Józef Matyjek SJ: Piękno misyjnego powołania

Co roku, w miesiącach letnich, zjawia się zawsze w Polsce któryś z polskich jezuitów posłanych przez Towarzystwo Jezusowe do pracy w jakimś odległym kraju. Niektórzy z nich nie widzieli Polski, i swoich dawnych przyjaciół, przez wiele lat. Spotykają współbraci, z którymi przed laty odbywali nowicjat, w Kaliszu lub Starej Wsi. Zasypywani są pytaniami o inną kulturę, o panujące w ich nowej ojczyźnie tradycje. Jezuici z Zambii, Egiptu, Syrii, Libanu, Kirgizji, Syberii, Chin, Madagaskaru, a także z pobliskiej Ukrainy, czy Rumunii – opowiadają o swojej największej pasji, o ludziach, do których zostali posłani.

Pracujący w Zambii o. Józef Matyjek SJ podzielił się z nami kilkoma zdjęciami ze swojej pracy w parafii w Kasisi, które układają się w radosną opowieść o uroczystości chrztu i pierwszej Komunii świętej, jaka miała miejsce w kościółku św. Anny w Chinkuli (30 minut jazdy samochodem z Kasisi) dnia 25 maja 2019 roku.

„W naszej parafii chrzcimy w każdym wieku. Najczęściej dzieci malutkie, albo dzieci, które przygotowują się jednocześnie do chrztu i do pierwszej Komunii” – opowiada ojciec Józef (na zdjęciu poniżej).

„Waga liturgii jest podkreślona przez uroczyste stroje wielu wiernych. Każdy ochrzczony ma tylko jednego rodzica chrzestnego. Chłopcy mają tylko ojca chrzestnego a dziewczynki tylko matkę chrzestną. Rodzice chrzestni fizycznie trzymają swoje dzieci chrzestne w czasie chrztu”.

Spokojnie i bez pośpiechu

Tego dnia nie spieszyłem się do następnej stacji misyjnej. Mogliśmy sprawować liturgię tak jak ludzie lubią: spokojnie, bez pośpiechu. Na wszystko mieliśmy czas. Ludzie nie mają tego dnia gdzie się spieszyć. Taka liturgia może trwać od dwóch do trzech godzin. Ludzie to bardzo przeżywają. Chcą, żeby było pięknie.

W każdej wiosce jest wiele dzieci, i wszyscy się dobrze znają. Rodziny są wzajemnie spokrewnione, i wzajemnie sobie służą jako rodzice chrzestni. Tworzy to atmosferę rodzinną i silnie wspólnotową. Żadnej obcości. Wszyscy czują się swobodnie jak w domu.

Tego dnia w Chinkuli ochrzciłem 35 osób. Przed każdym szczegółem liturgii dawałem krótką katechezę i co jakiś czas rozbrzmiewała kolejna pieśń, a ludzie czuli się zaproszeni do tańca. Dzięki temu, dzieci się nie męczą, mają wiele ruchu, radości, a jednocześnie są spokojne i skupione. Dorośli podobnie.

Afrykańczycy mają duże poczucie sacrum i zmysł liturgiczny. Liturgia kształtuje tam życie i stanowi centrum uwagi tamtejszego Kościoła. Po celebracji liturgicznej nie ma żadnego przyjęcia i żadnych prezentów. CHRZEST i EUCHARYSTIA to są DARY przyjmowane.

Żegnając się po liturgii, bez pośpiechu, czujemy wszyscy duchową satysfakcję.

Józef Matyjek SJ

Osoby zainteresowane pracą polskich jezuitów posługujących na misjach odsyłamy do strony internetowej: Misje jezuickie

Za: jezuici.pl