Co komu wolno na Jasnej Górze – rozmowa z przeorem klasztoru

W najnowszym numerze Przewodnika Katolickiego (nr 31 z 2 sierpnia 2020 r.), zamieszczona została rozmowa z o. Samuelem Pacholskim, przeorem Jasnej Góry, przeprowadzona przez Monikę Białkowską.

Monika Białkowska: Jak to jest dźwigać na sobie odpowiedzialność za sanktuarium, na które każdy w Polsce ma własny pomysł?

o. Samuel Pacholski: To prawda, że wiele osób ma pomysł na to, jak powinna funkcjonować Jasna Góra. Czasem o nich czytam, najczęściej wzajemnie się wykluczają. Już to stanowi wystarczający motyw, by za bardzo nie słuchać tych podpowiedzi, ale pójść za własną wizją. Zakładam, że skoro wybrano mnie na przeora, to ojcowie, którzy o tym decydowali, wzięli pod uwagę moje cechy charakteru, sposób funkcjonowania w zakonie oraz dotychczasowe dokonania, ufając, że zasadniczo się nie zmienię, ale pozostanę, jaki jestem.

Monika Białkowska: Jaka w takim razie jest Ojca wizja Jasnej Góry?

o. Samuel Pacholski: Zacznijmy od tego, że nie przygotowywałem się do przeorstwa jasnogórskiego od miesięcy czy też lat. A jeśli tak, to zupełnie nieświadomie, podejmując rozmaite funkcje, jakie nakładali na mnie przełożeni. W najśmielszych myślach nie przewidywałem, że to mi się kiedyś przytrafi. Przez ostatnie sześć lat byłem przeorem w Świdnicy, a na Jasną Górę powróciłem po 16 latach pobytu na innych placówkach, pracując tutaj wcześniej jedynie półtora roku. W tej chwili jestem, wraz z moimi najbliższymi współpracownikami, na etapie zapoznawania się z tym, jak rzeczywiście (od kuchni) funkcjonuje to miejsce. Równocześnie zaczynamy myśleć, co i jak należy skorygować, gdzie należałoby dokonać zmian i co jeszcze zaproponować. Z pokorą i podziwem podchodzę do wszystkiego, co wypracowali moi poprzednicy. Trzeba przecież pamiętać, że Jasna Góra to bardzo złożony organizm i mniej więcej w 80 procentach powinna pozostać, jaka jest. W klasztorze żyje stu zakonników, a w sanktuarium zatrudnionych jest około 330 osób świeckich. Jasna Góra to przecież nie tylko kaplica Matki Bożej i bazylika oraz pozostałe miejsca sakralne. To także liczne muzea, sale konferencyjne, radio, dom pielgrzyma, placówki gastronomiczne, sklepy. Z jednej strony specyfika życia zakonnego polega na tym, że na przestrzeni wielu lat niewiele się zmienia. Obowiązuje ta sama reguła, konstytucje, plan dnia, obowiązki, charyzmat i misja wyznaczone w Kościele. Z drugiej jednak, zwłaszcza gdy chodzi o sanktuarium, zmiany z ich dynamiką są czymś nieuchronnym. Widać to zwłaszcza w powojennej historii Jasnej Góry. Wcześniej rytm roku wyznaczały takie daty jak 3 maja, 15 i 26 sierpnia, 8 września. To daty najważniejszych pielgrzymek, które gromadziły tłumy wiernych. Od czasu tzw. Wielkiej Nowenny, peregrynacji obrazu Matki Bożej i tego wszystkiego, co się objawiło dzięki mądrej i proroczej inspiracji kard. Stefana Wyszyńskiego, to miejsce zmieniło się w sposób zasadniczy. Obecnie gromadzą się tutaj każdego dnia tysiące lub nawet dziesiątki tysięcy pielgrzymów.

