Święcenia i prymicje w parafii St-Sauveur-Misericordieux w Yopougon

100801h.png Wybrzeże Kości Słoniowej: Kilka godzin przed otrzymaniem święceń kapłańskich diakon Pierre Dibi Koffi SAC spotkał się w zaciszu plebani z redakcją „Au Cenacle” (W Wieczerniku). Zazwyczaj energiczny, ale dobroduszny i przyzwyczajony do pogawędek, tym razem wypowiadał się bardzo oszczędnie. Czyżby stres? Z pewnością nie! Za kilka godzin miało się spełnić jego długo oczekiwane marzenie. W tak wyjątkowym momencie lepiej zamilknąć i ustąpić miejsca Bogu, pochylić głowę w dziękczynieniu. Redakcji „Au Cenacle” udało się jednak skłonić diakona do zwierzeń i odpowiedzi na kilka pytań.


AC: Proszę przedstawić się bliżej naszym Czytelnikom i
opowiedzieć jak narodziło się powołanie do życia w kapłaństwie.

Dk. Pierre Dibi Koffi: Nazywam się Pierre Dibi Koffi,
pochodzę z rodziny katolickiej, ale mój ojciec katolik jest niepraktykujący.
Urodziłem się jako siódme dziecko w rodzinie, mam pięć sióstr i trzech braci.
Po ukończeniu szkoły ponadpodstawowej w 2001 r. wstąpiłem do Stowarzyszenia
Apostolstwa Katolickiego (Pallotyni). Odbyłem Postulat w Demokratycznej
Republice Konga, a następnie Nowicjat w Rwandzie. Filozofię studiowałem w
Kamerunie, a teologię na Wybrzeżu Kości Słoniowej. Bardzo trudno jest mówić o
powołaniu, ponieważ każde pochodzi od Boga w określonym momencie życia. Bóg
wkracza i powierza szczególną misję. Myślę, że tak właśnie było w moim
przypadku i dlatego nie jestem w stanie tego bardziej wyjaśnić.

AC: Dlaczego wybrał Diakon Stowarzyszenie Apostolstwa
Katolickiego?

Dk. Pierre Dibi Koffi: Bóg, który powołuje, pokazuje
również drogę, którą należy kroczyć, to znaczy miejsce, w którym można się
spełnić. To nie ja wybrałem tę wspólnotę, lecz Bóg mnie do niej poprowadził.
Zgromadzenie Księży i Braci Pallotynów założył św. Wincenty Pallotti. Można
powiedzieć, że dziś jest ono nowym natchnieniem dla Kościoła, pozwalającym
ludowi Bożemu urzeczywistniać jedność poprzez skuteczne apostolstwo, czerpiące
ze źródła Bożej Miłości objawionej w Jezusie, ponieważ „miłość Chrystusa
przynagla nas”
(2 Kor 5,14).

AC: Za chwilę zostanie Diakon wyświęcony na kapłana Jezusa
Chrystusa. Co czuje się przed tak ważnym wydarzeniem?

Dk. Pierre Dibi Koffi: Doświadczam uczucia
wdzięczności wobec Boga, który zechciał przyłączyć mnie do posługi swojego
Syna, ponieważ On sam nas wybiera – nie dla zasług, ale jako narzędzie dla
potrzeb Kościoła. Nie wiem, czym się kierował, wybierając mnie, ponieważ nie
mam żadnej zasługi. Jestem tylko „sługą nieużytecznym”, który powiedział „TAK”
na wezwanie Boga i stara się robić to, co powinien.

AC: Jaki apel skierowałby Diakon do młodych ludzi szukających
powołania?

Dk. Pierre Dibi Koffi: Prosiłbym ich, aby mieli oczy
wpatrzone w Pana i prosili Go, aby im pomógł odnaleźć drogę. Niech słuchają
przede wszystkim głosu serca, ponieważ tam ukryty jest głos Pana.

AC: Jaka więź łączy Diakona ze wspólnotą
parafialną?

