Wszechświat inspiruje – rozmowa z dyrektorem Watykańskiego Obserwatorium Astronomicznego

090627h.jpg W Sassone pod Rzymem zakończył się międzynarodowy kongres astronomiczny zorganizowany przez watykańskie obserwatorium. Uczestniczyli w nim absolwenci letnich szkół, przygotowywanych przez papieskich astronomów od 1986 r. W zdecydowanej większości do Castelgandolfo przyjeżdżali ludzie młodzi z krajów rozwijających się. 80 proc. z nich zawodowo zajmuje się obecnie astronomią w swoich krajach. Obecny kongres, zorganizowany w Roku Astronomii, łączył sprawy czysto naukowe z kwestiami społecznymi – mówi dyrektor Watykańskiego Obserwatorium Astronomicznego o. José Funes SJ.

José Funes SJ: To sympozjum pomyślane jest w sposób następujący:
rano mamy sesje naukowe, na których dyskutujemy kwestie związane z
Układem Słonecznym, naszą galaktyką czy innymi galaktykami. Mówimy o
kosmologii, o początku Wszechświata. Popołudniami natomiast
dyskutowaliśmy o astronomii rozumianej jako miejsce spotkania osób
różnych kultur i religii. Zastanawialiśmy się też, w jaki sposób
astronomia może stać się miejscem dialogu również tam, gdzie narody są
zwaśnione.

W jaki sposób astronomia może stać się miejscem dialogu ludzi różnych religii i kultur? Co w tej kwestii wniosło to sympozjum?

José Funes SJ:
Wydaje mi się, że doświadczeniem letnich szkół organizowanych przez
watykańskie obserwatorium, a więc i tego tygodnia, jest to, że ludzie
przybywający z różnych krajów, niejednokrotnie nawet będących w
konflikcie, mogą pracować razem, mogą współpracować naukowo. Dzisiaj
nauki nie da się już rozwijać samemu. Potrzeba do tego międzynarodowej
współpracy. W tym sensie grupa, którą zgromadziliśmy tu w tych dniach,
ma charakter międzynarodowy. Już sam fakt, że wielu uczestników
współpracuje ze sobą, pokazuje, jak astronomia jako nauka może być
miejscem spotkania, w którym ludzie pracują razem i w pokoju.
Powiedzmy, że jest to aspekt bardziej profesjonalny.

Kolejny
aspekt jest bardziej ukierunkowany na szerszą publiczność. Astronomia,
gdy się ją wyjaśnia i tłumaczy szerszemu gremium, pomaga zrozumieć, że
wszyscy jesteśmy niejako w jednej łodzi, którą jest Ziemia – ten
malutki okruch we wszechświecie miliardów galaktyk. Pomaga nam pojąć,
jak krucha jest Ziemia i jak słabe są istoty ludzkie. W moim
przekonaniu ta świadomość może nam pomóc patrzeć na konflikty w innym
świetle, na to, że dialog, choćby i niełatwy, może przyczynić się do
jednoczenia ludzi i narodów.

Czy można powiedzieć, że szeroko rozumiane społeczeństwo docenia wagę astronomii, stara się poznać Wszechświat? Co może nam pomóc pogłębić tę świadomość?

José Funes SJ:
W ten Międzynarodowy Rok Astronomii obchodzimy 400 lat po pierwszych
obserwacjach przeprowadzonych przez Galileusza z użyciem teleskopu. Dla
nas astronomów jest to wielka okazja dotarcia do szerszego kręgu
odbiorców. Obserwatorium watykańskie, ale i inni astronomowie czy
obserwatoria, dokładają starań, aby szczególnie w tym roku zapoznać
ludzi z tym, co wiemy o Wszechświecie. Zachęcają do podjęcia trudu
lepszego zrozumienia Wszechświata. Nieraz można się spotkać z błędną
opinią, że wystarczy dobrze nastawić teleskop i już dokonuje się
odkrycia, że wystarczy do tego kilka godzin lub kilka dni. Nauka
tymczasem wiąże się z kulturą wysiłku i kulturą pracy, a rezultaty nie
przychodzą od razu. Istnieje wiele pięknych obrazów Kosmosu, jak choćby
te z teleskopu kosmicznego. Nie zdajemy sobie jednak sprawy z wysiłku
tak wielu ludzi wkładanego przez wiele godzin pracy po to, aby powstały
te dostępne dziś obrazy. Myślę więc, że jest to rok szczególnie
sprzyjający poznawaniu Wszechświata i jego początków, oraz poznawaniu
nas samych, gdyż, żyjąc we Wszechświecie, stanowimy jego część. W moim
przekonaniu to może zainspirować. Astronomia jest źródłem inspiracji
nie tylko dla nauki, ale też dla literatury, religii i ogólnie – dla
sztuki.

