być domeną zarezerwowaną tylko dla niektórych. Nie liczy się z wiekiem przełożonego czy nawet z jego doświadczeniem, w rachubę wchodzi tylko kompetencja. Zakonnik współczesny dalej nie lubi drobiazgowych przepisów, które czynią z niego istotę infantylną. Chciałby powiedzieć za żołnierzem Żeromskiego „szanujcie mnie psiekrwie”.

Jeśli obecnie zestawimy wyliczone przez PC ramy w jakich winno się realizować posłuszeństwo zakonne, przekonamy się, że zamykają się one w wyżej naszkicowanych elementach, po prostu suponują je, żądają ich respektowania. Oto dyrektywy Soboru:

  1. uległość przełożonych wobec woli Bożej,
  2. kierowanie podwładnymi jako dziećmi Bożymi z szacunkiem należnym osobie ludzkiej,
  3. wdrażanie do współpracy w podejmowania zadań,
  4. chętne słuchanie podwładnych i pobudzanie ich do wysiłku dla dobra wspólnego.

Elementy te mają w konsekwencji stworzyć posłuszeństwo aktywne i odpowiedzialne.

Ad 1.   Pełniąc swój urząd przełożony powinien być uległy w poddawania się woli Bożej – voluntati Dei in munere explendo dociles … Być uległym tzn. być otwartym, gotowym na otrzymanie nowej wiedzy. To oznacza również gotowość woli do wprowadzenia wiedzy w życie. Uległość woli Bożej znaczy pełne poświęcenia, poszukiwanie znajomości tej woli i pełną zaparcia determinację na jej pełnienie. A zatem dekret PC przyjmuje, że wola Boża istnieje i może być poznana przed decyzją przełożonego, przynajmniej w szerokim zakresie. Stąd wynika, że istotą urzędu przełożonego jest posłuszeństwo woli Bożej i dokładanie wszelkich starań aby ją poznać, sformułować i przekazać podwładnym.