Dk. Pierre Dibi Koffi: Jestem wzruszony świadectwem
miłości, jaka mnie otoczyła. Nigdy wspólnota parafialna nie okazała tyle
entuzjazmu z powodu święceń kapłańskich. Od kiedy je ogłoszono, wszyscy
chrześcijanie z parafii Miłosierdzia Bożego w Yopougon poczuli, że to ich
osobiście dotyczy, a ich zaangażowanie jest nadzwyczajne. Zdaję sobie sprawę,
że mam miejsce w sercu każdego z nich i jednocześnie czuję się z tego powodu
bardzo dumny. Jestem poruszony, widząc, że wszyscy zadają sobie z mojego powodu
tyle trudu. Już teraz wyrażam wdzięczność każdemu parafianinowi. Dziękuję
również moim przełożonym, w pierwszej kolejności tym, którzy przyjechali na
moje święcenia z Polski. Składam podziękowania księdzu proboszczowi i księdzu
Théodore Bahishy, których wsparcie, rady i opinie znaczyły dla mnie wiele,
jeśli chodzi o przyjęcie mnie do wspólnoty pallotyńskiej.

Moje ostatnie spojrzenie kieruję ku Bogu. On jest Alfą i
Omegą, wszystko od Niego pochodzi i wszystko do Niego zmierza. Niech będzie błogosławiony
za radość, jaką nam daje, kiedy celebrujemy Jego miłość tego dnia. Niech cała
chwała powraca do Niego, co wyrażam w mojej dewizie życiowej „Czy jecie, czy
pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie”. (1
Kor 10,31).

Rozmowę przeprowadziły: Alexis Kacou-bi i Diane Koue
Tłum. Marta Kupiec (Pallotyński
Sekretariat Misyjny
)


W Wieczerniku – Kiedy wiara
przenosi góry…

Kiedy szliśmy na spotkanie z młodym
diakonem ze Zgromadzenia Ojców Stygmatystów, żeby poznać jego drogę do
kapłaństwa, dalecy byliśmy od wyobrażania sobie drogi „bojownika”, złożonej z
uporu i wytrwałości, której opis wzruszył nas i jednocześnie zbudował. Żeby
wiara mogła się umocnić, czasami napotyka na swojej drodze wiele przeszkód.
Kiedy jednak nasze „TAK” jest prawdziwe i ma źródło w wezwaniu Boga skierowanym
do naszych najgłębszych pokładów, to jest jak żywioł w nas, któremu nic nie
może się oprzeć; żywioł wiary, która przenosi góry.

REDAKCJA „W WIECZERNIKU” (AC): Niech będzie pochwalony Jezus
Chrystus. Prosimy, aby Ksiądz przedstawił się naszym czytelnikom.

Ks. Matthieu: Nazywam się Matthieu Silue Abdoulaye. Pochodzę
z muzułmańskiej rodziny. Jestem najstarszy z 15 dzieci; mam sześć sióstr i
ośmiu braci.Urodziłem się w Koumbolikaha w departamencie Korhogo.

AC: Czy mógłby Ksiądz opisać nam przebieg swojej nauki?

Ks. Matthieu: Po ukończeniu szkoły podstawowej przez
krótki okres uczyłem się w Liceum Nowożytnym w Boundiali. Następnie rozpocząłem
naukę w liceum w Korhogo, gdzie osiedlili się moi rodzice. Maturę zdałem w
Liceum Saint Joseph d’Abobo, gdzie chodziłem do ostatniej klasy. Po maturze
wstąpiłem na UCAO (Katolicki Uniwersytet Afryki Zachodniej), gdzie przez dwa
lata studiowałem filozofię. Spędziłem rok studiując duchowość w nowicjacie w
Aboisso. Trzeci rok filozofii ukończyłem w Centrum Formacji Misyjnej w
Abidżanie (CFMA).

AC: Pochodzi Ksiądz z rodziny muzułmańskiej, jaka była droga
Księdza do chrześcijaństwa?

Ks. Matthieu: Nie było mi wcale łatwo stać się
chrześcijaninem z dnia na dzień. Moja droga była długa, ale powiem, że Pan
sprzyjał tej drodze udzielając mi łaski wytrwania. Wszystko zaczęło się od
zaproszenia od przyjaciela, abym poszedł z nim do kościoła na sobotnią
katechezę. W tym czasie chodziłem regularnie do meczetu. Zainteresowany
poznaniem nieznanego mi dotychczas zjawiska katechezy poszedłem do kościoła.
Tego dnia tematem katechezy była ofiara Abrahama. Taka sama historia znajduje
się w Koranie, a ja bardzo dobrze ją znałem. Biała kobieta prowadząca wykład
(mój przyjaciel powiedział, że nazywa się ją siostrą) zadała pytanie.
Podniosłem rękę i odpowiedziałem. Siostrę zdziwiła moja dokładna odpowiedź,
ponieważ byłem tam pierwszy raz. Pogratulowała mi i dla zachęty poczęstowała
mnie cukierkiem, prosząc, żebym przyszedł następnym razem. W ten sposób poznam
Kościół.