Monika Białkowska: A zatem istnieje niezmienne i niezależne od przeora osiemdziesiąt procent. A pozostałe dwadzieścia? Ta autorska wizja? Jaka ma być Jasna Góra o. Samuela Pacholskiego?

o. Samuel Pacholski: Ważne jest dla mnie to, co mówi papież Franciszek: Kościół nie może zrezygnować ze swojej misyjności, z funkcji ewangelizacyjnej. My też musimy wyjść poza mury Jasnej Góry. Jest to związane przede wszystkim z przestrzenią mediów elektronicznych. Jasna Góra ma swoje kanały internetowe, od wielu lat transmitowany jest Apel Jasnogórski, Msza św. Obecnie mamy całodzienną transmisję z kaplicy Cudownego Obrazu na TVP VOD. To wymusza na nas jeszcze większą dbałość o liturgię, poziom głoszonych homilii i konferencji. Myślimy o tym, żeby stworzyć własne studio telewizyjne, które pozwoli samodzielnie przekazywać sygnał do różnych stacji.

Monika Białkowska: Media to jest tylko sposób komunikacji. Pozostaje pytanie o treści i to o nich chciałabym rozmawiać. Sporo osób ma co do nich wiele wątpliwości.

o. Samuel Pacholski: Wiem, że Jasna Góra postrzegana jest jako bastion tej bardziej konserwatywnej części Kościoła w Polsce. Z pewnością przez wiele wydarzeń, jakie miały tu miejsce, zasłużyła sobie na to, by ją tak postrzegać. Ja jednak nigdy nie lubiłem takiego klasyfikowania na mapie Kościoła w Polsce: Łagiewniki, Toruń, Jasna Góra… To nas ogranicza i mocno upraszcza rzeczywistość kościelną. Będę się starał, żeby Jasna Góra była miejscem, do którego przyjść może każdy. Zresztą przychodzą ludzie z różnych środowisk – tyle że o jednych słyszymy więcej, o innych mniej. Jeśli chodzi o Episkopat Polski, przyjeżdżają wszyscy jego członkowie. Naszym zadaniem jako kustoszy tego miejsca jest wpisana w paulińskiego ducha maksymalna otwartość na wszystkich i gościnność. Oczywiście chcemy mieć wpływ na to, jakie treści, jakie myśli i idee z tego miejsca płyną, ale wielu wyobraża sobie, że możemy albo powinniśmy cenzurować wypowiedzi tych, którzy tutaj zabierają publicznie głos. Nie możemy i także (to moje osobiste zdanie) nie chcemy tego robić. Każdy hierarcha, celebrans, uczestnik konferencji wypowiada się na własną odpowiedzialność. Nie możemy wyłączać mikrofonu – choć przyznaję, że raz miałem taką pokusę – czy wykluczać tych, z którymi nie do końca się zgadzamy. Ale też, jak to mówią: „twarz ma się tylko jedną”, więc nie chciałbym uwiarygodniać wszystkiego, co płynie z jasnogórskich głośników. W praktyce jednak nie jest to tak łatwe zadanie, jak się niektórym wydaje.

Monika Białkowska: Na zewnątrz jednak to wygląda źle. Wygląda, jakby Jasna Góra wymknęła Wam się z rąk i każdy zaczął robić tutaj to, co zechce.

o. Samuel Pacholski: Rzeczywiście nie zawsze wykazaliśmy się odpowiednią starannością. Może czasem zabrakło wyobraźni i przewidywania możliwych skutków. Ktoś nie odrobił lekcji i wykazał się naiwnością. Niemniej, na ile znam moich współbraci z jasnogórskiego konwentu, wszystkim nam zależy na tym, żeby przybywający tutaj poczuli klimat nazaretańskiego domu, do którego zaprosiła ich Maryja. Na przyszłość my paulini musimy pamiętać, że nie jesteśmy tylko odźwiernymi i „podającymi do stołu”, ale naszym obowiązkiem i przywilejem jest kształtowanie tego miejsca, w duchu chrześcijańskiej miłości i prawdy.

