Od pewnego czasu, gromadząc się każdego miesiąca na modlitwie w intencji Ojczyzny, przywołujemy męczenników jezuickich. Dziś stawmy sobie przed oczy tych, którzy polegli z rąk Kozaków.
Otóż gdy koronę polską przyjął w 1648 r. król Jan Kazimierz trwała wojna polsko-kozacka, a potem wywiązały przeciw Rzeczypospolitej wojny kozacko-tatarska i kozacko-moskiewska. Żniwo śmierci ponieśli w czasie tych wojen liczni jezuici, znienawidzeni jako wyznawcy Chrystusa i krzewiciele unii.
Już w 1648 r. „rozegnane zostały przez czerń – notuje historyk ks. Stanisław Załęski SJ – okrutne sceny, gdyż nie tylko zakonnikom, ale i ołtarzom, grobom i trumnom nie przepuszczono: pierwszych uśmiercano wśród tortur, a ołtarze, groby i trumny bezczeszczono i palono. W Perejasławiu zamordowany był chory starzec, brat Maciej z Przasnysza; w Kijowie zastrzelony był o. Śmiałkowicz i srodze zamęczony o. Walenty Radymiński; w Ksawerowie, męczeni i zasieczeni byli stary misyonarz Walenty Stopecyusz i brat Adam Panderkowicz; w Ostrogu, gdzie czerń 12 dni hulała, zamordowano o. Abrahama Boruchowskiego i brata Piotra Gołębowicza; w Winnicy zarąbany został o. Maurycy Paczanowski”.
Nie wiele wiemy o personaliach tych męczenników, ale wiemy to, co najważniejsze: pozostali oni świadkami Jezusa i synami Kościoła, w wierności jezuickiej profesji zakonnej. Wszak ślubowali swemu Panu wierność „na życie i na śmierć!”. I pozostali tym ślubom zawsze wierni. Uczmy się od nich podobnej wierności naszym zobowiązaniom życiowym i chrześcijańskim.
o. Szczepan T. Praśkiewicz OCD
Nasz Dziennik, 4 marca 2026, s. 10.
Rys. wykonały Karmelitanki Bose z Islandii.
