Pogrzeb śp. ks. Stanisława Smoronia CSMA w Kanadzie

090910h.jpg Przy wejściu do muzeum św. Maksymiliana Kolbe w Niepokalanowie znajduje się napis: „Był człowiek…”. Dwa słowa skrywające niezwykłe życie – tylko tyle i aż tyle. Wszystko, co mówiono podczas ostatniego pożegnania śp. ks. Stanisława Smoronia CSMA, proboszcza parafii Matki Boskiej Częstochowskiej w London (Kanada), można zamknąć w równie krótkich słowach: „Był kapłan, ale i człowiek. Był proboszcz, ale i przyjaciel”.


Pogrzeb ks. Stanisława odbył się w poniedziałek, 7 września br. Mszy
świętej o godzinie 11.00 w kościele, gdzie przez ostatnie cztery lata
proboszczem był ks. Stanisław, przewodniczył ordynariusz diecezji
London bp Ronald P. Fabbro. Razem z nim liturgię celebrował bp John
Michael Sherlock, poprzedni pasterz diecezji, oraz ponad 50 kapłanów.
Ostatniej drodze ks. Stanisława towarzyszyła jego siostra Danuta, dwie
kuzynki z USA, a także setki wiernych z parafii. Homilię pogrzebową
wygłosił ks. Andrzej Kowalczyk CSMA, przewodniczący delegatury
kanadyjskiej. Zmarły został pochowany na cmentarzu św. Piotra w London,
gdzie spoczywa już kilku michalitów.

Ks. Stanisław Smoroń CSMA zmarł w nocy 31 sierpnia, przegrywając
kilkumiesięczną walkę z chorobą nowotworową trzustki i wątroby. Miał
niespełna 46 lat. Odchodził z tego świata pojednany z Bogiem i Jego
wolą, powtarzając: Nie dla ziemi jesteśmy, ale dla nieba. Wielu
parafian z ogromnym trudem przyjęło wiadomość o śmierci proboszcza.
Przez kilka lat zdążyli go bardzo pokochać – za prawdziwie
proboszczowską troskę (często pytał: Czy mają pracę? Jak im się teraz powodzi?), ludzkie oblicze kapłaństwa, przyjaźń i zaufanie, jakim obdarzał wiernych oraz ogromne poczucie humoru.

Nic więc dziwnego, że kiedy w niedzielę wieczorem (6 września)
wniesiono do kościoła trumnę z ciałem zmarłego Proboszcza, świątynia
wypełniona była po brzegi. Po uroczystych Nieszporach o godz. 19.00,
którym przewodniczył ks. Dariusz Lewandowski CSMA, wikariusz parafii,
do ambonki zaczęli podchodzić przedstawiciele kilkunastu grup
parafialnych, by wspomnieć i pożegnać ks. Stanisława. Najczęściej
nazywali go ks. Stasiem, dziękując za to, że „zapalał gwiazdy”, „dawał
poczucie bycia potrzebnym”, „obdarzał zaufaniem”. Okazało się, że
w stosunkowo krótkim czasie udało mu się zainicjować powstanie kilku
nowych grup przy parafii, m.in. pięknie śpiewającego zespołu
młodzieżowego (wspominali, że podczas prób często ks. Stanisław ich
zachęcał: „Więcej poweru dla Pana Boga!”), czterogłosowego
chóru, młodzieżowej grupy modlitewnej. Miał czas dla róż różańcowych,
był z małżeństwami Kościoła Domowego. Wzruszające, niejednokrotnie
pełne humoru, wspomnienia o Zmarłym zawarł w swym słowie ks. Józef
Dąbrowski CSMA, proboszcz St. Mary’s Parish, bliski przyjaciel ks.
Stanisława. Na koniec wszyscy podchodzili do otwartej trumny, by
jeszcze raz spojrzeć na wychudzoną, ale pełną pokoju twarz Proboszcza,
a potem składali wyrazy współczucia najbliższej rodzinie.

Następnego dnia, w poniedziałek 7 września, wierni wypełnili kościół
górny i dolny, gdzie umożliwiono pełną transmisję Mszy żałobnej.
Eucharystii przewodniczył bp ordynariusz Ronald P. Fabbro, obok niego
przy ołtarzu stanął emerytowany bp John M. Sherlock, który w 1996 roku
przyjmował ks. Stanisława Smoronia do pracy w diecezji, wszyscy kapłani
ze wspólnoty michalickiej, a także kilkudziesięciu księży z diecezji.
Długą, wzruszającą homilię wygłosił ks. Andrzej Kowalczyk, wiele uwagi
poświęcając ostatnim tygodniom życia Zmarłego. Podziękował lekarzom
i pielęgniarkom za pomoc oraz wszystkim, którzy wspierali ks.
Stanisława w walce z chorobą. Ceremonię pochowania ciała na cmentarzu
poprowadził ks. Zbigniew Rodzinka CSMA. Warto także dodać, że zarówno
w niedzielę jak i w poniedziałek wartę przy trumnie Zmarłego trzymali
Rycerze Kolumba, których kapelanem był ks. Stanisław.

Odwróciłem się w pewnym momencie w kościele – wspominał potem jeden z uczestników pogrzebu, – bo usłyszałem czyjeś łkanie. I bardzo się zdziwiłem… płakał jakiś 17-letni chłopak. To była najpiękniejsza nagroda i świadectwo dla życia kapłana, które właśnie zgasło.

Za: www.michalici.pl.