Home DokumentyReferaty, Konferencje, ArtykułyŻycie wspólnotowe Ryll Dawida CSMA, Życie konsekrowane kobiet w świetle dokumentu Młode wino, nowe bukłaki

Ryll Dawida CSMA, Życie konsekrowane kobiet w świetle dokumentu Młode wino, nowe bukłaki

Redakcja

S. Dawida Ryll CSMA

ŻYCIE KONSEKROWANE KOBIET W ŚWIETLE DOKUMENTU „MŁODE WINO, NOWE BUKŁAKI”

Kraków, 15 maja 2018 r., 140 Zebranie plenarne KWPZM

Czcigodni Biskupi, Ojcowie, Księża, Bracia.

Dokument „Młode wino, nowe bukłaki”, jak wskazuje podtytuł, zawiera „ukierunkowania” dla osób konsekrowanych do podjęcia refleksji i decyzji, by nasze „dzisiaj” stało się „bukłakiem” zdolnym pomieścić zawsze „młode wino” Ducha Świętego, który nas skierował na drogę realizowania Rad Ewangelicznych w różnych instytutach życia zakonnego. To „dzisiaj” sprawia, że pośród osób biorących udział w obecnej dyskusji, znalazła się siostra zakonna. Dziękuję za tę możliwość.

Kobieta konsekrowana dzisiaj

„Dzisiaj”, to inny styl życia, nie tylko od tego, jaki proponuje świat, ale i od tego, jaki był stawiany na wzór kilka wieków temu, to też nieco inna duchowość, choć osadzona na tej samej Ewangelii Zdaję sobie bowiem sprawę, że moje „dzisiaj” i setek sióstr w moim wieku, jest z pewnością nieco inne od „dzisiaj” neoprofesek, sióstr z kilkuletnim stażem życia zakonnego, czy też sióstr, które przeżyły 80, 90 wiosen i jesieni. Inne „dzisiaj”, bo inne jest spojrzenie na tę samą rzeczywistość, w której się znajdujemy. Inna ocena przeszłości i inne oczekiwania w stosunku do przyszłości..  Ale bez względu na staż życia zakonnego łączy nas jedno – jesteśmy kobietami i jesteśmy konsekrowane, by cała nasza kobiecość realizowała się poprzez tę konsekrację.

Nie ma potrzeby, aby zajmować się teraz wyjaśnianiem, na czym polega życie sióstr zakonnych, ani czynić dokładnej analizy wszystkich aspektów kobiecości w jakimkolwiek ich wymiarze (ani psychofizycznym ani duchowym).

Dokument „Młode wino, nowe bukłaki” – jak nam wiadomo –  nie poświęca zbyt wiele uwagi oddzielnie siostrom zakonnym. Mówi o życiu konsekrowanym jako takim, bez rozróżniania na zakony męskie i żeńskie. Jednakże, gdy pojawia się mowa o instytutach żeńskich, to przeważnie w negatywnym kontekście: np. w: Wybory formacyjne p. 15: Zdarza się to zwłaszcza w Instytutach żeńskich, gdzie sprawy naglące związane z prowadzonym dziełami zbyt często biorą górę nad owocnym, systematycznym i organicznym procesem formacyjnym; w: Posługa władzy, p.21: Ten, kto sprawuje władzę, nie powinien zachęcać do postaw infantylnych, które mogą prowadzić do zachowań odbierających odpowiedzialność.(…) W przeważającej większości zdarzają się one w Instytutach żeńskich; w: Modele relacji, p.22: Z ewangeliczną szczerością musimy sobie uświadomić, że w niektórych zgromadzeniach żeńskich spotyka się zjawisko uwieczniania funkcji. Niektóre osoby pozostają we władzach, choć w różnych funkcjach, zbyt wiele lat.

