Wywiad z JEm. ks. kard. Gerhardem L. Müllerem

Dla TV Trwam i Radia Maryja przeprowadzony przez o. Zdzislawa Klafkę CSsR.

Jesteśmy Księdzu Kardynałowi bardzo wdzięczni, że podczas kolejnych odwiedzin Polski znalazł czas dla widzów Telewizji Trwam oraz słuchaczy Radia Maryja. W jednym z wywiadów Wasza Eminencja powiedział, że przedstawiciele Unii Europejskiej winni w pełni respektować polską demokrację i wolność. Przecież to właśnie Polska w znacznym stopniu przyczyniła się do upadku komunizmu w Europie. Raz po raz słyszymy, że w Polsce, podobnie jak i na Węgrzech, deptane są wartości europejskie. Jak rozumieć takie stwierdzenia?

 

– Do wartości europejskich należy godność człowieka, zakorzeniona w chrześcijańskiej wierze, a nie tzw. prawo do aborcji, czyli do zabijania dzieci, niszczenia rodziny czy ideologia gender. To nie są wartości europejskie, lecz są to wartości nieeuropejskie i antyeuropejskie; pojawiły się one wraz z nastaniem tej ideologii, która niszczy Europę. Europa musi powrócić do swoich korzeni, czyli do chrześcijaństwa, do chrześcijańskiej wizji człowieka, a także do wielkiej tradycji filozofii greckiej oraz do myślenia opartego na prawie rzymskim. To są źródła, z których czerpiemy także po rozszerzeniu Unii Europejskiej oraz po upadku muru berlińskiego i zniesieniu żelaznej kurtyny.

Nie jest tak, że narody Europy Wschodniej niejako z łaski zostały przyjęte do tak ukształtowanej demokracji Zachodu, lecz było to zjednoczenie na wspólnym fundamencie. Europa obroniła swoje wartości, jak choćby nienaruszalną godność każdego człowieka jako osoby, przed narodowym socjalizmem i sowieckim komunizmem. Niemcy i Polska utraciły w czasie II wojny światowej po blisko sześć milionów osób wskutek panującej dyktatury oraz paktu Hitler‒Stalin, z tą jednak różnicą, że w Niemczech te sześć milionów ludzi zginęło dla dyktatury, w Polsce zaś sześć milionów w walce z tą dyktaturą. Polska była też krajem, który niejako przygotował wyzwolenie krajów Europy Wschodniej spod jarzma komunizmu i ateizmu.

W tym roku Polska obchodzi 100-lecie odzyskania niepodległości. Jak należałoby w dzisiejszych czasach zwłaszcza na terenie Unii Europejskiej bronić niepodległości własnego kraju?

Europa nie jest monolitem. Tworzy ją wiele narodów, które mają własną tożsamość oraz godność. Według mnie istnieć może jedynie Europa Ojczyzn, a nie jakaś monolityczna mieszanka ludności, którą dziś zawiadują biurokraci z Brukseli czy Strasburga. Taki twór sprzeciwia się duchowi Europy. Człowiek jest istotą społeczną, tworzącą własną rodzinę, na bazie zaś języka i kultury ‒ własny naród, który ma własne państwo, godność oraz wolną od nacjonalizmu i szowinizmu tożsamość historyczną, która niesie ze sobą zobowiązania wobec własnego kraju i narodu, ale też zobowiązuje do reprezentowania swojej ojczyzny na zewnątrz. Postrzeganie tożsamości historycznej w kategoriach szowinizmu oraz nacjonalizmu jest wykrzywieniem i zafałszowaniem pojęcia narodu. Do podstawowych praw człowieka należy również rodzina, a tak właśnie należy rozumieć własny naród – jako wielką rodzinę. W Europie Polak musi mieć prawo być Polakiem, Niemiec ‒ Niemcem, Francuz ‒ Francuzem, a Anglik ‒ Anglikiem, gdyż to właśnie jest jej wielkim bogactwem. Jeśli zaś to zniesiemy, tak jak czynił to komunizm czy inne dyktatury, i postawimy wyizolowanego człowieka naprzeciw jakiegoś führera czy jakiejś partii, to mamy wtedy do czynienia z tyranią i dyktaturą.

