Dziewięć dni modlitwy, Eucharystii, pielgrzymowania i spotkań – zakończył się tegoroczny Wielki Odpust ku czci Matki Bożej Zwycięskiej w Odporyszowie. Od 7 do 15 września nasze sanktuarium ponownie stało się miejscem, do którego przybywali parafianie i pielgrzymi z całego regionu, powierzając Maryi swoje rodziny, pracę, zdrowie, powołanie i codzienne troski.
Odpust rozpoczęła 7 września tradycyjna procesja różańcowa do kaplicy Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny na cmentarzu. Eucharystii inaugurującej odpust przewodniczył biskup tarnowski Andrzej Jeż. Tego samego dnia późnym wieczorem pielgrzymi wyruszyli do Studzienki, gdzie o północy sprawowana była Pasterka Maryjna. W uroczystość Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, 8 września, poświęcono ziarno siewne, a do Odporyszowa dotarli m.in. pielgrzymi z Żabna i Dąbrowy Tarnowskiej.
Różne intencje, jedna Matka
Każdy z kolejnych dni miał własną intencję. Modliliśmy się za małżeństwa i rodziny, za Kościół, Ojca Świętego, Ojczyznę i służących Polsce, rolników, osoby zmagające się z uzależnieniami, o nowe powołania kapłańskie i zakonne. Ważnym momentem był Dzień Chorych, przypadający w tym roku w święto Podwyższenia Krzyża Świętego, podczas którego Eucharystie połączono z udzielaniem sakramentu namaszczenia chorych. Każdego dnia wieczorem odbywał wieczorny Apel Maryjny.
Odpust zakończył się 15 września Dniem Czcicieli Niepokalanej. Przez cały odpust nauki rekolekcyjne głosił ks. Łukasz Patoń CM – proboszcz Parafii Zesłania Ducha Świętego w Sopocie.
Na zakończenie odpustu kaznodzieja mówił:
Obraz zostanie zasłonięty, ale Maryja nie może pozostać tylko tutaj. Chcemy wrócić do naszych domów z Nią, z tym wszystkim, czego przez te dni doświadczyliśmy, i przede wszystkim z decyzją, że spotkanie z Bogiem ma coś zmienić w naszym życiu.
Co zabieram ze sobą z sanktuarium?
Ks. Patoń przypomniał, że odpust nie może pozostać jedynie pięknym religijnym przeżyciem, coroczną tradycją czy wspomnieniem kilku intensywnych dni. Jego prawdziwy owoc powinien ujawnić się dopiero później – po powrocie do zwyczajnych obowiązków. Może nim być pojednanie z drugim człowiekiem, powrót do modlitwy i sakramentów, rozpoczęcie walki z uzależnieniem, troska o małżeństwo, ważna rozmowa z dzieckiem, czy odważniejsze rozeznawanie życiowego powołania. Stąd pytanie postawione uczestnikom na zakończenie: „Co zabieram w tym roku ze sobą z Sanktuarium Matki Bożej Zwycięskiej w Odporyszowie?”
Szczególnie osobisty charakter miała część homilii poświęcona samemu sanktuarium. Kaznodzieja, pochodzący z Odporyszowa, wspominał miejsce znane mu od dzieciństwa oraz dzień, w którym 16 września 2000 roku wyjechał stąd do seminarium. Po latach – jak mówił – w tych samych murach widzi już nie tylko kościół i obraz Matki Bożej, ale modlitwę całych pokoleń: matek proszących za dzieci, małżonków, ludzi chorych i samotnych, tych, którzy przychodzili prosić o pomoc, i tych, którzy wracali, by za nią dziękować.
Byle nie przegrać Jezusa
To właśnie wiara przekazywana przez pokolenia tworzy szczególny charakter odporyszowskiego sanktuarium. Nie wystarczy jednak – podkreślono w homilii – jedynie odziedziczyć tradycję po rodzicach czy dziadkach. Każde pokolenie i każdy człowiek musi osobiście odpowiedzieć na pytanie o swoją relację z Chrystusem. Maryja zaś, czczona tutaj jako Zwycięska Pani, nie zatrzymuje pielgrzymów na sobie, ale prowadzi ich do Jezusa.
Zwycięstwo dobra nad złem w naszym życiu, o które prosiliśmy w ostatnich dniach, ono nie okaże się wygraną dzisiaj i tutaj, podczas samych uroczystości, Ono okaże się skuteczne później, w codziennym życiu.
Dlatego chcę wrócić do pytania, od którego rozpoczęliśmy nasz odpust: „Jakiego zwycięstwa potrzebuję?”
Nie muszę wygrać wszystkiego. Nie muszę zawsze mieć racji. Nie muszę mieć idealnego życia ani rozwiązać wszystkich problemów. Muszę natomiast zrobić wszystko, żeby w życiu nie przegrać Jezusa.
Ksiądz Łukasz zakończył kazanie modlitwą:
Matko Boża Zwycięska, kiedy przyjdzie w naszym życiu krzyż, przypomnij nam, że krzyż nie jest końcem. Kiedy przyjdzie noc, przypomnij nam, że po nocy przychodzi poranek. Kiedy przyjdzie cierpienie, przypomnij nam, że Chrystus cierpiał pierwszy i że nie zostawia człowieka samego. A kiedy przyjdzie śmierć, przypomnij nam, że grób nie ma ostatniego słowa. Bo ostatnie słowo należy do Boga. Ostatnie słowo ma Miłość. Dlatego wracając z Odporyszowa, zabierzmy ze sobą nie tylko wspomnienie tych dziewięciu dni, ale choćby jedną decyzję, która zbliży nas do Boga. Maryjo Zwycięska, Matko naszych rodzin, Matko Kościoła, Matko Bolesna i Niepokalana, prowadź nas do Jezusa. Amen.
