Home WiadomościZ kraju Świece, mydła i nadzieja. Pracownia u albertynek wspiera chorych i starszych

Świece, mydła i nadzieja. Pracownia u albertynek wspiera chorych i starszych

Redakcja

W klasztorze sióstr albertynek w Opalenicy działa niewielka pracownia rękodzieła. Powstają tam figurki z gipsu, mydła i świece. Przedmioty można później nabyć podczas spotkań w parafiach i na kiermaszach, składając przy tym dobrowolną ofiarę. Zebrane w ten sposób środki przeznaczane są na funkcjonowanie Przytuliska św. Brata Alberta w Opalenicy.

Pracownię prowadzi siostra Dobrawa Korzeniewska. Jak mówi, to miejsce ma kilka funkcji. Jest przestrzenią pracy, ale także spotkania z wolontariuszami i osobami związanymi z przytuliskiem. – Ta pracownia jest dla mnie również odskocznią od innych obowiązków. Kiedy przychodzę tutaj i zaczynam pracować, zajmuję się czymś bardzo konkretnym, jestem skupiona tylko na tym. Wychodzę stąd z innym nastawieniem, niż to, które miałam na wejściu. To jest dla mnie zajęcie, które porządkuje myślenie i daje chwilę skupienia. Myślę, że taka przestrzeń pracy jest potrzebna każdemu – mówi siostra Dobrawa.

Praca jako część charyzmatu

Siostra Dobrawa wyjaśnia, że pomysł pracowni nie pojawił się przypadkiem. Jest związany z duchowością zgromadzenia i z działalnością św. Brata Alberta. – W naszym zgromadzeniu często wracamy do tego, w jaki sposób Brat Albert pracował z osobami, które znajdowały się w trudnej sytuacji życiowej. On nie ograniczał się do udzielania im pomocy materialnej. Uczył ludzi pracy. W jego domach funkcjonowały warsztaty, w których zajmowano się m.in. produkcją mebli, tkactwem, haftowaniem, gotowaniem. Te czynności były potrzebne, ale miały też znaczenie wychowawcze. Człowiek, który coś robi, ma poczucie, że jest potrzebny.

W Opalenicy nie chodzi o dużą produkcję, lecz o pracę, która daje również poczucie wspólnoty. Do wyrobu świec i figurek gipsowych włączają się zarówno pracownicy przytuliska, jak i jego podopieczni, którymi są osoby starsze. Czasem razem z nimi rękodzieła ozdabiają też wolontariusze. Nawet jeśli ktoś może zrobić tylko jedną drobną rzecz, to i tak jest to element całego procesu. Czasem ktoś przykleja etykietę na słoik albo wkłada świecę do woreczka. Z pozoru to niewielka czynność, ale gdy patrzy się na cały proces przygotowania produktu, okazuje się, że takich elementów jest wiele. Gdyby jedna osoba miała zrobić wszystko sama, zajęłoby jej to bardzo dużo czasu. A kiedy te czynności są rozdzielone, wszystko dzieje się o wiele szybciej.

Krok po kroku

Pomysł na powstanie pracowni rozwijał się stopniowo. – Jestem w naszej prowincji odpowiedzialna za animację powołań i promocję charyzmatu św. Brata Alberta. To oznacza, że odwiedzam różne parafie i środowiska, opowiadam o naszej działalności i o tym, jak wygląda życie w zgromadzeniu. Z czasem pojawiła się myśl, że skoro już jadę do takiego miejsca, to można też zaproponować coś konkretnego, co będzie związane z naszym domem w Opalenicy. Z jednej strony będzie to wsparcie dla naszego przytuliska, a z drugiej – doskonała pamiątka, którą można nawet wręczyć komuś na prezent.

Pierwsze pomysły na wykonywanie rękodzieła w opalenickim klasztorze pojawiły się w 2022 roku, w czasie jubileuszu prowincji. – Wydałyśmy wtedy książkę o historii naszej prowincji. Był w niej opis różnych placówek, także tych, które już nie istnieją. Pomyślałyśmy, że warto odwiedzić parafie związane z tymi miejscami. Chciałyśmy podziękować ludziom za to, że przez lata wspierali obecność sióstr albertynek w ich wspólnotach. Przy okazji pojawiła się myśl, żeby przygotować coś, co będzie można zabrać jako pamiątkę z tego spotkania.

Wtedy powstały pierwsze różańce i drobne przedmioty. W tym samym czasie albertynki dostały partię oliwy z oliwek, która miała dość krótki termin przydatności. Wiedziały, że nie wykorzystają jej w kuchni. Nie chciały jej też wyrzucać. Wtedy siostra Dobrawa przypomniała sobie, że kiedyś, gdy pracował z dziećmi w świetlicy, spotkała wolontariuszkę, która robiła mydło z oliwy. Pomyślała więc, że można spróbować zrobić coś podobnego.

– Tak powstały nasze pierwsze mydła. Było to proste mydło z oliwy z oliwek. Nie dodawałyśmy wtedy i wciąż nie dodajemy tam żadnych chemicznych składników poza tymi, które są konieczne do samego procesu. I okazało się, że ludzie bardzo się tym zainteresowali. Sam fakt, że mydło jest robione ręcznie przez siostry, jest dla wielu osób czymś ciekawym – opowiada moja rozmówczyni.

Pracownia w klasztorze

– Nasz dom w Opalenicy jest placówką, która musi sama troszczyć się o swoje utrzymanie. Oczywiście, staramy się szukać sponsorów i różnych form wsparcia, ale potrzebne są też inne źródła dochodu. Dlatego pomysł rękodzieła okazał się praktyczny. Skoro odwiedzamy parafie i opowiadamy o naszej działalności, możemy też zaproponować ludziom coś, co powstało tutaj, w naszym domu – wyjaśnia albertynka.

