To jest serce umierające z miłości dla nas

090616e1.jpg O cudzie eucharystycznym z Lanciano opowiada o. Zbigniew Deryło OFMConv: Ten cud się wydarzył na początku VIII w., czyli ponad 1250 lat temu. Grupa mnichów bazyliańskich przybyła tu z Konstantynopola, gdyż było tam wówczas wielkie prześladowanie czcicieli ikon. Mnisi mieli odwagę stanąć wobec cesarza w obronie kultu ikon, kierując się wolnością sumienia. Tym samym narazili się na prześladowanie. Wierzący uciekali wówczas w różne strony świata, a część mnichów przybyła właśnie tutaj. Wśród nich był jeden kapłan, bazylianin, o którym mówi się, że zwątpił w rzeczywistą obecność Chrystusa w Eucharystii.

Osobiście nie podzielam tego zdania. Wydaje mi się, że doświadczenie
prześladowania, jakie go spotkało i znalezienie się w nowych warunkach,
w obcym kraju, wstrząsnęło wieloma rzeczami w życiu tego zakonnika. Być
może przeżywał kryzys połowy wieku. Może zetknął się z ludźmi
wątpiącymi publicznie w obecność Jezusa w Eucharystii. W każdym razie
coś wstrząsnęło tym człowiekiem. Nazwałbym to bardziej nocą wewnętrzną
niż zwątpieniem. Wprowadzony w tę głęboką noc pytał się o sens swojego
kapłaństwa: o to czy rzeczywiście ma boską władzę, czy naprawdę Jezus
wyszedł z grobu; bo jeśli nie zmartwychwstał, to on sam nie ma żadnej
władzy i wierzy w nieboszczyka, którego nie ma w Eucharystii. Tylko Bóg
może powiedzieć, jak bardzo cierpiał ten człowiek i czego doświadczył.
Z pewnością ukrywał to przed ludźmi. Tego dnia, kiedy sprawował
Eucharystię właśnie na tym terenie, jedynie on sam i Bóg wiedzą, co
przeżywał. Myślę, że to był szczyt jego cierpienia. Być może był to
moment, że gdyby Bóg nie odpowiedział w taki czy inny sposób, to ten
człowiek by się kompletnie załamał.

– Bóg jednak odpowiedział…

O. Zbigniew Deryło OFMConv:
Tak. Bóg odpowiedział w czasie tej Eucharystii. Po konsekracji, kiedy
ów zakonnik wymienił słowa „Bierzcie i jedzcie, to jest moje Ciało…
Bierzcie i pijcie, to jest moja Krew” – wtedy zobaczył, że hostia
zamienia się w ciało, a wino w krew. I tak jak ten poprzedni stan
ukrywał przed ludźmi, tak teraz nie był w stanie nic ukryć, gdyż nie
mógł kontynuować Mszy. Jako wschodni mnich liturgię sprawował w małej
kapliczce w oddzieleniu od ludzi, jednak słysząc ich szemranie wyszedł
do nich mówiąc: „wejdźcie i zobaczcie, jaki cud się dokonał”. Na
podstawie tych słów można wnioskować, że ten człowiek zrozumiał, iż
jest to odpowiedź zarówno dla niego, jak i dla innych. Odczytał, że Bóg
nie ma do niego żalu. Wręcz odwrotnie: ten cud jest pewnego rodzaju
nagrodą, za wytrwanie, za to, że nie uciekł, nie odszedł. Uznał to za
znak, że obroną dla chrześcijan jest Bóg obecny w Eucharystii, który
rozumie i może pomóc. Analogicznie jak św. Tomaszowi, którego my
nazywamy niedowiarkiem, Chrystus dał mu do zrozumienia, że użyje nawet
jego upadków, wątpliwości i słabości, jeśli będzie trwał szukając Go.
Tomasz odczuł wiele miłości w słowach Chrystusa, upadł na kolana
wyznając: „Pan mój i Bóg mój!”. Znaczy to, że zrozumiał, iż Pan nie ma
do niego żalu.

