Januszewicz Augustyn OFMConv
ASPEKT ESCHATOLOGICZNY ŻYCIA ZAKONNEGO
Dni Skupienia Mistrzów Nowicjatu i Wychowawców Kleryków, Kraków, listopad 1969 r.
„Członkowie wszystkich instytutów powinni to zwłaszcza sobie uświadamiać, że przez profesję rad ewangelicznych, odpowiedzieli na wezwanie Boże w tym znaczeniu, iż żyją dla samego Boga, umarłszy nie tylko dla grzechu /por. Rz 6,11/, lecz także wyrzekłszy się świata. Całe bowiem swoje życie oddali na Jego służbę, co stanowi jakąś szczególną konsekrację” /Perfectae Caritatis n. 5/.
Na wstępie zaznaczyć należy, że zainteresowania eschatologiczne nie są wyłączną własnością ani chrześcijaństwa, ani – tym bardziej – wyłączną własnością zakonów chrześcijańskich. W świadomości człowieka pojawiły sięprawdopodobnie tak dawno, jak dawno pojawiła się sama refleksyjna świadomość, to jest w momencie, gdy człowiek postawił sobie pytanie o ostateczny sens swojego bytowania. Nie tutaj miejsce na śledzenie dziejów eschatologicznej myśli w dziejach ludzkości. Dość stwierdzić, że od najbardziej pierwotnych śladów kulturowych do najbardziej rozwiniętych systemów filozoficznych i religijnych, myśl eschatologiczna przewija się wszędzie.
Niewątpliwie najpełniejszy i najbardziej wykończony system przedstawia eschatologia chrześcijańska, a zwłaszcza katolicka, która w oparciu o Pismo św. Starego i Nowego Testamentu podaje sprecyzowane informacje dotyczące losu człowieka sięgającego poza granice ziemskiego życia.
Problematyka eschatologiczna była zawsze wyjątkowo żywa w Kościele; dzisiaj również. Za ks. Granatem można powtórzyć uwagę, że „jeżeli w XIX w. miało sens zdanie wypowiedziane przez v. Troeltscha, że eschatologiczne biuro jest przeważnie zamknięte, to obecnie musimy uznać, że pracuje ono nawet poza godzinami urzędowania” /Granat, Eschatologia, s. 14/.
Sobór Watykański II w konstytucji „Lumen gentium” poświęcił osobny rozdział VII: „Eschatologiczny charakter Kościoła pielgrzymującego i jego związek z Kościołem w niebie”, w którym to rozdziale podał zwięzły, pozytywny zarys oficjalnej nauki Kościoła w tej kluczowej kwestii teologii katolickiej. Oprócz wspomnianego rozdziału napotykamy w dokumentach soborowych jeszcze wielokrotne nawiązywanie do aspektu eschatologicznego różnych odnośnych zagadnień.
Warto w tym miejscu wspomnieć o kierunkach zagadnień eschatologicznych w teologii już posoborowej. Skorzystam z dostępnego artykułu M. C. Vanhengela OP i J. Petersa „Śmierć i życie przyszłe”, zamieszczonym w drugim zeszycia CONCILIUM 1966/67, s. 318-331. Autorzy referują współczesne poglądy teologiczne o życiu i śmierci, sprowadzając je do trzech zasadniczych kierunków: apokaliptycznego, ideologicznego i profetycznego. Zacytuję zwięzłe streszczenie podane przez samych autorów:
„W apokaliptycznym oczekiwaniu przyszłości dominuje przekonanie, że teraźniejszość jest niedoskonała i dlatego musi zostać całkowicie zniszczona. Zostanie ona wówczas zastąpiona przez przyszłość, która jest całkowicie nowa, zupełnie zakryta i niemożliwa do przewidzenia, a przychodząca z zewnątrz. W odniesienia do naszego życia oznacza to, że to życie musi być całkowicie zniszczone, że wraz ze śmiercią skończy się wszystko i że nasze życie zostanie zastąpione przez nową, nieoczekiwaną, niebiańską egzystencję wskutek jakiejś interwencji z zewnątrz, na przykład przez nową interwencję twórczą Boga. To wyobrażenie wykazuje zatem pewne podobieństwo z tym, jakie przedstawia nam Apokalipsa: ziemskie Jeruzalem trawią doszczętnie płomienie, a z obłoków zstępuje powoli z kolei Jeruzalem niebieskie, aby zastąpić ziemię, która została zniszczona. W tym poglądzie nie uwidacznia się żaden wyraźny związek pomiędzy życiem na ziemi i życiem w niebie.