Papież Franciszek odwiedził niedawno Irlandię z racji zakończenia Światowego Spotkania Rodzin Katolickich w Dublinie. Jakie najważniejsze przesłanie, zdaniem Księdza Kardynała, Kościół katolicki może przekazać rodzinom?

Zacznijmy od tego, że w ujęciu komunizmu, narodowego socjalizmu, a także kapitalistycznego liberalizmu rodzina jest wrogiem numer jeden. Dopóki człowiek pozostaje zakorzeniony w swojej rodzinie, we własnym narodzie lub innej wspólnocie naturalnej, dopóty nie jest obiektem, którym można manipulować. W rodzinie i poprzez rodzinę człowiek doświadcza swojej godności. Rodzina też ją pogłębia i jej broni. Bóg stworzył człowieka jako mężczyznę i kobietę i z małżeństwa kobiety z mężczyzną powstaje rodzina, następuje wymiana pokoleń, tworzą się więzi z narodem i państwem, ale więzi te tworzą się dzisiaj także w odniesieniu do wielkiej rodziny europejskiej, w której wszyscy żyjemy na tych samych prawach. Dlatego, moim zdaniem, jest czymś nieodpowiedzialnym, jeśli podczas takiego spotkania jakiś specjalnie zaproszony prelegent, amerykański jezuita o. Martin, propaguje homoseksualizm, domagając się „wyrozumiałości”, oraz że sam premier Irlandii pozwala sobie przy Papieżu poruszać temat organizacji homoseksualnych. To oczywiste, że uznanie praw dla takich form jest sprzeczne z Bożym przykazaniem oraz ludzką naturą. Nie chodzi tu o poszczególne osoby, które mają w tym względzie problemy, lecz o propagowanie homoseksualizmu, a nawet pseudomałżeństwa pomiędzy mężczyzną a mężczyzną oraz kobietą i kobietą. To nie jest żadna alternatywa dla małżeństwa pomiędzy mężczyzną i kobietą, a jedynie jego zafałszowana wizja, gdyż małżeństwem nazywamy tylko i wyłącznie związek pomiędzy mężczyzną i kobietą.

Małżeństwa nie da się zastąpić praktykami seksualnymi z osobą tej samej płci, małżeństwo nie polega na samych praktykach seksualnych, lecz jest ono wielką przestrzenią odpowiedzialności, miłości, poświęcenia, przekazywania życia, ale takiego życia, w którym dziecko postrzegane jest jako dar Boży, a nie jako produkt, który chce się mieć – tak jak np. nowy samochód, więc się o nie w odpowiedni sposób staram. Dziecko jest odrębnym, pełnoprawnym człowiekiem. W nim złożony jest Boży dar, Boża miłość, która ciągle na nowo czyni je człowiekiem, i jako takie jest powierzone rodzicom. Każde dziecko ma naturalne prawo do życia wraz z własną matką i własnym ojcem. Dziecko nie jest jakimś „produktem na życzenie”, który można zamówić w domu dziecka, tak jak zamawia się różne produkty z katalogu. Takie postępowanie jest niszczeniem ludzkiej godności. To muszą uświadomić sobie w Europie ci, którzy uważają siebie za reprezentantów Europy i wartości europejskich: że w ten sposób niszczą, depczą nogami godność dziecka.

W październiku bieżącego roku odbędzie się w Rzymie synod biskupów poświęcony tematowi: „Młodzież, wiara, rozpoznawanie powołania”. Gdzie Wasza Eminencja dostrzega największe wyzwania, na jakie musi dzisiaj odpowiedzieć Kościół w duszpasterstwie młodzieży?