Zrozumiał to i ów bazylianin; przemianę eucharystycznych postaci zobaczyli ludzie. Co działo się dalej?

O. Zbigniew Deryło OFMConv:
Kroniki przekazują, że kilka dni po cudzie mnisi bazylianie zobaczyli,
jak cudowne Ciało eucharystyczne się kurczy. W moim przekonaniu
uczynili rzecz wskazującą, że byli mądrymi ludźmi, używającymi rozumu i
serca. Otóż przygotowali specjalny materiał pokryty szlachetnym suknem
i przybili Ciało Pańskie wokół 12 gwoździkami do tego materiału z
myślą, żeby je zachować w kształcie hostii dla przyszłych pokoleń.
Dzięki temu dzisiaj cudowne Ciało z Lanciano ma okrągły kształt hostii.
Krew zgromadziła się natomiast w pięciu osobnych grudkach. Każda z nich
jest nieco inna pod względem wielkości i kształtu. Co do hostii, to jej
środek jest dziurawy. Oprowadzałem kiedyś grupę z Polski, w której, jak
się potem okazało, był kardiolog ze Szwajcarii. Poprosiłem go, aby w
najprostszy sposób wyjaśnił mi, tak abym zrozumiał, dlaczego jest ta
dziura w środku. Z punktu widzenia nauki potwierdził on to, co
powiedzieli lekarze włoscy. Powiedział, że jest to serce ludzkie
przekrojone wzdłuż. Dziura powstała, gdyż mnisi przybili je
gwoździkami, a ono nie mogło się skurczyć. Dodał, że serce gdy umiera –
kurczy się i zamyka.

Wniosek z tego taki, że mamy tu konające
serce, które chciało się zamknąć, serce umierające z miłości dla nas.
Nawet przybite gwoździkami zachowało się zgodnie z naturą, zamykając
się niejako odwrotnie, na boki. Środek niby jest dziurawy. Jednak gdy
się podejdzie blisko i dobrze przyjrzy, to można zobaczyć cieniutką
błonkę, która łączy całość.

Przez wieki nie
brakowało różnych ludzi: zarówno niedowiarków, jak i ciekawych cóż to
naprawdę jest za ciało. Podjęto badania. Jaki był ich wynik?

O. Zbigniew Deryło OFMConv: W
1970 r. i w 1971, pod kierunkiem żyjącego jeszcze prof. Linoli,
specjaliści z Uniwersytetu ze Sieny i Arezzo pobrali próbki z Ciała i
Krwi i poddali je bardzo dokładnym badaniom, które trwały dwa lata.
Konkluzją był telegram, w którym napisali: „Słowo Ciałem się stało”.
Potem przywieźli zarówno pobrane próbki, jak i wyniki badań. Mówiąc
najprościej stwierdzili, że cudowne Ciało z Lanciano i cudowna Krew
należą do gatunku ludzkiego. Grupa krwi: AB. Kawałek pobrany z Ciała
Pańskiego jest tkanką mięśnia sercowego. Z punktu widzenia medycyny w
cudownym Ciele Eucharystycznym jest kompletne ludzkie serca, gdyż
obecne są w nim wszystkie elementy, które tworzą ludzkie serce.
Stwierdzono też, że jest to zasuszone mięso, jednak w środku ma żywe
białka. Wypisano ile czego jest w takich samych ilościach jak w żywym
ludzkim ciele i w świeżej ludzkiej krwi. Nie znaleziono też żadnych
środków konserwujących. A zatem od VIII w. po dziś dzień nie było nic
robione, aby je zachować w takim stanie, w jakim są.

