Widziane oczami br. Franciszka Stefana Chylińskiego, franciszkanina ze Smardzewic (1777-1851)

Pani Ewa Grabowska z Warszawy, przekazała do Archiwum Prowincjalnego w Warszawie rękopisy listów pisanych, jak sądziła, przez bł. Rafała Chylińskiego, franciszkanina. Zbiór ten był jej pamiątką rodzinną, ale w obawie, że po jej śmierci spadkobiercy, nie znając wagi zbioru, mogą owe listy wyrzucić lub spalić, zdecydowała się przekazać je do zakonu. Już po pierwszym przeglądzie rękopisów okazało się, że nie są to listy bł. Rafała Chylińskiego, ale brata zakonnego Franciszka Stefana Chylińskiego, także franciszkanina, kwestarza i zakrystiana z pierwszej połowy XIX wieku.

O autorze listów bardzo mało wiemy. Poszukiwania danych biograficznych nie przyniosły rezultatu. To, co wiemy, pochodzi z treści zachowanych listów. Urodził się w Chylinie koło Czerwonki w pobliżu Lublina w roku 1777. Ojciec jego był szlachcicem. Żył po Bożemu i dzieciom nakazywał, aby nie unosili się ambicją. Mawiał: abyście chodzili według Bożego i kościelnego przykazania, po woli Bożej, tak jak i ja chodzę. Nie uganiajcie się za żadną wyniosłością, bo to się Panu Bogu nie podoba. Nie pragnijcie chciwie ziemskich dóbr, ale zawsze o niebie myślcie. Gdy to mówił skazując palcem w niebo. Stałe tam niewzruszone dobra, których kto dobędzie, na wieki szczęśliwym będzie – Dalej wyznaje: Oddaliłem się od domu w dalekie strony, spuszczając się zupełnie na Opatrzność Boską, w której Opatrzności nigdym się nie zawiódł.

Jako brat zakonny przebywał w Pyzdrach, Śremie i Kaliszu, a następnie od roku 1832 w Smardzewicach. Był chorowity. W czerwcu 1848 roku napisał w liście, że w okolicach Smardzewic blisko połowa ludzi wymarła na różne choroby. On też trzy miesiące chorował i spodziewał się bliskiej śmierci. Zmarł w Smardzewicach 3 stycznia 1851 rok, jak napisano w Liber mortuorum.

Zbiór listów liczy 17 jednostek pisanych na różnych formatach papieru z różnych papierni. Są to karty przeznaczone do korespondencji, gdyż po złożeniu nabierają formy koperty. Listy były zszyte tworząc rodzaj zeszytu. Po ich zluzowaniu zostały ułożone chronologicznie i ponumerowane od I do XVII i włączone do zbioru rękopisów w Archiwum Prowincjalnym w Warszawie pod numerem 61. Prawie na wszystkich listach można odczytać datę i miejsce pisania, to jest Smardzewice u św. Anny. Wysyłane były z urzędu pocztowego w Tomaszowie. Pismo mało kaligraficzne, ale czytelne, styl w zasadzie poprawny, charakterystyczny dla epoki zwłaszcza w używaniu rozwiniętych tytułów kierowanych do adresata i innych osobistości. Karty nieco podniszczone, zwłaszcza na brzegach. Na niektórych listach zachowały się lakierowe pieczęcie z dwoma różnymi herbami. Jeden przedstawia konia ozdobionego elementami wojennymi w kartuszu zwieńczonym koroną. Jest na nim czytelny napis: Stephanus Chyliński. Drugi – to monogram zwieńczony koroną, na dole ozdoby z gałązki lauru i akantu. W zbiorze są też 4 kwity pocztowe, dowody przekazania listów do adresata. Adresatem listów jest Chyliński, rodzony brat Franciszka bez podania imienia. Odbiorca listów był żonaty, mieszkał w Kaliszu, najpierw w domu Państwa Drapichowskich pod numerem 378, a następnie we własnej kamienicy przy ulicy Mariańskiej pod numerem 93. Był nadzorcą więzienia kaliskiego.