Monika Białkowska: Kiedy Ojciec zauważył, że ta gościnność poszła za daleko?

o. Samuel Pacholski: To było, zdaje się, po pielgrzymce kibiców w 2019 r. albo pielgrzymce środowisk narodowych. Wybuchały wtedy race, wznoszone były najróżniejsze hasła, spośród których: „Wielka Polska katolicka, wielka Polska narodowa” było tym najłagodniejszym. Zabrakło z naszej strony adekwatnej reakcji. Prowadziłem krótko potem dzień skupienia dla naszej wspólnoty. Korzystając z tego, że miałem do dyspozycji ambonę i że byliśmy we własnym gronie, przestrzegałem przed popełnianiem podobnych błędów. Uważałem wtedy i nadal uważam, że powinniśmy uwrażliwiać organizatorów pielgrzymek, by nie zawłaszczali tego miejsca własną tradycją i nie zachwaszczali go ideologią.

Monika Białkowska: Nie dostaliśmy wtedy jednak jednoznacznego sygnału, że Jasna Góra czy paulini się od tego odcinają. Kilka tygodni później, w kwietniu 2019 r. Młodzież Wszechpolska urządziła sobie u Was ślubowanie z wystąpieniami politycznymi. Ówczesny przeor mówił tylko, że został przez organizatorów oszukany. Trudno się dziwić, że ludzie nie ufają już Waszym deklaracjom, skoro takie historie się powtarzają, a pielgrzymi z racami powracają.

o. Samuel Pacholski: Dlatego teraz oprócz deklaracji powstał również regulamin. Niektórzy uważają, że napisany został na kolanie, po wystąpieniu pani wicepremier Emilewicz w kaplicy Cudownego Obrazu. To nieprawda. Zacząłem nad nim pracować już następnego dnia po objęciu urzędu, razem z rzecznikiem prasowym, z podprzeorami, korzystając również z pomocy biura prawnego. To słynne wystąpienie, owszem, przyspieszyło finalizację prac, ale sam regulamin był czymś, o czym mówiło się od dawna i o czym wiedziałem, że trzeba to zrobić na samym początku, żeby zasady były jasne. Wracając zaś do wystąpienia pani Emilewicz, nie zawierało ono – w mojej ocenie – treści agitacyjnych. Odwoływało się do katolickiej nauki społecznej dotyczącej przedsiębiorczości. Nieszczęśliwy był kontekst: miejsce i czas. Należało jak najszybciej zapobiec podobnym zdarzeniom, zarówno dla dobra polityków, jak też Jasnej Góry.

Monika Białkowska: Regulamin ma pokazać, kto rządzi na Jasnej Górze?

o. Samuel Pacholski: Tutaj nie chodzi o władzę. Trzeba dobrze rozumieć nasz status. Jasna Góra jest sanktuarium narodowym. Klasztor jest naszym domem, gdzie decydujemy o wszystkim (lub prawie wszystkim), będąc gospodarzami od początku do końca. Natomiast sanktuarium i „jasnogórski szczyt”, choć formalnie są własnością paulinów i Kościoła, w świadomości katolików, a nawet innych synów i córek polskiej ziemi, należą do dziedzictwa narodowego. Zawsze więc pojawiać się będzie napięcie, jak daleko możemy tę przestrzeń kształtować i na nią wpływać, a gdzie również nam, zakonnikom, może się zdarzyć próba zawłaszczania czy „prywatyzowania”. Wsparciem byłoby jednoznaczne stanowisko Episkopatu, ale wydaje się to w tych czasach niemożliwe.

Monika Białkowska: Brakuje Wam tego głosu?

o. Samuel Pacholski: Mogę mówić tylko za siebie, ale często tak – brakuje. Kiedyś takim wsparciem dla nas był prymas Wyszyński. Dziś to niemożliwe do powtórzenia, nikt nie ma takich prerogatyw jak on, działamy w innych warunkach. Ale głos Episkopatu, poczuwającego się do odpowiedzialności za Jasną Górę, byłby dla nas ważny. Powtórzę raz jeszcze: musiałby to być głos całego Episkopatu Polski.

