O dziewictwie konsekrowanym w rozmowie z Justyną Kornek

„Mogę mówić, że On jest moim Oblubieńcem, Mężem” – wyznaje w rozmowie z KAI Justyna Kornek, pierwsza dziewica konsekrowana w diecezji opolskiej. 2 lutego Kościół będzie obchodził Dzień Życia Konsekrowanego.

KAI: Była biała sukienka, obrączka, ksiądz, a nawet biskup, ale nie było męża… Co to był za dziwny ślub?

– Mąż był, ale nie było Go widać. Moja siostrzenica bardzo pięknie powiedziała do swojej mamy, kiedy dowiedziała się, że będę miała ślub z Panem Jezusem: „mamo, ale koło cioci Justyny, będzie musiało stać jeszcze drugie krzesło. Tam nie będzie widać Pana Jezusa, ale On tam będzie siedział”. No właśnie, nie widzieliśmy Go, ale na pewno tam był.

KAI: Było to drugie krzesło?

– Drugiego krzesła nie było, ale niedaleko stał paschał. Oczywiście sam Pan Młody był na ołtarzu.

KAI: Jesteś dziewicą konsekrowaną. Kiedy po raz pierwszy pomyślałaś, że jest to rodzaj powołania i że masz takie pragnienie?

– Pragnienie powierzenia się Panu Bogu, oddania Mu swojego życia, właściwie miałam już od dzieciństwa. Jako mała dziewczynka marzyłam, żeby zostać siostrą zakonną. Robiłam wszystko, żeby tak się stało. Wybierałam szkołę, z myślą, żeby ją jak najszybciej skończyć i wstąpić do klasztoru. Tak też się stało. Dwa lata byłam w zakonie. Tam jednak zachorowałam i decyzją przełożonych musiałam odejść. Mimo tego, że było to dla mnie bardzo bolesne, to czułam, że to jest dobra decyzja, podjęta pod natchnieniem Ducha Świętego. Moja choroba nie była przeszkodą do życia w zakonie, więc tym bardziej tak to odebrałam. Choć było to moje marzeniem, nie czułam buntu. Był smutek, żal, rzeczywiście trudny czas. A pragnienie oddania swojego życia Bogu pozostało. Jednocześnie przeplatało się ono z pragnieniem założenia rodziny.

KAI: Naturalne pragnienie człowieka, to powołanie do małżeństwa, założenia rodziny, miłości wzajemnej. Jak rozpoznać, że mamy inne powołanie, np. do dziewictwa konsekrowanego czy życia zakonnego?

– To bardzo trudne pytanie i właściwie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Każdy inaczej tę drogę rozeznaje. Każdemu Pan Bóg daje jakieś inne „znaki”. Czasem bardzo wyraźne. Każdego Bóg prowadzi inaczej. Trudno mówić, jak rozeznać… Na pewno, jeżeli pojawia się takie pragnienie, to warto się nad nim zastanowić. Warto szukać odpowiedzi, skąd się wzięło? Najważniejszą pomocą jest modlitwa, ale też kierownictwo duchowe. Warto omawiać takie myśli z osobą doświadczoną, która pomoże w rozeznaniu.

KAI: Kierownik duchowy nie namawiał takiej ślicznej młodej dziewczyny, pracującej z dziećmi, aby jednak założyła rodzinę?

– Kierownik duchowy nie może namawiać. Po prostu pomaga rozeznawać i odkrywać to, co jest gdzieś w głębi duszy ukryte. Nie nasuwa gotowych odpowiedzi. A pragnienie założenia rodziny, myślę, że jest czymś normalnym. Byłoby dziwne, gdyby takiego pragnienia nie było. Cieszę się, że miałam taki czas myślenia o małżeństwie i macierzyństwie, ponieważ pokazało mi to, że jestem normalną kobietą.

KAI: A co przeważyło, że wybrałaś inną drogę? Lęk przed założeniem rodziny, a może brak księcia z bajki, który starałby się o twoją rękę?

