– Nasza wiara powinna nas otwierać na miłość społeczną. Bóg Cię powinien do tego popchnąć. Twój Bóg, którego znasz, kochasz, czcisz, ten Bóg powinien Cię poruszyć w tę stronę – mówił kard. Grzegorz Ryś na rozpoczęcie XXXIV Kapituły Prowincjalnej Zakonu Szpitalnego Świętego Jana Bożego w Misjonarskim Ośrodku Formacyjnym „Vincentinum” w Krzeszowicach.
W czasie homilii kard. Grzegorz Ryś komentował przypowieść o miłosiernym Samarytaninie, która jest przewidziana na uroczystość św. Jana Bożego – założyciela zakonu bonifratrów. – To jest Słowo, które Was opisuje. Warto pamiętać, że ono też opisuje tak naprawdę cały Kościół – mówił metropolita krakowski, zaznaczając, że papież Paweł VI zamykając Sobór Watykański II powiedział, że „stara przypowieść o Samarytaninie jest paradygmatem relacji Kościoła do świata”.
Kardynał zauważył, że Jezus opowiedział tę przypowieść w związku z pytaniem „kto jest moim bliźnim?”. Stwierdził, że na ogół myśli się, że Chrystus uciekł od tego pytania, a właściwie je zmienił na to „kiedy człowiek okazuje się bliźnim dla drugiego?”. Metropolita zaznaczył, że Jezus daje odpowiedź na to pierwsze pytanie, kiedy mówi „pewien człowiek schodził z Jerozolimy”, a w tekście greckim mówi po prostu „anthropos” – „człowiek”. – Kto jest Twoim bliźnim? Człowiek. Człowiek każdy. Oczywiście w szczególności ten, który potrzebuje pomocy. Ale każdy człowiek jest Twoim bliźnim – mówił kardynał, podkreślając, że uczony w Piśmie stawiający to pytanie zastanawiał się nad granicami miłości – czy jest to naród, religia czy kondycja moralna? Tymczasem nie ma takiej granicy – Jezus mówiąc o miłości bliźniego zaprasza do miłości powszechnej.
Metropolita zauważył, że z tą Ewangelią bardzo dobrze koresponduje pierwsze czytanie z Trito-Izajasza, który zwraca uwagę Izraelitom powracającym z niewoli babilońskiej, że mimo pokusy zamknięcia się we własnym gronie, muszą się otworzyć w sposób powszechny, bo inaczej nie odbudują miasta, świątyni, narodu, jedności z Bogiem. – To jest to, co mówił papież Franciszek w ostatnich latach swego życia: „todos, todos, todos” – podkreślał kardynał, wskazując także na encyklikę „Fratelli tutti”, w której Ojciec Święty pisał o powszechnym braterstwie i miłości społecznej, czyli do wszystkich.
Kard. Grzegorz Ryś zwrócił uwagę, że można o takiej postawie myśleć, że jest naiwna. Zauważył, że papież Paweł VI mówiąc o tym, że Kościół wobec świata ma być jak miłosierny Samarytanin, równocześnie wskazywał na ostre napięcie między światem a Kościołem. – Chrześcijaństwo wielbi Boga, który stał się człowiekiem, a świat robi wszystko, żeby człowiekowi przyznać boskie prerogatywy – mówił metropolita krakowski. – Jezus, Paweł VI i Franciszek mówią nam, że argumentów do tego, żeby kochać wszystkich nie znajdziesz w świecie. W świecie znajdziesz wszystkie kontrargumenty. Świat Cię nienawidzi, doznasz tego. Ale argumentem powinna być Twoja własna wiara – podkreślał kardynał. – Nasza wiara powinna nas otwierać na miłość społeczną. Bóg Cię powinien do tego popchnąć. Twój Bóg, którego znasz, kochasz, czcisz, ten Bóg powinien Cię poruszyć w tę stronę – dodawał.
Zauważył, że ludźmi, którzy nie są poruszeni w tym kierunku są kapłan i lewita, którzy schodzą z Jerozolimy, czyli najpewniej odprawiali obrzędy w świątyni, ale ta liturgia nic z nimi nie zrobiła. – Mamy dwóch ludzi, których wiara powinna popychać do miłości. (…) Są głusi na Słowo Boże – mówił kardynał, wskazując, że Stary Testament jest pełen wezwań Boga, który mówi, że kult nie ma sensu, gdy człowiek postępuje bez miłości wobec drugiego. Metropolita zwrócił uwagę, że Samarytanin na pewno nie był w świątyni, ale na rany pobitego człowieka wylewa oliwę i wino, czyli płyny, których używano w świątyni do składania ofiar. – Jezus wyraźnie pokazuje, że ten człowiek spełniał prawdziwy kult i że znalazł niezwykły ołtarz i niezwykłą ofiarę, którą jest ten pobity człowiek – podkreślał, zauważając, że Samarytanin wypełnił przykazanie miłości, które poleca kochać „z całej duszy, ze wszystkich sił i z całego serca, całym umysłem”. – On angażuje się nie połowicznie, nie tylko do jakiegoś etapu, tylko ponad miarę, na całego – zaznaczył.
Polecił też braciom do medytacji tekst Izajasza: „Jeśli podasz twój chleb zgłodniałemu i nakarmisz duszę przygnębioną”. – Czym możesz nakarmić duszę przygnębionego? Nie bułką z szynką! (…) Jeśli masz do czynienia z kimś, kto jest przygnębiony w duszy, to musisz mu podać taki chleb, który jest twoją duszą – mówił metropolita krakowski.