Teologiczne oczekiwanie przyszłości zakłada konkretny cel ostateczny, którego możemy się domyślać, ponieważistnieją już w tym życiu mniej lub bardziej wyraźne wskazówki, zwłaszcza w formie pewnych predyspozycji czy pragnień. Tutaj więc istnieje związek przyczynowy między tym życiem a przyszłym. W zastosowaniu do naszego tematu sytuacja wygląda mniej więcej w ten sposób: człowiek już posiada duszę, która jest nieśmiertelna sama w sobie. Ta dusza jest nastawiona na już istniejący cel /telos/, a mianowicie na oglądanie Boga, nieba albo jego przeciwieństwa. W każdym razie ten cel już istnieje niezależnie od tego, czy ktoś intencjonalnie dąży do niego czy nie. Tu zatem istnieje określony związek wewnętrzny między tym życiem a przyszłym, a ponadto jedno i drugie jest już dane i zasadniczo poznawalne.
Profetyczne oczekiwanie przyszłości znamionuje przede wszystkim to, że tutaj przyszłość nie jest jeszcze dana i zasadniczo nie jest przedmiotem poznania, wyraz „profetyczne” nie oznacza tutaj, że przyszłość jest przewidywana, lecz że jest oznajmiona człowiekowi w imieniu Boga jako przedmiot nadziei człowieka, w zasadzie jednak przyszłośćleży w ręku człowieka, który przejmuje odpowiedzialność za swoje życie. Przyszłość nie przychodzi z zewnątrz, lecz jest wewnętrznie związana z twórczym aspektem tego życia, i to z moralną stroną tej twórczości; innymi słowy, ta twórczość jest zadaniem moralnym” /s. 319-320/.
Dzisiaj wydaje się dominować w teologii ten trzeci rodzaj oczekiwania przyszłości.
Autorzy kończą swój artykuł uwagą, iż nie można postawić współczesnym teologom zarzutu jakoby zbyt mało interesowali się zagadnieniem śmierci. Co więcej – punkt ciężkości tych zainteresował przesunął się z zagadnień i spekulacji nad stanem pośmiertnym na samo życie przygotowujące do śmierci. To przesunięcie zainteresowań uważająautorzy za uczynienie kroku naprzód /ib. 331/.
Nas w niniejszym referacie interesuje również nie całość zagadnień eschatologicznych człowieka /zakonnika/, lecz jedynie ukierunkowanie życia doczesnego na wieczność – sub specie aeternitutis. Właśnie uświadomienie sobie eschatologicznego wezwania stawia wobec konieczności konsekwentnego, praktycznego ułożenia hierarchii i wartości: „Starajcie się naprzód o królestwo Boga i Jego sprawiedliwość” /Mt 6,33/. Wszelkie inne zainteresowania i wartości o tyle mogą być realizowane, o ile nie stoją w sprzeczności z tym jednym zasadniczym – unum necessarium – bo „cóż za korzyść ma człowiek, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie?” /Łk 9,25/.