Zbiorek listów wydaje się być cenny i z tego powodu, że nieco uzupełnia braki źródeł z tamtej epoki. Baza źródłowa – jak napisał o. Zygmunt Fiałek – Laskowski OFMConv w artykule „Klasztor w Smardzewicach od… do kasaty w 1864 roku” – jest bardzo zdekompletowana, bowiem nie zachowały się żadne kroniki klasztorne, ani dokumenty parafialne. Wszystko uległo zniszczeniu prawdopodobnie podczas kasaty klasztoru przez władze cesarskie w 1864 roku” (W nurcie franciszkańskim, 15, 2006 s, 119). Z listów br. Franciszka Chylińskiego możemy dokładnie określić pewne wydarzenia z życia klasztorów i prowincji, na przykład że w Smardzewicach był nowicjat w latach 1837 – 1840 i 1859, studium gimnazjalne w latach 1841 – 1843 i 1846 – 1847. Można też zidentyfikować przełożonych klasztoru, jak też wypadki ingerencji władz cesarskich w ustanowienie gwardiana w Smardzewicach, jak to miało miejsce z o. Walentym Niedzielskim. W czasie pobytu br. Franciszka w Smardzewicach przełożonymi byli o. Michał Cichoń – (1831 – 1836), w 1838 przeniesiony do Górecka, o. Stefan Piskosch lub Pikosz – (1837 – 1844), przeniesiony do Warszawy, po dwóch latach powrócił do Smardzewic. O. Walenty Niedzielski – (1845). O nim napisał: Różne zmiany nastały. Jegomościa księdza Walentego Niedzielskiego, zastępcy gwardiana u św. Anny w Smardzewicach, że był w kancelarii powstańców, Rząd Gubernialnej nie chciał go zaakceptować za przełożonego. Odesłany został do Łagiewnik. Jegomość ksiądz Pikosz jest podniesiony na przełożonego. Wszystkie rzeczy zmieniły się. Ja nawet zostałem zapowiedziany do Łagiewnik na zakrystiana. Jak się tam przeniosę, zawiadomię. Następnym gwardianem był o. Atanazy Goszczyński – (1849 – 1851), o. Benedykt Bronikowski – (1852 – 1859), o. Pius Klemański – (1859 – 1864). Wymienia też innych franciszkanów, z którymi miał okazję się spotkać: o. Daniela Myszkowskiego, o. Grusztę, br. Piotra Starego z Kalisza i o. Łukasza Wojtaszewskiego, z którym miał mały konflikt na tle postu. W Liście XII zapisał: Przypomniałem sobie będąc w Kaliszu za żywota śp. Łukasza Wojtaszewskiego, gwardiana kaliskiego franciszkańskiego, że w piątek jeden przywołany byłem do refektarza i klęczący tłumaczyć się musiałem w całym zgromadzeniu, dlaczego w ten dzień jeść ani pić nie chcę. On jadł i pił, i już dawno w ziemi jest. Ja Bogu dzięki poszcząc i dziś żyjąc jeszcze zdrów jestem.

Pobyt w Smardzewicach dobrze służył br. Franciszkowi. Wielokrotnie w listach wyrażał radość, że się znalazł w tym klasztorze. Źle wspomina klasztory, w których wcześniej przebywał, to jest Śrem, Pyzdry i Kalisz. Zwłaszcza Kalisz był mu na cenzurowanym, w którym przebywał tylko dwa lata: 1830 – 1832. Już w pierwszym liście ze Smardzewic wyraził radość, że nie musi być kwestarzem jak w Kaliszu: Kontent jestem z mego przeniesienia, a lubo i tu jestem obarczony wielką pracą, znane osoby także mnie niesprzyjające i różne też krzyże Bóg dobrotliwy przypuszcza na mnie, jednak mniejsze są mi te rzeczy znosić zostając w klasztorze na miejscu nad te włóczęgi kwestarskie, które ponosić musiałem w Kaliszu będąc. W następnych listach podobne uczucia do Kalisza wyrażał. Smardzewice były bez zastrzeżeń: Tu żem jaśniej donoszę, że miejsce w Smardzewicach u św. Anny mam za łaskę od Boga sobie daną. Pyzdr ani żadnego inszego klasztoru sobie nie życzę. Dobrze mi tu jest, nie trzeba mi lepiej szukać, bo byłbym ciężko karany za to od Boga. Zastałem tu wszystko dobrze. Potem klasztor nasz był na trzy lata przeznaczony na karcer, w takowym czasie różnie się zdarzało … Kapituła w roku zeszłym będąca (1841) zniosła więzienie w Smardzewicach i obróciła nasz klasztor na studia, w którym umieściła trzech księży, pięciu kleryków studium biorących i dwóch braci do potrzeby klasztoru. Chwalimy tu wszyscy Pana Boga. Opatrznością św. Anny wszyscy żyją bez kwesty i włóczenia się po świecie. Sześćdziesiąt i pięć letni starzec niech Bogu dziękuje, że tu ma swoje przytulenie. W innym liście po propozycji przeniesienia do Łagiewnik: Ja na miejscu moim w Smardzewicach spokojnie zostaję, ani się gdzie ruszyć myślę. Tu żyć i tu umrzeć pragnę. Za starym i za słabym do inszych prac prócz Smardzewic. Młodsi niech się promują, każdy w swoim miejscu.