Na początku prace odbywały się w różnych miejscach klasztoru. – Nie miałyśmy jednego pomieszczenia. Czasem pracowałyśmy w kotłowni, czasem gdzieś w kącie innego pomieszczenia. To nie było wygodne, bo wszystko trzeba było ciągle przenosić i sprzątać. Kiedy zobaczyłyśmy, że zainteresowanie jest większe, zdecydowałyśmy się przeznaczyć jedno pomieszczenie na pracownię i w końcu mamy wszystkie materiały w jednym miejscu.

W pracowni wykorzystywane są różne materiały. Część z nich pochodzi z rzeczy, które ktoś przynosi do klasztoru, są to na przykład słoiki po musztardzie czy też kartoniki po mleku.

– Staramy się wykorzystywać przedmioty, które można użyć ponownie. Czasem są to słoiki, czasem stare filiżanki albo inne drobiazgi. Jeśli coś nadaje się do wykorzystania, nie wyrzucamy tego. Próbujemy znaleźć dla tego nowe zastosowanie.

Tak powstają między innymi świeczniki i dekoracje. Wiele osób zwraca uwagę na to, że te przedmioty są wykonane z materiałów z odzysku. Dla niektórych to jest dodatkowa wartość. Siostra Dobrawa podkreśla jednak, że ważna jest także estetyka wykonania. – Rynek jest dziś bardzo nasycony różnymi produktami. Dlatego uważamy, że jeśli już coś przygotowujemy, to powinno być wykonane starannie. Czasami wolimy zrobić mniej rzeczy, ale bardziej je dopracować.

Przygotowania do świąt

Najwięcej pracy w pracowni jest przed świętami. Przed Wielkanocą przygotowywane są głównie baranki i zajączki z gipsu. Przed Bożym Narodzeniem powstają anioły i inne figurki związane z tym czasem. Proces przygotowania figurek jest dość długi. – Po odlaniu gipsu figura musi wyschnąć. W normalnych warunkach trwa to około tygodnia. Dopiero później można ją malować i dekorować. Dlatego przygotowania zaczynamy dużo wcześniej. Na przykład baranki wielkanocne zaczynam robić już między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem – mówi siostra Dobrawa.

Jeśli potrzebna jest większa liczba figurek w krótszym czasie, korzysta się z prostych metod przyspieszenia suszenia. Czasami stawiane są bliżej kaloryferów albo używa się suszarki, ale przy większej liczbie figurek nie jest to możliwe. Dlatego trzeba planować pracę z wyprzedzeniem.

W parafiach

Gotowe przedmioty można nabyć głównie podczas spotkań w parafiach. Najczęściej po mszach świętych siostra Dobrawa rozmawia z ludźmi o działalności domu w Opalenicy i o charyzmacie św. Brata Alberta.

Na rękodzieło z Opalenicy nie ma ustalonych cen.

– To są dobrowolne ofiary. Każdy może wziąć coś dla siebie i złożyć taką kwotę, jaką uważa za stosowną. Co ciekawe, zdarza się, że ktoś dzwoni i pyta, czy możemy przygotować jeszcze jakieś przedmioty, na przykład dla kogoś na prezent. Czasem wysyłamy je pocztą, a czasem przekazujemy przez znajomych księży.

W ostatnim czasie do produktów zaczęto dołączać karteczki z informacją o pracowni i kontaktem do sióstr. Dzięki temu osoby, które wzięły jakiś przedmiot, mogą później się odezwać. Zdarza się, że ktoś po takim spotkaniu w parafii decyduje się wspierać albertynki regularnie. To niekoniecznie są duże kwoty, ale są wsparciem dla sióstr. Czasem ktoś mówi, że będzie wpłacał niewielką sumę co miesiąc. Dla sióstr oraz ich podopiecznych to jest bardzo konkretna pomoc.

Podczas spotkań pojawiają się też prośby o modlitwę. – Ludzie często opowiadają o swoich problemach i proszą o modlitwę. To są czasem bardzo osobiste historie. Za każdym razem czuję wtedy dużą odpowiedzialność, że ktoś tak bardzo mi lub moim współsiostrom zaufał. Prawdą jest jednak, że w wielu parafiach nie ma już sióstr zakonnych. Dla części osób kontakt z zakonnicą jest czymś rzadkim. Dlatego takie spotkania są tym bardziej świetną okazją do rozmowy i do poznania tego, czym się zajmujemy.

Albertynka w trakcie rozmowy wielokrotnie podkreśliła, że w działalności pracowni nie chodzi tylko o zbieranie środków. W działanie tego miejsca bardzo zaangażowani są seniorzy z przytuliska. Dla nich to również ważny element życia. Gdy siostra Dobrawa wraca z różnych parafii, to często pytają, jak poszło na kiermaszu i czy ludzie byli rzeczywiście zainteresowani tym, co dla nich przygotowano. – Dla mnie to jest wspaniała droga. Będąc w Opalenicy, mogę pracować z młodzieżą, angażować się w działania w naszym przytulisku oraz wykonywać świece, mydełka i inne ozdoby, z których dochód zostaje przeznaczony na rzecz przytuliska. Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze spotkania z ludźmi w rożnych parafiach i mam wrażenie, że wszystkie elementy mojej posługi jako albertynka się tutaj uzupełniają – uśmiecha się moja rozmówczyni.  

Karolina Binek

Więcej (zdjęcia) na: www.misyjne.pl

SERWIS INFORMACYJNY KONFERENCJI WYŻSZYCH PRZEŁOŻONYCH ZAKONÓW MĘSKICH W POLSCE

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zgoda