Lekarz, ksiądz, kapelan – Rozmowa z o. Jerzym Hanselem SJ – kapelanem szpitala w Opolu

Proszę ojca, czym jest posługa kapelana?

Praca kapelana szpitalnego to jedna z form pracy kapłańskiej. Kapelan ma codzienny kontakt z ludzkim cierpieniem, z ludzką tragedią, nie tylko samych pacjentów, ale również ich rodzin. Pacjenci zadają nierzadko trudne pytania: dlaczego mnie to spotkało, dlaczego muszę tak cierpieć, dlaczego muszę odejść z tego świata? Oczywiście, nie ma łatwych odpowiedzi na takie pytania.

Na co dzień spotyka ojciec pacjentów wierzących i niewierzących – czy zauważa ojciec różnicę w ich podejściu do cierpienia?

Św. Jan Paweł II powiedział kiedyś, że „cierpienie samo w sobie nie jest największym problemem, ale bezsens cierpienia”. W przeżywaniu choroby, cierpienia można dostrzec dużą różnicę między tymi, którzy są ludźmi głęboko wierzącymi w Boga, a ludźmi niewierzącymi.

Choroba, cierpienie dla ludzi niewierzących jest – posługując się słowami św. Pawła – głupstwem i zgorszeniem; jest rzeczywistością, której się nie chce i w żaden sposób nie akceptuje. Dla osoby wierzącej, ale naprawdę z głębi serca wierzącej, choroba i cierpienie nie są przypadkiem, nie są bezsensem, są raczej mądrością i mocą Bożą.

Czy w takim razie chrześcijanin powinien się w ogóle modlić o wyzdrowienie?

Oczywiście mamy modlić się o zdrowie, o pomyślny przebieg operacji, ale jeśli choroba utrzymuje się nadal i to przez dłuższy czas, to nie można wykluczyć, że jest to dopust Boży. Wtedy chory człowiek ma udział w Krzyżu Chrystusa, a jak ma udział w Krzyżu Chrystusa to i w zbawieniu swoim i całego świata.

Świat potrzebuje nawrócenia, a do tego potrzeba modlitwy i ofiary. Dlatego Matka Boża w Fatimie prosiła trójkę pastuszków: Franciszka, Hiacyntę i Łucję właśnie o modlitwę, zwłaszcza różańcową i o ofiary w intencji wynagradzania Jej Niepokalanemu Sercu i w intencji nawrócenia grzeszników. To wezwanie Matki Bożej jest ciągle aktualne, aż do skończenia świata.

Głęboka wiara jest ogromną pomocą w przeżywaniu choroby, cierpienia dla pacjentów i dla ich rodzin, zwłaszcza w przeżywaniu okresu terminalnego. Smutek, łzy są obecne, ale z twarzy, oczu pacjenta i jego bliskich emanuje głęboki pokój, nadzieja, miłość, czego nie mogę stwierdzić u osób niewierzących.

Jest ojciec lekarzem z wykształcenia i kapłanem czy te dwie role się uzupełniają w ojca przypadku?

Moje doświadczenie studiów medycznych i paroletniej pracy lekarskiej, choć już bardzo odległe, jest pomocne w pracy kapelana szpitalnego z tej racji, że środowisko szpitalno-medyczne nie jest dla mnie czymś obcym, czymś zupełnie nieznanym. Nawet jeśli nie pracowało się wiele lat w tym zawodzie, to jednak atmosfera szpitala, problemy pacjentów, terminologia, objawy chorób, metody diagnostyczne pozostają jakoś znane. Spotykam nawet znajomych, z którymi kiedyś studiowałem, to też okazuje się miłe i przydatne.

Proszę nam na koniec powiedzieć, co najbardziej ojca poruszyło, zainspirowało w posłudze kapelana – jakieś konkretne wydarzenie… 

Przypominam sobie pacjenta, którego rokowania były  złe, ale można było z nim rozmawiać. Ilekroć proponowałem mu Spowiedź św., Sakrament chorych, Komunię św., czy po prostu rozmowę, spotykała mnie zdecydowana, wręcz szorstka, odmowa. Po kilku wizytach dałem sobie spokój i przestałem go odwiedzać.

Minęło parę dni i przechodziłem koło jego sali. Stała przed drzwiami kobieta, która prosiła mnie, abym koniecznie porozmawiał z jej bratem, bo stan jego zdrowia się wyraźnie pogorszył. Odpowiedziałem jej, że on nie chce ze mną rozmawiać i że jeśli ona przekona go do rozmowy ze mną, to oczywiście odwiedzę go. I tak się stało.

Początkowo rozmowa się nie kleiła, był bardzo zamknięty. Przed Spowiedzią św. powiedział mi, że za czasów PRL-u pracował wiele lat w służbach walczących z Kościołem i z księżmi; choć jest niewierzący, to jednak chce się wyspowiadać tak jak potrafi, bo boi się śmierci i tego, co po niej nastąpi.

Prosił mnie o jakąś książkę, która pomogłaby mu w przygotowaniu się do Spowiedzi św. Przyniosłem mu „Dzienniczek” św. Faustyny Kowalskiej, ale poradziłem, aby nie czytał całej książki lecz tylko to, co było zaznaczone.

Po kilku dniach powiedział mi następujące słowa: „jeśli obraz Boga przedstawiony w «Dzienniczku» jest prawdziwy, to jego życie okazuje się jedną wielką porażką”. Nie miał pojęcia o tym, że Bóg jest Miłością i Miłosierdziem, że kocha każdego człowieka, nawet takiego jak on… Mówił, że jest mu ogromnie wstyd, że walczył z Bogiem i ludźmi, którzy Go kochają. Gdyby miał prawdziwy obraz Boga, taki jaki jest w tej książce, nigdy nie prowadziłby takiego życia.

Wyspowiadał się, przyjął Sakrament chorych, Komunię św., odprawiłem Mszę św. w jego intencji i po dwóch dniach zmarł. Myślę, że to jest najczęstszy problem pacjentów, którzy deklarują się jako niewierzący: mają niewłaściwy czyli fałszywy obraz Boga, religii, Kościoła.

Za: www.jezuici.pl