Czy „relacja z Jezusem” może być zagrożeniem dla Kościoła i główną przyczyną spadku liczby powołań? Tomasz Rowiński na łamach „Gościa Niedzielnego” stawia kontrowersyjną tezę, że nacisk na osobiste doświadczenie wiary odstrasza mężczyzn od seminariów. Jezuita, Dariusz Piórkowski, odpowiada na te argumenty, ostrzegając przed budowaniem sztucznych podziałów wewnątrz chrześcijaństwa. Spór o to, jak wychowywać przyszłych księży, odsłania głębokie pęknięcie w rozumieniu współczesnej katolickiej tożsamości.
Problem zaczyna się od pytania, dlaczego mężczyźni nie wybierają dziś drogi kapłańskiej. Tomasz Rowiński uważa, że winna jest „teologia, którą sami sobie głosimy”. Autor ten dzieli wierzących na dwa obozy. Pierwszy to „wiara tradycyjna”, przekazywana przez rodzinę i grupę, oparta na sakramentach i gotowych formułach modlitewnych. Drugi obóz to religia „nawróconych”, którzy szukają przede wszystkim subiektywnych przeżyć i akcentują osobiste doświadczenie wiary.
Duchowość elitarna czy bezpieczna tradycja
Według Rowińskiego w Kościele dominuje dziś trend krytykujący wiarę tradycyjną jako zrytualizowaną i niedojrzałą. Nazywa on to „duchowym elitaryzmem”, który wzywa do „trudno uchwytnej relacji” z Jezusem. Rowiński twierdzi, że taka relacja jest niebezpieczna, bo opiera się na subiektywizmie. Z kolei wiara tradycyjna ma być bezpieczniejsza, bo zawiera w sobie rzeczywistości obiektywizujące obecność Boga, jak liturgia czy sakramenty, które nie wymagają od wiernego mglistych uniesień.
To właśnie tutaj autor upatruje przyczyn kryzysu powołań. Potencjalni kandydaci na księży mają czuć się niezdolni do budowania tej „mglistej relacji” i oczekują jasnej, zapośredniczonej w rytuałach pewności. Wymaganie od nich osobistego doświadczenia Jezusa ma ich po prostu odstraszać od ołtarza. Dariusz Piórkowski poddaje tę diagnozę ostrej krytyce, zauważając, że opiera się ona na fałszywym, dualistycznym podziale na wiarę „dobrą” i „złą”.
Niebezpieczeństwo pustego rytualizmu
Prawdziwe chrześcijaństwo, jak zauważa Piórkowski, jest jednocześnie wspólnotowe i indywidualne. Przeciwstawianie wiary przekazywanej przez instytucję wierze opartej na bezpośrednim spotkaniu z Bogiem jest sztuczne. Jezuita podkreśla, że każde z tych podejść potrzebuje drugiego. Wspólnota bez miejsca dla jednostki zamienia się w ideologię, a jednostka bez wspólnoty wpada w ślepy zaułek subiektywizmu.
Przeakcentowanie wymiaru instytucjonalnego niesie ze sobą konkretne ryzyka. Może prowadzić do manipulacji, totalitaryzmu i przedmiotowego traktowania człowieka. Autor tekstu przypomina, że już prorocy w Starym Testamencie ostro krytykowali religię sprowadzoną wyłącznie do kultu i ofiar, która nie łączy się z miłością do bliźniego i szukaniem Pana. Mistycyzm nie jest więc zagrożeniem, ale ratunkiem przed zrytualizowaniem wiary, czyli nieświadomym powtarzaniem gestów.
Benedykt XVI i św. Ignacy o relacji
W dyskusji pojawiają się ważne punkty odniesienia z historii i teologii Kościoła. Dariusz Piórkowski przywołuje Benedykta XVI, który w encyklice „Deus caritas est” pisał o relacji z Jezusem podczas Eucharystii. Papież ostrzegał przed traktowaniem liturgii jako prywatnej sprawy z Bogiem. Jeśli nie dostrzegamy w niej drugiego człowieka, komunia staje się tylko „pobożnym obowiązkiem” bez miłości.