Ad 2.   PC zauważa, iż przełożeni mają traktować podwładnych nie jako swoje dzieci ale jako Synów Bożych. Syn Boży to ten, którego wew. prowadzi Duch Boży, i który rozwija swoją osobowość nie z bojaźni i nie w niewolnictwie, ale wśród pewności, że jego Ojcem jest Ojciec Niebieski. Przełożony nie może pozwolić aby podwładni działali jak dzieci. Nie powinien podejmować za nich decyzji i rozstrzygać problemów odgórnie /Galot/. Wspaniałe uwagi na ten temat pisze Örsy. Przełożeni mają sobie powierzone dusze swoich podwładnych – animae sibi commisae – mówi tekst PC. Innymi słowy przełożeni są pełnomocnikami Boga z prawem i obowiązkiem strzeżenia i pomagania duszom swoich podwładnych. Strzeżemy się w tym wszelkiego platonizmu, dusza oznacza tu całą jednostkę, która jest dzieckiem Bożym z odwiecznym przeznaczeniem. Pełnomocnik nie jest właścicielem, on ma zarządzać własnością innego zgodnie z życzeniem swego mocodawcy. Jakiekolwiek pojęcie prawne powiernictwa staje się w tym wypadku głęboko teologiczne, przełożony nie jest właścicielem podwładnego, ale ma się troszczyć o niego w imieniu Chrystusa. Stąd wynika, że osoba pełnomocnika winna się usunąć do tego stopią, ażeby osobowość Chrystusa miała wolny dostęp do podwładnego. Przełożony nigdy nie powinien próbować przemieniać wspólnoty na swój własny, ludzki obraz i ideał, ale musi mieć pokorę by się ukryć i pozwolić Chrystusowi wycisnąć na duszy jego własny obraz. To nadaje trwałość każdej wspólnocie zakonnej /Örsy/. Przełożeni winni być świadomi tego – zauważa dalej Örsy – że mają pod swoją opieką dzieci Boże – subditos regent qua filos Dei. Jest wolą Bożą, aby każde z Jego dzieci było odbiciem Jego chwały w sposób szczególny jaki nie jest dany nikomu innemu. A zatem przełożony powinien dbać o to, żeby poszczególne dary łaski udzielone każdej jednostce rozwijały się tak, jak i jego własna specjalna łaska powinna się rozwijać. Przełożeni powinni szanować w swych podwładnych osobę ludzką: subditos regant cum respectu personae humanae.Być osobą to znaczy być jedynym /w swoim rodzaju/ w taki czy inny sposób podobnym Bogu. Być jednostką ludzką, to znaczy mieć swój własny umysł i serce, osobisty pogląd na świat i podstawową wolność działania. Szanować jednostkę, tzn. szanować jej „jedyność”, jej talenty i wszystko co jest dobre w niej, w jej poglądach i pragnieniach. To poszanowanie nie oznacza, że owe osobiste dary nie mają być poświęcone Bogu, albo, że nie można im nadawać innego kierunku o ile zachodzi potrzeba, oznacza ono przede wszystkim pokorną postawę wobec jednostki i szczerą intencję dopomagania jej by pozostała sobą, jedyną w stworzeniu. Zniszczyć osobowość ludzką tzn. zniszczyć szczególne odbicie chwały Boga w jednostce. Ono jest niezastąpione, a zatem przełożony ma brać pod uwagą wszystkie zalety zainteresowanych podwładnych jeżeli ma podjąć decyzję. On jest włodarzem Boga i będzie zdawał rachunek z każdego poszczególnego talentu, jaki Bóg dał mu, a także podwładnym /Örsy/. Istnieją jakby dwie normy życia społecznego, respektowanie dobra jednostki i dobra wspólnego. Był czas i to nie tylko w czasach, totalitaryzmu, że akcentowano przede wszystkim dobro wspólne. Ono było nadrzędne, wszystko należała jemu podporządkować. Die Stadt ist alles, Du bist nicht. Otóż sam Pius XII wprowadza w tę zasadę korektę. Dobro wspólne nie jest naczelnym prawem. To jest zasada uzupełniająca, komplementarne. Dobro jednostki ma zdecydowany priorytet. J. Maritain napisze: le bien comun reversèeau personne. „Porządek społeczny i jego rozwój, pisze GS winien być nastawiony nieustannie na dobro osób, ponieważ od ich porządku winien byś uzależniony porządek rzeczy, a nie odwrotnie. Sam Bóg wskazuje na to mówiąc, że szabat ustanowiony został dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu. Aby tego dokonać, podkreśla dokument, „trzeba wprowadzić odnowę myślenia”. W naszej aplikacji zakon – wspólnota istnieje dla człowieka, on przychodzi do wspólnoty aby łatwiej osiągnąć zbawienie. Nie można ustawiać zagadnienia człowieka dla zakonu. Ta zasada nie zawsze była brana pod uwagę. Postulat poszanowania „dróg własnych” człowieka jak również poszanowania dróg Bożych w człowieku, Boga, który „zna i kocha po imieniu” staje się nakazem. Dobro wspólne winno pomagać osobom w rozwoju. Dobro wspólne jest celem pośrednim w zdobywaniu przez osobę celu ostatecznego. Z zagadnieniem tym wiąże się niezwykle ważki problem zaufania. Zaufanie przełożonych do podwładnych winno być analogiczne do tego zaufania jakie Bóg ma do nas. Bóg zawsze ma rację aby nam zaufać. Był nieraz zawiedziony naszą niewiernością, nadużywaliśmy jego dobroci. A jednak zaufanie do własnych dzieci jest niezachwiane. On zawsze jest gotów udzielić przebaczenia. A kiedy przebacza nasze wykroczenia to również zapomina o nich, tak, że możemy zaczynać od nowa, z hojnym kapitałem dobrej woli Boga. Życie dobrego zakonnika może stać się niesłusznie ciężkim z powodu winy raz popełnionej, ale nigdy naprawę nie wybaczonej, albo jeśli wybaczonej to nie zapomnianej. Prawdziwa miłość pokrywa wszystko i daje jasne wyjście od nowa. Nie siedem razy ale 77. Żadna polityka ani żaden środek pedagogiczny nie podźwignie tak jednostki dobrej woli jak świadomość, przekonanie że jest się darzoną zaufaniem /Örsy/. Zaufanie liczy się z pewnym ryzykiem, ale chodzi tu o przyjęcie ryzyka, które uwzględnił sam Bóg. Nadużycia, które się faktycznie zdarzają nie powinny zniechęcać. Nie należy też poprzez zacieśnienie kontroli obciążać zgromadzenia konsekwencjami niewłaściwej postawy któregoś z członków /Galot/. Brak zaufania niszczy jednostkę i wspólnotę, dąży do zniszczenia osoby przełożonego. Jeśli przełożony nie ma zaufania do podwładnych przestanie być narzędziem miłości Boga. Brak zaufania szkodzi również podwładnemu, jeśli nie jest darzony zaufaniem nie ma ojca w osobie przełożonego, życie wspólne staje się formalizmem, pozbawione ciepłej życiodajnej krwi miłości.