– Po prostu rozeznałam, że to jest moja droga. Kiedy myślałam o małżeństwie, był obok książę z bajki, ale gdzieś tam w środku czułam, że to nie jest to. Tak się złożyło, myślę, że nie przypadkiem, że się rozstaliśmy i dziś za to Bogu dziękuję.

KAI: Na początku mówiłaś, że rozeznawałaś swoje powołanie w kierunku życia zakonnego. Jak później wykrystalizowało się to pragnienie i zdecydowałaś, że nie będziesz szukać innego zgromadzenia, tylko jednak chcesz pozostać dziewicą konsekrowaną?

– Powrót do zgromadzenia tego, czy innego, rozważałam jeszcze bardzo długo. Zaczęłam studia teologiczne i postanowiłam je ukończyć, a potem zastanowić się, co dalej. Gdy rozpoczęłam pracę jako katechetka, pojawiło się inne pragnienie życia radami ewangelicznymi w świecie. Czułam, że jednak zakon nie jest dla mnie. Chciałam złożyć śluby, ale jednocześnie żyć jako osoba świecka, pracować i pozostać w swoim środowisku. Często mówiłam o tym spowiednikowi. Nawet rozważałam możliwość złożenia ślubów prywatnych. Ciągle mi to nie dawało spokoju. Szukałam takiej drogi, ale nie mogłam jej znaleźć. Nie wiedziałam, że istnieje coś takiego jak konsekracja dziewictwa. Dopiero kiedy przeczytałam w „Gościu Niedzielnym” o takiej formie życia, doznałam olśnienia. To było dokładnie to, czego pragnęłam!

KAI: Jak wyglądało przygotowanie do konsekracji?

– Po przeczytaniu tego artykułu, już po dwóch miesiącach byłam na rozmowie u biskupa ordynariusza. To jest pierwszy krok, bo to właśnie biskup dopuszcza do formacji. Następnie umówiłam się z księdzem prowadzącym spotkania formacyjne i dołączyłam do grupy pań przygotowujących się do konsekracji dziewic i wdów.

KAI: Na czym polega ta formacja?

– Spotkania odbywają się mniej więcej raz w miesiącu. Jest wspólna modlitwa, adoracja Najświętszego Sakramentu, rozmowy, konferencja.

KAI: Jakie tematy porusza się na konferencjach?

– Na początku podejmuje się temat kobiecości: kim jest kobieta, jakie funkcje spełnia w społeczeństwie, duchowość kobiety. Później omawia się temat modlitwy, rad ewangelicznych: czystości, ubóstwa, posłuszeństwa. Po około roku formacji składa się wobec biskupa i świadków pierwsze czasowe przyrzeczenia. Najczęściej odbywa się to w kaplicy biskupa i w małym gronie zaproszonych gości.

KAI: Do małżeństwa trzeba się dobrze przygotować poprzez nauki, planowanie całej uroczystości, zamawianie sali, wybór sukienki… A do składania ślubu czystości?

– Najważniejsze jest przygotowanie duchowe. Warto sobie zaplanować czas wyciszenia, rekolekcji. Dla mnie było to trochę trudne, bo konsekrację miałam w czerwcu, kiedy w szkole jest gorący czas wystawiania ocen, konferencji. Dzięki pomocy kolegów i koleżanek z pracy mogłam wziąć urlop i pojechać na kilka dni skupienia. Wróciłam dzień przed konsekracją. To wyciszenie wiele mi dało. A bardziej przyziemne sprawy, czyli sukienka i obrączka też są ważne. Tym bardziej dla kobiety, która lubi pięknie wyglądać. Szycie sukienki, wybieranie obrączki i przygotowanie wianka też pomogło mi w uroczystym przeżywaniu tego dnia.

KAI: I nadszedł ten upragniony dzień konsekracji… Jak wspominasz tamte chwile?

