Kowalczyk D. SJ, Starzy i chorzy zakonnicy. Punkta do indywidualnej i wspólnej refleksji

1. Najpierw warto sobie uświadomić, że ludzi starych będzie na świecie coraz więcej. Za 25 lat 1/3 ludności krajów rozwiniętych będzie miała powyżej 60 lat; ludzi starych będzie coraz więcej również w zakonach. Pisał o tym Jan Paweł II w „Vita consecrata”: „Ważne miejsce w życiu braterskim zajmuje troska o starszych i chorych, zwłaszcza w takich okresach jak obecny, kiedy w niektórych regionach świata wzrasta liczba osób konsekrowanych w podeszłym wieku” (nr 44). Jakie są przyczyny starzenia się społeczeństw? Po pierwsze, w krajach rozwiniętych ludzie żyją – dzięki ogólnemu rozwojowi cywilizacji, a szczególnie medycyny – coraz dłużej. Po drugie, rodzi się coraz mniej dzieci, co w odniesieniu do zakonów ma swój wyraz w spadku powołań. Osiągnięcia medycyny otworzyły – jak pisze Francis Fukuyama – przed mieszkańcami krajów rozwiniętych dwa okresy wieku starczego: „Kategoria I to wiek od 65 lat do gdzieś około osiemdziesiątki – ludzie w tym przedziale wiekowym z coraz większym prawdopodobieństwem mogą oczekiwać, że będą zdrowi i aktywni. […] Druga faza wieku starczego, kategoria II, nastręczać będzie znacznie więcej trudności. Jest to okres, który ludzi obecnie osiągają zazwyczaj około osiemdziesiątki, gdy ich zdolności pogarszają się i w coraz większym stopniu cofają się oni do niesamodzielności wieku dziecięcego” (Koniec człowieka, Znak, Kraków 2004, s. 98-99). Wzrost liczby osób I i II kategorii sprawia, że niejednokrotnie ludzie zbliżający się do wieku emerytalnego czują się ograniczeni w wyborze drogi życiowej przez fakt, iż ciągle żyją rodzice wymagający stałej opieki. Rozwinięte społeczeństwa są z jednej strony dumne z możliwości przedłużania życia, z drugiej jednak strony w obliczu faktu, że przedłużanie życia nie zawsze oznacza poprawienie jakości tegoż życia, opiekę nad starszymi zostawia się personelom różnego rodzaju domów starców, przy jednoczesnym rosnącym poparciu dla eutanazji.

2. Jak powyższy problem wygląda w zakonach? Nasze zakony jako całość są zapewne wielopokoleniowe, ale z konkretnymi wspólnotami bywa różnie: zasadniczo przyjmuje się oczywiście, że zakonnik ma prawo do godnej starości w zakonie, ale nie oznacza to, że ma prawo do przebywania aż do śmierci we wspólnocie, w której chciałby przebywać. O ile jednak nikt nie neguje władzy przełożonego posyłania podwładnych tam, gdzie uważa za stosowne, to w przypadku starych zakonników łatwo można narazić się na zarzut znieczulicy. Przykład: Ktoś pracował przez ostatnich 20 lat na jednej placówce, teraz ma lat 80 i jest coraz bardziej zniedołężniały, ale w aktywnej apostolsko wspólnocie nie ma kto się nim opiekować. Wówczas problem, przed jakim stoi przełożony jest następujący: Wziąć ze wspólnoty starego i chorego współbrata, bo pozostali nie są w stanie wypełniać swoich zadań, jeśli muszą opiekować się współbratem (nie lenistwo, ale wymóg apostolskiej mobilności), czy też zostawić go, by nie musiał przeżywać szoku przeprowadzki (obniżone zdolności adaptacyjne – słaba pamięć świeża). Starsza osoba ma prawo do tego, by jej pomagać w jej własnym domu, zgodnie z jej życzeniami (oczywiście w pewnych granicach) i hierarchią wartości. Z drugiej strony wydaje się jednak, że nie można rezygnować z wymagania wobec starszego zakonnika, aby w duchu posłuszeństwa udał się na wskazaną placówkę.

3. W wielu zgromadzeniach istnieją prowincjalne infirmerie, czyli domy dla starszych lub przewlekle chorych (np. u jezuitów infirmeria mieści się przy nowicjacie, co pozwala uniknąć atmosfery domu starców). Gorzej, jeśli taki zakonny dom dla starszych współbraci jest zupełnie oddzielony od innych wspólnot, i starzy współbracia skazani są na siebie nawzajem i na personel. Jeszcze gorzej, kiedy starzy zakonnicy są umieszczani w ogóle poza domami zakonnymi, to znaczy w jakimś domu starców prowadzonym przez siostry lub osoby świeckie (niektórzy mówią w tym przypadku o psychicznej eutanazji, choć – z drugiej strony – niektóre starzejące się prowincje zakonne są wręcz do tego zmuszone). Warto zauważyć też, że coraz więcej osób zakonnych umiera w szpitalu (jesteśmy zbyt pochłonięci działaniem, by opiekować się chorym terminalnie w domu).