Z listów wynika, że br. Franciszek w klasztorze smardzewickim pełnił funkcje zakrystiana, o innych nie wspomina. Mógł być jeszcze furtianem, kucharzem, ogrodnikiem, klasztor posiadał obszerny ogród.

Interesujące są dwie relacje o niezwykłych zjawiskach meteorologicznych. Opisał je br. Franciszek tak: Dnia 7 sierpnia 1845 roku nadciągnęła chmura z grzmotem nad nasz klasztor. Ja dzwoniwszy na pacierz ranny uklęknąłem przed drzwiami kościelnymi na korytarzu, abym odprawił poranny pacierz. Wtem uderzył piorun, mnie na ziemię impet wywrócił o cztery sążnie ode mnie lecąc. Oknem wpadł do kościoła. Drzewo, które utrzymywało wierzch ambony, połupał, aniołów stojących na ambonie powykręcał, na drzwiach kościelnych uczynił znak i pod ambonę wpadł w ziemi maleńki otwór zrobiwszy. Jam stłukł sobie nos o kamień, z nosa krew mi się rzuciła, podniosłem się z ziemi tak zdrów jak i pierwej, a obmywszy się ze krwi, zdało mi się, żem tylko elektryki użył rzeźwiejszym będąc niźli pierwej i do dziś dnia Bogu dzięki zdrów jestem żadnego szwanku nie doznawszy.

Drugie zjawisko zdarzyło się dnia 8 czerwca 1948 roku: Była godzina trzecia po południu. Wicher tak gwałtownie powstał, że w pół godziny bez grzmotu ruszył w wielkiej fali, zburzył nam folwark, domek przed klasztorem, w którym mieszkał organista, wywrócił, ogród cały zrujnował, na kościele kawałki rynny i dachówki zerwał, z drugiej strony od kuchni także podobne kawałki dachówki zwalił, z takim trzaskiem łamania kozłów i drzewa tak ogrodowego jako i domowego, że my wszyscy pomartwieli i myśleliśmy, że już koniec nadszedł klasztornym dziejom. Okno jedno w kościele przed św. Franciszkiem wywalił. Balas jeden z ołtarza św. Franciszka zwalił, że ja będąc na ten czas w zakrystii nie śmiałem kroku postąpić myśląc, że już cały kościół się zawala. W pół godziny to wszystko nosiło zostawiwszy straszną ruinę. Okna na klasztorze z zachodu wszystkie powybijał. Przyjechał o. Prowincjał z Warszawy. Okna wszystkie na klasztorze kazał posporządzać. Dnia 18 czerwca 1848 roku zeszłego w nocy taka burza z gradem przypadła, że na powrót od zachodu wszystkie okna grad wytłukł na klasztorze. Ludzie tak byli przestraszeni, że jedni do drugich uciekali i ratunku wołali. Otóż doczekałem przypatrzeć się dziwnym wyrokom Boskim, które, przez lat 70 żyjąc, nigdy nie doświadczyłem.

