794 lata temu został założony zakon dominikanów

Wiadomo, iż Zakon Dominikanów powstał specjalnie dla głoszenia i zbawienia dusz, i że całe nasze staranie winno zmierzać przede wszystkim i gorliwie ku pożytkowi dusz innych ludzi.

 
Popularne powiedzenie, że mnich poza swą celą jest jak ryba wyciągnięta z wody, jest znane przynajmniej od czasów św. Antoniego Wielkiego. I chociaż Reguła św. Benedykta nie wspomina wprost o stabilitas loci, to jednak dobrze jest znana zawarta w niej ostra krytyka mnichów-włóczęgów, którzy „wiecznie się włóczą, nigdy się nie ustatkują" (semper vagi et numąuam stabiles) Jeszcze bardziej jasna, chociaż mniej znana, jest satyra na nieszczęśliwą wędrówkę mnichów („których imienia lepiej nie wymieniać") w Regule Mistrza.

Oficjalny mit monastyczny był – i być może ciągle jest – tak rozpowszechniony, że nawet pierwszym dominikanom trudno było uświadomić sobie, kim właściwie są. Kapituła Generalna z roku 1256 mówi lakonicznie: "Nasi bracia mają być nazywani fratres praedicatores i nie inaczej."13 Prawdopodobne tło tego stwierdzenia przedstawia Humbert, kiedy gorzko narzeka, że istnieją bracia, którzy nazywają siebie lub pozwalają, by ich nazywano takimi imionami, jak „bracia ze św. Jakuba" (w Paryżu), czy „bracia ze Św. Mikołaja" (w Bolonii), i to w dodatku bez żadnej reakcji ze strony ich przełożonych. W rezultacie – mówi dalej – „uważa się w różnych miejscach, że bracia należą do różnych zakonów… i w wielu częściach świata ludzie nawet nie wiedzą, że istnieje coś takiego, jak Zakon Braci Kaznodziejów".

Jak widzimy, św. Dominik pragnął i otrzymał od papieża nie tyle aprobatę reguły życia, ile uznanie, że jego bracia są kaznodziejami.

Nie można oczywiście powiedzieć, że pierwsi dominikanie nie posiadali reguły: świadkowie procesu kanonizacyjnego, jeden po drugim, stwierdzają ścisłe zachowywanie przez św. Dominika „reguły", nawiązując jasno do konstytucji dominikańskich, a nie tylko do reguły św. Augustyna. Od czasu do czasu odwołują się oni wprost do „reguły Braci Kaznodziejów".

Św. Dominik dążył do papieskiej aprobaty, ale nie ze względu na zatwierdzenie reguły. Kapituła Generalna z roku 1228 zastanawiała się nad przekazaniem niektórych fragmentów konstytucji do zatwierdzenia przez Stolicę Apostolską, lecz się wycofała. W tym samym stuleciu była jeszcze inna nieudana próba, tym razem pochodząca spoza zakonu, by zebrać konstytucje we właściwą, kanoniczną regułę, lecz także spełzła na niczym.

Kiedy św. Dominik przybył do Rzymu w roku 1215 wraz z biskupem Fulko z Tuluzy, obaj chcieli od papieża – jak podaje bł. Jordan – zatwierdzenia zakonu, „który będzie zwany i stanie się Zakonem Kaznodziejów", a także zatwierdzenia dochodów przyznanych braciom przez hrabiego i przez biskupa. Jordan nie wspomina tu w ogóle o dążeniu do zatwierdzenia reguły.

Rezultatem dekretu Soboru Laterańskiego odbywającego się w tym samym roku stała się konieczność przyjęcia reguły, zanim papież wyraził zgodę na prośbę Dominika. Lecz kiedy Św. Dominik powrócił do Rzymu w 1216 roku po przyjęciu przez braci Reguły Św. Augustyna, ciągle nie była jeszcze podnoszona kwestia posiadania zatwierdzonej reguły dominikańskiej. Papież Honoriusz III przyznał Św. Dominikowi „pełne zatwierdzenie jego zakonu, tak jak go pojmował, oraz innych rzeczy, których pragnął".

 
W rzeczywistości wygląda na to, że Dominik nie powziął do końca decyzji, jaką formę ma przyjąć jego zakon. Pośród bulli, jakie otrzymał podczas wizyty w Rzymie, była jedna, sporządzona w jego imieniu, skierowana do wydziału teologicznego w Paryżu. Polecała ona wysłanie mistrzów w celu założenia wydziału w Tuluzie. Wydaje się, że św. Dominik planował na początku umocnienie pozycji braci w Tuluzie, nie sięgając dalej w przyszłość. W ten sposób otrzymał także żądane zatwierdzenie darowizny kościoła św. Romana wraz z jego dochodami. W obu tych sprawach zmienił później swoje zdanie. Wysłał braci na studia do Paryża, zamiast sprowadzać teologów do Tuluzy. A w roku 1220 Kapituła Generalna zrzekła się dochodów przyznanych zakonowi w Tuluzie.