Należy jednak pospieszyć z dopowiedzeniem, że takie ujęcie nie deprecjonuje doczesnej aktywności i jej nie potępia; przywraca jej tylko właściwe proporcje. A skoro „każdy otrzyma według uczynków swoich” i „ci, którzy pełnili dobre czyny, pójdą na zmartwychwstanie życia, ci którzy pełnili złe czyny – na zmartwychwstanie potępienia” /J 5,29/, to – jak widać – sama działalność doczesna będzie ważnym probierzem przy rozstrzyganiu ostatecznych losów człowieka. W perspektywie eschatologicznej nabierają szczególnej rangi i jawią się w nowych proporcjach kłopoty życia ziemskiego: „niewielkie bowiem utrapienia naszego obecnego czasu gotują bezmiar chwały przyszłego wieku dla nas, którzy się wpatrujemy nie w to, co widzialne, lecz w to, co niewidzialne. To bowiem, co widzialne, przemija, to zaś, co niewidzialne, trwa wiecznie” /2 Kor 4,17-18/.
Tak więc eschatologia chrześcijańska wierzy niezłomnie w osobowe życie wieczne każdego człowieka. To życie będzie szczęśliwe lub nieszczęśliwe, zależnie od ukierunkowania życia doczesnego – na która stronę drzewo się pochyla, na te i upadnie. Szczęśliwa zaś wieczność jest tak wielką wartością, że żaden trud dla jej osiągnięcia nie może być za wielki.
Jakkolwiek życie i powołanie zakonne mieści się w ramach życia i powołania chrześcijańskiego, a aspekt eschatologiczny życia jest w zasadzie wspólny dla zakonników i wszystkich chrześcijan, to jednak mimo wszystko, życie zakonne stanowi instytucję specyficzną w Kościele, wyróżniającą się pod wieloma względami z ogólnego tła praktycznego życia chrześcijan, a eschatologiczne zainteresowania zakonne wyrażają się w innych proporcjach niż u przeciętnej reszty wyznawców Chrystusa.
Dodatkowo można zauważyć, że zakony chrześcijańskie, tak zróżnicowane w swoich profilach duchowości i celach szczegółowych, o tak różnych drogach swojego rozwoju, posiadają wspólną, podstawę wyjściową – rady ewangeliczne, i posiadają równie mocno podkreślony wspólny finał eschatologiczny, ku któremu nieustannie zmierzają.
Aspekt eschatologiczny jest czymś elementarnym i czymś zasadniczym w ustawianiu życia zakonnego. Samo powołanie zakonne, jeśli jest prawdziwe, dobrze rozumiane – od razu ustawia kandydata na drodze, która nie będzie się kończyła na żadnym celu ziemskim i doczesnym, ale będzie sięgała o wiele dalej. Bo jakkolwiek w ramach zakonu realizuje się wiele wartości takich samych co i poza zakonem /np. w dziedzinie gospodarczej, społecznej, kulturowej – często z bardzo wybitnymi osiągnięciami/, to jednak to, co z istoty swojej jest treścią życia zakonnego – realizowanie rad ewangelicznych – ma pełny sens tylko „sub specie aeternitatis”. Inaczej ani ubóstwo, ani czystość, ani posłuszeństwo nie miałyby dla siebie dostatecznego wytłumaczenia. Byłoby to podcinanie sobie żył bez logicznego sensu. Nic więc dziwnego, że ludzie, którym obce jest rozumienie pojęć i treści eschatologicznych, na wiadomość, że ktoś decyduje się wstąpić do zakonu, reagują właśnie tak, jak gdyby ten ktoś oznajmił, że popełni samobójstwo.
Nasuwa się refleksja, że to co pociąga kandydata do zakonu, musi być w istocie mocno atrakcyjne, skoro przezwycięża on argumenty-przeszkody stawiane przez otoczenie. Czy zawsze ten moment atrakcyjny leży po stronie eschatologicznej? Prawdopodobnie nie zawsze; przynajmniej nie od razu w pełni ukształtowany. Pełne uświadomienie, pogłębione, powinno ukształtować się w okresie formacyjnym. Bo dopiero rzeczywista, pogłębiona świadomośćeschatologiczna stanowi prawdziwą atrakcję i daje mocną gwarancję wiernego dochowania zobowiązań zakonnych.
