Kamerun: spotkanie polskich misjonarzy

W Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Atoku, w diecezji Doumé Abong-Mbang, w dniach 25-27 kwietnia 2013 roku miało miejsce spotkanie polskich misjonarzy. Za temat spotkania wybrano „Dzielenie się misyjnymi doświadczeniami, zawiązanie braterskiej współpracy”. 

Tego typu spotkania polskich misjonarzy mają już długoletnią tradycję. Spotykaliśmy się wielokrotnie z różnych powodów. Były spotkania z okazji papieskich pielgrzymek do Kamerunu (zarówno Jana Pawła II jak i Benedykta XVI, kiedy wielu Polaków razem świętowało to wydarzenie), spotykaliśmy się także z delegatami Ambasady RP w Nigerii, czy też z delegatami Komisji Episkopatu Polski ds. Misji, razem świętowaliśmy 11 listopada – nasze narodowe Święto Niepodległości. Jednym z ważnych wydarzeń było spotkanie po tragedii smoleńskiej w 2010 r., na które zaprosił nas do Doumé ks. bp Jan Ozga. Z tego spotkania nadano obszerną relację w Radiu Watykańskim, powstała też specjalna strona internetowa www.polacy.doume.info. Nie sposób wymienić także wielu innych spotkań, choćby tych w Yaoundé z Honorowym Konsulem RP, Panią Mirosławą Etoga.

Mając tak bogatą tradycję, nie chcielibyśmy z nią zrywać, lecz bardziej kontynuować tego typu spotkania w gronie polskich misjonarzy, ponieważ przynoszą one wiele owoców i są dla nas wsparciem.

Na ostatnie spotkanie do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia przybyło 36 osób, w tym 4 misjonarki świeckie, dwie lekarki, dziennikarz z Polski oraz jedna misjonarka z Republiki Centralnej Afryki, która musiała opuścić tymczasowo misję ze względu na toczącą się tam wojnę domową. Byli trzej misjonarze Fidei Donum, a reszta to osoby konsekrowane – księża, bracia i siostry.

Tak jak wskazywał w zaproszeniu temat spotkania, dzieliliśmy się doświadczeniami z dziedziny pracy misyjnej. Wiele rozmawialiśmy o formacji młodych kandydatów do naszych zgromadzeń, o inkulturacji i wcielaniu charyzmatu naszych zgromadzeń do lokalnego Kościoła.

Zaprosiliśmy także ks. Bogusława Gila, marianina, który opowiedział o kulcie maryjnym i objawieniach Matki Słowa w Kibeho w Rwandzie. Ks. Bogusław obronił licencjat z mariologii na uczelni Marianum w Rzymie. Pracował także przez kilka lat w Kamerunie i Rwandzie. Był ojcem duchownym Centrum Formacji Maryjnej „Kana” w Kibeho w Rwandzie. Swoją konferencją zainteresował wszystkich, tak iż przez 90 minut rozważaliśmy przesłanie, jakie Matka Boża skierowała nie tylko do Rwandy, ale do całego Kościoła powszechnego, bowiem objawienia te znalazły uznanie i zostały zatwierdzone przez Kościół. Chociaż zawierają podobną treść, jak wszystkie inne objawienia maryjne, gdyż jest w nich wezwanie do nawrócenia i modlitwy, ocena złej sytuacji w świecie, jak również zapowiedź cierpienia, to jednak objawienia z Kibeho posiadają swoją specyfikę. Maryja przedstawiła się jako Matka Słowa „Nyina wa Jambo” i zapowiadała, że przyjęcie cierpienia z wiarą przyniesie zbawcze owoce i prosiła szczególnie o modlitwę różańcową, zachęcała do zgłębiania tajemnic różańca do siedmiu boleści.

Ks. Bogusław był zarzucany pytaniami: jak przekazywać na kontynencie afrykańskim maryjne przesłanie? jak przedstawiać Maryję w tak odmiennej kulturze? W odpowiedzi prelegent poszedł o krok dalej, podkreślając, że niezależnie od koloru skóry trzeba Ją ukazywać jako towarzyszkę na drodze wiary, jaką Tę, która – jak uczeń Chrystusa – dojrzewała w wierze, uczestnicząc w Jego zbawczym dziele. Konferencja i dzielenie się duszpasterskimi doświadczeniami były bardzo pomocne, bo prawie każdy misjonarz z Polski dzieli się w lokalnym Kościele kultem maryjnym, w którym wzrastał w Ojczyźnie. Przypomnieliśmy sobie słowa, jakie wygłosił do Polaków zebranych w nuncjaturze w Rwandzie w 1990 r. bł. Jan Paweł II. Podziękował nam wówczas za pracę misyjną i zapewnił, że wartości wiary, miłości do Kościoła i do Matki Bożej, zawierzenia Jej wszystkiego, tradycje pielgrzymowania do sanktuariów, którymi karmiliśmy się w polskim Kościele, są dobre i warto je rozkrzewiać na misjach. Te papieskie słowa bardzo nas umocniły, pomogły wielu wyzbyć się kompleksów, choćby z tego tytułu, że Polacy jadąc na misje nie mieli zbyt dużo pieniędzy na dzieła społeczne, jak inni misjonarze z krajów zachodnich. Angażowaliśmy się jednak w duszpasterstwo, katechezę i udzielanie sakramentów, oczywiście nie pomijając dzieł charytatywnych. Już nam nie ciążyły złośliwe określenia, że jesteśmy „od zakrystii”, bo razem z papieżem i Kościołem polskim mieliśmy do przekazania ważne orędzie zbawcze.

