24 kwietnia 2026 roku o godzinie 9:30 nasza kochana Siostra Józefa (Zofia Róża) Zdybicka odeszła do domu Ojca.
S. Józefa Zdybicka urodziła się 5 sierpnia 1928 roku w Kraśniku Lubelskim. Pochodziła z zamożnej, zaangażowanej religijnie rodziny mieszczańskiej, którą tworzyli: rodzice – Helena z domu Łukasik i Feliks oraz o cztery lata starsza siostra Maria. Bolesnym momentem dla całej rodziny była przedwczesna śmierć ojca w 1937 roku. Z domu rodzinnego s. Józefa wyniosła ogromną wrażliwość na ludzką biedę. Jej mama wspierała ubogich nie tylko dzieląc się chlebem, ale także przyjmując ich do swego mieszkania na noc. Po jej śmierci wokół domu zgromadziły się rzesze ubogich. S. Józefa do końca życia zachowała wielką wrażliwość na każdy rodzaj ludzkiej biedy. Służyła nie tylko pomocą materialną, ale także wsparciem psychicznym i duchowym. Potrafiła dostrzec i zatrzymać się przy najsłabszych.
Gdy miała jedenaście lat wybuchła II wojna światowa, ojciec już nie żył, matka z dwójką dzieci borykała się z trudami życia w okupowanym kraju. Po ukończeniu szkoły podstawowej Zofia kontynuowała naukę w jedynej działającej w Kraśniku podczas okupacji szkole handlowej, która nie dawała możliwości zdawania egzaminu dojrzałości. Pragnieniem Zosi i jej mamy było jednak uzyskanie wyższego wykształcenia. Tak rozpoczął się mariaż s. Józefy z Lublinem. Tu w ciągu dwu lat uzupełniła swoje wykształcenie w cieszącym się renomą Liceum Handlowym im. A.J. Vetterów. W 1948 roku zdała egzamin dojrzałości.
Po maturze dyrektor szkoły Edward Janicki, który jeszcze w okresie nauki niejednokrotnie powierzał młodej Zosi zastępstwa lekcyjne, zaproponował jej posadę nauczycielki. Zofia miała jednak już wówczas inne plany. Od dzieciństwa – jak wspominała – chodziły jej po głowie myśli, by zostać zakonnicą. Im bliżej było matury, tym bardziej rosła w niej pewność, że zostanie siostrą. Wraz z jej determinacją, rósł też sprzeciw bliskich, którzy powtarzali, żeby najpierw skończyć studia. S. Józefa niejednokrotnie mówiła ze zdumieniem o sile Bożego wezwania – „jak to jest, że wszyscy dookoła mówią nie idź, a człowiek wie, że ma iść i idzie…”.
O początkach swego powołania opowiadała tak: „Zdałam właśnie maturę i chciałam już być w jakimś zgromadzeniu. Tylko nie miałam pojęcia w jakim. Zaczęły się wakacje. Byłam w Lublinie w pierwszy piątek miesiąca i poszłam do spowiedzi do kościoła jezuitów, gdzie zwykle lubiłam się modlić. Nie zamierzałam akurat opowiadać o swoich rozterkach i historii życiowej. Wyspowiadałam się i chciałam iść, gdy ojciec jezuita zapytał mnie, ile mam lat i co robię. Powiedziałam, że właśnie zdałam maturę i chcę wstąpić do zakonu, ale nie mam pojęcia do jakiego. Tak od słowa do słowa dowiedziałam się o urszulankach, a nawet dostałam książkę o Matce Urszuli Ledóchowskiej. Zaczęłam czytać, wstałam dopiero, gdy przeczytałam całą”. Jezuitą, który zapoznał s. Józefę ze Zgromadzeniem był O. Stefan Dzierżek (1913-2005) wychowanek św. Urszuli Ledóchowskiej.