Wszyscy jesteśmy powołani do Kościoła jako lud Boży i Ciało Chrystusa ‒ począwszy od Papieża, poprzez rodziców ‒ ojców i matki, jesteśmy odpowiedzialni za młode pokolenie, czyli młodzież. Jednakże nie uprawiamy jakiegoś kultu młodości, jak to czynili komuniści i narodowi socjaliści, a teraz – kapitalistyczny liberalizm, gloryfikując młodość, deprecjonując zaś osoby w wieku podeszłym, mówiąc przy tym, że dzieci są jedynie „etapem wstępnym człowieczeństwa”. W naszym Kościele każda grupa wiekowa posiada swoją szczególną godność i szczególne miejsce we wspólnocie. Tak więc i młodzież, która niejako rozpoczyna dorosłe życie i przejmuje odpowiedzialność jako kolejne pokolenie, ma prawo doświadczyć naszej wiary i nadziei oraz miłości, którą jesteśmy otoczeni. Mam taką nadzieję, że synod nie będzie próbował jedynie przypodobać się młodzieży, tęskniąc za minionymi czasami, w których rzekomo wszystko było lepiej. Taka postawa byłaby z gruntu niechrześcijańska. Pamiętać należy, że każdy człowiek jest darem Bożym i zwłaszcza młodzież ma za zadanie słuchać Słowa Bożego i żyć sakramentami i łaską Bożą, aby przygotowywać się do swojego powołania bądź to w małżeństwie, jako mężczyzna lub kobieta, ojciec lub matka, bądź to w życiu radami ewangelicznymi – ubóstwem, czystością i posłuszeństwem, i w ten sposób służyć Mistycznemu Ciału Chrystusa, bądź to wreszcie w stanie kapłańskim, wywodzącym się z grona uczniów, z apostołów oraz pozostałych 72 uczniów, których Jezus powołał, dał im udział w swoim posłannictwie, w swojej władzy, tak aby poprzez głoszenie Słowa Bożego, sprawowanie sakramentów, szczególnie Eucharystii, poprzez rozdawanie Chleba Życia – wiecznego Życia, oraz jako pasterze dobrym przykładem przewodzili owczarni Jezusa.

Są to trzy stany, trzy możliwości, poprzez które możemy służyć Królestwu Bożemu. Ważne, byśmy przykładowo my, Niemcy, nie skupiali się tylko na sobie, mówili dobrze jedynie o sobie, schlebiali sobie, lecz abyśmy wszyscy pojmowali siebie jako lud Boży, jako Ciało Chrystusa, Świątynię Ducha Świętego, jako rodzinę Bożą, byśmy się wzajemnie budowali i wspierali, pomagali sobie i dodawali sobie nadziei i otuchy. Jest to niesamowicie ważne, gdyż zarówno młodzi potrzebują starszych, jak i starsi potrzebują młodych. Tak to właśnie urządził Pan Bóg, że istnieje następstwo pokoleń oraz ich wzajemne wspieranie się. 

Kościół katolicki w Niemczech stanął w obliczu dramatycznego braku kapłanów. W minionym roku zostało wyświęconych około 60 księży. To bardzo mało. W bieżącym roku będzie ich prawdopodobnie tyle samo. Jak reaguje na to Kościół w Niemczech? Co możemy czynić, również tu, w Polsce, dla powołań?

Przedstawiciele Kościoła w Niemczech, biskupi i świeccy, w minionych dziesięcioleciach uprawiali politykę, rozumiejąc siebie jako siłę, która ją napędza. Jako chrześcijanie, jako Kościół winniśmy kształtować normy etyczne dla polityki, winniśmy również być obecni w poszczególnych zawodach, np. w sądownictwie, czy w gospodarce. Jednakże nie jest podstawowym zadaniem biskupów być polityczną awangardą i myśleć przy tym, że Kościół nabierze w ten sposób znaczenia. Podstawowym zadaniem Kościoła, a konkretnie biskupów, kapłanów, diakonów, osób zakonnych oraz zaangażowanych osób świeckich, jest nauczanie wiary, poprzez którą uświęcamy się i osiągamy Niebo.