Eschatologiczny cel wymaga eschatologicznego wyrobienia osobowości tak w zakresie zainteresowańintelektualnych – poszukiwania prawdy ostatecznej, jak i w ukierunkowaniu, wycelowaniu woli na dobro ponad i pozaziemskie; jak i w podporządkowaniu i ciągłym kontrolowaniu sfery uczuciowej, aby nie schodziła w rejony atrakcji przyziemnej. Tego rodzaju praca stawia bardzo wysokie wymagania, ale też przynosi ogromny zysk: wyrabia ludzi o wyjątkowo harmonijnej, szlachetnej osobowości.
Eschatologiczne uwrażliwienie i ustawienie zapewnia szczególną zwartość życia, jedność i ciągłość, ustalony kierunek, swoistą pewność, siłę i pokój; w przeciwieństwie do chaosu, szamotaniny, niepewności, frustracji itp. w przypadku gdyby życiem rządziła walka o doczesność.
Innymi słowami – harmonia i optymalne wykorzystanie życia, lub też dysharmonia i świadomość przekleństwa życia wynika z właściwego lub niewłaściwego wzajemnego ustawienia porządków: doczesnego i eschatologicznego. Jeśli na pierwszym planie jest „szukanie królestwa niebieskiego”, a wszystkie sprawy doczesne przyporządkowane są temu pierwszoplanowemu problemowi, wówczas mamy do czynienia z właściwym uporządkowaniem planów, natomiast jeśli zachodzi sytuacja odwrotna, czyli usiłowanie podporządkowania wszystkiego, nawet w jakimś sensie królestwa niebieskiego – doczesności, wówczas musi nastąpić odpowiednio przykra reakcja, każde prawo przekroczone domaga się sankcji. – Zlekceważenie przepisu instrukcji przy obsłudze maszyny może spowodować tragiczne skutki. Nic więc chyba dziwnego, jeśli po zlekceważeniu podstawowego prawa o pierwszeństwie Królestwa Niebieskiego przynosi bardzo przykre konsekwencje życiowe.
Realizacja eschatologicznych ustawień nie jest łatwa. A to między innymi z tego powodu, że cele eschatologiczne są dla człowieka na ogół jakoś bardzo odległe; nie ogląda się natychmiast i namacalnie rezultatów. Znane jest i zrozumiałe zjawisko, że konkretna efektywność korzystnie działa na wzmożenie dopingu, a brak efektywności hamuje doping. Widoczność celu potrafi zmobilizować nawet słabnące siły, natomiast niewidoczność celu i rezultatów może zadziałać rozkładowo, osłabiająco. Jakąś ilustracją w tym względzie może być opowiadanie o tym, co się przydarzyło Kolumbowi w czasie jego odkrywczej wyprawy do brzegów Ameryki. – Długotrwała i trudna podróż przez ocean zaczęła w końcu zniechęcać żeglarzy. Im dłużej się przeciągała, tym więcej budziła niechęci, a nawet coraz bardziej wyraźniejszego buntu. Odczuwali coraz więcej zmęczenie, a nie widzieli kresu i sensu swojej mordęgi. Natomiast okrzyk: ziemia na horyzoncie! zmobilizował od razu wszystkich, nawet najbardziej zmęczonych. Zniknęło zmęczenie i zniechęcenie. Zajaśniał wyraźny, niewątpliwy cel.
Tam, gdzie z własnego doświadczenia nie można określić odległości celu, tam potrzeba solidnego przekonania, że droga, którą się obrało, niechybnie do niego prowadzi.
