Maryja w Kibeho mówiła, że ludzie są jak kwiaty. Nie było w tym zdrobnienia ani czułostkowości. Była prawda.
W objawieniach w Rwandzie pokazywała pole kwiatów: jedne świeże, inne przywiędłe, jeszcze inne ledwie trzymające się życia. I tłumaczyła, że to ludzie. Ich serca. Ich odpowiedzi. Ich relacja z Bogiem. Prosiła, by te kwiaty podlewać – modlitwą, nawróceniem, miłosierdziem. Ten obraz wraca niespodziewanie wtedy, gdy patrzy się na Kościół nie od strony nagłówków, ale od środka. Kwietnymi łąkami Kościoła są osoby konsekrowane, których różnorodność nigdy nie jest chaosem, ale lądem miłości.
7 lutego w domu macierzystym Karmelitanek Dzieciątka Jezus w Sosnowcu odbył się diecezjalny dzień życia konsekrowanego. Przy trwającej peregrynacji Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej spotkały się osoby konsekrowane diecezji sosnowieckiej – jak podkreślał biskup Artur Ważny, był to czas wdzięczności za powołanie, za charyzmaty i za siebie nawzajem.
W homilii biskupa usłyszeliśmy:
„Każde życie potrzebuje oddychania Bożym powietrzem. Potrzeba pustyni” – mówił.
I dodał zdanie, które zostaje w sercu:
„Najdłuższa pustynia to trzydzieści lat w Nazarecie – Maryja wyszła na pustynię codzienności z Jezusem”.
Pustynia nie kojarzy się z kwiatami. A jednak to tam uczą się one przetrwania. Bóg pokazuje, że życie rodzi się nie tylko w momentach nadzwyczajnych, ale przede wszystkim w wierności temu, co zwyczajne.
Osoby konsekrowane znają tę pustynię dobrze. Znają rytm dni, które nie przynoszą spektakularnych owoców. Znają ciszę, w której „po ludzku” nic się nie wydarza. I właśnie dlatego są jak system korzeni.
„Życie konsekrowane jest systemem ukorzeniania życia duchowego całego Kościoła” – mówił bp Ważny.
Korzeni nie widać. Nie robi się im zdjęć. Nie zbierają oklasków. A jednak to one decydują, czy cokolwiek przetrwa suszę. Czy ogród nie zamieni się w pustynię.
Maryja w Kibeho pokazywała pole kwiatów, które rozszerzało się wraz z nawróceniem ludzi. W Sosnowcu widać było to samo. W twarzach, które nie muszą niczego udowadniać. W powołaniach, które nie są ucieczką od świata, ale jednym z jego najgłębszych sensów.
„Bądźmy dla świata echem tego, co Bóg czyni” – zachęcał biskup.
„Świat potrzebuje ludzi, którzy patrzą z perspektywy wiary. Którzy potrafią zobaczyć dobro i zbierać jego okruchy”. To także język Kibeho. Maryja uczyła, że nawet zwiędły kwiat nie jest stracony. Że wystarczy woda. Że wystarczy ktoś, kto się pochyli.
Po Eucharystii była agapa. Zwyczajna. Taka, która nie potrzebuje opisu. Był czas na wspólną fotografię, rozmowy i radość spotkania.
Kwietne łąki Kościoła – cudownie, że jesteście.