Jako chrześcijanie winniśmy wspierać osoby, które poszukują pomocy i ochrony, pomagać azylantom. Jest rzeczą dobrą, jeżeli parafie się w to angażują i udzielają pierwszej pomocy. Państwo nie jest zdane na tego typu pomoc. Państwo niemieckie ma w tym względzie wystarczająco dużo możliwości. Podstawowym zadaniem Kościoła jest dostrzegać w osobach, które do nas przybywają, przede wszystkim dzieci Boże. Winniśmy im głosić Ewangelię i radosną nowinę, a nie udzielać tylko pomocy socjalnej, by następnie pozostawić ich samym sobie. Winniśmy dawać im świadectwo o Jezusie Chrystusie, Zbawicielu świata.

Jeśli będziemy tego świadomi, wtedy także młodzi ludzie dostrzegą i przyjmą powołanie, którym obdarza ich Jezus, a które będzie rozwijać się w przestrzeni Kościoła. Jeżeli zaś kapłan jest jedynie pracownikiem socjalnym lub politykiem, wtedy nie ma motywacji do bycia kapłanem, wtedy również i celibat nie ma żadnego sensu. Po co pracownik socjalny ma żyć w celibacie? Swoim słowem kapłan daje świadectwo o Królestwie Bożym. Poprzez rezygnację z małżeństwa staje się podobny Chrystusowi, który także żył bezżennie dla Królestwa Niebieskiego. Kapłan nie jest jakimś skupionym na sobie singlem, lecz jest ojcem parafii, rodziny parafialnej. Parafia zaś nie jest zwykłą organizacją, jednostką administracyjną. Parafia, diecezja jest rodziną Bożą, w której musi się stać widoczne i namacalne ojcostwo Boga, braterstwo Chrystusa oraz łagodność Ducha Świętego. To właśnie jest, moim zdaniem, ideał, do którego dążą również młodzi ludzie.

Przed kilkoma miesiącami prasa donosiła, że w Konferencji Episkopatu Niemiec doszło do „poważnego sporu” w temacie Komunii Świętej dla chrześcijan ewangelików. Większość biskupów chciałaby protestantom pod pewnymi warunkami pozwolić na przyjmowanie Komunii. Ale są też biskupi, którzy widzą to inaczej. Jak możemy ten spór zrozumieć? Czy w świetle naszej tradycji możliwe jest praktykowanie interkomunii pomiędzy katolikami i protestantami?

Tutaj właśnie Konferencja Episkopatu zadziałała niewłaściwie, popełniła wielki błąd, myśląc, że kluczowe tematy wiary można podejmować przy udziale mediów, i że to właśnie będzie służyć ekumenizmowi. Ekumenizm prowadzi do większej jedności wszystkich chrześcijan, ale teraz właśnie doszło do czegoś przeciwnego: do podziału między biskupami, którzy reprezentują urząd jedności Kościoła. Także co do treści nie jest możliwe, żeby ktoś przyjmował Komunię Świętą, uczestniczył w Eucharystii, ale nie uznawał za swoją wiary katolickiej i jej prawd, nie wierzył w realną obecność Jezusa w Eucharystii, w dary Ducha Świętego, w moc bierzmowania czy odpuszczenia grzechów, w sakrament namaszczenia chorych. Wiary katolickiej nie można kawałkować, ponieważ ona tworzy pewną całość, wszystko ze sobą jest powiązane. Wiara katolicka, wyznanie wiary było zawsze powiązane z Eucharystią, o czym mówią już najwcześniejsze świadectwa, jak chociażby to Justyna Męczennika. Eucharystia, Komunia Święta, może być przyjmowana tylko przez kogoś, kto jest ochrzczony, składa nasze wyznanie wiary i żyje moralnością chrześcijańską. My, katolicy, nie możemy przystępować do Komunii, kiedy jesteśmy w stanie grzechu ciężkiego, gdyż musimy wcześniej otrzymać rozgrzeszenie, żałować za grzechy, wykazać gotowość do poprawy i unikać okazji do grzechu. To wszystko nie może być traktowane i wypowiadane jedynie mechanicznie, ale winno wyrastać z wiary i jej rozwoju. W pewnych okolicznościach, pod pewnymi warunkami jest jednak możliwe, aby pojedyncza osoba należąca do Kościoła protestanckiego przyjęła Komunię w Kościele katolickim, a mianowicie w przypadku śmierci, zagrożenia życia, w więzieniu, w obozie koncentracyjnym, gdy nie ma możliwości obecności duchownego protestanckiego. Ale także i wtedy te osoby winny wyznać wiarę Kościoła katolickiego odnośnie do Eucharystii. W sytuacji ekstremalnej nie jest to żaden ekumenizm, ale chodzi o zbawienie konkretnej osoby.

