W Niedzielę Palmową dzieje się coś ogromnie ważnego, a każdy kolejny dzień przygotowuje nas, aby Triduum Paschalne było czasem wielkiej łaski i ciszy – mówi s. Agata Jasiak, przełożona wspólnoty Mniszek Trzeciego Zakonu Regularnego św. Franciszka z Asyżu ze Świętej Katarzyny. Konwent tworzy obecnie 18 klauzurowych sióstr, w tym jedna postulantka.
– Cały Wielki Tydzień od Niedzieli Palmowej jest dla nas niezwykle ważny, od momentu, gdy czcimy uroczysty wjazd Jezusa do Jerozolimy i uczestniczymy w tym Wielkim Misterium, które właśnie się rozpoczyna – mówi przełożona. Mniszki mają swoje palmy.
Siostry zachęcają do głębokiego przeżywania celebracji Wielkiego Tygodnia i przestrzegają, aby nie zagubić duchowego przesłania tych dni, proszą o „trwanie przy krzyżu”, o adoracji, pomimo codziennych obowiązków i przygotowań do świąt Wielkiej Nocy.
– Tak łatwo dać się rozproszyć. Świat bardzo sprytnie podsuwa nam namiastki: pisanki, dekoracyjne kurczaczki, zajączki, stoły dopięte na ostatni guzik. I choć to wszystko ma swoje miejsce, nie może stać się zasłoną, która przysłania Ukrzyżowanego. Bo można mieć idealnie przygotowany dom i jednocześnie ominąć Boga. Można wszystko „zrobić na święta” i nie wejść ani na chwilę w tajemnicę Jego Miłości. A On czeka. Cichy. Wystawiony. Cierpiący – mówi KAI s. Kamila Rapacz.
Matka Przełożona wyjaśnia, że Wielki Czwartek siostry rozpoczynają od aktu wdzięczności prezbiterom za posługę Eucharystii. Obiad sióstr w tym dniu przyjmuje formę bardzo uroczystą, na pamiątkę Ostatniej Wieczerzy. Do stołu podaje Matka Przełożona, co stanowi rodzaj metafory i nawiązania do umywania nóg przez celebransów w tym dniu, na pamiątkę gestu Pana Jezusa z Wielkiego Czwartku. – Po ostatniej Mszy św. jest uroczysta wieczerza dla księży, po bez ich posługi nie byłoby Eucharystii – podkreśla przełożona. Mniszki uczestniczą w uroczystościach Triduum Paschalnego wraz z wiernymi w kościele, ale za kratą, na klauzurowym chórze.
Siostry trwają na wewnętrznej adoracji, posiłki odbywają w milczeniu.
– W Triduum nie chodzi o to, żeby „być obecnym” na liturgii. Chodzi o to, żeby wejść. Dać się „wciągnąć” w tę noc zdrady, w ten ciężar Krzyża, w tę ciszę grobu. Od Wielkiego Czwartku zaczyna się coś, co domaga się serca – nie obserwatora, ale ucznia– tłumaczy s. Kamila Rapacz. – Eucharystia nie jest wspomnieniem. Jest rzeczywistością, w której On naprawdę daje siebie. Do końca. W życiu zakonnym ten czas ogołaca wszystko jeszcze bardziej. Jest więcej ciszy. Mniej słów. Więcej trwania. Adoracja nie kończy się po godzinie – trwa. Dniem i nocą. Ktoś zawsze czuwa. Ktoś zawsze klęczy. Ktoś zawsze patrzy na Tego, który pierwszy spojrzał z miłością – wyjaśnia.
Od godz. 24.00 w Wielki Piątek siostry całą noc czuwają przy krzyżu, w zamkniętym kościele. Ta cisza trwa nadal w Wielką Sobotę. Święcenie pokarmów dla sióstr odbywa się w refektarzu, a wszystko to, co należy poświęcić znajduje się na specjalnie przygotowanym stole, a nie w koszykach. Liturgię Wigilii Paschalnej siostry przeżywają wspólnie z wiernymi, ale wciąż za klauzurową kratą. Podczas procesji rezurekcyjnej trwają na modlitwie przy pustym grobie, a na procesję „wychodzą duchowo”.
Święta Katarzyna to wieś położona na skraju Świętokrzyskiego Parku Narodowego u podnóża Łysicy – najwyższego szczytu w tym paśmie górskim. Wieś była też jednym z ważniejszych ośrodków hutnictwa, które rozwijały się tutaj jeszcze przed naszą erą.
Wiek XIV i XV to czas kiedy coraz większe wpływy zyskiwało tutaj chrześcijaństwo, w miejsce pierwotnych kultów pogańskich związanych z Łysicą. Pod koniec XIV wieku jest już kościółek św. Katarzyny, w drugiej połowie XV wieku zostaje założony klasztor bernardynów. Od ponad 200 lat w klasztorze znajduje się zakon sióstr bernardynek klauzurowych, sprowadzonych dekretem bp. Wojciecha de Boża Wola Górskiego z 1815 r. W maju 1847 r. pożar zniszczył kościół w Świętej Katarzynie, 7 ołtarzy, chór, organy, dzwony, bibliotekę i budynki klasztorne. Bernardynki jednak nie opuściły Świętej Katarzyny, odbudowując kościół z klasztorem. Przetrwały czasy ukazów carskich, kasacji, okupacji hitlerowskiej. Po wojnie klasztor prowadził kursy kroju, szycia, haftu oraz internat i – aż do 1962 – stołówkę. Obecnie w Świętej Katarzynie mniszki zgodnie z regułą, dzielą czas pomiędzy modlitwę w intencjach Kościoła, Polski, ludzi, którzy niezmiennie o nią proszę oraz pracę dla potrzeb klasztoru (nadal mają niewielkie gospodarstwo) i miejscowego kościoła (są zakrystiankami, organistkami).
