Druga medytacja dla kapłanów: rezerwuar miłosierdzia

RVKontynuując medytacje dla kapłanów w czasie ich jubileuszu w Roku Miłosierdzia Franciszek wygłosił drugą z nich w Bazylice Matki Bożej Większej. Zatytułował ją: „Rezerwuar miłosierdzia”. Zdaniem Papieża jest nim nasz grzech.

Ojciec Święty zauważył, że grzech jest jak sito lub dziurawy dzbanek, z którego w krótkim czasie wypływa łaska. Przywołał w tym kontekście fragment z Księgi Proroka Jeremiasza, gdzie czytamy: „Podwójne zło popełnił mój naród: opuścili Mnie, źródło żywej wody, żeby wykopać sobie cysterny, cysterny popękane, które nie utrzymują wody” (Jer 2, 13). Bóg nam niestrudzenie przebacza, nawet gdy widzi, że Jego łasce nie udaje się zapuścić silnych korzeni w glebie naszego serca. Stale jednak na nowo zasiewa swoje miłosierdzie i przebaczenie.

Papież zachęcał kapłanów, by poszli jeszcze o krok dalej. Pan bowiem nie tylko niestrudzenie nam przebacza, ale także odnawia bukłaki, w które przyjmujemy Jego przebaczenie. Używa wręcz nowych bukłaków, do których wlewa się nowe wino. Te nowe bukłaki to Jego miłosierdzie.

To „nowe” jest jeszcze bardziej cudowne, niż pierwsze. Jest to serce, które wie, że zostało stworzone ponownie dzięki połączeniu swej nędzy z przebaczeniem Boga. Zatem  doświadcza dobrodziejstw łaski wobec swojego zranienia i grzechu, odczuwa, że miłosierdzie uspakaja jego winę, nawadnia miłością jego oschłość, rozpala na nowo jego nadzieję.

„Praktykując to miłosierdzie, które naprawia zło innych, nikt nie jest lepszy, by pomagać w ich uleczeniu, jak ten, kto żyje doświadczeniem, że i on był przedmiotem miłosierdzia co do tego samego zła. Popatrz na samego siebie. Przypomnij sobie swoją historię. Opowiedz twoją historię. Znajdziesz tam tak wiele miłosierdzia. Widzimy, że wśród tych, którzy działają w dziedzinie zwalczania uzależnień, zazwyczaj najlepiej rozumieją, pomagają i wymagają od innych właśnie ci, którzy sami zostali od nich ocaleni.  A najlepszym spowiednikiem jest zwykle ten, kto się lepiej spowiada. I możemy postawić sobie pytanie: jak ja się spowiadam? Niemal wszyscy wielcy święci byli wielkimi grzesznikami lub, jak św. Teresa od Dzieciątka Jezus, zdawali sobie sprawę, że jedynie dzięki łasce Bożej nimi nie zostali” – powiedział Papież.

W kolejnej części medytacji Franciszek wskazał przykłady świętych, którzy doświadczyli mocy Bożego miłosierdzia. Wśród nich był m.in. św. Paweł. Pierwotnie żył on w surowym i sztywnym rezerwuarze swego osądu ukształtowanego przez prawo. Ta surowość osądu sprawiła, że stał się prześladowcą chrześcijan. Miłosierdzie przekształciło go jednak w taki sposób, że stając się szukającym najbardziej oddalonych osób o mentalności pogańskiej, był także najbardziej wyrozumiałym i miłosiernym wobec tych, którzy byli takimi, jak niegdyś on sam.

Zupełnie inaczej Bożego miłosierdzia doświadczył św. Piotr.

„Piotr otrzymał miłosierdzie będąc przekonanym, że jest człowiekiem rozsądnym. Był mądry, mając solidny i wypracowany zdrowy rozsądek rybaka, który wie z doświadczenia, kiedy można łowić ryby, a kiedy nie. Jest to mądrość człowieka, który będąc podekscytowany podczas chodzenia po wodzie i cudownego połowu, nazbyt koncentrując swoje spojrzenie na sobie, potrafi poprosić o pomoc Jedynego, który może go ocalić. Ten Piotr został uzdrowiony w najgłębszej ranie, jaką można mieć, najgłębszej! To znaczy w zaparciu się przyjaciela. I zrobili go Papieżem. Być może jest z tym związana nagana Pawła, gdy oskarżył go o dwulicowość. Mogłoby się zdawać, że Paweł uważał się za najgorszego przed poznaniem Chrystusa. Ale Piotr, po tym jak się z Nim spotkał – zaparł się Go… Jednak uzdrowienie właśnie w tym przemieniło Piotra w miłosiernego Pasterza, w solidną skałę, na której zawsze można budować, ponieważ jest to słaba skała, która została umocniona, słaba skała, która została umocniona, a nie kamień, który swoją mocą powoduje potknięcie się najsłabszego” – powiedział Franciszek.

