Hiszpanie są dumni z faktu, że to od ich ojczyzny Leon XIV zaczyna serię ważnych pielgrzymek europejskich. „Oczekiwania co do podróży są ogromne, zarówno te religijne, jak i społeczno-polityczne” – mówi o. Marek Raczkiewicz. Polski redemptorysta od 30 lat posługuje w Hiszpanii, gdzie m.in. wykłada na Papieskim Uniwersytecie Comillas w Madrycie i aktywnie angażuje się w duszpasterstwo Polonii.
W rozmowie z Katolicką Agencją Informacyjną zakonnik mówi o dotkliwym braku kapłanów, synkretycznym chrześcijaństwie młodych Hiszpanów, konieczności odważnego głoszenia Ewangelii, której nie można rozwadniać oraz o kryzysie hiszpańskiej demokracji i trudnościach związanych z presją migracyjną.
Krzysztof Tomasik (KAI): Na ile Hiszpanie żyją papieską wizytą?
Ojciec Marek Raczkiewicz CSsR: Na konferencjach prasowych przed podróżą można było usłyszeć, że Hiszpania jest głodna papieża. Trudno jednak powiedzieć, na ile tak myślą zwykli ludzie. Na pewno wielu po raz pierwszy w życiu będzie mogło spotkać na żywo papieża i budzi on ciekawość. Środowiska progresywne widzą Leona XIV jako „zbyt sztywnego”, z kolei konserwatywne po okresie Franciszka doceniają spokój, teologiczną głębię i porównują go do Benedykta XVI. Otwartym pozostaje pytanie czy zainteresowanie pielgrzymką, przełoży się na osobisty udział w jej wydarzeniach. Po pandemii hiszpański Kościół wciąż pozostał w domach i stał się „Kościołem kanapy”. Z drugiej strony panują bardzo wysokie temperatury, co może zniechęcić do udziału w spotkaniach z papieżem szczególnie ludzi starszych, a Kościół w tym kraju nazywany jest „duszpasterstwem siwych głów”, co oddaje przeciętny wiek wiernych. Coraz trudniej spotkać w kościołach młodych ludzi, chociaż oczywiście nie wszędzie tak jest. W jednej z madryckich parafii, gdzie spotyka się też wspólnota polska, na katechezę przychodzi ponad tysiąc dzieci i młodzieży. Jednak głos Kościoła w tutejszym społeczeństwie zanika i przestaje mieć znaczenie.
Ci, którzy urodzili się w roku wizyty Benedykta XVI mają dziś szesnaście lat. Jak dalece hiszpańska młodzież identyfikuje się z katolicyzmem?
– Zdawało się, że pod naciskiem silnej sekularyzacji społeczeństwa młodzież tylko odchodzi od Kościoła. Ostatnie badania zaskoczyły jednak opinię publiczną. W 2020 r. do bycia katolikiem, w tym także katolikiem niepraktykującym, przyznawało się niewiele ponad 31 proc. młodzieży. W 2025 r. ta liczba podskoczyła do 45 proc. Pokazuje to, że wśród młodzieży dokonuje się jakaś zmiana. To samo badanie pokazuje, że liczba praktykujących młodych katolików wzrosła z 6 do 13 proc., a dla 40 proc. wierzących sfera religijna pozostaje nadal bardzo ważna. Badania pokazują, że chrześcijaństwo dzisiejszej młodzieży staje się coraz bardziej „multireligijne”. Młodzi katolicy wierzą np. w karmę, reinkarnację, magię czy uzdrawiającą moc z kosmosu. Ten synkretyzm łączy w sobie elementy podążające za modą danej chwili, ale i potrzebami młodych. Papież Franciszek, jeszcze jak był arcybiskupem Buenos Aires, nazwał takich ludzi „rozbitkami postmodernizmu”, którzy pilnie potrzebują czegoś, czego mogliby się chwycić, aby nie utonąć w otaczającej ich pustce i poczuciu bezsensu. Ten głód duchowości i poczucia sensu rzeczywiście istnieje. Warto dodać, że katolickie szkoły i uniwersytety troszczą się o to, aby przekazać młodzieży wartości, z którymi wkraczają później do życia społecznego i zawodowego.
Gdzie młodzi znajdują swoje miejsce w hiszpańskim Kościele?