I nie zamierzam teraz kwestionować zasadności tego typu stwierdzeń (choć, co do niektórych mam sporo zastrzeżeń), ale ze zdziwieniem stwierdzam, że kiedy mowa o niewłaściwych zjawiskach w Instytutach, ani raz nie pojawia się zdanie typu szczególnie w Instytutach męskich. Z pewnością nie było niczyim zamiarem wartościowanie współczesnego stylu życia zakonnego w zależności od tego, czy podejmują je mężczyźni czy kobiety, niemniej obiektywnie trzeba stwierdzić, iż pozostaje nakreślony obraz, jakoby więcej było do naprawienia w Instytutach żeńskich… ? Doprawdy? Nie jestem chętna, aby się z tym zgodzić.

Tożsamość: kobiecość i zakonność

Jest w dokumencie mowa o tożsamości osób zakonnych, ale może warto tutaj wspomnieć, co stanowi tożsamość kobiet konsekrowanych.

Jak wszystkie kobiety zostałyśmy ukształtowane przez Stwórcę, by być oblubienicami, siostrami, i matkami. Kobiecość i zakonność to dwa wymiary tożsamości każdej siostry zakonnej. Jeden wynika z natury, drugi z daru powołania.

Działające w świecie ruchy feministyczne, które u zarania swego istnienia miały bronić godności i osobowych praw kobiety, w swych skrajnych poglądach w rzeczywistości miast bronić kobiet, stały się walką z kobiecością (walką z powoła-niem do bycia oblubienicą, siostrą i matką). Może w niektórych krajach udziela się to także osobom konsekrowanym, ale myślę, że w polskich zakonach ustrzegłyśmy się od takich dewiacji.

(Nie wiem, czy zniewieściałość dzisiejszych mężczyzn nie wkrada się bardziej do męskich zgromadzeń?)

Jako kobiety mamy naturę relacyjną i od jakości interpersonalnej relacji zależy nasze szczęście, spełnienie się w ludzkim wymiarze. Sposób relacji z Bogiem, który objawił się w Chrystusie, dar uczyniony z siebie, także z pewnych przywilejów naszej kobiecości, kształtuje jakość naszej zakonności, jakość przeżywania własnego życia i siłę oddziaływania na innych ludzi. Ta inność sprawia, że rezygnujemy z tego, co świat sobie ceni, by być prorockim znakiem dla świata. W tej inności jest nasza godność, siła i radość.

Nasze „dzisiaj” jest bardziej świadome tego, że modele reguł, duchowości, formacji, jakie przez wieki miały miejsce tak naprawdę były tworzone, a zarazem niejako narzucane nam przez mężczyzn i niekoniecznie uwzględniały odmienność naszej kobiecej natury. Dzięki Bogu, życie wielu kanonizowanych kobiet pokazało, że siła kobiecości nie została w nich zdławiona przez schematy maskulinistyczne. Niemniej „dzisiaj” Instytuty żeńskie aktywniej tworzą i doceniają modele życia (w wymiarze doczesnym i duchowym) bardziej zgodne z naszą, kobiecą naturą.

Z relacyjnej natury kobiecej wynika, że nie jesteśmy wstanie żyć dla ideału, dzieła, sprawy. Jesteśmy w stanie żyć dla osoby.  Kobieta, by być szczęśliwą, musi czuć się kochana i kochać. „Kobieta rozważa wszystkie sprawy w swoim sercu, podczas gdy mężczyzna działa. (s. Władysława Krasiczyńska).

Siostra zakonna, która nie ma żywej, osobowej relacji z Chrystusem, nie zrealizuje swojego powołania do bycia oblubienicą, siostrą, matką. Może nigdy nie wyjść z roli córki (grzecznej lub zbuntowanej), może być zgorzkniałą starą panną w habicie, zimną „mumią egipską”, niedojrzałą emocjonalnie kokietką, skarłowaciałym narcyzem. Bez oblubieńczego trwania na Sercu Jezusa, bez pełnego ufności i miłości nasłuchiwania „szeptów” Ducha Świętego, nie odnajdzie swojej tożsamości i nie stanie się czytelnym znakiem, solą ziemi, prawdziwą siostrą i matką.