Pośród innych wymienionych przez Papieża świętych był Jan Ewangelista, Augustyn, Franciszek z Asyżu, Ignacy Loyola, Jan Maria Vianney czy „proboszcz Brochero”, argentyński błogosławiony, który wkrótce będzie kanonizowany.

Ostatnim punktem wskazanym w medytacji była osoba Maryi, widziana jako naczynie i źródło Bożego miłosierdzia. Franciszek przywołał tu Jej wizerunek z Guadalupe, przed którym modlił się w samotności podczas swej podróży apostolskiej do Meksyku. „Prosiłem Ją za was, drodzy kapłani, abyście byli dobrymi księżmi” – powiedział Ojciec Święty.

Papież mówił, że Maryja patrzy na nas w taki sposób, iż człowiek czuje się ugoszczony w Jej łonie. Uczy nas, że jedyną siłą zdolną do zdobycia serc ludzi jest czuła troska Boga. Inny „sposób patrzenia Maryi” jest związany z samą tkaniną wizerunku z Guadalupe. Matka Boża „tka” widząc, w jaki sposób, mając na celu dobro, może połączyć to wszystko, co ludzie Jej przynoszą.

„Widząc, jak Bóg utkał oblicze i postać Matki Bożej z Guadalupe na płaszczu Juana Diego, możemy modlić się rozważając, jak uplótł naszą duszę i życie Kościoła. Mówią, że nie da się wyjaśnić, jak tamten obraz jest «namalowany». Jest taki, jakby był wydrukowany. Jestem skłonny myśleć, że cudem było nie tylko «wydrukowanie lub namalowanie obrazu pędzlem», ale że «został stworzony na nowo cały płaszcz» przekształcony od stóp do głów, a każda nić – z tych, które kobiety od najmłodszych lat uczą się tkać, a do najlepszej odzieży wykorzystują nici ze środka agawy (z której liści biorą się nici) – każda nić, która zajmowała swoje miejsce, zostaje przemieniona, przybierając te odcienie, które jaśnieją na swoim ustalonym miejscu, a utkane razem z innymi nićmi, podobnie przekształconymi, ukazują oblicze Matki Bożej i całą Jej osobę oraz wszystko to, co Ją otacza. Miłosierdzie czyni to samo z nami: nie «maluje nam» twarzy od zewnątrz tak, byśmy wyglądali na ludzi dobrych, nie obrabia nas «photoshopem», ale nićmi naszych bied – właśnie nich! – i naszych grzechów – właśnie nich! – splecionych z ojcowską miłością, tka nas tak, że nasza dusza się odnawia, odzyskując swój obraz, to znaczy obraz Jezusa” – powiedział Franciszek.

Papież wskazał także na inne sposoby patrzenia Maryi na człowieka. Jednym z nich jest wrażliwość. Maryja bowiem uważnie obserwuje, cała poświęca się i angażuje całkowicie wobec tego, kto przed Nią stoi. Jest jak matka, która wpatruje się całą sobą w synka, który coś jej opowiada. Inny wymiar to spojrzenie „integralne”, które jednoczy wszystko, naszą przeszłość, chwilę obecną i przyszłość. Jej spojrzenie nie jest fragmentaryczne: miłosierdzie bowiem potrafi widzieć całość i wyczuwa to, co jest najbardziej potrzebne.

lg/ rv

Więcej na: Radio Watykańskie


Dzień skupienia dla kapłanów w Roku Świętym Miłosierdzia cz. II

Rezerwuarem Miłosierdzia jest nasz grzech. Często jednak się zdarza, że nasz grzech jest jak sito, jak dziurawy dzbanek, z którego w krótkim czasie wypływa łaska: „Bo podwójne zło popełnił mój naród: opuścili Mnie, źródło żywej wody, żeby wykopać sobie cysterny, cysterny popękane, które nie utrzymują wody” (Jer 2,13). Stąd trzeba, by Pan jasno powiedział Piotrowi, że „trzeba wybaczyć siedemdziesiąt siedem razy”. Bóg niestrudzenie przebacza, nawet wtedy, gdy widzi, że jego łasce nie udaje się zapuścić silnych korzeni w glebie naszego serca, gdy widzi, że droga jest trudna, pełna chwastów i skalista. Stale na nowo zasiewa swoje miłosierdzie i przebaczenie.