Dlatego w dążeniu do celu eschatologicznego tak ogromnie ważna jest silna wiara religijna. Zależność pomiędzy wiarąa trwałym „klimatem” eschatologicznym jest bardzo ścisła. Siła wiary zastępuje naturalne bodźce dopingujące. Im silniejsza, bardziej wypróbowana wiara, tym wytrwalej prowadzi do bądź co bądź odległego celu. Tę zależność można stwierdzać w różnego rodzaju wyznaniach, autobiografiach, biografiach czy choćby zeznaniach świadków czyjegośżycia; jak mówi Sobów: „Przyglądając się życiu tych, którzy wiernie naśladowali Chrystusa” /LG n. 50/.
Ważnym elementem świadomości eschatologicznej jest zdolność i gotowość do poświęceń – bez wyrachowania, bez domagania się ludzkiego uznania i ludzkiej wdzięczności. Jest to element charakterystyczny i chyba w dużej mierze symptomatyczny, świadczący o stopniu praktycznego przyswojenia ewangelicznej, czyli eschatologicznej nadziei, że Ojciec Niebieski wszystko widzi w skrytości i że On wszystko nagrodzi. Każde poświęcenie podejmuje sięostatecznie dla Niego, a nie dla ludzkich względów czy zysków. Stąd też nawet największa ludzka niewdzięczność nie potrafi zranić i zniechęcić tego, kto wystarczająco mocno wkorzenił się w świat relacji i wartościowańeschatologicznych. Człowiek o tak ukształtowanej świadomości i postawie moralnej zdolny jest bez reszty przebaczaćswoim krzywdzicielom i świadczyć im dobro; zdolny jest ukochać swoich nieprzyjaciół i życzyć im dobrze. Co jest nieraz szokujące w proporcjach naturalnych relacji ludzkich, to staje się prostą konsekwencją raz debrze pojętych wymogów eschatologicznych.
Gdyby chodziło o wykrycie istotnego motoru pracującego na rzecz eschatologicznego ustawienia życia zakonnego, to trzeba by stwierdzić, że tym motorem jest miłość wyrosła na fundamencie wiary. Miłość realizująca się w podjęciu i spełniania rad ewangelicznych, czyli na poważnym szukaniu Królestwa niebieskiego, a nie siebie, swojej niezależności i swojej wygody. Miłość jest przecież tą wartością, która – jedynie –ma przywilej wejść do Królestwa eschatologicznego. Dla wieczności przetrwa tylko to, co płynie z ofiarnej miłości. Radosnego dawcę Bóg miłuje! Charakterystyczną cechą ludzi, zakonników, o spojrzeniu eschatologicznym jest spontaniczna /lub wypracowana wysiłkiem woli/ wielkoduszność i bezinteresowność. Ta ofiarność płynie ze świadomości, że w eschatologicznych wymiarach wszystko się liczy; nic nie marnuje się i nie przepada. Eschatologiczna kasa oszczędności jest najpewniejsza – ani tam mól nie zje, ani rdza nie zepsuje, ani złodziej nie wykopie i nie ukradnie. Każda „oszczędność” zostanie za kontowana; bez formalności proceduralnych, bo – właśnie – Ojciec widzi w skrytości. Nie trzeba niczego rachować ani sprawdzać. – Owszem, niech nie wie lewica, co czyni prawica.
Dlatego właściwa orientacja eschatologiczna jest ze wszech miar radosna, optymistyczna, twórcza. Radość i pokój płynie z przeświadczenia, że z wielu dróg możliwych wybrało się drogę najwłaściwszą, najkorzystniejszą. Jakkolwiek będzie to droga trudu i ofiary, to jednak nie będzie drogą szamotania się i goryczy i zawodu i przekleństwa. Pesymizm, zwątpienie, zgorzkniałość byłyby tutaj wielkim nieporozumieniem. Święty smutny, byłby doprawdy smutnym świętym. Człowiek z programem eschatologicznym a przy tym zgorzkniały malkontent, byłby czymś gorszym niż karykaturą postawy eschatologicznej. Zakonnicy zniechęceni, znudzeni lub pełni pretensji do Pana Boga, do przełożonych, do całego świata, wystawiają przede wszystkim sobie złe świadectwo. – Nie zakorzenili /w sobie/ się na glebie eschatologicznej. W ich formacji musiało zabraknąć elementu podstawowego. Jedyna rada: czym prędzej – jak najbardziej świadomie – ten brak wyrównać. Nigdy nie jest za późno. Nawrócenie zawsze jest możliwe i pożądane.