4. Opieka na osobami starszymi i chorymi wymaga oczywiście pewnych nakładów finansowych. W starzejących się prowincjach zakonnych jest to niekiedy główna pozycja po stronie wydatków (nie formacja, nie apostolstwo, nawet nie remonty i budowy, ale opieka nad starszymi i chorymi). Przy tak szybkim rozwoju medycyny, poziom leczenia – w zależności od nakładów – może być bardzo różny. I tu pojawia się dylemat: Na jaki poziom leczenia powinien i może pozwolić przełożony tak, by z jednej strony zadośćuczynić prawu chorego do godziwej opieki, a z drugiej nie przekroczyć stylu życia, jaki wynika z przyjętego ślubu ubóstwa? U św. Teresy z Avila znajdujemy taka oto radę: „Siostry będą pielęgnowane z wielką miłością, wspaniałomyślnością i współczuciem, stosownie do naszego ubóstwa”. Po czym święta dodaje odnośnie samych chorych: „Niech chwalą Boga, naszego Pana, jeśli są dobrze zaopatrywane, i niech się nie smucą, jeśliby im brakowało wygód, jakie zapewniają sobie bogaci podczas choroby”. Mówi się o tym, że zakonnicy powinni zabiegać o standardową opiekę, ale gdy w grę wchodzi zdrowie lub życie trudno znaleźć taki standard. Powstaje pytanie: Kiedy można lub należy zapewnić choremu współbratu najlepszą i najdroższą opiekę medyczną (czy zawsze, kiedy po prostu są takie możliwości finansowe)? Spotkałem się z opinią, że np. w przypadku młodego zakonnika trzeba ratować zdrowie i życie nawet za cenę wielkich nakładów finansowych, a w przypadku starego zakonnika nie, ale czy nie dochodzi tutaj do niebezpiecznego wartościowania ludzkiego życia i zdrowia – młode życie więcej warte, a stare mniej…

5. Problem pracy starszego zakonnika: moment „wyłączenia” ze wspólnoty „produktywnych” (i tak osoby zakonne znajdują się w tej dobrej skądinąd sytuacji, że nie ma przymusowej emerytury i – jeśli tylko zdrowie pozwala – to są w pełni zatrudnione w duszpasterstwie). W pewnym sytuacjach pojawia się jednak pytanie: Jak wypośrodkować pomiędzy staraniem, aby starszy współbrat czuł się jeszcze potrzebny (włączanie w misję ciała apostolskiego), a pewnymi wymaganiami natury pastoralnej, które przemawiają za tym, aby starszy współbrat np. już nie spowiadał i nie odprawiał sam Mszy z ludem. Inaczej mówiąc: Jak nie popaść w znieczulicę w imię zakonnego posłuszeństwa i apostolskiej skuteczności z jednej strony, albo w swoiste „rozpieszczanie” starszych i chorych z drugiej strony.

6. Pojawia się tu pytanie o opiekę duchową nad starszymi i chorymi, a mówiąc ściślej, formację duchową takich osób (formacja stała). Niekiedy są one pozostawione same sobie, jak gdyby starość i choroba przerywały konieczność tzw. formacji stałej. Tymczasem chodzi o to, by odkryć charyzmaty starości (patrz dokument Godność i posłannictwo ludzi starszych w Kościele i w świecie – bezinteresowność, pamięć historyczna, doświadczenie, współzależność, bardziej całościowa wizja życia – to szczególnie ważne w dzisiejszej szybkiej, medialnej i fragmentarycznej kulturze internetowej). Inna sprawa, że do przeżywania starości i choroby człowiek przygotowuje się całe życie. W „Vita consecrata” czytamy: „Wiek podeszły stwarza nowe problemy, którym trzeba zawczasu stawić czoło” (nr 70). Wiadomo, że z zasady starość w pewnym sensie uwidacznia i uwypukla złe i dobre cechy charakteru.

7. Są też we wspólnotach osoby poważnie chore, ale jeszcze nie stare. Wśród nich problem szczególnie trudny to współbracia cierpiący na ciężkie depresje i choroby psychiczne. Pojawiają się tutaj m.in. takie pytania jak: Czy, w jakich sytuacjach i w jaki sposób przynaglać-przymuszać do leczenia? Czy w skrajnych sytuacjach należy ubezwłasnowolnić chorego współbrata?

8. Podsumowując powyższe problemy, można raz jeszcze postawić następujące pytania:

– Czy prowincjalne i ponadprowincjalne domy starców są właściwym rozwiązaniem? Jeśli tak, to jak i gdzie powinny być urządzone? Jeśli nie, to w jakim kierunku należy szukać właściwych rozwiązań?

– Czy wielopokoleniowe wspólnoty, w których są starsi i chorzy, przy jednoczesnym nacisku na apostolską skuteczność są rzeczywiście możliwe?

– Jak przeżywać napięcie pomiędzy wymogiem troski o starszego lub chorego współbrata, a koniecznością postępowania niekiedy wbrew jego woli? Jak reagować na różnego rodzaju anty-świadectwa osób starszych?

– Na czym miałaby polegać formacja stała osób starych i chorych, a z drugiej strony jak przygotowywać się wcześniej do nadchodzącej starości?

– Jak wypośrodkować pomiędzy wymogiem godziwej opieki lekarskiej a stylem życia wynikającym ze ślubu ubóstwa?