SERCA STWORZONE NA NOWO

Możemy jednak pójść o krok dalej w tym miłosierdziu Boga, która jest zawsze „większa od naszej świadomości” grzechu. Pan nie tylko niestrudzenie nam przebacza, ale odnawia także bukłaki, w które przyjmujemy Jego przebaczenie. Używa nowych bukłaków dla nowego wina Jego miłosierdzia, aby nie było jak podarte ubranie, albo stare bukłaki. Tym nowym bukłakiem jest samo Jego miłosierdzie: Jego miłosierdzie, to doświadczane w nas samych i to, które wprowadzamy w życie, pomagając innym. Serce, które otrzymało miłosierdzie nie jest sercem połatanym, ale sercem nowym, stworzonym na nowo. To serce, o którym Dawid mówi: „Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste i odnów we mnie moc ducha” (Ps 50,12). To nowe, odrodzone serce, jest bardzo receptywne. Liturgia wyraża duszę Kościoła, kiedy każe nam odmawiać tę piękną modlitwę: „Boże, Ty w przedziwny sposób stworzyłeś człowieka i w jeszcze cudowniejszy sposób go odkupiłeś” (Wigilia Paschalna, modlitwa po pierwszym czytaniu). Zatem to drugie stworzenie jest jeszcze bardziej cudowne, niż pierwsze. Jest to serce, które wie, że zostało stworzone na nowo dzięki połączeniu swej nędzy z przebaczeniem Boga i dlatego „jest to serce, które otrzymało miłosierdzie i daje miłosierdzie”. Zatem  doświadcza dobrodziejstw łaski wobec swego zranienia i wobec swojego grzechu, odczuwa, że miłosierdzie uspakaja jego winę, nawadnia miłością jego oschłość, rozpala na nowo jego nadzieję. Dlatego też  kiedy równocześnie i z tą samą łaską przebacza tym, którzy mają wobec niego jakiś dług i współczuje tym, którzy są także grzesznikami, miłosierdzie to zakorzenia się w glebie żyznej, w której woda się nie zatraca, ale daje życie. Pełniąc miłosierdzie, które naprawia krzywdy innych, nikt nie jest lepszy, by pomóc w jego uleczeniu, niż ten, kto podtrzymuje żywe doświadczenie bycia przedmiotem miłosierdzia wobec tego samego zła. Widzimy, że wśród tych, którzy działają na rzecz zwalczania uzależnień, zazwyczaj najlepiej rozumieją, pomagają i wymagają od innych właśnie ci, którzy sami zostali od nich ocaleni.  A najlepszym spowiednikiem jest zwykle ten, kto się lepiej spowiada. Niemal wszyscy wielcy święci byli wielkimi grzesznikami lub, jak św. Teresa od Dzieciątka Jezus, zdawali sobie sprawę, że jedynie dzięki łasce Bożej nimi nie byli.

Zatem prawdziwym naczyniem miłosierdzia jest samo miłosierdzie, które każdy otrzymał i które zrodziło jego serce na nowo, jest to „nowy bukłak”, o którym mówi Jezus (por. Łk 5,37), „oczyszczona studnia”.

Stajemy w ten sposób w obszarze tajemnicy Syna, Jezusa, będącego miłosierdziem Ojca, które stało się ciałem. Ostateczny obraz rezerwuaru miłosierdzia znajdujemy poprzez rany zmartwychwstałego Pana, obraz piętna grzechu naprawionego przez Boga, grzechu który nie jest całkowicie zmazany, ale też nie ropieje: jest to blizna, a nie ropiejąca rana. W tej właściwej bliznom „wrażliwości”, przypominającej nam o ranie bez wielkiego bólu i o leczeniu, bez którego zapominamy o słabości, tam właśnie ma swe miejsce Boże miłosierdzie. We wrażliwości Chrystusa zmartwychwstałego, który zachowuje swoje rany, nie tylko na nogach i na rękach, ale i w swym sercu, które jest sercem zranionym, odnajdujemy właściwy sens grzechu i łaski.  Kontemplując zranione serce Pana odzwierciedlamy się w Nim. Nasze serce i Jego serce upodabniają się do siebie, ponieważ obydwa są zranione i zmartwychwstałe.   Ale wiemy, że Jego serce było czystą miłością i zostało zranione, bo On zgodził się być słabym. Natomiast nasze serce było jedynie raną, a zostało uzdrowione, bo zgodziło się, by było miłowane.