Kościół w Niemczech doświadcza poważnego kryzysu.

– To jest przykład słabości tych, którzy przewodzą Kościołowi w Niemczech, że te sprawy chce się załatwić samemu, niejako przemocą, przy wykorzystaniu nieuczciwych sposobów, oczerniając innych biskupów poprzez media wrogie Kościołowi, które określają ich jako uwstecznionych konserwatystów, jako potomków władzy w byłej NRD lub stawianych na równi z funkcjonariuszami partii komunistycznej w Niemczech Wschodnich.

To jest zupełny absurd i na tych przykładach widać, jak bardzo skomplikowana jest sytuacja Kościoła katolickiego w Niemczech. Jako Niemiec, jako katolik, ale także jako biskup i kardynał rzymski, mogę jedynie radzić, aby w Niemczech w Kościele katolickim powrócić do podstaw naszej wiary, wiary katolickiej, odrzucając polityczne przedstawienia i gierki, a skoncentrować się na tym, co istotne: na wyznaniu wiary, na życiu wiarą, na moralnym życiu chrześcijańskim. Kościół jest po to, aby ludzi w Jezusie Chrystusie prowadzić do życia wiecznego, do Boskiej wspólnoty z Ojcem, Synem i Duchem Świętym na gruncie Wcielenia i Pięćdziesiątnicy. Dużo ważniejsze jest to, aby biskupów widywano w katedrach, w kościołach parafialnych, a nie robiących sobie zdjęcia i szczęśliwych wtedy, gdy stoją obok pani kanclerz.

Presja na rozmiękczenie, a właściwie zdeformowanie wiary katolickiej jest ogromna. 

–  Nie powinniśmy nigdy kapitulować przed tzw. wiarą postępową. Postępowa wiara, począwszy od XVIII/XIX wieku cofa się coraz bardziej, a niezależnie od tego komuniści uważają, że są bardziej postępowi od nas, a osoby wierzące określają mianem reakcjonistów. Podobnie myśleli narodowi socjaliści w Niemczech, których propaganda była bardzo podobna do propagandy komunistycznej; twierdzili, że to oni przynoszą „nowe czasy”, a wierzący chrześcijanie zwróceni są ku przeszłości, są zacofani, to ludzie ze średniowiecza i na niczym się nie znają. Ale przecież gdyby oni trwali przy wierze chrześcijańskiej, to nie byłoby tych strasznych masowych mordów, zniszczenia całej Europy, wypędzenia milionów ludzi z ich ojczyzn, zniszczenia tak wielu rodzin. To jest niewiarygodna katastrofa w imię tzw. postępowej wiary. Ale na Zachodzie mamy także postępową wiarę – kapitalizm. Nie kapitalizm, w którym gospodarka potrzebuje kapitału, ale kapitalizm, który często staje się ideologią, kapitalizm, w którym chodzi tylko o bogactwo, o pieniądze, gdzie jeden staje się miliarderem dzięki giełdowym spekulacjom, a inni głodują. Multimiliarderzy często destabilizują np. kraje afrykańskie, wykorzystują je, a następnie występują na Zachodzie jako „dobroczyńcy” i dalej finansują swoje programy proaborcyjne.

Ostatnio usiłują się bronić przed nimi Węgrzy.

