O. Cantalamessa: Bóg planuje dla nas pokój, nie udręki

Pandemia koronawirusa wyrwała nas gwałtownie z największego zagrożenia, jakie zawsze czyha nad jednostkami i całą ludzkością – ze złudzenia wszechmocy. Przypomniał o tym kaznodzieja papieski o. Raniero Cantalamessa OFMCap w homilii wygłoszonej podczas sprawowanej przez papieża Franciszka liturgii Męki Pańskiej w bazylice św. Piotra. Jednocześnie przypomniał, na podstawie wybranych tekstów biblijnych i Ojców Kościoła, że Bóg ma wobec ludzi plany pokoju i radości, a nie udręki.

Włoski kapucyn zauważył, w Piśmie Świętym zawsze można znaleźć nowe znaczenia, zależnie od pytań, jakie człowiek nosi w swym sercu. I w obecnym okresie Wielkiego Postu, przeżywanego w warunkach wielkiego zła, jakim jest trwająca pandemia, można na nią spojrzeć z punktu widzenia jej przyczyn lub skutków. Sięgając do historycznych powodów śmierci Chrystusa można ulegać pokusie Piłata, aby „umyć ręce”, ale Krzyż zrozumiemy lepiej na podstawie jego skutków niż przyczyn. A owe skutki są dobre, dając nam wiarę w Niego, pojednanie i pokój z Bogiem, napełnienie nadzieją na życie wieczne.

Krzyż Chrystusa zmienił sens bólu i ludzkiego cierpienia, zarówno fizycznego, jak i moralnego – mówił dalej kaznodzieja. Wskazał, że nie jest to już kara i zło, ale został on odkupiony w samym swym korzeniu, gdy Syn Boży wziął go na siebie. Bóg na krzyżu wypił do końca kielich bólu na oczach szydzącego z Niego świata, pokazując, że nie jest zatruty, ale że w istocie jest perłą – powiedział o. Cantalamessa. Dodał, że chodzi tu o ból nie tylko człowieka wierzącego, ale każdej istoty ludzkiej, gdyż On zmarł za wszystkich.

Zwrócił na to uwagę też św. Jan Paweł II w swym liście apostolskim o cierpieniu „Salvifici doloris” z 1984, gdy napisał, że „cierpienie oznacza stawanie się szczególnie wrażliwymi na dzieło zbawczych sił Boga, ofiarowanych ludzkości w Chrystusie”. Dzięki krzyżowi Chrystusa samo cierpienie stało się na swój sposób rodzajem „powszechnego sakramentu zbawienia” dla rodzaju ludzkiego – podkreślił zakonnik.

Zauważył, że także w przypadku tej dramatycznej sytuacji, jaką dziś przeżywamy, winniśmy dostrzegać bardziej skutki niż przyczyny, i to nie tylko te negatywne, o których codziennie tyle się mówi, ale też pozytywne, które pozwala wychwycić jedynie bardziej uważna obserwacja. Pandemia koronawirusa wyrwała nas gwałtownie z największego niebezpieczeństwa, jakie zawsze towarzyszyło jednostkom i całej ludzkości, czyli ze złudzenia naszej wszechmocy. Wystarczyła mała, bezkształtna cząstka przyrody – wirus – abyśmy przypomnieli sobie, że jesteśmy śmiertelni i że potęga wojskowa i technologie nie wystarczą, aby nas uratować – stwierdził włoski kapucyn.

Przytoczył w tym kontekście przypadek angielskiego malarza Jamesa Thornhilla [1675-1734], gdy ozdabiał on ściany londyńskiej katedry św. Pawła. Aby lepiej dostrzec wykonany przez siebie fresk, cofnął się tak, że mógł spaść z wysokiego rusztowania. Wtedy jego pomocnik pomazał farbą fragment fresku, powodując, że artysta zatrzymał się, oburzony zeszpeceniem jego dzieła, ale uratował swoje życie. O. Cantalamessa przypomniał, że Bóg nieraz miesza się w nasze plany i w nasz spokój, aby uratować nas od spadnięcia w przepaść, której nie widzimy. Jednocześnie przestrzegł, aby się nie pomylić, bo przecież to nie Bóg za pomocą koronawirusa oszpecił fresk naszej dumnej cywilizacji technicznej. On jest naszym sojusznikiem, nie wirusa – podkreślił zakonnik.

Bóg „cierpi” jak każdy rodzic i gdy to pewnego dnia odkryjemy, będziemy się wstydzili wszystkich oskarżeń, jakie w życiu kierowaliśmy pod Jego adresem – kontynuował kaznodzieja papieski. Wskazał, że Bóg Ojciec nie chciał śmierci swego Syna na krzyżu, ale po prostu zezwolił, aby wolność ludzka toczyła się swoim biegiem, sprawiając jednak, aby służyła Jego planowi, a nie planom ludzkim. Dotyczy to również klęsk żywiołowych, trzęsień ziemi i epidemii, choć to nie On je wywołuje – dodał o. Cantalamessa.

Wskazał następnie, że innym korzystnym skutkiem obecnego kryzysu jest solidarność. Jak nigdy dotychczas ludzie wszystkich narodów i krajów są tak zjednoczeni, tak równi, tak mało skłóceni – mówił z uznaniem włoski zakonnik. Zaznaczył, że zapominamy o murach, które mamy budować. Wirus nie zna granic, pokonał wszelkie przeszkody i różnice rasowe, religijne, bogactwa i władzę. Kaznodzieja wyraził przekonanie, że nie powinniśmy wracać do tego, co było, gdy minie obecna chwila, jak powiedział papież Franciszek, aby nie zmarnować tej okazji. „Nie pozwólmy, aby tyle bólu, tyle ofiar i tyle bohaterskiego zaangażowania pracowników służby zdrowia poszło na marne” – zachęcił kaznodzieja.

Jego zdaniem jest to chwila wypełnienia się tak oczekiwanego przez ludzkość proroctwa Izajasza o przekuciu mieczy na lemiesze i włóczni na sierpy. „Powiedzmy «dość» tragicznemu wyścigowi zbrojeń. Krzyczcie o tym z całą mocą, wy, młodzi, gdyż chodzi tu przede wszystkim o waszą przyszłość” – zaapelował o. Cantalamessa. Wezwał do przeznaczenia zaoszczędzonych na produkcji i handlu bronią zasobów na takie pilne potrzeby jak służba zdrowia, higiena, wyżywienie, walka z ubóstwem, troska o dzieło stworzenia. „Sprawmy, aby następne pokolenie ujrzało świat, jeśli będzie to konieczne, biedniejszy w rzeczy i pieniądze, ale za to bogatszy w człowieczeństwo” – zachęcił mówca.

Na zakończenie przypomniał, że tak jak Chrystus po trzech dniach zmartwychwstał, tak samo i my po tych dniach, miejmy nadzieję, zmartwychwstaniemy i wyjdziemy z grobów, jakim są obecnie nasze domy, by wrócić do życia, ale nie takiego jak Łazarz, lecz do nowego życia jak Jezus, życia bardziej braterskiego, ludzkiego, bardziej chrześcijańskiego – zakończył swe rozważania kaznodzieja papieski.

Za: www.deon.pl