NASI ŚWIĘCI OTRZYMALI MIŁOSIERDZIE

Warto, abyśmy podziwiali innych, którzy pozwolili, by ich serce zostało odrodzone przez miłosierdzie i abyśmy dostrzegli w jakim „rezerwuarze” je otrzymali.

Paweł otrzymał je w surowym i sztywnym rezerwuarze swego osądu ukształtowanego przez Prawo. Surowość osądu sprawiła, że stał się prześladowcą. Miłosierdzie przekształciło go w taki sposób, że stając się szukającym najbardziej oddalonych, osób o mentalności pogańskiej, z drugiej strony był najbardziej wyrozumiałym i miłosiernym wobec tych, którzy byli takimi, jak niegdyś on sam. Paweł chciał być wyklęty dla zbawienia swoich rodaków. Jego osąd umacnia się „nie sądząc nawet samego siebie”, ale dając się osądzić Bogu, który jest większy od jego sumienia, odwołując się do Jezusa Chrystusa, który jest obrońcą wiernym, od którego miłości nic i nikt nie może go oddzielić. Radykalny charakter osądów Pawła odnośnie do bezwarunkowego miłosierdzia Boga, które przewyższa dogłębną ranę, sprawiającą, że mamy dwa prawa (prawo ciała i prawo Ducha) spowodowany jest tym, że jest on obdarzony umysłem wrażliwym na absolutny charakter prawdy, zranionym właśnie tam, gdzie Prawo i Światło staje się pułapką. Słynny „oścień”, którego Pan mu nie odbiera jest rezerwuarem, w którym Paweł otrzymuje miłosierdzie Boga (por. 2 Kor 12,7).

Piotr otrzymał miłosierdzie będąc przekonanym, że jest człowiekiem rozsądnym. Był mądry mając solidny i wypracowany zdrowy rozsądek rybaka, który wie z doświadczenia, kiedy można łowić ryby, a kiedy nie. Jest to mądrość człowieka, który będąc podekscytowany podczas chodzenia po wodzie i cudownego połowu, nazbyt koncentrując swoje spojrzenie na sobie, potrafi prosić o pomoc Jedynego, który może go ocalić. Ten Piotr został uzdrowiony w najgłębszej ranie, jaką można mieć, to znaczy zaparcia się przyjaciela. Być może jest z tym związana nagana Pawła, gdy oskarżył go o dwulicowość. Mogłoby się zdawać, że Paweł uważał się za najgorszego zanim poznał Chrystusa. Ale Piotr, po tym jak się z Nim spotkał – zaparł się Go… Jednak uzdrowienie właśnie w tym przemieniło Piotra w miłosiernego Pasterza, w solidną opokę, na której zawsze można budować, ponieważ jest to słaba opoka, która została umocniona, a nie opoka, która w swojej mocy powoduje potknięcie się najsłabszego. Piotr był uczniem, którego Pan w Ewangelii najczęściej napominał. Korygował go stale, aż po ostatnie napomnienie: „co tobie do tego? Ty pójdź za Mną!” (J 21,22). Tradycja mówi, że gdy Piotr uciekał z Rzymu Jezus objawił się ponownie. Piotr ukrzyżowany głową w dół jest chyba najbardziej wymownym znakiem tego rezerwuaru człowieka twardogłowego, który, aby móc otrzymać miłosierdzie, uniża się nawet w chwili, gdy składa najwyższe świadectwo miłości do swego Pana. Piotr nie chce zakończyć swojego życia mówiąc: „odrobiłem lekcję”, ale „moja głowa nigdy się nie nauczy, a zatem kładę ją na dół”. Nade wszystko stawia stopy obmyte przez Pana. Te stopy są dla Piotra rezerwuarem, poprzez który otrzymuje miłosierdzie swojego Przyjaciela i Pana.

