O. Piotr Kropisz SJ: musimy teraz być ludźmi dającymi nadzieję

W czasie epidemii wszyscy doświadczamy ograniczeń. Są one okazją do poznania lepiej siebie w kryzysowej sytuacji. To dla wierzących okazja do szczególnego świadectwa wiary. Teraz musimy być ludźmi dającymi nadzieję! Nie będziemy jej mieli w sobie, jeśli utracimy kontakt z Jezusem. Sztuką jest pozostać posłusznymi epidemiologom i władzom państwowym, a zarazem szukać okazji do niesienia pomocy – pisze w komentarzu dla KAI o. Piotr Kropisz SJ, rekolekcjonista prowadzący w mediach społecznościowych videoblogi ewangelizacyjne.

Poniżej komentarz o. Piotra Kropisza SJ:

Jak żyć w czasach koronawirusa? Jak najlepiej wykorzystać czas kwarantanny?

Żyjmy mądrze: bez paniki, ale z rozsądnymi środkami ostrożności. Wszyscy doświadczamy ograniczeń. Są one okazją do poznania lepiej siebie w kryzysowej sytuacji. To dla wierzących okazja do szczególnego świadectwa wiary – teraz potrzeba, żebyśmy byli ludźmi dającymi nadzieję! Nie będziemy jej mieli w sobie, jeśli utracimy kontakt z Jezusem. Sztuką jest pozostać posłusznymi epidemiologom i władzom państwowym, a zarazem szukać okazji do niesienia pomocy. Słyszę od znajomych sióstr Służebniczek z Lubonia, że szyją maseczki ochronne. Moja wspólnota angażuje się między innymi w rozmowy indywidualne przez internet z osobami odprawiającymi internetowe rekolekcje. Terapeuci działają przez telefony i Skype. Siedzenie w domu nie musi oznaczać bezczynności. Ci, którzy modlą się za chorych, za służbę zdrowia, robią również bardzo dużo! Możemy być bliżej siebie, mimo tego, że musimy fizycznie trzymać się od siebie daleko.

Część osób ma więcej zadań w tym szczególnym czasie. Wielu innych – mnóstwo godzin do zagospodarowania. I tu pojawia się fantastyczna okazja do spędzenia czasu z Bogiem, żeby wykorzystać “podarowany” czas na głębszą refleksję, czytanie Pisma Świętego, niepospieszną modlitwę. Sieci komórkowe raportują o wzroście połączeń głosowych – może to okazja zadzwonić do kogoś, z kim nie rozmawialiśmy bardzo dawno?

Jak realizować życie duchowe całej rodziny w obliczu zintensyfikowanego łączenia pracy zdalnej z edukacją domową dzieci?

Wiem od znajomych rodziców, że te dni są wyzwaniem, szczególnie, kiedy mowa o mniejszych dzieciach. Pracujący zdalnie nie mogą oddzielić łatwo czasu pracy od czasu z rodziną. Wyobrażam sobie, że może to być okazja do przewartościowania sposobu budowania rodzinnych relacji, poznania siebie lepiej w innych okolicznościach i nauki wzajemnego szacunku. Dobrze, żeby nie umknęło, że to szczególny, kryzysowy czas, który minie. Nie chcemy skupiać się na szukaniu winnych stanu, w którym jesteśmy, bo edukacja domowa jest ogromnym wyzwaniem dla nauczycieli, rodziców, jak i samych dzieci. Wszyscy są w sytuacji dalekiej od optymalnej. Z możliwym spokojem warto szukać najlepszych rozwiązań w takich okolicznościach, jakie mamy.

Zróbmy to, co jest w naszym zasięgu, każdy w swojej roli. I czekajmy na dalszy rozwój wypadków, bo przecież dziś nikt z nas nie wie, jak długo potrwa taki stan…

Jakim wyzwaniem dla Kościoła – zarówno instytucjonalnego, jak i inicjatyw oddolnych – jest owo nieco wymuszone przeniesienie się sieci, nawet jeśli Kościół już w niej z powodzeniem od dawna funkcjonuje?

Obserwuję działanie Kościoła w sieci uważnie od lat. Nie mieliśmy nigdy takiej mobilizacji jak w ostatnich dniach! Jestem zaskoczony ilością inicjatyw, transmisji na żywo, komentarzy do czytań mszalnych, prowadzonych modlitw itp. Jako, że wiele z tych inicjatyw jest pierwszymi próbami tego typu, jakość techniczna bywa słaba, tyle, że to w tym momencie drugorzędne.

Bez ruszania się z domu można pomodlić się na Drodze Krzyżowej z osobami ze swojej wspólnoty czy posłuchać kazania swojego proboszcza. Póki co, oceniam bardzo pozytywnie obecność katolików w sieci, i świeckich, i duchownych – kto chce, znajdzie w sieci wsparcie i otuchę. Ważne w nowej sytuacji jest to, aby być we wspólnocie, która może być tym bardziej duchowa ze względu na ograniczenie spotkań. Przewiduję, że wiele osób – ośmielonych w te dni – będzie próbowało kontynuować obecność w internecie po wyciszeniu epidemii.

Dziś wyraźniej widać, że media społecznościowe i kontakt w sieci jest ogromną szansą dla Kościoła, żeby dotrzeć do wszystkich z Dobrą Nowiną. Pandemia prędzej czy później się skończy i wrócimy fizycznie do kościołów, ale nasza misja zaniesienia nadziei związanej ze Zmartwychwstaniem Jezusa będzie trwała. Przypuszczam, że pozostanie nam większa śmiałość w korzystaniu z mediów społecznościowych dla dzieła ewangelizacji.

Za: www.ekai.pl