Ludzie najmocniej zakorzenieni na glebie eschatologicznej – Święci – jakkolwiek reprezentują nieprzebrane bogactwo typów, posiadają jednak wspólną cechę: postawę optymistyczną, radosną.
Eschatologiczne zakorzenienie w tym, co ponadziemskie i ponadczasowe, nie obezwładnia w zakresie powinności ziemskich. Jest cechą charakterystyczną, niejednokrotnie podkreślaną, że właśnie najwięksi mistycy, a więc ludzie o szczególnie wyrazistej świadomości eschatologicznej, bywają największymi działaczami. Są oni szczególnego rodzaju realistami. Mają doskonałe wyczucie wartości czasu, wartości każdego, choćby najmniejszego pod względem efektu wysiłku, wartości każdego układu warunków zewnętrznych. Nie uznają przypadków. We wszystkim dostrzegajądziałanie Boże. We wszystkim widzą coraz to nowe zadania, jakie Bóg stawia przed człowiekiem. Nie załamują ich nawet wyraźne niepowodzenia, bo właśnie swojej działalności nie mierzą na natychmiastową skuteczność. Ich perspektywy sięgają bardzo daleko w przyszłość. Nie przeceniają doniosłości swoich wysiłków i swoich dzieł. Wnosząuspokojenie, ład, poczucie bezpieczeństwa i twórczy entuzjazm, a ich oddziaływanie zatacza nieraz niewiarygodnie szerokie kręgi w przestrzeni i w czasie.
Konsekwencją nastawienia eschatologicznego jest również i to, że zakonnik w charakterystyczny sposób „wyłącza się” ze świata. W wielu zakonach dokonuje się to poprzez ścisłą klauzurę i zewnętrzne daleko posunięte wyizolowanie się ze środowiska świeckiego – nacisk położony na to, aby kontaktów było jak najmniej. – W innych zakonach, pozostających w skupiskach ludzkich, w bezpośrednim sąsiedztwie z wszelkiego typu bliźnimi, i spełniających, różnego rodzaju posługi względem otaczających ich ludzi istnieje cięgle kontakty bezpośrednie, żywe, a jednak przy ożywionych kontaktach zakłada się konieczne i stosowne odosobnienie. Nawet w tych zgromadzeniach czy instytutach, które niemal bezustannie tkwią w środowiskach ludzi świeckich – i tam istnieje swoiste wyobcowanie, nawet przy najżywszym kontakcie z ludźmi i przy autentycznym zaangażowania we wszystkie problemy ludzkie, zakonnicy pozostaną ludźmi „nie z tego świata”. I nie powinno być w tym nic ze sztucznej pozy czy „piedestału”, czy faryzejskiego dystansu; powinno to wynikać w sposób jak najbardziej naturalny i właściwy z faktu zakorzenienia w rzeczywistości eschatologicznej. Podobnie jak Chrystus Pan: Był niezmiernie bliski wszystkiemu co ludzkie, a równocześnie był „nie z tego świata”. Prawdziwe zakorzenienie w rzeczywistości eschatologicznej nie oddala zakonnika od pozostałych braci – ludzi na święcie, owszem – nawet go zbliża do nich i rozszerza zakres świadczenia miłości bliźniego, ale dokonuje się to poprzez zupełnie nowy wymiar, nie notowany i nie doświadczany w układach naturalnych praw społecznych i ludzkich. Sobór Watykański II ujmuje to w następujący sposób: „I niechaj nikt nie sądzi, że zakonnicy z racji swego poświęcenia stają się bądź wyobcowani spośród ludzi, bądź nieużytecznymi w społeczności ziemskiej. Bo choć niekiedy nie wspomagają wprost swych współczesnych, to jednak w głębszy sposób czają się z nimi związani wewnętrznym związkiem w Chrystusie i współpracują z nimi duchowo, aby budowanie społeczności ziemskiej opierało się zawsze na Panu i ku Niemu się kierowało, aby przypadkiem na próżno nie trudzili się ci, którzy ją budują” /LG n. 46/.