24 września 1948 roku młoda Zosia przekroczyła próg naszego domu w Pniewach i wstąpiła do Zgromadzenia sióstr urszulanek. Pierwszym zadaniem, jakie jej powierzono ze względu na ukończenie liceum handlowego, była piecza nad finansową stroną działalności domu dziecka prowadzonego przez Zgromadzenie w Otorowie. „Po kilku dniach przeszkolenia prowadzonego przez siostrę Ledóchowską, siostrzenicę św. Urszuli [wspomina s. Józefa], powierzono mi pieczę nad całymi finansami domu dziecka. Dziś z podziwem patrzę na tamte siostry, które młodej dziewczynie, nieznanej sobie przecież, z ufnością oddały tak ważne sprawy.” W Otorowie pracowała Siostra od początku 1949 roku do sierpnia 1953. W tym czasie, poczynając od 14 sierpnia 1951 roku odbyła koadiutorski nowicjat (kurując jednocześnie nabytą w Otorowie gruźlicę) i 15 sierpnia w 1952 roku złożyła pierwsze śluby koadiutorskie. W roku 1953/1954 odbyła nowicjat kanoniczny w Pniewach. Pierwsze śluby kanoniczne złożyła 15 sierpnia 1954 roku, po czym została posłana do Lipnicy Poznańskiej, gdzie przez dwa lata – od sierpnia 1954 roku do września 1956 pełniła funkcję asystentki domowej. 15 sierpnia 1957 roku złożyła śluby wieczyste.
Marzeniem siostry były studia uniwersyteckie, jednakże dla Pana Boga potrafiła z tego marzenia zrezygnować. Sama wspominała tak: „Wybierałam życie zakonne, a nie naukę, więc w końcu po kilku latach jakichś tam nadziei na studia, ze spokojem serca zrezygnowałam z tego marzenia dla Pana Boga. Wtedy niespodziewanie zawołała mnie przełożona i powiedziała bym zdecydowała co chcę studiować. Wybrałam filozofię, bo wówczas teologię mogli studiować tylko księża.” Nieraz wracała do tych wydarzeń podkreślając, że dopiero gdy ofiarowała „swojego ukochanego Izaaka”, Pan Bóg go oddał (i to w czwórnasób). Studia rozpoczęła w roku akademickim 1956/1957 na działającym samodzielnie od dziesięciu lat Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.
Jej przygoda z filozofią wkrótce rozwinęła się w pasję naukową. Jej profesorami byli m. in. o. Mieczysław A. Krąpiec OP, Stefan Świeżawski, ks. Marian Kurdziałek, ks. Stanisław Kamiński i bp Karol Wojtyła. Decyzje Zgromadzenia, które nie pozwoliły Siostrze podjąć studiów wcześniej były niewątpliwie zrządzeniem Bożym, dzięki któremu dane Jej było nie tylko poznać z pozycji studenta, ale i w kolejnych latach rozwinąć współpracę oraz nawiązać głęboką, bliską relację z Karolem Wojtyłą, który wprawdzie rozpoczął pracę na KUL już w roku akademickim 1954/55 jednak to właśnie w roku 1956/57, w którym s. Józefa rozpoczęła studia, po raz pierwszy powierzono mu prowadzenie wykładów i ćwiczeń z filozofii moralnej dla studentów I i II roku wybranego przez nią kierunku studiów. Po czym już w roku 1958, w związku z otrzymaniem sakry biskupiej ks. Karol Wojtyła zawiesił na dwa lata działalność dydaktyczną na KUL. Czyż można wątpić, że to Pan ustanawia wszystko we właściwym czasie wobec tych, którzy są mu posłuszni? Nawiązana wówczas głęboka więź trwała do końca życia świętego Papieża, o spotkaniach z którym Siostra niejednokrotnie z wielką radością opowiadała. To właśnie Karol Wojtyła zabiegał u władz naszego Zgromadzenia o zatrudnienie s. Józefy na Uniwersytecie, dowodząc jak wiele pokory praca naukowa wymaga, przez co w pełni wpisuje się w ideały życia zakonnego. Nie doszło do tego od razu. Po uzyskaniu w czerwcu 1961 roku dyplomu magistra s. Józefa została posłana na placówkę do Warszawy, gdzie przebywała do września 1970 roku. W międzyczasie, po tragicznej śmierci Matki Franciszki Popiel, podczas VIII Kapituły Zgromadzenia 19 stycznia 1964 r. została wybrana do Zarządu Generalnego. Jednocześnie, wybrana wówczas na Przełożoną Generalną Matka Andrzeja Górska wyraziła zgodę na kontynuację naukowej drogi s. Józefy.