Rozm. E. McCarthy, tłum. jp/ rv

 

 
Dla Watykańskiego Obserwatorium Astronomicznego bieżący rok jest
ciekawy z kilku powodów. Jest to Międzynarodowy Rok Astronomii
obchodzony w 400-lecie pierwszego skierowania teleskopu w niebo przez
Galileusza. Na całym świecie organizowane są okolicznościowe obchody.
Także papiescy astronomowie, mający od niedawna nową siedzibę, włączyli
się w nurt popularyzowania wiedzy o kosmosie – mówi br. Guy
Consolmagno, jezuita i astronom.

Guy Consolmagno SJ:
Normalnie powinniśmy prowadzić letnią szkołę, jak to robimy co dwa
lata. Ponieważ jednak przeprowadziliśmy się do nowej siedziby,
wiedzieliśmy, że nie zdążymy z jej przygotowaniem na potrzeby letniego
kursu. Zdaliśmy sobie sprawę, że najlepszą rzeczą będzie zaproszenie
uczestników wszystkich dotychczasowych kursów na specjalną edycję
letniej szkoły. Wcześniej zrobiliśmy to już dwa razy. Tegorocznym
tematem było spojrzenie na astronomię jako na wspólny punkt, w którym
spotkać się może cały świat, po to, by cieszyć się Wszechświatem.

– Temat bardzo ambitny, jednak co to znaczy w praktyce? Kto przyjechał na te zajęcia?

Guy Consolmagno SJ:
Cóż, częściowo inspirowany jest on faktem, że w tej szkole mamy
dosłownie cały świat. W naszych kursach uczestniczyli studenci z ponad
50 krajów. Np. organizacją tego kursu zajęły się dwie kobiety: jedna ze
Słowacji, druga z Argentyny. Zebrały one ludzi niemal z wszystkich
kontynentów po to, aby opowiedzieli, jak astronomia wpłynęła na ich
kultury oraz jak sami jako astronomie wpisują się w te kultury. W
prostych słowach: wszyscy żyjemy na tym samym świecie, pod tym samym
niebem.

– Dlaczego astronomia jest tak ważna dla Watykanu? Wspomniał Brat o nowej siedzibie. Gdzie ona jest?

Guy Consolmagno SJ:
Watykańskie obserwatorium sięga czasów reformy kalendarza w 1582 r. Po
części można powiedzieć, że jesteśmy i od tego starsi, gdyż astronomię
wykładało się już na średniowiecznych uniwersytetach. Mówiąc jednak
dokładnie, jako instytucja Państwa Watykańskiego istniejemy od 1891 r.
Najpierw naszą siedzibą była Wieża Wiatrów w samym Watykanie. Następnie
w latach 40. minionego wieku przeprowadziliśmy się do Castelgandolfo,
ustawiając teleskopy na dachu letniej rezydencji Papieża. Tam też
mieliśmy, w Pałacu Apostolskim, nasze biura. Później, w latach 80.,
zbudowaliśmy nowy teleskop w południowej Arizonie, gdzie przeniosła się
część naszego personelu. Natomiast w tym roku – po to, aby zyskać
więcej potrzebnego nam miejsca i mieć więcej swobody w realizowaniu
naszych letnich projektów w czasie, gdy i Ojciec Święty jest w
Castelgandolfo – przeprowadziliśmy się. Wspólnota jezuitów wraz z
personelem obserwatorium przeniosła się do całkowicie odnowionego
klasztoru w papieskich ogrodach. Oczywiście, wciąż mamy dostęp do
teleskopów, które są na dachu letniej rezydencji Papieża. Posługujemy
się nimi w celach edukacyjnych, a czasem i naukowych. Nową rezydencję
mamy więc w przepięknym otoczeniu, a odnowiony dom został całkowicie
dostosowany do naszych potrzeb, z biblioteką, która w końcu znalazła
się w jednym miejscu. Nie mamy w niej jakichś bardzo cennych pierwszych
wydań, ale mamy np. drugie wydanie „Principiów” Newtona czy trzecie
wydanie „O obrotach sfer niebieskich” Kopernika. Mamy też zbiór
czasopism naukowych, począwszy od XVII w., np. kompletne wydanie
„Philosophical Transactions” Królewskiego Towarzystwa Naukowego z
Londynu, gdzie pisywał chociażby Izaak Newton.