– Swoistym fenomenem jest grupa „Hakuna”, która powstała po Światowych Dniach Młodzieży w Rio de Janeiro. Młodzi ewangelizują przez śpiew, a z drugiej strony mocno rozwijają kult eucharystyczny. Ich piosenki stały się fenomenem i przyciągają mnóstwo ludzi, przede wszystkim młodych. Już trzeci rok z rzędu po Wielkanocy zorganizowali koncert w centrum Madrytu, w tym samym miejscu, gdzie Leon XIV odprawi Mszę w Boże Ciało, na który przyszło 85 tys. osób – głównie młodych ludzi. Może napawać obawą to, że jest to religijność uczuciowa. Spotkać się, poczuć się razem, być blisko siebie, popatrzeć sobie w oczy, pośpiewać, no ale to jest moment, to jest chwila, zostaje pytanie, co dalej. Dlatego też hiszpańscy biskupi wydali ostatnio dokument na temat roli uczuciowości w religii. Jest to zjawisko obecne także wśród nowych form życia apostolskiego, głównie w instytutach, które wyrosły z ruchów charyzmatycznych.
Rosalía, ciesząca się międzynarodową popularnością hiszpańska piosenkarka pop, została nagrodzona przez biskupów za szerzenie wartości ewangelicznych. Znak czasów?
– Jej ostatni album „Lux” był prawdziwym fenomenem, słuchanym przez miliony ludzi na całym świecie. Pokazuje to jak bardzo dzisiejszy człowiek poszukuje sensu. Dowodem na to jest też niesłychany sukces filmu „Los Domingos”, w którym niewierząca reżyserka zmierzyła się z tematem powołania zakonnego, pytaniami o sens życia i konfliktem wartości obecnym w każdym społeczeństwie, a opowiedziała to na podstawie historii młodej dziewczyny, która wybrała życie klauzurowe. Film ten przyciągnął do kin tłumy ludzi, a produkcja zdobyła aż pięć nagród hiszpańskiego przemysłu filmowego Goya oraz „Złotą Muszlę” w San Sebastián. W przestrzeni publicznej jest zapotrzebowanie na prawdziwe i nieprzemijalne wartości.
Hiszpańskie klasztory klauzurowe przygotowują tysiące ręcznie wykonanych różańców, które trafią do uczestników spotkań z papieżem. Na zdjęciach informujących o tej akcji widać starsze siostry Hiszpanki oraz młode Hinduski i Afrykanki. Czy tak wygląda dziś Kościół w tym kraju?
– Wydaje mi się, że Hiszpania już dawno stała się „ziemią misyjną”, a tutejszy Kościół z trudnością poradziłby sobie bez księży i sióstr zakonnych z zagranicy. W kraju mamy ok. 22 tys. parafii, ale kapłanów jest niecałe 15 tys., a ich średnia wieku jest wysoka, szczególnie w Kraju Basków czy w Katalonii. Stąd diecezje ratują się kapłanami z Afryki czy Azji. Niektórzy studiują i przy okazji służą wiernym Mszą Świętą i sakramentami, inni przyjeżdżają jako misjonarze fidei donum. Obecność księdza z Afryki stała się elementem, który już nie szokuje, przynajmniej w Madrycie. Ostatnio byłem w diecezji Vitoria, gdzie kiedyś było jedno z największych seminariów duchownych w kraju. Dziś formuje się tam dwudziestu kleryków – żaden z nich nie jest Hiszpanem. Takie to są znaki czasu. Jeszcze gorzej jest w żeńskich zgromadzeniach zakonnych, które nie mają powołań, a co za tym idzie wspólnoty są coraz starsze. Stąd „łowienie” powołań w Afryce czy Azji. Jednak wiele takich sióstr potem szybko występuje, mówiąc otwarcie, że nie wybierały życia zakonnego, by „opiekować się starymi kobietami”, dotyczyło to szczególnie klasztorów klauzurowych.
Mówił Ojciec o starzejącym się duchowieństwie i braku powołań, jak więc wygląda codzienność parafii?