Zauważył, że Kościół starożytny zawsze widział w miłosiernym Samarytaninie Chrystusa. – On jest taki. On w ten sposób postępuje. On jest dla wszystkich. On jest dla wszystkich na całego. On nie stawia żadnych granic, które by wynikały z narodowości, z przynależności, z wyznania wiary, z kondycji moralnej – mówił, zaznaczając, że czytając w tym kontekście tę przypowieść trzeba się zobaczyć w pobitym człowieku. – Pobili mnie, okradli, odarli. Jestem goły, ledwie żywy. A Ten się przy mnie zatrzymał i zrobił wszystko, żebym z tego stanu został wyprowadzony. A teraz mi mówi: rób tak jak ja – zakończył kard. Grzegorz Ryś.
Metropolita krakowski został poproszony przez bonifratrów o wygłoszenie konferencji na temat męstwa na rozpoczęcie kapituły prowincjalnej. Na początku zwrócił uwagę, że Słowo Boże zupełnie inaczej patrzy na męstwo niż świat, w którym za mężnego uważa się człowieka, który niczego się nie boi. Zauważył, że w Starym Testamencie jest dwóch ludzi, którzy wprost usłyszeli polecenie „bądź mężny”. Pierwszym jest Jozue, który usłyszał to kilkakrotnie od Mojżesza, a drugim Salomon, który dostał takie polecenie od swojego ojca Dawida. Kardynał stwierdził, że mimo różnych kontekstów obie sytuacje są dość podobne.
Jozue dostaje to polecenie od odchodzącego Mojżesza w kontekście wprowadzenia Izraela do Kanaanu po 40 latach wędrówki przez pustynię. Z kolei Salomon u progu swojej władzy słyszy to wezwanie od ojca, który poleca mu zbudować świątynię. Tak jak Mojżesz nie wprowadził Izraela do Ziemi Obiecanej, tak Dawid nie wybudował świątyni. Te zadania zlecają swoim następcom i mówią im: „bądź mężny i mocny”. Metropolita krakowski zauważył, że podobieństwo między Jozuem i Salomonem polega na tym, że obaj w tej sytuacji mają prawo powiedzieć „to nie jest na moje siły” – mają prawo się bać. – To jest właściwie reguła, że w Piśmie Świętym mężnymi ludźmi okazują się ci, którzy wiedzą, że są mali i słabi. Ci się okazują mężni – mówił kardynał, wskazując też na przykłady Judyty, Estery czy męczenników takich jak św. Polikarp. – Męstwo to nie jest postawa tych, którzy wierzą we własne siły. Męstwo nie ma nic wspólnego z poczuciem pewności siebie: „wiem, umiem, potrafię, wyćwiczyłem, mam siły, zrobię, więc wchodzę w każde przeciwieństwo” – dodawał.
Zwrócił uwagę, że męstwo jest jednym z siedmiu darów Ducha Świętego. Wskazał na dwa jego wymiary. Po pierwsze męstwo jest wiarą w Boga. – Chodzi o taką wiarę w Boga, która jest także pełnym wobec Boga zaufaniem – zaznaczył, wyjaśniając, że takie zaufanie sprawia, że idę ku Bogu, że staję się do Niego podobny, że przejmuję Jego myślenie i działanie. Przykładem takiej wiary jest św. Paweł, który zdecydował się zostać i głosić Ewangelię w Koryncie, gdy doświadczał niepowodzeń, ale zaufał Jezusowi, który objawił mu się we śnie, co zostało opisane w 18. rozdziale Dziejów Apostolskich. – Męstwo jest formą wiary, która jest ufnością do Boga, która ku Bogu popycha. (…) Człowiek, przy całym swoim strachu, jeśli się oprze na Panu, to potrafi odnaleźć w sobie męstwo, które jest darem. Nie jest z niego. (…) Męstwo najpierw jest wiarą w Boga, Bogu i ku Bogu – podsumował kardynał.
Drugi wymiar męstwa jako daru Ducha Świętego to forma miłości. – Męstwo jest miłością. Nie jest brakiem strachu. Boisz się. A czemu to robisz? No bo kochasz – mówił metropolita, wskazując na przykład Estery, która – mimo strachu – poszła do króla, bo kochała swój naród. Kard. Ryś odwołał się do kard. Antoniego Tagle, który w tym kontekście wskazywał na przykład Maryi pod krzyżem. – Maryja była pod krzyżem, ponieważ miała w sobie miłość do Syna. Potrafiła przekroczyć każdy strach, żeby być przy Nim. Męstwo jest miłością. Nie chodzi o to, że się nie boję. Boję się, ale miłość pozwala mi zrobić to, co ważne – mówił metropolita krakowski.
– Jak chcecie być mężni, zwłaszcza wobec takich sytuacji, które was przerastają, albo macie już doświadczenie, że raz próbowaliście i…[nic], to zanim zaczniecie to robić, to tak długo klęczcie przed Panem Jezusem, aż Mu zdążycie powiedzieć „ufam Tobie”. Jak nabierzecie przekonania, że to, o co Wam chodzi, jest adresatem Waszej miłości, to możecie iść w ciemno. Nawet z największym strachem. Wtedy będziecie autentycznie mężni po Bożemu – podsumował kardynał.
Prowincjał bonifratrów, br. Franciszek Salezy Chmiel OH podziękował kard. Grzegorzowi Rysiowi za wygłoszoną konferencję. – Szpitalnictwo w zmieniającym się świecie naprawdę wymaga odwagi. Są takie obszary, które są zaniedbane albo są bardzo trudne do realizacji. Przez te kilka dni będziemy dotykać tych tematów i przez pryzmat tych słów też starać się znaleźć na nie odpowiedzi, żeby być adekwatnym do naszej misji. (…) Będziemy bonifratrami, dla których człowiek jest ważny i będziemy się starali wypełnić Twoje życzenia – dziękował kardynałowi.
Za: www.diecezja.pl