– Można więc
powiedzieć, że cofając się w czasie, wychodzicie czasowi naprzeciw: w
obserwatorium jest pokaźna kolekcja meteorytów, za którą Brat jest
odpowiedzialny.

Guy Consolmagno SJ: Owszem, mamy
meteoryty, chociaż kolegom astronomom, którzy chcą zgłębiać wiedzę o
planetach i gwiazdach, mówię, że jedyną rzeczą, którą muszą studiować,
jest światło docierające od planet i gwiazd oraz to, jak je widzimy w
teleskopach. Co do meteorytów, jest to kolekcja kawałków, które z
przestrzeni kosmicznej spadły na Ziemię. Mogę je wziąć do ręki,
zmierzyć, zbadać ich skład chemiczny czy też, o jakie rzeczy się
ocierały przez te 4,5 mld lat, krążąc wokół Układu Słonecznego. Okazuje
się, że niektóre z tych skał odłupały się od Księżyca, a kilka z nich
nawet od Marsa. Jak dotąd nigdy nie udało się nam pobrać próbki z Marsa
i przywieźć jej na Ziemię. Uczyniła to za nas jednak natura. Możemy
zaobserwować, że zarówno Księżyc, jak i Mars pokryte są kraterami. A
kratery powstały, gdy fragment jakiejś asteroidy uderzył w powierzchnię
i eksplodował. W czasie tej eksplozji fragment celu (Księżyca lub
Marsa) oderwał się, wzlatując w przestrzeń kosmiczną, i nawet przez
miliony lat krążył wokół Słońca, nim spadł na Ziemię. Nam udało się go
znaleźć i zbadać w naszych laboratoriach.

– Czy pamięta Brat, gdzie był, gdy pierwsi ludzie stanęli na Księżycu?

Guy Consolmagno SJ:
To była północ w Michigan. Pamiętam, że oglądałem telewizję i
nagrywałem to na małym magnetofonie, więc słowa wówczas wypowiedziane
zapadły mi w pamięć. Było lato. Chodziłem jeszcze do szkoły i
przeżywałem okres cynicznego nastawienia do świata. Ale to mnie
postawiło na nogi. To był czas Wietnamu, protestów studenckich, w wielu
częściach świata było niespokojnie. Do okrutnych rzeczy dochodziło w
Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. A jednak ten fakt przypomniał
nam, że świat jest większy od kryzysów, które przechodzi, a o których
wciąż słyszymy w codziennych wiadomościach. Gdy dzisiaj czytamy
historię, pamiętamy o Galileuszu i jego kłopotach z Papieżem. Czy ktoś
pamięta imię tego Papieża? Pamiętamy, że sprawa Galileusza zbiegła się
z wojną trzydziestoletnią: czy ktoś pamięta, kto i o co w niej walczył?
Tak samo w 1969 r. w Stanach Zjednoczonych tematem numer jeden była
wojna wietnamska. Za 100 lat nikt nie będzie o niej pamiętał. Ludzie
będą jednak pamiętać o lądowaniu na Księżycu.

– Jakie Brata
zdaniem były największe sukcesy astronomii w ciągu ostatnich 40 lat, od
lądowania na Księżycu? Dlaczego dziś ludzie po Księżycu nie chodzą?

Guy Consolmagno SJ:
Niełatwo mi o tym mówić, gdyż sam badam planety i uważam, że jest to
niezwykle pasjonujące. Obecnie, gdy mamy roboty – jak tego, który
wylądował na Marsie – dużo więcej wiemy o tej planecie niż 40 lat temu.
Widzimy ją jako miejsce, a nie tylko jako punkt światła na niebie. Tym
niemniej muszę oddać sprawiedliwość ludziom, którzy pracowali nad
ciemną energią i ciemną materią w naturze całego Kosmosu, nad tym, jak
sam Wszechświat jest ułożony. Dziś znamy odpowiedzi na pytania, których
40 lat temu nie uważaliśmy nawet za pytania.

Rozm. E. McCarthy, tłum. jp/ rv