Nasi
bracia byli ciekawi, czy potwierdzą się badania robione w XVII w. przez
komisję lekarską pod kierunkiem miejscowego biskupa. Zważono wówczas
Krew Pańską. Mówiono, że z tych pięciu grudek jedna ważyła tyle, co
wszystkie, a wszystkie razem tyle co jedna. Grupa lekarzy pod
kierunkiem prof. Linoli wiedziała o tym i powtórzyła badanie. Okazało
się, że jednak są minimalne różnice. Wyjaśniono to różnicą doskonałości
przyrządów, którymi posługiwano się w XVII w. i obecnie. Ówczesne
narzędzia nie były tak precyzyjne. Stwierdzone różnice są jednak tak
minimalne, że i obecnie można się zgodzić z opinią stwierdzoną w XVII
w. Niektórzy wysuwają tu różne teorie, od których ja jednak się
wstrzymuję.

Obecnie kościół św. Franciszka w Lanciano jest miejscem kultu. Jak reagują ludzie, którzy tu przychodzą?

O. Zbigniew Deryło OFMConv:
Tu przychodzi bardzo dużo ludzi. Po Włochach najwięcej jest Polaków.
Następnie najwięcej jest prawosławnych z Rosji i Ukrainy. Spotkałem
kiedyś małżeństwo z USA, dwoje starszych ludzi. Bardzo mnie urzekło ich
zachowanie: oddali głęboki pokłon. Potem przyszedł do mnie ten człowiek
mówiąc, że był diakonem baptystą. Trzy lata temu ponownie przyjął
chrzest w Kościele katolickim. Zrezygnował z wszystkich funkcji w
Kościele baptystów. Powód? Eucharystia. Przyznał, że kiedyś bardzo
zwalczał rzeczywistą obecność Jezusa w Eucharystii i kpił z wiary
katolików w tę obecność. Pewnego dnia coś się stało, coś w nim pękło.
Odczuł wielką miłość do Eucharystii, wielki żal za to, co robił. Odkąd
przyjął chrzest wraz z żoną każdego dnia są na Mszy. Już jako baptysta
wiedział o Lanciano. Gdy został katolikiem bardzo chciał tu przyjechać.

Kolejny przykład: kobieta, Rosjanka, aktorka lekko po
pięćdziesiątce. Widziałem jej głęboki ukłon wskazujący, że jest ze
Wschodu. Podeszła do mnie ze łzami w oczach mówiąc: „Ojcze, jaka jestem
szczęśliwa. Ochrzciła mnie babcia w Kościele prawosławnym, ale nie
praktykowałam. Kiedyś weszłam zaciekawiona do kościoła katolickiego św.
Ludwika w Moskwie. Tej samej nocy przyśnił mi się kapłan trzymający
Eucharystię i usłyszałam głos z hostii: czekam na Ciebie, kocham Cię”.
Żartobliwie dodała: „Jestem artystką, więc uwierzyłam od razu”. Od
pięciu lat jest katoliczką zafascynowaną Eucharystią. Gdy przyjechała
tutaj klęczała, wielbiła Pana, płakała mówiąc „On jest moim życiem!”.
Jej córka także przyjęła chrzest w Kościele katolickim i wnuczkę
również ochrzcili.

Inny przykład. Przyjeżdża tu także wielu ludzi z Korei. Urzekający jest sposób, w jaki się modlą.

Opowiadałem
kiedyś Polakom o Jezusie w Eucharystii, kim jest tutaj. Jedna z kobiet
zaczęła tak mocno płakać, że wykrzyczała swój ból. Mówiła: „To ja Cię
tak lekceważyłam, Panie mój!”. Odeszła od grupy, uklękła blisko cudu i
długi czas trwała w potoku łez. Potem przyszła do mnie i poprosiła o
spowiedź. Zapytała o kasetę, o książkę, gdyż chce mówić o tym ludziom.
Jest dziennikarką w Polsce.

Ludzie chodzący do kościoła widzą hostię. Kapłan sprawujący codziennie Eucharystię trzyma przemienioną hostię w rękach. Jednak takie miejsca jak to, gdzie widać hostię zmienioną w Ciało i wino zmienione w Krew, przemawiają do wyobraźni. Czy pobudza wiarę w rzeczywistą obecność Chrystusa w Eucharystii?