Monika Białkowska: Wróćmy do regulaminu. Nie ma w nim żadnych sankcji. Nikt go wprost nie zakwestionował, ale skąd pewność, że ktoś nie podejmie prób jego ominięcia albo po prostu działania, jakby go nie było? Nie ściągniecie nikogo siłą z ambony. Nie wejdziecie w tłum, żeby odbierać transparenty.

o. Samuel Pacholski: Próby postawienia nas w niezręcznej sytuacji na pewno będą. Jestem o tym przekonany. Jeśli jednak mamy regulamin, to mamy się do czego odwołać. Każdy organizator pielgrzymki musi się pod nim podpisać. Jeśli go złamie – my będziemy mogli powiedzieć, że się na to nie godziliśmy. Trudno będzie wtedy zaufać sobie ponownie. Taki organizator straci reputację, wizerunek, a wiemy, że w dzisiejszym świecie to są bardzo wymierne szkody. Wszyscy chyba rozumiemy, że w życiu nie ma idealnych rozwiązań. Na razie jesteśmy po próbie generalnej, po pielgrzymce Rodziny Radia Maryja, która miała miejsce w sobotę przed drugą turą wyborów. Uważam, że organizatorzy zdali egzamin. Nie otrzymałem żadnych komunikatów sugerujących naruszenie regulaminu czy też ciszy przedwyborczej.

Monika Białkowska: Wątpliwości budzi zawarty w regulaminie zapis o zakazie głoszenia treści politycznych. Kto będzie weryfikował, co jest treścią czysto polityczną, a co jednak moralną oceną tego, co się wokół nas dzieje? Czy nie będzie tak, że „polityczne” jest to, z czym się akurat przeor czy kustosz nie zgadza – a „moralne” to, co i on sam by powiedział? Wielu pyta wprost, czy to nie jest kneblowanie kaznodziejów.

o. Samuel Pacholski: Pierwszą zasadą, którą się powinno kierować demokratyczne społeczeństwo, jest wolność słowa. Wszelkie zapędy do cenzurowania czyichś wypowiedzi to moim zdaniem bardzo niebezpieczna ścieżka. To, co jest wpisane do regulaminu, odnajdujemy w dokumentach Kościoła, we wprowadzeniu do Mszału i we wskazaniach KEP dotyczących homilii mszalnej. Niczego nowego tam nie wymyślaliśmy. Nie będziemy też nikogo prosić o konspekt kazania. Odwołujemy się do zdrowego rozsądku i dobrej woli. Zakładam, że z czasem dobry przykład stanie się tu zaraźliwy.

Monika Białkowska: O. Dariusz Kowalczyk pytał: „Czy dzisiaj, kiedy chrześcijaństwo jest systematycznie rugowane z różnych obszarów życia społecznego, z Jasnej Góry nie powinien popłynąć od czasu do czasu głos świeckich katolików, przedsiębiorców, polityków, ludzi kultury, nauczycieli? Mamy im odbierać mikrofon, bo „Wyborcza” i TVN sobie tego życzą?”.

o. Samuel Pacholski: Na Jasnej Górze jest wiele miejsc, z których taki głos może płynąć. Mamy kilka sal konferencyjnych, gdzie są organizowanie sympozja, zjazdy. Tam można mówić, co się komu żywnie podoba – oczywiście w granicach przyzwoitości. Obawy mogą budzić jedynie wypowiedzi czynnych polityków, zwłaszcza w trakcie kampanii wyborczej. Zawsze ktoś uzna to za instrumentalizację religii i miejsca kultu. Zgadzam się z o. Kowalczykiem, że głos ludzi Kościoła, nie tylko duchownych, jest w przestrzeni publicznej potrzebny. Jasna Góra jak najbardziej się do tego nadaje. Zważać należy jedynie na kontekst. Nie chciałbym również, żeby upominanie się o prawo do takich wypowiedzi szło w parze z wykluczaniem tych, którzy myślą nieco inaczej, chociaż pozostają w nurcie nauczania Kościoła katolickiego.