Ad 3.   Wdrażanie do współpracy w podejmowaniu zadań. Sobór pragnie współpracy w podejmowaniu zadań wszystkich członków ku dobru zgromadzenia – sodalius conspirationem ad bonum instituti. Ta współpraca będzie możliwa tylko przy wprowadzaniu we właściwy sposób wszystkich członków w życie i problemy wspólnoty. To wprowadzanie daje sumę uczciwą wiadomości o pracach i problemach całego zgromadzenia. Mądry przełożony bidzie wiedział co powiedzieć i ile o sytuacji finansowej domu, o projektach na przyszłość, o powodzeniach i błędach przeszłości ażeby stworzyć atmosferą rodzinną w której każdy czuje się odpowiedzialny za drugich i za dobro całej wspólnoty. Milczenie na te tematy nie sprzyja współpracy i atmosferze rodzinnej. Nie jest właściwą pustawą twierdzenie, że zwykli członkowie wspólnoty zakonnej nie mają prawa znać tajemnic administracji. Oni nie mają prawa „legalnego”, ale prawdziwa miłość przełożonego pokryje ten brak i nie pozostawi ich w nieświadomości /Örsy/.W świeżo wydanej pracy pt. „Nowy styl posłuszeństwa – Un nouveau style d’òbeissance” redemptorysta Hangouët poświęca temu zagadnieniu osobny rozdział wskazując na wagą odpowiedniej komunikacji, sprawności. Proponuje nawet stworzenie specjalnego sekretariatu, którego celem byłoby szybkie i właściwe informowanie członków o wydarzeniach w Zgromadzeniu. W tym wypadku bidzie miała zastosowanie zasada pomocniczości, która domaga się aby każdemu członkowi powierzyć pewien zakres działania i zaufać jago roztropności w konkretnym wykonywaniu prac zachowując oczywiście prawo przełożonemu do ostatecznego wglądu.

Ad 4.   Chętne słuchanie podwładnych. Odniesiemy się znów do Örsy. Podstawową zaletą przełożonego, stwierdza on, dobrego przełożonego jest nieograniczona zdolność słuchania. Twórcze działanie Boże odbywa się wokół niego, w wypadkach, w jego własnym umyśle i w sercu każdego członka wspólnoty. Pominięcie czegoś w słuchaniu może być odcięciem się od informacji, którą Bóg chce nam przekazać.