Na spotkaniu nie zabrakło chwil modlitwy i licznych celebracji. Zamyśleniu sprzyjała atmosfera Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, które zostało powierzone przez bp. Jana Ozgę księżom marianom. W przydomowej kaplicy Matki Bożej Niepokalanej celebrowaliśmy liturgię godzin. W szczególny sposób zjednoczyła nas Eucharystia przed obrazem Chrystusa Miłosiernego. W homilii ks. Mirosław Bujak, wikariusz biskupi do spraw duszpasterstwa, ukazał nam kilka charakterystycznych cech misjonarza – świadka. Zaznaczył, że ważne jest przekazywanie nauczania Chrystusa, dzielenie się charyzmatem swoich zgromadzeń, ale potrzeba przede wszystkim świadectwa i osobistego spotkania z Bogiem. Potrzeba tutejszym ludziom ukazywać w naszej postawie te cechy, którymi żył Chrystus. Jako ubogi, posłuszny, czysty, rozmodlony i cechujący się wielką troską i gorliwością misyjną, zwłaszcza o ubogich. Mogliśmy zrobić sobie rachunek sumienia, że nie zawsze dorastamy do takiej postawy.

Ważnym elementem tego zjazdu misjonarzy było spotkanie z panią Mirosławą Etoga, Konsulem Honorowym Rzeczpospolitej Polskiej. Pani Mirka, bo tak ją nazywamy, spełnia swoją posługę podobnie jak my – misjonarze. Nie jest opłacana przez ambasadę, a pomaga wielu ludziom w tym także nam misjonarzom. Jest wiernym uczestnikiem naszych spotkań. Udzieliła nam wielu praktycznych informacji i rad administracyjnych.

Będąc w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia pamiętaliśmy także o Godzinie Miłosierdzia. Zgromadziliśmy się na koronce i mogliśmy wzbudzić intencje przed trzema relikwiami, które mamy w Sanktuarium – św. Faustyny Kowalskiej, bł. Jana Pawła II oraz założyciela marianów, bł. Stanisława Papczyńskiego.

Nie mogło zabraknąć tradycyjnego, polskiego jedzenia. Z lokalnych produktów można było sporządzić polski bigos, żurek, a siostry napiekły dobrego ciasta, udał się nawet sernik z mleka w proszku, jabłeczniki z owoców zielonkawej mangi. Ks. Boguś przyjeżdżając na rekolekcje przywiózł także krówki i kukułki oraz trochę kabanosów. Ktoś przyniósł ogórki kiszone.

Była też rekreacja, śpiewy harcerskie, żołnierskie, biesiadne oraz pieśni kościelne, z czasów naszej posługi w Ojczyźnie. Ks. Mirek zaproponował nam dobry film, o tym jak w historii kolonialnej i w czasach rasizmu w USA byli traktowani czarni służący. Film także zaowocował u wielu z nas rachunkiem sumienia, wezwał abyśmy byli bardziej świadkami Ewangelii niż dobrymi menadżerami, organizatorami wielkich dzieł.

Każdy z misjonarzy wypełnił ankietę, która po opracowaniu ukaże jak przedstawia się nasze zaangażowanie misyjne i jak kształtujemy naszą misjonarską tożsamość i osobowość.

Niespodzianką na tym spotkaniu była obecność ks. Franka Bindy. Jest to Kameruńczyk, który należy do archidiecezji Bertoua, pochodzi z naszej parafii Atok, skończył seminarium w Polsce w Łomży. Świetnie mówi po polsku. Po święceniach obronił doktorat i pracował w Wyszkowie k. Warszawy jako wikariusz. Przyjechał by zebrać materiały do pracy habilitacyjnej i opisać pracę polskich misjonarzy oraz ich zaangażowanie w ewangelizację i obronę praw człowieka, sprawiedliwości i pokoju. Ks. Frank celebrował Mszę świętą na zakończenie i kiedy czytał bezbłędnie po polsku Ewangelię z prawidłowym akcentem, na twarzach wielu z nas zagościł uśmiech, a ks. Bogusław wskazał jak wielki jest Bóg dając charyzmat, dar języków, Frankowi i wielu z nas, aby duszpasterzować w lokalnych językach.

Spotkanie trwało trzy dni, dla wielu trudny był wyjazd. Pan Andrzej, dziennikarz, bez końca robił wywiady. Niektórzy misjonarze odjeżdżając zaopatrzyli się w dzieła sztuki u artysty Roliena Beyene, mieszkańca Atoku, twórcy kilku rzeźb Chrystusa Miłosiernego i Matki Bożej. Najbardziej jednak misjonarze wywieźli z tego spotkania wspomnienie braterskiej atmosfery i przekonanie, że jesteśmy potrzebni temu Kościołowi i możemy dalej spełniać razem nasze misyjne posłanie.

Franciszek Filipiec MIC

Więcej na: www.marianie.pl