– Trzeba rozróżnić między parafiami miejskimi a wiejskimi. Te ostatnie to tzw. „España vaciada”, czyli „Hiszpania opuszczona”. Niekiedy ksiądz zagląda tam raz w miesiącu. Już 100 km na północ od Madrytu są problemy z obsadzeniem parafii. Z kolei w miastach ludzie coraz częściej szukają sobie parafii, która odpowiada im stylem duszpasterskim i sposobem głoszenia. W parafii Najświętszego Odkupiciela, którą prowadzimy jako redemptoryści w Madrycie mamy formalnie 3 tys. osób, ale kościół zawsze jest pełny. Szczególnie popularna jest Msza o godz. 20, na którą przychodzi co najmniej 800 osób i są to ludzie młodzi, rodziny z małymi dziećmi. Przyciąga ich chór, piękna oprawa liturgii, styl przepowiadania i stałe dyżury w konfesjonale. Dodam, że nasz proboszcz ma 80 lat, ale wciąż jest pełen inicjatywy i zatroskany np. o wystrój kościoła. Ludzie to doceniają i chętnie przychodzą. W innej madryckiej parafii akcent postawiony jest na całodzienną adorację Najświętszego Sakramentu i to też przyciąga.
Młodzież obecna jest w parafiach czy raczej bardziej odnajduje się w konkretnych wspólnotach i ruchach?
– Młodzi w parafiach są jak rodzynki w cieście. Szczególnie trudno zatroszczyć się o ich obecność w małych parafiach wiejskich, gdzie jeden starszy ksiądz ma do obsługi kilka wiosek dojazdowych. Trudno mu zapewnić Mszę św., a co dopiero zająć się młodzieżą. Jest mniej chrztów, bo rodzi się dużo mniej dzieci. Są też rodzice, którzy nie chcą chrzcić swoich dzieci, dopóki te nie dorosną i same nie zdecydują. To też przekłada się na codzienność parafii. Kilka dni temu przyszła do mnie kobieta, której niewierzący mąż nie zgodził się kolejno na chrzest trzech córek. I nagle jedna z nich przyszła do rodziców i powiedziała, że chce przyjąć Pierwszą Komunię Świętą tak jak jej koleżanki. I ojciec musiał ustąpić. Na hiszpańskich rodzinach odbija się epoka Zapatero: szybkie rozwody, rodzic „A” i „B”, a także promocja aborcji i eutanazji, czego dramatyczne skutki pokazał ostatnio przypadek nastolatki z Barcelony, której zamiast pomocy psychologicznej i rehabilitacji wskazano „wspomagane samobójstwo”.
Hiszpanie się jeszcze spowiadają? Pytam o to w kontekście decyzji archidiecezji Madrytu, która zamiast ustawienia dodatkowych konfesjonałów w miejscach spotkań z papieżem, wybrała otwarcie „punktów słuchania”.
– Ta decyzja spotkała się z powszechną krytyką, wiele osób było zgorszonych. Przypominano Światowe Dni Młodzieży w Madrycie czy Lizbonie, gdzie konfesjonały były oblegane przez młodych, tworząc swoiste miasteczko miłosierdzia. Ostatecznie rzeczniczka diecezji poinformowała, że w kościołach Madrytu będzie możliwość całonocnej spowiedzi towarzyszącej czuwaniu młodzieży z Leonem XIV i poprzedzającej uroczystą Mszę w Boże Ciało. A wracając do pytania o to, czy Hiszpanie się jeszcze spowiadają. Ta praktyka bardzo upadła, ale moje doświadczenie jako spowiednika w naszej parafii, gdzie są stałe godziny spowiedzi, jest takie, że ludzie są gotowi przejechać nawet 20 km, bo wiedzą, że tu będzie ksiądz. Często słyszę od ludzi, że nie mogli się wyspowiadać, bo ksiądz na przykład nie przyszedł. To są echa lat posoborowych, kiedy powyrzucano w Hiszpanii konfesjonały z kościołów, bo spowiedź była już niepotrzebna. Do naszej redemptorystowskiej parafii przychodzi do spowiedzi wielu studentów, ludzi młodych. Droga Neokatechumenalna czy Opus Dei pracują z młodzieżą, przypominając czym jest spowiedź, bo zatraciło się to poczucie grzechu, czym jest grzech i czemu ta spowiedź służy. Często jednak słyszę: „Po co mi ksiądz, jak ja sobie porozmawiam z Panem Bogiem sam czy sama i nikogo nie potrzebuję do tego, żeby się jakoś wyspowiadać”.