Przełożeni w rządzeniu winni wyrażać miłość Boga do swych dzieci, caritatem qua Deus illos diligit exprimant – nalega Sobór. Szanować jednostkę jako jednostkę znaczy szanować jej umysł. Kiedy decyzja jest ogłoszona albo rozkaz wydany jest obowiązkiem przełożonego nie ze względu na prawo, ale ze względu na miłość dać podwładnemu tyle informacji o rozkazie ile to jest możliwe, tak żeby podwładny mógł świadomie uczestniczyć w pracy proponowanej czy nakazanej. Wówczas godność osoby ludzkiej jest zachowana, a rezultatem będzie o wiele skuteczniejsza praca i o wiele ściślejsza więź między głowią a członkami. Mądry przełożony nie będzie trzymał swoich podwładnych w intelektualnej próżni, ale będzie włączał ich umysły we wspólne dzieło całego Zgromadzenia i w ten sposób będzie się przyczyniał do rozumnej chwały Bożej jaką każda osoba zakonna winna składać Bogu. Poszanowanie osoby ludzkiej oznacza również pozostawienie jej pewnej dozy wolności. Reguły są pojmowane jako rady pomagające jednostkom wspólnocie do stworzenia klimatu jak najbardziej sprzyjającego działaniu Ducha św. Nie może też być prawdziwego poszanowania godności bez respektowania osobistej dojrzałości. Każdy zakonnik winien być traktowany odpowiednio do swego wieku i zdolności umysłowych. Ludzie dorośli w zgromadzaniu powinni mieć wszelkie względy należne osobom dorosłym, muszą mieć hojniejszy „przydział” wolności, oczywiście w zasadniczych ramach reguły. Sobór kładzie szczególny nacisk na właściwą swobodę zakonników w zakresie spowiedzi i kierownictwa duchowego /Örsy/. Cnota bowiem nie leży w bierności, która każę czekać na popchniecie z góry, ani w całkowitej niezależności, która niszczy poddanie istotne i konieczna dla wszelkiego prawdziwego posłuszeństwa. Tak więc znakiem mądrego rządzenia jest umiejętność przełożonego w łączeniu swych rozkazów z przyznawaniem wolności podwładnym. Superiores libenter sodales audiant. W ten sposób rodzi się posłuszeństwo aktywne tj. bazujące na sumieniu każdego. Dherbomez z naciskiem podkreśla, że posłuszeństwo aktywne to promocja sumienia każdego członka zgromadzenia. Stwierdzić też trzeba, że młode pokolenie zdaje sobie sprawą z problemu posłuszeństwa i chce by czuć się współodpowiedzialne za rozwój zakonu, chce być pytane, informowane, traktowane „dorośle”, dlatego żąda od przełożonego aby był przede wszystkim człowiekiem z którym można porozmawiać, człowiekiem budzącym zaufanie. Są przekonani, że najlepszym sprawdzianem czy przełożony jest na właściwym miejscu jest przyjmowanie przez niego protestów grupy, które traktuje jako dowód zaufania. Żądanie poszanowania człowieczeństwa i żądanie zaufania jest jakąś potrzebą dominującą żeby nie powiedzieć kosmiczną. W przeciwnym razie młodzi chętnie cytują definicję Voltaira określającą zakon jako hotel, w którym żyje się nie znając się wzajemnie, kroczy się razem nie kochając się i gdzie umiera się bez opłakiwania się.

Rodzi się wreszcie pytanie o metodę realizowania tego typu posłuszeństwa. Wiele elementów tej tzw. metody aktywnej zostało podkreślonych. Francja przeprowadziła specjalną ankietę na ten temat, wypowiedzi respondentów przynoszą elementy dotychczas zasygnalizowane. Znajdujemy wśród nich także szereg bardzo już praktycznych wskazówek tego typu jak: posłuszeństwo jest cnotą, trzeba je wyrabiać powoli, stopniowo, jak każdą cnotę. Przełożeni winni zapobiegać ewentualnemu posłuszeństwu podwładnego, przystosowywać się do mentalności danego człowieka, brać pod uwagą jego środowisko rodzinne z którego wyszedł, zważyć jaki tam panował styl „posłuszeństwa” /rygor, swoboda/. Tu jednak chcemy zaakcentować sprawą natury bardziej ogólnej. Aby posłuszeństwo było aktywne i odpowiedzialne rozkaz powinien być:

– poznany – motywacja, racje, cel, informacja,

– chciany – liczenie się z człowiekiem,

– pokochany – jeśli wychodzi jakby od samego podwładnego, jeśli jest przyjęty jako swój, zinterioryzowany.