18 listopada 1965 roku Siostra Zdybicka uzyskała stopień doktora, a 29 października 1970 roku doktora habilitowanego. Po uzyskaniu pierwszego z nich w marcu 1966 r. podjęła na KUL zajęcia zlecone, 1 października 1966 roku została zatrudniona na etacie starszego asystenta, a 15 lutego 1967 roku – adiunkta w Katedrze Metafizyki. Łączyła wówczas pracę naukowo-dydaktyczną z posługą w Radzie Generalnej Zgromadzenia. Przebywając na stałe w Warszawie dojeżdżała do Lublina z wykładami. We wrześniu 1970 roku została przeniesiona na stałe na placówkę w Lublinie przy domach akademickich KUL. W 1971 r. powołano ją na stanowisko docenta, a w 1973 r. powierzono jej kierownictwo nowo utworzonej Katedry Filozofii Religii. Tytuł naukowy profesora nadzwyczajnego i stanowisko profesora KUL otrzymała w 1978 r., a tytuł profesora zwyczajnego nauk humanistycznych 19 listopada 1988 r. Tym samym Siostra Józefa Zofia Zdybicka została pierwszą w Polsce siostrą zakonną z tytułem naukowym profesora. Swoje wykształcenie pogłębiała na stypendiach badawczych w USA i Belgii. Pełniła także ważne funkcje administracyjne. W latach 1984-1986 była prodziekanem Wydziału Filozofii Chrześcijańskiej, a w latach 1986-1987 i 1990-1999 dziekanem tegoż wydziału.
Była jednym z głównych przedstawicieli tzw. Filozoficznej Szkoły Lubelskiej. Zaliczana jest do najwybitniejszych metafizyków i filozofów religii; w Polsce była twórcą tej, wciąż nowej, dyscypliny naukowej.
Siostra Józefa rozwinęła szeroką działalność dydaktyczną. Jej „koronnymi” zajęciami były wykłady z filozofii Boga i religii a także proseminarium, seminarium magisterskie i doktorskie z filozofii Boga i religii. Prowadziła też zajęcia z metafizyki, antropologii i etyki. Wykładała wstęp do filozofii i główne problemy filozofii. Wypromowała około 100 magistrów oraz 28 doktorów. Przeprowadziła tysiące egzaminów, traktując je jako szansę bezpośredniego spotkania, podczas którego próbowała zorientować się w sytuacji zdającego, czy nie ma poważniejszych problemów, czy czegoś nie potrzebuje. Była zatroskana nie tylko o sprawy bezpośredniego rozmówcy, interesowała się życiem rodzin i osób im bliskich.
Była członkiem licznych stowarzyszeń naukowych. Wygłaszała referaty i odczyty na wielu konferencjach, sympozjach i kongresach o zasięgu krajowym, międzynarodowym i światowym. Jest autorką wielu książek i ponad 300 artykułów naukowych. Poza tematyką filozoficzną w ramach pracy publicystycznej szerzyła kult św. Urszuli i nauczanie Jana Pawła II.
Do 73 roku życia s. Józefa była czynnym pracownikiem uczelni. Przeszła na emeryturę 30. września 2001 roku. Do końca życia żyła sprawami Uniwersytetu. Będąc na emeryturze brała jeszcze udział w seminariach doktorskich. Pracowitością Siostry, jej życzliwością i wiedzą – jak podsumował życie s. Józefy bp Ignacy Dec – można by obdzielić kilka osób. Praca naukowo-dydaktyczna s. Józefy, jej zaangażowanie w organizację życia naukowego i poczucie odpowiedzialności za kształt kultury były wielokrotnie przez różne gremia honorowane. Do najważniejszych odznaczeń s. Józefy należy Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski (17.12.2020 – przyznany przez Prezydenta RP Andrzeja Dudę za wybitne zasługi dla rozwoju filozofii oraz kultury chrześcijańskiej), Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski (19.10.2008 – z rąk Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego), Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski (2000). Otrzymawszy ostatni wzięła w rękę swój krzyż zakonny, uniosła go i powiedziała, że to on jest najważniejszy. Uzyskując medale i nagrody podkreślała, że tą najcenniejszą będzie nagroda w niebie. Zawsze prosta i skromna, z wdzięcznym poczuciem humoru, zapewne jak podczas podziękowania za przyznanie honorowego obywatelstwa jej rodzinnego miasta, powiedziałaby dziś: „Ja żyję bardzo długo i dlatego tyle się nazbierało”.
