Święto Ofiarowania Pańskiego Kościół obchodzi 2-go lutego. W ten sposób wyznawcy Kościoła rzymskokatolickiego przeżywają na nowo to, co wydarzyło się w świątyni Jerozolimskiej – Maryja z Józefem ofiarowali Dzieciątko Jezus Bogu Ojcu. W 1997 roku papież Jan Paweł II, właśnie to święto ustanowił Światowym Dniem Życia Konsekrowanego, dając w ten sposób okazję do głębszej refleksji całego Kościoła nad darem życia poświęconego Bogu. Zapraszam na rozmowę paulinem o. Janem Kolmagą, który 50. Lat temu wstąpił do Zakonu Św. Pawła Pierwszego Pustelnika.
1. Kiedy odkrył Ojciec powołanie do życia zakonnego?
Urodziłem się i wzrastałem w wielodzietnej rodzinie katolickiej. Moje dzieciństwo było pełne miłości, troski i głębokiej wiary. Rodzice, Waleria i Stanisław, dawali nam przykład nie tylko poprzez słowa, ale przede wszystkim swoim życiem. Dbali, abyśmy zawsze mieli świeże posiłki, czyste ubrania – zarówno do szkoły, jak i do kościoła – ale ich troska wychodziła daleko poza te codzienne sprawy. Najważniejsze było dla nich, abyśmy wzrastali w wierze. W naszym domu codziennie wieczorem klękaliśmy razem do wspólnej modlitwy, a niedzielna Msza Święta była świętością, której nigdy nie zaniedbywaliśmy. Rodzinna pobożność zakorzeniła w nas głębokie zaufanie do Boga i umiłowanie Kościoła. W domu dużo mówiło się o powołaniu w służbie Bożej. Dwie siostry mojego taty, Marysia i Bronisława, były siostrami zakonnymi, a mój kuzyn wstąpił do Zakonu Paulinów. Ich przykład był dla mnie żywym dowodem, że życie oddane Bogu przynosi głęboką radość i sens. Podczas nauki w liceum ogólnokształcącym zacząłem poważniej zastanawiać się nad swoją drogą życiową. Na katechezach często poruszano temat powołania – czym jest, jak je rozeznawać, i jak odpowiedzieć na Boże wezwanie. Były to rozmowy, które poruszały moje serce, ale też budziły pytania: Czy to naprawdę może być moja droga? Czy jestem gotowy na takie życie? W chwilach osobistej modlitwy coraz częściej prosiłem Boga o wskazanie właściwej drogi. Moje myśli nieustannie kierowały się ku życiu duchownemu. Była to wewnętrzna tęsknota, której nie potrafiłem wytłumaczyć, ale czułem, że nie pochodzi ode mnie – była to delikatna, ale wyraźna obecność Boga w moim sercu. Po odbyciu służby wojskowej w 1975r., oznajmiłem rodzinie, że wybieram się na Jasną Górę, aby wstąpić do zakonu. Podczas pożegnania moja babcia Karolina, osoba głęboko wierząca i codziennie modląca się, powiedziała do mnie: „Jeśli będziesz się tam źle czuł, wróć do nas bez skrupułów – rodzina zawsze na ciebie czeka. ” Pamiętam, kiedy jako seminarzysta odwiedziłem dom rodzinny. Tata, z wielką miłością i powagą, powiedział mi wtedy: „Modliłem się bardzo często, aby któryś z moich synów został kapłanem.” Te słowa poruszyły moje serce głęboko. Uświadomiłem sobie, że nie tylko ja modliłem się o rozeznanie drogi, ale że tata – poprzez swoją modlitwę – towarzyszył mi w tej decyzji od samego początku. Było to dla mnie potwierdzenie, że moje powołanie jest nie tylko odpowiedzią na moje pragnienia, ale także owocem modlitwy i wiary całej rodziny.
2. Jak przebiegał formacja zakonna?
Służba wojskowa, którą wcześniej odbyłem, okazała się dla mnie cennym przygotowaniem – nauczyła mnie radzić sobie w trudnych sytuacjach i przetrwać z dala od rodziny oraz bliskich. W nowicjacie natomiast doświadczyłem opieki duchowej, a także wsparcia moich współbraci i przełożonych. Każdego dnia, w modlitwie, prosiłem Pana Boga o znaki, które potwierdzałyby, że to właśnie droga kapłańska jest Jego wolą dla mojego życia. Angażowałem się w naukę w seminarium, codzienną modlitwę i wierne przestrzeganie reguł zakonnych. To wszystko prowadziło mnie krok po kroku ku święceniom kapłańskim – momentowi, który jest najpiękniejszym owocem formacji zakonnej.