Współczesna pedagogika wyodrębnia trzy podstawowe style kierowania wychowawczego. Kierownictwo okazjonalne zwane także kseforystycznym, biernym, nieingerującym, anarchistycznym. Ten typ z trudem zasługuje na określenie wychowawcze – działanie. Bliższy jest bowiem działaniu pogotowia ratunkowego czy strażackiego, zrywającego się na sygnał o katastrofie. Przełożony, który bez sygnału alarmowego nie dostrzega wykroczeń, bądź tolerancyjnie przymyka oczy nie zdobywa zaufania ani nawet szacunku i dlatego nawet najpiękniejsze hasła, normy, argumenty przekazywane w chwili świętego oburzenia nie mogą niczego dokonać.

Drugi typ kierownictwa wychowawczego to autokratyzm – kierownictwo narzucające się, kontrolujące. /Zbyt dobrze wiemy o co chodzi/. Trzeba jednak zaznaczyć pewne wybitnie niekorzystne konsekwencje wynikające z takiego kierownictwa. Przełożeni tego typu uprawiają pewnego rodzaju „Behawioryzm” /pedagogiczny/ posłuszeństwa. Wydają niezliczoną liczbę poleceń, określeń, ingerują w najdrobniejsze szczegóły postępowania podwładnych. Trzeba się koniecznie strzec nadmiernie licznych i zbyt drobiazgowych przepisów kierujących każdą chwilą i każdym ruchem życia zakonnego. Tego rodzaju przepisy doprowadziłyby do zmaterializowania zarówno posłuszeństwa jak i całego życia zakonnego, a zakonnik zamknięty w kręgu tych przepisów zachowywałby się jak automat. Jeśli potem specjalne okoliczności zmuszą go do wyjścia z owego kręgu nie będzie wiedział w ogóle jak się ma zachować. A poza tym, tego rodzaju posłuszeństwo zmechanizowane sprzyjałoby rozwojowi przyzwyczajeń i zmniejszałoby wartość uczynków. W posłuszeństwie chodzi o ducha uległości na wzór Chrystusa, a nie tylko o zewnętrzne wypełnienie rozkazów. Sytuacja taka prowadzi do bierności. Podwładni czekają na ciągłą zewnętrzną podnietę do działania. Powszechne są dziś skargi profesorów uniwersytetu na młodzież, która oczekuje ciągle na bodziec do wywiązywania się ze swoich obowiązków. Jest to wynik ich zdaniem właśnie takiego traktowania ich w liceum. W naszej sytuacji prowadzi to jeszcze do innych wypaczeń. Oto gdy podwładny jest w sytuacji, która jest dla niego „casusem” zamiast oprzeć się na potrójnej władzy /inteligencji – by osądzić, na wolności – by wybrać i na duchu posłuszeństwa – by poddać decyzji nie casus ale rozwiązanie go/, on na ogół woli prosić przełożonego o decyzję. Takie podejście jest bolesnym uproszczeniem i na pewno nie leży na linii posłuszeństwa podjętego w duchu odpowiedzialności.