Tacy multimiliarderzy są niestety i w Polsce. Ich pieniądze, zdobyte zakrwawionymi rękami, dalej krążą i służą ich propagandzie. W ten sposób wykorzystywani są ludzie ubodzy. Uważam, że gdyby ci ludzie naprawdę chcieli zrobić coś dobrego i uczciwego dla Polski, gdyby byli naprawdę zainteresowani Polską i Polakami – pomyślmy krytycznie – to wydawaliby pieniądze na wsparcie dla wdów, na domy opieki, na szpitale, szkoły, a nie na propagandę proaborcyjną czy na analizowanie i powątpiewanie, czy Polska ma naprawdę demokrację. Demokracja nie jest prezentem ani od Europy, ani od jakichś jej biurokratów i urzędników. Polska sama zdobyła dla siebie demokrację, i to nie dopiero po upadku komunizmu, ale już o wiele wcześniej, jeszcze przed rozbiorami, kiedy to w w 1772 roku Polska stała się łupem imperialistycznych mocarstw, które nie miały nic wspólnego z chrześcijaństwem. Po wielu powstaniach tysiące Polaków było zsyłanych na Syberię, mordowanych i na wszelkie możliwe sposoby uciskanych – polskie nazwiska, polski język i kultura miały być wymazane z historii. Podobnie wielkie bohaterskie czyny Polaków w czasie II wojny światowej, pod niemiecką okupacją, Powstanie Warszawskie, nawet jeśli nie miało natychmiastowych i bezpośrednich skutków – w czasie wojny nigdy nie wiadomo, kiedy skutek nastąpi – to były to znaczące świadectwa głębokiego pragnienia wolności w obliczu brutalnego ucisku i wrogości wobec ludzkości.

Kto wątpi w to, że w Polsce jest demokracja, staje się winny wobec demokracji, bo Polacy wielokrotnie walczyli o wolność i demokrację swojego kraju. Wystarczy przypomnieć niektóre z dat: 1918, 1956, 1970, stan wojenny 1981 i kilka wydarzeń związanych z ruchem „Solidarność”: Gdańsk, Szczecin, Katowice itd. To zaangażowanie i walka w celu odzyskania, a potem obrony własnej wolności były zawsze i ciągle na nowo w Polsce obecne. A dzisiaj dobrze zarabiający europejscy biurokraci, którzy nigdy nie ubrudzili sobie rąk, nigdy nie zaryzykowali własnego życia w walce o demokrację i o prawa człowieka, powinni brać przykład właśnie z takich ludzi, którzy postawili na szali wszystko: swoje życie i zdrowie, swoją rodzinę. To z ich wysiłku i ofiary dziś korzysta cała Europa.

Czy Eminencja chciałby jeszcze na koniec tego wywiadu przekazać Polakom coś ważnego?

Uważam, że czymś bardzo ważnym dla Polaków jest, by uczyć się z historii. Jedność Polski w czasie zaborów została utracona nie tylko przez zewnętrzne działania wielkich mocarstw, ale także przez wewnętrzną niezgodę, utarczki, przez przekupstwo zagranicznymi pieniędzmi, które torowały drogę polityce prorosyjskiej czy propruskiej. Myślę, że i dzisiaj jest bardzo ważne, aby Polacy nie dawali się wrogo nastawiać jedni przeciw drugim. Bo istnieją nieprzejednane ugrupowania ludzi opłacanych przez amerykańskich multimiliarderów, mające wspierać zamieszki, wzniecać protesty, szerzyć niezadowolenie i przekonywać do tego, by głosować przeciw własnemu narodowi.

Do natury demokracji należą też spory polityczne, ale zawsze muszą się one toczyć we własnym kraju, gdzie trzeba wspierać partie demokratyczne angażujące się na rzecz umacniania demokracji i akceptujące wolę wyborców. Kto wątpi w demokrację w Polsce, ten pierwszy staje się winny wobec demokracji, gdyż nie uznaje woli wyborców. Polska nie jest jakąś prowincją, która potrzebowałaby od lewicowo-liberalnej Brukseli zatwierdzenia dla swego rządu wybranego przez naród. Myślę, że Polacy są dojrzali i sami umieją decydować, kto powinien sprawować rządy w ich kraju.

Wasza Eminencjo, z całego serca dziękujemy za poświęcony nam czas. 

Myszyniec, 26.08.2018