Jan zostanie uleczony w swej pysze chęci naprawienia zła ogniem a w końcu będzie tym, który napisze „dzieci moje” i ten, który był „synem gromu” (Mk 3,17), wydaje się być jednym z tych dobrych starców, mówiących jedynie o miłości.

Augustyn został uzdrowiony w swej tęsknocie z powodu spóźnienia na spotkanie: „Późno Cię umiłowałem”; i znajdzie ten twórczy sposób wypełnienia straconego czasu miłością, pisząc swoje „Wyznania”.

Franciszek otrzymuje coraz więcej miłosierdzia, w wielu momentach swojego życia. Być może ostatecznym rezerwuarem, który stał się prawdziwymi ranami, bardziej niż ucałowanie trędowatego, poślubienie Pani Biedy i odczuwanie każdego stworzenia jako siostry, była konieczność strzeżenia w miłosiernym milczeniu Zakonu, który założył. Franciszek widział, że jego bracia dzielili się między sobą, biorąc za sztandar samo ubóstwo. Diabeł każe nam walczyć między sobą w obronie najświętszych rzeczy, ale „ze złym duchem”.

Ignacy został uzdrowiony w swej próżności, a jeśli to było naczyniem, to możemy się domyślać, jak wielkie było owo pragnienie próżności, które zostało przekształcone w takie dążenie do większej chwały Bożej.

„Pamiętniku wiejskiego proboszcza” Bernanos przedstawia nam życie wiejskiego proboszcza, inspirując się życiem Proboszcza z Ars. Są tam dwa bardzo ładne fragmenty, mówiące o wewnętrznych myślach księdza w ostatnich chwilach jego nieoczekiwanej choroby: „podczas ostatnich tygodni, ostatnich miesięcy, jakie Bóg mi pozostawił, dopóki będę mógł pełnić obowiązki proboszcza… będę się troszczył o przyszłość, będę pracował dla teraźniejszości. Ten rodzaj pracy wydaje mi się na moją miarę … udają mi się tylko rzeczy drobne, tak często doświadczając niepokoju, muszę przyznać, że drobne radości są mi dostępne”. Malutkie naczynie miłosierdzia związane jest z niewielkimi radościami naszego życia duszpasterskiego, tam gdzie możemy otrzymać oraz wypełniać w małych gestach nieskończone miłosierdzie Ojca.

Drugi fragment mówi: „Skończyło się. Pewna nieufność do siebie, do swej osoby, jaką miałem, rozwiała się, sądzę, raz na zawsze. Ta walka już się skończyła. Już jej nie podejmuję, jestem pogodzony z sobą, z tą mizerną powłoką. Nienawidzić siebie jest łatwiej, niż się zdaje. Łaską jest zapomnieć o sobie. Ale gdyby wszelka pycha w nas umarła, najwyższą łaską byłoby kochać pokornie samego siebie jak każdy z umęczonych członków Jezusa Chrystusa”.  Oto naczynie: „kochać pokornie samego siebie jak każdy z umęczonych członków Jezusa Chrystusa”. Jest to naczynie powszechne, jak stary dzbanek, który możemy pożyczyć od najuboższych.

„Proboszcz Brochero”, argentyński błogosławiony, który wkrótce będzie kanonizowany, „pozwolił, aby jego serce zostało przemienione przez Boże miłosierdzie”.  Jego rezerwuarem okazało się w końcu jego własne ciało chore na trąd. On, który marzył, by umierać galopując, docierając do jakiejś rzeki w górach, aby udzielić namaszczenia choremu. Jednym z jego ostatnich słów było: „W tym życiu nie osiąga się chwały”; „Jestem bardzo zadowolony z tego, co Bóg uczynił ze mną w dziedzinie wzroku i dziękuję mu za to bardzo. Kiedy byłem w stanie służyć ludzkości, zachował moje zmysły nienaruszone i mocne. Dziś, kiedy już nie daję rady, pozbawił mnie jednego ze zmysłów ciała. W tym świecie nie ma pełni chwały i jesteśmy pełni niedoli”. Wiele razy nasze sprawy zostają połowiczne, a tym samym wyjście z własnych ograniczeń zawsze jest łaską. Jest nam dane „pozostawienie rzeczy”, aby Pan je pobłogosławił i udoskonalił. Nie powinniśmy się zbytnio przejmować. To nam pozwala otworzyć się na bóle i radości naszych braci. Kardynał Van Thuan powiedział, że w więzieniu, Pan nauczył go odróżnić „sprawy Boże”, którym się poświęcił w swoim życiu, kiedy był na wolności jako kapłan i biskup, a samym Bogiem, któremu się poświęcał, kiedy był uwięziony (por. Pięć chlebów i dwie ryby, Katowice 2006).