Wychowanie do relacji i dialogu

Nie sposób nie zauważyć, że na wychowanie – formację kobiet konsekrowanych ogromny wpływ mają konsekrowani mężczyźni (na wszystkich etapach formacji jako spowiednicy, rekolekcjoniści, kapelani itd.). Dobrze, jeśli uwzględniają tę naturę kobiet i pomagają formować siostry przede wszystkim do oblubieńczej relacji z Chrystusem, siostrzanej relacji z innymi, a przede wszystkim we wspólnocie Instytutu, w której są postawione i matczynej relacji wobec tych, do których zostaną posłane.

Jak dobrze, gdy mężczyźni konsekrowani są właściwie uformowani. Ma to bowiem ogromny wpływ na wychowanie i formację kobiet.

To prawda, że młodym ludziom nie brakuje aspiracji i autentycznych wartości (p. 12) i przychodząc do Zgromadzenia mają szczere intencje, by te aspiracje realizować. Rozeznanie tych aspiracji, uformowanie młodych osób do postawy: „nie darów Miłującego żądam, ale Jego samego” lub tylko podtrzymanie tego młodzieńczego żaru, to trudne zadanie nie tylko dla konkretnych osób będących w formacji, ale dla całego Instytutu w jego strukturach, schematach, zadaniowości.

Młoda siostra zakonna – mimo dobrych intencji – dzisiaj nie ma już tyle samozaparcia, co siostry z pokolenia powojennego. Ukształtowane w innej kulturze muszą się mozolnie uczyć dawania siebie, znalezienia sensu w tym, że mogę coś zrobić dla innych poza ścisłym obowiązkiem wyznaczonym przez przełożonych.

Wychowanie ma określony cel. W przypadku sióstr zakonnych trzeba uwzględnić ich kobiecą naturę.

Macierzyństwo osób konsekrowanych (radość z powołania)

Dziewictwo, ślub czystości złożony Chrystusowi nie zwalnia nas z tego, by przekazywać życie, dbać o nie, pielęgnować. Nie wierzę jednak, że można chcieć być matką i zostać dobrą matką bez relacji oblubieńczej. W kobiecie rodzi się bezinteresowne pragnienie dania nowego życia, urodzenia dziecka wtedy, gdy kocha mężczyznę.

Duchowe macierzyństwo, w jakiejkolwiek formie miałoby się przejawiać, musi wypływać z oblubieńczej relacji z Bogiem. Wtedy jest zbawcze.

KOBIETA – MATKA. Matka to dom. Kiedy przychodzą młode siostry do wspólnoty, warto, by czuły się u siebie w domu. Bycie w domu, w kochającej się rodzinie – choć pełnej różnorakiej biedy, słabości – sprawia, że każda osoba czuje się szanowana i akceptowana. To bycie w swoim domu – daje szansę na rozwój cech, jakich dziś mamy deficyt: odpowiedzialności i ofiarności! Aby ukochać Zgromadzenie, wspólnotę, trzeba doznać w tej wspólnocie szacunku i radości (prawdziwej!) z tego, że się jest! Od początku bycia w Zgromadzeniu: to jest także twój dom, twoja rodzina, Ty jesteś jedną/-ym z nas! (a bywa, że są domownicy i „przechodnie”). Trzeba też, aby młoda siostra, dorastająca w kulturze bez autorytetów, powinna zatem nauczyć się szacunku wobec starszych, wobec ich historii życia, wobec ludzkiej słabości.

Tkwimy jeszcze w mentalności socjalistycznej, gdzie są „my i oni”, my i jakiś wróg ludu (np. przełożona postrzegana jak o wróg, przez sam fakt, że jest przełożoną, albo grupa osób w Zgromadzeniu, Zarząd Zgromadzenia, bo nie odpowiada moim oczekiwaniom lub odwrotnie, przełożeni postrzegają jako wroga grupę osób, która „nie ubóstwia” przełożonych).