Eschatologiczne wezwanie Boże trwa ciągle. Realizuje się w konkretnych, skomplikowanych warunkach środowiskowo-czasowych. Napotyka zarówno na okoliczności sprzyjające jak i niesprzyjające. Pomiędzy tym, co „ku wieczności” a tym co „ku doczesności” istniały prawdopodobnie zawsze napięcia. Styl epoki wyznaczają liczne „znaki czasu”. Były epoki o szeroko rozpowszechnionym i żywym zainteresowaniu sprawami eschatologicznymi, ale były również epoki wybitnie nastawione na doczesność. W ciągu dziejów wielokrotnie i w różnych wariantach powtarzało się to, co spotkało św. Pawła w Atenach: „Gdy usłyszeli o zmartwychwstaniu, jedni się naśmiewali, a inni powiedzieli: posłuchamy cię o tym innym razem” /Dz 17,32/.
Nasza obecna epoka pełna jest paradoksów w wielu dziedzinach; w stosunku do zagadnień eschatologicznych – również. Po raz pierwszy w dziejach ludzkości tak szerokie kręgi zatoczył programowy materializm ateistyczny – postawa z gruntu przeciwstawiająca się jakimkolwiek wartościom eschatologicznym. – Z drugiej strony – notuje sięrenesans zakonów kontemplacyjnych i olbrzymi wzrost zainteresowania sprawami religijnymi i eschatologicznymi.
Z jednej strony prawie powszechna tendencja do postawy konsumpcyjnej, wygodnościowej. Z drugiej strony – rodzący się bunt przeciw komercjalizmowi życiowemu i przejaw tęsknoty za czymś nieokreślonym, przekraczającym wartości materialne.
Epoka nasza to epoka dyskusji i relatywizmu, zachwiania autorytetu, epoka pełna różnorodnych napięć, konfliktów, problemów.
Zakonnik współczesny – „z ludu wzięty” – jest też synem swojej epoki. Też w dużej mierze reaguje według schematów epoki.
Wielu zakonników ulega poważnemu wykorzenieniu ze świata wartości eschatologicznych aż do opuszczenia zakonu włącznie. Liczba odejść dziś wyższa chyba niż kiedykolwiek dotąd. I to jest chyba właśnie rezultatem wykorzenienia eschatologicznego. Gdy się zatraci orientację eschatologiczną, w zakonie nie ma się nic do osiągnięcia. Dalsze pozostawanie w nim nie tylko nie wzbogaca, ale rujnuje – zarówno jednostkę jak i społeczność zakonną, jednostki odchodzą, ale społeczności pozostają.
Wyda je się, że właśnie dziś zakony mają szczególną misję do spełnienia i to właśnie w zakresie świadectwa dla wartości eschatologicznych.
Każdy zakon powstawał swego czasu, w określonym zespole warunków. Powstawał dlatego, że był konkretnie potrzebny. Dlatego każdy zakon posiada swój konkretny cel szczegółowy. Dziś jednak zróżnicowanie celów szczegółowych dość mocno się zaciera. Niemal wszystkie zakony stają wobec tych samych problemów i mają do podjęcia te same zadania. W tyglu obecnej epoki bardzo wiele wartości ulega gruntownemu przeformowaniu.