O. Zbigniew Deryło OFMConv:
Odpowiem najprościej: mogą, jeśli człowiek jest otwarty. Nie muszą,
gdyż bardzo dużo zależy od nas. Mnie osobiście bardzo pomogło i pomaga
bycie tutaj. Dlaczego? Kiedy znalazłem się tu pierwszy raz w 1983 r.,
jako młody franciszkański kleryk, miałem żal do Pana Boga, że to
miejsce nie należy do mojej prowincji, bo wówczas mógłbym tu być.
Tymczasem miejsce to było obsługiwane przez prowincję włoską. Żałowałem
też drugiego miejsca: Padwy, u św. Antoniego – gdzie później, dzięki
Bogu, i tak się znalazłem na sześć lat. Myślałem, że tutaj też nigdy
nie będę, a jednak udało mi się i jestem już dwa lata. Kiedy od roku
zacząłem więcej adorować Pana Jezusa – wieczorami, kiedy nie ma ludzi –
zrozumiałem to, o co pytał się tamten mnich: czy Jezus zmartwychwstał,
czy jest obecny w Eucharystii. Chrystus powiedział w Wieczerniku:
„Czyńcie to na moją pamiątkę”. Czyli dał nam moc. To znaczy: nie tylko
bierzcie, ale zacznijcie to robić moją mocą.

W Wieczerniku Jezus
nakazał nam też miłość. Zacząłem sobie uświadamiać, że Jezus nie dał
nam tylko przykazania. On dał nam w Wieczerniku rozkaz: czyńcie to na
moją pamiątkę. Dał też kolejny rozkaz: kochajcie się. W hebrajskim,
łacińskim i włoskim nie ma przykazania, jest rozkaz. Gdy sobie to
uświadomiłem, zrozumiałem, że nie mam prawa dyskutować z Nim na ten
temat. Dał nam siebie, abyśmy Go jedli. Rozkazał nam, byśmy się
miłowali. W Ewangelii św. Jana polskie tłumaczenie mówi: „kto mnie
spożywa”. Włosi mają – „kto mnie je”. Jezus nie był wykształciuchem,
nie używał słów bardzo wyszukanych. Mówił prostym aramejskim. Na
szczęście w polskim mszale zostawione jest „Bierzcie i jedzcie!”. To
jest bardzo mocne wyrażenie. Jezus mówi: Kto mnie je, żyje ze mnie. Do
mnie przyjdzie i Ja przyjdę do niego i mój Ojciec przyjdzie i damy mu
Ducha Świętego. To jest to święte zjednoczenie, które wychodzi od Boga,
to jest ta święta komunia. Bóg daje mi swoje bosko-ludzkie Serce,
źródło miłości i miłosierdzia, ja je jem, dlatego ma prawo mi nakazać –
miłujcie się, kochajcie się! To nie jest prośba, On nie tylko coś
przykazuje. To jest nakaz, wezwanie. Kiedy sobie to uświadomiłem,
odczułem w sobie wdzięczność i ból. Wdzięczność – za tak olbrzymi dar,
jakim jest Jego bosko-ludzkie Serce w Eucharystii. Zrozumiałem to
dzięki Cudowi z Lanciano.

Potem odczułem ból i żal do siebie,
że tyle lat celebruję i jem, a wcale się tak bardzo nie zmieniłem. Co
mam teraz robić? – zacząłem wpadać w pewnego rodzaju „dołek”. I wtedy
adorując Pana Jezusa tu, w Cudzie, zrozumiałem, że Bóg tego nie chce.
Jeśli mi pokazuje i daje łaskę zrozumienia, to nie po to, żeby mnie
zdołować, czy żebym ja się sam zdołował, ale po to, żebym zrozumiał i
był Mu wdzięczny, i pokornie przyjął ten fakt: to jest Jego Serce, Ono
jest takie, a ja jestem taki, i żebym się nie zniechęcał, ale szukał.
Wtedy następuje nawrócenie – to On nawraca, przemienia i jednoczy. I
odzyskałem ponownie radość i wdzięczność Bogu.