Monika Białkowska: Polityków na Jasną Górę zapraszacie czy oni sami tu przyjeżdżają?

o. Samuel Pacholski: Raczej oni sami informują, że przyjeżdżają. Często są zapraszani przez organizatorów konkretnych pielgrzymek. Nie mam podstaw do powiedzenia: ten pan czy ta pani nie będą mile widziani. Poza tym polityk ma prawo manifestować swoją wiarę, jak każdy inny wierzący. Tutaj potrzeba wyczucia, co wolno i wypada, co jest konieczne, a przed czym należałoby się powstrzymać.

Monika Białkowska: A nie jest problemem, że przyjeżdżają tylko niektórzy politycy – i niektórzy wierzący? Że stało się tu coś, przez co wielu uważa, że to nie jest ich teren? Z jakiegoś powodu pielgrzymują tu kibice i narodowcy, a nie Kluby „Tygodnika Powszechnego” czy Kluby Inteligencji Katolickiej. I wcale nie dlatego, że ci drudzy się nie modlą. Oni czują, że ta przestrzeń tak się upolityczniła, że ich nie wspiera. Że nie ma tu dla nich miejsca.

o. Samuel Pacholski: W tej chwili żadna grupa nie może eksponować tu żadnych haseł i treści, które są sprzeczne z przesłaniem Ewangelii. Nikt nie może też prezentować tutaj programów partyjnych. Indywidualnie przybywa wiele osób nie tylko wierzących, ale również będących na obrzeżach Kościoła albo nawet poza nim. Przybywają przywódcy państw, którzy nie są katolikami. Podczas kampanii prezydenckiej był tu niejeden kandydat na prezydenta, również bez kamer i fotoreporterów. Reszta będzie procesem. Gdybym prosił teraz, żebyśmy podali sobie ręce, pomodlili się wspólnie do Maryi i wszystko będzie dobrze, to byłoby sztuczne i niewiarygodne, byłoby zaklinaniem rzeczywistości. Potrzebujemy trochę czasu. Jasna Góra istnieje od 638 lat. Może minie rok, może kilka lat, zanim ktoś powie, że to miejsce zmienia swój charakter w tym, czego oczekujemy. Gesty są ważne, symbole też – ale dziś wiele osób nie wierzy już w gesty i symbole. Czekają na świadectwo.

W naszym społeczeństwie i w Kościele istnieje głęboki podział. Nie chciałbym, żeby on się tutaj odtwarzał. Jasna Góra to jedno z tych miejsc, w których powinny zniknąć wszelkie podziały. W czasie zaborów szli tutaj Polacy, przekraczając granice, bo dla nich to była duchowa stolica, której istnienia traktaty rozbiorowe nie były w stanie wymazać z serc. Choć upływający czas dzielił naród i te podziały boleśnie ukazały się wkrótce po odzyskaniu niepodległości, w momentach krytycznych, jak w lipcu 1920 r., rzesze przybywały do Maryi prosić o ratunek. Niebawem setna rocznica Cudu nad Wisłą. Nie zapominajmy i nie deprecjonujmy ofiary tych, którzy życiem zapłacili za wolność Ojczyzny i Kościoła w Polsce.

My, paulini, nie chcemy i nie odmawiamy obecności nikomu, kto ma potrzebę spotkania się z Matką.

www.przewodnik-katolicki.pl

o. Samuel Pacholski OSPPE
Od maja 2020 r. przeor klasztoru na Jasnej Górze, mgr lic. teologii biblijnej i pastoralnej. Zajmował się m.in. problemem lustracji w Kościele. Zanim został przeorem, od listopada 2018 r. pełnił funkcję dyrektora wydawnictwa „Paulinianum” na Jasnej Górze

Za: jasnagora.com