Moi rodzice zajmowali się handlem i w każdą sobotę, kiedy
nie miałem lekcji, musiałem zawozić im na rowerze jedzenie. Po wyjściu z domu
najpierw udawałem się na katechezę. Żeby wytłumaczyć potem rodzicom spóźnienie,
wypuszczałem z roweru powietrze i cały drżący dawałem do zrozumienia, że pękła
mi dętka. To nie trwało długo, ponieważ mój tata zauważył, że w każdą sobotę
pękała mi dętka. Przeprowadził małe śledztwo i odkrył, że jeździłem do
kościoła. Bardzo się zdenerwował i zakazał mi chodzenia tam, grożąc że wyrzuci
mnie z domu.

AC: Sprzeciwił się Ksiądz władzy ojca?

Ks. Matthieu: Nie. Spotkałem się z księdzem z parafii
i opowiedziałem o wszystkim. Napięcie było duże, więc poprosił mnie, żebym był
cierpliwy i posłuchał ojca. Wyjaśnił, że jeśli Bóg chce mnie naprawdę wezwać,
pokaże mi sposób w odpowiedniej chwili.

AC: Kiedy nadeszła ta chwila?

Ks. Matthieu: Pewnego dnia, widząc ucznia Liceum
Nowożytnego w Boundiali w koszulce z nadrukiem antylopy, powiedziałem sobie: „Byłbym
szczęśliwy, gdyby Bóg dał mi szansę uczęszczać do tego liceum!”
Pan czekał
już na mnie w tym budynku. W tym mieście opiekun, jakiego znaleźli dla mnie
rodzice, był oczywiście muzułmaninem. Pomyślałem sobie, że w liceum będzie mi
łatwiej zmylić czujność opiekuna. Uwierzył, że w każdą sobotę miałem dodatkowe
lekcje, a ja korzystałem z tej okazji, żeby chodzić na katechezę. Dzięki temu
30 maja 1993 r. w Boundiali przyjąłem potajemnie chrzest. Moi rodzice i opiekun
nic o tym nie wiedzieli. W czwartej klasie rodzice zażądali, żebym przeniósł
się do nich do Korhogo. Tam, również w tajemnicy, przygotowałem się i
przystąpiłem do sakramentu bierzmowania, który miał miejsce 15 czerwca 1995 r.
w katedrze św. Jana Chrzciciela.

AC: Jak się narodziło powołanie i spotkanie z Księżmi
Stygmatystami?

Ks. Matthieu: W pewnej chwili poczułem głębszą
potrzebę poświęcenia się Bogu. Zwierzyłem się z tego pragnienia księdzu, u
którego byłem na samym początku, a ten poprosił, żebym zapisał się do grupy
powołaniowej. Pan postawił wówczas na mojej drodze ks. Aimé Malana Kablana z
Kongregacji Świętych Stygmatów Jezusa. Żeby uwolnić się od rodzinnego przymusu,
ostatnią klasę liceum ukończyłem w Liceum Saint Joseph d’Abobo w Abidżanie. W
tym czasie poznałem lepiej ojców stygmatystów, ponieważ pozostawałem w ich
wspólnocie podczas ferii świątecznych. Kiedy otrzymałem świadectwo maturalne,
byłem już zdecydowany wstąpić do tego zgromadzenia. Ale moje kłopoty jeszcze
się nie skończyły. Rodzice gwałtownie sprzeciwili się tej decyzji i
zgromadzenie musiało kilkakrotnie wysyłać ks. Aimé Malana Kablana i innego
księdza, zanim rodzice pozwolili mi pójść z Panem.

AC: Co dzisiaj czują
rodzice?

Ks. Matthieu: Moją dewizę życiową zaczerpnąłem z
Psalmu: „Wierność Pana we wszystkim, czego się podejmuje, Jego dobroć we
wszystkim, co robi”. Przez całą moją drogę powołania mogłem obserwować, że Pan
zachował we mnie wierność Jego miłości, nawet jeśli doświadczyłem chwil
słabości i zniechęcenia. Jestem szczęśliwy mogąc dzisiaj stwierdzić, że moi
rodzice szanują mój wybór i decyzję, bym został kapłanem Jezusa Chrystusa.

