Ksiądz, który wskrzesił martwą wieś

Przy okazji kolejnej rocznicy męczeńskiej śmierci błogosławionych kapłanów Jerzego i Antoniego, zatrzymajmy sie w Rosicy na dłużej, by spotkać się z miejscowym proboszczem, ks. Czesławem Kureczką MIC, kustoszem Sanktuarium Błogosławionych Męczenników z Rosicy.

Ksiądz Czesław Kureczko MIC – proboszcz parafii pw. Świętej Trójcy w Rosicy (rejon drysieński na Witebszczyźnie) dokonał niezwykłego. Sprawił, że wymierająca jeszcze niedawno wieś, stała się słynącym na całą Białoruś miejscem pielgrzymek.

Reportaż o księdzu Czesławie przygotowała korespondentka agencji BelTA, która pojechała do Rosicy na Boże Narodzenie.

„Dzisiaj katolicy obchodzą wielkie święto – Trzech Króli. To święto związane jest z Bożym Narodzeniem – a mianowicie, z historią o trzech mędrcach, którzy idąc za gwiazdą, przyszli z darami do dzieciątka Jezus. Ale na Boże Narodzenie do Rosicy przyjeżdżają nie tylko katolicy, ale również prawosławni z całej okolicy. A to dlatego, że ksiądz Czesław skupia wokół siebie wszystkich” – tłumaczy dziennikarce Natalia Kisielewicz z Werchniedwinskiego rejonowego komitetu wykonawczego.

Przybywając w Rosicy na krótko przed mszą, skierowałam pierwsze kroki na plebanię, gdzie mieszka duchowny wraz ze swoimi pomocnikami.  Gospodarz wita mnie z otwartymi ramionami, ale śpieszy się do kościoła, dlatego przekazuje mnie w troskliwe ręce swoich parafianek. Ale kiedy zostajemy same okazuje się, że wszystkie są wyznania prawosławnego.

Jak tłumaczy jedna z kobiet – Elena,  we wsi nie ma cerkwi. Na większe święta przyjeżdża pop z pobliskiej Sari, odprawia mszę w jednym z pomieszczeń dawnej szkoły. A kościół w Rosicy postrzegany jest jako centrum kultury, duchowości i po prostu – człowieczeństwa.

„Nasz ksiądz Czesław – to nie tylko proboszcz, ale także kustosz miejsca męczeńskiej śmierci dwóch księży katolickich z zakonu Marianów, Jerzego Kaszyra oraz Antoniego Leszczewicza, z których pierwszy 18 lutego 1943 został spalony z innymi mieszkańcami, a drugi został zastrzelony za interwencję w obronie dzieci (według innych świadectw także spalony). 13 czerwca 1999 papież Jan Paweł II beatyfikował obu księży.

Od tego czasu do Rosicy  dwa razy w roku pielgrzymują setki wiernych z różnych stron Białorusi i zza granicy, żeby się modlić: w lutym – w dzień pamięci o ofiarach nazizmu i w sierpniu – w dzień pamięci męczenników Jerzego i Antoniego. Tak więc miejsce musimy utrzymywać w dobrym stanie, dla siebie i dla ludzi, żeby nie było wstyd  pokazać” – mówi kobieta.

Sama Elena jest szefową sariańskiego Domu Kultury, a dawniej wiele lat pracowała w szkole. Obecnie oprowadza wycieczki po Rosicy. Ma wiele do powiedzenia na temat historii swojej małej ojczyzny, która dzięki księdzu Czesławowi zyskała drugi oddech. W rzeczywistości, umierająca wieś, gdzie liczba mieszkańców to niespełna setka ludzi, dzieci nie ma nawet dziesięciorga, teraz stała się centrum – na razie głównie dla turystów i pielgrzymów, ale coraz więcej osób kupuje tu opuszczone domy, na letni wypoczynek.

A latem, to Rosica dosłownie tonie w kwiatach. Na terenie wokół kościoła i w całej wsi jest ponad 300 gatunków krzewów i roślin ozdobnych. Nawet magnolie kwitną tu dwa razy w roku.

„Ojciec Czesław ma lekką rękę do kwiatów, odziedziczył to po matce” – kontynuuje opowieść pani Elena.

„Co wsadzi do ziemi – wszystko rośnie, nic nie usycha. W październiku odbył się pierwszy festiwal kwiatowy. W Rosicy przypadkowych roślin nie ma, wszystkie mają swoje miejsce.  Na przykład wysadzona została Aleja Lipowa. To drzewa rodziny Łopacińskich, właścicieli  ziemskich, którzy odcisnęli tu wielki ślad. Lipa to w Rosicy symbol rodziny, a o zachowanie  relacji rodzinnych, dobrych relacji między małżonkami ojciec Czesław bardzo aktywnie zabiega.

Jest też Aleja Dębowa – symbol gościnności, bo Rosica jest bardzo otwarta dla gości.

Tuje symbolizują żałobę po męczennikach, ofiarach spalonych wiosek. Jest kilka wierzb płaczących, ale w Rosicy nie jest im dobrze. Jak mówi ksiądz Czesław, ta ziemia nie jest już skłonna do płaczu, teraz chce się cieszyć. Dlatego tak dobrze rosną tu kwiaty, które przynoszą tyle radości”.