A ponieważ w świecie dzisiejszym gros zainteresowań ludzkich skierowanych jest – niestety – na doczesność, przy równoczesnym, zatracaniu należytego zrozumienia dla spraw ponadziemskich i pozadoczesnych, to czy nie rodzi siędziś szczegółowe i bardzo wyraźne wspólne powołanie dla wszystkich zakonów: ukazywać światu eschatologiczny sens życia ludzkiego, ukazywać wartości trwałe, których nie zniszczy czas ani żaden kataklizm … Czy nie jest to „zamówienie społeczne” pod adresem wszystkich zakonów i zakonników?
Wydaje się, że w tym właśnie duchu formułuje apel do zakonów Sobór, gdy mówi, że: „… ślubowanie i spełnianie rad ewangelicznych jest niejako widomym znakiem, który może i powinien pociągnąć skutecznie wszystkich członków Kościoła do ochoczego wypełniania powinności powołania chrześcijańskiego. Skoro bowiem Lud Boży nie ma tutaj trwałego miasta, lecz szuka przyszłego, to stan zakonny, który bardziej uwalnia swych członków od trosk ziemskich, w wyższym też stopniu tak ukazuje wszystkim wierzącym dobra niebiańskie już na tym świecie obecne, jak i daje świadectwo nowemu i wiekuistemu życiu zyskanemu dzięki odkupieniu Chrystusa, jak wreszcie zapowiada przyszłe zmartwychwstanie i chwalę Królestwa niebieskiego” /LG n. 44/.
Sam Kościół zresztą jako taki „pochodzący z miłości Ojca Przedwiecznego, założony w czasie przez Chrystusa Odkupiciela, zjednoczony w Ducha Świętym, ma cel zbawczy i eschatologiczny, który jedynie w przyszłym świecie może być osiągnięty w pełni” /KDK 40/.
To też jest zrozumiałe jaką rolę pragnie Kościół zlecić zakonom – wszystkim – i to zwłaszcza dzisiaj, aby pomóc współczesnemu człowiekowi, by się nie zagubił w aktywności doczesnej, by się nie zaprzedał wartościom przemijającym i skończonym. Nie wystarcza bowiem głosić orędzia eschatologiczne. Trzeba pokazać na przykładach, co to znaczy szukać na pierwszym miejscu Królestwa niebieskiego. Człowiek zawsze był więcej wrażliwy na przykład niż na słowo /verba movent – exempla trahunt/. Dzisiaj jeszcze bardziej uwrażliwiony jest na konkret. Dlatego usłyszanemu słowu nie daje kredytu zaufania i nie respektuje instytucji autorytetów. Ceni autentyczny konkret. – Dawniej podobno brano na ząb monetę, by sprawdzić wartość kruszcu. Dziś coraz bardziej bierze się „na ząb” wielkie słowa, wielkie wezwania, a może jeszcze bardziej bierze się na ząb tych, którzy te słowa głoszą: jeśli słowa okażą sięwyrazem osobistego zaangażowania głosiciela – z dużym prawdopodobieństwem zostaną co najmniej życzliwie przyjęte; jeśli natomiast okażą się słowem „tranzytowym” – nie znajdą przyjęcia.
Rzecz jasna – znak świadectwa zakonów na rzecz eschatologicznego królestwa, nie może być znakiem wycelowanym wprost na odbiorców. Ma to być znak niejako „przy okazji”, tzn. w takiej sytuacji, gdy zakonnicy będą osobiście faktycznie zaangażowani w sprawy Królestwa niebieskiego a nie w sprawy ziemi. Wtedy i ubóstwo, i czystość, i posłuszeństwo będą znakami wymownymi. Będą świadczyły, że skoro ci ludzie, skoro tylu ludzi, skoro tacy ludzie inwestują swoje wszystko z całym przekonaniem i poświęceniem i entuzjazmem w Królestwo eschatologiczne, to musi coś w tym być!
Archiwum KWPZM