Mimo wielkiego zaangażowania w życie Uniwersytetu s. Józefa zapytana w jednym z wywiadów w jakich kategoriach myśli o sobie odpowiedziała: „Jestem przede wszystkim siostrą – urszulanką Serca Jezusa Konającego. Pierwsze moje powołanie, i zasadnicze, które ogrania całe moje życie, to powołanie do życia konsekrowanego. Uważam je za wielki dar od Pana Boga. To co potem człowiek całe życie robi, jest już właściwie wtórne, najpierw jest to całkowite oddanie się do dyspozycji Chrystusowi, Panu Bogu i pełnienie Jego woli, której w szczegółach na początku człowiek nie zna.”
Siostra Józefa pełniła odpowiedzialne funkcje w Kościele, w Zgromadzeniu. Uczestniczyła w pracach Prymasowskiej Rady Społecznej (1986-1990) oraz w licznych Komisjach Episkopatu Polski: ds. Kultury, ds. Nauki Katolickiej, ds. Dialogu z Niewierzącymi, oraz w Komisji „Iustitia et Pax”. Była też konsultorem Rady Naukowej Episkopatu Polski.
W 1964 roku po raz pierwszy została wybrana do Zarządu Generalnego Zgromadzenia. W latach 1964-1970, czyli w okresie pierwszej kadencji Matki Andrzei Górskiej jako przełożonej Generalnej, pełniła rolę IV asystentki. Już wówczas powierzono jej pieczę nad młodzieżą zakonną, którą czy to w skali całego Zgromadzenia czy lokalnej lubelskiej sprawowała przez kilkadziesiąt lat. Był to czas, kiedy na Katolickim Uniwersytecie studiowała bardzo licznie zakonna młodzież naszego Zgromadzenia. A siostra Józefa, po swoich doświadczeniach, chciała wszystkim dać taką szansę. W formacji mocno akcentowała osobistą odpowiedzialność i stawianie wymagań, nawet takich, które człowieka przerastają, gdyż, jak mówiła, to warunkuje rozwój. Kolejna kapituła w 1970 roku znów wybrała s. Józefę IV asystentką. Podczas trzeciej kadencji Matki Andrzei (1976-1983) była II asystentką. Posługując w Zarządzie Generalnym nie tylko stale aktywnie pracowała na Uniwersytecie, ale była jednocześnie w pełni zaangażowana w życie lokalnej lubelskiej wspólnoty, w której przeżyła prawie całe zakonne życie.
Od 1983 roku była przełożoną powstałego wówczas Centrum Lubelskiego. Funkcję tę pełniła przez sześć kolejnych kadencji aż do roku 2001. To dzięki Jej inicjatywie, staraniom i finansom, uzyskanym w dużej mierze podczas wspomnianych stypendiów zagranicznych, na terenie Lublina powstały dwa urszulańskie domy. Oba w niedługim czasie stały się domami formacyjnymi. Odbywało tu formację wiele kandydatek, postulantek i juniorystek nie tylko z Polski, ale także z Ukrainy i Białorusi. Powstanie domów zbiegło się bowiem z czasem, kiedy w okresie przemian ustrojowych i związanych z tym możliwości pójścia z misją na wschód, Zgromadzenie rozpoczęło pracę na Ukrainie (1989). Staraniem s. Józefy, w odpowiedzi na wyrażane przez biskupów potrzeby tamtejszego kościoła, na Ukrainie powstawały kolejne domy, które z ramienia Zgroma-dzenia z wielką troską i gorliwością doglądała. Z kolei w 1995 roku, także przy zaangażowaniu s. Józefy, Zgromadzenie rozpoczęło posługę na Białorusi. W roku 2001 utworzono Wikariat Wschodni, którego była przełożoną aż do czasu utworzenia w 2005 roku centrum ukraińskiego. Nad wspólnotami pracującymi na Białorusi z ramienia Matki Generalnej sprawowała pieczę do 2007 roku.
