Dlaczego w Kościele nudzą? – czerwcowy numer miesięcznika „W drodze”

090601f.jpg Chyba każdemu z nas zdarzyło się, że podczas kazania jego myśli
poszybowały gdzieś daleko. I dopóki jest to sytuacja sporadyczna,
dopóty nie ma w tym nic niepokojącego. Jeśli jednak wyłączamy się
podczas homilii co niedzielę, to oznacza, że albo z nami dzieje się coś
niedobrego, albo… kapłan przynudza. Niestety, to dość powszechne w
polskim kościele.

Według amerykańskich podręczników kazanie nie powinno trwać dłużej niż
12 minut, jeżeli ksiądz nie chce, by jego słuchaczy spotkał los
nowotestamentowego Eutycha, który – znudzony przedłużającą się mową św.
Pawła – zasnął na jego kazaniu i spadł z trzeciego piętra, zabijając
się na miejscu (Dz 20,7–13). Na szczęście święty przywrócił go do
życia. Pisze o tym Jacek Kowalski w tekście Siedem grzechów głównych i
przypomina fragment Kręgu biblijnego Romana Brandstaettera, w którym
pisarz traktuje historię z Dziejów Apostolskich jako ostrzeżenie dla
kaznodziejów, spośród których żaden „nie potrafiłby w razie
nieszczęśliwego wypadku wskrzesić młodzieńca”.

Z ks. prof.
Wiesławem Przyczyną, kierownikiem Katedry Komunikacji Religijnej PAT, o
języku Kościoła rozmawia Katarzyna Kolska. Ksiądz profesor przekonuje,
że o wierze trzeba dziś mówić językiem zrozumiałym, prostym.
Przychodzący do kościoła człowiek szuka odpowiedzi na pytanie jak ma
żyć, a nie teologicznych, oratorskich popisów kaznodziei, które nie
uczynią go ani lepszym, ani mądrzejszym.

Swoim kaznodziejskim
doświadczeniem dzieli się ojciec Marek Kosacz. Dominikanin uważa, że
najważniejsze jest nawiązanie kontaktu ze słuchaczami, dostosowanie
słów do konkretnych ludzi, choć i to czasem bywa kontrowersyjne.
Homilia ma podnieść na duchu a nie zdołować wiernego.

Z
docieraniem do odbiorcy nie zawsze radzą sobie biskupi w swoich listach
duszpasterskich, które na łamach miesięcznika pod lupę wzięła prof.
Katarzyna Skowronek, językoznawca z Instytutu Polskiego PAN w Krakowie.

Język
religijny służy nie tylko do przepowiadania podczas liturgii,
korzystają z niego także autorzy podręczników do katechezy. Książkom do
religii przyjrzał się Piotr Miedzianowski, porozmawiał też z
katechetami. I niestety zebrał wiele niepochlebnych opinii na temat
tych podręczników.

Wieloletni korespondent watykański Jacek
Pałasiński napisał z kolei artykuł o języku papieży. Jan Grzegorczyk i
Wojciech Prus OP dyskutowali natomiast o mocy słów Papieża Polaka z
ojcem Janem Górą, który walczy o to, by przyznać Janowi Pawłowi II
tytuł Odnowiciela Mowy Polskiej.

Drugi blok tematyczny
najnowszego „W drodze” dotyczy sporu kreacjonistów z ewolucjonistami.
Przeczytać tu można reportaż Marty Tylendy z konferencji kreacjonistów,
która odbyła się w kwietniu 2009 roku w Poznaniu, omówienie książki
kardynała Christopha Schönborna Cel czy przypadek oraz tekst
amerykańskiego doktora teologii Williama E. Carrolla, z dystansem
odnoszącego się do „inteligentnego projektu” jako teorii naukowej
(zwolennicy tego poglądu zakładają, że w przyrodzie istnieje
„nieredukowalna złożoność”, którą wyjaśnić można jedynie poprzez
odwołanie się do projektanta, i uważają ten wniosek za naukowy).

Czerwcowi
„Dominikanie na niedzielę” to Wojciech Czwichocki i czterech Tomaszów:
Golonka, Grabowski, Zamorski i Zalewski. W dziale „Orientacje” – m.in.
recenzja książki Ludzie na walizkach Szymona Hołowni. Ponadto w numerze
stała rubryka o. Jacka Salija „Szukającym drogi” oraz felietoniści:
Małgorzata Musierowicz (tym razem o książce Ciężkie norwidy…), Dariusz
Kowalczyk, Jarosław Makowski, Grzegorz Górny (o cudzie eucharystycznym
w Lanciano i… w Tanzanii) i Jan Góra OP.
(PJ)

Za: www.dominikanie.pl.