3. Gdzie Ojciec posługiwał i pracował na przestrzeni 50. lat życia zakonnego?
W życiu zakonnym, poprzez ślub posłuszeństwa, zakonnik decyduje się na pełnienie nie swojej woli, ale woli Boga, która objawia się przez decyzje przełożonych. Moja posługa obejmowała różne miejsca i różne obowiązki. Po święceniach kapłańskich, które przyjąłem 29 maja 1982 roku, zostałem posłany do pracy w parafii Matki Bożej Zwycięskiej w Brdowie, znajdującej się w diecezji włocławskiej. Kolejnym miejscem mojej posługi była parafia Trójcy Świętej w Mochowie, w diecezji opolskiej. W 1984 roku zostałem mianowany socjuszem magistra nowicjatu w domu nowicjackim w Leśniowie, gdzie miałem możliwość towarzyszenia młodym adeptom w ich formacji zakonnej. Następnie przez pięć lat pracowałem w warszawskim klasztorze na ulicy Długiej – miejscu, z którego wyrusza piesza pielgrzymka na Jasną Górę. Po zakończeniu tej posługi zostałem skierowany do Sanktuarium Matki Bożej Leśniańskiej w Leśnej Podlaskiej w diecezji siedleckiej. Tam, po roku posługi jako administrator, otrzymałem nowe zadanie – zostałem wysłany przez przełożonych do Stanów Zjednoczonych, by służyć w Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Doylestown, w stanie Pensylwania. W tym sanktuarium posługiwałem przez 27 lat, pełniąc różne funkcje, w tym podprzeora, przeora oraz dyrektora sanktuarium. Był to czas wytężonej pracy duszpasterskiej, ale również wielkiego duchowego wzrostu i możliwości służenia pielgrzymom z całego świata. Po zakończeniu pracy w sanktuarium posługiwałem na parafiach: św. Kazimierza w Yonkers oraz Bożego Ciała w Buffalo. Obecnie, już drugi rok, pełnię posługę na Manhattanie w Nowym Jorku, w najstarszej polonijnej parafii św. Stanisława Biskupa i Męczennika.
4. Zakonnik to człowiek modlitwy, czy ma Ojciec swoje ulubione?
Modlitwy zakonne i brewiarz kapłański są fundamentem mojego życia duchowego. Każdy dzień zaczynam i kończę modlitwami Liturgii Godzin. Centralnym punktem mojego życia jest Eucharystia – największy dar, w którym spotykam się z żywym Chrystusem. Moją ulubioną modlitwą jest jednak Różaniec i Koronka do Miłosierdzia Bożego, którą odmawiam każdego dnia o godzinie 15:00. Dzięki tej modlitwie przypominam sobie słowa, które Jezus skierował do św. Faustyny: „W godzinie tej nie odmówię niczego duszy, która mnie prosi przez mękę Moją” (Dzienniczek, 1320). To dla mnie czas zawierzenia siebie, mojej posługi i wszystkich powierzonych mi ludzi Bożej opiece.
5. Czy są jakieś dni lub wydarzenia, do których chętnie Ojciec wraca?
Będąc młodym, zauważyłem, że starsi zakonnicy bardzo często z uśmiechem na twarzy wspominali swoje życie zakonne i różne wyjątkowe przeżycia. Dziś widzę, że również ja mam w sobie to pragnienie powracania do pięknych wspomnień – tych z dzieciństwa, młodości, a także z mojego życia zakonnego i kapłańskiego. Chętnie wspominam moje dzieciństwo i młodość, spędzone na wsi, gdzie wychowywałem się aż do 18. roku życia. Praca na gospodarstwie, pomoc rodzicom, a także bliskość natury miały duży wpływ na moje spojrzenie na świat. To były czasy prostoty, ale i głębokich więzi rodzinnych, które nauczyły mnie wdzięczności za każdą łaskę, jaką Bóg mi daje.
Szczególnym skarbem w moim sercu są również wspomnienia ze spotkań ze Świętym Janem Pawłem II. Każde z tych spotkań było dla mnie wielkim duchowym doświadczeniem. Kiedy wracam do tych wspomnień, czuję ogromną wdzięczność – zarówno za rodzinę, która dała mi solidne podstawy wiary, jak i za osoby, które wprowadziły mnie na drogę zakonną, oraz za wyjątkowe spotkania, które umocniły moją wiarę i powołanie. Wspomnienia te przypominają mi, że każde doświadczenie w moim życiu było częścią Bożego planu.
6. Jak odnalazł się Ojciec w tak dużym mieście jakim jest Nowy Jork?
Manhattan, choć pełen hałasu, tłoku i pośpiechu, szybko je polubiłem. To miejsce, które – mimo swojego zgiełku – ma w sobie coś wyjątkowego. To zapewne różnorodność i życie, które pulsuje tutaj 24 godziny na dobę. Jednak w tym natłoku zdarzeń i ludzi najważniejsze dla mnie jest odnajdywanie ciszy i spokoju, które daje mi kaplica i moja cela zakonna. To właśnie tam odnajduję spokój oraz czas na prywatną modlitwę. Mieszkanie w wielkim mieście stawia wiele wyzwań, ale jest też okazją do spotkania ludzi z różnych środowisk i kultur. Kontakt z Polonią, która od pokoleń buduje swoje życie na wartościach wiary i tradycji, daje mi wiele radości i satysfakcji.
Dziękuję za rozmowę.
O. Michał Czyżewski, paulin
Foto: Archiwum prywatne o. Jana Kolmagi