Podczas kapituły Zgromadzenia w 2001 roku s. Józefa została ponownie wybrana do Zarządu Generalnego i pełniła funkcję I asystentki podczas drugiej kadencji Matki Jolanty Olech jako Przełożonej Generalnej (2001-2007).
Żyła z pasją – Zgromadzeniem, jego misją a także pracą naukową na uniwersytecie. Była osobowością nieprzeciętną, bogatą a jednocześnie skromną. Człowiekiem otwartego umysłu i kochającego serca. Umiała łączyć życie zakonne z pracą naukową, przy czym była bardzo uboga, nie wymagająca dla siebie. Niemal do końca pracy na KUL korzystała z komunikacji miejskiej. A po powrocie z zajęć spieszyła do kaplicy na wspólne modlitwy. Zależało Jej na przebywaniu z siostrami. W czasie posługi w centrum lubelskim bardzo dbała o wzajemne relacje między wspólnotami sióstr. Inicjowała liczne spotkania. Ta znamienna dla s. Józefy wspólnototwórcza postawa charakteryzowała ją niemal do końca życia. Była człowiekiem aktywnym, pracowitym, pomysłowym, dynamicznym i niezwykle komunikatywnym. Umiała łączyć ludzi. Ten dynamizm miłowania czerpała z samego źródła – codziennej Eucharystii oraz z głębokiej relacji z Matką Założycielką. Kochała Zgromadzenie, św. Urszulę i była Jej wierną córką, kontynuatorką Jej charyzmatu. Ta miłość, zauroczenie osobą Matki Założycielki znalazła wyraz w jednej z napisanych przez Siostrę książek – „Otworzyć serce” oraz we wspomnianej wyżej inicjatywie otworzenia w Lublinie dwóch domów – w odpowiedzi na zapotrzebowanie środowiska (przedszkola, świetlica). Przez całe długie życie ofiarnie i radośnie służyła Bogu, Zgromadzeniu, Uniwersytetowi i Ojczyźnie. Utrzymywała żywy kontakt z rodziną, której sprawami zawsze się interesowała. Jej cechą znamienną była, wyniesiona w domu i pogłębiona przez lata zakonnego życia gościnność. Zawsze nastawiona na czynienie dobra otaczała ludzi serdeczną miłością, pełną osobistego ciepła, zawsze serdeczna, wychodząca z chęcią pomocy, do późnej starości wnosiła lekką, pogodną, radosną atmosferę, rozweselając otoczenie wysokiej klasy poczuciem humoru.
W późniejszych latach swego życia, gdy nie piastowała już w Zgromadzeniu żadnych urzędów okazywała ogromny szacunek przełożonym. Wypracowane za młodu postawy owocowały w latach zmierzchu życia. Umiała żyć w zależności, prosić o przysługi a także przeprosić. Do końca życia przyjmowała wszystko pogodnie, z uległością, a jednocześnie wielką godnością i kulturą osobistą, nigdy do nikogo nie mając pretensji. Ostatnie lata – od sierpnia 2022 roku – Siostra Józefa przeżyła w zakonnej infirmerii naszego domu w Warszawie.
Nie sposób objąć wspomnieniem całokształtu posługi s. Józefy w Zgromadzeniu i na Uniwersytecie. Odpowiadając na pytanie co się Siostrze najbardziej w życiu udało odpowiedziała: „Najbardziej dziękuję Panu Bogu, że powołał mnie do życia konsekrowanego i że tak nim pokierował, że mogłam pracować w służbie prawdy i że spotkałam wielkich ludzi. Wydaje mi się, że udało mi się połączyć życie zakonne z pracą uniwersytecką, nie czułam rozdarcia ani wyobcowania w żadnym środowisku.” Istotnie umiała połączyć tak wiele różnych aktywności – przez każdą z nich realizowała swą miłość do Pana Boga. A dziś, może podobnie jak podczas uroczystości odnowienia doktoratu, powiedziałaby nam: „w dobrym towarzystwie czas szybko płynie. Nie wydaje mi się, bym tak wiele lat pracowała i tyle przeżyła. Dla mnie to była chwila. Nie zmieniłabym niczego” . Dziękujemy Ci, Siostro Józefo, za przykład urszulańskiego życia pełnego pasji i zaangażowania, dobroci, ciepła, serdeczności i głębokiego wszechstronnego zatroskania o człowieka.