Podczas gdy Elena entuzjastycznie chwali księdza, inna mieszkanka Rosicy oraz goście z Rygi przygotowują kanapki i herbatę, żeby po mszy wszyscy mogli się ogrzać i zjeść, w kościele, tak jak na ulicy – prawie 20 stopni poniżej zera. Tak naprawdę nie tylko dlatego.

Każde święto nie kończy się mszą w kościele – kontynuacja jest przy filiżance herbaty na plebanii. Tutaj, również na terenie kościoła, na tarasie przy jeziorze często odbywają się imprezy kulturalne.

„Ksiądz Czesław pomaga lokalnej społeczności i lubi spędzać z tymi ludźmi wolny czas” – kontynuuje Elena. – „Na przykład jesienią, wziął wiersz Puszkina „Jesień” i na podstawie kolejnych jego wersów przygotował całe menu, ponieważ z wykształcenia jest kucharzem. Samych sałatek było 10 rodzajów. Zaprosił wszystkich parafian, pomocników. Przygotowaliśmy program kulturalny”.

Na mszę do kościoła nie przyszło wielu mieszkańców wsi – ze względu na silny mróz i wiek (w większości to ludzie w podeszłym wieku). Jednak ponad połowę uczestników mszy to przyjezdni.

Po modlitwie i komunii, szczęśliwi ludzie wychodzą na zimowe słońce i nie szczędzą pochwał pod adresem księdza.

„Do niego sami zgłaszają się wolontariusze, młodzież” – opowiada redaktor regionalnego radia Larisa Zajcewa. – „Nawet w ubiegłym roku zorganizował międzynarodowy obóz, byli tutaj Rosjanie i Niemcy. Trzeba było widzieć, jak płakali, kiedy ksiądz Czesław przytulał każdego z nich. A on takie podejście ma do każdego: uściska, podziękuje, ogrzeje, nakarmi. Tyle robi dla duchowego odrodzenia młodzieży, wzmocnienia wartości rodzinnych. Kilka razy w roku przy okazji głównych świąt prowadzi rekolekcje nie tylko dla parafian, ale także gości z innych parafii. Na spotkaniach dla mężczyzn ksiądz Czesław uczy mężczyzn, jak być mężem i ojcem rodziny. Jest też też taki dzień dla kobiet, kiedy wyjaśnia im, jak powinna być żona i matka. Bo przecież dorosłych też trzeba wychowywać, nie tylko dzieci”.

Sam ksiądz Czesław Kureczko twierdzi, że po takich spotkaniach ludzie są skłonniejsi do przemyśleń, bardziej zastanawiają się nad swoim życiem. I dziękują mu za to. Piszą do niego listy.

Podczas gdy przyjezdni i parafianie piją herbatę, ksiądz oprowadza dziennikarkę po plebanii, pokazuje swój pokój, zachowany kielich liturgiczny bł. Antoniego Leszczewicza, który został poddany renowacji i obecnie wykorzystywany jest podczas świąt.

– A ludzie sami, z jakimi pytaniami przychodzą do księdza, o jakie rady proszą?

– Jak być potrzebnym innym ludziom, nie zatracić siebie, jak radzić sobie ze swoim współmałżonkiem.

– Ksiądz tak dużo pracuje, jak udaje się na to wszystko znaleźć czas? Może sporządza sobie ksiądz jakiś grafik?

– Ja taki grafik sobie robię, szczególnie latem, kiedy wcześnie wstaję. Siedzę na tarasie – tam od strony południowej, piękny widok na jezioro jest – i myślę, marzę, planuje  i piszę co mam do zrobienia, kogo zaprosić, do kogo zadzwonić…

– Przepraszam, a ile ksiądz sypia.

– Dobrze sypiam, dobrze wyglądam. Zimą to już po 6.00 wstaję, a latem wcześnie o 4 – 5 rano, żeby wschód słońca zobaczyć, posłuchać jak słowiki śpiewają. Takie mgły piękne, tulipany z zamkniętymi kielichami stoją jeszcze, a na nich rosa. A kiedy telefon nie przeszkadza, to jest tak błogo – porównać można tylko do modlitwy, czy medytacji. Na kwietnikach i klombach pracuję zwykle rano i wieczorami, w dzień mam jakieś spotkania, rozwiązuję różne problemy, chrzciny, pogrzeby … Parafia nie jest duża, ale życie tętni i tutaj.

– Jakieś plany, wielkie marzenia?

– Byłoby dobrze wieże kościoła odbudować (zniesiono je za czasów sowieckich), żeby znów odzyskały poprzedni wygląd. Chciałbym sprawić, żeby piękno zyskało miejsce, w którym dawniej mieścił się tartak. Wszystko stopniowo się dzieje, wykreślam powoli te punkciki w kajecie. Kiedy przyjechałem tu 8 lat temu, miałem dwa arkusze zapisane tymi punktami… Mnie tak bardzo się podoba, gdy ziemia staje się piękniejsza! A Pan Bóg pomaga. Dlatego, mimo że jestem zmęczony, to szczęśliwy!

Kresy24.pl/belta.by

Za: www.marianie.pl