AC: Kim jest dla Księdza Jezus w tej chwili, po pokonaniu wszystkich
przeszkód, żeby zostać najpierw Jego uczniem, a wkrótce sługą Jego Kościoła?

Ks. Matthieu: Trudno jest zdefiniować Jezusa. On sam
określał siebie na wiele sposobów: Droga, Światło, Zmartwychwstanie, Życie itd.
Jan Chrzciciel przedstawia Go jako Baranka Bożego, który gładzi grzechy świata,
a św. Piotr głosi, że to Mesjasz, Syn Boży. W intymnej relacji z Jezusem każdy
z nas może dać swoją osobistą definicję. Dla mnie Jezus jest moim życiem,
źródłem, istotą i sensem mojego istnienia.

AC: Jeśli dla Księdza Jezus jest życiem, czy byłby Ksiądz
zdolny z taką samą determinacją, jaka charakteryzowała Księdza do tej pory,
głosić Jezusa swoim rodzicom i rodzeństwu, którzy są muzułmanami, aby oni
również weszli w to życie, którego tak bardzo Ksiądz szukał?

Ks. Matthieu: My, chrześcijanie, wszyscy jesteśmy
misjonarzami i mamy za zadanie głosić Chrystusa światu. Ta misja jest jeszcze
bardziej moją misją. Bóg wzywa, my jesteśmy tylko narzędziami w Jego ręku. Moja
rodzina szanuje dzisiaj mój wybór, ja również szanuję jej wybór. Kiedy jestem w
domu rodzinnym i nadchodzi czas modlitwy, a któryś z moich braci o tym zapomni,
z szacunkiem mu o tym przypominam. Według mnie najlepszy sposób głoszenia im
Jezusa nie polega na czynieniu tego słowami wersetów z Biblii, ale przez przykład
mojego życia, które powinno mówić im o Jezusie.

AC: Jakimi cechami powinien odznaczać się
kapłan?

Ks. Matthieu: Według mnie każdy ksiądz powinien
odznaczać się pokorą i jeszcze raz pokorą, ponieważ Bóg ma w pogardzie
pysznych, a wywyższa pokornych. Jezus, Syn Boży, zniżył się do naszego
człowieczeństwa. Do cnoty pokory, która powinna być cechą każdego
chrześcijanina, ksiądz powinien dodać posłuszeństwo. Jezus stał się posłuszny
aż do śmierci, i to do śmierci na krzyżu. Kapłan, który nie rozumie znaczenia
posłuszeństwa w hierarchii kościelnej, według mnie nic nie zrozumiał ze swojego
kapłańskiego powołania.

AC: Co mógłby Ksiądz poradzić młodym ludziom szukającym swego
powołania życiowego?

Ks. Matthieu: Niech się nie wahają, jeśli czują w
sobie wezwanie. Dużą pomocą w rozeznawaniu swej drogi życiowej jest
przynależność do grupy powołaniowej, gdzie lepiej można doświadczyć miłości i
wierności Pana. Bóg nigdy nie zawodzi i ma sposoby, aby doprowadzić do końca
nasze pragnienie służenia Mu, jeśli taka jest Jego wola.

AC: Co chciałby Ksiądz powiedzieć naszym czytelnikom?

Ks. Matthieu: Czuję wielką radość w Panu i chciałbym
śpiewać Mu na głos moją synowską wdzięczność. Jestem przekonany, że w każdej okoliczności
możemy i powinniśmy ufać Panu, a ja bardzo liczę na Niego. Droga kapłaństwa, na
którą wkraczam, jest na całe życie. Coraz bardziej będę potrzebował Bożej siły,
żeby móc głosić Jezusa wszystkim braciom i siostrom. Niech będzie błogosławione
Jego święte Imię za wszystko, co uczynił w moim życiu. Dziękując Panu nie
zapominam o tych wszystkich, których postawił na mojej drodze do Niego. Nie
chcę wymieniać żadnego nazwiska z obawy, że kogoś pominę, ale Pan ich zna.
Jestem wdzięczny również mieszkańcom tej parafii, która przyjmuje moje
święcenia i mam pewność, że Bóg wynagrodzi im po stokroć. Niech wszyscy będą
błogosławieni w Panu.

Wywiad przeprowadził: Henri Gondo
Tłum. Marta Kupiec (Pallotyński
Sekretariat Misyjny
)

Za: InfoSAC 30/07/2010.