MARYJA JAKO NACZYNIE I ŹRÓDŁO MIŁOSIERDZIA

Wspinając się po drabinie świętych, w poszukiwaniu naczyń miłosierdzia, dochodzimy do Matki Bożej. Jest Ona naczyniem prostym i doskonałym, poprzez które należy otrzymywać i upowszechniać miłosierdzie. Jej dobrowolne „tak” wobec łaski jest przeciwieństwem obrazu grzechu, który doprowadził marnotrawnego syna donikąd. Nosi Ona w sobie pełnię takiego miłosierdzia, które jest zarówno bardzo Jej własne, bardzo właściwe naszej duszy i bardzo kościelne. Jak stwierdziła w Magnificat: wie, że Bóg spojrzał na Nią z dobrocią w Jej uniżeniu i potrafi dostrzec, jak miłosierdzie Boże dociera do wszystkich pokoleń. Potrafi Ona zobaczyć dzieła, jakie to miłosierdzie rozwija i czuje się „przyjęta” wraz z całym Izraelem przez to miłosierdzie. Strzeże Ona pamięci i obietnicy nieskończonego miłosierdzia Boga wobec swego ludu. Jej Magnificat wypływa z serca nieskazitelnego, dyskretnego, które postrzega dzieje każdego człowieka swoim macierzyńskim miłosierdziem.

W owej chwili spędzonej samotnie z Maryją, jaką mi podarował naród meksykański, ze spojrzeniem skierowanym ku Matce Bożej, Pannie z Guadalupe, i pozwalając, by na mnie spojrzała, prosiłem Ją za was, drodzy kapłani, abyście byli dobrymi księżmi. A w przemówieniu do biskupów powiedziałem im, że długo myślałem o tajemnicy spojrzenia Maryi, o Jej czułości i słodkości, która daje nam odwagę, by pozwolić na ogarnięcie nas  Bożym miłosierdziem. Chciałbym wam teraz przypomnieć, w jaki „sposób” Matka Boża patrzy zwłaszcza na swoich kapłanów, bo przez nas chce widzieć swój lud.

Maryja patrzy na nas w taki sposób, że człowiek czuje się ugoszczony w Jej łonie. Uczy Ona nas, że „jedyną siłą zdolną do zdobycia serc ludzi, jest czuła troska Boga. Tym, co zachwyca i przyciąga, tym, co podbija i zwycięża, tym, co otwiera i uwalnia z łańcuchów, nie jest siła narzędzi czy surowość prawa, lecz wszechmocna słabość miłości Bożej, która jest niepowstrzymaną siłą Jego łagodności i nieodwracalną obietnicą Jego miłosierdzia” (Przemówienie do biskupów Meksyku, 13 lutego 2016). To, czego wasz lud szuka w oczach Maryi, to „łono, do którego ludzie, zawsze będący sierotami i wydziedziczonymi, przybywają w poszukiwaniu bezpieczeństwa i ogniska domowego”. A jest to związane z Jej sposobami patrzenia: przestrzeń, jaką otwierają Jej oczy, to przestrzeń łona, a nie przestrzeń trybunału czy poradni „zawodowej”. Jeśli czasami zauważacie, że wasze spojrzenie stało się twardsze, że podchodząc do ludzi, doświadczacie uciążliwości, albo nic nie doświadczacie, spójrzcie na Nią ponownie, spójrzcie na Nią oczyma najmniejszych waszego ludu, żebrzącymi o łono, a Ona oczyści spojrzenie z wszelkiej „zaćmy”, która nie pozwala zobaczyć Chrystusa w duszach, uleczy was z wszelkiej krótkowzroczności, która czyni ludzkie potrzeby uciążliwymi, a które są potrzebami wcielonego Pana, i od wszelkiej dalekowzroczności starczej, sprawiającej, że gubią się szczegóły, drobne przypisy, gdzie rozgrywają się ważne realia życia Kościoła i rodziny.