Przez Hiszpanię przetacza się fala protestów przeciwko obecnemu rządowi. Jakiego przesłania społecznego oczekują od papieża mieszkańcy tego kraju?
– W Hiszpanii istnieją duże problemy: migracja, starzenie się społeczeństwa, brak mieszkań, szczególnie dla ludzi młodych, trudności z pracą. Jest też rak, który drąży społeczeństwo, a jest nim korupcja. Czytając hiszpańskie gazety, ma się wrażenie, że jesteśmy w kraju, w którym rządzi mafia. Obecny premier Pedro Sánchez jest oskarżany o tolerowanie korupcji, a jego brat i żona o nadużycia finansowe i handlowanie wpływami. Kilku ministrów z jego rządu ustąpiło pod ciężarem zarzutów. Skala skandali jest nieprawdopodobna, a krytyków swych działań – będący u władzy socjaliści – nazywają faszystami i oskarżają o mowę nienawiści, zapowiadając wprowadzenie odpowiedniej ustawy przeciwko tej mowie nienawiści, żeby oficjalnie bronić wartości demokratycznych, a w rzeczywistości bronić po prostu tego, żeby nikt nie krytykował obecnego rządu. Polaryzacja w społeczeństwie jest ogromna. Szczególnie ważne będzie wystąpienie Leona XIV przed obu izbami parlamentu. To historyczne wydarzenie, bo ani Jan Paweł II, ani Benedykt XVI nigdy nie zabrali głosu na tym forum. Przewodniczący episkopatu wskazuje, że obecny papież przyjeżdża jako ktoś z zewnątrz, kto z perspektywy może spojrzeć na kryzys hiszpańskiej demokracji i dzięki temu wskazać jakieś konstruktywne elementy.
Do polaryzacji w społeczeństwie przyczynia się również kwestia migracyjna…
– Polityka migracyjna dzieli społeczeństwo, które nie radzi sobie z napływem przybyszów głównie z krajów afrykańskich. Obecnie władze legalizują pobyt 800 tys. migrantów, zapewniając im też społeczne benefity. To musi dzielić w sytuacji, gdy rodowitym Hiszpanom żyje się coraz trudniej i niczego nie dostają od państwa za darmo. Migracja to poważny problem szczególnie na Wyspach Kanaryjskich. Papież odwiedzi Teneryfę i zetknie się z nim na własne oczy. Tam łódkami codziennie przybywają tysiące osób, wielu ginie w czasie przeprawy. Na jednej z wysp liczba migrantów czterokrotnie przewyższa liczbę rdzennych mieszkańców, to bardzo dużo. Panuje przeludnienie w ośrodkach dla migrantów, zwłaszcza tych dla niepełnoletnich. W mediach coraz głośniej jest o kolejnych napadach, rabunkach, gwałtach. Z ogromnym problemem boryka się Barcelona, gdzie nawet w biały dzień zdarzają się napady na turystów. Tutejsze media ciągle podkreślają brak bezpieczeństwa.
Co by Ojciec chciał, żeby wybrzmiało w czasie papieskiej podróży?
– Wydaje mi się, że najważniejszą sprawą, jeżeli chodzi o społeczeństwo, jest polaryzacja, a co za tym idzie konieczność przypomnienia podstawowych zasad zdrowej demokracji, czy też zdrowej polityki. W Hiszpanii ma się wrażenie, że polityka służy tylko po to, żeby się wzbogacić i to najczęściej kradnąc, prowadząc nielegalne interesy. Hiszpanie oczekują jasnego, zdrowego i mocnego głosu Leona XIV w kwestiach społecznych. Natomiast gdy chodzi o Kościół, to wydaje mi się, że potrzebne jest przypomnienie jego wymiaru misyjnego, tego, że Kościół nie może, ale musi mówić o Ewangelii i robić to bez jej rozwadniania. Papież przyjeżdża, by umocnić nas w wierze, ale też, by powiedzieć – idźcie i głoście. Hiszpańskiemu Kościołowi potrzebne jest przebudzenie z letargu, a zarazem przywrócenie mu jasnego, odważnego i wyraźnego głosu, takiego jaki kiedyś miał w społeczeństwie.