Nie pomijał też wątków politycznych, zwłaszcza w Liście VII, w którym czyni wzmiankę o rodzinie z Pałacu Książąt Sutkowskich w nawiązaniu do jakiegoś wydarzenia. Odniósł się też do historii pobliskiego miasta Tomaszów Mazowiecki. Jego prawowity właściciel Ostrowski za udział w powstaniu został pozbawiony własności, które zabrał rząd carski: Dziś panem miasta jest Żyd Kepner – napisał. Antoni Ostrowski (1782 – 1842), senator, kasztelan Królestwa polskiego, publicysta, działacz, założyciel miasta Tomaszów Mazowiecki. W powstaniu listopadowym dowodził Gwardią Narodową, Jest autorem Pamiętnika czasów powstania listopadowego. Dziękuje też bratu za cenne informacje o tym, co się w świecie dzieje, o czym w klasztorze naszym nigdy nic nie mówią. Więcej wiadomości nie mam, jak tylko co mi Pan Brat Kochający w liście swoim doniesie.

Listy są pisane z kurtuazją, w stylu tamtej epoki, zwłaszcza gdy chodzi o tytułowanie osób. Zwroty do brata i bratowej, przecież bliskich krewnych, stosuje: Państwo Braterstwo, Wielmożny Jegomość Pan Chyliński, Najukochańszy Brat Dobrodziej. Sporo w nich treści familijnych. Ciepło pozdrawiał rodzinę i krewnych. Tęskni za znajomymi, zwłaszcza za rodziną Kryńskich.

Nazywanie brata i bratowej dobrodziejami ma swoje uzasadnienie. Hojnie wspierali zakonnika. Prawie w każdym liście jest potwierdzenie odbioru 20 zł z podziękowaniem. Była to stała suma wspierająca zakonnika. Wydaje się niewielka, skoro za list odebrany osobiście na poczcie w Tomaszowie, urzędowi i posłańcowi, który go zawiadomił o nadejściu przesyłki, zapłacił 3 zł i 38 gr. Dziękował bratu za koszule, chustki i skarpety, a także jednorazowo za miedzianą puszkę z dukatami, za co obiecał odmówić w intencji brata 40 koronek franciszkańskich z dodatkiem antyfony O Maryjo bez grzechu pierworodnego poczęta….(List V i XIV) .

O co prosił brata, tytułując go Wielmożny Jegomościu Panie Chyliński i Najukochańszy Bracie Dobrodzieju? Prosił o buty z psim futrem, kilka par skarpet wełnianych i nicianych, koszule, chusteczki, łokieć płótna z nici i tusz do znaczenia bielizny, bo mu wszyscy zazdroszczą, że ma tak pięknie bieliznę naznaczoną. Wyznaje, że chce być ubogi: Pieniędzy ani w srebrze, ani biletach kasowych nie potrzebuję. Na ubóstwom się poświęcił, w ubóstwie żyć chcę służąc panu Bogu… Będę się obywał, jako będę mógł, ale parę koszul i parę chustek z ofiary i dobrego serca Państwa Braterstwa Dobrodziejstwa przyjmę, bom te w chorobie mojej wytracił nie spodziewając się dłużej żyć.

Stan posiadania i powiększania go jest elementem duchowości zakonnika, zwłaszcza franciszkanina. Bez dokładnej znajomości sytuacji, w jakiej znajduje się zakonnik, trudno ten stan ocenić. Wydaje się jednak z różnych zapisanych wypowiedzi, że brat Franciszek Chyliński pogłębiał życie duchowe. Gani zło i raduje się ze wzrostu chrześcijaństwa. Wyraźnie to jest zapisane w Liście II i XI: Postępowanie zaś braci i sióstr Matki Naszej, to jest Kościoła naszego przeciwne po całym świecie rozszerza się. Służą oni już Księciu Ciemności i woli jego dopełniają, który ich wszystkich w swój poczet zagarnie. W Liście XI mamy akcent eschatologiczny: Niech imię Boskie będzie pochwalone, że wszystek lud do światła i zbawienia przychodzi, przez co wnieść można, że nie jest bardzo bliski koniec świata, bo przed końcem świata wiara chrześcijańska tak ma gasnąc, że chrześcijanem strach będzie się nazywać. Zachowaj Boże wszystkich prawowiernych od tego. Konkretyzuje swoją radość w Liści XII: Cieszę się z Braci i Sióstr chrześcijańskich, których coraz więcej przybywa. W naszym kościele u św. Anny w Smardzewicach w tym roku jeden ewangelik z Tomaszowa, profesji bednarskiej, wyznanie wiary chrześcijańskiej uczynił, został w naszej parafii w Smardzewicach, ożenił się z wdową poczciwą i postępki czyni dobre, chrześcijańskie.