Rozesłałam ankietę do różnych Zgromadzeń. Przysłano mi 76 wypowiedzi sióstr z kilkudziesięciu domów zakonnych (w tym także klauzurowych). W jednym z pytań prosiłam o wskazanie, jakich braków najczęściej doświadczają. I w każdej niemal ankiecie siostry wskazują na … brak czasu na modlitwę osobistą/ adorację i czytanie duchowe. Drugą najczęściej wymienianą rzeczą jest brak czasu na odpoczynek, a trzecią brak szacunku i siostrzanych relacji we wspólnocie. Są jeszcze inne, nie mniej ważne braki.

Wydaje mi się, że to domaga się jakiejś poważnej rewizji w schematach naszego życia zakonnego. Jesteśmy z reguły dość skrupulatne, drobiazgowe w wykonywaniu swoich zadań. Mnożąc je i chcąc wykonać perfekcyjnie, nie jesteśmy w stanie znaleźć czasu na modlitwę i na odpoczynek. A jedno i drugie idzie w parze. Bez odpoczynku jesteśmy jak w pieszej pielgrzymce, w której nie ma postojów. Kto jest w stanie dotrzeć do celu? Nawet jeśli ktoś ma duszę kontemplatywną, wyczerpany, umordo-wany codziennym wysiłkiem, zacznie w końcu kontemplować jedynie swój ból…

Odpoczynkiem jest bycie z bliskimi, wspólne zainteresowania, poczucie, że się jest ważnym dla innych, że się można podzielić swoimi radościami i strapieniami…

Czy to nie jest cel zakonnej rekreacji?! Ale na siłę nie potrafimy się sobą cieszyć. Bez wzajemnego szacunku na co dzień, nie będziemy przeżywać radości w czasie wspólnej rekreacji. Ucieczki – do „samotności” (komputera), do partykularnych relacji, do telewizora… Bez sensu jest zakazywanie takiego odpoczynku. Trzeba stworzyć klimat, żeby się siostrom chciało ze sobą być! Trzeba się sobą wzajemnie interesować, szanować, czuć się jak w rodzinie. (Wspólnota –to nie chodzenie na sznurku i realizowanie z góry narzuconych pomysłów). Rekreacja to niekoniecznie jakieś wyjścia, wyjazdy, gościny. Posiedzieć wspólnie, porozmawiać szczerze, otwarcie, ale z życzliwością i wzajemną akceptacją przełożonych i podwładnych. Rzeczy najbardziej podstawowe, a jednak najtrud-niejsze. Do tego musimy się wszyscy wychowywać. W naszych wspólnotach bywa  niestety tak, że szybko wstajemy od posiłków, czasem jakaś szybka wspólna kawa i… godzinne rozmowy w partykularnych grupkach, za zamkniętymi drzwiami, gdzie zdąży się „obgadać pół zgromadzenia”. To nie buduje „domu”, nie daje poczucia bezpieczeństwa, akceptacji, zaufania.

Wspólne, choć czasem trudne rozmowy, same w sobie są elementem wychowania do życia w prawdzie, do poznania się wzajemnego i poczucia odpowiedzialności czy chęci ofiarności wobec innych. Rozmawiajmy ze sobą, słuchajmy się wzajemnie, popatrzmy na siebie życzliwie, jak siostry! Na rozmowę też trzeba mieć czas! Czas dla drugiego człowieka. Nie mogę być siostrą i matką, gdy nie mam czasu wysłuchać drugiej osoby. Mogę być zwierzchnikiem w firmie, mogę być pracownikiem w korporacji, ale nie siostrą czy matką.

Pamiętam, jak uczyłam w szkole średniej i na przerwie jedna z uczennic wręczyła mi list, abym przeczytała, bo „siostra nie ma czasu, aby się spotkać”. Do dziś mnie to pali …, nawet nie wstydem, bo naprawdę nie mogłam ze wszystkim nadążyć, ale strasznym żalem, że nie mogłam być przy moich uczniach na tyle, by ich wysłuchać, by uczestniczyć w ich zmaganiach w wierze.