Inny „sposób patrzenia Maryi” jest związany z tkaniną: Maryja obserwuje „tkając”, widząc w jaki sposób, mając na celu dobro, może połączyć, to  wszystko, co wasi ludzie Jej przynoszą. Powiedziałem biskupom meksykańskim, że „na płaszczu duszy meksykańskiej Bóg utkał nićmi noszącymi metyskie rysy waszego ludu oblicze swego objawienia się w «Czarnej Panience»” (tamże). Pewien mistrz duchowy naucza, że to, co mówi się w szczególny sposób o Maryi, mówi się o Kościele w sposób powszechny i o każdej poszczególnej duszy (por. IZAAK, OPAT KLASZTORU STELLA, Kazanie 51PL 194, 1863). Widząc, jak Bóg utkał oblicze i postać Matki Bożej z Guadalupe na płaszczu Juana Diego, możemy modlić się rozważając, jak uplótł naszą duszę i życie Kościoła. Mówią, że nie można zobaczyć, jak obraz jest „namalowany”. To tak, jakby był wydrukowany. Lubię myśleć, że cudem było nie tylko „wydrukowanie lub namalowanie obrazu pędzlem”, ale że „został stworzony na nowo cały płaszcz” przekształcony od stóp do głów, a każda nić – z tych, które kobiety od najmłodszych lat uczą się tkać, a dla najlepszej odzieży wykorzystują nici ze środka agawy (z której liści biorą się nici) – każda nić, która zajmowała swoje miejsce zostaje przemieniona, przybierając te odcienie, które jaśnieją w swoim ustalonym miejscu, a utkane razem z innymi nićmi, podobnie przekształconymi, ukazują oblicze Matki Bożej i całą Jej osobę oraz wszystko to, co Ją otacza. Miłosierdzie czyni to samo: nie „maluje nam” od zewnątrz oblicza ludzi dobrych, nie robi z nami photoshopu, ale nićmi naszych bied i naszych grzechów poprzetykanych miłością Ojca tka nas tak, że nasza dusza się odnawia, odzyskując swój prawdziwy obraz, to znaczy obraz Jezusa. Bądźcie zatem kapłanami „zdolnymi do naśladowania tej wolności Boga, wybierając to, co pokorne, aby uczynić widzialnym majestat Jego oblicza i aby naśladować tę boską cierpliwość w tkaniu delikatną nicią człowieczeństwa, którą spotkacie, tego nowego człowieka, na którego czeka wasz kraj. Nie dajcie się pochłonąć daremnymi próbami zmiany ludu, jak gdyby miłość Boża nie miała wystarczającej mocy, aby go zmienić” (Przemówienie do biskupów Meksyku, 13 lutego 2016).

Trzecim sposobem jest wrażliwość: Maryja obserwuje uważnie, cała się poświęca i angażuje się całkowicie wobec tego, kto przed Nią stoi, jak matka która wpatruje się całą sobą w synka, który coś jej opowiada. „Jak uczy piękna tradycja guadalupeńska, «Morenita» strzeże spojrzeń tych, którzy Ją kontemplują, odzwierciedla twarze tych, którzy Ją spotykają. Trzeba się nauczyć, że jest coś niepowtarzalnego w każdej z tych osób, które na nas patrzą, szukając Boga. Naszym zadaniem jest to, abyśmy nie byli nieczuli na takie spojrzenia. Musimy strzec w sobie każdego z nich, zachowując ich w sercu, broniąc ich”. Jedynie Kościół, chroniący oblicza ludzi, którzy pukają do jego drzwi, jest zdolny, by mówić im o Bogu. Jeśli nie rozszyfrujemy ich cierpienia, jeśli nie uświadomimy sobie ich potrzeb, to nic nie możemy im zaoferować. Posiadane przez nas bogactwo przepływa tylko wtedy, gdy spotykamy niedostatek żebrzących, a to spotkanie odbywa się właśnie w naszych sercach pasterzy. Waszym biskupom powiedziałem, aby zwracali uwagę na was, ich kapłanów, by „nie pozostawiali was narażonych na samotność i opuszczenie, abyście nie padali łupem światowości, która pożera serce” (tamże). Świat patrzy na nas uważnie, ale po to, by nas „pożreć”, aby nas przemienić w konsumentów… Wszyscy potrzebujmy, by nas czujnie strzeżono, bezinteresownie. Powiedziałem biskupom: „Bądźcie czujni i nauczcie się czytać ich spojrzenia, aby się z nimi cieszyć, gdy się czują szczęśliwi, mogąc opowiedzieć, «co zdziałali i czego nauczali» (por. Mk 6, 30), a także aby się nie wycofywać, gdy czują się nieco upokorzeni i mogą jednie zapłakać, gdyż «zaparli się Pana» (por. Łk 22, 61-62) oraz aby wesprzeć ich, we wspólnocie z Chrystusem, gdy któryś z nich, opuszczony, odejdzie z Judaszem «w nocy» (por. J 13, 30). W takich sytuacjach niech nigdy zabraknie ojcostwa was, biskupów wobec waszych księży. Ożywiajcie wspólnotę między nimi, starajcie się, aby doskonalili swe dary, włączajcie ich w wielkie sprawy, gdyż serce apostoła nie zostało uczynione dla małych rzeczy” (tamże).