Rzeczywiście istnieją powody, by sądzić, iż to właśnie podczas owego pobytu w Rzymie św. Dominik zaczął poszerzać swoją ideę życia i pracy braci. Wilhelm z Montferrat wspomina, że w tym okresie spotkał się ze św. Dominikiem w Rzymie. Zawarli porozumienie, że w ciągu dwóch lat wyruszą razem, by nawracać pogan na północy, gdy Wilhelm ukończy studia teologiczne w Paryżu, a Dominik zorganizuje swoich braci Tak więc, przynajmniej dla siebie, Dominik planował szeroką misję.

Konstantyn z Orneto ma więc prawdopodobnie rację, umieszczając tu doświadczenie będące najwyraźniej pierwszym źródłem Dominikowej wizji braci rozproszonych po świecie, idących po dwóch i głoszących słowo Boże dokądkolwiek przyjdą.

Przypuszczalnie dlatego Św. Dominik prosił o drugą bullę, dotyczącą braci ze św. Romana, wydaną 7 lutego 1217 roku. W bulli tej dobór słów jest bardzo nieznacznie, a jednak w sposób istotny zmieniony w porównaniu z bullą z 22 grudnia 1216 roku. Pierwsza bulla została zredagowana w tradycyjny sposób i ustanawiała zwykłe prawa kanoniczne dla braci w Tuluzie jako dla domu kanoników. Jednak w lutym 1217 roku nie ma już wzmianki o składających profesję „w waszym kościele" (co wiązałoby ich z konkretnym miejscem) – nowa bulla podaje: „w waszym klasztorze", co nie przywiązuje braci do miejscowości, lecz do wspólnoty. Z tego zaś wynika prawo pójścia do innych domów przez nią fundowanych.

Także wzmianka o przeorze zostaje teraz uosobiona: w 1216 roku postanowiono, że nikt nie może opuścić św. Romana „bez pozwolenia przeora". W roku 1217 natomiast – „bez twojego pozwolenia, jako przeora, mój synu". Bulla stwierdza, iż kanoniczną więzią łączącą braci jest osoba św. Dominika (i przypuszczalnie jego następców). Zdaje się to oznaczać, iż papież zrozumiał fakt, że bracia składają profesję posłuszeństwa osobie, a nie instytucji.

Bullą najbardziej znaczącą spośród wszystkich, jakie św. Dominik otrzymał, była bulla Gratiarum omnium largitori, wydana 21 stycznia 1217 roku, skierowana do „przeora i braci ze św. Romana, kaznodziejów w kraju Tuluzy" (praedicatoribus in partibus Tholosanis). Bulla ta jest szczególnie interesująca, ponieważ jej tekst został zmieniony, by uczynić zadość wymaganiom św. Dominika. Oryginał zawierał słowa: „do braci ze św. Romana, głoszących (praedicantibus) w kraju Tuluzy", lecz wymazano to i zastąpiono przez praedicatoribus,31 Towarzysze św. Dominika nie byli zakonnikami ze św. Romana, którym od czasu do czasu zdarzało się głosić – oni byli kaznodziejami ze św. Romana. Głoszenie było zasadniczym zadaniem określającym ich tożsamość.

Chociaż kanoniczna struktura zakonu nie była opracowana przed 1220 rokiem – formalnie wszyscy bracia byli ciągle zakonnikami ze św. Romana – to jednak wszystkie bulle wydane po pierwszym rozesłaniu braci odnoszą się do nich jako do „Zakonu Kaznodziejów". Świadczy to, że papież w pełni zaakceptował wymagania św. Dominika.

Była to zasadnicza rzecz, jakiej chciał św. Dominik, i którą teraz otrzymał. Kościół oficjalnie przyznał, że bracia jako tacy mają mandat głoszenia. Ich prawo i obowiązek głoszenia nie będą zależały od biskupów, lecz od zakonu, a ostatecznie od papieża zachęcającego wprost biskupów, by przyjęli i wspomagali braci „w zadaniu głoszenia, do którego zostali (tj. już zostali) przeznaczeni".

Jeśli chodzi o samych kaznodziejów, papież stwierdził, że muszą oni „palić się do głoszenia Słowa Pana, dla odpusz czenia waszych grzechów". „Ogołocenie i trudy, jakie znosić będziecie ze względu na ten cel, zalecamy wam jako zadośćuczynienie za wasze grzechy." Vicaire dobrze uwypukla znaczenie tej rady: „zamiast życia regularnej obserwancji, trudy apostolskie kaznodziejów staną się środkiem ich uświęcenia". Nie ma przepaści ani nawet większej różnicy pomiędzy „życiem zakonnym, które podoba się Bogu" (jak mówi papież) a „użyteczną posługą". To właśnie posługa jest istotną treścią i celem ich zakonnego życia.

Oto dlaczego zapisano w konstytucjach dominikańskich z 1220 roku, że „wiadomo, iż nasz Zakon powstał specjalnie dla głoszenia i zbawienia dusz, i że całe nasze staranie winno zmierzać przede wszystkim i gorliwie ku pożytkowi dusz innych ludzi", przeto przełożony ma prawo, by dyspensować samego siebie i braci od wszystkiego, co mogłoby przeszkadzać studiowaniu, głoszeniu czy dobru dusz.

Tekst pochodzi z książki Simona Tugwella OP, Pasja Dominika