Trzeci typ wychowawczego kierowania to kierownictwo demokratyczne. W typie tym istnieje oczywiście podział na przełożonego i podwładnych, ale nie jest to podział na rozkazodawców i wykonawców. Podwładni dopuszczeni są do współpracy, mają możność przejawienia inicjatywy. Rozkazy nie płyną z góry, ale przejawiają się jako konsekwencja dobrze pojętego realizowania celu zakonu. Dzięki temu łatwiej stają się kochane /rozkazy/ i przyswajane jako własne … Interioryzacja tu dominuje. Z badań Hurlecka, Malewskiej, Muszyńskiego i innych wynika, że dzieci poddane temu kierownictwu w większym stopniu niż dzieci ze środowisk autokratycznych skłonne są do racjonalnego postępowania, do refleksji moralnej, do podporządkowania się i to ze względu na powinność moralną, ze względu na dobro drugich, a nie dla swego interesu. Te dzieci również nawiązują społeczne kontakty, przejawiają więcej inicjatywy, samodzielności w pracy i to pracy nowatorskiej, twórczej. Wychowawcy bowiem w kierowaniu typu demokratycznego uruchamiają aktywność wychowanków, sami się raczej wycofają, by niejako „zdalnie kierować” – zasada pomocniczości, wychowawcy nie zależy w tym wypadku na zaakcentowaniu własnej osoby, własnego zdania, sądu. Stąd też najbardziej twórczym elementem tego typu kierowania wychowawczego – będzie dialog. Boję się tego słowa, bo choć stosunkowo bardzo młode, to jednak zrobiło niesłychaną karierę i zdążyło już ściągnąć na siebie gromy czy całą gamę zarzutów i to wcale niebagatelnych. A jednak Paweł VI pierwszy postawił na dialog w Kościele i chce by przełożeni prowadzili dialog z podwładnymi.

Teologowie są zdania, zauważa ks. bp. Dąbrowski, że mniejszym złem dla Zgromadzenia jest duch nieposłuszeństwa, bo łaski płynące z konsekwencji chrztu i profesji zakonnej zdolne są kierować podwładnego ku posłuszeństwu, aniżeli pasywizm, bierność, jakiś serwilizm, który sprawia, że podwładny tylko się układa, a co innego myśli, co innego robi, postępuje bez przekonania i bez osobistego wysiłku o czym tak plastycznie powiedziane jest w ewangelicznej przypowieści o talentach. Dlatego Sobór stawia na aktywność, inicjatywę, na dobrowolność. Sobór chce, by przełożeni bardziej się przejmowali tym czego chcą i jak myślą podwładni, niż tym co oni robią /słowa ks. Bpa/. Nie wystarczy przeto tylko kontakt z Duchem św., by korzystać z Jego światła i sugestii, trzeba wiedzieć co inni myślą wokół nas. Duch św. chce kierować w ramach wspólnoty, poprzez braci. Sobór podkreśla, że należy prowadzić dialog bez ujmy dla władzy decydowania i nakazywanie tego co należy czynić /PC 14/. Chętne słuchanie poglądów innych osób nie jest jednoznaczne z koniecznością ich przyjęcia. Chodzi o życzliwe ich wysłuchanie i zatrzymanie z nich tego co wydaje się słuszne. Zakonnik, który prowadzi dialog z przełożonym nie może wymagać, by decyzja była zgodne z jego pragnieniami. To trzeba mocno zaakcentować i wyraźnie stwierdzić, żeby nie było złudzeń u podwładnych. Dialog poszukiwania zamyka decyzja, podejmowana przez przełożonego swobodnie i w tym czasie, w którym uzna to w swoim sumieniu za stosowne. W przeciwnym razie dialog wyrodziłby się w niekończącą się rozmowę lub zwycięstwo jakiejś „naciskającej grupy”. Prawo decydowania, powtórzmy to jaszcze raz, mieści się w samym pojęciu władzy. Byłoby całkiem przewróceniem tego pojęcia chcieć sprowadzić, pisze Galot, przełożonych do roli wykonawców woli ich współbraci. Po przeprowadzeniu dialogu przełożony zachowuje władzę podjęcia decyzji przeciwnej niż opinia wyrażona w dialogu. Wiele cennych uwag na temat dialogu podaje Galot w pracy pt. Animatrice. Oto niektóre z nich. Celem dialogu jest otrzymanie jaśniejszego światła. Dlatego też zakłada on pewne warunki.