Również św. Ignacy Loyola kładł ogromny nacisk na to, by wierzący świadomie wybrał Jezusa jako swojego Pana i Mistrza. Ignacy nie odrzucał tradycyjnych form modlitwy, jak „Ojcze nasz” czy litanie, ale uczył, jak odmawiać je ze świadomością zwracania się do żywego Boga. Autor tekstu, który sam jest jezuitą, podkreśla, że jego powołanie zrodziło się zarówno z bycia ministrantem w tradycyjnej parafii, jak i z późniejszego odkrycia medytacji ignacjańskiej i osobistej modlitwy Słowem Bożym.
Babcia mistyczka pokazuje drogę
Przykładem doskonałego połączenia obu nurtów może być postać babci autora, którą nazywa on „mistyczką”. Choć codziennie odmawiała tradycyjne pacierze i chodziła na Mszę świętą, jej relacja z Bogiem objawiała się w konkretnym zaufaniu i służbie innym. To pokazuje, że osobiste doświadczenie Boga nie musi oznaczać nadzwyczajnych lewitacji czy uniesień, ale jest świadomością żywej więzi, która realizuje się zarówno w kościelnej ławce, jak i w codziennym życiu.
Dariusz Piórkowski konstatuje, że trudno zrozumieć, dlaczego kandydat na księdza miałby bać się budowania relacji z Jezusem. Zamiast szukać winnych w „duchowości relacyjnej”, warto spojrzeć na skutki sztucznych podziałów, które mogą ranić wierzących. Autor poleca lekturę książek Jamesa L. Griffitha o religii, która leczy lub szkodzi, oraz wywiad z Andrzejem Molendą „Kiedy wiara oddala od Boga”, jako ostrzeżenie przed wypaczeniami, którym ulec może każda forma pobożności – zarówno ta tradycyjna, jak i ta skupiona na przeżyciach.
Ewangelia zamieniona na paragrafy
Krytyczne głosy na temat tekstu Rowińskiego płyną zarówno od duchownych, jak i od świeckich. Jezuita Grzegorz Kramer ocenia sytuację krótko: „to efekt zamiany Ewangelii na kanoniczne paragrafy”. W dyskusji internetowej pojawiają się głosy, że lęk przed osobistą relacją z Bogiem wynika z przywiązania do struktur władzy. Krzysztof Pen zauważa, że system rzymski ubrał mechanizmy polityczne w język teologii, tworząc dystans między wiernym a Bogiem na wzór relacji poddany-imperator.
Uczestnicy dyskusji punktują, że tradycyjne sacrum bywa kopią dworu cesarskiego lub feudalnego hołdu lennego. Takie podejście chroni hierarchię, ale oddala od bliskiej relacji Ojciec-syn, o której mówił Jezus. Dla wielu komentatorów to właśnie te sztywne zasady i feudalne przywileje kasty duchownej, a nie „relacja z Jezusem”, sprawiają, że młodzi ludzie nie dają rady uczestniczyć w życiu Kościoła.
Kryzys powołań czy barier systemowych
W dyskusji pojawia się też wątek realnych przyczyn braku księży. Tomasz Wrona wskazuje, że liczba powołań wcale nie musi maleć, zmienia się jedynie ich forma. Wielu dojrzałych, żonatych mężczyzn odkrywa powołanie, ale trafia na zaporę w postaci obowiązkowego celibatu, dlatego wybierają diakonat stały. Z kolei Szymon Antczak przywołuje opinię bpa Damiana Bryla, że wielu mężczyzn wstępuje do seminariów „pobożnych, ale niekoniecznie wierzących”, a ich rolą powinno być właśnie umożliwienie im spotkania z Chrystusem.
Wojciech Janisio nazywa lęk przed nowymi formami duchowości „neofaryzeizmem i klerykalizmem”, który powraca jak bumerang. Podkreśla, że martwy język nie przywróci żywej wiary, a Chrystus od początku walczył ze skostniałymi formami. Hanna Lewandowska-Siwkiewicz dodaje ostrzegawczo, że jeśli coś jest „łatwiejsze i bezpieczne”, bo nie wymaga używania rozumu, to powinno budzić czujność wiernych.
Dariusz Piórkowski/Facebook/łs
Za: deon.pl