Czasem myślałem o
tej kobiecie z Ewangelii, od kilkunastu lat chorej na krwotok, która
mówiła: „Żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa”. A ja,
jako kapłan, nie tylko Jezusa dotykam, ja Go jem. Myślę, że to jest
właśnie to – „Tego, kto mnie je, Ja uczynię mną”. Do nas należy tylko
być pokornym, przyjąć to i z wdzięcznym, cierpliwym przyzwoleniem dać
się prowadzić przez Pana. On wiedział, że my będziemy słabi i grzeszni.
Dlatego samym Apostołom daje moc sprawowania Eucharystii i odpuszczania
grzechów, wiedząc, że bez tego nie damy rady, nie będziemy mogli
przyjść i korzystać w pełni z Jego obecności. Cud z Lanciano mówi, że
On jest obecny w każdej Eucharystii.

Czasem ktoś może zarzucić,
że wymyślili to wszystko włoscy lekarze, katolicy. Zrobili badania i
podali wyniki, a kto ich sprawdzi? Otóż włoski lekarz, prof. Odoardo
Linoli, przewidział to i z grupą lekarzy zwrócili się do ONZ, która w
1976 r. przysłała dwóch czy trzech swoich lekarzy. Pobrali oni próbki
Ciała i Krwi z Cudu i przebadali je. Zostawili dokument o tym, że
wyniki przeprowadzonych badań potwierdzają to, co mówią lekarze włoscy.
Jeszcze raz wypunktowali to, że nie ma śladu środków konserwujących i
ten Cud sam się tak zachował. Wniosek jest bardzo prosty, sami możemy
go wyciągnąć. Jezus mówi przez to: nie martwcie się o to, żeby mnie
dobrze przechować. Pozwólcie mi tylko zrealizować w waszych sercach to,
co ukryłem w tym Cudzie dla was; bo jeśli pozwoliłem mnichowi przeżyć
ciemną noc i doprowadziłem go do skraju wytrzymałości wiary, to cel
jest bardzo jasny i konkretny – żeby wam pomóc, dać wam odpowiedź.

My
często mówimy, że gdy nauka nam pomoże, to uwierzymy, gdy nauka nam da
odpowiedź, to ją przyjmiemy. Nie jest prawdą to, że gdy otrzymamy na
wszystko odpowiedzi, staniemy się wierzący. To jest ludzka
zarozumiałość. Sam Pan Jezus daje przykład: nawet gdyby ktoś z nieba
przyszedł do was, i tak nie uwierzycie. Kiedy Pan Jezus powiedział do
żydów, swoich braci i sióstr, że kiedyś da im do zjedzenia siebie,
swoje Ciało, zareagowali oni w bardzo zdrowy sposób. Powiedzieli Mu:
„Tyś zgłupiał, tyś postradał zmysły, szatan Cię opętał, za kogo Ty nas
masz? Za kanibali? Mamy Ciebie jeść i będziemy mieli życie?”. I wtedy
bardzo wielu ludzi, którzy szli za Jezusem, odeszło od Niego. Wówczas
On z wielkim bólem w sercu zwrócił się do Apostołów i grupki, która
przy Nim została: „Czy wy też chcecie odejść z tego powodu? Właśnie z
tego powodu, że dam wam kiedyś moje Ciało i będziecie jeść?”. Ten
powód, dla którego wielu odeszło od Pana Jezusa, pojawił się właśnie w
VIII w. wśród teologów. Być może ten mnich, jako człowiek wykształcony,
spotkał się z tymi trendami, które razem z doświadczeniem
prześladowania mocno nim zachwiały. To, co do tej pory było pewnością,
stało się niepewne. I Cud z Lanciano jest odpowiedzią dla nas
wszystkich, na wszystkie czasy, jako dowód, że Pan Jezus nie tylko żyje
z nami, ale kocha nas i liczy na nas.

Rozm. ks. J. Polak SJ/ rv

Za: Radio Watykańskie .