  1. Najpierw zakłada wiarę w możliwości drugiej osoby. Trzeba wierzyć, że drugi człowiek jest zdolny do tego by się od niego czegoś nauczyć.
  2. Niemniej ważna jest w dialogu szczerość. Czyż można zapytuje autor, pozwolić się przeniknąć światłem Bożym, jeśli się człowiek nie zgodzi na całkowitą szczerość. Ta z kolei osiągalna jest w atmosferze miłości i szacunku dla innych. Musi się zrezygnować z kłamliwych barier, którymi chciałoby się zasłonić miłość własną. Szczerość dialogu to także postawa ze strony przełożonych szukania prawdziwego światła Bożego, a nie tylko „pro forma”.
  3. Dialog zakłada całkowitą wolność swobodnego wypowiadania się. Dialog prowadzi się w atmosferze, klimacie poszukiwania i zaufania. Przełożony niejako zapomina że jest przełożonym. Nie ogranicza się do tolerowania wypowiedzi, ale zachęca, ośmiela do wypowiadania się. Stara się „chciwie” przyjmować, słuchać bardziej niż mówić. Stara się rozumieć to co się mówi. Podtrzymuje dialog na płaszczyźnie wzbogacenia się a nie ścierania się miłości egoistycznych.
  4. Dialog zakłada następnie gotowość przyjęcia. Dialog bowiem będzie brzmiał fałszywie, jeśli przełożony słuchał będzie i to z sympatią ale z góry jest zdecydowany nie brać tego pod uwagę i powziąć decyzję niezależnie od opinii /niech się wygadają – to im dobrze zrobi/. Autor zaznacza, że przełożony taki myśli iż daje dowód swej mądrości i sprytu, w rzeczywistości zaś zamyka się na światło Boże, fałszuje tym samym dialog swój z Duchem św. Dialog może być także zafałszowany przez nieuzasadniony niepokój za konsekwencje słów, które się wypowiada. Na to by powiedzieć co się naprawdę myśli, uczestnicy dialogu muszą mieć przekonanie, że nie spotkają ich żadne konsekwencje ani represje. Wreszcie dialog może się przerwać lub byś sprowadzony do zwykłej formalności /cfr. skargi na rady diecezjalne/ przez zły humor lub wybuchowy charakter przełożonego. Tu mają zastosowanie słowa św. Pawła „Miłość wszystko znosi” /1 Kor 13,7/.

Skoro szukanie woli Bożej ma być zespołowym wysiłkiem wspólnoty, to dialog nie powinien się ograniczać do spraw tylko duchowych. Ma on, pisze Örsy, rozciągać się na wszystkie zagonienia praktyczne życia podwładnego /duch rodzinny/, jak wyznaczenie do różnych zajęć, wszelkiego rodzaju problemy jago apostolstwa na zewnątrz. Przełożony ma wydawać obowiązujące decyzje. Jedli jest uległy /w dobrym znaczeniu/ wtedy jako normę działania podwładnego postawi wolę Bożą. Jeśli jednak nie jest otwarty w swym sercu, wtedy może zbłądzić. Podwładny jednak będzie chroniony nadprzyrodzenie w wykonaniu rozkazu nawet błędnego, ponieważ wiemy, że miłującym Boga wszystko pomaga ku dobremu /Rz 8,28/. Byle tylko nie współdziałał świadomie w grzesznym rozkazie.

Literatura

  1. Galot SJ Animatrice de communaute, Paris 1967.
  2. Örsy Rządzenie w życiu zakonnym /maszynopis/ tł. z angiel. Nauczanie Soboru, Rzym 1966.
  3. Wł. Skrzydlewski OP Powołanie, posłuszeństwo, rozwój, ZNAK 163-164 1968, 79-95.
  4. Un nouveau style l’obeissance, Paris 1968.

Kraków, 22 października 1968 r.

Archiwum KWPZM

SERWIS INFORMACYJNY KONFERENCJI WYŻSZYCH PRZEŁOŻONYCH ZAKONÓW MĘSKICH W POLSCE

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zgoda