Znakami pobożności zakonnej br. Franciszka są motta przytaczane na początku niektórych listów. List VIII zaczyna się słowami: Pan nasz i Bóg nasz niech będzie na wieki z nami. A List XI – Chwała Bogu na wysokości i na każdym miejscu. Chwalmy nieustannie Boga. W Liście XIII dziękuje bratu za nadesłanie Modlitewki Rzymskiej. Napisał o niej: Podoba mi się i będę chciał z niej pożytkować. Uwagi różne braterskie, biblistyczne i z Objawienia są doskonałe. To wszystko zbliża się do nas. Bóg nasz niech będzie z nami. Bogu Najwyższemu niech będą dzięki, iż przy zdrowiu przez ten czas przepędziliśmy szczęśliwie. Użycz nam Boże nadal łaski swojej świętej.

W drugiej połowie XVII wieku we Francji powstał nowy zakon trapistów jako odłam zakonu cystersów, najsurowszy w Kościele. W tym zakonie obowiązywała ścisła izolacja od świata, wspólna modlitwa, praca często na roli i studia w oznaczonych godzinach. Zdrowi nie jadali mięsa, obowiązywało milczenie z wyjątkiem nadzwyczajnych okoliczności. Wiadomość o tym zakonie przeniknęła także do Polski. Zakon trapistów powstający we Francji– zwierzył się br. Franciszek – bardzo mnie zabawił: mego gustu i sposobu myślenia naśladują. To zdanie charakteryzuje duchowość tego franciszkanina. Konsekwentnie na końcu każdego listu się podpisywał: Uniżony sługa Franciszek Chyliński Brat Zakonu Franciszkańskiego.

Jeszcze jeden przykład duchowego zainteresowania mamy w Liście XII: Ojciec Święty Papież Pius X także do pokuty się bierze. Podług jego rozkazania rozpoczynamy nabożeństwo w naszym Kościele dnia 30 kwietnia 1849 roku: z wystawieniem śpiewana Msza Święta, Litania z suplikacjami, z pieśniami «Przed oczy Twoje Panie» i dalej «Odwróć od nas« itd. z siedmioma pacierzami na intencję Kościoła Bożego, który każe prosić o pokój, o zgodę Panów Chrześcijańskich, o błogosławieństwo w doczekaniu roku przyszłego, które to nabożeństwo będzie od 30 kwietnia w tym roku 1849 aż do roku przyszłego jubileuszowego, w którym prosić będziemy Boga, aby jeszcze odwrócił swoją karę, obdarował swoją wiarę pokojem chrześcijańskim, udarował nas spokojnością ziemską, a potem niebieską.

W ostatnim zachowanym liście z 19 maja 1849 roku, na siedem miesięcy przed śmiercią, br. Franciszek napisał: Ja, Bogu dzięki, w tych czasach po mojej trzech miesięcznej chorobie, którą w roku przeszłym odprawiłem, miernego zdrowia używam. Czuję zawsze w sobie nie jakową słabość i ociężałość, z którą się jednak nie wdaję uskuteczniając wszystko i pracując, co do mnie należy. Słuch także straciłem i dużo teraz nie słyszę. Atoli wspominając sobie na rok siedemdziesiąty drugi, który pędzę życia mego, uznaję miłosierdzie Boga nad sobą, kiedy rówieśników moich widzę wiele w ziemi.

W zakończeniu tej prezentacji franciszkanina z pierwszej połowy XIX wieku należy zauważyć, że był to zakonnik prawy, skromny, wdzięczny za ofiary, umartwiony, radosny z dobra, smutny, gdy grzeszą. W sposób prosty i interesujący przedstawiał wydarzenia, których był świadkiem. Wydaje się być osobowością charakterystyczną dla swoich czasów. Zapewne duch jego żyje w smardzewickich murach klasztoru i kościoła św. Anny. Warto go wspomnieć i posłuchać.

o. Roman Aleksander Soczewka

franciszkanin z Niepokalanowa

Niepokalanów, 12 lipca 2014 roku

Za: www.franciszkanie-warszawa.pl