Zabija nas zadaniowość. Ciągle jest przecież tyle do zrobienia, tyle ugorów czeka, by je zasiać. A tu szeregi zakonne topnieją. Szukamy nowych miejsc, rejonów, zwłaszcza z myślą o nowych powołaniach…Jezus posyłał uczniów, by przyprowadzali innych do zbawienia, a nie organizowali sobie oazy spokoju i zabezpieczenia na starość. Kiedy słyszę o otwarciu nowej placówki, bo tam i tam są szanse na powołania i wysyła się tam dwie siostry, czuję wielki niepokój. Kocham swoją rodzinę zakonną i chcę, aby się rozwijała, kwitła, ale czy jakikolwiek Instytut jest celem sam w sobie? Czy nie tracimy sprzed oczu celu, jakim jest Chrystus i zbawienie?! I nie chodzi mi o takie teoretyczne zapewnienie, że przecież „niesiemy Chrystusa” tym ludziom. Lecz czy naprawdę pragnienie, by Jego nieść światu jest zasadniczym motywem i siłą napędową naszego działania?

Matka przebacza. Mądra matka nie obraża się, gdy dziecko odtrąci jej radę czy wyciągniętą dłoń. Matka jest jak pasterz, idzie najpierw do tego dziecka, które jest chore. W Instytutach bywa inaczej. Może i poświęcamy więcej energii trudnym siostrom, ale czynimy to „bez serca”, z wyczuwalną niechęcią i brakiem akceptacji.  

Matka umie cierpieć w milczeniu. Dobra matka też przeżywa samotność. Umie wyrazić zgodę na odejście swoich dzieci, na usamodzielnienie się, nie przywiązuje ich do siebie i od siebie nie uzależnia.

Relacje kapłan, zakonnik – siostra zakonna. Oczekiwania kobiet wobec zakonników

Kobieta – siostra

Bycie siostrą w stosunku do Chrystusa i do ludzi wyznacza styl naszego życia i odwrotnie – poprzez styl życia wyrażamy nasz siostrzany stosunek do innych. Bycie siostrą jest czymś naprawdę pięknym i przynosi radość. W stosunku do ludzi jest bowiem bliskie, poufne, ale wolne od seksualnych napięć.  Bycie siostrą pozwala w każdym człowieku zobaczyć Chrystusowego brata i obdarzyć go życzliwym szacunkiem.

Czego oczekują siostry w powołaniu zakonnym od braci/kapłanów-zakonników? W 90% wypowiedzi we wspomnianych ankietach powtarza się jedno słowo: szacunku!!!

W formacji sióstr zakonnych ukazuje się wartość kapłaństwa. Każda siostra wie, jak wielką godnością obdarza Chrystus kapłanów. I jako siostry jesteśmy bardzo wdzięczne za Waszą kapłańską pomoc. Jednakże chcemy i prosimy, abyście traktowali nas jak siostry (to pragnienie noszą w sobie także bracia zakonni, którzy nie są kapłanami – chcą być traktowani jak bracia). Nierzadko zauważa się, że księża (także ci zakonni) z wielką atencją odnoszą się do kobiet świeckich, a nie dostrzegają, pomijają, czy wręcz lekceważą siostry zakonne.

Od mojej koleżanki w szkole podstawowej usłyszałam kiedyś słowa: „powiedz temu swojemu bratu, by tak cię nie chwalił u nas w domu, bo potem moi bracia nie dają mi spokoju, że taka nie jestem.” Zrobiłam bardzo zdziwioną minę, bo do głowy mi nie przyszło, że mój 10 lat starszy brat jest ze mnie dumny, wszak w domu nie raz mnie pouczał i sztorcował. Macie prawo – jako bracia – zwrócić nam uwagę, macie prawo nas pouczać, ale – proszę, wobec świata brońcie nas, ratujcie nas, szanujcie… To będzie piękny znak dla ludzi, którzy patrzą na nas z boku, to będzie wielkie świadectwo jedności w społeczności osób konsekrowanych.