Wreszcie, Maryja postrzega w sposób „integralny”, jednocząc wszystko, naszą przeszłość, chwilę obecną i przyszłość. Jej spojrzenie nie jest fragmentaryczne: miłosierdzie potrafi widzieć całość i wyczuwa to, co jest najbardziej potrzebne. Tak, jak Maryja w Kanie, która była zdolna, by z góry odczuwać współczucie w związku z tym, co spowoduje brak wina na weselu i prosiła Jezusa, aby temu zaradził, choć nikt nie zdawał sobie z tego sprawy, tak też całe nasze życie możemy widzieć jako „poprzedzone miłosierdziem” Maryi, która przewidując nasze braki, zapewniła wszystko, co mamy. Jeśli w naszym życiu jest trochę „dobrego wina”, to nie jest to naszą zasługą, ale Jej „uprzedzającego miłosierdzia”, tego miłosierdzia, które już opiewa w Magnificat: jak to Pan „wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej” i „pamiętał o swoim dawnym (przymierzu) miłosierdzia”, które rozciąga się z „pokolenia na pokolenie” nad ubogimi i uciśnionymi (por. Łk 1,46-55). Maryja odczytuje historię, jako dzieje miłosierdzia.

Możemy zakończyć odmawiając Salve Regina, modlitwę, w której inwokacjach rozbrzmiewa duch Magnificat. Maryja jest Matką Miłosierdzia, naszym życiem, słodyczą i nadzieją. Jej miłosierne oczy, to te, które uważamy za najlepsze naczynie miłosierdzia, w tym sensie, że możemy z nich chłonąć owo spojrzenie  dobre i wyrozumiałe, którego pragniemy, jak tylko można pragnąć jakiegoś spojrzenia. Te miłosierne oczy pozwalają nam również zobaczyć dzieła miłosierdzia Boga w dziejach ludzi i odkryć Jezusa na ich twarzach. W Maryi znajdujemy ziemię obiecaną – Królestwo miłosierdzia ustanowione przez naszego Pana – które przychodzi już tutaj w tym życiu, po wszelkim wygnaniu, na które wypędza nas grzech. Wzięci przez Nią za rękę i pod Jej spojrzeniem możemy z radością opiewać wspaniałość Pana. Możemy Jej powiedzieć: Moja dusza opiewa Ciebie, Panie, bo życzliwie spojrzałeś na pokorę i małość swojego sługi. Jestem szczęśliwy, bo otrzymałem przebaczenie! Twoje miłosierdzie, które okazałeś wobec wszystkich Twoich świętych wobec całego Twego wiernego ludu, objęło także i mnie. Zagubiłem się, szukając siebie samego z powodu pychy mego serca, ale nie objąłem żadnego tronu, Panie, a moją jedyną chwałą jest to, że Twoja Matka bierze mnie w ramiona, okrywa mnie swoim płaszczem i jestem bliski Jej serca. Pragnę być kochany przez Ciebie jako jeden z najbardziej pokornych z Twego ludu, nasycić Twoim chlebem tych, którzy są głodni Ciebie. Pamiętaj Panie o swoim przymierzu miłosierdzia ze swoimi synami, kapłanami Twego ludu. Obyśmy wraz z Maryją mogli być znakiem i sakramentem Twego miłosierdzia.

RV

Za: Radio Maryja