– Bardzo mało o tym dniu opowiadam… To było tak niesamowite przeżycie, że po prostu nie da się tego opowiedzieć. Pamiętam, że byłam bardzo spokojna. Uroczystość odbywała się w mojej rodzinnej parafii. Kościół był pięknie przystrojony. Liturgia równie starannie przygotowana. Przed wyjściem do kościoła pobłogosławiła mnie mama. Msza św. rozpoczęła się procesją, w której szły dzieci pierwszokomunijne, ministranci, poczty sztandarowe… Uroczystość była bardzo podniosła. Sam obrzęd konsekracji odbywał się po homilii. Najpierw biskup zadał mi trzy pytania: „czy chcę do końca życia trwać w dziewictwie poświęconym Bogu?”, „czy chcę naśladować Chrystusa?” oraz „czy chcę być konsekrowana i zaślubiona Jezusowi?”. Po tych pytaniach i moich twierdzących odpowiedziach została odśpiewana Litania do Wszystkich Świętych, podczas której leżałam krzyżem na posadzce. Był to niesamowity moment, którego właściwie nie da się opisać i nawet nie będę próbować. Potem bp Andrzej Czaja odmówił modlitwę konsekracyjną, po której wręczył mi oznaki konsekracji, czyli: obrączkę i księgę Liturgii Godzin – Brewiarz. A później oczywiście odbyło się wesele. Wprawdzie bez tańców, ale nie mniej piękne…

KAI: Jakie zadania, obowiązki i przywileje wiążą się z taką drogą powołania?

– Podstawowym obowiązkiem, choć nie lubię tego tak nazywać, jest modlitwa. Jestem zobowiązana do odmawiania Liturgii Godzin. W miarę możliwości także, do jak najczęstszego udziału w Eucharystii, najlepiej codziennie oraz do medytacji słowa Bożego. Traktuję to jako stałe normalne punkty dnia, które dają mi siłę do wypełniania moich obowiązków. Moim zadaniem jest także apostolstwo, świadczenie o Panu Bogu, służba Kościołowi.
Dziewica konsekrowana musi utrzymać się sama. Nie finansuje nas diecezja czy biskup. Dziewica konsekrowana powinna też mieszkać sama. Nie jest to wymóg, bo można mieszkać z rodziną, ale ze względu na specyfikę tej drogi – taka samotność jest wskazana. Wielkim przywilejem jest sama łaska konsekracji i błogosławieństwo Boga. Mogę mówić, że On jest moim Oblubieńcem, Mężem. Jestem też zobowiązana do posłuszeństwa biskupowi, który może zlecić mi jakieś zadanie, czy modlitwę w konkretnej intencji. Gdybym chciała zmienić miejsce zamieszkania, to powinnam poinformować o tym ordynariusza miejsca aktualnego zamieszkania i tego, na którego teren chciałabym się ewentualnie przeprowadzić.

KAI: Czy po obrzędzie konsekracji doświadczasz jakoś szczególniej miłości Jezusa – twojego Oblubieńca?

– Jego miłości właściwie doświadczałam przez całe życie. Jestem bardzo szczęśliwa. W momencie konsekracji spełniły się wszystkie moje pragnienia, które miałam od dzieciństwa. A Kościół rzeczywiście potwierdził, że pochodziły one od Boga.

Rozmawiała Hanna Honisz

***

Justyna Kornek OV (z łac. Ordo Virginum – dziewice konsekrowane) ma 32 lata. Jest pierwszą dziewicą konsekrowaną w diecezji opolskiej i jedną ze 193 w całej Polsce. Konsekrację przyjęła 15 czerwca 2014 roku w kościele pw. św. Bartłomieja w Jełowej. Pracuje jako katechetka w szkole podstawowej i przedszkolu oraz jako zakrystianka. Animuje Eucharystyczny Ruch Młodych.

Hanna Honisz / br, Opole, 2015-02-01

Za: www.ekai.pl