A oto najczęściej powtarzające się oczekiwania sióstr, wypowiedziane w ankiecie:

Ankieta: 1. Oczekiwania:

Aby byli ludźmi wiary, modlitwy i zaangażowania w pielęgnowanie swojego powołania; Aby się modlili (brak zaangażowanie w życie modlitwy); świadectwa życia kapłańskiego; Życia w prawdzie;

SZACUNKU !!!!!!!!! Wielu zakonników większym szacunkiem darzy panie świeckie niż siostry zakonne. Siostry bywają traktowane z „góry”, jako te gorsze, głupsze, jak służące lub tania siła robocza; ludzkiego szacunku, należnego każdemu człowiekowi i taktu, kultury bycia. Docenienia pracy sióstr, godziwego wynagrodzenia oraz potrzeby odpoczynku.

Wsparcia duchowego, czasu na posługę siostrom (jest np. problem ze znalezieniem stałych spowiedników).

Większej współpracy w dziełach duszpasterskich i dla konkretnych ludzi. Postawy służby względem drugiego człowieka; traktowanie innych ludzi z godnością im należną.

By nie mówili o sobie wzajemnie źle i unikali dwuznacznych żartów. By nie wychodzili z grzesznymi propozycjami wobec sióstr.

Siostra, jak każda kobieta jest w stanie wiele znieść, ofiarnie pomagać kapłanom, podejmować różne zadania, ale musi się czuć szanowana, życzliwie traktowana, bo dla niej – siostry i kobiety – ważna jest relacja, a działania są jakby odpowiedzią na relacje.

W „Nowym winie, w nowych bukłakach” jest mowa o sztywnych schematach, które nas zniewalają. Słusznie, schematy zwyczajowe, rutyny, przyzwyczajenia odbierają nam smak Ewangelii, zamykają na młode wino Ducha Świętego.

Ale nie wylewajmy dziecka z kąpielą. Są bowiem, zasady, reguły i „schematy”, które – Bogu dzięki, że są. I to zarówno na płaszczyźnie duchowej (nazwijmy to „style duchowości” metody medytacji, ćwiczenia duchowne itp.), jak i na płaszczyźnie przepisów, statutów, zaleceń, codzienny reguł życia. Np. dla ogromną mądrością Kościoła jest to, że nie kazał się siostrom zakonnym porozbierać się z habitów. Owszem są takie siostry, którym habit nie jest potrzebny, bo mimo kobiecości, ubiór jest mało znaczącym dodatkiem do ich życia. Ale dla setek innych, jakże ułatwia np. poranne przygotowanie do modlitwy…; jakże oszczędniej pozwala żyć pośród stert kuszących damskich ciuszków na straganach.

Milczenie kanoniczne w klasztorach, klauzura, zależność w korzystaniu ze środków masowego przekazu…, to nie zniewolenie. To cudowna droga do wolności, do serca, które może dzięki tej wolności „pić wino” Ducha Świętego, spijać miód Bożego Słowa.

Przesłanie, jakie płynie z Ewangelii jest zawsze nowe i potrzebujemy bardziej elastycznych struktur, by „dopasowywać się do przesłania”, a nie przesłanie dopasowywać do struktur.

„Ukierunkowania” (Młode wino, nowe bukłaki),  nie silą się – i słusznie – na bycie jakimś poradnikiem, nie dają nam gotowych scenariuszy, co czynić, by wyjść z kryzysów czy ich uniknąć. Raczej stawiają pytania i pobudzają do refleksji indywidualnej, do dyskusji wspólnotowej czy międzyzakonnej. Moje wystąpienie jest bardzo nieśmiałym głosem w tej dyskusji.

SERWIS INFORMACYJNY KONFERENCJI WYŻSZYCH PRZEŁOŻONYCH ZAKONÓW MĘSKICH W POLSCE

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zgoda